DRUGI OBIEG
Wtorek, 4 sierpnia 2026
1.
Państwo D.O.stwo padło, po wielogodzinnym wystawianiu swoich starczych
organizmów na ciężką próbę. Jak to opisać, żeby nie wyszło, że D.O. krytykuje
swoją bezpośrednią przełożoną? Chyba się nie da. Bo D.O. chciał oczywiście
chciał pojechać do Włoch, gdzieś wysoko w Alpy, żeby było słonecznie, ale
niezbyt gorąco. Żona D.O. stanowczo odmówiła współpracy i zażądała wycieczki do
Kulturstadt, „bo we Włoszech będzie za gorąco”. D.O. spojrzał na prognozy i
uprzedził, że w Berlinie będzie cieplutko, ale gdzieżby tam D.O. wierzyć! No i
państwo D.O.stwo skończyło na rozgrzanej patelni i przypiekło się
niebezpiecznie, bo bez masełka. Za to potu było co niemiara! Żona musiała
zrobić przepierkę swojej spódnicy, by oczyścić ją z solnych zacieków, a D.O.
cuchnął wstrętnie, tak, że trudno mu było wytrzymać z sobą samym. Lekarstwa,
które zażywa wpływają na woń potu bardzo niekorzystnie, a nie może sobie
pozwolić, by zmieniać koszulki dwa razu dziennie, więc po lekkiej kąpiółce po
powrocie do hotelu musiał włożyć przemoczoną potem i mocno aromatyczną
„polówkę” drugi raz, ku swemu utrapieniu.
A zaczęło się niewinnie, bo po porannej konstatacji, że niektóre muzea
niepaństwowe są otwarte w poniedziałek, pojechaliśmy do leżących obok siebie
muzeum Dahlem i Brücke (od nazwy grupy malarzy i rzeźbiarzy głównie
niemieckich, działających na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Temperatura była
znośna, muzea niewielkie, więc w 40 minut zaliczyło państwo D.O.stwo oba i
wtedy Żona zażądała „wycieczki do miasteczka”. Po zapakowaniu samochodu do
podziemnego parkingu za Operą (która działa latem) ruszyło państwo do włoskiej
restauracji (Żona nie ma zaufania do innych a przecenia jakość włoskich knajp
za granicą). Tam, znad talerza klusek (za dużo pecorino!) wysłuchali włoskiego
repertuaru muzycznego. Gdy doszło do stareńkiego przeboju „Saran belli occhi
verdi, saran belli occhi blu ma le gambe ma le gambe ma le gambe piacciono di
più), Żona zauważyła, że to skandal, żeby takie seksistowskie piosenki nadal
puszczać w XXI wieku. Na co D.O.: „no, ale kobiety stają na głowie, żeby swoje
piękne nogi eksponować”.
- Tak – odpowiedziała Żona – kobiety muszą eksponować, a mężczyźni musza
udawać, że ich nie widzą.
No tak.
Do tematu wróciliśmy wracając z kolacji.
- Jestem cała krzywa – jęknęła wymęczona upałami i forsownymi marszami po
patelni Żona D.O.
- Kobiety tak mają – odparł D.O.
- Nie, tylko staruszki – upierała się.
- No ale kobiety stają na głowie, by swoje krzywizny wyeksponować – oponował
D.O. – zwłaszcza w pewnych miejscach.
- Właściwie mogłabym cię zadenuncjować za seksizm – zagroziła Żona.
- No ale kobiety z dużym zapałem eksponują owe pewne miejsca! – bronił się D.O.
- Mężczyźni rzeczywiście mają dziś przechlapane. Jeśli skutecznie udają, że nie
widzą wysiłków kobiet, to te się obrażają, a jak je zauważą, to lecą na policję
oskarżać ich o napaść…
A poza tym Berlin jest wielki, chaotyczny i przede wszystkim przerażająco
rozkopany. Trudno znaleźć jakąś dłuższą ulicę nie przegrodzoną w poprzek
biało-czerwonymi barierami, jakiejś zabytkowej, centralnej czy peryferyjnej
okolicy, by nie było wielkiego dołu, sterty kamieni i pięknych, ale
odgrodzonych placów, rozkopanych i zarośniętych perzynami. Myśli D.O., że całe
pokolenie 20 i 30-letnich Berlińczyków nie zna rodzinnego miasta bez tego
wstrętnego bałaganu. Nadmiar remontów, usprawnień komunikacyjnych, restaurowania
dziesiątków zabytków naraz to szaleństwo. Mapy gógla głupieją, nie potrafiły
doprowadzić nas do przystani statków wycieczkowych, bo pamięta (tak, jak D.O.)
gdzie były, a ojcowie miasta nie zawiadomili go, że okolica ta została
rozgrzebana i porzucona, a przystań przeniesiona do wejścia do muzeum DDR.
D.O. się w pale nie mieści, że ktoś może być zainteresowany życiem w tym
wielkim gułagu pod sowiecką okupacją, ale wychodzi na to, że do muzeum walą
tłumy. Żona twierdzi, że w Polsce są też muzea PRL, co wstrząsa pana D.O.wym
jestestwem.
D.O. doda, że w Berlinie bywał wielo, wielokrotnie, prywatnie i służbowo i z
misjami opozycyjnymi i poruszał się po obu częściach miasta całkiem swobodnie,
a dzisiaj musi się zdawać na gógla, który zresztą nie spocznie, nim nie
wywiezie D.O. na jakąś autostradę, albo przynajmniej jakąś dwupasmówkę,
oczywiście rozkopaną i oczywiście z nawierzchnią w żałosnym stanie.
Nie, nie.
Dziś znowu ma być cieplutko, ale w muzeach na Wyspie Muzeów powinna być
klimatyzacja. O ile oczywiście muzea nie są rozkopane, nie są w remoncie, bo
sądząc po zwałach wszelkich odpadków na dziedzińcach, D.O. ręki uciąć sobie nie
da. Oczywiście we wszystkich państwo D.O.stwo było nie raz i nie dwa i ma
doskonałe wspomnienia, zobaczymy, czy współczesność nam tych wspomnień nie
popsuje.
Muzeum w Dahlem.
Drzewo przed muzeum. Żona zapytała, co D.O. najbardziej utkwiło w pamięci z
tego poniedziałku i D.O. wskazał to drzewo. Przyjrzyj się, Czytelniku, a
zrozumiesz, dlaczego.
Dlatego. Bo żyją ze sobą w pełnej symbiozie od ponad stulecia dąb z sosną,
spleceni w nierozerwalnej więzi. Są nawet połączone sokami, popatrzcie na te
kikuty gałęzi, wrośnięte jedna w drugą.
Czyż może być lepszy symbol miłości w różnorodności? Współżycia bez względu na
rasę, gatunek czy rodzaj olistowania. Cały Berlin. Przynajmniej kiedyś był
taki, takim go D.O. pamięta, kiedy 12 lat temu kręcił o nim film (nadal
dostępny na Playerze).
To muzeum było kiedyś pracownią Bernharda Heiligera, rzeźbiarza, a nawet dwóch,
pierwszemu za zasługi dla nazionalsozialismus zbudowała partia.
A to już muzeum Brücke
Wnętrze
Kolekcja. Żona kręciła nosem, że nie ma najważniejszych dzieł przedstawicieli
tej grupy, le D.O. zaakceptował. Wiedział, że się w tej twórczości nie zakocha,
bo już nie raz się z nią zetknął, ale nie wzbudza w nim złych instynktów.
Kilka obrazków…
I wspaniały pomysł: stół do bazgrania „dzieł” przez dzieci, „dzieła lądują na
ścianie.
Oto one.
Jezioro Łebsko, tyle, że prze wojną.
Bebelplatz. W głębi katedra św. Jadwigi, ledwie co odbudowana.
Martwa Unter den Linden.
Martwa, bo w niedzielę szli tędy Irańczycy, a w poniedziałek, przy równie
licznej asyście policji, przeciwnicy wojskowego reżimu w Mjanmie. A propos,
przedstawiciel Międzynarodowego Czerwonego Krzyża spotkał się z panią Aung San
Suu Kyi, przecinając spekulacje o jej śmierci. Ale wojsko nadal ją więzi.
Forum Humboldtów. Dookoła wszystko rozkopane.
Jeden z dziedzińców kompleksu, wybudowanego „jak dawniej” na miejscu „parlamentu”
DDR-u, w koszmarnym Palast der Republik.
Palast der Republik, Berlin Wschodni. Brrr…
Kolejny dziedziniec forum Humboldtów
Karl Liebknecht Brücke. Powyżej ulica pana Karola. Wszyscy bożkowie socjalizmu
zachowali soje ulice w Berlinie. Zwróćcie uwagę na wschodnią ścianę Forum:
pasuje do reszty, jak pięść d nosa.
Augenblick n protestanckiego kolosa, rozsypujący się znowu kościół świętego
Mikołaja, który jeszcze kilka lat temu, świeżo odnowiony i wyzłocony, był
ozdobą centrum Berlina, a nie straszydłem, jak teraz.
Stacja Friedrichstrasse, zwana pałacem westchnień lub łez: ostatnia stacja przed
Berlinem Zachodnim, gdzie krewni żegnali na zawsze najbliższych, którym udało
się dostać pozwolenie na wyjazd na dekadencki i wrogi Zachód. Jak nie
wierzycie, spytajcie Kaczyńskiego, podobno spędził parę godzin w Wiedniu i
bardzo mu się ów dekadentyzm nie spodobał.
Budynki Bundestagu po obu stronach Sprewy.
Fajnie mieć nowoczesny parlament, nie?
The Cube, nazwa nieoryginalna, architektura owszem. Nowoczesność! Specjalna
aplikacja wpuszcza do biur i pozwala robić sobie kawę w ekspresach na
korytarzach. Każdy może wynająć sobie tutaj biuro. Do pociągu niedaleko, bo to
praktycznie na nowym Dworcu Głównym.
Urząd kancerki od rzeki. Największy na świecie! Ale niewystarczająco wielki, bo
budują drugi, po drugiej stronie rzeki.
--------
I to jest właśnie współczesne „dziennikarstwo”.
Szczątki ukraińskiego drona spadły na kurort nad Morzem Czarnym w Rosji. Ofiary
śmiertelne i ranni.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/08/03/video/drone_ucraina_resort_russo_mar_nero_guerra-425510067/?ref=RHLF-BG-P6-S1-T1-r2975
Fragmenty ukraińskiego drona spadły na plażę w kurorcie w Gelendżyku, nad
Morzem Czarnym w Rosji. Władze obwodu krasnodarskiego (w tym Gelendżyku) podają
wstępną liczbę ofiar śmiertelnych: siedem osób, w tym troje dzieci i około
czterdziestu rannych.
Dziękuję Redaktorze. Życzę Państwu dobrego wypoczynku
OdpowiedzUsuńTobie również... :)
UsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńDobrego dnia...
OdpowiedzUsuń