DRUGI OBIEG
Niedziela, 20 września 2026
1.
Kiedy D.O. wyjeżdżał do ciepłego kraju, w jego pokoju było wieczorem 26
stopni, więc przykrycie było cieniutkie. Teraz, kiedy wrócił, jest 21, a nad
ranem 19 stopni. No i D.O. ma początek zapalenia gardła i jest nieszczęśliwy.
Tym bardziej, że czyta wiadomości. No, ale dziś niedziela i nie będzie za
bardzo gnębił Czytelników, którzy, jak jeden mąż 9allno żona) deklarują, że
lubią jesień.
Ale w sobotę D.O. pojeździł po polach w towarzystwie słoneczka, które ładnie
grzało, dopóki oczywiście nie wysiadło się z samochodu, bo wtedy przeszywał
stare ciało zimny wiatr.
Złowróżbnicy mówią, że już w weekend nastąpi załamanie pogody, więc D.O.
przemyśliwa o eutanazji.
2.
Po włączeniu światła w kuchni coś szpetnie huknęło i światło zgasło.
Oczywiście w weekend, bo kiedy rzeczy mają się psuć? Dopiero po jakimś czasie
wyszło na jaw, że nie działa część świateł w domu. A skrzynka z bezpiecznikami
za lodówką, lodówka potężna i ciasno wciśnięta, D.O. nie wolno podejmować
wysiłków. Ale musiał, więc podjął. To skomplikowane, bo lodówka stoi na
platformie na kółkach, niczym do niej nie przymocowana, więc należy wyjeżdżać
platformą, a nie lodówką. A D.O. nie wolno za bardzo się chylać. Co robić: D.O.
jest stary i zniedołężniały. W końcu się udało włączyć bezpiecznik, ale humoru
to D.O. nie podniosło. Na dodatek w piątek wziął przez pomyłkę rano proszki
wieczorne, ze środkami nasennymi, a potem się dziwił, że się na mieście ledwo
na nogach trzymał.
Coś ojczyzna D.O. nie służy.
3.
3 lata temu
1.
D.O. spędził dzień w jednym ze swoich najukochańszych miejsc w Europie: w
Volterrze.
Volterra – och pisał to już sto razy – to miejsce, o którego jakieś 35 lat temu
postanowił zajechać, żeby rzucić okiem i został z rodziną – Dzieci były jeszcze
małe – trzy dni. Byliśmy bardzo biedni, mieszkali w jakimś klasztorze,
oczywiście nie było żadnej wentylacji, a na zewnątrz było 40 stopni, nie było
wody, bo jakaś katastrofalna susza, braciszkowie czy siostrzyczki włączali ją
na 10 minut…
Dzieci – dranie – pewnie nie pamiętają, ale dla nas to był szok, zwłaszcza, że
wysupłaliśmy ostatnie grosze na wejście o przaśnego jeszcze wtedy Muzeum
Guarnaccich, gdzie pierwszy raz, oko w oko, stanęliśmy w obliczu sztuki
etruskiej. I przepadliśmy na dobre.
Potem wracał D.O. do Volterry kiedy tylko mógł. Raz pojechał na festiwal
teatralny, gdzie, na krótko przed śmiercią – pojawił się z wykładem Jerzy
Grotowski. Było jeszcze kilku światowej sławy reżyserów, ale kiedy przemówił
pan Jerzy – nie było co zbierać, przewyższał wszystkich. Był guru dla gurów.
Reportaż D.O. z tamtego spotkania publikował bodaj „Dialog”.
Drugi szok to było spotkanie z alabastrem. Do tamtego dnia kojarzył się D.O. a
ohydnymi abażurami i innymi drobnomieszczańskimi bibelotami, a tam zobaczył
cuda, zrobione z tego materiały, prawdziwe dzieła sztuki. Użytkowej, ale nie
tylko.
D.O. zdobił się stary, a Volterra nadal go czaruje, jak zawsze.
A Muzeum Guarnacci… Hmmm… Miałby D.O. nie lada dylemat, gdyby kazano mu
wybierać po między opisywanym kilka ni temu Narodowym Muzeum Etruskim w Villa
Giulia w Rzymie a Guarnacci w małej Volterrze.
Innymi słowy: ludziom, którym D.O. dobrze życzy, D.O. życzy, żeby kiedyś
trafili do Volterry i doznali zawrotu głowy, jak za każdym razem dostaje D.O.
No i co: nie chciałbyś, Czytelniku, zagubić się w takich zaułkach?
Albo w takich, pustych?
Przechodziłbyś pod takimi podcieniami, …
Takimi łukami…
Zaglądałbyś przez takie drzwi, na takie podwórza…
A poszedłbyś potem di muzeum Guarnacci, w pałacu Guarnaccich, gdzie w XVIII
wieku jeszcze biskup Guarnacci jako pierwszy zaczął poważnie kolekcjonować i
opisywać niezliczone pozostałości etruskie, które wyskakiwały spod ziemi,
gdziekolwiek wbić łopatę… Spojrzałbyś z ostatniego pięta na zachód i zobaczył
dachy Volterry, potem na wschód, by zobaczyć dawną twierdzę medycejską,
przerobioną na więzienie…
Wyjrzałbyś przez okno ponad etruskimi urnami i zachwyciłbyś się krajobrazem…
A potem poszedłbyś zwiedzać.
Oto, na pierwszym piętrze „L’Ombra ella Sera” – Wieczorny Cień. Cień To etruska
statuetka wotywna, pochodząca ze starożytnego Velathri, a obecnej Volterry.
Mówi się, że to poeta Gabriele D'Annunzio nadał jej nazwę „Ombra della sera”,
ale w rzeczywistości nazwa ta ma pochodzenie ludowe.
Klejnoty etruskie z Volterry na oko D.O. należą do najpiękniejszych, jakie
kiedykolwiek widział.
A człowieczeństwo rzeźb nagrobnych… Coś nieprawdopodobnego! To wszystko
pochodzi sprzed 2000 lat!
To są żyjące, prawdziwe twarze, pełne ludzkich, często wzruszających emocji.
No właśnie. Nie można oderwać oczu.
A jeśli na wcześniejszych fotografiach nie zwróciłeś, Czytelniku, uwagi na same
urny i sarkofagi, to popatrz teraz. W tym wypadku - mężczyźni na wojaczkę,
kobiety w tanecznym korowodzie. Ale popatrz też na poprzednie. Coś
niesamowitego! Ile się można dowiedzieć o życiu tych ludzi, którzy nie
pozostawili po sobie praktycznie żadnych budowli, poza nekropoliami.
Kołodzieje mieli u Etrusków mnóstwo roboty. Powozy wszelkich form. No i te
alufelgi…
Sceny batalistyczne, biesiadne i morskie – to trzy główne tematy płaskorzeźb na
urnach i sarkofagach.
Sporo w tym scen okrucieństwa.
Ale też sporo, naprawę sporo erotyzmu.
A propos erotyzmu u Etrusków…
Do tych sarkofagów złodzieje zaglądali już wcześniej, na długo przed ich „odkryciem”.
No i – obok „Wieczornego cienia” – najsłynniejszy bodaj eksponat w Muzeum
Guarnacci: Grób małżonków. Symbol miłości, wierności i partnerstwa. Bo –
pamiętasz? – kobiety w społeczeństwie etruskim cieszyły się równouprawnieniem,
co u tych barbarzyńców – Rzymian – było uważane za symbol zniewieścienia
etruskich mężczyzn.
Ani ona, ani on nie mieszczą się w kanonach starogreckich kurosów czy innych
piękności, ale ileż w tym ludzkiego ciepła!
Czy dzisiaj taki dzbanek nie byłby cudownym dodatkiem o eleganckiego stołu?
A widoki z okien Muzeum Guarnacci potrafią być bardzo symboliczne: nieprawdaż?
4.
3 lata temu
1.
„No jak to: byłeś w Volterrze i nie pojechałeś o San Gimignano? – zawoła każdy
bywalec Toskanii. - Toż to blisko"!
Nie, no, oczywiście, że D.O. pojechał, tylko kolejnego dnia, bo dwa takie
klejnoty jednego dnia to zbyt dużo.
W Volterrze nie brakowało turystów, ale San Gimignano… Hordy!
Ze wszystkich D.O. tam pobytów, ten był najtłumniejszy.
I jeszcze na dodatek na rynku, przed katedrą i na kilku jeszcze placykach tego
cudu świata były rozstawione bazarowe stragany, i jeszcze na dodatkowy dodatek
niebo było przeważnie zachmurzone, więc nie wszystko poszło, tak, jak tego D.O.
oczekiwał.
Bo oczekiwał pewnej magii, z której ludzkie hordy to cudne miasteczko odarły,
oczekiwał czasu na ustawienie kadru, oczekiwał jakichś ciekawych, „ludzkich”
ujęć…
Nie dało się.
Więc D.O. nie jest pewien, czy zdoła przekazać choćby cząstkę uroku tego
dziedzictwa kulturalnego ludzkości.
Ale gdyby mimo wszystko tak, gdyby przekazał, gdyby zachęcił, to radzi wybrać
się tam poza sezonem turystycznym.
Wczoraj – najwięcej było Włochów, jakieś 50% na oko. Potem Niemcy, jakieś 25%,
potem Polacy, jakieś 10%. Reszta – organizacja narodów rozproszonych.
2.
San Gimignano słynie ze średniowiecznych wież, które wciąż się nad nim wznoszą,
dzięki czemu zyskało przydomek średniowiecznego Manhattanu. Z 72 wież i ante
literam wieżowców, istniejących w złotym wieku gminy, tj. w r. 1580 pozostało
25, a dziś jest ich „zaledwie” 15; kolejne 11, „poniżone”, można dostrzec w
tkance miejskiej.
Najstarsza jest wieża Rognosa (parszywa), która została wzniesiona na początku
XIII wieku. Najwyższy jest Torre del Podestà, ma wysokość 54 metrów.
Rozporządzeniem z 1255 rząd zakazał osobom prywatnym wznoszenia wież wyższych
od wieży Rognosa (która wówczas była najwyższa, a „rognosa” znaczy „parszywa”),
mimo że dwa najważniejsze rody, Ardinghelli i Salvucci, zleciły zbudowanie
dwóch nieco niższych wież o niemal równej wielkości, aby zademonstrować swoją
moc.
Poza tym XII i XIII-wieczne omy i pałace, ulice i zaułki, sklepiki, w których
aż dziw, że nie ma ciupag, bo poza tym są błyskotki z Sycylii i sery z
Piemontu, torebki z Florencji, lawenda z Grasse i – przede wszystkim, mnóstwo,
mnóstwo szmat i szmatek z Bangladeszu i Chin.
Jedziesz sobie zakrętasami i nagle pojawia ci się to.
Zbliżasz się i – to nie była fatamorgana!
Więc – znalazłszy kilka kilometrów od centrum parking i shuttle, które zawiezie
cię zeń do Porta San Giovanni, zapuszczasz się między te wieżowce z cegły i
kamienia.
Wieże tu, wieże tam… Głowę trzeba zadzierać.
Rynek, na rynku stragany.
Il Duomo, czyli katedra
Rynek znów, od południa tym razem.
Rynek znów znad straganów.
Ulice,
Uliczki.
5.
9 lat temu
Pan Ralph Ziemba publikuje na swoim profilu sarkastyczną propozycję bojkotu
wszystkiego, co niemieckie, nawiązując w sposób oczywisty do paranoicznych prób
PiS-u wytworzenia sztucznego wroga. Albowiem żadna władza totalitarna nie może
obyć się bez wroga: wróg pomaga skupić prostaczków wokół rzekomo szlachetnej
idei "obrony zagrożonej ojczyzny". To, co uderza, to fakt, że na
głównych wrogów wyznaczani są zazwyczaj najlepsi przyjaciele, najszlachetniejsi
ludzie, najdoskonalsze państwa oraz ustroje polityczne, zwłaszcza demokracja
liberalna. Nasi zwolennicy totalitaryzmu obrali sobie ostatnio za cel
najbardziej demokratyczne, zamożne i opiekuńcze państwo i społeczeństwo w
Europie i usiłują, często niestety z powodzeniem, przypisać mu najgorsze cechy.
Ja chciałbym krótko uzupełnić wpis p. Ralph Ziemby bardzo skróconą listą
Niemców, którzy zapisali się w polskiej historii - jak sądziliśmy dotychczas -
pozytywnie. Ale wkrótce okaże się, że to wszystko była piąta kolumna, której
ukrytą intencją było osłabienie jedynie słusznego ducha polskości...
Oto lista:
Władysław Anders,
Stanisław Bauman (inżynier),
Bp Juliusz Bursche,
Jan Henryk Dąbrowski,
gen. Gustaw Orlicz-Dreszer,
Józef Elsner,
Gen. Emil Fieldorf,
Fukierowie,
Gustaw Adolf Gebethner (i August Robert Wolf),
Wojciech Gerson,
Gen. Józef Haller,
Maria Kalergis,
Oskar Kolberg,
Gen. Franciszek Kleeberg,
Katarzyna Kobro,
Św. Maksymilian Maria Kolbe,
Niklas Koppernigk (zwany Mikołajem Kopernikiem),
Joachim Lelewel,
Samuel Bogumil Linde,
Edward Linde-Lubaszenko,
Tadeusz Manteuffel,
Artur Oppmann,
Helena Paderewska, żona Jana,
arch. Jan Chrystian Schuch,
Stanisław Staszic,
Tomasz Stockinger,
Karol Strasburger,
Veit Stoß, zwany Witem Stwoszem,
Andrzej Szczepkowski,
Jan Sztaudynger,
Romuald Traugutt,
Wedlowie,
Nikolai Wirsing zwany Mikołajem Wierzynkiem,
Architekt Szymon Bogumił Zug.
Zaskoczeni? Czemu? Część z tych nazwisk już raz była na indeksie; indeks
założyli i prowadzili rządzący wówczas rosyjscy agenci.
Wrócili i znów uzupełniają indeks o stare i nowe nazwiska.
6.
Holenderska policja tłumi gwałtowne protesty skrajnej prawicy w Hadze
Władze zakazały marszu antyimigracyjnego po tym, jak w park w centrum miasta w
stronę funkcjonariuszy rzucono fajerwerkami i innymi przedmiotami
========
Patrz polski rządzie, patrz policjo, patrzcie i uczcie się.
7.
Ruskie głosują.
A ponieważ D.O. jest jasnowidzem, to doskonale wie, kto wygra te „wybory”.
8.
Reporterzy CNN, Politico i MS NOW nie mają wstępu do Białego Domu
Zakaz dotyczący niektórych dziennikarzy stanowił poważną eskalację konfrontacji
prezydenta Trumpa z mediami i prawdopodobnie spotka się z krytyką prawną.
9.
Jak Trump wykorzystuje władzę, aby tłumić słowo
Prezydent Trump za pośrednictwem agencji rządowych zobowiązał się do
ograniczenia wolności prasy. Ta szeroko zakrojona kampania, zdaniem obrońców
wolności słowa, przyniesie długotrwałe efekty.
https://www.nytimes.com/2026/09/12/us/politics/trump-free-speech.html
Departament Sprawiedliwości wysłał agentów FBI do domów reporterów, aby
doręczyli wezwania sądowe, a w co najmniej jednym przypadku udokumentowali
nakaz przejęcia urządzeń. Pentagon zwolnił redaktora i wydawcę swojej
tradycyjnie niezależnej gazety „Stars and Stripes” oraz zablokował dostęp innym
dziennikarzom, którzy odmówili podpisania zobowiązań ograniczających ich
działalność reporterską.
Agencje regulacyjne wykorzystują swoje uprawnienia, aby wywierać presję na
media w sprawie publikowanych treści. Administracja ograniczyła finansowanie
telewizji publicznej i radia. Rozgniewany doniesieniami, które mu się nie
podobają, prezydent Trump pozwał główne media, a Biały Dom przejął kontrolę nad
dotychczas niezależnym środowiskiem prasowym, które śledziło poczynania
prezydenta, decydując, które media mogą uczestniczyć w programie.
Po prawie 20 miesiącach drugiej kadencji pana Trumpa jego długotrwałe starcia z
mediami przerodziły się w szeroko zakrojoną kampanię mającą na celu kontrolę
wolności słowa w Ameryce. Kampania ta wyróżnia się tym, że wykorzystuje wiele
narzędzi jednocześnie, szybko i w bardzo krótkim czasie.
Kierując się osobistym gniewem, oburzeniem wywołanym przeciekami i
determinacją, by kształtować narrację polityczną na swoją korzyść, pan Trump
wykorzystuje siłę rządu federalnego i składa osobiste pozwy – wymierzone nie
tylko w dziennikarzy i liberalnych krytyków, ale także w komików i gospodarzy
talk-show oraz stojące za nimi podmioty korporacyjne.
Prezydent i jego sojusznicy po prostu domagają się rozliczenia za to, co uważa
za stronnicze, niesprawiedliwe i czasami nieścisłe relacje i krytykę — jest to
wysiłek, który został przyjęty z zadowoleniem przez wieloletnich
konserwatywnych krytyków prasy, takich jak ci z Media Research Center.
Doradcy zauważyli, że Biały Dom w tym roku poszerzył krąg osób zapraszanych do
relacjonowania wydarzeń, takich jak nieoficjalny lunch prezydencki z
prezenterami telewizyjnymi poprzedzający doroczne orędzie o stanie państwa.
W oświadczeniu dyrektor ds. komunikacji Białego Domu Steven Cheung stwierdził,
że „stronnicze doniesienia medialne wyrządzają krzywdę narodowi
amerykańskiemu”. Wskazując na liczne sesje pytań i odpowiedzi Trumpa z
dziennikarzami jako dowód na „bezprecedensowy dostęp”, dodał: „Wykorzystujemy
wszelkie dostępne narzędzia, aby zapewnić rzetelne doniesienia opinii
publicznej i pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy świadomie
rozpowszechniają fałszywe informacje”.
Zwolennicy wolności słowa twierdzą, że intencja prezydenta jest oczywista:
karać, zastraszać i uciszać dysydentów.
„Nie ma tygodnia, żeby nie podejmowano nowych kroków w celu ograniczenia
wolności prasy w kraju” – powiedział Clayton Weimers, dyrektor wykonawczy
północnoamerykańskiego oddziału Reporterów Bez Granic. „Zaobserwowaliśmy znaczny spadek wolności
prasy”.
W przypadku pozwów sądowych prezydent i administracja często
przegrywali, zmuszeni do konfrontacji z sędziami, którzy formułowali stanowcze
orzeczenia potwierdzające prawa gwarantowane Pierwszą Poprawką.
Jednak nawet droga do prawnego zwycięstwa może wiązać się z poważnymi kosztami
finansowymi i wizerunkowymi dla tych, których uważa za przeciwników, a wśród
nich znalazły się „The New York Times”, „The Wall Street Journal” i BBC.
Analitycy mediów twierdzą, że za każdym razem, gdy prezydent atakuje to, co od
dawna uważa się za wolność słowa, podważa normy i podważa rolę niezależnej
prasy.
Organizacja Reporterzy Bez Granic prowadzi indeks, który śledzi wolność prasy w
180 krajach, rejestrując groźby rządowe, wezwania sądowe i zemstę na stosowaniu
przepisów wobec dziennikarzy. Stany Zjednoczone zajmują obecnie najniższą
pozycję od czasu utworzenia indeksu w 2002 roku – 64. miejsce, tuż za Panamą i
tuż za Botswaną. Podobny trend obserwuje się w podobnych indeksach prowadzonych
przez Fundację Wolności Prasy i Szwedzki Instytut V-Dem .
Istnieje długa historia prezydentów USA, którzy podejmowali kroki mające na
celu ograniczenie wolności słowa. Prezydent Woodrow Wilson wprowadził ścisłą
cenzurę i zmusił do zamknięcia działalności wydawców sprzeciwiających się swoim
poglądom podczas I wojny światowej. Richard M. Nixon prowadził listę wrogów, a
jego współpracownicy grozili podjęciem działań przez Federalną Komisję
Łączności (FCC) przeciwko nadawcom. Niedawno Biały Dom George'a W. Busha
rozszerzył tajność rządową, a administracja Obamy ścigała dziennikarzy za
pomocą śledztw dotyczących wycieków informacji.
Pan Trump ostro skrytykował administrację Bidena za to, co on i jego zwolennicy
przedstawili jako drakońską presję wywieraną na firmy mediów społecznościowych,
aby cenzurowały niekorzystne treści, często kosztem swoich użytkowników.
Podczas swojej drugiej inauguracji obiecał „zaprzestać wszelkiej cenzury
rządowej”.
Jak twierdzą wieloletni prawnicy specjalizujący się w prawie karnym Pierwszej
Poprawki, jego administracja wyznacza nowe standardy w tłumieniu sprzeciwu za
pomocą pozwów personalnych i nowatorskiego wykorzystania władzy wykonawczej, a
skutki tego będą znacznie wykraczać poza prezydenturę Trumpa.
„Pod rządami tej administracji żyjemy w innym świecie, ponieważ zagrożenia są
tak poważne” – powiedział Floyd Abrams, który od 60 lat zajmuje się sprawami
dotyczącymi wolności słowa. „Jedno to powiedzieć, że Pierwsza Poprawka ma
niezwykle mocną podstawę, ale dopóki sądy nie wydadzą orzeczenia w tych
sprawach, zagrożenie jest bardzo realne”.
Wykorzystanie władzy rządowej
Na długo przed objęciem urzędu, pan Trump był znany ze swoich medialnych waśni.
Jako deweloper i gwiazda reality show, szybko groził pozwami o zniesławienie
tym, którzy kwestionowali jego twierdzenia na temat sukcesów biznesowych i
bogactwa.
Pan Trump otwarcie mówił o swoim celu: zadaniu bólu, nawet jeśli był on
krótkotrwały. Po przegranym procesie o zniesławienie przeciwko byłemu
reporterowi „Timesa”, Timothy'emu L. O'Brienowi, którego książka „TrumpNation”
oszacowała wartość pana Trumpa na znacznie mniej, niż twierdził, prezydent
chełpił się, że zmusił wydawcę do wydania pieniędzy. „Zrobiłem to, żeby
uprzykrzyć mu życie, z czego się cieszę” – powiedział.
W czasie swojej pierwszej kadencji prezydent nazwał dziennikarzy „fałszywymi
wiadomościami” i wulgarnie atakował reporterów, zwłaszcza kobiety.
W swojej drugiej kadencji pan Trump utrwala swoją bojową postawę w całym
systemie rządu federalnego. Ci, którzy kiedyś mogli go powstrzymać, zostali
zastąpieni przez lojalistów, którzy często wykorzystują swoją władzę, by
spełnić pragnienie pana Trumpa, by ukarać domniemanych wrogów.
Wkrótce po jego inauguracji Biały Dom zakazał agencji Associated Press wstępu
do Gabinetu Owalnego i na pokład Air Force One, rzekomo dlatego, że agencja nie
chciała nazywać Zatoki Meksykańskiej preferowaną przez Trumpa nazwą – Zatoka
Amerykańska. Innym powodem zakazu było to, że AP nie przyznała zespołowi Trumpa
praw do zdjęcia pana Trumpa zakrwawionego z uniesioną pięścią po tym, jak
został postrzelony w Butler w Pensylwanii w 2024 roku. Podczas prywatnego
lunchu z panem Trumpem i prezenterami stacji telewizyjnych w zeszłym roku,
doradcy Białego Domu powiązali zakaz AP z odmową udzielenia praw do zdjęcia,
jak twierdzą dwie osoby poinformowane o tym wydarzeniu.
Zespół pana Trumpa nie ukrywa, że dąży do osiągnięcia silniejszej kontroli nad
krajowym środowiskiem informacyjnym – co pan Cheung, dyrektor ds. komunikacji,
określił w poście w mediach społecznościowych mianem „Dominacji Pełnego
Spektrum”.
Brendan Carr, przewodniczący Federalnej Komisji Łączności i jeden z najbardziej
zagorzałych zwolenników wysiłków Trumpa, powiedział , że prezydent „zmienia
krajobraz medialny”.
Powołując się na duże sieci nadawcze, pan Carr powiedział w zeszłym roku w
wywiadzie dla CNBC, że „przez lata urzędnicy państwowi po prostu pozwalali tym
podmiotom, których dyrektorzy zasiadają w Hollywood i Nowym Jorku, dyktować
narrację polityczną”. Dodał, że pan Trump „fundamentalnie zmienił zasady gry”.
Jedna ze strategii administracji Trumpa najwyraźniej wzięła swój początek w
sporze między Elonem Muskiem a liberalną organizacją Media Matters for America
zajmującą się kontrolą prasy.
W 2023 roku Musk wpadł we wściekłość z powodu artykułu w Media Matters , który
ujawnił, że na jego platformie społecznościowej X obok postów promocyjnych
dużych marek konsumenckich pojawiały się posty pro-nazistowskie, co przyczyniło
się do odejścia reklamodawców z serwisu.
Wieloletni doradca Trumpa, Stephen Miller, zwrócił się do X, aby wyraźnie
zaznaczyć, że republikańscy prokuratorzy generalni stanów mają prawo
rozpatrywać zarzuty o oszustwo cywilne i karne przeciwko tej grupie. Wkrótce
potem Musk pozwał Media Matters za rzekome manipulowanie algorytmem X w celu
uzyskania wyników, biuro prokuratora generalnego Teksasu wszczęło dochodzenie w
sprawie nieuczciwych praktyk handlowych, a prokurator generalny Missouri
wszczął własne dochodzenie.
Media Matters uzyskało nakazy sądowe blokujące śledztwa w Teksasie i Missouri.
Jednak wkrótce po ponownym objęciu urzędu przez Trumpa, Federalna Komisja
Handlu, na czele której stanął konserwatywny prawnik Andrew Ferguson , wszczęła
własne dochodzenie , żądając wewnętrznych dokumentów dotyczących metodologii
Media Matters w zakresie oceny źródeł medialnych i finansów organizacji.
Śledztwo było częścią szerszego dochodzenia FTC, mającego na celu ustalenie,
czy kilka grup zajmujących się identyfikacją dezinformacji w internecie zmówiło
się z firmami reklamowymi, aby przekierować pieniądze z niepopularnych źródeł.
Konserwatyści uznali tę kwestię za kluczową dla tego, co niektórzy określili
mianem „kompleksji przemysłowej cenzury”.
Sędzia federalny w Waszyngtonie ostatecznie orzekł, że dochodzenie FTC w
sprawie Mediów stanowiło „oczywiste naruszenie Pierwszej Poprawki”.
Jednak walka okazała się kosztowna dla Media Matters. Oprócz pokrycia kosztów
sądowych, grupa twierdziła, że stosowała autocenzurę artykułów, aby uniknąć
dalszej kontroli ze strony agencji. (Wciąż broni się przed pozwem Muska).
Federalna Komisja Handlu (FTC) zbadała również NewsGuard , stronę oceniającą
wiarygodność informacji online. W swoim podejściu jest ona jawnie bezstronna;
na przykład Fox News plasuje się wyżej niż MS NOW.
W dokumentach sądowych NewsGuard stwierdził, że zwrócił na siebie uwagę między
innymi dlatego, że przyznał niską ocenę konserwatywnemu portalowi Newsmax,
prowadzonemu przez sojusznika Trumpa, Chrisa Ruddy'ego. Pan Ruddy skarżył się ,
że agencje reklamowe polegają na ocenach NewsGuard , aby wstrzymywać
finansowanie prawicowych mediów, takich jak jego.
FTC obrała inną taktykę, która według NewsGuard bezpośrednio na nią wpłynęła,
związaną z fuzją dwóch największych holdingów reklamowych w kraju, Omnicom i
Interpublic Group. FTC zawarła z nowo połączoną spółką dekret o zgodzie,
zakazujący jej między innymi szerokiego wykorzystywania rankingów, takich jak
te publikowane przez NewsGuard, do wstrzymywania wydatków reklamowych na
niektórych stronach. (FTC nadal może zastosować się do próśb poszczególnych
klientów).
W pozwie złożonym w lutym NewsGuard stwierdził, że w wyniku tego postanowienia
firma została umieszczona na czarnej liście, co spowodowało natychmiastową
utratę klientów.
FTC ostatecznie umorzyła dochodzenia w sprawie NewsGuard i Media Matters,
twierdząc, że osiągnęła swój cel, jakim była obrona wolności słowa poprzez
umowy z firmami reklamowymi. Stwierdziła, że wypełnia swoją misję ochrony
konsumentów przed antykonkurencyjnymi zachowaniami, które „zniekształcają rynek
idei”, jak to ujął pan Ferguson.
Dan Schneider, wiceprezes ds. wolności słowa w konserwatywnej organizacji Media
Research Center, określił działania Federalnej Komisji Handlu (FTC) i
Federalnej Komisji Łączności (FCC) jako korektę nadużyć popełnionych za
kadencji dwóch ostatnich prezydentów Partii Demokratycznej. „Proszę, nie
zapominajmy o historii i nie przepisujmy wszystkiego, co działo się wcześniej”
– powiedział Schneider.
Jednak Rebecca Kelly Slaughter, demokratyczna komisarz FTC zwolniona przez
Trumpa w zeszłym roku, powiedziała w wywiadzie, że działania agencji były
„wypaczeniem uprawnień FTC w celu karania za wypowiedzi rzekomych wrogów i
nagradzania rzekomych sojuszników”.
„Głęboko nie-amerykańskie”
Większością działań administracji kierował pan Carr. Ten wieloletni prawnik
Federalnej Komisji Łączności (FCC) znany jest z częstego odwiedzania klubów
golfowych prezydenta, gdy pan Trump przebywa tam w weekendy, i często rozmawia
z prezydentem bezpośrednio o swoich skargach wobec mediów, jak twierdzą osoby
poinformowane o ich rozmowach.
Nagiął Federalną Komisję Łączności (FCC) do woli prezydenta, badając główne
sieci nadawcze poprzez przywrócenie w dużej mierze uśpionych przepisów, takich
jak te dotyczące tzw. zniekształcania wiadomości – mające na celu karanie
celowego inscenizowania lub zniekształcania wydarzeń informacyjnych. Pan Carr
ścigał również sieci za ich praktyki w zakresie różnorodności, równości i
integracji, pytając, czy naruszają one prawo federalne i regulacje agencji –
taktykę, którą administracja stosowała ze znacznym skutkiem przeciwko
uniwersytetom i kancelariom prawnym.
Już na początku pan Carr wymusił na Skydance, firmie kierowanej przez dyrektora
studia Davida Ellisona, syna miliardera i sojusznika Trumpa, Larry'ego
Ellisona, nadzwyczajne ustępstwa, w związku z próbą zakupu Paramount, spółki
macierzystej CBS. Aby uzyskać zgodę Federalnej Komisji Łączności (FCC) na
fuzję, Skydance zgodziło się na zniesienie polityki różnorodności CBS i
wyznaczenie osoby monitorującej stronniczość wiadomości. (Pan Trump od tamtej
pory wykazuje głębokie zainteresowanie próbą Ellisonów, by kupić Warner Bros.
Discovery, właściciela CNN).
Krytycy, w tym przewodniczący FCC z poprzednich rządów republikańskich,
twierdzą, że pan Carr przekracza swoje uprawnienia. Pan Carr twierdzi, że po
prostu przestrzega prawa, wymagając od nadawców służenia interesowi publicznemu
w sposób, w jaki, jak twierdzi, jego poprzednicy tego nie robili.
Pan Trump jest wyraźnie zadowolony z wysiłków pana Carra zmierzających do
rozwiązania problemu tzw. fake newsów, o czym wspomniał w swoim przemówieniu
wygłoszonym w kwietniu na prywatnym wydarzeniu w Białym Domu poprzedzającym
obchody 250. rocznicy powstania Ameryki.
„On dba o uczciwość tych skorumpowanych sieci” – powiedział Trump, dostrzegając
Carra w tłumie, opisując swojego nominata jako „najpotężniejszego człowieka na
świecie”.
Po tym, jak pan Trump niedawno wezwał do ukarania prezenterki NBC Kristen
Welker za doniesienie, które mu się nie spodobało, i zasugerował podjęcie przez
FCC działań przeciwko emisji „fałszywych sondaży”, pan Carr odpowiedział, że
agencja rozważa „wiele działań”, w tym dotyczących „fałszywych sondaży”.
Żadna stacja telewizyjna nie odczuła tak dotkliwie gniewu prezydenta, jak
należąca do Disneya stacja ABC.
Niechęć Trumpa do ABC wzrosła w 2024 roku, kiedy pozwał on prezentera George'a
Stephanopoulosa za sposób przedstawienia wyroku w sprawie o zniesławienie,
wniesionej przez E. Jean Carroll, która oskarżyła Trumpa o molestowanie
seksualne. ABC zawarło ugodę na kwotę 15 milionów dolarów.
W drugiej kadencji prezydenta jego gniew wzrósł, ponieważ komik Jimmy Kimmel,
prowadzący nocne programy w stacji ABC, regularnie czynił z niego obiekt
żartów.
W zeszłym roku FCC wszczęła dochodzenie w sprawie polityki rekrutacyjnej
stacji, uwzględniającej różnorodność i integrację, a także wznowiła
rozpatrywanie skargi grupy konserwatystów na debatę prezydencką w ABC w 2024
roku.
Na początku tego roku agencja starała się zmusić swój talk-show „The View” do
przestrzegania tzw. zasad równego czasu antenowego dla kandydatów politycznych,
mimo że FCC wcześniej uznała, że program kwalifikuje się do wyjątku.
W kwietniu, po tym jak pan Trump i pierwsza dama zażądali od stacji ABC
zwolnienia pana Kimmela z powodu jego żartu na temat tego, że jest ona „wdową w
ciąży”, FCC rozpoczęła wczesną kontrolę federalnych licencji, których
potrzebują stacje ABC, aby działać, na lata przed ich wygaśnięciem.
Agencja nigdy wcześniej nie kwestionowała w tak dużym stopniu licencji stacji
telewizyjnych dużej sieci. Stwierdziła, że robi to, ponieważ ABC nie
odpowiedziała należycie na zapytanie dotyczące różnorodności i integracji.
ABC walczy teraz z działaniami agencji, które określiła jako „głęboko
nie-amerykańskie”.
Sieć zwróciła się do sądu federalnego z prośbą o natychmiastową interwencję,
argumentując, że pan Carr w rzeczywistości wykorzystywał procedurę egzekwowania
prawa przez agencję do prowadzenia „kampanii odwetowej”, która już negatywnie
wpływa na jej decyzje programowe.
Z obawy przed odwetem stacja ABC zdecydowała się na transmisję na żywo w
internecie przemówienia Trumpa w czasie największej oglądalności na temat
bezpieczeństwa wyborów, czego w innym przypadku by nie zrobiła, a także
pominęła pewne rezerwacje i fragmenty wideo w programie „The View” – podała
stacja w dokumentach sądowych.
W oświadczeniu poinformowano również o uciążliwych żądaniach FCC dotyczących
udostępnienia dokumentów, w tym komunikacji między pracownikami „The View” a
wewnętrzną polityką redakcyjną ABC News.
„Poszukiwanie tych dokumentów jest bezprecedensowe, ponieważ stanowią one część
procesu decyzyjnego w redakcji” – powiedziała w wywiadzie Anna Gomez, jedyna
demokratyczna komisarz FCC. „To wszystko strategia i narzędzia, mające na celu
zastraszenie nadawców i zmuszenie ich do uległości”.
Pan Carr uznał pozew ABC za bezpodstawny. W tym miesiącu Federalna Komisja
Łączności (FCC) złożyła wniosek o oddalenie sprawy, argumentując, że ABC po
prostu próbowała uniknąć dochodzenia agencji, jednocześnie wyolbrzymiając
szkody dla swojego prawa do wolności słowa.
„Poza skalą”
Trevor Timm, dyrektor wykonawczy Freedom of the Press Foundation, organizacji
non-profit monitorującej naruszenia wolności prasy w Stanach Zjednoczonych,
powiedział, że działania administracji „z pewnością osiągnęły poziom, na którym
wykraczają poza wszelkie normy”.
Działania rządu mające na celu wzywanie dziennikarzy do sądu i ograniczanie ich
publikowania za pomocą gróźb są na najwyższym poziomie, odkąd fundacja zaczęła
monitorować te incydenty w 2017 r.
Jako osoba prywatna pan Trump wniósł pozwy przeciwko szerokiemu gronu
odbiorców, m.in. gazecie „Guardian” , dziennikarzowi Bobowi Woodwardowi i
radzie nadzorczej Nagrody Pulitzera — batalie prawne często finansowane przez
jego komitet działań politycznych finansowany przez darczyńców.
Wiele z tych posunięć spotkało się z ostrą krytyką i zaniepokojeniem ze strony
sędziów.
Tak było po tym, jak w styczniu FBI wydało nakaz przeszukania domu reporterki
„Washington Post” i skonfiskowało kilka jej urządzeń w ramach śledztwa w
sprawie postępowania z materiałami tajnymi przez kontrahenta. W lutym sędzia
William B. Porter upomniał rząd i zakazał urzędnikom natychmiastowego
przeglądania materiałów reporterki, twierdząc, że postąpienie inaczej byłoby
„pozostawieniem rządowego lisa na czele kurnika „Washington Post”.
Rozważając pozew, który pan Trump osobiście wytoczył „The Des Moines Register”
w związku z opublikowanym przez tę agencję sondażem, który pokazał, że w stanie
Iowa ma gorsze wyniki w 2024 roku, sędzia obawiał się , że pozwolenie na
rozpatrzenie pozwu może mieć „ogromny, mrożący efekt”.
Po tym, jak w lipcu sędzia ostro przesłuchał prawników rządowych w sprawie
wezwań do przedstawienia rejestrów połączeń telefonicznych i zeznań
dziennikarzy Timesa, którzy pisali o możliwościach zapewnienia bezpieczeństwa
nowemu, podarowanemu przez Katar odrzutowcowi Air Force One, Departament
Sprawiedliwości wycofał wezwania.
Wówczas David McCraw, główny prawnik redakcji gazety, nazwał wynik „ważnym
potwierdzeniem zaangażowania naszego kraju w wolność prasy”, ale w oświadczeniu
dodał, że wezwania „w ogóle nie powinny zostać wydane”.
Sędzia Paul Friedman z Sądu Okręgowego Dystryktu Kolumbii, opowiadając się po
stronie „The Times” w sprzeciwie wobec ograniczeń dla reporterów w Pentagonie,
napisał w marcu: „Osoby, które opracowały Pierwszą Poprawkę, uważały, że
bezpieczeństwo kraju wymaga wolnej prasy i świadomego społeczeństwa, a
bezpieczeństwo to jest zagrożone przez rządowe tłumienie wolności słowa”.
Po tym, jak „The Times” początkowo wygrał w sądzie, urzędnicy Pentagonu ominęli
orzeczenie, ponownie ograniczając dziennikarzom dostęp do budynku. „The Times”
ponownie pozwał sąd. Tym razem sąd apelacyjny utrzymał w mocy kluczowe nowe
ograniczenie, przynajmniej tymczasowo – reporterzy muszą mieć eskortę w
Pentagonie, gdzie wcześniej swobodnie się poruszali.
Zasada ta pozostaje w mocy, dopóki trwa batalia prawna.
========
To był upiornie długi wstępniak New York Timesa z okazji 175 rocznicy
istnienia dziennika.
10.
Amerykańscy marines, co za kompromitacja: na ćwiczeniach NATO w dziurawych
butach
https://www.repubblica.it/esteri/2026/09/19/news/marines_americani_con_scarponi_rotti_alle_esercitazioni_nato-425594714/?ref=RHLF-BG-P7-S2-T1-r35679
Przecieki w kostkach, łuszczące się podeszwy i buty ocierające o ścięgna.
Najsłynniejsze siły zbrojne świata uczestniczyły w obozach szkoleniowych NATO w
warunkach Trzeciego Świata. Przydarzyło się to amerykańskim marines
przygotowującym się do „Cold Response 2026”, głównych ćwiczeń NATO w Norwegii,
gdzie niektórzy żołnierze musieli opuścić obóz, aby zdobyć trwalsze buty.
Na zimnie i mrozie
Problem pojawił się w lutym, podczas ćwiczeń na dalekiej północy Norwegii,
wśród śniegu i lodu. Marines używali butów „Intense Cold Weather Boots”,
zaprojektowanych do działania w ekstremalnie niskich temperaturach i
wyprodukowanych przez amerykańską firmę Belleville Boot Co. Według urzędnika
Pentagonu i dokumentów wojskowych, z którymi zapoznał się „Newsweek”, niektóre
buty, nawet te prawie nowe, zaczęły gwałtownie się niszczyć.
W niektórych przypadkach podeszwy odklejały się od cholewek; w innych wyściółka
pięty szybko się zużywała, a oczka sznurówek się poluzowały. Wnikanie wody
stanowi poważny problem w środowisku arktycznym, gdzie sprzęt może stanowić
zagrożenie dla bezpieczeństwa osobistego. W ćwiczeniach wzięło udział ponad 25
000 żołnierzy w Norwegii i ponad 7000 w Finlandii. Amerykański kontyngent
liczył 3000 żołnierzy piechoty morskiej, którzy przybyli z Camp Lejeune w
Karolinie Północnej.
Aby wymienić wadliwe buty, armia amerykańska skorzystała z mechanizmu
przewidzianego w umowach z krajem przyjmującym i zakupiła obuwie dostępne
lokalnie. Wśród nich znalazły się karabiny M77 produkowane przez norweską firmę
Alfa, model opracowany przez firmę we współpracy z armią norweską.
Problem, który pojawił się nie tylko w Norwegii
Problem nie zakończył się jednak w Norwegii. Po powrocie do
Stanów Zjednoczonych marines przeprowadzili inspekcję zapasów obuwia w
magazynach w Camp Lejeune. W kwietniu skontrolowano 2642 pary: 183 były
wadliwe, co stanowi 6,93%. Kolejna inspekcja w lipcu wykazała jeszcze wyższy
odsetek.
Kontrole objęły również inne bazy Korpusu Piechoty Morskiej na Hawajach i Okinawie w Japonii. Nie jest jeszcze jasne, ile butów znaleziono w stanie niespełniającym norm. Incydent ponownie ożywił debatę nad przepisami, które zobowiązują Pentagon, z pewnymi wyjątkami, do zakupu butów wojskowych ze środków federalnych tylko wtedy, gdy są one produkowane w Stanach Zjednoczonych. Przepisy te, mające na celu wsparcie amerykańskiego przemysłu, są w centrum nowych inicjatyw w Kongresie.
Odpowiedź marines
Korpus Piechoty Morskiej zakwestionował rekonstrukcję
wydarzeń przedstawioną przez „Newsweek”. W szczególności zaprzecza on, jakoby
amerykański statek zaopatrzeniowy został skierowany do Norwegii w celu
dostarczenia nowych butów. Potwierdza natomiast, że dowódcy i kierownicy ds.
logistyki korzystali ze standardowych kanałów dostaw z krajem przyjmującym, aby
zapewnić żołnierzom niezbędny sprzęt: to znaczy, że udali się bezpośrednio do
magazynów lub fabryk w celu uzupełnienia zapasów.
Komentarze