DRUGI OBIEG
Czwartek, 3 września 2026



No to D.O. jechał, jechał aż dojechał.
I powtarza: przemieszczanie się samolotami, to prawdziwa tortura!
To hańbiące współczesną Polskę lotnisko na Okęciu nadaje się tylko do wyburzenia. Poza slumsowym charakterem, nie nadaje się do obsługi tak dużej liczby pasażerów. Choć wrzesień – tłok piekielny. W samolocie mieści się średnio ponad sto osób, a przy ciasno rozstawionych bramkach do siedzenia miejsc 20. I to twardych i bardzo niewygodnych. Wcześniej wita podróżnych remont strefy security: zapory, taśmy, przykrywający plastik. I kolejka, sięgająca głęboko do hali biletowej.
A potem cheap flight, a to oznacza autobus, w którym ludzie są stłoczeni jak śledzie, wspinanie się po stromych, wysokich schodach z walizkami, siedzenie na krześle, przy którym łoże madejowe wygląda jak z salonu hrabiny. Ciasnota nieludzka.
Siedział koło D.O. młody, baaardzo aromatyczny Włoch w koszulce z napisem szwabachą, który po kwadransie poczuł senność, oparł głowę na ramieniu D.O. i pochrapywał.
Po przylocie – długie poszukiwania miejsca, w którym zaparkowało shuttle, dowożące do wypożyczalni samochodów, półgodzinna, pełna zakrętów trasa do niej, a potem już tylko godzinka w oczekiwaniu na wypisanie kontraktu, po długim sporze urzędniczki z poprzedzającym D.O. młodym człowiekiem. Już jest noc, android auto zupełnie inne niż u D.O., koniecznie pokazuje, że jedzie w dół, a nie w górę mapy i nie można tego zmienić. Krótko przed północą państwo D.O.stwo znajdują się w residence, która ogłaszała, że ma recepcję tylko do 22. Ale po telefonie na nas czekano, więc padliśmy do łóżka i zasnęli.
No bo to tak jest, że D.O. nie znosi latać samolotami, a zwłaszcza tanimi liniami, a Żona D.O. nie znosi jeździć samochodem. Nie zawsze tak było, ale jest i nic się na to nie poradzi.


















Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga