DRUGI OBIEG
Niedziela, 11 stycznia 2026
1.
4 lata temu
Słoneczne dni w ponurych czasach są jak wygrana w totka. Jak dobry narkotyk;
nie, lepiej: jak kieliszek dobrego wina. Zresztą nie musi być kieliszek:
wystarczy prosta szklanka, jakie podają w trattorii, gdzieś na plaży na
Sycylii, bez pytania, do talerza dymiących klusek ai frutti di mare. D.O. miał
rację wczoraj, pisząc, że sprzyja dobrym i ładnym wspomnieniom. Jak często w
słoneczne weekendy jeździł po kraju, unikając szerokich, zatłoczonych dróg,
Słońce raziło czasem w oczy, ale D.O. go nie unikał, bo to było miłe. I one,
miłe i ładne wspomnienia wracały, przemożnie, namacalnie, nakładały się na
przyprószone śniegiem ukochane, mazowieckie pola, pagórki, wierzby, odległe,
samotne gospodarstwa…
Jedno: trzy miesiące po cudownym niemal zjednoczeniu Rodziny, w lipcu 1982
roku, związki zawodowe, które opiekowały się (jeszcze) grupką założycieli
komitetu Solidarności, zaoferowały nam bungalow z desek i słomy na związkowym
campingu opodal przylądka Palinuro w Kampanii. Za resztki honorariów z włoskich
gazet D.O. kupił samochód. Kosztował 200 tysięcy lirów, jakieś 200 dolarów.
Renault 12, czerwony, ale wyleniały na słońcu lakier obłaził sporymi plamami. I
taką limuzyną jechaliśmy 450 do campingu.
Nasze oczy nie były przyzwyczajone do takiego słońca, a ciała do takiego upału.
Ale było cudnie. Syn właśnie skończył 3 lata i nocami potrzebował jeszcze
pieluchy (z gazy, oczywiście). Ale w dzień latał w koszulce do pasa, żeby go
słońce nie spaliło, ale od pasa w dół golutki. Teren był ogrodzony, dokoła same
rodziny z małymi dziećmi, więc można go było nawet spuścić na chwilę z oka. I
pewnego dnia pan z budki z kawą, ciasteczkami i lodami w środku campingu zapytał
nas: „che vuol dire in polacco cziasdeczgu”, ‘co to znaczy po polsku
„cziasdeczgu”’?
Zgłupieliśmy:
- Co?!
- Cziasdeczgu – upierał się barman.
- Skąd ty to wziąłeś? – zdumieliśmy się.
- A bo wasz Syn przychodzi tu codziennie, staje pod ladą. Nie widać go, ale
jakoś zawsze potrafi zwrócić na siebie uwagę. I kiedy się wychylam, to on mówi
„gelato na cziasteczgu”.
- Aaaa! – wreszcie do nas dotarło.
Ten cwaniak nauczył się jedynego ważnego słowa po włosku: „gelato”. A ponieważ
od urodzenia był bardzo wybredny, to nie mogło to być pierwsze-lepsze gelato.
Musiało być to konkretne, satysfakcjonujące wyrafinowane gusta szanownego pana
z siusiajkiem na wierzchu. Gelato musiało być mianowicie „na ciasteczku”, czyli
między dwoma biszkoptami. I barman mu codziennie takie gelato na ciasteczku
posłusznie wydawał. Byliśmy biedni, że bardziej się nie dało, ale zaczęliśmy
dłubać w portmonetce, żeby wyrównać straty poczynione przez latorośl w barowej
lodówce, ale barman nie chciał, mówił, że to dla niego przyjemność być by
special appointment of his majesty our Son.
I tu D.O. urywa wspomnienia. Jeszcze mgliście jawi mu się letnia knajpka po
drugiej stronie ulicy: trochę słomy, rozpostartej na żerdziach, bieda-stoliki,
jakaś buda z kuchnią w środku. Ktoś nas zaprosił na kluski i wino i było
pysznie. Jeszcze pamięta żar piasku na plaży, której absolutnie nie dało się
przejść na bosaka, błękit morza, w oddali skalisty przylądek Palinuro…
Poza tym Córeczka coś miała z brzuchem, więc wiozło się ją w histerii niemal do
szpitala w Vallo della Lucania, gdzie, po badaniach, okazało się, że nic jej
nie jest, więc powrót był wypełniony łzami radości… Jeszcze para Polaków z
dzieckiem… Ale to D.O. wyparł ich z życzliwej pamięci, bo to była nieprzyjemna
i szybko zakończona znajomość: fanatyczni katolicy.
Ale nic to: słoneczny dzień sprawia, że życie robi się lżejsze.
D.O. bardzo jest ciekaw: jakie tobie, Czytelniku promienie słońca przywiodły
wspomnienie?
Przylądek Palinuro. W epoce greckiej cypel był już znany żeglarzom z
niebezpieczeństw związanych z podstępnymi prądami, więc nazwali go πάλιν-οὗρος,
palin-ouros, miejscem, w którym „zakręca wiatr”. Nazwali go też Molpè, imieniem
syreny, symbolu zdradzieckich wód. Wergiliusz w Eneidzie opowiada o sterniku
Eneasza o imieniu Palinuro, który zasnął i wpadł do morza, a kiedy dotarł do
brzegu, został zabity przez tubylców. Bogowie życia pozagrobowego, urażeni
świętokradczym epizodem, ukarali mieszkańców straszliwą plagą.
W roku 253 p.n.e. flota rzymska została zaskoczona i zniszczona przez sztorm u
brzegów przylądka Palinuro.
2.
„Napsałrok” — tyle razy mały D.O. słyszał ten zwrot w dzieciństwie i przez
długi czas uważał go za jakieś orientalne przekleństwo. Trochę mu zeszło, zanim
zrozumiał, że to są trzy odrębne słowa. Jego dziadkowie i rodzice często tego
zwrotu używali, więc D.O. zupełnie nie pojmował, czemu akurat na psa ma być ten
urok, skoro zarówno dziadkowie, jak i rodzice psy lubili i psy mieli.
Dziadkowie wspominali jeszcze psa Udusia — zadomowionego przed wojną, a
ukochanego nadal po wojnie. Być może pierwotnie miał na imię Udo z jakiegoś dla
D.O. niepojętego powodu, ale że był miły, imię uległo zdrobnieniu i przemieniło
się w Udusia. Ku rozpaczy listonoszy, których Uduś wyraźnie nie lubił i bardzo
gwałtownie obszczekiwał. A kiedy babcia wychodziła i przywoływała pieska do
porządku, krzycząc: „Uduś! Uduś!”, jeden z listonoszy odkrzyknął kiedyś: „O
Boże, tylko nie uduś!”
Wraz z opuszczeniem rodzinnego Międzylesia w życiu 16‑letniego D.O. skończyły
się psy — w maleńkim M3 na gomułkowskim Rakowcu nie sposób było ich trzymać.
Ich miejsce zajęły kociny.
No i to jest kolejne marzenie, którego stary D.O. już nie zrealizuje: mieć
domek z ogródkiem, a w ogródku pieski, kotki, kózki i wszelkie inne Boże
stworzenia, które mogłyby się po tym ogródku przechadzać i łasić do D.O., jego
bliskich i Przyjaciół.
3.
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,32517285,zaskakujace-powody-uniewaznienia-przetargu-na-160-tramwajow.html?_gl=1*vthnj6*_gcl_au*MTEwNTk2OTg0Ny4xNzY2NTEyMjExLjE4NzA4MzAyMjguMTc2NjUyNTE2NC4xNzY2NTI1MTY0*_ga*MjA3OTcwOTk4My4xNzY2NTEyMjEx*_ga_6R71ZMJ3KN*czE3NjgwNDA1NDMkbzQxJGcxJHQxNzY4MDQwNzA1JGo2MCRsMCRoMA..#do_w=461&do_v=1459&do_st=RS&do_sid=2125&do_a=2125&do_upid=1459_ti&do_utid=32517285&do_uvid=1767978932328&s=S.PW-K.C-B.2-L.2.maly
Po pierwsze — na ten link. Oni muszą być chyba chorzy w tej Wyborczej. BBC
World Service, który daje nieporównanie więcej wiadomości z całego świata,
mieści adresy w jednej krótkiej linijce, a Wyborcza potrzebuje dziesięciu.
Zwłaszcza przy materiałach z redakcji lokalnych. Głupstwo, a jednak szalenie
irytujące.
Po drugie — nie tak dawno magistrat Trzaskowskiego unieważnił przetarg na
autobusy dla Warszawy, w którym faworytem był awangardowy model Irizara. Jakieś
głupstwo: podpis elektroniczny zamiast fizycznego albo w dacie zamiast liczby
arabskiej na oznaczenie miesiąca wpisano liczbę rzymską. I z tak „ważnych”
powodów zakupiono — co do dziś jeży D.O. resztki włosów na głowie ze
wściekłości — autobusy chińskie.
A choć D.O. jest wrogiem teorii spiskowych, to jednocześnie ma pełną
świadomość, że chińscy producenci nie słyną z tego, by odmawiali wręczania
łapówek urzędnikom zamawiającym ich produkty.
Nawet jeśli istotnie trzeba było anulować przetarg z powodu jakiegoś nic
nieznaczącego błędu w ofercie Irizara czy innych producentów unijnych, to warto
pamiętać, że w Polsce i w Unii Europejskiej jest wielu producentów dobrych
autobusów. Sporo z nich ledwo zipie, a warszawski magistrat postanawia wspierać
gospodarkę chińską. Dlaczego temu skandalowi nie przyjrzał się dotąd rząd,
dlaczego nie zainteresowała się nim żadna prokuratura — tego D.O. nie rozumie.
Teraz magistrat Trzaskowskiego odwołał przetarg na tramwaje, a wiadomość o tym
ukazała się tego samego dnia, co informacja, że bydgoska Pesa — producent światowej
klasy pojazdów szynowych — przejęła właśnie 100% akcji dużego niemieckiego
producenta tramwajów. Może D.O. jest głupi, ale znowu to anulowanie przetargu
wydaje mu się podejrzane. Czy magistrat nie potrafi przeprowadzić
profesjonalnych negocjacji ze świetnym polskim producentem tramwajów? Czy w
Unii Europejskiej nie ma już żadnego dostawcy zainteresowanego zaopatrywaniem
Warszawy, urastającej do rangi jednej z ważniejszych stolic kontynentu? Czy
czeka nas znowu zakup tramwajów z Chin?
Czy naprawdę trzeba było szukać producenta w dalekiej Korei Południowej — i to
bez szczegółowej specyfikacji architektury wewnętrznej tych pojazdów,
cechujących się niezwykle małą liczbą miejsc siedzących?
Honi soit qui mal y pense, albo — lepiej — jak mawiał Giulio Andreotti:
„Kto podejrzewa bliźniego, grzeszy, ale przeważnie ma rację”.
4.
Trzaskowski jako prezydent Warszawy wkurza D.O. jak żaden wcześniejszy boss
tego wspaniałego miasta. Postawił miliard słupków na chodnikach — co byłoby
posunięciem zgoła słusznym, gdyby jednocześnie budował parkingi, zwłaszcza w
centrum, czyli tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Ale ponieważ jest w rękach
fanatyków z ekstremistycznej organizacji „Miasto Jest Nasze”, to nienawidzi
automobili i automobilistów, więc uprzykrza im życie, jak tylko może. Zwęża
ulice, wywołując gigantyczne korki nawet na przelotowych arteriach miasta,
takich jak Marszałkowska — tam, gdzie przed erą Trzaskowskiego nigdy ich nie
było.
Buduje metro i linie tramwajowe — i chwała mu za to — tylko że zupełnie nie dba
o mieszkańców i ludzi podróżujących wzdłuż tych budów. To, co zafundował
mieszkańcom Stegien i Wilanowa podczas ponad trzyletniej budowy tramwaju do
Miasteczka, woła o pomstę do nieba. Zwłaszcza pozostawienie wystających poza
zerwany asfalt paru tysięcy studzienek, ze wszystkimi fatalnymi konsekwencjami
dla zawieszenia samochodów i zdrowia podróżujących nimi ludzi.
Normalny gospodarz miasta powołuje zespół specjalistów, który rusza w teren i
sprawdza, gdzie dzieją się rzeczy kryzysowe. Oznacza punkty, w których
regularnie tworzą się korki, i zastanawia się, jak je zlikwidować. Poczynając
od pytania: „Co my tutaj głupio zrobiliśmy?”. Gdzie trzeba — buduje estakady,
gdzie trzeba — likwiduje zbędne semafory, a w innych miejscach je ustawia. Na
ogół nie zasypuje podziemnych przejść dla pieszych, tylko wyznacza ludzi
odpowiedzialnych za ich oświetlenie i czyszczenie.
Przechadza się ulicą Marszałkowską między placem Zbawiciela a Świętokrzyską i
patrzy na obraz nędzy i rozpaczy — na centrum miasta zamienione w slumsy, przy
wydatnej pomocy graficiarzy.
To samo robi na Świętokrzyskiej, przy okazji wciągając w nozdrza smród i
starając się zlokalizować oraz zlikwidować jego źródła. Podobnie na większości
uliczek warszawskiego Starego Miasta, ze szczególnym uwzględnieniem ulicy
Freta, gdzie można dostać wymiotów. Podobnie zresztą na Krakowskim
Przedmieściu, zwłaszcza na odcinku od Placu Zamkowego do Trębackiej.
Nie patrzy obojętnie na opuszczone i zawalające się domy na Mariensztacie, nie
przygląda się bez żadnej reakcji zmurszałym i opadającym tynkom kamieniczek
Starego Miasta - jednego z niewielu dziedzictw kulturalnych ludzkości UNESCO w
Warszawie i w Polsce, nie pozostawia Ząbkowskiej samej sobie, by zamieniła się
w środkowoeuropejskie centrum handlu narkotykami...
Gospodarz miasta, który nie robi niczego z wyżej wymienionych rzeczy, okazuje w
ten sposób pogardę dla swoich współmieszkańców i nie zasługuje na nic innego
jak wywiezienie na taczkach.
D.O. nie będzie się już nawet wypowiadał o ambicjach politycznych Trzaskowskiego
— zwłaszcza że głosował na niego w kilku kolejnych wyborach, ale tylko dlatego,
że nie miał innego wyboru. I po dwóch łomotach, spuszczonych mu przez ludzi,
których trudno określić inaczej niż hetka‑pętelka albo wręcz półświatek, ten
syn wybitnego jazzmana nadal ma ambicje polityczne, a sprzyjające mu media co
jakiś czas donoszą, że zastanawia się, jaką przyszłość polityczną sobie wybrać.
D.O. podpowiada: wczesną emeryturę.
5.
Władze Nikaragui aresztowały dziesiątki osób pod zarzutem wspierania schwytania
Maduro
Organizacje zajmujące się prawami człowieka twierdzą, że „doszło do co najmniej
60 arbitralnych aresztowań” z powodu świętowania operacji wojskowej USA
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/10/nicaraguan-authorities-arrests-dozens-for-reportedly-supporting-maduro-capture
Prezydent Nikaragui Daniel Ortega i jego żona, wiceprezydent Rosario Murillo,
są wiernymi sojusznikami Maduro. …
Według Confidencial, nikaraguańskiej gazety wydawanej za granicą, aresztowania
odbyły się w ramach „stanu gotowości” ogłoszonego przez Murillo po pojmaniu
Maduro, obejmującego obserwację okolic miasta i mediów społecznościowych.
La Prensa, inna lokalna gazeta, podała, że aresztowania nastąpiły w związku z
„postami popierającymi” operację amerykańską.
Stało się to dzień po tym, jak Donald Trump oświadczył, że odwołał drugą falę
ataków na Wenezuelę, ponieważ kraj ten współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi w
kwestii infrastruktury naftowej i uwolnił więźniów politycznych.
Prezydent USA oznajmił, że odwołał planowaną akcję militarną, uznając, że
władze w Caracas uwolniły „dużą liczbę” więźniów i „dążą do pokoju”.
Trump nie podał szczegółów domniemanego planu nowych ataków, ale stwierdził, że
flota amerykańskiej marynarki wojennej pozostanie na Karaibach, co umożliwi
Waszyngtonowi zaatakowanie Wenezueli w krótkim czasie.
==============
Powierzchnia: 130 375 km²
Populacja: 6,3 miliona
Nikaragua zmaga się ze skutkami dyktatury, wojny domowej i klęsk żywiołowych,
które uczyniły z niej jeden z najbiedniejszych krajów na półkuli zachodniej.
Pod coraz bardziej autorytarnymi rządami Daniela Ortegi tysiące
Nikaraguańczyków uciekło na wygnanie, a reżim jest objęty sankcjami USA i UE.
Większość niezależnych i opozycyjnych mediów działa obecnie za granicą.
Rodzina Somozów rządziła krajem przy wsparciu USA od 1937 r. do rewolucji
sandinistowskiej w 1979 r. Stany Zjednoczone rozpoczęły wówczas kampanię
embarga i zbrojnej działalności wywrotowej przeciwko ich autorytarnemu rządowi,
wspieranemu przez Związek Radziecki.
Sandiniści stracili władzę w wyborach w 1990 roku, ale powrócili do niej pod
wodzą doświadczonego przywódcy Ortegi w 2006 roku. Jego rząd spotkał się z
oskarżeniami o stosowanie przemocy politycznej, korupcję i manipulacje wyborcze
w celu utrzymania się przy władzy.
Lewicowy przywódca sandinistów Daniel Ortega powrócił do polityki w wyborach w
2006 roku, po tym jak przewodził Nikaragui w czasie rewolucji i wojny domowej,
zanim został odwołany w 1990 roku. W 2016 roku wygrał trzecią kadencję z rzędu.
Od tamtej pory jego rządy charakteryzowały się powrotem do metod autorytarnych,
czego dowodem było m.in. brutalne stłumienie masowych protestów przeciwko
reformie emerytalnej w 2018 r.
Ortega i jego żona, wiceprezydent Rosario Murillo, są gotowi przejąć władzę
absolutną po tym, jak lojalistyczni ustawodawcy zatwierdzili w 2024 r. poprawkę
do konstytucji, która wyniesie ją na stanowisko „współprezydenta” i zwiększy
wspólną kontrolę obojga małżonków nad państwem.
Sam Ortega zaproponował tę zmianę, która zwiększa również kontrolę prezydenta
nad mediami i wydłuża kadencję prezydenta z pięciu do sześciu lat. (BBC)
Zgadnijcie, Dlaczego Trump porwał Maduro, a nie Ortegę?
6.
Obrzezanie uznane za możliwe znęcanie się nad dzieckiem w projekcie dokumentu
Prokuratury Koronnej
https://www.theguardian.com/society/2026/jan/10/circumcision-classed-as-possible-child-abuse-in-draft-cps-document
Słusznie!
Bo jak wiadomo Pan Bóg się pomylił i stworzył mężczyznę z napletkiem, więc
trzeba ten błąd Pana Boga naprawić zaraz po urodzeniu, do czego tak ochoczo się
palą pejsaci czciciele któregoś z bliskowschodnich bogów. Podobnie Pan Bóg się
pomylił wyposażając kobiety w łechtaczkę: dlatego wyznawcy jakiegoś innego
blisko wschodniego boga (choć to podobno ten sam) starannie im je wycinają.
7.
Donald Trump powiedział w piątek, że operacja schwytania Władimira Putina
podobna do tej przeprowadzonej w Wenezueli przeciwko Nicolasowi Maduro nie
będzie konieczna, bo ma dobre relacje z rosyjskim przywódcą.
8.
Trump zaostrza groźby wobec Grenlandii i mówi, że USA będą interweniować, „czy
im się to podoba, czy nie”
Prezydent USA podwaja groźby przejęcia terytoriów podczas spotkania w Białym
Domu z dyrektorami firm naftowych i gazowych
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jan/09/trump-greenland-threats-white-house
Donald Trump powtórzył swoją gotowość do przejęcia Grenlandii za wszelką cenę ,
wysłał kolejną wiadomość z wyrazami sympatii prezydentowi Rosji Władimirowi
Putinowi i wydał ponure ostrzeżenie dla swoich europejskich sojuszników: „Putin
nie boi się was, ale Ameryki, której przewodzę ja” – powiedział. Podczas
wymiany zdań z reporterami w Białym Domu podczas spotkania z kilkunastoma
czołowymi dyrektorami dużych firm naftowych, Trump chciał powtórzyć światu, że
jego władza nie ma już granic. W sprawie Grenlandii był bardzo stanowczy,
ignorując obawy wyrażone przez Danię, której królestwo jest właścicielem tej
arktycznej wyspy z autonomicznym rządem, oraz przez sojuszników z NATO.
Trump poruszał ten temat nie raz, prowokowany pytaniami dziennikarzy. „Jeśli
nie zajmiemy Grenlandii, będziecie mieli Rosję lub Chiny jako sąsiadów, a to
się nie zdarzy” – powiedział po raz pierwszy. Kilka minut później dodał:
„Zrobimy coś z Grenlandią: albo łagodnie, albo ostro”, jakby chciał powiedzieć:
„Za wszelką cenę”. Ale kiedy Trump musiał mówić wprost o Putinie, jego ton
znacznie złagodniał. Zapytany, czy rozważa porwanie prezydenta Rosji, podobny
do tego w Caracas, mający na celu obalenie Nicolasa Maduro, Trump natychmiast
odrzucił tę możliwość: „Nie sądzę, żeby to było konieczne. Zawsze miałem z nim
dobre stosunki”.
Jego myśli o europejskich sojusznikach były jednak bardziej surowe. Gdyby miał
im coś przekazać, zapytano go, co by powiedział? Odpowiedział: „Powiedziałbym,
że prezydent Putin nie boi się Europy. Boi się Stanów Zjednoczonych Ameryki, na
których czele stoję ja”. „Nie ma strachu przed Europą, która została w tyle” –
dodał. „Europa jest teraz innym miejscem. Europa się zmienia. Europa musi się
ogarnąć. Kocham Europę”. Następnie dodał: „Myślę, że pochodzę z Europy. Moje
korzenie są w Europie, ale Europa dziś jest innym miejscem. Oni muszą się
ogarnąć”. Jakby chcąc zdystansować się od swoich dawnych sojuszników, Trump
wrócił do przechwałek, obiecując, że wojna między Rosją a Ukrainą „zostanie
rozwiązana”. „Ale tymczasem” – powiedział – „zarabiamy mnóstwo pieniędzy na
sprzedaży broni naszym europejskim sojusznikom”.
9.
Opera Narodowa w Waszyngtonie wyprowadza się z Kennedy Center po „przejęciu”
przez Trumpa
Dyrektor artystyczny amerykańskiej opery narodowej wspomina również o
„naruszeniu” zaufania darczyńców i spadku dochodów z kas biletowych
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jan/09/washington-national-opera-kennedy-center
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry w niedzielę...
OdpowiedzUsuńczasami jak widzę atak D.O. na Trzaskowskiego to odchodzi mnie chęć dalszego czytania , mało mamy kacapskich onuc które wszystko atakują co robi rząd , Tusk i Trzaskowski ................
OdpowiedzUsuńTo nie jest atak onucy na Trzaskowskiego lecz bardzo kulturalna krytyka niektórych, kontrowersyjnych poczynań P.M Warszawy. Doradzam bladym świtem kawe ze śmietanką, ciasteczko i pare stron z Kubusia Puchatka . Później parę słów o Batyrze może ,...
Usuń