DRUGI OBIEG
Niedziela, 27 września 2026
1.
2 lata temu
1.
Państwo D.O.stwo zmieniło wczoraj miejsce pobytu; region, a nawet kraj. Kto
zgadnie. gdzie są?
Po drodze wspięli się na przełęcz, prawie na wysokość Rysów. Oczywiście nie
pieszo, ale samochodem. Powoli, ostrożnie, bo zygi i zagi występowały w
ilościach hurtowych. I tak powoli i ostrożnie wspinając się, państwo D.O.stwo
przemyśliwało: „a któryż to z miliona pędzących z naprzeciwka motocyklistów nie
wyrobi się na zakręcie i rozbije się o maskę i przednią szybę samochodu państwa
D.O.stwa”?
Do Polski nadciąga afrykańskie, gorące powietrze, co oznacza, biorąc poprawkę
na terrorystyczne zapędy media workerów („czytelnik musi się bać”) oznacza, że
będzie pewnie 26 stopni. Państwo D.O.stwo wyjeżdżało z Merano mając ich 27, ale
na przełęczy było już tylko 12, więc ubrany w polo D.O. zrobił zdjęć niewiele i
szybko schronił się w cieplutkim samochodzie, który, niepostrzeżenie, podczas
wspinaczki, przestawił się z trybu „chłodzenie” na tryb „ogrzewanie”.
Ale też niewiele było do fotografowania, bo przełęcz spowita była chmurami, a
szare na szarym uwieczniania warte nie jest.
2.
Obserwując z daleka to, co dzieje się w Polsce, D.O. dochodzi do wniosku, że
ojczyzna żyje tym, kto będzie prowadził śniadaniówkę w TVN-ie. No, może jeszcze
wszystkimi stoma festiwalami tak ważnej dziedziny sztuki, jak głupawe
piosneczki.
Cóż to za szczęśliwy kraj!
Taka przepaść, że można się przepaść!
Dotąd wspinaczka, odtąd spadek.
Bo to był Timmelsjoch, czyli przełęcz Rombo.
A na przełęczy takie cudo architektury. Baaardzo tam pasuje.
W tamtą stronę są Włochy.
A w tę – tylko dla orłów.
Nędzne resztki lodowców. D.O. pamięta, jak schodziły w doliny.
Przystanek obiadowy w Obergurglu.
Miejscu, które szczególnie upodobały sobie muchy.
Nie ma drzew, co oznacza, wg niedawno ustalonej na tym forum klasyfikacji, że
to już są wysokie góry. Nieprawdaż?
No i to widok z okna hoteliku państwa D.O.stwa: gdzie są?
2.
3 lata temu
1.
Państwo D.O.stwo wybrali się do Tivoli, w pobliżu którego przez kilkanaście lat
mieszkali.
Właściwie na przedmieścia Tivoli, zwane Villa Adriana, gdzie mieszka kilku
klasowych kolegów państwa D.O.stwa Syna.
Villa Adriana bierze swą nazwę od Villi Adriana.
Czyli willi cesarza Hadriana.
Willi.
Jakiej tam willi!
To było prawdziwe miasto, które w okresie swojego rozkwitu rozciągało się na
300 hektarach pofałdowanego terenu u stóp pierwszego rzędu Apeninów: Gór
Tiberyjskich. W obszarze obfitującym w wodę: biegły tam dolinkami trzy
strumienie – Risicoli, Roccabruna na zachodzie i Acqua Ferrata na wschodzie.
Kilometr na północ od centrum kompleksu wszystkie trzy wpadały do Aniene,
drugiej rzeki Rzymu.
Na dodatek przechodziły tamtędy cztery akwedukty do Rzymu: Anio Vetus, Anio
Novus, Aqua Marcia i Aqua Claudia.
Parę kilometrów na zachód jest też źródło wody silnie siarkowej Acque Albule,
które dzisiaj nazywa się Bagni di Tivoli. Źródło było znane i cenione przez
cesarza, a działa do dziś, o czym można się przekonać, przejeżdżając w pobliżu,
kiedy pasażerowie samochodów zaczynają na siebie patrzeć bardzo podejrzliwie.
W okolicy znajdowały się i znajdują nadal, liczne kamieniołomy trawertynu,
tufu, oraz wapnia do robienia wapna: dzięki temu tak ogromny kompleks mógł
powstać w tak krótkim czasie.
2.
A Tivoli nazywało się w starożytności Tibur, stąd prowadząca doń z Rzymu Via
Tiburtina, która za Waleriana została przedłużona aż do Adriatyku i nazywa się
Via Tiburtina Valeria.
Hadrian wielkim, dobrym i mądrym cesarzem był, zwiedził z legionami większość
znanego wówczas świata, odniósł świetne zwycięstwa, napatrzył się, narozmawiał
z mędrcami i naukowcami swojej epoki.
I w nowej, odległej o 17 mil rzymskich od Urbe siedzibie cesarskiej, Hadrian
postanowił otworzyć najpiękniejsze budowle, jakie spotkał podczas swoich
peregrynacji.
Tak przynajmniej głosi legenda; współcześni badacze nie doszukują się wielu
obcych wpływów, przekonują, że Villa Adriana była summą umiejętności
architektów i budowniczych działających wówczas w stolicy cesarstwa – Rzymie.
Budowa trwała zaledwie 11 lat, od 117 r. – projekty – do 138 r. n.e.
Czy D.O. musi dodawać, że Villa Adriana jest wpisana na Listę Światowego
Dziedzictwa UNESCO?
3.
Villa Adriana została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO z
następującą motywacją:
„Villa Adriana to arcydzieło, które w unikalny sposób łączy najwyższe formy
ekspresji kultur materialnych starożytnego świata śródziemnomorskiego. Badania
zabytków składających się na Willę Hadriana odegrały decydującą rolę w ponownym
odkryciu przez architektów renesansu i baroku elementów architektury
klasycznej. Wywarła również głęboki wpływ na wielu architektów i projektantów
XIX i XX wieku”.
4.
W te 11 lat powstał kompleks wielkiej piękności, od wielkich, monumentalnych
pałaców, przez budowle czysto rozrywkowe (jak hala do inscenizacji bitw
morskich), baseny, aleje, amfiteatry, cyrk, świątynie, miejsca odpoczynku i
zaplecze logistyczne do obsługi cesarza i jego dworu, przybywających gości i
stałych mieszkańców – rzemieślników i pracowników wszelkich zawodów.
Jak to często bywa, życie płata przykre niespodzianki: Hadrian nacieszył się
swoją willą niespełna 4 lata: wrócił z wojen do Rzymu w pierwszych miesiącach
134 r. a umarł w Baia pod Neapolem (dziś część Pozzuoli) 10 lipca 138 r.
5.
Po jego śmierci kolejni cesarze używali kompleksu jako swojej siedziby co
najmniej do III wieku; po burzliwych latach militarnej anarchii cesarze nie
osiedlali się już w Rzymie przez długi czas i jest prawdopodobne, że willa
Hadriana była miejscem opuszczonym przed 476, czyli ostatecznym upadkiem
Cesarstwa Rzymskiego.
We wczesnym średniowieczu Villa została zamieniona w grunty rolne, a budowle
posłużyły za magazyn budulca (marmury, mozaiki, dekoracje) dla domów i pałaców
w Tivoli i okolicy.
To, co pozostało, czyli ruiny willi, zostały później splądrowane przez klasę
rządzącą papieskiego Rzymu: wywieziono wciąż jeszcze odnajdowane klasyczne
rzeźby, mozaiki, dzieła sztuki wszelkiego rodzaju.
6.
Największą bodaj atrakcją Villa Adriana jest rekonstrukcja Stoà Pecile
(„malowany ganek”) z agory w Atenach, ulubionym mieście Hadriana podczas jego
licznych podróży.
Stoà Pecile to ogromny czworokątny plac z pełną rzeźb kolumnadą, ozdobiony
pośrodku basenem i otoczony portykiem. I, psiakość, jest właśnie w remoncie!
Drugi to Kanopa. Struktura ta przywołuje na myśl odnogę Nilu z jego deltą,
która łączyła miasto Canopus, miejsce słynnej świątyni poświęconej Serapisowi,
z Aleksandrią w delcie Nilu.
To prawdopodobnie symboliczna inscenizacja podróży Hadriana do Egiptu, z której
cesarz przywiózł liczne materiały i posągi. Tej podróży, po której jego życie
straciło sens, bo podczas niej zmarł jego ukochany Antinoo.
7.
Publius Aelius Traianus Hadrianus, znany po prostu jako Hadrian (Italica, 24
stycznia 76 – Baia, 10 lipca 138), panował od roku 117 do śmierci.
Kulturalny i namiętny wielbiciel kultury greckiej, podróżował po całym imperium
i cenił sobie prowincje. Dbał o poprawę kondycji wojska. W Wielkiej Brytanii
kazał zbudować mur obronny przeciw „dzikim” Szkotom - Mur Hadriana.
Zainaugurował nową strategię militarną dla imperium: przedłożył konsolidację
granic i ich obronę nad ekspansję i podbój. Zachował podboje swego poprzednika
Trajana, poza Mezopotamią, którą przydzielił władcy-wasalowi. Jego rządy
cechowała tolerancja, skuteczność i przepych artystyczny i rozkwit filozofii.
Dzięki bogactwu płynącemu z podbojów Hadrian kazał postawić setki budowli
publicznych - łaźnie, teatry, amfiteatry, drogi i porty- w Italii i w
prowincjach. W willi, którą zbudował w Tivoli, odtworzył greckie pomniki, które
kochał najbardziej, i przekształcił swój dom w muzeum. Cesarz pozostawił
również niezatarty ślad w Rzymie, budując swoje Mauzoleum (dziś Zamek świętego
Anioła) i odbudowując Panteon, zniszczony przez pożar.
8.
Jeśli ktoś nie czytał książki Margaret Yourcenar „Mémoires d'Hadrien” - po
polsku „Pamiętniki Hadriana”, ten nie wie. Ten nie poznał i nie pokochał
Hadriana i jego ukochanego Antinoo.
Więź sentymentalna między cesarzem a młodym Grekiem pochodzącym z Bitynii
imieniem Antinoo była dobrze znana do tego stopnia, że z czasem uznano ją za
jedno z najsłynniejszych związków „par homoseksualnych” w całej historii LGBT;
młody człowiek był w bliskim kontakcie z Hadrianem przez co najmniej pięć lat i
towarzyszył mu we wszystkich jego podróżach, aż w wieku zaledwie dziewiętnastu
lat tajemniczo wpadł do Nilu i utonął.
Pogrążony w żalu Hadrian założył dla uczczenia zmarłego Antinoo egipskie miasto
Antinopolis , w którym kazał wybudować świątynię poświęconą kultowi
deifikowanego Antinoo, utożsamianego z egipskim bogiem Ozyrysem, a później
także z Hermesem i Dionizosem, jako patronem upraw.
Przez resztę życia Hadrian zamawiał setki (jeśli nie tysiące) posągów Antinoo,
a także przedstawiał go w popiersiach, monetach, klejnotach i innych
rękodziełach: cała pasja i głębia miłości Hadriana zostały ukazane w tych
dziełach, które należą do najwspanialszych przykładów sztuki Hadriana i można
je znaleźć na całym zhellenizowanym wschodzie Cesarstwa Rzymskiego,
przedstawiające młodzieńca o melancholijnym uroku, charakteryzującego się
okrągłą twarzą o pełnych, pozbawionych włosów policzkach, zmysłowych ustach i
gęstych włosach z dużymi falującymi lokami zakrywającymi uszy. Jednym z
najbardziej znanych z tych obiektów jest tak zwany klejnot Marlborough, pięknie
grawerowany i pozłacany sardonyks na odwrocie, który uważano za zaginiony, a
który został później odnaleziony na publicznej aukcji w Londynie w 1952 roku i
sprowadzony do Rzymu, gdzie jest nadal przechowywany.
Antinoo pochodził z Claudiopolis w Bitynii i Hadrian najprawdopodobniej spotkał
się z nim podczas jego pobytu w Azji Mniejszej w latach 123/124.
Ówczesne elity irytowała nie tyle homoerotyczna skłonność cesarza do młodzieńca
– takie relacje zawsze były widoczne nawet u jego poprzednika Trajana – co
niezwykła apoteoza przypisywana mu pośmiertnie, bardzo podobna do kultu
cesarskiego, a także definitywne rozstanie z żoną i głęboka melancholia, która
charakteryzowała ostatnie lata jego panowania, spotęgowana także utratą wkrótce
potem ukochanej siostry Pauliny (która nie miała nigdy jednak zaszczytów,
przypisywanych Antinoo).
Co więcej, natychmiast zaczęły krążyć pogłoski o tym, jakie w rzeczywistości
były rzeczywiste okoliczności wypadku, który przydarzył się Antinoo; oprócz
naturalnej śmierci przez wpadnięcie do rzeki, a następnie natychmiastowe
utonięcie, pojawiły się również alternatywne interpretacje, według których miał
popełnić samobójstwo z obawy, że nie pozostanie w łaskach cesarza na dłużej.
Wysunięto również hipotezę, że został zamordowany przez żonę Hadriana lub stał
się magiczno-rytualną ofiarą w intencji przywrócenia pełni zdrowia Hadrianowi,
który w tym okresie był w dość słabej kondycji.
8.
Wzorem dla pośmiertnej deifikacji bliskich, która zaczęła się pojawiać w
okresie hellenizmu wśród różnych władców Bliskiego Wschodu, był Aleksander
Wielki, który obdarzył czcią i kultem bohatera swego ukochanego zmarłego
partnera Hefajstiona.
Wiara w bóstwo młodzieńca, który umarł, zmartwychwstał i został wzięty do
nieba, objawiała się w różnych formach i była szeroko rozpowszechniona nie
tylko w najbardziej wysuniętej na wschód części cesarstwa, ale także w Grecji i
Azji Mniejszej, aż po Italię; miała zwolenników wśród mas ludowych, które
ponownie łączyły się z nim we własnej nadziei na przyszłe życie wieczne, jego
twarz zaczęła również pojawiać się na lampach, wazach z brązu i innych
przedmiotach bardziej codziennej egzystencji.
9.
Hadrian zmarł w swojej rezydencji w Baia, prawdopodobnie na obrzęk płuc, w
wieku 62 lat,
Istnieją teorie, według których cesarski porfirowy sarkofag (zwłaszcza wieko)
został ponownie wykorzystany jako misa chrzcielnicy w bazylice św. Piotra w
Watykanie.
Zanim jeszcze się wespniesz, Czytelniku, do jądra Villi, oczy umilą ci gaje
oliwne i cyprysy.
A i w środku cienia nie zabraknie.
D.O. GORĄCO odradza zwiedzanie Villi Adriana, gdy temperatura przekroczy 32
stopnie. Udar staje się bardzo prawdopodobny. Państwo D.O.stwo byli przy 32
stopniach i uszli z życiem, bo mają wprawę w upałach.
…Fragmwnt muru, okalającego willę. Kiedy natkniecie się na tak ułożone cegły,
to będzie najprawdopodobniej budowla starożytna, bo ten sposób nazywa się „opus
reticulatum”, czyli dzieło siateczkowe.
Makieta Villi, jak wyglądała w 138 roku n.e. – 300 hektarów cudów budownictwa
starożytnego, Powiększcie i przyjrzyjcie się.
Niezłe, co?
Jeśli chce zobaczyć, jak wyglądała Villa Hadriana za cesarza Hadriana,
obejrzyjcie tę cyfrową rekonstrukcję: https://www.youtube.com/watch?v=zGdjf9wzHOI
A teraz trochę widoków na pozostałości pałaców
To, co udało się odnaleźć jeszcze pod ziemią jest eksponowane w muzeum na
terenie Villi.
Wojownik i Amazonka oraz głowa kobiety
Portret Antinousa odnaleziony w Villa Adriana w Tivoli i przechowywany w muzeum
w Luwrze
Antinous jak Ozyrys, z nemes - to nazwa nakrycia głowy noszonego przez
egipskich władców w starożytności - i ureus - ozdoba w kształcie węża,
pierwotnie umieszczana na bokach tarczy słonecznej, a później na nakryciach
głowy egipskich królów i królowych.
3.
3 lata temu
DRUGI OBIEG
Środa, 16 sierpnia 2023
1.
Kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać, jak i one, więc rankiem dziarski
ruszył D.O. na wycieczuszkę. Niedaleką, bo do Castelli.
Pooglądał trochę widoczków w Montecompatri, w Monte Porzio Catone, wspiął się
na Himalaje historycznych miasteczek, runął w przepaście za powrotem.
Wydał świąteczny obiadek – insalata
di polpo i spaghetti 9 freschi all’uovo con pesto genovese i na deser arbuz i
lody kawowe.
Pod wieczór wykosztował się na skuter na minuty i pojechał do centrum,
starając się uchwycić magię Rzymu w ten specyficzny, świąteczny dzień, kiedy
pojedynczy Rzymianie przedzierają się przez tłumy nic nie rozumiejących z tego
miasta cudzoziemców.
Późnym wieczorem, z oddali, słychać było sztuczne ognie.
Mury oddawały gorąco uciułane za dnia, cykady nadal miały ochotę na miłość.
Montecompatri.
Widok z miasteczka
A to Monte Porzio Catone
Niedokończona konstrukcja architektoniczna zaprojektowana jako wielofunkcyjny
kompleks sportowy przez hiszpańskiego architekta Santiago Calatravę.
Konstrukcja miała gościć Mistrzostwa Świata w Pływaniu w 2009 roku, ale prace
zostały przerwane i mistrzostwa świata odbyły się w obiektach wybudowanego w
latach 1927-1932 kompleksu Foro Italico, u stóp Stadio Olimpico, tam, gdzie o
dziś stoi obelisk z napisem „Mussolini Dux”.
W latach 2006-2007, mimo że prace nie posuwały się naprzód, koszty budowy
uległy dalszemu podwojeniu, osiągając tym samym 240 mln euro.
Na ukończenie obiektu potrzeba kolejnych 426 mln euro. Milionów nie ma,
Calatrava pluje sobie w brodę, że dał się wrobić.
To Włochy…
Popołudniowa przechadzka w poszukiwaniu sekretu magii Rzymu. Czy znajduje się
na tym placu?
A może na tym?
Może w którymś z tych sklepików, otwartych, mimo, że święto?
Tylko Alberto Sordi jest "chiuso per ferie".
Z witryn sklepowych mrugają na nowobogackich dziwne stwory
Tego nie wolno fotografować, ciekawe dlaczego?
Magia kryje się w zaułkach?
4.
8 lat temu
Kiedy chce się być nowoczesnym, trzeba używać nowoczesnych słów. O: „to
dołujące, kiedy nikt nie zauważa, że cię nie ma na antenie”. „Dołujące” – to
takie nowoczesne, isn’t it?
Każdy chciałby wierzyć, że jego praca na coś się komuś przydaje, stara się,
haruje ponad wszelkie normy i prawdopodobnie nawet ponad potrzeby, no, ale jak
ktoś ma taki charakter, to tak robi. Bo wierzy, że to się komuś na cos przyda.
Czym byłby człowiek bez iluzji, a najłagodniejsza forma iluzji nazywa się
nadzieja. Dum spiro spero, jak mawiali starożytni Rzymianie. Choć w pewnym
wieku powinno się już wiedzieć, że iluzja to właśnie to: iluzja, nic więcej, a
na pewno nie rzeczywistość.
Tak to już jakoś jest, że kiedy Niemcy chcą nas najechać, to nas najeżdżają i
upokarzają. Ale to nas niczego nie uczy. Chwilowo nie chcą nas najechać, chwała
Bogu, ale zewsząd wieszczą, że czas pani Merkel się kończy, więc kiedy dojdą do
władzy prawdziwi niemieccy patrioci, to ten miły stan bezinwazyjny może się
szybciutko skończyć. Niestety, do Zaleszczyk teraz tak łatwo się nie da,
zresztą, kto tych wszystkich śmigłych rydzów zechce, po tym, co oni (a my przez
indukcję) zrobili innym uchodźcom?
Tymczasem obchodzimy rocznicę Zjednoczenia. Na Wschodzie produkowano wtedy 41%
niemieckiego PKB, teraz 73%. Dla jednych to historyczny sukces, dla innych:
„popatrzciemimowpompowaniamiliardówNiemcomsięjeszczenieudałowyrównaćpoziomówżyciana
WschodzieinaZachodzie”.
My jeszcze niedawno w sukcesach podskakiwaliśmy Niemcom, choć miliardów
wpompowywano w nas mniej, ale chyba zadowolimy się tym, co zawsze: rolą
podwykonawcy niemieckich produktów i dożynaczy samochodów, które dla Niemców
nie są już wystarczająco dobre.
Ale kto by się tam tym przejmował: wszak WSZYSCY W KULUARACH UNGA, czyli z
polska ZONZ, ZAUWAŻYLI, ŻE JEDEN GOŚĆ WYMIENIŁ słowo POLSKA. Co prawda tego
gościa przedstawiciele 200 krajów zrzeszonych wcześniej wyśmieli, ale i tak
sukces był ogromny! Prawie taki, jak dopuszczenie do biurka gabinetu, który nie
jest kwadratowy, nie jest prostokątny, a nawet nie jest okrągły! Ktoś mądry
kilka dni temu napisał w jednej z dobrych gazet zagranicznych, że sukces
europejskich populistów (irytujący termin zastępczy dla faszystów) zawieszony
jest na Trumpie. Póki Trumpa, póty faszystów, Trump padnie, im mina zrzednie.
Chyba, że jego dawny strateg, superfaszysta Steve Bannon zmontuje
międzynarodówkę.
I to jest interesujący, a nadal nie przeanalizowany paradoks historyczny:
sojusze nacjonalistów (czyli ludzi nienawidzących innych nacji) są silne i
lojalne: jak Mussoliniego z Hitlerem; do końca wierni. Bum, bum, bum –
partyzancka salwa plutonu pod wodzą Waltera Audisio zabiła pierwszego pod bramą
uroczej willi opodal jeziora Como, bum – i drugi też palnął sobie w przeżarty
amfetaminą łeb w podziemiach kancelarii Rzeszy, która miała być tysiącletnia, a
– ha, ha, ha – lat przetrwała dwadzieścia dwa.
Jesień to trauma, coś jak inwazja. Zwłaszcza, kiedy rano, choć nie ma jeszcze
nawet października, musisz rano użerać się pazurami ze szronem, który pokrył
szyby, a przecież tylko dureń woziłby ze sobą skrobaczkę w niespełna tydzień po
ostatnim, 30-stopniowym upale. Drzewa jeszcze zielone, choć nie jest to zieleń
wiosenna; patrzysz na nie i serce ci się kraje, że te wspaniale kreatury muszą
znosić takie cierpienia termiczne.
W kwietniu 2004, na niespełna dwa tygodnie przed zniesieniem granic,
przejeżdżałem wcześnie rano z Austrii do Czech w Mikulovie. W prezencie kupiłem
w Rzymie 6-butelkową konfekcję wina z Lidla.
Ale mieli używanie! Pan czeski celnik podszedł, kazał otworzyć bagażnik i
zakrzyknął: „Acha! Wino! Za dużo”!
- Sześć butelek za dużo?
- Za dużo.
- Ale ja tranzytem, nie będę ich pił w Republice Czeskiej.
- Nie szkodzi, za dużo.
- No to ja je panu podaruję.
- Nie trzeba, mamy tu wystarczająco dużo wina”
- To ja je wyleję.
- To a wtedy wypiszę panu mandat za zanieczyszczanie środowiska.
- To co ja mam zrobić?
Wtedy pan celnik palcem wskazującym prawej ręki popukał się w otwartą lewą dłoń
i powiedział „privatno”.
- G. ci dam nie privatno! – krew mnie zalała.
Och, jak ja pożałowałem.
Celnik zniknął, wszyscy zniknęli. Mój samochód stał na parkingu do trzepania
podejrzanych, za nim ustawiono pachołki, uciec nie mogłem, zresztą, gdzie
ucieknę? Wszelkie próby znalezienia komendanta się nie powiodły, inni celnicy
odwracali się i mówili, że oni nic nie wiedzą, ze to kolega, a kolegi nie ma,
wyszedł.
Koło 18 pojawił się inny celnik, który zaczął mi wypełniać 27-stronicowy
dokument importu czasowego – warunkowego. Trwało to ze dwie godziny. Musiałem
zapłacić 200 koron kaucji, jakieś grosze. Odbiorę je w Cieszynie, w czeskim
urzędzie celnym, kiedy dowiozę opieczętowane pudełko z sześcioma butelkami
taniego wina w stanie nienaruszonym.
W Cieszynie bez słowa, w małe poł godzinki 200 koron mi oddali i powiedzieli,
że mogę jechać dalej, nie spojrzawszy nawet na karton w bagażniku. Za to Polscy
celnicy się wściekli. Obiecali, że doniosą.
Może i donieśli, ale od dłuższego czasu przez Czechy już nie jeżdżę. Służbowo
pojechałem do Pragi, to mi małpa na lotnisku kazała wyrzucić pastę do zębów,
choć tubka była w połowie pusta, a kiedy była pełna miała dopuszczalne 100 mg.
Potem Tomuś mnie namówił, bo powiedział, że już się uspokoili.
To było w okresie przeprowadzki do Warszawy. Jechałem wypełnionym po brzegi
punto na włoskich numerach. Kupiłem przepisową „winiektę”, ale się nie
odklejała. Położyłem ją więc pod szybą i jadę. Już byłem pod Ostrawą, kiedy
zajechała mi drogę celni sprava. Dlaczego nie masz winietki? – pytają.
- Mam, oto ona.
- Musi być przyklejona.
- To mi ją przyklejcie, jakeście tacy cwani.
Posiłowali się z nią trochę, ale od plastiku oderwać się nie dała.
- Nieważne, dokumenty! O, Polak, na pewno chciał oszukać!
O żesz ty, w kółko twoja…
- Jeśli się nie przyklejała miałeś obowiązek z tyłu napisać twój numer
rejestracyjny! Grzywna 20 euro.
- A skąd ja miałem wiedzieć, że miałem napisać mój numer?
- O tu, z tyłu jest napisane!
- To tu jest coś napisane?! Ale tego się nawet pod szkłem powiększającym nie da
przeczytać! W jakim to języku?
- Po czesku oczywiście! 20 euro!
- G. ci dam, nie 20 euro! Znów mnie krew zalała.
- To jedziemy na policję!
- A jedźcie, gdzie chcecie, ja się stad nie ruszam bez włoskiego konsula.
- Privatno? – zapytał jeden z celni sprava z nadzieją w głosie.
- G. nie privatno! – odkrzyknąłem niepomny na przeszłe doświadczenia.
Potrzymali mnie jeszcze, złorzecząc na Polaków i naradzając się po cichu między
sobą, jakieś poł godziny. Potem bez słowa odjechali.
No, Tomuś ode mnie usłyszał, za to „uspokoili się”.
Vinietki dalej się nie odklejają. Tutejsza technologia nie osiągnęła jeszcze
takich wyżyn. Dawny budynek urzędu celnego w Mikulovie popada w ruinę. Pewnie
niedługo się znowu przyda, kiedy wywalą z Unii całą grupę wyszehradzką. Ale,
choć w ruinie, i tak się przydaje. Chowają się za nim policjanci z radarem.
Pewnie byli celnicy. Wprowadzili idiotyczne ograniczenie do 30. I łapią tych,
którzy jadą nawet mniej niż 30, twierdząc, że jechali za szybko, Mają wadzę,
niech im naskoczą (o, znów byłem nowoczesny!). Ale ja jechałem 10, twardo, choć
z tyłu trąbili. Ufff…, tym razem privatno nie było.
5.
11 lat temu
1. Sountrack tego lata: bzzzzzz, psssss, grrrrr, szszszszszsz,
brrrrrrrrrrrrr.
To radiowa Dwójka, kiedy odjechać parę km od Myśliwieckiej. I choć tam więcej
gadają niż grają, to tak się porobiło w tym 40-milionowym kraju, że muzyki tzw.
"poważnej" można posłuchać tylko w Dwójce. I choć przeważnie są to
utwory przeznaczone wyłącznie dla prof. dr hab. muzykologii, to ja tego łaknę,
a dostaję, to, co powyżej. Kilka lat temu, za jedynie słusznych rządów, któryś
z "pacyfikatorów" PR uznał, że to program dla grupki zwyrodnialców i
przekazał częstotliwości na propagandowe szczekaczki.
2.
Napój tego lata: litewski kwas chlebowy. To, co rodzimi producenci z małymi
wyjątkami sprzedają, to cukrowana woda sodowa z dodatkiem ekstraktu o smaku
razowca. Na straganie w Studzienniczej stoi kilka butelek po 8 zł, 2 euro.
Paskarstwo, ale niech tam: warto! Obok leżą litewskie wędliny; jakże różne od
naszych, napompowanych wodą z kolorantami! Po wędlinach łażą tuziny much i
innego boskiego stworzenia. Poza tym, to nie dla schorowanego starca, ale jakże
to imponujące! Pani, która to sprzedaje, to na oko (a zwłaszcza ucho)
Białorusinka polskiego pochodzenia. Chociem stary dziennikarz, to krępowałem
się wypytywać o jej historię; to pewnie jakiś drobny przemycik przez dwie
granice, dla tych kilkunastu euro dziennie. Coś tam się dzieje: zaobserwowałem,
że kiedy na drodze do Sejn pojawia się patrol Służby Celnej, to furgony z
litewską rejestracją naraz wjeżdżają w las, ten w jedną, ten w drugą przecinkę.
Kiedy się patrol zabiera, wyjeżdżają na asfalt i jadą dalej. Niech nikt nie
myśli, że ja to potępiam: biedni ludzie kombinują, żeby trochę lepiej żyć,
kiedy w odległych, wyłożonych dywanami stołecznych gabinetach możni tego świata
rozmawiają o wielkich systemach; stamtąd wzrok nie sięga biednych ludzkich
mrówek, stojących w kolejkach do pieszych przejść granicznych. To dlatego nie
spytałem pani straganiarki, jaka jest jej historia, czy czyje się Polką,
Białorusinką, czy Litwinką. Może ma to zresztą w nosie; ludzie z pogranicza
inaczej patrzą na kwestie narodowościowe.
3.
Masakra tego lata: "Mały Katyń" czyli obława Augustowska lipca 1945,
7000 aresztowanych i torturowanych, 600 zaginionych bez wieści. Nie znaleziono
ich grobów, jedni twierdzą, że są gdzieś w obwodzie kaliningradzkim koło dawnej
willi Goeringa, inni, że sowieci przeprowadzali na nich eksperymenty z bronią
biologiczną i chemiczną w którymś z tajnych centrów Smierszu. Sukinsyn i
morderca, który z ramienia "kościuszkowców" wyłapywał AK-owców w
Gibach i okolicach
4.
Podziękowania tego lata: dla Polaków. Dzięki nim przez ćwierć wieku za mojego
życia Polska była wolna. Tych którym to zawdzięczamy opluto, zgnojono,
zaszczuto, bo to jednak dalej była Polska, choć wolna. Ta wolność się właśnie
kończy z winy tych samych Polaków, ale tych 25 lat już nikt z historii nie
wymaże. Dziękuję.
6.
13 lat temu
Wspomnienie z Sycylii
Z jakiegoś powodu w hotelu jest internet, więc szybciutko: spędziłem wiele
dni w cieniu drzew karobowych, na których rośną strąki, zwane "chlebem
świętojańskim". W strąkach są ziarna, które - co zadziwiające, mają zawsze
niemal te same wymiary i tę samą wagę: 200 mg. Karob to po grecku keration, i
stąd się wzięła jednostka masy zwana... karatem. Ale karob dostarcza rozkoszy
kulinarnych głównie bydłu: to świetny surowiec na paszę...
7.
https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,33045194,czlonkowie-komisji-wyborczej-winni-przypisania-nawrockiemu-glosow.html
… Według prokuratury za uchybienia te odpowiada 8 członków komisji nr 95, wśród
nich jej przewodniczący i jego zastępca. Prokuratura zarzuciła im
niedopełnienie obowiązków. … członkowie komisji zapewniali, że błąd nie był
celowy. - To wszystko wynikało ze zmęczenia. Zaraz po wychwyceniu pomyłki sami
o tym powiadomiliśmy - mówili przed wejściem na salę rozpraw członkowie komisji
nr 95. Każdy z członków komisji złożył mailowo oświadczenie o pomyłce. Prokuratura
ostatecznie zdecydowała się wnieść wniosek o warunkowe umorzenie postępowania
przeciwko nim na okres roku próby.
8.
Na zdjęciu: Podwodny skan: część starego mostu lądowego między Sycylią a Maltą
Malta i Sycylia kiedyś były połączone . Pas lądu łączył obie wyspy aż do 13
000 lat temu.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/09/26/news/sicilia_malta_unite_corridoio_terra_cnr_ogs-425609056/?ref=RHLF-BG-P10-S1-T1-r3837
Na szlaku, który dziś kosztuje życie tysięcy migrantów, kiedyś można było
podróżować pieszo. Jeszcze 13 000 lat temu Sycylię i Maltę łączył
90-kilometrowy pas lądu.
Koniec epoki lodowcowej i podniesienie się poziomu morza spowodowały
podniesienie się poziomu Morza Śródziemnego, ponownie oddzielając niegdyś
połączone lądy. Włoscy i maltańscy naukowcy połączyli siły w ramach misji o
nazwie Bridges, której celem było zbadanie i zmapowanie starożytnego korytarza,
który sięgał również sąsiedniej wyspy Gozo.
Gaia Blu, statek CNR, Krajowego Ośrodka Badawczego, zbadał dno morskie, którego
głębokość wynosi obecnie ponad sto metrów, we współpracy z Narodowym Instytutem
Oceanografii i Geofizyki Eksperymentalnej w Trieście.
Za pomocą fal akustycznych naukowcy stworzyli dane batymetryczne dna morskiego,
które do niedawna było praktycznie nieznane, i odtworzyli dawne linie brzegowe.
„Podczas ostatniej epoki lodowcowej” – piszą badacze w końcowym komunikacie
prasowym kampanii – „kiedy ogromne ilości wody zostały uwięzione w wielkich
pokrywach lodowych półkuli północnej, poziom morza był o około 130 metrów
niższy niż obecnie, a rozległe połacie obecnego dna morskiego stanowiły suchy
ląd. Około 13 000 lat temu, według najbardziej powszechnie akceptowanych
rekonstrukcji, połączenie lądowe między Maltą a Sycylią zanikło, ustępując
miejsca krajobrazowi zatopionemu. Zatem w ciągu zaledwie kilku tysięcy lat
zniknął korytarz, który podczas ostatniej epoki lodowcowej pozostawał w dużej
mierze ciągły”.
„Mapa dna morskiego, którą zbadaliśmy, ukazuje złożony krajobraz, często z
nieciągłymi rzeźbami terenu, które rozciągają się na dziesiątki kilometrów i
wyznaczają granice lagun i obniżeń” – dodaje Emanuele Lodolo, badacz z Sekcji
Geofizyki OGS i główny badacz kampanii prowadzonej wspólnie z Marią Filomeną
Loreto z CNR: „Analogia do współczesnych platform tropikalnych jest oczywista:
stosunkowo niskie obszary, oddzielone grzbietami i barierami, z chronionymi
basenami i lagunami za nimi”.
Pas lądu był usiany zbiornikami wodnymi i płytkimi wodami, idealnymi do
łowienia ryb i zbierania skorupiaków, które stanowiły źródło pożywienia w
czasie podróży.
Zagadka geologiczna została rozwiązana, ale zagadka archeologiczna pozostaje.
Najstarsze ślady ludzkie znalezione na Malcie pochodzą sprzed 8900 lat, długo
po zniknięciu korytarza lądowego. Wyspa została na stałe zamieszkana około 4000
roku p.n.e. Pas lądu łączył wyspy, ale wciąż nie wiadomo, jakie gatunki
zwierząt, a być może i ludzie, przemieszczali się z jednego brzegu na drugi.
Naukowcy mają nadzieję, że druga ekspedycja pozwoli na odkrycie artefaktów
należących do ówczesnych migrantów, kości i szczątków roślin, co pozwoli na
odtworzenie starożytnego krajobrazu, który obecnie znajduje się pod wodą.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń