DRUGI OBIEG
Środa, 23 września 2026


1.

Kubańska delegacja opuściła salę Zgromadzenia Ogólnego ONZ podczas przemówienia Donalda Trumpa w proteście po tym, jak prezydent USA nazwał Kubę „upadłym państwem, które upadnie”. „Wolność zawita na wyspę” – dodał Trump. Kilku prominentnych członków irańskiej delegacji również opuściło salę podczas przemówienia prezydenta USA, gdy ponownie zagroził on unicestwieniem Republiki Islamskiej.


2.

W przemówieniu w ONZ Trump grozi „unicestwieniem” Iranu i broni sposobu rozwiązywania konfliktów globalnych
https://www.cbsnews.com/news/trump-address-united-nations-general-assembly-meetings-world-leaders-iran-ukraine/
Donald Trump wezwał narody do zjednoczenia się w celu odizolowania Teheranu i obniżenia światowych cen energii, broniąc przy tym w sposób wojowniczy polityki zagranicznej swojej administracji i decyzji o ataku na Iran.
„Wzywam wszystkie narody do pomocy w egzekwowaniu całkowitej izolacji gospodarczej Iranu” – powiedział Trump we wtorek w przemówieniu przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. „Jeśli będziemy zjednoczeni, wkrótce zobaczymy świat wolny od ostatniego 51-letniego zagrożenia irańskim terrorem… a ceny ropy spadną jeszcze niżej niż na początku konfliktu”.
Apel Trumpa o międzynarodową jedność w sprawie Iranu – powiedział również, że może „zniszczyć” ten kraj – zbiegł się w czasie ze skargami licznych sojuszników USA na rosnące ceny energii i rosnącą niestabilność międzynarodową za jego rządów.
Pierwszego dnia tygodnia wysokiego szczebla Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku Trump powtórzył również, że Stany Zjednoczone nie będą próbowały ograniczać rozwoju sztucznej inteligencji, próbując zmienić jej nazwę na „superinteligencję” i stwierdzając, że ostrzeżenia dotyczące zagrożeń wynikających z niekontrolowanego rozwoju AI są „mistyfikacją”.
„Nie zamierzam hamować rozwoju czegoś, co będzie większe niż rewolucja przemysłowa” – powiedział.
W przemówieniu, w którym w dużej mierze powtórzył swoje główne tezy z przemówienia przedwyborczego, Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone zbudują dwie nowe bazy wojskowe w Grenlandii w ramach porozumienia z rządem Danii. Stało się to po roku geopolitycznych targów, które osłabiły sojusz NATO.
„Będziemy mieli pełną zdolność do podjęcia wszelkich niezbędnych działań w celu obrony kontynentu amerykańskiego, a także Europy i innych miejsc” – powiedział Trump, ogłaszając powstanie dwóch „głównych” baz wojskowych. „Żaden przeciwnik USA nigdy więcej nie będzie mógł ustanowić swojej obecności wojskowej na Grenlandii ani dokonywać tam wrażliwych inwestycji bez naszej wyraźnej pisemnej zgody”.
Zaprzeczył, jakoby USA kończyły się niezbędne zapasy amunicji („mamy więcej amunicji, niż moglibyśmy kiedykolwiek pomyśleć o jej użyciu”), zaatakował Międzynarodowy Trybunał Karny, nazywając go „organizacją nieuczciwą” i po raz kolejny stwierdził, że jest bliski zakończenia wojny na Ukrainie.
Było to jednak przemówienie mniej wojownicze niż to, które wygłosił w zeszłym roku, kiedy ostro skrytykował ONZ i powiedział europejskim sojusznikom, że ich kraje „idą do piekła” z powodu swojej polityki migracyjnej. W pewnym momencie we wtorek zatrzymał się i odwrócił, by podziękować Radzie Bezpieczeństwa ONZ za potępienie irańskich ataków na statki w cieśninie Ormuz.
W przemówieniu powtórzył groźbę zniszczenia Iranu, którą powtarzał dziesiątki razy od czasu, gdy USA i Izrael rozpoczęły wspólne ataki w lutym.
„Muszę podjąć ważną decyzję: czy zostanie zawarta umowa z Iranem, która pozwoli im odbudować i stworzyć kraj o wiele potężniejszy niż kiedykolwiek wcześniej” – powiedział. „Czy mam unicestwić republikę islamską i zrobić to szybko, nie dając im szansy na zabijanie lub niszczenie ludzi i kontynentów?”
Trump zaprzeczył, jakoby wywierano na niego presję polityczną w celu zakończenia wojny i stwierdził, że wybory uzupełniające nie będą miały żadnego wpływu na jego decyzje dotyczące konfliktu.
„Czekają, żeby zobaczyć, jak mi pójdzie w wyborach uzupełniających. Nie zdają sobie sprawy, że nie kandyduję” – powiedział. „To nawet nie przychodzi mi do głowy. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to to, że Iran nigdy nie będzie miał broni jądrowej”.
Od początku wojny Iran sprawuje całkowitą kontrolę nad transportem surowców energetycznych przez cieśninę Ormuz, a globalne ceny ropy naftowej dodatkowo wzrosły z powodu konfliktu między Rosją a Ukrainą, gdzie Kijów skutecznie przejął rafinerię w Moskwie.
Trump bronił decyzji USA o aresztowaniu byłego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro podczas nocnego nalotu, a także późniejszej umowy naftowej zawartej z Delcy Rodríguez, następczynią Maduro, która okazała się znacznie bardziej podatna na żądania USA i zgodziła się na podział ogromnych zasobów ropy naftowej kraju z USA. „Łupy należą do zwycięzcy” – powiedział Trump.
Plan podróży Trumpa do Nowego Jorku to ściągawka z tego, jak jego prezydentura wpłynęła na globalną politykę w ciągu ostatnich dwóch lat. Po swoim przemówieniu Trump podpisał z Danią porozumienie w sprawie przyszłości Grenlandii, która – jak twierdził Trump – może znaleźć się pod dominacją Rosji i Chin, mimo że niewiele wskazuje na to, że tak się stanie.
Później ma się spotkać z ukraińskim przywódcą, Wołodymyrem Zełenskim, na którego ma wywierać naciski, by wraz z Rosją zawarł rozejm energetyczny, który pomoże złagodzić rosnące ceny oleju napędowego, spowodowane głównie zamknięciem cieśniny Ormuz przez Teheran.
Trump spotka się również z przywódcami państw Zatoki Perskiej, którzy odczuli skutki irańskiej reakcji na wspólny atak USA i Izraela, a następnie spotka się ze wspieraną przez USA Rodríguez z Wenezueli, kolejnym dużym eksporterem ropy naftowej.

3.
Trump spotkał się z Zełenskim: „Razem znajdziemy rozwiązanie”.
„Pracujemy nad zakończeniem wojny. Zarówno Zełenski, jak i Putin tego chcą”. Prezydent USA Donald Trump oświadczył to podczas spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Powtórzył apel o zaprzestanie nalotów na rafinerie.
Trump nazwał Ukraińców „doskonałymi bojownikami z bardzo sprawnym przywództwem” i wezwał ich, aby „byli z nich dumni”.
„Będziemy nadal dążyć do zakończenia innych katastrofalnych wojen, takich jak ta między Rosją a Ukrainą, która, jak już wspomniałem, zabija tysiące ludzi każdego miesiąca. W zeszłym tygodniu Lindsey Graham i ja podpisaliśmy nową ustawę, która daje mi nowe uprawnienia do nakładania sankcji i skorzystam z nich, jeśli zajdzie taka potrzeba. Teraz nadszedł czas, aby położyć kres tej rzezi”. Takie słowa wypowiedział prezydent USA Donald Trump w swoim przemówieniu do Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
„Ściśle współpracujemy z przywódcami Rosji i Ukrainy i rozwiążemy również ten konflikt, myślę, że szybciej, niż ludzie myślą” – powiedział prezydent USA Donald Trump w przemówieniu przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. „Co miesiąc ginie około 25.000 młodych żołnierzy. Zawsze patrzę na zdjęcia z pól bitewnych i nie chcę ich więcej oglądać; są straszne. Stany Zjednoczone rozwiążą ten problem w taki czy inny sposób; rozwiążemy go, i to szybko” – dodał.


4.

Trump powiedział, że urzędnicy USA i Iranu spotkali się we wtorek, krótko po ostrzeżeniu, że może „zniszczyć” Iran
https://apnews.com/article/trump-united-nations-unga-iran-ai-f7cb0b3ebc492446c0be97ed3a6843aa
Trump potwierdził odbycie się rozmów w rozmowie z dziennikarzami na marginesie dorocznego spotkania światowych przywódców, ale nie podał zbyt wielu szczegółów na temat przebiegu dyskusji, osób biorących w niej udział ani treści rozmowy.
„To było bardzo dobre spotkanie” – powiedział Trump.
Potwierdzone zaangażowanie nastąpiło po miesiącach załamania się komunikacji między USA a Iranem po zerwaniu krótkotrwałego zawieszenia broni zawartego 17 czerwca.
========
D.O. jest zawsze zażenowany, gdy musi relacjonować bredzenie tego psychopatycznego debila i poyeba.


5.

https://wyborcza.pl/7,75399,33037448,rekordowo-niskie-poparcie-dla-trumpa-spadek-nawet-wsrod-republikanow.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.2.duzy
32 proc. – tyle osób popiera Donalda Trumpa w najnowszym sondażu Reuters/Ipsos. Tak niskiego wyniku nie miał ani on sam podczas obu swoich kadencji (zaczynał drugą od 47 proc., a w badaniu opublikowanym tydzień temu miał 35 proc.), ani niepopularny pod koniec rządów Joe Biden, którego pogrążyły postpandemiczna inflacja i zatajanie przed narodem problemów zdrowotnych (35 proc.).

Trump coraz gorzej oceniany przed wyborców
Republikanina obciąża przeciągająca się wojna z Iranem, która wywindowała ceny benzyny w całym kraju. Popiera ją tylko co trzeci Amerykanin.
Walcząc o powrót do władzy, Trump obiecywał obywatelom obniżenie kosztów życia. Jednak na półmetku jego rządów jego kompetencje w tej kwestii dobrze ocenia tylko 17 proc. ankietowanych. Po raz pierwszy odsetek Republikanów, którzy kręcą nosem w odpowiedzi na to pytanie, okazał się większy od zadowolonych (51 proc. do 44 proc.). Generalne poparcie dla Trumpa wśród wyborców Partii Republikańskiej spadło z 82 proc. tydzień temu do 73 proc.
Takie tąpnięcie sugeruje, że oprócz drożyzny, która doskwiera Amerykanom od miesięcy, w grę mogą wchodzić jeszcze jakieś czynniki. Badanie przeprowadzano w ostatnich dniach, gdy Trump pokłócił się z mediami, wyrzucając z Białego Domu CNN, Politico i MSNow (dawniej MSNBC) oraz próbuje skłonić pogróżkami słynne Centrum Kennedy’ego do umieszczenia w nazwie jego nazwiska.
Słabnąca pozycja prezydenta może odbić się na szansach jego partii wyborach do Kongresu, które odbędą się dokładnie za sześć tygodni (3.11). Ankieterzy zapytali także o nie. Okazało się, że wśród zarejestrowanych wyborców więcej zamierza zagłosować na Demokratów (43 proc.) niż na Republikanów (35 proc.). 8 pkt proc. to największa różnica w tym roku.

Demokraci mają szanse na odzyskanie Izby Reprezentantów
Takie badanie oczywiście nie bierze pod uwagę mechaniki wyborczej, w tym granic okręgów, które w niektórych przypadkach zostały zmienione w taki sposób, by sprzyjać rządzącym. Jednak ze szczegółowych prognoz też wynika, że Demokraci mają niezłe perspektywy. Są na dobrej drodze do odzyskania Izby Reprezentantów, a być może także Senatu, choć to będzie trudniejsze.
- Partia prezydenta zazwyczaj nie radzi sobie w wyborach w połowie jego kadencji i traci mandaty, ale Trump wydaje się być w szczególnie złej sytuacji. W tych wyborach jeszcze bardziej liczy się jego prezydentura, tematy krajowe, a coraz mniej sprawy poszczególnych okręgów wyborczych czy stanów - tłumaczy w rozmowie z „Wyborczą" Jennie Sweet-Cushman, politolożka z Pittsburgha.
Wygrana Demokratów pozwoliłaby im kontrolować komisje na Kapitolu i wszczynać niewygodne dla prezydenta dochodzenia, w tym potencjalnie w sprawie impeachmentu. Kongres decyduje też o wydatkach państwa. A po wyborach prezydenckich formalnie zlicza głosy elektorskie i rozpatruje sprzeciwy wobec certyfikacji wyników.

Republikanie zaczynają dystansować się od Trumpa?
Co w tej sytuacji mogą zrobić Republikanie? Trump jest wciąż popularny w twardym republikańskim elektoracie i trzyma partię w garści.
Portal Politico opisuje jednak próby dystansowania się od niego przez niektórych kandydatów. Przykładowo walczący o fotel gubernatora Wisconsin Tom Tiffany jeszcze na początku roku, przyjmując poparcie od prezydenta, obiecywał „uczynić Wisconsin znów wielkim". A w ostatnich tygodniach nie zachowuje się jak trumpista.
Gdy prezydent ogłosił zmianę nazwy Jeziora Ontario na Jezioro Ameryka, wypalił, że „Wielkie Jeziora to Wielkie Jeziora". Krytykował też poluźnienie ceł na wołowinę czy rozbudowę centrów danych, którą gorąco popiera Trump. W oświadczeniu dla lokalnej strony fact-checkingowej przyznał, że to Joe Biden wygrał wybory w 2020 roku (ta sprawa jest nadal papierkiem lakmusowym bezwarunkowego poparcia dla Trumpa, który nigdy nie pogodził się z przegraną i podtrzymuje swoje kłamstwa o oszustwach).
W czwartek walcząca o reelekcję kongresmenka Maria Elvira Salazar, córka uchodźców z Kuby, wypuściła spot wyborczy, w którym wprost skrytykowała politykę imigracyjną rządu federalnego, oceniając, że „poszła za daleko".
Od powrotu Trumpa do władzy USA deportowały prawie milion osób. Jak pokazało najnowsze międzynarodowe śledztwo dziennikarskie, wśród nich ponad 25 tys. osób przetransportowano do krajów trzecich, z którymi nie miały nic wspólnego, w tym do autokratycznych reżimów w Afryce.
Salazar ostrzegła w spocie, że „ci sami Latynosi, którzy pomogli ci dotrzeć do Białego Domu w 2024 roku, czują się dziś zdradzeni" (Trump przegrał w tej społeczności z Kamalą Harris 42 proc. do 56 proc., ale i tak wypadł znacznie lepiej niż w dwóch poprzednich wyborach).


6.

Donald Trump uruchamia „Trump TV” 3 dni po zakazie dostępu wielu serwisów informacyjnych do Białego Domu
Do uruchomienia kanału doszło po tym, jak Trump ogłosił, że zakazuje CNN, MS NOW i Politico dostępu do Białego Domu
https://people.com/donald-trump-launches-trump-tv-3-days-after-banning-multiple-news-outlets-12133925
Zbieg okoliczności jest co najmniej podejrzany. Biały Dom ogłosił uruchomienie TrumpTV: The Essential Station – całodobowego kanału, który będzie nadawany od godziny 19:00 czasu amerykańskiego 21 września – trzy dni po zwolnieniu reporterów CNN, MsNow i Politico oraz posunięciach, które zapoczątkowały kolejne godziny, od pozwu złożonego przez trzy zaangażowane media, po bojkot większości mediów i nadawców. Donald Trump najpierw zadał cios amerykańskim informacjom, a następnie zadał drugi cios, tworząc system komunikacji na swoje podobieństwo. Kolejne narzędzie zostało wykorzystane w związku z obawami przed wyborami uzupełniającymi.
To nie przypadek, że uruchomienie nowego kanału w mediach społecznościowych ma tony kampanii wyborczej: „Witamy” — mówi Kaelan Dorr , zastępca asystenta prezydenta, w poście na X — „prasa w niektórych przypadkach nieprecyzyjnie informowała lub w ogóle nie informowała o wielu rekordowych sukcesach administracji dla dobra wszystkich Amerykanów”. Trump TV — wyjaśnia Dorr — „to całodobowa transmisja na żywo największych sukcesów administracji, bez żadnych filtrów. Wszystko jest na kanale Białego Domu na YouTube i oficjalnej aplikacji. Miłego oglądania”. Pierwszą transmisją wideo było przemówienie, które magnat wygłosił na Mount Rushmore 3 lipca, upamiętniając 250. rocznicę założenia Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Krytyka była natychmiastowa, począwszy od tych, którzy nazwali tę usługę państwowym medium, podobnym do ściśle kontrolowanych systemów Chin i Rosji. „Czy inny dyktator nie miał państwowego medium, czy mi się wydawało?” Breck Worsham, znany prawicowy aktywista mediów społecznościowych i były zwolennik Trumpa, zażartował w programie X. Philip Lewis, zastępca redaktora naczelnego HuffPost, nazwał ją siecią propagandową, jak donosi „Newsweek”: „W kontekście zakazu Trumpa dla trzech mediów” – zauważył Lewis – „Biały Dom promuje teraz własną państwową sieć propagandową”.


7.

Ukraińska „Operacja Vivaldi” zepchnęła siły rosyjskie w okolice Lymanu w Donbasie. Teraz obie armie gromadzą siły do kolejnych bitew dalej na południe.
https://meduza.io/en/feature/2026/09/18/ukraine-s-operation-vivaldi-pushed-russian-forces-back-around-lyman-in-the-donbas-now-both-armies-are-massing-troops-for-the-next-battles-farther-south
Andrij Biłecki, dowódca 3. Korpusu Armijnego Ukrainy, poinformował w tym tygodniu, że jego jednostki z powodzeniem realizują operację „Vivaldi”. Pierwsza z jej czterech faz, jak powiedział, zbliża się do końca: rosyjskie jednostki w pobliżu miasta Lyman, które próbowały przedrzeć się do rzeki Doniec Siwierski naprzeciw Słowiańska, zostały odparte przez Czarny Żerebec, dopływ Dońca Siwierskiego. Sądząc po opublikowanych materiałach filmowych, sytuacja sił rosyjskich rzeczywiście pogorszyła się w wyniku trwającej od kilku miesięcy ofensywy ukraińskiej. Nadal nie ma jednak potwierdzenia, że siły ukraińskie odepchnęły Rosjan przez Czarny Żerebec.

Lyman
Wojska rosyjskie – 20. Armia – przekroczyły Czarny Żerebec w pobliżu Makiejewki na początku 2025 roku, a latem tego samego roku 25. Armia przeprawiła się dalej na południe, w okolice Torske. Od tego czasu obie armie próbowały przebić się do Lymanu od północy i wschodu. Na początku lata 2026 roku zaatakowały miasto i poniosły porażkę. Był to punkt kulminacyjny rosyjskiej ofensywy. Oddziały szturmowe 20. Armii zostały zauważone na obrzeżach Swiatohirska, przedarły się 10–12 kilometrów za linie ukraińskie aż do rzeki Oskil, a nawet przekroczyły Doniec Siwierski z niewielkimi siłami w pobliżu Pryszybu, na wschód od Swiatohirska. 25. Armia wkroczyła natomiast do Lymanu i próbowała przedrzeć się do przepraw na południe od miasta.
Ale to był również moment, w którym 3. Korpus rozpoczął kontrofensywę. Do lipca wojska rosyjskie zostały wyparte z Lymanu, z wyjątkiem jego południowo-wschodniego krańca. Siły ukraińskie przeszły następnie do ofensywy na innych odcinkach: przeciwko północnej flance 20. Armii w okolicach Karpiwki i Ridkodubu, przeciwko jej południowej flance w okolicach Jarowej oraz z „kotła” w okolicach Stawek, na styku 20. i 25. Armii.
Na początku września prezydent Rosji Władimir Putin niespodziewanie oznajmił, że wojska rosyjskie zdobyły Swiatohirsk. Nie mógł wybrać gorszego momentu: dokładnie wtedy, gdy oddziały 20. Armii wycofywały się z lasów na wschód od Swiatohirska i z innych miejsc na froncie.
W chwili, gdy Biłecki się odezwał, opublikowane materiały filmowe potwierdziły postępy wojsk ukraińskich w pobliżu Jarowej i Nowoseliwki, od rejonu Ridkodubu i Karpiwki do wsi Serednie, a także z „kieszeń” w Stawkach i od Lymanu, posuwających się za linie 20. Armii wokół Kołodiazi, aż do przedmieść Zaricznego nad rzeką Czarny Żerebec.
Tymczasem rosyjska 25. Armia nadal utrzymuje pozycje w pobliżu Lymanu. Nie jest jasne, czy nadal utrzymuje również Zieloną Dolinę i Szandrygołowe. Nie pojawiły się żadne wizualne potwierdzenia, że siły ukraińskie dotarły do Czarnego Żerebca lub przekroczyły go, jak twierdzą niektóre nieoficjalne źródła ukraińskie.
Biłecki nie opisał planów kolejnych faz ofensywy. Kilka tygodni temu otrzymał nowe stanowisko: teraz dowodzi nie tylko korpusem, ale także nowo utworzoną grupą operacyjno-taktyczną „Centrum”, która ma bronić Słowiańska i sąsiedniego Kramatorska przed rosyjskim natarciem z północy i wschodu.
Siły ukraińskie mogą próbować kontratakować, aby powstrzymać rosyjskie natarcie, które stanowi znacznie większe zagrożenie operacyjne: natarcie wzdłuż południowego brzegu Dońca Siwerskiego w kierunku Mikołajówki oraz w rejonie kanału Doniec Siwerski – Donbas w kierunku wschodnich obrzeży Drużkiwki i południowych obrzeży Kramatorska. W ostatnich dniach jednostki ukraińskie wzmocnione przez 46. Brygadę Aeromobilną, która wcześniej walczyła na styku obwodów dniepropietrowskiego, zaporoskiego i donieckiego, oraz przez co najmniej jeden pułk szturmowy, próbowały przeprowadzić kontratak w pobliżu Raj-Oleksandriwki, na południowy wschód od Mikołajówki.

Rosyjska ofensywa na Drużkowkę i Dobropillia
Rosyjskie dowództwo najwyraźniej zdało sobie sprawę, że wojska nacierające na obszar miejski Słowiańska i Kramatorska nie odniosą sukcesu, mając do dyspozycji tak duże siły. Siły rosyjskie próbujące przebić się do Drużkiwki od zachodu wzdłuż rzeki Kazennyj Torec zostały wzmocnione jednostkami 90. Dywizji Pancernej i 41. Armii Połączonych Sił, która spędziła ponad rok walcząc na styku obwodów dniepropietrowskiego, zaporoskiego i donieckiego – w tym z ukraińską 46. Brygadą, która również została przerzucona do centrum Donbasu.
Wzmocnione siły rosyjskie przesunęły się o kilka kilometrów w kierunku drogi Dobropole–Kramatorsk i dotarły do obrzeży Drużkiwki.
Część wojsk atakujących na odcinku między Dobropollą a Drużkiwką otrzymała tymczasem nowe zadanie: zwiększenie presji na Dobropollę od wschodu. Kolejne siły rosyjskie rozpoczęły ofensywę mającą na celu oskrzydlenie Dobropolli od południowego zachodu. Jak dotąd jednak te rosyjskie ataki nie przyniosły żadnych zdecydowanych korzyści.
Obie strony wyraźnie przygotowują się do kampanii jesienno-zimowej i do ciężkich walk na południowy zachód i południowy wschód od Kramatorska, w związku z czym gromadzą siły w centralnym Donbasie.

Orichiv i Mala Tokmachka
Siły rosyjskie zdobyły Małą Tokmaczkę, wioskę, która stała się memem bardziej ze względu na swoją nazwę niż znaczenie operacyjne. Aby udokumentować zdobycie, rosyjskie dowództwo zorganizowało obszerne nagrania lotnicze, na których widać żołnierzy wznoszących rosyjskie flagi w całej wiosce. Sądząc jednak po nagraniach opublikowanych przez ukraińskie wojsko, front przesunął się już o kilka kilometrów na północny zachód od Małej Tokmaczki.
Mała Tokmaczka padła nie dzięki wysiłkom rosyjskiego 70. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych, który walczył o nią od lat, ale dzięki szybkiemu postępowi sąsiednich jednostek. Rosyjskie wojska z Grupy Wojsk „Dniepr” przedarły się przez Nowodanyliwkę na obrzeża Orichowa – lokalnej ukraińskiej twierdzy, która stanowiła oparcie dla całej ukraińskiej obrony w centralnym obwodzie zaporoskim. Inna duża formacja rosyjska, Grupa Wojsk „Wostok”, nacierająca od strony Hulajpola, dotarła do drogi Orichów–Nowomykołajiwka pomimo wielomiesięcznych ukraińskich kontrataków, znajdując się za plecami ukraińskiej 118. Brygady Zmechanizowanej, która broniła Małej Tokmachki. Po tym wydarzeniu wieś stała się nie do utrzymania.
Pozycja Ukrainy wokół Orichowa stale się pogarsza. Rosyjskie dowództwo zaangażowało siły jednej ze swoich dywizji powietrznodesantowych na południowy zachód od miasta, z wyraźnym zamiarem oskrzydlenia go również od zachodu. Dywizja ta była wcześniej rozmieszczona nad brzegiem Dniepru na południe od Zaporoża, w pobliżu miejscowości Stepnohirsk. Siły ukraińskie przeprowadziły kontratak pod Stepnohirskiem i w okolicy latem. Już wtedy spekulowano, że stało się to możliwe dzięki temu, że rosyjscy spadochroniarze wyruszyli na niezidentyfikowany odcinek frontu. Teraz „wyłonili się” w pobliżu Orichowa, w momencie, gdy siły rosyjskie przeprowadzają decydujący atak na miasto.





8.

Rozpoczyna się „drugi sezon” ukraińskiej ofensywy. Niespodziewany postęp w Donbasie
Oprócz rakiet na Moskwę, ukraiński impet nabiera sił również na wschodzie kraju, gdzie Kijów stawia wroga w trudnej sytuacji.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/09/22/news/parte_seconda_stagione_offensiva_ucraina_avanzata_a_sorpresa_in_donbass-425599024/?ref=-BH-I0-P-S2-T1
Szandryhołowe to nazwa, która nie pojawi się w raportach przedstawionych Władimirowi Putinowi w dniu jego zwycięstwa wyborczego . Ale upadek tej wioski, obróconej w gruzy, gdzie przed wojną mieszkało tysiąc osób, to zgubna wiadomość dla moskiewskiej centrali. Nie tylko dlatego, że została zdobyta rok temu po krwawych walkach: Szandryhołowe to rodzaj naturalnego zamku między dwoma jeziorami. Blokuje skrzyżowanie dróg prowadzących z północy do ukraińskich bastionów w Doniecku i definitywnie niweczy plany Kremla dotyczące zajęcia całego Donbasu do końca 2026 roku.
To najważniejszy sukces osiągnięty w „drugim sezonie” operacji Vivaldi, kijowskiej kontrofensywy, nazwanej na cześć weneckiego kompozytora: jego muzyka służy obecnie jako ścieżka dźwiękowa do propagandowych filmów wideo opisujących bitwę. „Pierwszy sezon” trwał cztery miesiące i był utrzymywany w tajemnicy: w fazie końcowej pozwolił na wyzwolenie 75 kilometrów kwadratowych. „Drugi sezon” doprowadził do postępów na mniejszym terytorium – około 45 kilometrów kwadratowych – ale o jeszcze większej wartości strategicznej. W praktyce rozbił on rosyjskie rozmieszczenie, którego celem było ominięcie ukraińskiej obrony i uderzenie poza Słowiańsk, jeden z dwóch pozostałych bastionów w Doniecku: miejsce, w którym rozstrzyga się los konfliktu. W zaskakującym manewrze zniweczył piętnaście miesięcy rosyjskich zdobyczy, a dziś kilka jednostek – jak przyznają nawet blogerzy najbliżsi Kremlowi – jest okrążonych. I to nie wszystko. Żołnierze kijowscy powrócili do Ługańska: jest to jeden z dwóch regionów Donbasu, który niemal w całości wpadł w ręce najeźdźców.
Operacja Vivaldi została opracowana przez Trzeci Korpus Armijny, ewolucję Batalionu Azow: jego dowódcą jest Andrij Biłecki, również założyciel neonazistowskiej partii politycznej „Korpus Narodowy”. Zostali zintegrowani z siłami zbrojnymi Kijowa i starannie unikają odniesień ideologicznych w swojej komunikacji. Z wojskowego punktu widzenia przeprowadzili atak, który zostanie starannie przemyślany, innowacyjnie koordynując działania jednostek lądowych, artylerii, rakiet, środków przeciwdziałania radioelektronicznego i dronów. Przede wszystkim skupili się na zdobyciu przewagi w powietrzu: ścigali centra dowodzenia rosyjskich pojazdów latających. Przed nimi znajdowała się najlepsza moskiewska jednostka dronów, Rubikon, która odegrała kluczową rolę w zeszłorocznym marszu na Donbas: nikt nie wie, jak, ale zmusili ją do wycofania. W ten sposób oślepili swoich przeciwników: grupy pojazdów pancernych niepostrzeżenie posuwały się między rosyjskimi twierdzami. Wśród testowanych taktyk znalazły się wtargnięcia robotów za linie frontu. Heksakoptery zrzucały za linie frontu maleńkie roboty kołowe wyposażone w ładunki wybuchowe, siejąc chaos i uniemożliwiając przerzut posiłków na pozycje atakowane – zadanie, które kiedyś powierzano spadochroniarzom.
Biletsky twierdzi, że jego brygady podkopały trzy kremlowskie korpusy armii, a dostępne dane zdają się to potwierdzać. Stwierdza, że w samym „drugim sezonie” Vivaldiego Rosjanie stracili trzy tysiące ludzi, zabitych, rannych i jeńców. Dodał: „Ludzie często pytają: a co z naszymi stratami? Moja odpowiedź brzmi: minimalizujemy je pod każdym względem. Podczas szturmów drony powietrzne i naziemne zawsze wyprzedzają piechotę”.
Jakie jest znaczenie tej ofensywy? Północny front donieckiego żelaznego uścisku został zablokowany: minie kilka tygodni, jeśli nie miesięcy, zanim Moskwa będzie mogła się przegrupować. Sygnały wskazują, że rosyjscy przywódcy przerzucają rezerwy, aby zwiększyć presję z południa, koncentrując się na rejonie Dobropolla: daje to jednak również obrońcom możliwość skoncentrowania sił. Walki będą trwały długo, pomimo szkód, jakie fala bombardowań wyrządza przemysłowi, elektrowniom, kolejom i ogólnie ludności Ukrainy. Putin ma tylko jeden sposób na złamanie oporu: otworzyć kolejny front, zagrażając stolicy lub Odessie. Aby to jednak zrobić, będzie potrzebował znacznie więcej wojsk, co ponownie otwiera debatę na temat wezwania do walki, negowanego podczas kampanii wyborczej, ale jeszcze bardziej naglącego z powodu sytuacji na miejscu.


9.

„Wybór: więzienie albo zesłanie”: dziennikarze, którzy uciekli z Rosji, publikują ponury portret Putina
Roman Badanin i Michaił Rubin, którzy w 2021 roku musieli wyjechać za granicę, opowiadają o prezydencie zdolnym do „nieograniczonego okrucieństwa”
https://www.theguardian.com/world/2026/sep/22/vladimir-putin-biography-russia-journalists-exile
O godzinie 6:00 rano 29 czerwca 2021 roku rosyjski dziennikarz Roman Badanin obudził się, gdy usłyszał pukanie do drzwi moskiewskiego mieszkania swojej rodziny. „Chodź szybko, ktoś porysował twój samochód na podwórku” – krzyknął ktoś z zewnątrz. Gdy otworzył drzwi, do środka wparowali zamaskowani mężczyźni.
Po drugiej stronie miasta podobny nalot miał miejsce w domu kolegi Badanina, Michaiła Rubina. Zamaskowani mężczyźni byli funkcjonariuszami FSB , rosyjskiego wywiadu, narzędziami „klimatu strachu i przemocy”, który, jak twierdzą dziennikarze, Władimir Putin narzucił Rosji w swojej szczegółowej biografii prezydenta Rosji.
Książka Car w osobie liczy prawie 800 stron i zdobyła Grand Prix Strasburg, francuską nagrodę literacką. Jury stwierdziło, że książka czyta się jak „powieść szpiegowską” i pochwaliło „odwagę i zaangażowanie” autorów, którzy przez dziesięciolecia zajmowali się badaniem reportaży.
Dla Badanina i Rubina poranne naloty były przestrogą. Jako założyciele niezależnego projektu medialnego Projekt, specjalizującego się w dziennikarstwie śledczym, obaj mężczyźni byli zastraszani, przesłuchiwani, nazywani zdrajcami i agentami zagranicznymi, mieli zakaz udziału w wydarzeniach medialnych i przeszukiwane biura. Inni koledzy nie mieli tyle szczęścia: kilku zmarło nagle, w niewyjaśnionych wypadkach lub pozornie przypadkowych atakach.
Rubin powiedział „Guardianowi”: „Po raz pierwszy spotkaliśmy się z groźbami w 2019 roku, kiedy opublikowaliśmy raport z dochodzenia w sprawie szefa operacji propagandowej Putina. Urzędnik Kremla ostrzegł mnie, że konsekwencje mogą być przerażające. Agenci bezpieczeństwa odwiedzili moich rodziców i zapytali ich, dlaczego ja, ich syn, zdradzam swój kraj”.
Po nalocie agentów FSB o świcie Rubin odkrył swój paszport starannie położony na stole. „To była wiadomość. Gdyby go zabrali, nie pozwolono by mi opuścić kraju, ale chcieli, żebym wyjechał, więc położyli go w widocznym miejscu” – powiedział. „Wtedy nie planowałem wyjeżdżać. Nie chciałem za bardzo obawiać się niebezpieczeństwa, bo myślałem, że po prostu próbują mi uniemożliwić pracę”.
Niecałe trzy tygodnie później Kreml uznał Proekt za „niepożądany” ośrodek medialny. „Wyjechałem z Moskwy następnego ranka” – powiedział Rubin.
Badanin, który spędzał wakacje z rodziną w Maroku, uznał, że powrót byłby dla niego zbyt niebezpieczny. „Miałem wybór: więzienie albo zesłanie, a ja nie chciałem iść do więzienia”.
Ich książka, dotychczas opublikowana jedynie po rosyjsku i francusku, opisuje drogę Putina od niepozornego urzędnika i tajnego agenta KGB w ratuszu w Petersburgu do Kremla, gdzie sprawuje władzę od 2000 roku.
To nie pierwsza biografia przedstawiająca prezydenta i jego otoczenie jako osoby okrutne i skorumpowane, ale diabeł tkwi w encyklopedycznych szczegółach. Badanin i Rubin, obaj byli dziennikarze „pulowi” akredytowani przez Kreml, mają łącznie 40 lat doświadczenia w dziennikarstwie śledczym i przeprowadzili setki wywiadów, aby stworzyć ponury portret Putina.
Przedstawiają go jako współczesnego cara, pozbawionego ideologii i przekonań, dyktatora zdolnego do „bezgranicznego okrucieństwa”, który uważa się za stojącego ponad moralnością i prawem. Rywale i przeciwnicy, a po prostu ci, którzy stali się niewygodni, spotykają nieoczekiwany koniec w wypadkach, zderzeniach i upadkach, lub zostają zatruci toksynami i cząsteczkami radioaktywnymi, co powoduje bolesne zgony.
„Te strony są owocem wojny i represji, wygnania i śmierci bliskich nam osób, cierpienia przyjaciół uwięzionych” – piszą para. „Mamy nadzieję, że przyczynią się one do zniszczenia okoliczności, które umożliwiły to nieszczęście, i pokonania człowieka, który dopuścił się tego własnymi rękami”.
To także historia Rosji od upadku Związku Radzieckiego do dziś. Badanin twierdzi, że książka jest skierowana do młodych Rosjan, którzy nie mają pojęcia, jak wyglądał ich kraj przed objęciem władzy przez Putina. Nic dziwnego, że została zakazana przez Kreml.
Badanin powiedział Le Monde: „Docieramy również do odbiorców za granicą, gdzie krąży wiele mitów na temat Putina. Nie ma potrzeby wymyślania mitów na temat Putina. Niech fakty ujawnią prawdę o nim i jego systemie.
„Przywódca Kremla nie ma żadnej ideologii. Wojna na Ukrainie pokazała to jasno: ta wojna nie jest przedłużeniem jego idei, jest jedynie sposobem na utrzymanie władzy”.
Dziś, nawet tysiące mil od Moskwy, żaden z dziennikarzy nie czuje się w pełni bezpieczny przed tym, co nazywają „szwadronami śmierci Putina”, wysyłanymi w celu mordowania rosyjskich dysydentów za granicą i demonstrowania w ten sposób długich ramion Kremla.
W zeszłym roku agenci FBI pojawili się w domu Badanina w Kalifornii, aby ostrzec go, że posiadają informacje, iż istnieje ryzyko ataku „ze strony zagranicznych służb specjalnych”.
„Czuję się tu trochę bezpieczniej niż w Europie , ale nie całkowicie bezpiecznie” – powiedział Badanin.


10.

Rosja, ogromna kolumna dymu z rafinerii w Samarze trafiona przez armię ukraińską
VIDEO: https://www.repubblica.it/esteri/2026/09/22/video/russia_lenorme_colonna_di_fumo_della_raffineria_di_samara_colpita_dallesercito_ucraino-425600034/?ref=-BH-I0-P-S4-T1
Ukraińskie drony zaatakowały rosyjskie miasto Samara. Według doniesień Osint Astra, niepotwierdzonych przez oficjalne źródła, wybuchł pożar w rafinerii ropy naftowej w Kujbyszewie, która wraz z zakładami w Nowokujbyszewsku i Syzraniu tworzy centrum petrochemiczne Rosnieftu w Samarze. Nagrania Reutersa, zweryfikowane przez agencję, dokumentują płomienie i unoszący się dym z pożaru. Gubernator obwodu samarskiego Wiaczesław Fiodoriszczew poinformował na Telegramie, że „dziesiątki dronów” zostały zestrzelone nad regionem przez siły obrony powietrznej. „Wróg zaatakował obiekty przemysłowe” – napisał Fiodoriszczew, nie podając dalszych szczegółów. Gubernator później ogłosił śmierć cywila.


11.

A na polskich stacjach benzynowych nie spadają.


12.

https://polskieradio24.pl/polska/nowy-sondaz-ko-umacnia-pozycje-pis-traci-a-partia-brauna-rosnie-w-sile
W najnowszym sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski … 31,5 proc. (wzrost o 1,3 pkt. proc. względem poprzedniego badania z początku miesiąca) wskazało na Koalicję Obywatelską. Na drugim miejscu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość - 17,2 proc. (spadek o 2 pkt. proc.). Podium zamyka Konfederacja z wynikiem 12,9 proc. (spadek -2,2 pkt. proc.).
Tuż za podium znalazła się Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna - 10,9 proc. (wzrost o 4,1 pkt. proc.), Lewica - 8,8 proc. (wzrost o 2,2, pkt. proc.) i Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego - 5,3 proc. (spadek o 0,7 pkt. proc.).
Progu 5 proc. nie przekroczyłby trzy ugrupowania: Polskie Stronnictwo Ludowe - 3,8 proc. (wzrost o 0,1 pkt. proc.), Razem - 3,2 proc. (spadek o 0,8 pkt. proc.) i Polska 2050 - 0,5 proc. (bez zmian względem poprzedniego sondażu).


13.

https://wyborcza.biz/biznes/7,179195,33035895,nasz-rating-poszedl-w-dol-mimo-ze-mamy-drogi-i-wiezowce-wysoka.html
Agencja Moody’s utrzymywała rating Polski na poziomie A2 od listopada 2002 r. aż do 18 września 2026 r., gdy obniżyła go do poziomu A3.
W roku 2002 nad Wisłą mieliśmy apogeum polskiego neoliberalizmu – o ironio, rządziło wtedy SLD, jakby nie było - lewicowe w hasłach. Bezrobocie wynosiło wtedy ponad 20 proc., pensja minimalna 800 zł, a przeciętne zarobki sięgały 2201 zł.
Wiele młodych Polek i Polaków nie widziało tu dla siebie przyszłości. Kiedy wstąpiliśmy do Unii, wyjechali. Normalność dla nich wówczas oznaczała możliwość wynajęcia mieszkania, kupna motocykla czy samochodu na kredyt. Tego Polska nie oferowała. Na ich potencjale skorzystała Wielka Brytania.
Teraz Polska w porównaniu z tamtym stanem rzeczy jest potężna.
Mamy drogi i wieżowce, mamy wysoką pensję minimalną i Polaków wracających na stare lata z imigracji do ojczyzny. A nade wszystko mamy dumę, łakniemy hołdów, uznania i splendorów za nasz sukces.
A jednak nasz rating poszedł w dół. Dlaczego?
Bo agencje nie oceniają tego, co jest teraz, oceniają nasze perspektywy na kilka lat do przodu. A nie ma chyba większego humbugu niż mit wielkiej gospodarczo Polski.
Od kilku lat nasi politycy prężą muskuły, bo to ocieramy się o G20, bo to nasza gospodarka ma być na tle Europy eksplodująca itp., itd. Tak, jesteśmy największą gospodarką regionu, bo jesteśmy też najbardziej ludnym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej. 
Tak, poszło nam całkiem nieźle po 1989 roku, ale wcale nie dużo lepiej niż naszym sąsiadom, a w niektórych dziedzinach gorzej – dajmy na to czeska gospodarka jest sporo wydajniejsza na osobę niż polska. 
Tyle że nasze bardzo dobre samopoczucie ma coraz mniej podstaw. Tak, Europa nas nagle odkrywa, że tu nie ma niedźwiedzi na ulicach, ale ten nagły sentyment bardzo szybko minie. Bo pod wielkim znakiem zapytania stoją fundamenty naszego cudu gospodarczego.
"Obniżenie ratingu Polski do poziomu A3 odzwierciedla nasze oczekiwania dotyczące trwałego pogorszenia sytuacji fiskalnej Polski. Utrzymuje ona wysokie deficyty budżetowe, a to prowadzi do znacznego wzrostu długu publicznego i, wraz z rosnącymi kosztami odsetek, osłabia wskaźniki zdolności kredytowej" - podaje Moody's w uzasadnieniu decyzji.
Tłumacząc to z języka ekonomicznego na polski: Ministerstwo Finansów nie daje agencjom nawet złudzenia walki o oszczędności i nawet mglistej wizji ścieżki prowadzącej do zbicia deficytu. Tu rozłączono finanse od zdrowego rozsądku, a podłączono je do polityki. 

Ratingi to sygnał ostrzegawczy
Projekt budżetu, który pokazał niedawno minister finansów Andrzej Domański, nie jest katastroficzny. Ale nawet przy założeniu, że ktoś darzy sympatią obecny rząd, to jest on zwyczajnie rzecz biorąc słabiutki i… nierealny, bo dochody są zawyżone, a deficyt potężny.
Wiele osób wzrusza tu ramionami, bo co nas obchodzi, co sądzą o Polsce jakieś agencje, zwłaszcza że to "światowe lobby lichwiarsko-bankowe".
Odpowiadam: to Polsce jako emitentowi obligacji zależy na wydaniu ratingu i na tym, żeby był on dobry.
A jak ktoś bredzi, że ratingi nie mają żadnego znaczenia, niech spojrzy na przykład Rumunii, gdzie z powodu podobnych jak w Polsce zabaw z deficytem, rating kraju niedługo wyląduje w kategoriach spekulacyjnych. 
Polska płaci aktualnie za 10-letnie obligacje 6,3-6,4 proc. i jest to dużo (najwięcej od 2023 r.), bo nasza klasa polityczna postanowiła, że nie przystąpimy do strefy euro. Rumuni za dziesięciolatki w lejach płacą 7,3 proc. 
Koszt obsługi długu naszego Skarbu Państwa w 2027 r. wyniesie 107 mld zł, o 17 mld zł więcej niż w 2026. To ok. 15,4 proc. planowanych na przyszły rok dochodów budżetu (695 mld zł). Jest to coraz większy problem, którego wyborcy zwyczajnie nie rozumieją. To, co zarabiamy, wydajemy na spłatę długów. 

Agencje ratingowe lubią gesty
Że owszem czeka nas rok wyborczy i mamy jakiś plan? Domański nie ma żadnego planu. Będziemy mieć trzeci kolejny rok z deficytem przekraczającym 7 proc. PKB. A powinien wynosić nie więcej niż 3 proc.
Ot, przykład, rząd chce wprowadzić podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych po to, aby rozdać klientom stacji benzynowych trochę gotówki przy tankowaniu. Tymczasem, jak przypomina ekonomista Janusz Jankowiak, dochody podatkowe budżetu w tym roku mają niedobór szacowany na 20 mld zł.
Swoją drogą wyjątkowo zabawny komentarz po decyzji Moody’s umieścił Mateusz Morawiecki: "Ostrzegałem rok temu, że ci amatorzy do tego doprowadzą. A za rok doprowadzę do tego, że gospodarka wróci na właściwe tory".
Napisał to ten Morawiecki, który osobiście rozkręcił spiralę zadłużenia finansów publicznych. Ta bezczelność jest dla naszej polityki bardzo charakterystyczna. Ale wizja powrotu gospodarki "na właściwe tory", jest, mówiąc delikatnie narkotyczna albo jak kto woli, Morawiecki ma delulu.
Bo tak naprawdę to nie budżet na 2027 jest trudny. Trudny będzie ten na 2028 i kolejny na 2029.

Jakie sztuczki pokażą nam politycy?
Państwo ma dwa ważne limity zadłużenia: 55 proc. i 60 proc. Przekroczenie tej pierwszej granicy to sygnał ostrzegawczy. Coś w rodzaju komunikatu: możesz jechać dalej, ale silnik nie może pracować z pełną mocą, odwiedź serwis. Rząd musi ograniczyć wydatki i przygotować plan naprawczy.
Osiągnięcie lub przekroczenie 60 proc. PKB uruchamia dalej idące obowiązki. Upraszczając, wymaga to uchwalenia budżetu z zerowym deficytem, co w praktyce wymusza cięcia wydatków publicznych i podwyższenie podatków - w jednym i drugim przypadku na oślep i siekierą.
Niedawno Rada Fiskalna napisała, że w jej ocenie, ryzyko przekroczenia limitu 60 proc. PKB należy zatem uznać za wysokie już w 2028 r., a w latach 2029-2030 za bardzo wysokie.
Pytanie, jakie sztuczki będą użyte przez polityków, aby księgowo zbić deficyt. W 2014 przejęto 51,5 proc. aktywów OFE.
Politykom nie chodzi bowiem o realne gesty, tylko schowanie problemu do pawlacza. Żaden rząd, czy to obecny, czy wyłoniony z dowolnej mieszanki partyjnej, w najbliższej przyszłości nie zrobi nic z deficytem. Bo nie jest w stanie podjąć politycznie takiej decyzji.
Agencjom ratingowym to się bardzo nie spodoba
Swoją drogą minister finansów Andrzej Domański może się spodziewać w nowym Sejmie, jeśli rząd utworzy obecna opozycja, prób postawienia przed Trybunałem Stanu. Będzie potrzebny kozioł ofiarny. Domański idealnie się do tego nadaje. 

Mamy bardzo wysoki deficyt. Dlaczego?
Deficyt przyspiesza wzrost gospodarczy. Jest jak sterydy anaboliczne. Jest więcej pieniędzy, ludzie je wydają. Co się dzieje, jak przykręcamy deficyt? Spada wzrost gospodarczy, ludzie mają mniej pieniędzy, przegrywa się więc wybory.
Czy wzrost gospodarczy może zmniejszyć deficyt? To zależy. Jak pieniądze idą na inwestycje, to tak. Gdy wydatki inwestycyjne się kończą, zmniejsza się deficyt budżetowy, pojawia się za to efekt produkcyjny, który przyspiesza wzrost gospodarczy.
Nasz deficyt wynika jednak nie z tego, że inwestujemy bardzo dużo, tylko z tego, że wydajemy bardzo dużo na cele socjalne i na zbrojenia. Wyrosnąć się z tego więc nie da.
Politycy będą więc dalej tuczyć deficyt, bo inaczej przegrają wybory.
Na to nałóżmy demografię (bardzo zła struktura ludności, gdzie coraz więcej osób wchodzi w wiek emerytalny), niski wzrost gospodarczy (po 2030 to będzie 1-2 proc.), wysokie pensje w porównaniu do wydajności, wysokie koszty utrzymania sprzętu wojskowego, itp.
Co produkujemy ważnego? No nic. Jedyną znaną polską firmą międzynarodową jest Orlen (jako polskie traktujemy takie, które siedziby mają w Polsce), trochę KGHM, trochę Grupa Azoty. Nie mamy żadnego symbolu polskiej gospodarki, od biedy może to być Wiedźmin, ale CD Projekt nie jest żadną szczególnie wielką firmą, nawet w swojej branży.
Czy nasza gospodarka jest nowoczesna? Nie. Nawet nasze banki, które do niedawna uchodziły za supernowoczesne, mają coraz starszą infrastrukturę technologiczną – ktoś pamięta niedawne przenoszenie bankowości detalicznej Citi Handlowego do VeloBanku? To właśnie z tego powodu.  Zestarzały się.
Politycy boją się wszystkiego
To wszystko już było. W Grecji - kraju, który wynalazł całą inżynierię polityczną do wygrywania wyborów, wymyślono 13. i 14. emeryturę.
Tam obniżono wiek emerytalny. To Grecja miała bardzo wysokie wydatki na obronność ze względu na zagrożenie konfliktem z Turcją. Płace rosły szybciej niż produktywność, a deficyty budżetowe i handlowe się pogłębiały. Co było później? Tak, Grecja ma też wielki problem z demografią. 
Portugalia - po wejściu do UE - szybkie dogadanie bogatszych krajów, zachłystywanie się cudem gospodarczym, a później długi okres słabego wzrostu, z powodu błędów polityków. Dziś Portugalia jest symbolem niewykorzystanych szans w UE.
Nasi politycy obecnie boją się wszystkiego. Problemy należy odsuwać, wyborców należy kupować, należy się podobać wszystkim, należy czytać sondaże, należy budzić demony w społeczeństwie, bo dzięki temu ma się szansę na władzę.
Dwóch demiurgów życia politycznego przez ostatnie ponad dwie dekady Donald Tusk i Jarosław Kaczyński nie rozwiązali żadnego z czekających nas problemów i żadnych już nie rozwiążą, bo ich jedyna polityka to strasznie jednego przed drugim nie zgadzając się właściwie w niczym (ktoś jeszcze pamięta, że te dwie partie miały razem rządzić?).
W ferworze walki o władzę nie dopuścili nawet do wychowania następców.
Te decyzje, które mogły coś zmienić na lepsze, zostały utopione dla chwilowych politycznych korzyści.
Mało radykalną podwyżkę wieku emerytalnego zabił Jarosław Kaczyński i spółka. Opozycja i koalicja rozpętała nienawiść wokół Ukraińców, którzy mocno polepszają nasz bilans demograficzny, bo są młodzi, chcą tu pracować i chcą mieć dzieci. To nie Tusk z Domańskim rozpuścili demony deficytu, ale to oni najmocniej w niego dmuchali. Nic nie jest dane na zawsze. Polscy politycy skazują nas na przeciętność. 
Cóż, wyborcy tak chcą, wyborcy dostaną to, co chcą.
========
Piotr Miączyński. Dla niego Tusk i Kaczyński to jedno, Tusk nic nie umie, tylko straszyć Kaczyńskim… Tusk nie zrobił nic dla ktaju, a zwłaszcza gospodarki, Tusk za dużo wydaje na pensje Polaków i na zbrojenia…
Ten artykuł redagował (?) Sebastian Ogórek i najwyraźniej nie zauważył wszystkich idiotyzmów a artykule z diagnozą, że politycy boją się wszystkiego.
Boją się, bo też jest to gra o wszystko, nie tylko o sukces, ale o przetrwanie państwa polskiego i Polaków jako narodu.
Może być zdjęciem przedstawiającym mapa i tekst



14.
VW Tiguan wezwany do warsztatów z powodu oprogramowania, które może zabić silnik, światła i kamerę
Problem z oprogramowaniem, który dotyczy ponad 49.000 egzemplarzy, poważnie wpływa na wydajność i niezawodność Volkswagenów Tiguanów z 2025 r.
Mała część, duży problem
Ponieważ skomplikowane oprogramowanie i podzespoły elektroniczne stanowią istotną część motoryzacji, nic dziwnego, że czasami zdarzają się awarie. Problem polega na tym, że jeśli te funkcje zawiodą, mogą one również wpłynąć na inne podzespoły i poważnie wpłynąć na ogólną wydajność samochodu.
Ten sam problem dotyczy teraz wybranych SUV-ów Volkswagen Tiguan z 2025 roku, gdzie awaria oprogramowania w małym elemencie powoduje poważne problemy dla właścicieli. To nie jest dobra wiadomość, zwłaszcza dla firmy, która pogrąża się w finansowych tarapatach.
Moduł sterowania nadwoziem
Krajowa Administracja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) właśnie opublikowała raport o wezwaniu do warsztatów Volkswagena Tiguana z 2025 roku. Dotyczy to modeli wyprodukowanych w okresie od 24 marca do 30 sierpnia 2025 roku, a liczba ta wyniosła 49.958 egzemplarzy. Wygląda na to, że Tiguan jest jedynym modelem VW, którego dotyczy wezwanie, ponieważ korzysta ze „specyficznego” oprogramowania modułu sterowania nadwoziem (BCM).
W raporcie o wycofaniu z rynku z powodu bezpieczeństwa, problem dotyczy oprogramowania sterującego modułem BCM; NHTSA twierdzi, że problematyczne oprogramowanie może spowodować zresetowanie modułu BCM. Zresetowanie modułu BCM może spowodować wyłączenie zapłonu, co zgasi silnik, a także uniemożliwi działanie niektórych funkcji i elementów sterujących, takich jak oświetlenie i kamera cofania. NHTSA twierdzi, że utrata mocy silnika i wyżej wymienionych elementów sterujących może doprowadzić do wypadku i zwiększyć ryzyko śmierci.
Chronologiczna kolejność zdarzeń przedstawiona w raporcie o wycofaniu z rynku w związku z bezpieczeństwem przedstawia interesujący obraz. Podczas testów w styczniu 2025 roku zapłon testowanego samochodu wyłączył się, co skłoniło VW do wszczęcia wewnętrznego dochodzenia w celu ustalenia przyczyny. W ciągu kolejnych kilku miesięcy ustalono, że wystąpił problem z oprogramowaniem BCM; problem ten występował jednak tylko na innych rynkach, a nie w USA. Niemniej jednak, Volkswagen America zdecydował się na wycofanie modelu ze względów bezpieczeństwa, ponieważ nie można było wykluczyć błędu w modelach Tiguan z 2025 roku przeznaczonych na rynek amerykański. Aby rozwiązać ten problem, dealerzy bezpłatnie zaktualizują oprogramowanie BCM.
Historia akcji serwisowych Volkswagena jest stosunkowo dobra; ostatni raz marka ogłosiła akcję serwisową w lipcu, kiedy to odkryto, że 58.000 egzemplarzy Atlasa i Atlasa Sport (bliźniak audi Q6) miało uszkodzone kamery cofania, które czasami nie wyświetlały obrazu po włączeniu. Problem nie wynika z żadnej konkretnej przyczyny, poza stwierdzeniem Volkswagena, że może to być spowodowane „niskim napięciem” lub zewnętrznymi czynnikami środowiskowymi.
========
Tiguan D.O. jest z 2024 r., jednak jego oprogramowania nieustannie sprawia kłopoty, a VW Polska do napraw gwarancyjnych odnosi się z wielką rezerwą i robi wszystko, by ich uniknąć i nie ponosić kosztów. D.O. nie zliczy, ile razy musiał jeździć do serwisu, ile wykłócać się o naprawę tego, co było ewidentnym błędem konstruktora. O resecie wadliwego systemu nie ma mowy, a na naprawę mechatroniki skrzyni biegów D.O. musiał czekać od maja do sierpnia, bo brakowało zgody VW Polska. Obecnie, po niezliczonych naprawach, auto sprawuje się dobrze, ale nadal nie ma funkcji pomiaru zużycia chwilowego ani informacji, czy silnik pracuje na 2 czy na 4 cylindrach. Kamera cofania zawiesza się czasem, jak opisano w powyższym artykule. Jednocześnie D.O. uważa, że nie ma drugiego tak wygodnego i bezpiecznego samochodu za porównywalną cenę.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga