DRUGI OBIEG
Sobota, 26 września 2026


WSTĘP
W piątek wieczorem w siedzibie redakcji ‘Wyborczej’ Justyna Dobrosz- Oracz poprowadziła prezentację najnowszej książki Jarosława Kurskiego „Adam, syn Ozjasza”. O Adamie Michniku, oczywiście.


Tylko Jarkowi mogło się udać namówić Adama na zwierzenia. I To jakie! On nie znosi mówić o sobie i w rozmowie z D.O. na AMNT postawił staremu znajomemu bezlitosne paliki tematyczne.
Wieczór był bardzo ciekawy, w tłumie słuchających same zacne twarze. D.O. z żalem konstatował, że wielu starych Przyjaciół go nie poznaje, ale cóż; 30 lat za granicą zawsze działa przeciwko tobie…


1.
Polska to kraj, do którego wspaniale się tęskni.
Włochy to kraj, na który wspaniale się narzeka.

Minął tydzień i już D.O. tęskni.
Na początek trzeba wiedzieć, że jak się przechodzi z 30 stopni do 15, to się od razu łapię poważne przeziębienie, czego też D.O. punktualnie doświadczył. Zapalenie gardła i katar. Teraz jest już lepiej, choć nos jeszcze nieco nieszczelny.
Potem, po najdalej dwóch dniach, zaczyna się tęsknić do włoskiego jedzenia. Państwo D.O.stwo z niejednego pieca chleb w tej Romanii i Emilii zresztą też jadło, ale najczęściej bywaliśmy w Tin Bota i w Zodiaco.

Tin Bota, znaczy w dialekcie romaniolskim tyle, co włoskie „tieni botta”, też zwrot żargonowy, który dałoby się na włoski literacki przetłumaczyć jako „tieni duro”, a na polski „trzymaj się twardo, dzielnie, wytrzymaj uderzenie”. Uderzenia w tej knajpie były na tyle celne i mocne, że państwo D.O.stwo słaniało się, wracając pod szpalerem platanów do swojego residence, by paść na łóżko i przemyśliwać o celowości płukania żołądka.

Zaś w Zodiaku… Było pysznie, a porcje tak wspaniałomyślnie, że można byłoby spróbować ich zaskarżyć za usiłowanie zabójstwa.
Ach…

Niech się Czytelnicy na D.O. nie obrażają, ale w Polsce, choć sytuacja mocno się w ostatnich latach poprawiła, króluje kulinarne barbarzyństwo. Dominuje ścierwo w sosie, a ze ścierwem jest jak z rybą: albo jest dobre, albo przyprawione. Brak fantazji, polotu nadrabia się nadmiarem składników, a zwłaszcza przypraw. Przede wszystkim jednak brak kultu dobrego jedzenia, brak szacunku dla doskonałych składników, maniackiego dbania o ich jakość i czystość. Dobre tradycje kulinarne, które by się w Polsce znalazło, nie są pieczołowicie pielęgnowane. Jak głosi starawy już mem, tradycyjne polskie potrawy to kebab, pizza i sushi.

Właściwie to D.O. się mądrzy, ale w gruncie rzeczy nie wie, co się podaje w polskich restauracjach, bo do nich, nauczony złym przeważnie doświadczeniem, nie chadza. A kiedy, przymuszony, chadza, to przeważnie żałuje. Nie chadza też do knajp etnicznych, bo w Południowej i Wschodniej Azji jadał rzeczy zachwycające i to niezależnie od tego, czy pozyskiwał je na straganach, czy w eleganckich restauracjach. Kuchnia tajska, pyszna i na ogół delikatna i finezyjna, w Polsce jest zwyczajnie niesmaczna, ciężka i zawiesista. W Chinach chyba w ogóle nie ma tego, co my tu w Europie nazywamy „chińską restauracją”. Oczywiście specjalności amerykańskich do ust D.O. nie weźmie, a za kuchnią meksykańską nie przepada. Nawet do włoskich chodzi trzech, słownie trzech, bo po co się ma w innych denerwować

To jest, Czytelniku, fritto misto di mare w Zodiaku. Poza jednym st. Jacquesem, to wszystko różne ryby. Nie wygląda, ale to była porcja dla plutonu wojska. D.O. pożarł to wszystko, bo by się zapłakał, gdyby coś tak pysznego zostawił, ale potem nie mógł się ruszyć, tylko jęczał.


To są, Drogi Czytelniku, gnocchi łososiowe z sosem parmezanowym i odrobiną czarnego kawioru dla pełni smaku: trzeba było widzieć maślane oczy Żony D.O., gdy zajadała je w Zodiaku.


2.
4 lata temu
1.
Państwo D.O. poszli po syndrom Stendhala.

2.
Syndrom Stendhala wywodzi się z pamiętników z 1817 roku tego francuskiego pisarza, który doznał silnego osłabienia i kołatania serca podczas wizyty we Florencji (m.in. w galerii Uffizi i przy grobie Dantego).
Przyczyną choroby jest piękno.
Najczęściej chorują nań wrażliwi turyści we Florencji, to idzie podobno w tysiące rocznie, ale zdarza się również i w Rzymie.

3.
Można powiedzieć, że po 30 latach mieszkania tu, D.O. Rzym zna bardzo powierzchownie. Nie było czasu: najpierw walka o przetrwanie i kęs codziennej strawy dla Dzieci i dla nas, potem dominowała praca, zajmowała czas i energię, więc D.O. ocierał się o piękno trochę en passant. Poświęcenie całego dnia na dogłębniejsze zapoznanie się z jakimiś wykwitami ludzkiego ducha należało do rzadkości.
Teraz, kiedy zobowiązania zawodowe mocno się przerzedziły (ojojoj!), możemy sobie iść w wybrane miejsce tylko po to: żeby obcować z pięknem.
Tu naszło D.O. wspomnienie nieszczęsnej klasyfikacji dziedzictwa kulturalnego ludzkości UNESCO… 58 na całe Włochy! 58, drogież ty moje UNESCO, to ty znajdziesz na 500 metrach pierwszej lepszej ulicy historycznego centrum Rzymu i dziesiątek innych włoskich miast!
I pomyśleć, że koło miejsca, do którego państwo D.O. się wybrali, przejeżdżało się – jeśli nie codziennie – to z pewnością kilka razy w tygodniu. Ponieważ leży przy najbardziej uczęszczanym odcinku Lungotevere, Bulwaru Wzdłużtybrzańskiego. Obskurny mur, pomazany graffiti, jakaś zardzewiała, nigdy nieużywana brama, jakieś wysokie, stare drzewa znad muru wystające: cóż – miejsce, jak każde inne w Rzymie.
Tymczasem za tym murem stoi cud, a ten cud nazywa się:
VILLA FARNESINA.

4.
Początkowo nazywała się „Villa Chigi”, ponieważ zbudowana została na zlecenie Agostino Chigiego, bardzo bogatego sieneńskiego bankiera, możnego pana i wybitnej postaci w Rzymie na początku XVI wieku. Agostino Chigi, pupil papieży Juliusza II i Leona X, zgromadził fortunę także ze sprzedaży ałunu.
Projekt zlecił Baldassarre Peruzziemu, wybitnemu malarzowi i architektowi I połowy XVI wieku. I spod jego pióra wyszedł projekt tego jednego z najwspanialszych budynków ówczesnego Rzymu. To był prawdziwy pierwowzór rzymskich willi podmiejskich, później na różne sposoby naśladowanych przez innych wielmożów Renesansu. Także dlatego, że po ukończeniu murów, rozpoczęły się prace nad freskami o niezwykłej rozpiętości. A freski te malowali najlepsi z najlepszych: Rafael i jego szkoła (m.in. Giulio Romano), sam Peruzzi, Sebastiano del Piombo, oraz Il Sodoma. Czegoś takiego nie było wcześniej w żadnej prywatnej rezydencji od czasów Nerona.
Niestety, w 1520 r. Agostino Chigi zmarł, część fresków pozostała niedokończona, a willa podupadła. Spora część wyposażenia i dzieł sztuki została rozkradziona.
Dopiero po 60 latach, w 1580 roku została zakupiona przez kardynała Alessandro Farnese i od tamtego dnia, od nowego właściciela, wzięła swą dzisiejszą nazwę.
Willa – czego dzisiaj niewtajemniczeni nie wiedzą, miała innowacyjny kształt podkowy. Otwierała się na ogród dwoma skrzydłami, pomiędzy którymi znajdowała się oparta na pięciu łukach, otwarta loggia. To też był innowacyjny sposób połączenia przestrzeni zamkniętej z ogrodami. Służyła jako miejsce przyjęć i scena dla przedstawień teatralnych organizowanych przez kardynała. Dzisiaj loggia została zamknięta ogromnymi szklanymi taflami, by chronić to, co znajduje się w środku. A to w środku to sam cymes: fenomenalne freski Rafaela oraz kierowanych przezeń jego uczniów.
Pierwotny budynek miał również duże powierzchnie fresków na zewnątrz, ale do dziś zachowały się jedynie niewielkie ślady.
Willa kilkakrotnie zmieniała jeszcze właściciela: w 1714 r. stał się własnością Burbonów z Neapolu, a w 1864 r. osiedlił się tam ambasador królestwa Neapolu w Państwie Papieskim señor Bermudez de Castro, któremu zawdzięczamy gruntowną renowację willi. Która oczywiście dochodziła do samego Tybru i miała nad nim co najmniej jeden budynek z loggią, zaprojektowany przez Rafaela. Niestety, miasto musiało żyć i dostosowywać się do nowych potrzeb: w 1884 r. otwarcie Bulwaru Wzdłużtybrzańskiego wiązało się to ze zniszczeniem części ogrodów i loggii Rafaela nad rzeką.
Miało to swoje dobre strony: póki nie było muru ochronnego, Tyber dość regularnie wylewał. Loża była otwarta i freski były przez wody niszczone. Raz woda dotarła nawet do kolan Galatei!
Od 1927 r. Villa należy do państwa włoskiego, które ją odrestaurowało i umieściło w niej Accademia d'Italia pod przewodem Guglielmo Marconiego. Dziś, wraz w wielkim pałacem po przeciwległej stronie Via della Lungara, jest siedzibą prestiżowej Accademia dei Lincei, której służy jako pomieszczenie reprezentacyjne.
Może P.T. Czytelnicy nie uwierzą, ale gdyby mieli odpowiednią sumę pieniędzy w liczącej się walucie, to mogą sobie Villę Farnesinę wynająć na ślub, pierwszą komunię, a nawet na stypę.

5.
Po wejściu do westybulu, na wprost, mamy po kilku metrach drzwi prowadzące do przeszklonej dzisiaj loggi z freskami Rafaela. Ale państwo D.O. pozostawiło ją sobie na deser.
D.O. powtarza (choć nie pamięta po kim) bardzo jego zdaniem trafne zdanie: „widzisz to, co wiesz”.
Jeśli, Czytelniku, nic nie wiesz, to po wejściu zobaczysz różne kolorowe plamy, różowiutkie na ciałach, zieloniutkie na girlandach. Zobaczysz tłum gołych pań i panów, dość ciasno naćkanych, który robią to i owo. Potem pomyślisz, że w smarfonie są rzeczy ciekawsze i pójdziesz zagłosować na szajkę.
A jeśli przed wejściem poczytasz, to będziesz wchodząc wiedział, że jest tam wymalowany przez jednego z najgenialniejszych artystów w historii ludzkości cykl opowieści o Amorze i Psyche, zaczerpnięty z „Metamorfoz” („Złotego osła”, jak kto woli) Apulejusza.

6.
Dwa najobszerniejsze freski na sklepieniu, to od lewej „Narada bogów” i „Weselny bankiet”. Do nich prowadzą historie, znajdujące się w osobnych malowidłach poniżej. Oto one:
- Wenus pokazuje swojemu synowi Amorowi piękną śmiertelną księżniczkę Psyche, aby mógł (jedną ze swoich strzał) ugodzić ją i nakłonić do zakochania się w niegodnym i zdeformowanym mężczyźnie. Jednak to sam Amor zakochuje się w dziewczynie.
- Amor prosi Trzy Gracje (także córki Wenus) o interwencję na rzecz Psyche, która została wysłana przez Zefira do pałacu Amora. Kobieta od tyłu jest jednym z najpiękniejszych aktów kobiecych renesansu; był wielokrotnie naśladowany.
– Wenus, odkrywszy sekretny związek między jej synem a Psyche, skarży się Ceres (bogini upraw i rolnictwa) i Junonie (żonie Jowisza i obrończyni małżeństwa i rodziny) na nienaturalny związek między bogiem a śmiertelniczką. Bogini piękna prosi ich o przyłączenie się do niej w zemście na Psyche, ale Ceres i Junona odmawiają.
- Wenus, bogini piękna, udaje się następnie do Jowisza w złotym rydwanie ciągniętym przez gołębie, aby poprosić go o pomoc w ukaraniu Psyche. Ten fragment, przypisywany Giulio Romano, choć widać wyraźnie bezpośrednią interwencję jego mistrza Rafaela.
- Zazdrosna o urodę Psyche i oburzona jej więzią z Amorem, Wenus prosi Jowisza, aby odnalazł Psyche, którą jednak Amor kazał Zefirowi zaprowadzić do magicznego pałacu.
- Jowisz zlecił Merkuremu, posłańcowi bogów i bogu handlu, by odszukał Psyche. Z Kaduceuszem w ręku Merkury schodzi na Ziemię.
- Po różnych perypetiach, w tym zejściu do Hadesu, by uzyskać Wodę Piękna od Prozerpiny, Psyche zostaje przeniesiona przez dwa amorki na Olimp, aby mogła zaoferować Wenus ampułkę z magiczną substancją.
- Psyche wręcza Wenus ampułkę z Wodą Piękna otrzymaną od Prozerpiny. Wenus, która liczyła na śmierć dziewczyny, jest rozczarowana i zdumiona sukcesem przedsięwzięcia Psyche.
- Również Amor staje przed Jowiszem. Król bogów, całując Amora, zgadza się przerwać polowanie na Psyche i powitać ją na Olimpu jako żonę Amora.
O ile w historii Apulejusza to sam Jowisz wita Psyche na Olimpie i przemienia ją w boginię, o tyle we fresku Rafaela zadanie to spada na Merkurego. Jest to więc alegoryczne utożsamienie boga handlu z bardzo zamożnym bankierem Agostino Chigim, właścicielem Villi, przyjacielem Rafaela i zleceniodawcą tych fresków. Co więcej, twarz Psyche jest najprawdopodobniej twarzą Franceski Ordeaschi, ukochanej żony Agostina. Nad Psyche znajduje się paw, symbol Junony, opiekunki małżeństwa.
Po tym happy endzie pora na Radę bogów i Bankiet weselny.
- Bogowie zebrali się, by zdecydować o małżeństwie Amora i Psyche. Ta ostatnia otrzymuje nektar nieśmiertelności od boga Merkurego: stała się boginią. Amor tymczasem błaga Jowisza o przebaczenie dla jego przyszłej żony. W lewym dolnym rogu znajdują się personifikacje Nilu (opierającego się o Sfinksa) i Gangesu (obok bestii).
- W ostatnim odcinku tego cyklu, Amor i Psyche (po prawej stronie stołu, obok siebie) siedzą na uczcie weselnej, podczas gdy Hory (ze skrzydłami motyla) rozrzucają kwiaty i perfumy Gracjom. Pośrodku, Ganimed ofiarowuje puchar Jowiszowi, po którego prawej stronie siedzi Junona. W parach występują również inne bóstwa: Neptun i Amfitryta, Pluton i Prozerpina, Herkules i Hebe. Wulkan czeka na swoją żonę Wenus z gniewnym wyrazem twarzy, Bachus obok Amora jest obecny jako podczaszy i Apollon po lewej jest przedstawiany jako pan Muz. Wraz z bogiem Panem gra do tańca na cześć Psyche.

7.
Do tego dochodzą jeszcze trójkątne prospekty („żagle”), przedstawiające amorków, każdy a atrybutem kolejnego boga z Olimpu.
Teraz już, Czytelniku, wiesz. Kiedy wejdziesz, to zobaczysz. Bo widzisz to, co wiesz.

8.
Trzeba jeszcze dodać, że zamawiający owe freski był kardynałem (mianowanym nim nb. w wieku lat 14 przez swojego dziadka, papieża Pawła III; a wy mówicie, że dzisiaj są skandale w Kościele!). Rafael też był żarliwym chrześcijaninem. Freski odwiedziło co najmniej 3 papieży. Wszyscy umiłowali Pantheon grecki, greckich bogów z ich nimbem i ich cielesnością, wszyscy wykazywali się doskonałą znajomością greckiej mitologii i potrafili ją interpretować w sposób im współczesny, na chwałę swoją i użytek publiczny. Były golizny i w Kaplicy Sykstyńskiej, ale obrażały, więc wszystkie przyrodzenia przyodział pędzlem Daniele da Volterra, zwany „Braghettone”, „gaciarzem”. Ale wtedy, na początku XVI wieku, kilka dekad przed katastrofą Soboru Trydenckiego, golizny nie raziły, jak i nie raziły nawiązania do mitologii klasycznej.
Wystarczyło religię grecką, obowiązującą w całym świecie hellenistycznym, na wszystkich brzegach Morza Śródziemnego, nazwać „mitologią” i było po problemie.
Może któregoś dnia „mitologią” nazwane zostanie chrześcijaństwo: ileż problemów zniknęłoby z naszego horyzontu?
Bo ludzkość wyznaje na całym świecie około 10 tysięcy różnych bogów. I każdy z wyznawców jest przekonany, że tylko jego bóg jest prawdziwy, pozostałe to mitologia, jeśli nie godna kary śmierci herezja.

9.
Oczywiście Loża Amora i Psyche to nie jedyne arcydzieło w Villa Farnesina. Właściwie każda sala jest arcydziełem: Sala Fryzów przedstawiająca Przedsięwzięcia Herkulesa oraz epizody mityczne, zaczerpnięte z Metamorfoz Apulejusza. Czy Sala Galatei, niegdyś z arkadami wychodzącymi na ogród, zamkniętymi w 1650 roku. Swoją nazwę pokój zawdzięcza freskowi Rafaela z Triumfem Galatei, który przedstawia nimfę na rydwanie ciągniętym przez delfiny wśród świątecznego orszaku morskich stworzeń. Obok fresku Rafaela jest też monumentalny Polifem Sebastiano del Piombo.
Jest też wspaniała Sala Perspektyw, jak widać na zdjęciu poniżej, obecnie restaurowana, obstawiona rusztowaniami i zasłonięta płachtami ochronnymi. Jest po prostu fenomenalna, ponieważ freski na ścianach przedstawiają dokładnie to, co widać byłoby w tamtym kierunku, gdyby ścian nie było.
To dzieło Baldassarre Peruzziego, namalowane w latach 1518-1519. Freski zostały całkowicie przemalowane w 1863 roku, ale dzisiaj przywraca się je do stanu pierwotnego. Tutaj w 1519 r. Agostino Chigi urządził swą ucztę weselną.
Kiedy się dokładnie, Czytelniku przyjrzysz freskowi na wschodniej ścianie, dostrzeżesz brutalne graffiti, wypisane przez jakiegoś wandala. To wandal z 1527 r., kiedy to podczas „Sacco di Roma” do Willi wdarli się Landsknechci. Jeden z nich pozostawił na fresku napis: „Was sol ich Scheibers …nd nich lachen di. Landsknecht haben den Babst lauffen machen” – „dlaczego ja skryba miałbym się nie śmiać: Landsknechci pogonili papieża”…
Jest też Sala Małżeńska Aleksandra i Rossany, dzieło Sodomy z 1517 roku. Na ścianach tej sypialni, z której korzystał Chigi i jego żona, są freski ze scenami z życia Aleksandra Wielkiego, które miały gloryfikować zleceniodawcę, utożsamianym z tą postacią historyczną.
Więc, kiedy będziecie w Rzymie, jeśli świat się jednak nie zawali, to nie omińcie Villa Farnesina. Teraz już wiecie, będziecie widzieć.
Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo i na świeżym powietrzu
Villa Farnesina – wejście przez ogrody w stylu włoskim

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, drzewo i na świeżym powietrzu
Geometryczne trawniki goszczą drzewa z egzotycznymi owocami cytrusowymi: takich w sklepie na rogu nie ma!

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku
Każda z komnat jest kolejnym olśnieniem

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Nie tylko ściany z freskami, ale i sklepienia, o: właśnie takie

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
To jest sypialnia kardynała

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby i w budynku
O czym świadczy parawan z epoki

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku
No, D.O. miałby chyba dość niespokojne sny w takiej sypialni…

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku
Pokoik, zwany „pompejańskim”. W rzeczywistości to nisza w murze, pod schodami

Może być zdjęciem przedstawiającym przedpokój i w budynku
O: tymi schodami. To zdjęcie z góry, czy z dołu?

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku
Te same schody. To zdjęcie z góry, czy z dołu?

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku
Na tym krześle nie wolno siadać. Ma kilkaset lat

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby, pomnik i na świeżym powietrzu
To na deser: Loggia Amora i Psyche z freskami Rafaela. Niegdyś otwarta na ogrody, dziś zamknięta szczelnymi, szklanymi taflami.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Widok sufitu. Proszę zwrócić uwagę na trompe-oeile, fałszywe perspektywy!

Może być zdjęciem przedstawiającym 5 osób
Kolejny widok całości

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba
Historia Wenus, Amora i Psyche w formie komiksowej, przedzielona girlandami, z sześciuset rodzajami autentycznych roślin, lokalnych i egzotycznych

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Każdy „epizod” historii...

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba
To małe arcydzieło.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba
Kto zgadnie, co to za bóg z twarzą Chigiego?
W każdym razie to nie plaża dla nudystów, to Olimp!

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby
Rada Bogów – jeden z dwóch głównych fresków w centrum sufitu loggi

Może być zdjęciem przedstawiającym 3 osoby
Część lewa

Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby
Część prawa. Każda z postaci jest mocno osadzona w mitologii greckiej, każda ma walor symboliczny, czytelny dla renesansowego patrycjusza

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Bankiet weselny – druga część ogromnego fresku w Loggi

Może być zdjęciem przedstawiającym 3 osoby
Hory posypują kwiatami ucztujących bogów

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Amor i Psyche just married. Na pierwszym planie małe amorki dają w żyłę

Może być obrazem przedstawiającym 2 osoby
Oto oni

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba
A to tzw. żagle. Na każdym z nich amorek, każdy amorek ma atrybuty poszczególnych bogów. Ten akurat ma kaduceusz, czyjże on, czyj?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
W Sali Galatei, niespodziewanie – zamiast malunku - rysunek! Podobno Rafael chciał w ten sposób udowodnić, że rysuje równie dobrze, albo lepiej niż jego rywal – Michał Anioł. Ale Rafael był zupełnie nieagresywnym, miłym w obyciu człowiekiem i wszyscy go lubili.

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku
Sala Galatei cała

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
To miały być prawdziwe gobeliny, ale wody Tybru zbyt często by je niszczyły, więc zostały wymalowane „jak żywe”.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A to Sala Perspektyw. W remoncie. Zza kolumn wyłaniają się widoki Rzymu z początku XVI wieku Takie, jakie byłyby, gdyby nie było ścian. Widok na Zachód...

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku
...I na Wschód

Może być obrazem
Graffiti pozostawione przez Landsknechta podczas Sacco di Roma w 1527 r.


3.
4 lata temu
1.
Między VIII a VII wiekiem p.n.e. grupa Umbryjczyków postanowiła spożyć piknik u stóp wzgórza, na lewym brzegu górnego biegu Tybru, tam, gdzie, uderzywszy we wspomniane wzgórze, ma – strumień jeszcze – swój przełom. Ale nastąpiło coś niezwykłego! Obrus, na którym Umbrowie rozłożyli swe wiktuały, porwał orzeł, który lecąc, zrzucił go następnie na czubek wzgórza. Czyż można było inaczej zinterpretować to wydarzenie niż jako znak od bogów?
Oczywiście że nie!
Dlatego biesiadnicy postanowili tam, gdzie upadł obrus zbudować miasto.
Ponieważ leżało tuż przy granicy między państwem Umbrów, a państwem Etrusków, nazwali je „Tutere”. Nie wysilili się, bo to w ich języku oznaczało „miasto przygraniczne”.
Między V a IV wiekiem pne. zostało zaanektowane przez Etrusków, a w III wieku p.n.e. rozpoczął się proces romanizacji, ale z poszanowaniem lokalnych autonomii, w tym prawa do bicia własnej monety. W czasach Augusta rozkwitło, dostając amfiteatr, budynki miejskie świątynie, mury z bramami i wille.
W 1244 r., miało więcej mieszkańców niż ówczesny Rzymu.
Między r. 1230 a 1236 urodził się tu Jacopone dei Benedetti (choć znany jest pod innym nazwiskiem), wielki poeta średniowieczny, autor „Laudes”, Hymnów, wychwalających Boga
Jakieś 20 lat temu Miasto to uznane zostało za najszczęśliwsze na świecie, miejsce, w którym jakość życia jest najwyższa.
Ale pani aptekarka z Placu Ludowego, śliczniutka, inteligentna brunetka, mówi:
- Z Warszawy? Zazdroszczę panu!
- Jak to? Mieszka pani w mieście o najwyższym standardzie życia na świecie i zazdrości mi pani Warszawy?
- Tamte czasy dawno minęły, że miasteczko się wyludniło, kolejne władze miejskie zaniedbały je. Proszę popatrzeć: na ulicach widać niemal wyłącznie pojedynczych staruszków, w kawiarenkach słychać częściej amerykański niż włoski…
No tak… Dla cudzoziemca to jest dalej uosobienie raju. Oczywiście dla tego, który nie ma trosk finansowych.
Zgadniesz, jakie to miasto?
P.S. Plutek i inne cwaniaki, proszeni są o ugryzienie się w język, a potem w palec, którym bez wysiłku potrafią zepsuć zabawę z każdej zagadki fotograficznej.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.Co to za miasteczko?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Którego zaułki wychodzą na dolinę, a następnie na krętą drogę wspinającą się na przeciwległy, zielny pagórek?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Do którego centrum wiedzie ta oto brama z II wieku pne.?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Na której sklepieniu widoczna jest jeszcze wyblakła, barokowa polichromia?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A kiedy się zbliżasz, mijasz taki oto pieszy „wiadukt”?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Po lewej mijasz barokową fontannę pod rajskimi pałacami?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Gdzie możesz spotkać wiekowego, przygarbionego „cyrulika”, strzygącego równie wiekowego klienta w wiekowym lokalu fryzjerskim, z obowiązkową brzytwą, ostrzoną na grubym, skórzanym pasie?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Już prawie, prawie, pod arkadami Pałacu Ludowego…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wychodzisz na Plac Ludowy z widokiem na Pałac Przeorów (burmistrzów) z jednej strony i

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Na konkaterdrę NMP Wniebowziętej

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Wypijasz un espresso w barze z widokiem na piękna rozetę

Brak dostępnego opisu zdjęcia.A potem olśniewa cię widok kościoła świętego Fortunata, zbudowanego przed końcem XII wieku

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wracasz wśród okwieconych kamienic...

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
By wrócić do rzeczywistości przez Nową Bramę.


4.
7 lat temu
Ześwirowałem no nie bo to oznaczałoby proces nagły jednorazowy a ja jestem świrem od dawna i ten proces narastał świrowałem świrowałem aż stałem się świrem nie potrafię określić momentu w którym to się stało dziś pojechałem do Lasu sprawdzić co się dzieje 250 km w jedną 250 w drugą pokwękując bo plecy i nogi już mi nie odpuszczą szaro mżyło 13 max 13,5 stopnia i te kolory paprocie pobrązowiały liście pożółkły albo poczerwieniały lecą lecą jeszcze nie zdążyłem na dobre opłakać tych z poprzedniego lata a już muszę opłakiwać te a pokochałem je bardzo nie zdążyłem się nimi nacieszyć prawie 2 miesiące w łóżku potem jedno nieszczęście za drugim i ta wulgarność zewsząd się sączy z ust oczu gazet telewizji i komputera i z każdym dniem tygodniem i miesiącem staje cię coraz bardziej nieznośna dziś uśmiechnęła się do mnie tysiąckrotnie z płotów wszystkich mijanych wsi i miasteczek zaczynam nie tolerować demokracji sam się przerażam.
Nie, to nie jest kraj dla świrów.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.


5.
9 lat temu
Pamiętam: przyjechała do nas po południu. Ciężka, ogromna. Tragarze sporo się namęczyli, nim wpasowali ją w kąt między wanną a ścianą w maleńkiej łazience na dziewiątym piętrze gomułkowskiego, 37-metrowego M3. Zasłaniała nieco prześwit drzwi, ale kto by tam zwracał uwagę. Gumowa rura została zawieszona na krawędzi wanny, wpakowaliśmy w otwór tłum pieluszek, przekręciliśmy pokrętło: pstryk, pstryk, pstryk, pstryk, pstryk... I nagle... Wszystko ruszyło, kręciło się dziarsko, w jedną w drugą stronę... A my przynieśliśmy z kuchni taborety, siedliśmy naprzeciwko i patrzyliśmy, zafascynowani, w szklany bulaj, słuchaliśmy, jak warczała i sapała, grzejąc wodę... I na koniec wypluła ją do wanny, a my dziwiliśmy się, że woda taka ciemna.
Od tamtej chwili fascynacji upłynęło dokładnie 40 lat.  I przez te 40 lat dobrodziejka maszyna (jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości) i wszystkie jej następczynie, ułatwiały nam życie.
Ale dobra mechaniczna wróżka, jak się okazało, miała także swoją ciemną stronę.
Kradła.
Notorycznie, kleptomanka, kradła skarpetki.
Wkładałeś parę, wyjmowałeś jedną. Macałeś, przekręcałeś bęben, świeciłeś latarką, zaglądałeś podejrzliwie w rurę wylotową i - nic: drugiej skarpetki niet.
Kiedy się ich wrzucało dużo, np. po podróży, zdarzało się, że kradła nawet dwie i nigdy od pary.
Złorzeczyłem jej, ale chyba to tą tylko rozzuchwalało.
Aż wreszcie...
Żona ukróciła jej wybryki, ujarzmiła.
Za pomocą takiego małego plastikowego pipka, który służy do zupełnie innych rzeczy. Od kilku miesięcy, spinam moje skarpetki uchwytem do kuchennych ściereczek. I nie tylko nie giną, ale na dodatek, uprane, są już pospinane w pary, nie trzeba tracić godzinki na układanie skarpetkowych puzzli: która do której pasuje.
No i dzięki Żonie doszedł jeszcze jeden wielki wynalazek ludzkości: plastikowy pipek za 3.50 15 sztuk.


6.
10 lat temu
Ku czci prawdziwych bohaterów
Bohater budzi się, a w półśnie nadstawia ucho, czy z sąsiedniego pokoju dobiegnie znajomy szelest, oddech, chrząknięcie.
Ale nie dobiega.
Więc mruży oczy – a nuż w półmroku przymkniętych powiek uda się wyczarować znajomą sylwetkę.
Ale półmrok jest pusty.
Otwiera więc oczy i złorzeczy, bo to nie był przykry sen, tylko taka jest jawa, świat taki jest brzydki i smutny.
Leżąc jeszcze głaska się po ręku: ach!
Wiem, to moja ręka, ale to prawie tak, jak kiedy on ją głaskał.
Dreszcz przyjemności.
Czy starczy na cały dzień?
A potem ból w krzyżu, biodrach i stopach i walka, żeby wstać.
Łazienka i znów, jak codziennie gorzki śmiech: to straszne w lustrze, to mam być ja? Ja?
Ja.
Walka o obleczenie obolałego ciała. Ściany szare, ale kto miałby je pobielić? Dla kogo?
Rzut oka na telefon: nienawidzę tego zbędnego, milczącego przedmiotu.
Pod drzwiami wahanie: wyjść i znów wystawić się na pogardliwe, pełnie nienawiści spojrzenia spiesznych, młodych? To przykre.
Wyjść? Po co? Po bułkę, bo dziś w Lidlu przecena? Białe pieczywo źle robi na zdrowie, ale inne droższe… Wyjść? Jeść, przedłużać to wszystko?
A potem, prawdziwy bohater i prawdziwa bohaterka, mimo wszystko, otwierają drzwi i, koślawi, brzydcy i czarni i o kuli wychodzą na świat.
Chwała bohaterom.

7.
11 lat temu
1.
Żegnaj, Drogi Jarku Kuźniarze! Dziękuję ci za wszystkie chwile, spędzone razem na antenie (przez prawie dwa lata codziennie, pamiętasz?) i prywatnie (i nawet to czerwone wino, wylane na moją białą kanapę ci wybaczam). To smutny dzień dla polskiego dziennikarstwa. Czuję się dziś trochę jak ten kot z wiersza Szymborskiej. Zrobiłeś mi świństwo, ale rozumiem. Niech ci się wiedzie! Mówi się zawsze „no to się zobaczymy”, ale to tylko słowa.

3.
Kończy się moja podróż po imperium habsburskim. Wyrok historii został wykonany, a na dodatek Franz Josef nie dostał „like’a” w podręcznikach historii. A jednak, od Zagrzebia do Krakowa, od Meranu do Lwowa, ślad stworzonej przezeń pierwszej Unii Europejskiej jest wyraźny, dominujący. Cóż to musiał być za okres prosperity! Każda wieś, każde miasteczko ma pyszne centrum, wybudowane właśnie wtedy, w ciągu 68 lat jego panowania. Budynki publiczne, prywatne kamienice, wille. Taki boom już się potem nie powtórzył. Bolszewik próbował mu dorównać, oszpecając te same miasta i miasteczka ohydnymi bloczyskami (niech sczeźnie Le Corbusier!). Ale z bloczysk nikt nigdy nie będzie dumny.

4.
Przywrócił Franz Josef także narodom dumę i umiłowanie wolności. Ale kiedy nadeszła chwila wyboru, stanął po złej stronie.

5.
Dał narodom także umiłowanie sztuk: muzyka, architektura, malarstwo, literatura: dał secesję. (Mam uszy pełne tej muzyki z Art. Radio w Słowenii, ORF1 w Austrii, Klass w Niemczech, Vltava w Czechach). Dał światu okres rozkoszy, zwany fin de siècle, do którego do dziś się nostalgicznie wzdycha.

6.
T to właśnie jest to przemożne wrażenie, z którym wracam z krótkich wakacji: fin de siècle. Wówczas nikt tak nie nazywał okresu bezprecedensowego rozkwitu Europy Centralnej, mało kto miał przeczucie nadchodzącej katastrofy, która zmiecie znany świat. I to się właśnie dzisiaj powtarza. Bogata, zamożna Europa Środkowa, od Zagrzebia do Gdańska, od Suwałk do Innsbrucku cieszy się chwilą, ufnie patrzy w przyszłość, snuje plany, zupełnie nieświadoma nadchodzącej katastrofy.

7.
Przywiozę też migawki, pod powiekami ślad po ludziach, których minąłem. Uśmiech tego starego górala w małej, słoweńskiej wiosce, kiedy patrzył, jak jego mała wnuczka skacze na batucie. Tego człowieka z jedną ręką, wjeżdżającego na niebosiężną, tryglawską przełęcz na rowerze, w deszczu i szarówce. Tę starszą panią, czule trzymającą za rękę męża, ewidentnie po wylewie, z niedowładem lewej strony ciała, kiedy dzielnie i bez skargi walczył o każdy kolejny krok w wąskiej uliczce miłej Ratyzbony. Tę białą, puchową kulkę, american eskimo z długim spiczastym pyszczkiem, stróża restauracji w Sankt Leonhard, który rozejrzał się po gościach, a potem bez wahania podszedł do mnie i trącił nosem w nogę: „pogłaszcz mnie” – powiedział po swojemu. A potem nie chciał mnie puścić, bo mu było smuto, że odjeżdżam. I te śliczne dziewczyny gdziekolwiek się zatrzymałem: patrzyłem na was myśląc: „jak też będziecie wyglądały na starość”? Czy będziecie umiały przetrwać, kiedy ulicami waszych miast zawładnie żołdactwo, butna głupota i pogarda? Carpe diem!
Brak dostępnego opisu zdjęcia.


8.
13 lat temu
Wspomnienie z Sycylii

Wiem, wiem, nie możecie się doczekać menu kolacyjnego. OK:
apetizer: arancino z ryżu i krewetek w balsamie pistacjowym.
Przystawka:
- tris morski: plasterek marynowanej ryby miecza na podłożu spaghetti z cukinii z kropelką marmolady cebulowej,
- ośmiorniczki z rukolą na łożu z cuscusa integralnego,
- sakiewka z labraksa posypanego nitkami z ostrej papryczki.
Potem:
- domowej roboty zacierki z semoli z sosem grzybowo-rybnym posypane kruszonką z pistacji i migdałów.
Na deser:
- semfreddo migdałowe z kulką lodów z mango.
No i potem ma się dziwne sny...
A wymiar sprawiedliwości walczy z marihuaną zamiast z tym...


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga