DRUGI OBIEG
Czwartek, 1 stycznia 2026



1.
Już za kilka godzin, na portalu „na temat.pl” opublikowana zostanie najnowsza rozmowa z cyklu „Allegro ma non troppo”. Jak się obudzicie po nocnych szaleństwach, szukajcie linku – oczekiwajki u D.O.:
https://youtu.be/R0DPtNBthxQ


2.
2026 rok będzie wspaniały!
Mejza z Mateckim wreszcie pójdą siedzieć i klucz od ich cel zostanie zdeponowany na 30 lat w sejfie banku we Wronkach.

Demokratyczny rząd polski wreszcie wytoczy poważną bitwę wszystkim ruskim agentom poczynając oczywiście od alfonsa. Pytasz, Czytelniku, jak to się stanie?
A no ABW wreszcie na coś się przyda i znajdzie dowody jego agenturalnej działalności na rzecz Rosji i przeciwko najżywotniejszym interesom Polski i Polaków.
Ponieważ piastuje - prawdopodobnie dzięki kolosalnym oszustwom - wysokie stanowisko państwowe, to nie pójdzie jak Mejza z Mateckim od razu do więzienia, tylko zostanie internowany w przyzwoitych warunkach, mniej więcej tak jak internowany Wałęsa w Arłamowie.

Rzecz jasna taki milusi traktament nie spotka również przydupasów alfonsa, oni prosto do pierdla czwórkami będą szli.

To będzie wreszcie rok, w którym Donald Tusk odstąpi od swojego żelaznego przekonania, „że dopóki on będzie miał coś do powiedzenia w Polsce, każdy będzie mógł głośno mówić, co mu się podoba”, zrealizuje swoje obietnice i przemieni polską demokrację w demokrację naprawdę walczącą.
Czasy są trudne i demokracja musi walczyć o samą siebie. Niestety, często bywa tak, że kiedy w imię demokracji odbiera się społeczeństwu część przysługujących mu praw, rządzący mają bardzo silną pokusę, by te prawa człowieka — takie jak wolność zgromadzeń, wolność słowa, wolność sumienia czy wolność wyznania — coraz bardziej ograniczać.
Ale D.O., choć wobec Donalda Tuska ma nie jedno i nie dwa zastrzeżenia, uważa jednak, że jeśli jest ktoś, kto potrafiłby wyznaczyć nieprzekraczalną granicę między obroną demokracji a popadnięciem w autorytaryzm, to właśnie apodyktyczny Donald Tusk.
W tym 2026 roku Tusk sprawi, że demokracja wreszcie zacznie naprawdę walczyć o siebie, co oczywiście wiąże się z szybką delegalizacją PiS-u, rekwizycją całego jego majątku oraz egzekucją od głównych bossów tej szajki wszystkich pieniędzy i wszystkich środków, które przez te lata Polakom ukradli.

Braun z Bąkiewiczem, Mentzenem i Bosakiem do kupy zostaną zamknięci w klatce i przewiezieni do cieplutkiego ekoparku, gdzie będą pokazywani publicznie wraz z innymi naczelnymi.

Inne poyeby: naziolki, kamractwa, rycerze Maryi i innych świętych z niebios, też zostaną oddani do zamkniętego klasztoru, w którym Kościół trzyma agresywnych pedofili. Gdzie spędzą czas do momentu, w którym Rosja przestanie być śmiertelnym zagrożeniem dla Polski. Ich ugrupowania zostaną oczywiście zdelegalizowane i zlikwidowane, a ew. majątek przekazany na rzecz związków partnerskich osób tej samej płci.

Ponieważ rządy demokratyczne są zazwyczaj humanitarne, całemu temu obrzydliwemu towarzystwu zostanie przedstawiona alternatywa: klasztor z pedofilami albo deportacja do ich duchowej ojczyzny, czyli do Rosji, najlepiej na front, bo to właściwe miejsce dla rycerzy. No, ewentualnie może być Białoruś.

Ministerstwo Cyfryzacji upora się wreszcie skutecznie z tą całą lawiną hejtu i dezinformacji, jaka napływa zza wschodniej granicy, a także ze strony rosyjskich agentów, których tu w Polsce nie brakuje i którzy w roku 2025, podobnie jak w latach poprzednich, mieli ogromny wpływ na życie publiczne w naszym kraju.

Znikną też z życia publicznego te różne typy spod ciemnej gwiazdy, które udają dziennikarzy, a którzy są mniej lub bardziej udanymi politrukami, wysługującymi się putinowi i jego morderczej zgrai.

Rząd wreszcie przestanie być tak strasznie tolerancyjny wobec tej bandy prezentowanej przez media jako rolnicy, wyspecjalizowani w blokadach dróg i gmachów publicznych, wyspecjalizowani protestach przeciwko Unii Europejskiej, którzy zazwyczaj są milionerami (choć nie wszyscy) i ciągle domagają się nowych pieniędzy od rządu i od nas obywateli. Grożą nam wszystkim strasznymi konsekwencjami Jeśli oni przerwą swoją produkcję rolną, choć ich żywność bywa wstrętna, zatruta i potwornie droga, to wszyscy umrzemy. Niech żyje umowa UE – Mercosur!

Może nawet - choć D.O. nie jest tego pewien - uda się wreszcie rozpędzić na cztery wiatry i odebrać łopatki i wiaderka z Rosji tak zwanym związkowcom, czyli rewindykacyjnym naziolom z tak zwanego związku zawodowego, które skradło pełne chwały logo i nazwę „Solidarność”.
A poza tym będziemy wszyscy młodsi, zdrowsi i w znacznie lepszym humorze.


3.
11 lat temu
„Sylwester” – bo katolicy czczą w ten sposób papieża Sylwestra, który zmarł 31 grudnia 335 r. Jego pontyfikat przypadał na szczególnie ważny dla chrześcijaństwa okres – Edykt Mediolański, inauguracja św. Jana na Lateranie, inauguracja św. Piotra na Watykanie (tego prawdziwego, ładnego, nie tego okropnego, który jest obecnie).
Sylwester zasłynął opieką nad pielgrzymami, świętością życia, więc nie bardzo wiadomo skąd wzięła się legenda, że 18 lat przed śmiercią zamknął w watykańskich lochach smoka, który miał wyjść na wolność z nastaniem roku 1000. Nie wyszedł, więc najwyraźniej tam jeszcze tkwi…
No to teraz o obyczajach. Jakie są w Polsce, każdy widzi, chociaż się mocno zmieniają, nieprawdaż? Gdzież te czasy, kiedy strzelano (przeważnie z kluczy, starszaki pamiętają) tylko na Wielkanoc?... W każdym razie, podejrzewam, że tam i sam żywe jest jeszcze przekonanie, że jeśli pierwszą osobą, która wejdzie do domu w nowym roku będzie mężczyzna, rok będzie pomyślny, a jeśli kobieta – to pełen nieszczęść i swarów. Hmmmm… Wymysł pogański czy chrześcijański?


Co robią na Sylwestra w Wiedniu? Czekają na uderzenie Pummerina, dzwonu, zawieszonego na katedrze św. Szczepana w samym centrum miasta. Potem orkiestra gra „Nad pięknym modrym Dunajem”, a pary na ulicach tańczą…

W Belgii na Saint Silvester Vooravond gospodarze idą składać życzenia swoim zwierzętom. Przyłączam się!


W Danii je się kransekage – ciasto w kształcie korony, tłucze talerze – im więcej talerzy, tym więcej przyjaciół, czeka się na północ stojąc na krześle, by „skocznie” wkroczyć w nowy rok.

W Londynie – wiadomo – oczy wlepione w Big Bena, a vis a vis, nad London Eye, o północy zaczyna się spektakl pirotechniczny. 1 zaś stycznia – New Year’s Day Parade.

W Estonii w ostatni dzień roku trzeba zjeść 12 różnych posiłków (albo 9, albo 7), a po północy – tamtejszą odmianę bigosu. Mniam!


W Finlandii – ciężki odpowiednik naszych Andrzejek – do zimnej wody leje się roztopiony ołów i wróży z zastygłych kształtów.


We Francji – w Réveillon de la Saint Sylvestre - obowiązkowe Ostrygi, foie gras i szampan.

W Niemczech, ci, którzy nie gromadzą się przed Bramą Brandenburską albo głównych placach w innych miastach, oddają się Bleigiessen – laniem i wróżeniem ołowiu. Sekt obowiązkowy.


W Grecji inaczej. Nie św. Sylwester, tylko św. Bazyli (Vasileios); ten zmarł 1 stycznia 379, ojciec Kościoła, jeden z autorów doktryny o Trójcy Świętej, człowiek wielkiego serca, słynący z dzieł charytatywnych. Dzieci śpiewają kolędy w nadziei otrzymania odeń pieniążka, a jak nie da św. Bazyli Wielki, to dadzą rodzice lub wujostwo… Prezenty, prezenty, dzieci i dorośli! Jak za Bazylego! Pieczone jest ciasto – vasilopita – w którego środku jest moneta. Kto na nią w cieście trafi, ten szczęściarz na cały rok. A Nowy rok wita się z zamkniętymi oczami, by otworzyć je dopiero na nowe światło.

W Hiszpanii – wszyscy na Puerta del Sol w Madrycie, obserwować zegar na gmachu poczty. Z domów też: telewizja transmituje. Zbiórki na placach i ulicach, by z każdym z dwunastu uderzeń zegara połykać jedno winogrono. Początkującym odradzamy; nie da się. Trzeba sobie kupić wcześniej winogrona w puszce już bez skórki i pestek. Może się uda!? Ale uwaga! Połykając stoimy na lewej nodze, by w nowy rok wkroczyć prawą! Acha: i do tego w jednym ręku ściskamy banknot, koniecznie zielony! Popijamy szampanem, ale do szampana wrzucamy złoty pierścionek lub monetę. Natomiast do portfela wkładamy ząbek czosnku – odstrasza wampiry, chociaż tylko męskie…
1 stycznia śniadanie na bazie gorącej czekolady i ciasteczek…
Podobnie w Portugalii, gdzie wszelako piecze się placek w kształcie korony „bolo rey. Podobnie jak w Grecji chowa się w nim… nie, nie monetę, ale fasolę. Kto na nią trafi, w następnym roku stawia wszystkim nowe bolo-rey.

W Holandii w Oud en Nieuw jemy bardzo niezdrowe olienbollen – pierogi na oleju – apfelflap, czyli rodzaj szarlotki.

Malta słynie z fajerwerków, ale na nowy rok się ich nie używa.

W Rosji Nowy rok jest szczególnie uroczysty, bo po tym jak komunista zakazał Bożego Narodzenia „odzyskiwał” utracone święta na nowy rok. Nawet po rozpadzie ZSRR w jego byłych republikach to jest szczególnie uroczyste święto. Oczy wlepione w zegar na Kremlu, zaraz po 12 co? – Nic, by wszyscy śpiewany stalinowski hymn.

Szkockie Hogomanay trwa już od 28 grudnia, bo co to za pomysł, by przy tej ilości whisky świętować tylko jeden dzień. Royal Mile i Princess Street w Edynburgu przypominają tego dnia mocno pijane mrowisko. Muzyce z kobz nie ma końca.

No a my Włosi? Nosimy czerwone majteczki i biustonosze (komu przynależy), bo czerwony przynosi szczęście, pannom zaś rokuje męża. Jemy zampone, albo cotechino (gicz wieprzową, faszerowaną mielonym mięsem wieprzowym z przyprawami – pychotka dla tych ze zdrowym pęcherzykiem żółciowym i wątrobą – to wszystko z soczewicą; im więcej ziarenek tym więcej pieniędzy w nowym roku.

Turcy nie obchodzą Bożego Narodzenia, więc dekorują ulice i choinki na nowy rok. Objadają się słodyczami; alkohol dla muzułmanina jest off-limits. Śmieszne: jest też Santa Claus, przynosi prezenty, ale na nowy rok!
A propos: Czy wiecie skąd Amerykanie wytrzasnęli Klausa, Świętego Klausa, który przychodzi i grzecznym dzieciom przynosi prezenty wiezione przez renifery?
Może częściowo zrozumiecie, dlaczego Amerykanie wybrali Donalda Trumpa: bo w kościołach mówili po łacinie Sanctus Nikolaus, Holendrzy dodali Sinterklaasa i ciemni Amerykanie zamienili ich w Santa Clausa.

W Argentynie czy Hondurasie palą kukły nielubianych ludzi (zwłaszcza polityków, pewnie i u nas podobna tradycja z łatwością by się przyjęła; ja nawet już wiem, jaką kukłę bym palił).

W Brazylii nowy ano novo (co po włosku nie brzmi najlepiej, bo ano to odbyt) witamy oczywiście na Copacabanie, oglądając jeden z najwspanialszych spektakli pirotechnicznych na świecie. Możliwie w kostiumie kąpielowym. Poza plażą obowiązuje biały strój. To oficjalny początek letnich wakacji. Niedługo sezon sambowy… A na plaży składamy ofiary bogini morza Yemanaji – wysyłamy na ocean małe łódeczki z prezentami albo wrzucamy białe kwiaty…


Czym Copacabana dla Brazylii, tym dla Chile nadmorski kurort Valparaiso (Rajska Dolina).

W Chinach nowy rok księżycowy zaczyna się dopiero mniej więcej w połowie stycznia, ale w większych miastach Chińczycy dość powszechnie obchodzą również nowy rok gregoriański.
Fantastyczne fajerwerki w Hongkongu: warto jechać choćby z daleka. Wszyscy gromadzą się albo na Central Square, na Bay Causeway, a po drugiej stronie, na Kowloon, w najbardziej zatłoczonym miejscu świata, czyli Tsim Sha Tsui. Ale i w Szangaju, Kantonie czy Pekinie nie chcą pozostawać daleko w tyle i spektakle pirotechniczne też są wspaniałe, by nie wspomnieć o dziesiątkach, jeśli nie setkach koncertów na otwartym powietrzu. W Szanghaju, w centralnej, historycznej dzielnicy Bund nad rzeką Huangpu, od kilku lat urządzane są cudne, laserowe spektakle światła i dźwięku.

W obu Koreach nowy rok obchodzi się dwukrotnie: księżycowy nowy rok i nowy rok słoneczny; ten obchodzony jest zawsze 1 stycznia, a księżycowy – cóż w każdym roku pod inną datą! Pewnie: jeden to za mało!

W Japonii w nowy rok – O Shogatsu - witamy boga Toshigami. I by godnie go przywitać powinniśmy zakończyć wszystkie kłótnie i kontrowersje i starannie posprzątać mieszkanie. Świątynie buddyjskie biją 108 razy w dzwon, zgodnie z tradycją Joya no Kane, bo każde uderzenie w dzwon reprezentuje jeden ze stanów mentalnych bono, które pozwalają ludziom przedsiębrać heroiczne akcje. Podczas bonen-kai, czyli uroczystej kolacji noworocznej jemy spaghetti z mąki gryczanej – ponoć przynosi szczęście i długie życie. Szczególnie na O Shogatsu czekają dzieci, bo bóg przynosi im pieniążki w ozdobnych kopertkach.

Na Filipinach dzieci skaczą na nowy rok jak najwyżej, bo im wyżej skoczą, tym bardziej urosną. Tego dnia portfel musi być pełny – wiadomo, jak pierwszego dnia, tak i przez cały rok. No i koniecznie trzeba hałasować, bo hałas przegania złe duchy.

W Australii – już państwo widzieli pokaz fajerwerków na Harbor Bridge w Sidney. To jeden z pierwszych. Bo Nowy rok zaczyna się najwcześniej na wysepce Kiritimati w archipelagu Kiribati i Samoa. Jak świętują na Kiribati? Modląc się, żeby to państewko na 33 atolach przez jeszcze jeden rok całkiem nie zatonęło, albo nie znikło pod falami oceanu w wyniku kolejnego trzęsienia ziemi na „Pierścieniu ognia”…

Jako ostatnie Nowy rok wita hawajskie Honolulu.

Coraz popularniejsze jest obchodzenie nowego roku w Indiach; szczególnie w wielkich miastach – w New Delhi ludzie gromadzą się pod Bramą Indii, w Mumbaiu – między stacją Chhatrapati Shivaji po hotel Taj Mahal Palace. Sztuczne ognie, zabawa, zwłaszcza przed scenami, na których prezentują świąteczny program gwiazdy Bollywood.

Na Times Square e Nowym Jorku, kryształowa kula, zjeżdżająca w dół po 23 metrowym palu odlicza ostatnie sekundy starego roku. Spektaklowi przygląda się średnio milion osób co roku, by nie wspomnieć o kamerach.

Ciekawie jest w Meksyku, gdzie domy dekoruje się - na czerwono, by zapewnić sobie ogólną pomyślność w życiu i miłości, na żółto - by znaleźć pracę, na zielono, by poprawić sobie warunki zatrudnienia i na biało, by zdrowie było lepsze. Tak sobie myślę, że w Polsce dominowałby zielony... Ponadto, przygotowuje się listę 12 najgorszych nieszczęść minionego roku i z nadejściem nowego wrzuca się ją do ognia. A potem wszyscy na Zokalo, albo na inne place w innych miastach tańczyć i bawić się do białego rana.

A jak świętują Nowy rok w Arabii Saudyjskiej?
Ano po Arabii chodzą patrole komitetu do spraw promocji cnoty i zwalczania występku i srogo karzą tych, którzy chcieliby czcić nowy rok gregoriański. Jak tylko wysmagają – to nowy rok dobrze się zaczął.


4.
Rzym, to Rzym. Pełen śmieci, poświątecznych zwałów i ton, tak, ton kolorowych papierów z opakowań po prezentach. Ale wzrok Rzym ma bazyliszkowy. Kiedy raz na ciebie spojrzy, jużeś jego.
Może być pochmurny, ale w ostatnich dniach grudnia 17 stopni ci nie odbierze.

Czy wracać? Rzucić wszystko i paść w objęcia tego niedomytego, oszukańczego i bałaganiarskiego bazyliszka?
D.O. ma wielką ochotę.
Tylko jednej pewności mu brak: czy to przypadkiem nie będzie patetyczna, desperacka próba wejścia po raz drugi do tej samej rzeki? Skazana na niepowodzenie próba odbudowy szczęśliwych lat młodości? Powrót do przyjaciół, których kocha i którzy go życzliwie tolerują, ale dobiegają osiemdziesiątki?
Czy widok wymarzonego morza (do którego ani myśli wchodzić) mu po miesiącu nie spowszednieje?
Czy tutejsze prymitywy – jest ich zatrważająco dużo – nie sprawią, że nie będzie mógł się czuć u siebie?
Ba!
Żeby tak znać odpowiedź…
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
W „Rigatoni Democratici” na obiedzie: bucatini alla pescatora, tak obfite, że trudno było wstać.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
W pobliżu Watykanu (co widać na górnym zdjęciu) i w typowym ruchu miejskim Rzymu…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Widoki spod Tempietto di Bramante, gdzie śmiercią męczeńską miał zginąć święty Piotr.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A w niektórych kościołach rzymskich, gdzie są szczególnie bogato zdobione sklepienia, jest dobry zwyczaj ustawiania pośrodku nawy głównej luster, żeby można było się dokładniej im przyjrzeć, bez narażania na szwank kręgów szyjnych.


5.
6 lat temu
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
13 stycznia

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
20 stycznia

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
26 stycznia

Brak dostępnego opisu zdjęcia.7 lutego

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
9 marca

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
30 marca

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
14 kwietnia

Brak dostępnego opisu zdjęcia.4 maja

Brak dostępnego opisu zdjęcia.24 maja

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
9 czerwca

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
23 czerwca

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
14 lipca

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
15 sierpnia

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
15 września

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
12 października

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
27 października

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
10 listopada

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
25 grudnia


6.
10 lat temu
Tylko głupi prymityw raduje się z narobienia wokół huku. Howk!



Obraz zawierający człowiek, Ludzka twarz, ubrania, garnitur

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.


Pracownia Opinia24 na zlecenie TVN przepytała w grudniu Polaków o spór prezydenta z gabinetem Tuska. I tak, aż 72 proc. widzi, że dzieje się źle. 16 proc. ocenia, że taki konflikt jest dobry, a 12 proc. nie ma zdania.
A kto jest w większym stopniu odpowiedzialny za dziejące się zło? Ankietowani odpowiedzieli:
Tusk – 32 proc.,
Nawrocki – 30 proc.,
obaj w tym samym stopniu – 28 proc.
nie wiem – 10 proc.
W grudniowym badaniu CBOS, Nawrocki otwiera listę polityków, którym najmocniej ufamy z wynikiem 54 proc. (to tyle samo co miesiąc wcześniej, ale o 3 punkty procentowe, do 33 proc., wzrósł odsetek tych, którzy mu nie ufają).
To norma, że urzędujący prezydent zajmuje pierwsze miejsce w rankingu zaufania, choć zdarzają się wyjątki. W tej kadencji Sejmu zmiany w czołówce dokonał Szymon Hołownia, jeszcze jako marszałek Sejmu - przeskoczył prezydenta Andrzeja Dudę.
W rankingu zaufania CBOS drugie miejsce ex aequo zajęli szefowie MON i MSZ - Władysław Kosiniak-Kamysz i Radosław Sikorski – po 45 proc. Ten pierwszy ma 27 proc. nieufności, drugi - 31 proc.
Za nimi plasuje się Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy - 42 proc. zaufania (spadek o 3 pkt proc.) i 40 proc. nieufności.
Jedynym politykiem, który w grudniu zyskał nieco w opinii badanych, jest Hołownia – bo od listopada zaufanie do niego wzrosło z 38 do 40 proc., a nieufność zmalała z 39 do 35 proc.
Premier Tusk jest na miejscu szóstym z wynikiem 39 proc. zaufania i 49 proc. nieufności.
Dalej plasują się narodowcy. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak ma odpowiednio 37 i 32 proc., a Sławomir Mentzen - 35 proc. i 39 proc.
Włodzimierz Czarzasty, Nowy marszałek Sejmu cieszy się zaufaniem 32 proc., tyle samo badanych mu nie ufa.
Największą nieufność wzbudza Jarosław Kaczyński - 58 proc. (bez zmian w porównaniu do listopada), ufa mu 24 proc. (tu spadek o 4 pkt proc.) Za nim plasuje się Grzegorz Braun - 57 proc. nieufności (wzrost o 6 pkt proc.) i 24 proc. zaufania.
Sondaż Opinia24 dla TVN z 19-21 grudnia



Komentarze

  1. ... pierwszy dzień nowego roku , dziękuję za wspaniałą przepowiednię na rok 2026 i obfity opis uroczystego świętowania na świecie , oczywiście dla spokoju ducha nie czytam danych statystycznych . Z Nowym Rokiem Serdecznie Pozdrawiam D.O.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga