DRUGI OBIEG
Środa, 23 września 2026
1.
Kubańska delegacja opuściła salę Zgromadzenia Ogólnego ONZ podczas
przemówienia Donalda Trumpa w proteście po tym, jak prezydent USA nazwał
Kubę „upadłym państwem, które upadnie”. „Wolność zawita na wyspę” – dodał
Trump. Kilku prominentnych członków irańskiej delegacji również opuściło salę
podczas przemówienia prezydenta USA, gdy ponownie zagroził on unicestwieniem
Republiki Islamskiej.
2.
W przemówieniu w ONZ Trump grozi „unicestwieniem” Iranu i broni sposobu
rozwiązywania konfliktów globalnych
https://www.cbsnews.com/news/trump-address-united-nations-general-assembly-meetings-world-leaders-iran-ukraine/
Donald Trump wezwał narody do zjednoczenia się w celu odizolowania Teheranu i
obniżenia światowych cen energii, broniąc przy tym w sposób wojowniczy polityki
zagranicznej swojej administracji i decyzji o ataku na Iran.
„Wzywam wszystkie narody do pomocy w egzekwowaniu całkowitej izolacji
gospodarczej Iranu” – powiedział Trump we wtorek w przemówieniu przed
Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. „Jeśli będziemy zjednoczeni, wkrótce zobaczymy świat
wolny od ostatniego 51-letniego zagrożenia irańskim terrorem… a ceny ropy
spadną jeszcze niżej niż na początku konfliktu”.
Apel Trumpa o międzynarodową jedność w sprawie Iranu – powiedział również, że
może „zniszczyć” ten kraj – zbiegł się w czasie ze skargami licznych
sojuszników USA na rosnące ceny energii i rosnącą niestabilność międzynarodową
za jego rządów.
Pierwszego dnia tygodnia wysokiego szczebla Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym
Jorku Trump powtórzył również, że Stany Zjednoczone nie będą próbowały
ograniczać rozwoju sztucznej inteligencji, próbując zmienić jej nazwę na
„superinteligencję” i stwierdzając, że ostrzeżenia dotyczące zagrożeń
wynikających z niekontrolowanego rozwoju AI są „mistyfikacją”.
„Nie zamierzam hamować rozwoju czegoś, co będzie większe niż rewolucja
przemysłowa” – powiedział.
W przemówieniu, w którym w dużej mierze powtórzył swoje główne tezy z
przemówienia przedwyborczego, Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone zbudują dwie
nowe bazy wojskowe w Grenlandii w ramach porozumienia z rządem Danii. Stało się
to po roku geopolitycznych targów, które osłabiły sojusz NATO.
„Będziemy mieli pełną zdolność do podjęcia wszelkich niezbędnych działań w celu
obrony kontynentu amerykańskiego, a także Europy i innych miejsc” – powiedział
Trump, ogłaszając powstanie dwóch „głównych” baz wojskowych. „Żaden przeciwnik
USA nigdy więcej nie będzie mógł ustanowić swojej obecności wojskowej na
Grenlandii ani dokonywać tam wrażliwych inwestycji bez naszej wyraźnej pisemnej
zgody”.
Zaprzeczył, jakoby USA kończyły się niezbędne zapasy amunicji („mamy więcej
amunicji, niż moglibyśmy kiedykolwiek pomyśleć o jej użyciu”), zaatakował
Międzynarodowy Trybunał Karny, nazywając go „organizacją nieuczciwą” i po raz
kolejny stwierdził, że jest bliski zakończenia wojny na Ukrainie.
Było to jednak przemówienie mniej wojownicze niż to, które wygłosił w zeszłym
roku, kiedy ostro skrytykował ONZ i powiedział europejskim sojusznikom, że ich
kraje „idą do piekła” z powodu swojej polityki migracyjnej. W pewnym momencie
we wtorek zatrzymał się i odwrócił, by podziękować Radzie Bezpieczeństwa ONZ za
potępienie irańskich ataków na statki w cieśninie Ormuz.
W przemówieniu powtórzył groźbę zniszczenia Iranu, którą powtarzał dziesiątki
razy od czasu, gdy USA i Izrael rozpoczęły wspólne ataki w lutym.
„Muszę podjąć ważną decyzję: czy zostanie zawarta umowa z Iranem, która pozwoli
im odbudować i stworzyć kraj o wiele potężniejszy niż kiedykolwiek wcześniej” –
powiedział. „Czy mam unicestwić republikę islamską i zrobić to szybko, nie
dając im szansy na zabijanie lub niszczenie ludzi i kontynentów?”
Trump zaprzeczył, jakoby wywierano na niego presję polityczną w celu
zakończenia wojny i stwierdził, że wybory uzupełniające nie będą miały żadnego
wpływu na jego decyzje dotyczące konfliktu.
„Czekają, żeby zobaczyć, jak mi pójdzie w wyborach uzupełniających. Nie zdają
sobie sprawy, że nie kandyduję” – powiedział. „To nawet nie przychodzi mi do
głowy. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to to, że Iran nigdy nie będzie miał
broni jądrowej”.
Od początku wojny Iran sprawuje całkowitą kontrolę nad transportem surowców
energetycznych przez cieśninę Ormuz, a globalne ceny ropy naftowej dodatkowo
wzrosły z powodu konfliktu między Rosją a Ukrainą, gdzie Kijów skutecznie
przejął rafinerię w Moskwie.
Trump bronił decyzji USA o aresztowaniu byłego prezydenta Wenezueli Nicolása
Maduro podczas nocnego nalotu, a także późniejszej umowy naftowej zawartej z
Delcy Rodríguez, następczynią Maduro, która okazała się znacznie bardziej
podatna na żądania USA i zgodziła się na podział ogromnych zasobów ropy
naftowej kraju z USA. „Łupy należą do zwycięzcy” – powiedział Trump.
Plan podróży Trumpa do Nowego Jorku to ściągawka z tego, jak jego prezydentura
wpłynęła na globalną politykę w ciągu ostatnich dwóch lat. Po swoim
przemówieniu Trump podpisał z Danią porozumienie w sprawie przyszłości
Grenlandii, która – jak twierdził Trump – może znaleźć się pod dominacją Rosji
i Chin, mimo że niewiele wskazuje na to, że tak się stanie.
Później ma się spotkać z ukraińskim przywódcą, Wołodymyrem Zełenskim, na
którego ma wywierać naciski, by wraz z Rosją zawarł rozejm energetyczny, który
pomoże złagodzić rosnące ceny oleju napędowego, spowodowane głównie zamknięciem
cieśniny Ormuz przez Teheran.
Trump spotka się również z przywódcami państw Zatoki Perskiej, którzy odczuli
skutki irańskiej reakcji na wspólny atak USA i Izraela, a następnie spotka się
ze wspieraną przez USA Rodríguez z Wenezueli, kolejnym dużym eksporterem ropy
naftowej.
3.
Trump spotkał się z Zełenskim: „Razem znajdziemy rozwiązanie”.
„Pracujemy nad zakończeniem wojny. Zarówno Zełenski, jak i Putin tego
chcą”. Prezydent USA Donald Trump oświadczył to podczas spotkania z prezydentem
Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym
Jorku. Powtórzył apel o zaprzestanie nalotów na rafinerie.
Trump nazwał Ukraińców „doskonałymi bojownikami z bardzo sprawnym przywództwem”
i wezwał ich, aby „byli z nich dumni”.
„Będziemy nadal dążyć do zakończenia innych katastrofalnych wojen, takich jak
ta między Rosją a Ukrainą, która, jak już wspomniałem, zabija tysiące ludzi
każdego miesiąca. W zeszłym tygodniu Lindsey Graham i ja podpisaliśmy nową
ustawę, która daje mi nowe uprawnienia do nakładania sankcji i skorzystam z
nich, jeśli zajdzie taka potrzeba. Teraz nadszedł czas, aby położyć kres tej
rzezi”. Takie słowa wypowiedział prezydent USA Donald Trump w swoim przemówieniu
do Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
„Ściśle współpracujemy z przywódcami Rosji i Ukrainy i rozwiążemy również ten
konflikt, myślę, że szybciej, niż ludzie myślą” – powiedział prezydent USA
Donald Trump w przemówieniu przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. „Co miesiąc ginie
około 25.000 młodych żołnierzy. Zawsze patrzę na zdjęcia z pól bitewnych i nie
chcę ich więcej oglądać; są straszne. Stany Zjednoczone rozwiążą ten problem w
taki czy inny sposób; rozwiążemy go, i to szybko” – dodał.
4.
Trump powiedział, że urzędnicy USA i Iranu spotkali się we wtorek, krótko po
ostrzeżeniu, że może „zniszczyć” Iran
https://apnews.com/article/trump-united-nations-unga-iran-ai-f7cb0b3ebc492446c0be97ed3a6843aa
Trump potwierdził odbycie się rozmów w rozmowie z dziennikarzami na marginesie
dorocznego spotkania światowych przywódców, ale nie podał zbyt wielu szczegółów
na temat przebiegu dyskusji, osób biorących w niej udział ani treści rozmowy.
„To było bardzo dobre spotkanie” – powiedział Trump.
Potwierdzone zaangażowanie nastąpiło po miesiącach załamania się komunikacji
między USA a Iranem po zerwaniu krótkotrwałego zawieszenia broni zawartego 17
czerwca.
========
D.O. jest zawsze zażenowany, gdy musi relacjonować bredzenie tego
psychopatycznego debila i poyeba.
5.
https://wyborcza.pl/7,75399,33037448,rekordowo-niskie-poparcie-dla-trumpa-spadek-nawet-wsrod-republikanow.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.2.duzy
32 proc. – tyle osób popiera Donalda Trumpa w najnowszym sondażu Reuters/Ipsos.
Tak niskiego wyniku nie miał ani on sam podczas obu swoich kadencji (zaczynał
drugą od 47 proc., a w badaniu opublikowanym tydzień temu miał 35 proc.), ani
niepopularny pod koniec rządów Joe Biden, którego pogrążyły postpandemiczna
inflacja i zatajanie przed narodem problemów zdrowotnych (35 proc.).
Trump coraz gorzej oceniany przed wyborców
Republikanina obciąża przeciągająca się wojna z Iranem, która wywindowała ceny
benzyny w całym kraju. Popiera ją tylko co trzeci Amerykanin.
Walcząc o powrót do władzy, Trump obiecywał obywatelom obniżenie kosztów życia.
Jednak na półmetku jego rządów jego kompetencje w tej kwestii dobrze ocenia
tylko 17 proc. ankietowanych. Po raz pierwszy odsetek Republikanów, którzy
kręcą nosem w odpowiedzi na to pytanie, okazał się większy od zadowolonych (51
proc. do 44 proc.). Generalne poparcie dla Trumpa wśród wyborców Partii
Republikańskiej spadło z 82 proc. tydzień temu do 73 proc.
Takie tąpnięcie sugeruje, że oprócz drożyzny, która doskwiera Amerykanom od
miesięcy, w grę mogą wchodzić jeszcze jakieś czynniki. Badanie przeprowadzano w
ostatnich dniach, gdy Trump pokłócił się z mediami, wyrzucając z Białego Domu
CNN, Politico i MSNow (dawniej MSNBC) oraz próbuje skłonić pogróżkami słynne
Centrum Kennedy’ego do umieszczenia w nazwie jego nazwiska.
Słabnąca pozycja prezydenta może odbić się na szansach jego partii wyborach do
Kongresu, które odbędą się dokładnie za sześć tygodni (3.11). Ankieterzy
zapytali także o nie. Okazało się, że wśród zarejestrowanych wyborców więcej
zamierza zagłosować na Demokratów (43 proc.) niż na Republikanów (35 proc.). 8
pkt proc. to największa różnica w tym roku.
Demokraci mają szanse na odzyskanie Izby Reprezentantów
Takie badanie oczywiście nie bierze pod uwagę mechaniki wyborczej, w tym granic
okręgów, które w niektórych przypadkach zostały zmienione w taki sposób, by
sprzyjać rządzącym. Jednak ze szczegółowych prognoz też wynika, że Demokraci
mają niezłe perspektywy. Są na dobrej drodze do odzyskania Izby Reprezentantów,
a być może także Senatu, choć to będzie trudniejsze.
- Partia prezydenta zazwyczaj nie radzi sobie w wyborach w połowie jego
kadencji i traci mandaty, ale Trump wydaje się być w szczególnie złej sytuacji.
W tych wyborach jeszcze bardziej liczy się jego prezydentura, tematy krajowe, a
coraz mniej sprawy poszczególnych okręgów wyborczych czy stanów - tłumaczy w
rozmowie z „Wyborczą" Jennie Sweet-Cushman, politolożka z Pittsburgha.
Wygrana Demokratów pozwoliłaby im kontrolować komisje na Kapitolu i wszczynać
niewygodne dla prezydenta dochodzenia, w tym potencjalnie w sprawie
impeachmentu. Kongres decyduje też o wydatkach państwa. A po wyborach
prezydenckich formalnie zlicza głosy elektorskie i rozpatruje sprzeciwy wobec
certyfikacji wyników.
Republikanie zaczynają dystansować się od Trumpa?
Co w tej sytuacji mogą zrobić Republikanie? Trump jest wciąż popularny w
twardym republikańskim elektoracie i trzyma partię w garści.
Portal Politico opisuje jednak próby dystansowania się od niego przez
niektórych kandydatów. Przykładowo walczący o fotel gubernatora Wisconsin Tom
Tiffany jeszcze na początku roku, przyjmując poparcie od prezydenta, obiecywał
„uczynić Wisconsin znów wielkim". A w ostatnich tygodniach nie zachowuje
się jak trumpista.
Gdy prezydent ogłosił zmianę nazwy Jeziora Ontario na Jezioro Ameryka, wypalił,
że „Wielkie Jeziora to Wielkie Jeziora". Krytykował też poluźnienie ceł na
wołowinę czy rozbudowę centrów danych, którą gorąco popiera Trump. W
oświadczeniu dla lokalnej strony fact-checkingowej przyznał, że to Joe Biden
wygrał wybory w 2020 roku (ta sprawa jest nadal papierkiem lakmusowym
bezwarunkowego poparcia dla Trumpa, który nigdy nie pogodził się z przegraną i
podtrzymuje swoje kłamstwa o oszustwach).
W czwartek walcząca o reelekcję kongresmenka Maria Elvira Salazar, córka
uchodźców z Kuby, wypuściła spot wyborczy, w którym wprost skrytykowała
politykę imigracyjną rządu federalnego, oceniając, że „poszła za daleko".
Od powrotu Trumpa do władzy USA deportowały prawie milion osób. Jak pokazało
najnowsze międzynarodowe śledztwo dziennikarskie, wśród nich ponad 25 tys. osób
przetransportowano do krajów trzecich, z którymi nie miały nic wspólnego, w tym
do autokratycznych reżimów w Afryce.
Salazar ostrzegła w spocie, że „ci sami Latynosi, którzy pomogli ci dotrzeć do
Białego Domu w 2024 roku, czują się dziś zdradzeni" (Trump przegrał w tej
społeczności z Kamalą Harris 42 proc. do 56 proc., ale i tak wypadł znacznie
lepiej niż w dwóch poprzednich wyborach).
6.
Donald Trump uruchamia „Trump TV” 3 dni po zakazie dostępu wielu serwisów
informacyjnych do Białego Domu
Do uruchomienia kanału doszło po tym, jak Trump ogłosił, że zakazuje CNN,
MS NOW i Politico dostępu do Białego Domu
https://people.com/donald-trump-launches-trump-tv-3-days-after-banning-multiple-news-outlets-12133925
Zbieg okoliczności jest co najmniej podejrzany. Biały Dom ogłosił uruchomienie
TrumpTV: The Essential Station – całodobowego kanału, który będzie nadawany od
godziny 19:00 czasu amerykańskiego 21 września – trzy dni po zwolnieniu
reporterów CNN, MsNow i Politico oraz posunięciach, które zapoczątkowały
kolejne godziny, od pozwu złożonego przez trzy zaangażowane media, po bojkot
większości mediów i nadawców. Donald Trump najpierw zadał cios amerykańskim
informacjom, a następnie zadał drugi cios, tworząc system komunikacji na swoje
podobieństwo. Kolejne narzędzie zostało wykorzystane w związku z obawami przed
wyborami uzupełniającymi.
To nie przypadek, że uruchomienie nowego kanału w mediach społecznościowych ma
tony kampanii wyborczej: „Witamy” — mówi Kaelan Dorr , zastępca asystenta
prezydenta, w poście na X — „prasa w niektórych przypadkach nieprecyzyjnie
informowała lub w ogóle nie informowała o wielu rekordowych sukcesach
administracji dla dobra wszystkich Amerykanów”. Trump TV — wyjaśnia Dorr — „to
całodobowa transmisja na żywo największych sukcesów administracji, bez żadnych
filtrów. Wszystko jest na kanale Białego Domu na YouTube i oficjalnej
aplikacji. Miłego oglądania”. Pierwszą transmisją wideo było przemówienie,
które magnat wygłosił na Mount Rushmore 3 lipca, upamiętniając 250. rocznicę
założenia Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Krytyka była natychmiastowa, począwszy od tych, którzy nazwali tę usługę
państwowym medium, podobnym do ściśle kontrolowanych systemów Chin i Rosji.
„Czy inny dyktator nie miał państwowego medium, czy mi się wydawało?” Breck
Worsham, znany prawicowy aktywista mediów społecznościowych i były zwolennik
Trumpa, zażartował w programie X. Philip Lewis, zastępca redaktora naczelnego
HuffPost, nazwał ją siecią propagandową, jak donosi „Newsweek”: „W kontekście
zakazu Trumpa dla trzech mediów” – zauważył Lewis – „Biały Dom promuje teraz
własną państwową sieć propagandową”.
7.
Ukraińska „Operacja Vivaldi” zepchnęła siły rosyjskie w okolice Lymanu w
Donbasie. Teraz obie armie gromadzą siły do kolejnych bitew dalej na południe.
https://meduza.io/en/feature/2026/09/18/ukraine-s-operation-vivaldi-pushed-russian-forces-back-around-lyman-in-the-donbas-now-both-armies-are-massing-troops-for-the-next-battles-farther-south
Andrij Biłecki, dowódca 3. Korpusu Armijnego Ukrainy, poinformował w tym
tygodniu, że jego jednostki z powodzeniem realizują operację „Vivaldi”.
Pierwsza z jej czterech faz, jak powiedział, zbliża się do końca: rosyjskie
jednostki w pobliżu miasta Lyman, które próbowały przedrzeć się do rzeki Doniec
Siwierski naprzeciw Słowiańska, zostały odparte przez Czarny Żerebec, dopływ
Dońca Siwierskiego. Sądząc po opublikowanych materiałach filmowych, sytuacja
sił rosyjskich rzeczywiście pogorszyła się w wyniku trwającej od kilku miesięcy
ofensywy ukraińskiej. Nadal nie ma jednak potwierdzenia, że siły ukraińskie
odepchnęły Rosjan przez Czarny Żerebec.
Lyman
Wojska rosyjskie – 20. Armia – przekroczyły Czarny Żerebec w pobliżu Makiejewki
na początku 2025 roku, a latem tego samego roku 25. Armia przeprawiła się dalej
na południe, w okolice Torske. Od tego czasu obie armie próbowały przebić się
do Lymanu od północy i wschodu. Na początku lata 2026 roku zaatakowały miasto i
poniosły porażkę. Był to punkt kulminacyjny rosyjskiej ofensywy. Oddziały
szturmowe 20. Armii zostały zauważone na obrzeżach Swiatohirska, przedarły się
10–12 kilometrów za linie ukraińskie aż do rzeki Oskil, a nawet przekroczyły
Doniec Siwierski z niewielkimi siłami w pobliżu Pryszybu, na wschód od
Swiatohirska. 25. Armia wkroczyła natomiast do Lymanu i próbowała przedrzeć się
do przepraw na południe od miasta.
Ale to był również moment, w którym 3. Korpus rozpoczął kontrofensywę. Do lipca
wojska rosyjskie zostały wyparte z Lymanu, z wyjątkiem jego
południowo-wschodniego krańca. Siły ukraińskie przeszły następnie do ofensywy
na innych odcinkach: przeciwko północnej flance 20. Armii w okolicach Karpiwki
i Ridkodubu, przeciwko jej południowej flance w okolicach Jarowej oraz z
„kotła” w okolicach Stawek, na styku 20. i 25. Armii.
Na początku września prezydent Rosji Władimir Putin niespodziewanie oznajmił,
że wojska rosyjskie zdobyły Swiatohirsk. Nie mógł wybrać gorszego momentu:
dokładnie wtedy, gdy oddziały 20. Armii wycofywały się z lasów na wschód od
Swiatohirska i z innych miejsc na froncie.
W chwili, gdy Biłecki się odezwał, opublikowane materiały filmowe potwierdziły
postępy wojsk ukraińskich w pobliżu Jarowej i Nowoseliwki, od rejonu Ridkodubu
i Karpiwki do wsi Serednie, a także z „kieszeń” w Stawkach i od Lymanu,
posuwających się za linie 20. Armii wokół Kołodiazi, aż do przedmieść
Zaricznego nad rzeką Czarny Żerebec.
Tymczasem rosyjska 25. Armia nadal utrzymuje pozycje w pobliżu Lymanu. Nie jest
jasne, czy nadal utrzymuje również Zieloną Dolinę i Szandrygołowe. Nie pojawiły
się żadne wizualne potwierdzenia, że siły ukraińskie dotarły do Czarnego
Żerebca lub przekroczyły go, jak twierdzą niektóre nieoficjalne źródła
ukraińskie.
Biłecki nie opisał planów kolejnych faz ofensywy. Kilka tygodni temu otrzymał
nowe stanowisko: teraz dowodzi nie tylko korpusem, ale także nowo utworzoną
grupą operacyjno-taktyczną „Centrum”, która ma bronić Słowiańska i sąsiedniego
Kramatorska przed rosyjskim natarciem z północy i wschodu.
Siły ukraińskie mogą próbować kontratakować, aby powstrzymać rosyjskie
natarcie, które stanowi znacznie większe zagrożenie operacyjne: natarcie wzdłuż
południowego brzegu Dońca Siwerskiego w kierunku Mikołajówki oraz w rejonie
kanału Doniec Siwerski – Donbas w kierunku wschodnich obrzeży Drużkiwki i
południowych obrzeży Kramatorska. W ostatnich dniach jednostki ukraińskie
wzmocnione przez 46. Brygadę Aeromobilną, która wcześniej walczyła na styku
obwodów dniepropietrowskiego, zaporoskiego i donieckiego, oraz przez co
najmniej jeden pułk szturmowy, próbowały przeprowadzić kontratak w pobliżu
Raj-Oleksandriwki, na południowy wschód od Mikołajówki.
Rosyjska ofensywa na Drużkowkę i Dobropillia
Rosyjskie dowództwo najwyraźniej zdało sobie sprawę, że wojska nacierające na
obszar miejski Słowiańska i Kramatorska nie odniosą sukcesu, mając do
dyspozycji tak duże siły. Siły rosyjskie próbujące przebić się do Drużkiwki od
zachodu wzdłuż rzeki Kazennyj Torec zostały wzmocnione jednostkami 90. Dywizji
Pancernej i 41. Armii Połączonych Sił, która spędziła ponad rok walcząc na
styku obwodów dniepropietrowskiego, zaporoskiego i donieckiego – w tym z
ukraińską 46. Brygadą, która również została przerzucona do centrum Donbasu.
Wzmocnione siły rosyjskie przesunęły się o kilka kilometrów w kierunku drogi
Dobropole–Kramatorsk i dotarły do obrzeży Drużkiwki.
Część wojsk atakujących na odcinku między Dobropollą a Drużkiwką otrzymała
tymczasem nowe zadanie: zwiększenie presji na Dobropollę od wschodu. Kolejne
siły rosyjskie rozpoczęły ofensywę mającą na celu oskrzydlenie Dobropolli od
południowego zachodu. Jak dotąd jednak te rosyjskie ataki nie przyniosły
żadnych zdecydowanych korzyści.
Obie strony wyraźnie przygotowują się do kampanii jesienno-zimowej i do
ciężkich walk na południowy zachód i południowy wschód od Kramatorska, w
związku z czym gromadzą siły w centralnym Donbasie.
Orichiv i Mala Tokmachka
Siły rosyjskie zdobyły Małą Tokmaczkę, wioskę, która stała się memem bardziej
ze względu na swoją nazwę niż znaczenie operacyjne. Aby udokumentować zdobycie,
rosyjskie dowództwo zorganizowało obszerne nagrania lotnicze, na których widać
żołnierzy wznoszących rosyjskie flagi w całej wiosce. Sądząc jednak po
nagraniach opublikowanych przez ukraińskie wojsko, front przesunął się już o
kilka kilometrów na północny zachód od Małej Tokmaczki.
Mała Tokmaczka padła nie dzięki wysiłkom rosyjskiego 70. Pułku Strzelców
Zmotoryzowanych, który walczył o nią od lat, ale dzięki szybkiemu postępowi
sąsiednich jednostek. Rosyjskie wojska z Grupy Wojsk „Dniepr” przedarły się
przez Nowodanyliwkę na obrzeża Orichowa – lokalnej ukraińskiej twierdzy, która
stanowiła oparcie dla całej ukraińskiej obrony w centralnym obwodzie
zaporoskim. Inna duża formacja rosyjska, Grupa Wojsk „Wostok”, nacierająca od
strony Hulajpola, dotarła do drogi Orichów–Nowomykołajiwka pomimo
wielomiesięcznych ukraińskich kontrataków, znajdując się za plecami ukraińskiej
118. Brygady Zmechanizowanej, która broniła Małej Tokmachki. Po tym wydarzeniu
wieś stała się nie do utrzymania.
Pozycja Ukrainy wokół Orichowa stale się pogarsza. Rosyjskie dowództwo
zaangażowało siły jednej ze swoich dywizji powietrznodesantowych na południowy
zachód od miasta, z wyraźnym zamiarem oskrzydlenia go również od zachodu.
Dywizja ta była wcześniej rozmieszczona nad brzegiem Dniepru na południe od
Zaporoża, w pobliżu miejscowości Stepnohirsk. Siły ukraińskie przeprowadziły
kontratak pod Stepnohirskiem i w okolicy latem. Już wtedy spekulowano, że stało
się to możliwe dzięki temu, że rosyjscy spadochroniarze wyruszyli na
niezidentyfikowany odcinek frontu. Teraz „wyłonili się” w pobliżu Orichowa, w
momencie, gdy siły rosyjskie przeprowadzają decydujący atak na miasto.
8.
Rozpoczyna się „drugi sezon” ukraińskiej ofensywy. Niespodziewany postęp w
Donbasie
Oprócz rakiet na Moskwę, ukraiński impet nabiera sił również na wschodzie
kraju, gdzie Kijów stawia wroga w trudnej sytuacji.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/09/22/news/parte_seconda_stagione_offensiva_ucraina_avanzata_a_sorpresa_in_donbass-425599024/?ref=-BH-I0-P-S2-T1
Szandryhołowe to nazwa, która nie pojawi się w raportach przedstawionych
Władimirowi Putinowi w dniu jego zwycięstwa wyborczego . Ale upadek tej wioski,
obróconej w gruzy, gdzie przed wojną mieszkało tysiąc osób, to zgubna wiadomość
dla moskiewskiej centrali. Nie tylko dlatego, że została zdobyta rok temu po
krwawych walkach: Szandryhołowe to rodzaj naturalnego zamku między dwoma
jeziorami. Blokuje skrzyżowanie dróg prowadzących z północy do ukraińskich
bastionów w Doniecku i definitywnie niweczy plany Kremla dotyczące zajęcia
całego Donbasu do końca 2026 roku.
To najważniejszy sukces osiągnięty w „drugim sezonie” operacji Vivaldi,
kijowskiej kontrofensywy, nazwanej na cześć weneckiego kompozytora: jego muzyka
służy obecnie jako ścieżka dźwiękowa do propagandowych filmów wideo opisujących
bitwę. „Pierwszy sezon” trwał cztery miesiące i był utrzymywany w tajemnicy: w
fazie końcowej pozwolił na wyzwolenie 75 kilometrów kwadratowych. „Drugi sezon”
doprowadził do postępów na mniejszym terytorium – około 45 kilometrów
kwadratowych – ale o jeszcze większej wartości strategicznej. W praktyce rozbił
on rosyjskie rozmieszczenie, którego celem było ominięcie ukraińskiej obrony i
uderzenie poza Słowiańsk, jeden z dwóch pozostałych bastionów w Doniecku:
miejsce, w którym rozstrzyga się los konfliktu. W zaskakującym manewrze
zniweczył piętnaście miesięcy rosyjskich zdobyczy, a dziś kilka jednostek – jak
przyznają nawet blogerzy najbliżsi Kremlowi – jest okrążonych. I to nie
wszystko. Żołnierze kijowscy powrócili do Ługańska: jest to jeden z dwóch
regionów Donbasu, który niemal w całości wpadł w ręce najeźdźców.
Operacja Vivaldi została opracowana przez Trzeci Korpus Armijny, ewolucję
Batalionu Azow: jego dowódcą jest Andrij Biłecki, również założyciel
neonazistowskiej partii politycznej „Korpus Narodowy”. Zostali zintegrowani z
siłami zbrojnymi Kijowa i starannie unikają odniesień ideologicznych w swojej
komunikacji. Z wojskowego punktu widzenia przeprowadzili atak, który zostanie
starannie przemyślany, innowacyjnie koordynując działania jednostek lądowych,
artylerii, rakiet, środków przeciwdziałania radioelektronicznego i dronów.
Przede wszystkim skupili się na zdobyciu przewagi w powietrzu: ścigali centra
dowodzenia rosyjskich pojazdów latających. Przed nimi znajdowała się najlepsza
moskiewska jednostka dronów, Rubikon, która odegrała kluczową rolę w
zeszłorocznym marszu na Donbas: nikt nie wie, jak, ale zmusili ją do wycofania.
W ten sposób oślepili swoich przeciwników: grupy pojazdów pancernych
niepostrzeżenie posuwały się między rosyjskimi twierdzami. Wśród testowanych
taktyk znalazły się wtargnięcia robotów za linie frontu. Heksakoptery zrzucały
za linie frontu maleńkie roboty kołowe wyposażone w ładunki wybuchowe, siejąc
chaos i uniemożliwiając przerzut posiłków na pozycje atakowane – zadanie, które
kiedyś powierzano spadochroniarzom.
Biletsky twierdzi, że jego brygady podkopały trzy kremlowskie korpusy armii, a
dostępne dane zdają się to potwierdzać. Stwierdza, że w samym „drugim sezonie”
Vivaldiego Rosjanie stracili trzy tysiące ludzi, zabitych, rannych i jeńców.
Dodał: „Ludzie często pytają: a co z naszymi stratami? Moja odpowiedź brzmi:
minimalizujemy je pod każdym względem. Podczas szturmów drony powietrzne i
naziemne zawsze wyprzedzają piechotę”.
Jakie jest znaczenie tej ofensywy? Północny front donieckiego żelaznego uścisku
został zablokowany: minie kilka tygodni, jeśli nie miesięcy, zanim Moskwa
będzie mogła się przegrupować. Sygnały wskazują, że rosyjscy przywódcy
przerzucają rezerwy, aby zwiększyć presję z południa, koncentrując się na
rejonie Dobropolla: daje to jednak również obrońcom możliwość skoncentrowania
sił. Walki będą trwały długo, pomimo szkód, jakie fala bombardowań wyrządza
przemysłowi, elektrowniom, kolejom i ogólnie ludności Ukrainy. Putin ma tylko
jeden sposób na złamanie oporu: otworzyć kolejny front, zagrażając stolicy lub
Odessie. Aby to jednak zrobić, będzie potrzebował znacznie więcej wojsk, co
ponownie otwiera debatę na temat wezwania do walki, negowanego podczas kampanii
wyborczej, ale jeszcze bardziej naglącego z powodu sytuacji na miejscu.
9.
„Wybór: więzienie albo zesłanie”: dziennikarze, którzy uciekli z Rosji,
publikują ponury portret Putina
Roman Badanin i Michaił Rubin, którzy w 2021 roku musieli wyjechać za
granicę, opowiadają o prezydencie zdolnym do „nieograniczonego okrucieństwa”
https://www.theguardian.com/world/2026/sep/22/vladimir-putin-biography-russia-journalists-exile
O godzinie 6:00 rano 29 czerwca 2021 roku rosyjski dziennikarz Roman Badanin
obudził się, gdy usłyszał pukanie do drzwi moskiewskiego mieszkania swojej
rodziny. „Chodź szybko, ktoś porysował twój samochód na podwórku” – krzyknął
ktoś z zewnątrz. Gdy otworzył drzwi, do środka wparowali zamaskowani mężczyźni.
Po drugiej stronie miasta podobny nalot miał miejsce w domu kolegi Badanina,
Michaiła Rubina. Zamaskowani mężczyźni byli funkcjonariuszami FSB , rosyjskiego
wywiadu, narzędziami „klimatu strachu i przemocy”, który, jak twierdzą
dziennikarze, Władimir Putin narzucił Rosji w swojej szczegółowej biografii
prezydenta Rosji.
Książka Car w osobie liczy prawie 800 stron i zdobyła Grand Prix Strasburg,
francuską nagrodę literacką. Jury stwierdziło, że książka czyta się jak
„powieść szpiegowską” i pochwaliło „odwagę i zaangażowanie” autorów, którzy
przez dziesięciolecia zajmowali się badaniem reportaży.
Dla Badanina i Rubina poranne naloty były przestrogą. Jako założyciele
niezależnego projektu medialnego Projekt, specjalizującego się w
dziennikarstwie śledczym, obaj mężczyźni byli zastraszani, przesłuchiwani,
nazywani zdrajcami i agentami zagranicznymi, mieli zakaz udziału w wydarzeniach
medialnych i przeszukiwane biura. Inni koledzy nie mieli tyle szczęścia: kilku
zmarło nagle, w niewyjaśnionych wypadkach lub pozornie przypadkowych atakach.
Rubin powiedział „Guardianowi”: „Po raz pierwszy spotkaliśmy się z groźbami w
2019 roku, kiedy opublikowaliśmy raport z dochodzenia w sprawie szefa operacji
propagandowej Putina. Urzędnik Kremla ostrzegł mnie, że konsekwencje mogą być
przerażające. Agenci bezpieczeństwa odwiedzili moich rodziców i zapytali ich,
dlaczego ja, ich syn, zdradzam swój kraj”.
Po nalocie agentów FSB o świcie Rubin odkrył swój paszport starannie położony
na stole. „To była wiadomość. Gdyby go zabrali, nie pozwolono by mi opuścić
kraju, ale chcieli, żebym wyjechał, więc położyli go w widocznym miejscu” –
powiedział. „Wtedy nie planowałem wyjeżdżać. Nie chciałem za bardzo obawiać się
niebezpieczeństwa, bo myślałem, że po prostu próbują mi uniemożliwić pracę”.
Niecałe trzy tygodnie później Kreml uznał Proekt za „niepożądany” ośrodek
medialny. „Wyjechałem z Moskwy następnego ranka” – powiedział Rubin.
Badanin, który spędzał wakacje z rodziną w Maroku, uznał, że powrót byłby dla
niego zbyt niebezpieczny. „Miałem wybór: więzienie albo zesłanie, a ja nie
chciałem iść do więzienia”.
Ich książka, dotychczas opublikowana jedynie po rosyjsku i francusku, opisuje
drogę Putina od niepozornego urzędnika i tajnego agenta KGB w ratuszu w
Petersburgu do Kremla, gdzie sprawuje władzę od 2000 roku.
To nie pierwsza biografia przedstawiająca prezydenta i jego otoczenie jako
osoby okrutne i skorumpowane, ale diabeł tkwi w encyklopedycznych szczegółach.
Badanin i Rubin, obaj byli dziennikarze „pulowi” akredytowani przez Kreml, mają
łącznie 40 lat doświadczenia w dziennikarstwie śledczym i przeprowadzili setki
wywiadów, aby stworzyć ponury portret Putina.
Przedstawiają go jako współczesnego cara, pozbawionego ideologii i przekonań,
dyktatora zdolnego do „bezgranicznego okrucieństwa”, który uważa się za
stojącego ponad moralnością i prawem. Rywale i przeciwnicy, a po prostu ci,
którzy stali się niewygodni, spotykają nieoczekiwany koniec w wypadkach,
zderzeniach i upadkach, lub zostają zatruci toksynami i cząsteczkami
radioaktywnymi, co powoduje bolesne zgony.
„Te strony są owocem wojny i represji, wygnania i śmierci bliskich nam osób,
cierpienia przyjaciół uwięzionych” – piszą para. „Mamy nadzieję, że przyczynią
się one do zniszczenia okoliczności, które umożliwiły to nieszczęście, i
pokonania człowieka, który dopuścił się tego własnymi rękami”.
To także historia Rosji od upadku Związku Radzieckiego do dziś. Badanin
twierdzi, że książka jest skierowana do młodych Rosjan, którzy nie mają
pojęcia, jak wyglądał ich kraj przed objęciem władzy przez Putina. Nic
dziwnego, że została zakazana przez Kreml.
Badanin powiedział Le Monde: „Docieramy również do odbiorców za granicą, gdzie
krąży wiele mitów na temat Putina. Nie ma potrzeby wymyślania mitów na temat
Putina. Niech fakty ujawnią prawdę o nim i jego systemie.
„Przywódca Kremla nie ma żadnej ideologii. Wojna na Ukrainie pokazała to jasno:
ta wojna nie jest przedłużeniem jego idei, jest jedynie sposobem na utrzymanie
władzy”.
Dziś, nawet tysiące mil od Moskwy, żaden z dziennikarzy nie czuje się w pełni
bezpieczny przed tym, co nazywają „szwadronami śmierci Putina”, wysyłanymi w
celu mordowania rosyjskich dysydentów za granicą i demonstrowania w ten sposób
długich ramion Kremla.
W zeszłym roku agenci FBI pojawili się w domu Badanina w Kalifornii, aby
ostrzec go, że posiadają informacje, iż istnieje ryzyko ataku „ze strony
zagranicznych służb specjalnych”.
„Czuję się tu trochę bezpieczniej niż w Europie , ale nie całkowicie
bezpiecznie” – powiedział Badanin.
10.
Rosja, ogromna kolumna dymu z rafinerii w Samarze trafiona przez armię
ukraińską
VIDEO: https://www.repubblica.it/esteri/2026/09/22/video/russia_lenorme_colonna_di_fumo_della_raffineria_di_samara_colpita_dallesercito_ucraino-425600034/?ref=-BH-I0-P-S4-T1
Ukraińskie drony zaatakowały rosyjskie miasto Samara. Według doniesień Osint
Astra, niepotwierdzonych przez oficjalne źródła, wybuchł pożar w rafinerii ropy
naftowej w Kujbyszewie, która wraz z zakładami w Nowokujbyszewsku i Syzraniu
tworzy centrum petrochemiczne Rosnieftu w Samarze. Nagrania Reutersa,
zweryfikowane przez agencję, dokumentują płomienie i unoszący się dym z pożaru.
Gubernator obwodu samarskiego Wiaczesław Fiodoriszczew poinformował na
Telegramie, że „dziesiątki dronów” zostały zestrzelone nad regionem przez siły
obrony powietrznej. „Wróg zaatakował obiekty przemysłowe” – napisał
Fiodoriszczew, nie podając dalszych szczegółów. Gubernator później ogłosił
śmierć cywila.
11.
A na polskich stacjach benzynowych nie spadają.
12.
https://polskieradio24.pl/polska/nowy-sondaz-ko-umacnia-pozycje-pis-traci-a-partia-brauna-rosnie-w-sile
W najnowszym sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski … 31,5 proc.
(wzrost o 1,3 pkt. proc. względem poprzedniego badania z początku miesiąca)
wskazało na Koalicję Obywatelską. Na drugim miejscu znalazło się Prawo i
Sprawiedliwość - 17,2 proc. (spadek o 2 pkt. proc.). Podium zamyka Konfederacja
z wynikiem 12,9 proc. (spadek -2,2 pkt. proc.).
Tuż za podium znalazła się Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna - 10,9
proc. (wzrost o 4,1 pkt. proc.), Lewica - 8,8 proc. (wzrost o 2,2, pkt. proc.)
i Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego - 5,3 proc. (spadek o 0,7 pkt. proc.).
Progu 5 proc. nie przekroczyłby trzy ugrupowania: Polskie Stronnictwo Ludowe -
3,8 proc. (wzrost o 0,1 pkt. proc.), Razem - 3,2 proc. (spadek o 0,8 pkt.
proc.) i Polska 2050 - 0,5 proc. (bez zmian względem poprzedniego sondażu).
13.
https://wyborcza.biz/biznes/7,179195,33035895,nasz-rating-poszedl-w-dol-mimo-ze-mamy-drogi-i-wiezowce-wysoka.html
Agencja Moody’s utrzymywała rating Polski na poziomie A2 od listopada 2002 r.
aż do 18 września 2026 r., gdy obniżyła go do poziomu A3.
W roku 2002 nad Wisłą mieliśmy apogeum polskiego neoliberalizmu – o ironio,
rządziło wtedy SLD, jakby nie było - lewicowe w hasłach. Bezrobocie wynosiło
wtedy ponad 20 proc., pensja minimalna 800 zł, a przeciętne zarobki sięgały
2201 zł.
Wiele młodych Polek i Polaków nie widziało tu dla siebie przyszłości. Kiedy
wstąpiliśmy do Unii, wyjechali. Normalność dla nich wówczas oznaczała możliwość
wynajęcia mieszkania, kupna motocykla czy samochodu na kredyt. Tego Polska nie
oferowała. Na ich potencjale skorzystała Wielka Brytania.
Teraz Polska w porównaniu z tamtym stanem rzeczy jest potężna.
Mamy drogi i wieżowce, mamy wysoką pensję minimalną i Polaków wracających na
stare lata z imigracji do ojczyzny. A nade wszystko mamy dumę, łakniemy hołdów,
uznania i splendorów za nasz sukces.
A jednak nasz rating poszedł w dół. Dlaczego?
Bo agencje nie oceniają tego, co jest teraz, oceniają nasze perspektywy na
kilka lat do przodu. A nie ma chyba większego humbugu niż mit wielkiej
gospodarczo Polski.
Od kilku lat nasi politycy prężą muskuły, bo to ocieramy się o G20, bo to nasza
gospodarka ma być na tle Europy eksplodująca itp., itd. Tak, jesteśmy
największą gospodarką regionu, bo jesteśmy też najbardziej ludnym krajem w
Europie Środkowo-Wschodniej.
Tak, poszło nam całkiem nieźle po 1989 roku, ale wcale nie dużo lepiej niż
naszym sąsiadom, a w niektórych dziedzinach gorzej – dajmy na to czeska
gospodarka jest sporo wydajniejsza na osobę niż polska.
Tyle że nasze bardzo dobre samopoczucie ma coraz mniej podstaw. Tak, Europa nas
nagle odkrywa, że tu nie ma niedźwiedzi na ulicach, ale ten nagły sentyment
bardzo szybko minie. Bo pod wielkim znakiem zapytania stoją fundamenty naszego
cudu gospodarczego.
"Obniżenie ratingu Polski do poziomu A3 odzwierciedla nasze oczekiwania
dotyczące trwałego pogorszenia sytuacji fiskalnej Polski. Utrzymuje ona wysokie
deficyty budżetowe, a to prowadzi do znacznego wzrostu długu publicznego i,
wraz z rosnącymi kosztami odsetek, osłabia wskaźniki zdolności kredytowej"
- podaje Moody's w uzasadnieniu decyzji.
Tłumacząc to z języka ekonomicznego na polski: Ministerstwo Finansów nie daje
agencjom nawet złudzenia walki o oszczędności i nawet mglistej wizji ścieżki
prowadzącej do zbicia deficytu. Tu rozłączono finanse od zdrowego rozsądku, a
podłączono je do polityki.
Ratingi to sygnał ostrzegawczy
Projekt budżetu, który pokazał niedawno minister finansów Andrzej Domański, nie
jest katastroficzny. Ale nawet przy założeniu, że ktoś darzy sympatią obecny
rząd, to jest on zwyczajnie rzecz biorąc słabiutki i… nierealny, bo dochody są
zawyżone, a deficyt potężny.
Wiele osób wzrusza tu ramionami, bo co nas obchodzi, co sądzą o Polsce jakieś
agencje, zwłaszcza że to "światowe lobby lichwiarsko-bankowe".
Odpowiadam: to Polsce jako emitentowi obligacji zależy na wydaniu ratingu i na
tym, żeby był on dobry.
A jak ktoś bredzi, że ratingi nie mają żadnego znaczenia, niech spojrzy na
przykład Rumunii, gdzie z powodu podobnych jak w Polsce zabaw z deficytem,
rating kraju niedługo wyląduje w kategoriach spekulacyjnych.
Polska płaci aktualnie za 10-letnie obligacje 6,3-6,4 proc. i jest to dużo
(najwięcej od 2023 r.), bo nasza klasa polityczna postanowiła, że nie
przystąpimy do strefy euro. Rumuni za dziesięciolatki w lejach płacą 7,3 proc.
Koszt obsługi długu naszego Skarbu Państwa w 2027 r. wyniesie 107 mld zł, o 17
mld zł więcej niż w 2026. To ok. 15,4 proc. planowanych na przyszły rok
dochodów budżetu (695 mld zł). Jest to coraz większy problem, którego wyborcy
zwyczajnie nie rozumieją. To, co zarabiamy, wydajemy na spłatę długów.
Agencje ratingowe lubią gesty
Że owszem czeka nas rok wyborczy i mamy jakiś plan? Domański nie ma żadnego
planu. Będziemy mieć trzeci kolejny rok z deficytem przekraczającym 7 proc.
PKB. A powinien wynosić nie więcej niż 3 proc.
Ot, przykład, rząd chce wprowadzić podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów
paliwowych po to, aby rozdać klientom stacji benzynowych trochę gotówki przy
tankowaniu. Tymczasem, jak przypomina ekonomista Janusz Jankowiak, dochody
podatkowe budżetu w tym roku mają niedobór szacowany na 20 mld zł.
Swoją drogą wyjątkowo zabawny komentarz po decyzji Moody’s umieścił Mateusz
Morawiecki: "Ostrzegałem rok temu, że ci amatorzy do tego doprowadzą. A za
rok doprowadzę do tego, że gospodarka wróci na właściwe tory".
Napisał to ten Morawiecki, który osobiście rozkręcił spiralę zadłużenia
finansów publicznych. Ta bezczelność jest dla naszej polityki bardzo
charakterystyczna. Ale wizja powrotu gospodarki "na właściwe tory",
jest, mówiąc delikatnie narkotyczna albo jak kto woli, Morawiecki ma delulu.
Bo tak naprawdę to nie budżet na 2027 jest trudny. Trudny będzie ten na 2028 i
kolejny na 2029.
Jakie sztuczki pokażą nam politycy?
Państwo ma dwa ważne limity zadłużenia: 55 proc. i 60 proc. Przekroczenie tej
pierwszej granicy to sygnał ostrzegawczy. Coś w rodzaju komunikatu: możesz
jechać dalej, ale silnik nie może pracować z pełną mocą, odwiedź serwis. Rząd
musi ograniczyć wydatki i przygotować plan naprawczy.
Osiągnięcie lub przekroczenie 60 proc. PKB uruchamia dalej idące obowiązki.
Upraszczając, wymaga to uchwalenia budżetu z zerowym deficytem, co w praktyce
wymusza cięcia wydatków publicznych i podwyższenie podatków - w jednym i drugim
przypadku na oślep i siekierą.
Niedawno Rada Fiskalna napisała, że w jej ocenie, ryzyko przekroczenia limitu
60 proc. PKB należy zatem uznać za wysokie już w 2028 r., a w latach 2029-2030
za bardzo wysokie.
Pytanie, jakie sztuczki będą użyte przez polityków, aby księgowo zbić deficyt.
W 2014 przejęto 51,5 proc. aktywów OFE.
Politykom nie chodzi bowiem o realne gesty, tylko schowanie problemu do
pawlacza. Żaden rząd, czy to obecny, czy wyłoniony z dowolnej mieszanki
partyjnej, w najbliższej przyszłości nie zrobi nic z deficytem. Bo nie jest w
stanie podjąć politycznie takiej decyzji.
Agencjom ratingowym to się bardzo nie spodoba
Swoją drogą minister finansów Andrzej Domański może się spodziewać w nowym
Sejmie, jeśli rząd utworzy obecna opozycja, prób postawienia przed Trybunałem
Stanu. Będzie potrzebny kozioł ofiarny. Domański idealnie się do tego nadaje.
Mamy bardzo wysoki deficyt. Dlaczego?
Deficyt przyspiesza wzrost gospodarczy. Jest jak sterydy anaboliczne. Jest
więcej pieniędzy, ludzie je wydają. Co się dzieje, jak przykręcamy deficyt?
Spada wzrost gospodarczy, ludzie mają mniej pieniędzy, przegrywa się więc
wybory.
Czy wzrost gospodarczy może zmniejszyć deficyt? To zależy. Jak pieniądze idą na
inwestycje, to tak. Gdy wydatki inwestycyjne się kończą, zmniejsza się deficyt
budżetowy, pojawia się za to efekt produkcyjny, który przyspiesza wzrost
gospodarczy.
Nasz deficyt wynika jednak nie z tego, że inwestujemy bardzo dużo, tylko z
tego, że wydajemy bardzo dużo na cele socjalne i na zbrojenia. Wyrosnąć się z
tego więc nie da.
Politycy będą więc dalej tuczyć deficyt, bo inaczej przegrają wybory.
Na to nałóżmy demografię (bardzo zła struktura ludności, gdzie coraz więcej
osób wchodzi w wiek emerytalny), niski wzrost gospodarczy (po 2030 to będzie
1-2 proc.), wysokie pensje w porównaniu do wydajności, wysokie koszty
utrzymania sprzętu wojskowego, itp.
Co produkujemy ważnego? No nic. Jedyną znaną polską firmą międzynarodową jest
Orlen (jako polskie traktujemy takie, które siedziby mają w Polsce), trochę
KGHM, trochę Grupa Azoty. Nie mamy żadnego symbolu polskiej gospodarki, od
biedy może to być Wiedźmin, ale CD Projekt nie jest żadną szczególnie wielką
firmą, nawet w swojej branży.
Czy nasza gospodarka jest nowoczesna? Nie. Nawet nasze banki, które do niedawna
uchodziły za supernowoczesne, mają coraz starszą infrastrukturę technologiczną
– ktoś pamięta niedawne przenoszenie bankowości detalicznej Citi Handlowego do
VeloBanku? To właśnie z tego powodu.
Zestarzały się.
Politycy boją się wszystkiego
To wszystko już było. W Grecji - kraju, który wynalazł całą inżynierię
polityczną do wygrywania wyborów, wymyślono 13. i 14. emeryturę.
Tam obniżono wiek emerytalny. To Grecja miała bardzo wysokie wydatki na
obronność ze względu na zagrożenie konfliktem z Turcją. Płace rosły szybciej
niż produktywność, a deficyty budżetowe i handlowe się pogłębiały. Co było
później? Tak, Grecja ma też wielki problem z demografią.
Portugalia - po wejściu do UE - szybkie dogadanie bogatszych krajów,
zachłystywanie się cudem gospodarczym, a później długi okres słabego wzrostu, z
powodu błędów polityków. Dziś Portugalia jest symbolem niewykorzystanych szans
w UE.
Nasi politycy obecnie boją się wszystkiego. Problemy należy odsuwać, wyborców
należy kupować, należy się podobać wszystkim, należy czytać sondaże, należy
budzić demony w społeczeństwie, bo dzięki temu ma się szansę na władzę.
Dwóch demiurgów życia politycznego przez ostatnie ponad dwie dekady Donald
Tusk i Jarosław Kaczyński nie rozwiązali żadnego z czekających nas problemów i
żadnych już nie rozwiążą, bo ich jedyna polityka to strasznie jednego przed
drugim nie zgadzając się właściwie w niczym (ktoś jeszcze pamięta, że te
dwie partie miały razem rządzić?).
W ferworze walki o władzę nie dopuścili nawet do wychowania następców.
Te decyzje, które mogły coś zmienić na lepsze, zostały utopione dla chwilowych
politycznych korzyści.
Mało radykalną podwyżkę wieku emerytalnego zabił Jarosław Kaczyński i spółka.
Opozycja i koalicja rozpętała nienawiść wokół Ukraińców, którzy mocno
polepszają nasz bilans demograficzny, bo są młodzi, chcą tu pracować i chcą
mieć dzieci. To nie Tusk z Domańskim rozpuścili demony deficytu, ale to oni
najmocniej w niego dmuchali. Nic nie jest dane na zawsze. Polscy politycy
skazują nas na przeciętność.
Cóż, wyborcy tak chcą, wyborcy dostaną to, co chcą.
========
Piotr Miączyński. Dla niego Tusk i Kaczyński to jedno, Tusk nic nie umie,
tylko straszyć Kaczyńskim… Tusk nie zrobił nic dla ktaju, a zwłaszcza
gospodarki, Tusk za dużo wydaje na pensje Polaków i na zbrojenia…
Ten artykuł redagował (?) Sebastian Ogórek i najwyraźniej nie zauważył
wszystkich idiotyzmów a artykule z diagnozą, że politycy boją się wszystkiego.
Boją się, bo też jest to gra o wszystko, nie tylko o sukces, ale o przetrwanie
państwa polskiego i Polaków jako narodu.
14.
VW Tiguan wezwany do warsztatów z powodu oprogramowania, które może zabić
silnik, światła i kamerę
Problem z oprogramowaniem, który dotyczy ponad 49.000 egzemplarzy, poważnie
wpływa na wydajność i niezawodność Volkswagenów Tiguanów z 2025 r.
Mała część, duży problem
Ponieważ skomplikowane oprogramowanie i podzespoły elektroniczne stanowią
istotną część motoryzacji, nic dziwnego, że czasami zdarzają się awarie.
Problem polega na tym, że jeśli te funkcje zawiodą, mogą one również wpłynąć na
inne podzespoły i poważnie wpłynąć na ogólną wydajność samochodu.
Ten sam problem dotyczy teraz wybranych SUV-ów Volkswagen Tiguan z 2025 roku,
gdzie awaria oprogramowania w małym elemencie powoduje poważne problemy dla
właścicieli. To nie jest dobra wiadomość, zwłaszcza dla firmy, która pogrąża
się w finansowych tarapatach.
Moduł sterowania nadwoziem
Krajowa Administracja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) właśnie
opublikowała raport o wezwaniu do warsztatów Volkswagena Tiguana z 2025 roku.
Dotyczy to modeli wyprodukowanych w okresie od 24 marca do 30 sierpnia 2025
roku, a liczba ta wyniosła 49.958 egzemplarzy. Wygląda na to, że Tiguan jest
jedynym modelem VW, którego dotyczy wezwanie, ponieważ korzysta ze
„specyficznego” oprogramowania modułu sterowania nadwoziem (BCM).
W raporcie o wycofaniu z rynku z powodu bezpieczeństwa, problem dotyczy
oprogramowania sterującego modułem BCM; NHTSA twierdzi, że problematyczne
oprogramowanie może spowodować zresetowanie modułu BCM. Zresetowanie modułu BCM
może spowodować wyłączenie zapłonu, co zgasi silnik, a także uniemożliwi
działanie niektórych funkcji i elementów sterujących, takich jak oświetlenie i
kamera cofania. NHTSA twierdzi, że utrata mocy silnika i wyżej wymienionych
elementów sterujących może doprowadzić do wypadku i zwiększyć ryzyko śmierci.
Chronologiczna kolejność zdarzeń przedstawiona w raporcie o wycofaniu z rynku w
związku z bezpieczeństwem przedstawia interesujący obraz. Podczas testów w
styczniu 2025 roku zapłon testowanego samochodu wyłączył się, co skłoniło VW do
wszczęcia wewnętrznego dochodzenia w celu ustalenia przyczyny. W ciągu
kolejnych kilku miesięcy ustalono, że wystąpił problem z oprogramowaniem BCM;
problem ten występował jednak tylko na innych rynkach, a nie w USA. Niemniej
jednak, Volkswagen America zdecydował się na wycofanie modelu ze względów
bezpieczeństwa, ponieważ nie można było wykluczyć błędu w modelach Tiguan z
2025 roku przeznaczonych na rynek amerykański. Aby rozwiązać ten problem,
dealerzy bezpłatnie zaktualizują oprogramowanie BCM.
Historia akcji serwisowych Volkswagena jest stosunkowo dobra; ostatni raz marka
ogłosiła akcję serwisową w lipcu, kiedy to odkryto, że 58.000 egzemplarzy
Atlasa i Atlasa Sport (bliźniak audi Q6) miało uszkodzone kamery cofania, które
czasami nie wyświetlały obrazu po włączeniu. Problem nie wynika z żadnej
konkretnej przyczyny, poza stwierdzeniem Volkswagena, że może to być
spowodowane „niskim napięciem” lub zewnętrznymi czynnikami środowiskowymi.
========
Tiguan D.O. jest z 2024 r., jednak jego oprogramowania nieustannie sprawia
kłopoty, a VW Polska do napraw gwarancyjnych odnosi się z wielką rezerwą i robi
wszystko, by ich uniknąć i nie ponosić kosztów. D.O. nie zliczy, ile razy
musiał jeździć do serwisu, ile wykłócać się o naprawę tego, co było ewidentnym
błędem konstruktora. O resecie wadliwego systemu nie ma mowy, a na naprawę
mechatroniki skrzyni biegów D.O. musiał czekać od maja do sierpnia, bo
brakowało zgody VW Polska. Obecnie, po niezliczonych naprawach, auto sprawuje
się dobrze, ale nadal nie ma funkcji pomiaru zużycia chwilowego ani informacji,
czy silnik pracuje na 2 czy na 4 cylindrach. Kamera cofania zawiesza się
czasem, jak opisano w powyższym artykule. Jednocześnie D.O. uważa, że nie ma
drugiego tak wygodnego i bezpiecznego samochodu za porównywalną cenę.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńWitaj
UsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń