DRUGI OBIEG
Piątek 30 stycznia 2026
1.
Spotkany przeze mnie Inteligent — ale taki przez duże „I”, pełną gębą, z
najwyższej półki — mówi: „Basta!”. „Oglądałem ‘Fakty’, a tam: postrzelone
dziecko, pogryzione dziecko, pogryziony pies. Więc powiedziałem: ‘Dość tego, ja
już tego gówna nie będę oglądał’”.
Dopiero teraz?
‘Fakty’ już od dawna równały do dołu, ale ostatnio zamerykanizowały,
zmonetyzowały się do poziomu nie do zniesienia. Etos wprowadzony przez Mariusza
Waltera i Tomka Lisa to tylko mgliste wspomnienie.
I to jest poważny problem. Skąd ma czerpać informacje polski inteligent? Gdzie
ma sobie wyrabiać wizję świata, kształtować poglądy, nawracać się na demokrację
lub umacniać w sobie demokratyczne przekonania?
Zapewne odpowiesz: „Z ‘Gazety Wyborczej’”.
No nie. Te kilka rodzynków, którymi czasem okraszane są wydania Wyborczej, to
zdecydowanie za mało. Reszta to też takie „Fakty”, tyle że pisane i drukowane.
Pomijając już zamiłowanie Wyborczej do walenia w Tuska i w obóz demokratyczny,
a także pomijając chorobliwy antysemityzm niektórych redaktorów tej gazety.
Onet? Inne portale informacyjne? Wolne żarty.
Przerażenie budzi chłystkowatość polskich mediów, ich dążenie do pozyskania jak
najgłupszych widzów, słuchaczy i czytelników. Inteligent skazany jest na
zagraniczne źródła informacji, przy czym i tam musi przedzierać się przez
tsunami newsów głupich, newsów niepotrzebnych, newsów obliczonych na wzbudzenie
sensacji — często jawnie terrorystycznych, mających na celu wywołanie dreszczu
przerażenia u odbiorcy. I nieważne, że przerażające zapowiedzi następnego dnia
okażą się czczym wymysłem lub w najlepszym razie, mokrym kapiszonem.
Przed takim wyzwaniem codziennie staje D.O., zagniewany bylejakością pracy
ludzi społecznego zaufania: dziennikarzy, media workerów, a przede wszystkim
wydawców i właścicieli mediów.
2.
https://wyborcza.pl/7,75399,32564519,elmi-abdi-zaczalem-narzekac-czy-to-znaczy-ze-jestem-juz-polakiem.html#s=S.TD-K.C-B.12-L.2.duzy
Somalii byłem weterynarzem, a kiedy w 1996 r. trafiłem do Polski, pracowałem na
zmywaku, później przez 10 lat na barze. Jestem muzułmaninem, nie piję alkoholu,
a podobno robiłem najlepsze drinki - mówi Elmi Abdi, społecznik kierujący
Fundacją dla Migrantów "Dobry Start".
W 1991 roku Elmi Abdi wyszedł ze swojego domu w koszuli i sandałach, bez
dokumentów i pieniędzy. Wybuch wojny domowej w Somalii sprawił, że rozpoczął
kilkuletnią tułaczkę przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, Syrię, Turcję, Rosję,
Białoruś i Litwę aż do Polski, w której postanowił zostać i zacząć wszystko od
nowa.
Na podcast zaprasza Urszula Pieczek, a gościem jest Elmi Abdi, prezes Fundacji
dla Migrantów „Dobry Start", której celem jest promowanie dialogu i
wymiany międzykulturowych doświadczeń.
======
To jest jedna z takich perełek, ale głównie ze względu na osobę i osobowość
gościa. Prowadząca w sprawie wrażenie, jakby nie bardzo wiedziała o co pytać i
o co chodziło w somalijskiej wojnie domowej, a i montaż pozostawia to i owo do
życzenia.
3.
Demokratyczni kongresmeni spotkali 5-letniego chłopca aresztowanego przez ICE:
„On nic nie je i prosi o swój kapelusz”.
Demokraci widzieli się z nim przez 30 minut: „Chce wiedzieć, kiedy znów będzie
mógł zobaczyć swoich kolegów z klasy i gdzie jest plecak i czapka, które
zabrali mu agenci imigracyjni” – powiedzieli. Car granicy Homan: „Zmniejszymy
liczbę agentów federalnych w Minnesocie, jeśli stan będzie współpracował”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/29/news/liam_bimbo_5_anni_arrestato_ice_minneapolis_condizioni-425125723/?ref=RHLF-BG-P5-S1-T1-s3992
Pięcioletni Liam Conejo Ramos śpi w ramionach ojca w federalnym areszcie w
Teksasie, dokąd oboje zostali przewiezieni po aresztowaniu przez ICE w
Minneapolis. Adrian Alexander Conejo Arias powiedział demokratycznym
przedstawicielom Joaquinowi Castro i Jasmine Crockett, którzy spotkali się z
nim wczoraj na 30 minut w sali sądowej w ośrodku South Texas Family Residential
Center w Dilley, niedaleko San Antonio, że dużo śpi i często pyta o swoją mamę
i kolegów z klasy.
W programie CBS News kongresmen Partii Demokratycznej poinformował dyrektora
szkoły Liama o jego stanie zdrowia: „Nie jest w stanie ciężkim, ale jego ojciec
twierdzi, że Liam ma depresję. Nie je i pyta, kiedy wyjdą stamtąd. Chce wrócić
do szkoły i ciągle pyta o plecak i czapkę, którą miał na sobie, gdy został
zatrzymany przez ICE. »Ta czapka należy do Liama, kupimy mu inną«” –
odpowiedział wyraźnie wzruszony dyrektor na zakończenie rozmowy z kongresmenem.
Matka Ramosa rozmawiała z MPR News na temat pogarszającego się stanu jego
zdrowia na początku tego tygodnia: „Liam choruje, ponieważ jedzenie, które
otrzymują, jest kiepskiej jakości. Boli go brzuch, wymiotuje, ma gorączkę i nie
chce już jeść” – powiedziała.
„Chciałbym poprosić prezydenta Trumpa, który ma wnuki w wieku niektórych
dzieci, które dziś poznaliśmy, aby pomyślał, co dla nich oznaczałoby
znalezienie się za kratkami” – powiedział Castro później na konferencji
prasowej, na której wraz z innymi Demokratami zaapelował o uwolnienie Liama i
pozostałych więźniów.
Agenci Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE) aresztowali Liama i jego ojca 20
stycznia w Minneapolis. Operacja była częścią szeroko zakrojonej operacji,
która wstrząsnęła miastem i wywołała masowe protesty mieszkańców. Zdjęcie
aresztowanego chłopca w niebieskiej zimowej czapce i z plecakiem Spider-Mana,
obiegło media, wywołując silne reakcje. Castro nazwał dziecko „symbolem
potworności systemu ICE i systemu zatrzymań”.
W poniedziałek sędzia federalny wydał tymczasowy nakaz, który zabrania
administracji Trumpa deportacji Ramosa i Ariasa ze Stanów Zjednoczonych do
czasu rozpatrzenia apelacji od decyzji o ich zatrzymaniu. …
4.
https://wyborcza.pl/7,75399,32560449,raport-od-czasow-ii-wojny-swiatowej-nikt-nie-poniosl-takich.html
Waszyngtoński Center for Strategic & International Studies (CSIS)
opublikował raport na temat wojny w Ukrainie. Płynące z niego wnioski są
zaskakujące.
"Pomimo twierdzeń o postępach na polu bitwy w Ukrainie, dane pokazują, że
Rosja płaci niezwykle wysoką cenę za minimalne zyski i znajduje się w stanie
regresu jako wielka potęga" - piszą we wstępie autorzy raportu, Seth G.
Jones i Riley McCabe. Ich zdaniem osiągnięcia Rosji w Ukrainie trudno nazwać
wygrywaniem, a Rosja coraz bardziej staje się "upadającym mocarstwem".
W skrócie: zdobycze militarne Rosji w Ukrainie mierzy się w metrach, a straty -
w setkach tysięcy zabitych i rannych żołnierzy. Rosja staje się gospodarką
drugiej czy trzeciej kategorii i nie ma perspektyw na ponowne zintegrowanie z
gospodarką światową. Mimo to kremlowska propaganda niewzruszenie - i skutecznie
- przekonuje, że Rosja wygrywa wojnę.
Analitycy szacują, że od początku inwazji na Ukrainę Rosja straciła ok. 1,2
mln. żołnierzy – zabitych, rannych lub zaginionych. Konstatują, że żadne inne
państwo w żadnym konflikcie po II w. św. nie miało podobnych strat.
Dla porównania: Amerykanie stracili w Korei niespełna 55 tys. żołnierzy, we
Wietnamie - 47 tys. i 2,5 tys. w Afganistanie. Jeśli chodzi o samą Rosję, jej
straty w Ukrainie są 17 razy większe niż w czasie wojny w Afganistanie w l. 80.
i 11 razy większe niż w czasie wojen czeczeńskich. …
Autorzy analizują też, na ile skutecznie rosyjska armia realizuje cele Kremla.
Przypominają, że celem Putina jest włączenie Ukrainy w rosyjską strefę wpływów
- w sposób bezpośredni, zmuszając ją do tego przy użyciu armii, albo pośredni,
instalując w Kijowie marionetkowy prorosyjski rząd.
Żaden z tych sposobów nie zadziałał, niezależnie od wymyślnych taktyk
stosowanych przez rosyjską armię, wykorzystujących piechotę, drony, artylerię i
lotnictwo. Na przykład w obwodzie donieckim od lutego 2024 r. Rosja zdobywa ok.
70 m kw. terytorium dziennie (nieco więcej w obwodzie zaporoskim) - analitycy
CSIS przypominają, że nawet w żmudnych bataliach I w. św. zdobycze terytorialne
walczących stron były większe.
Od 2022 r. Rosja zajęła 75 tys. km kw. terytorium Ukrainy, co stanowi 12 proc.
jej terytorium, a biorąc pod uwagę poprzednie aneksje Krymu i części Donbasu -
20 proc.
Mimo militarnego podboju cele Kremla nie zostały osiągnięte - podkreślają
autorzy. Ukraina pozostaje suwerennym państwem i odrębnym narodem - wbrew
propagandzie samego Putina.
Autorzy zauważają, że z powodu wojny cierpi rosyjska gospodarka, nastawiona
głównie na produkcję militarną (około połowa rosyjskiego PKB idzie na wojnę),
co nie tworzy "długoterminowego dobrobytu".
"Produkcja przemysłowa w Rosji spada, popyt konsumencki słabnie, inflacja
pozostaje uporczywie wysoka, a kraj boryka się z niedoborem pracowników" -
piszą. Rosyjski przemysł wytwórczy w 2025 r. odnotował siedem kolejnych
miesięcy spadku, a poziomy produkcji malały przez dziesięć kolejnych miesięcy.
Fabryki czołgów pracują w nadgodzinach, ale producenci samochodów skrócili
zmiany.
Autorzy wskazują, że w 2025 r. wzrost gospodarczy spowolnił do 0,6 proc., a w
kluczowych technologiach, takich jak sztuczna inteligencja, Rosja odstaje od
reszty świata. Żadna rosyjska firma nie znajduje się w pierwszej setce listy
światowych firm technologicznych.
Autorzy przywołują też ustalenia Uniwersytetu Stanforda, z których wynika, że
Rosja zajmuje 28. miejsce na 36 krajów pod względem ogólnej siły i rozwoju
ekosystemu sztucznej inteligencji, czyli tzw. „żywotności" AI. Najlepszy
rosyjski model AI ustępuje nawet starszym wersjom ChatGPT i Gemini.
Ponadto Rosja zmaga się z jednym z najpoważniejszych wyzwań demograficznych
wśród dużych gospodarek światowych. Jej populacja maleje i starzeje, wskaźnik
śmiertelności, zwłaszcza wśród mężczyzn w wieku produkcyjnym, jest wysoki,
podobnie jak wskaźnik emigracji wykwalifikowanych pracowników.
Zdaniem Jonesa i McCabe'a nominalny wskaźnik PKB Rosji jest bliższy Kanadzie
lub Włochom niż np. Stanom Zjednoczonym, Chinom, czy Niemcom lub Japonii.
Głównym źródłem "rozwoju" rosyjskiej gospodarki jest eksport ropy do
Chin. A one odwdzięczają się m.in. masowym dostarczaniem Rosji chipów
komputerowych, radarów i czujników, które Kreml wykorzystuje do prowadzenia
wojny z Ukrainą. Ponadto Chiny eksportują do Rosji olbrzymie ilości chlorku
amonu (w 2024 r. było to aż 70 proc. rosyjskiego zapotrzebowania), który jest
niezbędnym składnikiem paliwa do pocisków balistycznych. Chiny dostarczają
Rosji także kadłuby dronów, baterie litowe i kable światłowodowe - wszystko to
są kluczowe komponenty dla dronów światłowodowych używanych w Ukrainie, które
mogą omijać zakłócenia elektroniczne.
O stopniu pogłębiającego się uzależnienia Rosji od Chin świadczy skok w
bilansie handlowym między tymi dwoma krajami. W 2022 r. jego wartość wynosiła
190 miliardów dolarów, a w 2024 r. sięgnęła 250 mld.
Oczywiście Rosję wspomagają także Korea Północna i Iran, którego drony sieją
spustoszenie w szeregach Ukraińców.
Jeśli jednak idzie o gospodarkę obliczoną na potrzeby obywateli, zdaniem
autorów "istnieje niewielka szansa, że Rosja w najbliższym czasie ponownie
zintegruje się ze światowym handlem i systemem finansowym". Jones i McCabe
stwierdzają, że "choć Rosja nadal posiada broń jądrową i dużą armię, nie
osiąga statusu wielkiej potęgi praktycznie w żadnej kategorii, jeśli się weźmie
pod uwagę wskaźniki wojskowe, gospodarcze czy naukowo-technologiczne".
Skoro na polach walki sukcesy Rosji są ograniczone, straty ogromne, polityczne
cele dalekie od realizacji, a gospodarka w stanie zastoju, to dlaczego Rosja
nadal może liczyć, że wyjdzie cało z opresji, w jaką sama się wpędziła,
dokonując inwazji na Ukrainę?
Zdaniem analityków CSIS dzieje się tak z kilku powodów. Putin lekceważy straty
w żołnierzach, ponieważ większość z nich wywodzi się z Dalekiego Wschodu albo
Północnego Kaukazu, czyli obszarów, które nie są tak "ważne dla niego, jak
Moskwa czy Sankt Petersburg".
Po drugie, Kreml prowadzi bardzo skuteczną kampanię dezinformacyjną,
przekonującą, że zwycięstwo Rosji jest nieuchronne, "pomimo licznych
dowodów wskazujących na coś przeciwnego". Analitycy CSIS wskazują, że
Rosja zwiększyła finansowanie państwowych mediów w 2026 roku o około 54
procent, "co wskazuje na wolę zaostrzenia wojny informacyjnej".
Maszyna propagandowa Kremla jest obliczona zarówno na obywateli Rosji, jak i na
kluczowych zagranicznych odbiorców. Wśród odbiorców, którzy jej ulegają,
analitycy CSIS wskazują Waszyngton.
Jak pokonać Rosję? Zalecenia analityków
Analitycy CSIS przekonują, że Zachód powinien zwiększyć sankcje na sektor
energetyczny Rosji, przede wszystkim nakładając je na kraje, które kupują
rosyjską ropę. Powinny one być połączone z sankcjami wobec innych towarów
eksportowanych przez Rosję, takich jak surowce mineralne, metale, produkty
rolne i nawozy.
Również z rosyjską "flotą cieni", piszą Jones i McCabe, można by się
rozprawiać skuteczniej. Uważają, że amerykańskie agencje wojskowe i wywiadowcze
mogłyby wspierać Ukrainę oraz europejskie marynarki wojenne, dostarczając
dodatkowych informacji wywiadowczych na temat nielegalnych transportów, co
pozwoliłoby efektywniej namierzać te statki, a także wywierać większą presję
dyplomatyczną na kraje, pod których flagą pływają.
Stany Zjednoczone i Europa powinny dostarczyć Ukrainie bardziej zaawansowaną
broń, także tę o dłuższym zasięgu, a także m.in. miny oraz wszelki inny sprzęt
wojskowy.
"Wielka ironia" sytuacji, konkludują Jones i McCabe, polega na tym,
że Stany Zjednoczone i Europa nie wykorzystały i nie wykorzystują w pełni
swoich środków ekonomicznych ani wojskowych. "A bez większego nacisku na
Rosję Putin będzie przeciągał rozmowy i kontynuował walkę, nie zwracając uwagi
na miliony ofiar".
5.
Trump twierdzi, że Putin zgodził się wstrzymać naloty na sieci energetyczne w
Ukrainie w obliczu ekstremalnie niskich temperatur
Prezydent USA twierdzi, że zwrócił się do rosyjskiego przywódcy, ale Moskwa ani
Kijów nie potwierdziły zawieszenia broni
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/29/trump-claims-putin-agreed-to-halt-ukraine-energy-strikes-amid-extreme-cold
„Osobiście poprosiłem prezydenta Putina, aby przez tydzień nie strzelał do
Kijowa i innych miast, a on się zgodził” – powiedział Trump podczas spotkania.
„Muszę powiedzieć, że to było bardzo miłe”.
Prośba została złożona podczas rozmowy telefonicznej między oboma przywódcami,
o której wcześniej nie informowano. Trump nie podał daty rozpoczęcia ani
zakończenia rzekomego zawieszenia broni.
Krótkoterminowe zawieszenie broni, którego nie potwierdziła ani Ukraina, ani
Rosja, ogłoszono w czwartek podczas posiedzenia gabinetu głównych doradców
Trumpa w Białym Domu.
W nocy Rosja zaatakowała południową Ukrainę dronami, zabijając trzy osoby.
Zełenski w swoim wieczornym przemówieniu podniósł nowy alarm: według
ukraińskiego wywiadu Moskwa przygotowuje atak na dużą skalę.
„Dostawy energii są niezbędne do życia” – napisał prezydent Ukrainy. „Doceniamy
wysiłki naszych partnerów, którzy pomagają nam chronić ludzkie życie.
Dziękujemy, Prezydencie Trumpie!”. „Nasze zespoły rozmawiały o tym w
Zjednoczonych Emiratach Arabskich” – ujawnił Zełenski. „Oczekujemy, że
porozumienia zostaną wdrożone. Środki deeskalacyjne przyczynią się do realnego
postępu w kierunku zakończenia wojny”.
6.
Mediolan, tajemnica na Via Nerino: ukraiński bankier spada z czwartego piętra.
Na jego ciele widać ślady przemocy.
https://milano.repubblica.it/cronaca/2026/01/29/news/uomo_precipitato_via_nerino_oleksandr_adarich_banchiere_ucraino-425124447/?ref=RHLF-BG-P8-S1-T1-r3837
Co ukraiński bankier, który przez lata potrafił skupować banki i zawierać
wielomilionowe transakcje, robił w pokoju gościnnym zaledwie kilka kroków od
Piazza Duomo? I przede wszystkim, jak zginął ten sam bankier? Czy ktoś, jak się
wydaje, rzeczywiście go zabił, a następnie wyrzucił przez okno, próbując
zainscenizować ekstremalny akt? To wciąż otwarte pytania, na które będą musieli
odpowiedzieć śledczy i prokuratorzy badający tajemnicę Via Nerino. Ponieważ
mężczyzną znalezionym martwym w piątek wieczorem na dziedzińcu eleganckiego
apartamentowca w centrum Mediolanu był Oleksandr Adaricz,
pięćdziesięcioczteroletni obywatel Ukrainy, z niekończącą się listą interesów w
swoim kraju i reszcie Europy.
Przybył rano z Hiszpanii, dokąd się przeprowadził, i miał wrócić wieczorem.
Potwierdziła to jego druga żona, która była już dwukrotnie przesłuchiwana przez
śledczych w bliżej nieokreślonych sprawach. Oczekują oni na sekcję zwłok, która
odbędzie się w najbliższych dniach, aby lepiej zrozumieć ślady ucisku na jego
ciele, wskazujące na przemoc. Mógł również otrzymać ciosy, które mogły
przyczynić się do jego śmierci, zanim spadł lub został zrzucony z budynku.
Funkcjonariusze lotnej brygady są pewni, że Adarich przybył do miasta krótko
wcześniej – nie ma po nim śladu przed piątkiem – aby sfinalizować transakcję,
której ewidentnie nie dało się sfinalizować zdalnie. Dlatego śledztwo
koncentruje się na życiu zawodowym mężczyzny, który w 2006 roku znalazł się na
liście 100 najlepszych menedżerów na Ukrainie. Urodzony w październiku 1971
roku w Pawłohradzie, pięćset kilometrów od Kijowa, ukończył wydział finansów w
1999 roku na Uniwersytecie Charkowskim, rozpoczynając karierę, która
doprowadziła go do związania się z największymi bankami Ukrainy. Ostatecznie
został prezesem UkrSibbanku, czwartej co do wielkości instytucji finansowej w
kraju pod względem obrotów, i pod jego kierownictwem udało mu się przyciągnąć
inwestycje nawet od giganta BNP Paribas. Następnie przyszedł czas na
doświadczenia w Fidobanku, gdzie dokonał serii wielomilionowych przejęć oraz w
Eurobanku, w którym Adarich posiadał 50% udziałów. Pojawiły się również
problemy prawne, takie jak udział w śledztwie dotyczącym ponad czterystu
milionów hrywien, czyli ponad ośmiu milionów euro, które zniknęły z kont. Jego
nazwisko, również uwikłane w proces sądowy dotyczący zarządzania pewnymi
transakcjami biznesowymi w porcie w Odessie, zostało ostatnio powiązane z
holdingiem z siedzibą w Luksemburgu. Odtworzenie majątku i bieżących transakcji
biznesowych Adaricha nie będzie łatwe, ponieważ posiadał on konta bankowe w
kilku krajach, co wymagałoby postępowania sądowego.
W pokoju, z którego wypadł, zarezerwowanym przez inną osobę, policja znalazła
co najmniej trzy dokumenty byłego bankiera, dlatego konieczne było dalsze
dochodzenie w celu formalnego ustalenia jego tożsamości. Dalsze odpowiedzi
spodziewane są teraz po sekcji zwłok: badania wyjaśnią, czy zginął w wyniku
uderzenia o ziemię, czy też – jak przypuszczają śledczy – Adarich był już
martwy w momencie wyrzucenia z czwartego piętra. I tu tkwi najważniejszy
element układanki: w tym momencie, choć niewykluczone, że ktoś inny wyszedł
wcześniej, w pokoju była z nim jeszcze jedna osoba. Dozorca widział, jak
wyjrzał, a następnie odszedł. Śledczy są pewni, że to mężczyzna, który zna całą
prawdę o tym spotkaniu biznesowym, które zakończyło się zdarzeniem noszącym
wszelkie znamiona morderstwa.
Mosiężny domofon wyświetla nazwę apartamentu: „Nerino
House”. To dwupoziomowy apartament o powierzchni dziewięćdziesięciu ośmiu
metrów kwadratowych z antresolą, którego średnia cena za noc wynosi trzysta
euro, zlokalizowany w eleganckim, czteropiętrowym budynku w centrum Mediolanu,
pięćset metrów od Piazza Duomo. Kuta żelazna brama prowadzi na przestronny
dziedziniec. „Nic nie mogę powiedzieć, to polecenie zarządcy budynku” –
wyjaśnia dozorca. Dodaje: „I nikt tu nie ma wstępu”.
„Tutaj”, w tym samym budynku przy Via Nerino, w piątek wieczorem znaleziono
ciało Ołeksandra Adaricza (widnieje tam również imię Aleksander),
pięćdziesięcioczteroletniego obywatela Ukrainy z długą karierą w ojczyźnie jako
bankiera i wpływowego biznesmena. Według Wydziału Mobilnego, który prowadzi
śledztwo w sprawie zabójstwa pod przewodnictwem prokuratora Rosario Ferracane,
Adaricz przybył tego ranka do Mediolanu, miejsca, w którym nigdy wcześniej nie
był, aby sfinalizować transakcję. Przyjeżdżał z Hiszpanii – wygląda na to, że
tam mieszkał ostatnio – i miał wrócić wieczorem, jak poinformowała
funkcjonariuszy jego druga żona, która już dwukrotnie rozmawiała z lotną
brygadą.
Zaplanowane spotkanie odbyło się w „domu Nerino” i zakończyło się zdarzeniem
noszącym wszelkie znamiona morderstwa. Pięćdziesięcioczterolatek wypadł z okna
pokoju, choć śledczy i prokuratorzy nie wykluczają możliwości, że w tym
momencie mógł już nie żyć. Zginął. Po wypadku dozorczyni pełniąca dyżur tego
wieczoru zobaczyła cień za oknem: cień mężczyzny, który zszedł, zapytał ją – po
angielsku – co się stało i odszedł. Przynajmniej jeden inny mężczyzna mógł
zrobić to wcześniej.
W pokoju funkcjonariusze lotnej brygady znaleźli trzy dokumenty z różnymi
nazwiskami i narodowościami, ale wszystkie powiązane z ofiarą, co spowodowało
konieczność dalszego śledztwa w celu jej identyfikacji. Jeden dokument nosił
nazwisko Adaricz, a drugi – obywatela Rumunii – nosił nazwisko Alexandru
Adarici, co najwyraźniej doprowadziło do ostatnich kontaktów biznesowych
menedżera z firmą z Luksemburga. Jednak do pokoju, zarezerwowanego online przez
osobę inną niż ofiara, można wejść bez konieczności przechodzenia przez
recepcję: był wynajmowany od 22 do 24, a Adaricz zmarł 23. Odtworzenie majątku
i bieżących kontaktów biznesowych Adaricza nie będzie łatwe, ponieważ posiadał
on konta bankowe w kilku krajach i wymagałoby to prośby o pomoc. Oprócz obrażeń
odniesionych w wyniku upadku, Adaricz miał na ciele ślady ucisku, wskazujące na
to, że był poddany przemocy. Mógł również otrzymać ciosy, które mogły
przyczynić się do jego śmierci, zanim upadł lub został zrzucony z miejsca.
Śledczy i prokuratorzy analizują nagrania z kamer monitoringu budynku i okolic,
które najwyraźniej zarejestrowały co najmniej dwie osoby uciekające po śmierci
biznesmena. Przede wszystkim badają jego życie zawodowe i zainteresowania. To
może być kluczem do wyjaśnienia, dlaczego Oleksandr był w Mediolanie w zeszły
piątek. A co za tym idzie, dlaczego ktoś mógł go zabić.
7.
UE uznaje irańską Straż Rewolucyjną za organizację terrorystyczną
„Każda organizacja, która zabija tysiące swoich ludzi, dąży do własnego upadku”
– mówi Kaja Kallas
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/29/eu-formally-designates-iran-irgc-revolutionary-guards-terrorist-organisation
„Represje nie mogą pozostać bez odpowiedzi” – powiedziała w czwartek Kaja
Kallas, szefowa unijnej dyplomacji. Ta organizacja paramilitarna odegrała
znaczącą rolę w tłumieniu demonstracji w Iranie. „Każdy reżim, który zabija
tysiące swoich obywateli, dąży do własnego upadku” – napisała na portalu X.
Hannah Neumann, przewodnicząca delegacji Parlamentu Europejskiego ds. stosunków
z Iranem, powiedziała, że umieszczenie na liście IRGC jest „dawno oczekiwanym
sygnałem politycznym, że masowa przemoc i represje transnarodowe nie pozostaną
dłużej bez odpowiedzi”.
W oświadczeniu napisała: „Ta lista nie ma charakteru symbolicznego. Pociąga za
sobą bardzo konkretne konsekwencje prawne: aktywa zostają zamrożone, a każde
wsparcie finansowe lub materialne staje się przestępstwem”.
8.
https://wyborcza.pl/7,75400,32564127,chinska-rakieta-moze-spasc-w-polsce-ostrzega-polsa.html#s=S.TD-K.C-B.11-L.2.duzy
ZQ-3 R/B to drugi stopień kosmicznej rakiety Zhuque-3 chińskiej firmy
LandSpace. ZQ3 to skrót od nazwy rakiety, a R/B oznacza "rocket
body".
To pozostałość z debiutanckiego startu tej rakiety, jaki odbył się 3 grudnia
zeszłego roku.
Zhuque-3 jest dwustopniową rakietą, konstrukcją nowej generacji, zasilaną
ciekłym tlenem i metanem. Ma wynosić ładunki na orbitę oraz, docelowo,
odzyskiwać pierwszy stopień w sposób, jaki od lat robi to amerykańska firma
SpaceX, a od niedawna także Blue Origin. W docelowej wersji rakieta będzie
miała ok. 76 m wysokości, 4,5 m średnicy i zabierać na niską orbitę
okołoziemską ok. 20 ton ładunku. …
Polska agencja szacuje, że obiekt wejdzie w atmosferę w piątek pomiędzy godz.
3.35 i 16.51. Środek tego okna niepewności wypada o godz. 10.13.
========
Będziesz w schronie, Czytelniku?
9.
Bar na dachach Bazyliki św. Piotra, stoły między kopułami i posągami apostołów
https://roma.repubblica.it/cronaca/2026/01/29/news/bistrot_basilica_san_pietro_terrazze-425125514/?ref=RHLM-BG-P21-S1-T1-fdg4
W Watykanie, w samym sercu Bazyliki Świętego Piotra, od pewnego czasu po cichu
trwają prace nad rozbudową niewielkiej strefy restauracyjnej, położonej
zaledwie kilka kroków od dużego tarasu na dachu kościoła. Znajduje się ona
praktycznie tuż za posągami apostołów, oferując zapierający dech w piersiach
widok na każdy zakątek Wiecznego Miasta.
Powiększona strefa gastronomiczna o kilka metrów kwadratowych pozwoli
odwiedzającym delektować się kawą lub zimnym napojem z widokiem na Plac
Świętego Piotra, Zamek Świętego Anioła i dalej, w kierunku historycznego
centrum. Nie będzie jednak parasoli na dachu ani miejsc do siedzenia na
zewnątrz. Będzie to mały i dyskretny lokal, podkreślają przedstawiciele
Bazyliki.
„W związku z krążącymi doniesieniami o rzekomym otwarciu bistro na tarasie
Bazyliki Świętego Piotra” – wyjaśniają źródła w Bazylice – „należy zauważyć, że
w celu dostosowania się do zwiększonego ruchu zwiedzających, rozważana jest
rozbudowa tarasu dostępnego dla pielgrzymów” – podkreślają źródła wewnętrzne. „Zmniejszyłoby
to koncentrację zwiedzających w Bazylice i sprzyjałoby spokojniejszej
atmosferze. W tym celu udostępnionych zostanie kilka przestrzeni, aby
powiększyć istniejący mały punkt gastronomiczny, zaprojektowany w prostym
stylu, odpowiednim do kontekstu, z poszanowaniem sakralnego charakteru miejsca
i dostosowany do potrzeb pielgrzymów”.
Teraz, gdy Rok Święty dobiegł końca, istnieje możliwość, że pomysł nabierze
realnych kształtów i ujrzy światło dzienne już w tym roku, z okazji 400.
rocznicy konsekracji bazyliki w jej obecnej formie.
10.
4 lata temu
1.
Sobota, dzień, w którym D.O. jedzie. Jedzie naładować oczy naturą. Oczy są jej
spragnione. Oczy pieką. Od ekranu laptopa, pewnie, bo kiepskiej jakości, ale
jeszcze bardziej od tego, co na nim czyta: niezmierzone ludzkie cierpienie,
zamknięte w linearnym kodzie liter.
D.O. ma świadomość, że zrzuca ma P.T. Czytelników całe pudy tych nieszczęść,
rygoryzmu moralnego. Jakby Czytelnicy nie mieli mnóstwa własnych zmartwień,
jakby byli ślepi i nie widzieli co szajka robi z Polską, a inne szajki,
polityczne i ekonomiczne, z resztą świata.
Sorry.
2.
D.O. otworzył wieczorem komputer, a system dobrał mu na welcome page taki oto
obrazek, jak poniże. W jednej chwili w głowie D.O. zaroiło się od wspomnień. I
pomyślał, że w lawinę kamiennych wieści na chwilę zatrzyma.
3.
D.O. stał nad przepaścią na North Rim, Północnej Krawędzi Wielkiego Kanionu.
Zabawił za długo, bo raz, że nie mógł się napatrzeć, a dwa, że chciał nakręcić
tak wiele filmu, ile się dało; wyszło z tego kilkadziesiąt sekund
dwuodcinkowego filmiku z 2011 r., dostępnego na YT J.P.
Zamieszkał wtedy na kilka dni w Page, Arizona. Kiedy dojechał do wyszperanego w
internecie lodge, myślał, że go szlag trafi: była to niewiele więcej niż psia
buda z pogiętej tektury, ale już zerżnęli z jego karty 70$, więc, wściekły,
wyniósł swoją walizkę z wynajętego w Las Vegas vana. „Na szczęście jest air
conditioning” – pocieszał się. Bo latem w Arizonie A.C. to nie jest kaprys
rozpieszczonego burżuja: to kwestia przeżycia. Bo temperatura dochodzi do 50
stopni w cieniu, z tym, że cienia nie ma, bo to pustynia: czerwony piach i
kremowe skały.
Potem okazało się, że to jeden z najprzyjemniejszych hotelików, w jakich
zdarzyło mu się w Ameryce przemieszkiwać. Przeuroczy gospodarze, a za sąsiadów
– miła rodzina francuska, która tak się ucieszyła, że ktoś mówi ich językiem.
Przemiłe wieczory przy barbecue i winie – och, jak ci Lyończycy cieszyli się,
że ktoś docenia wino i nikt ich nie przekonuje, że whisky jest „more American”.
Z North Rim do Page są 123 mile, 200 kilometrów. Daleko. D.O. czuł się zmęczony
i chciał do domu. Ale kiedy wyjechał z lasu, który stoi na ostatnich kilku
kilometrach przed Kanionem, znalazł się na wzgórzu, z którego rozciągał się
widok, jakiego przedtem, ani potem D.O. nie widział. Rozciągała się przed nim
obszerna dolina, zamknięta po lewej stronie ciemniejącą ścianą skał. Ziemia
była czerwona, a porastały ją jakieś – glony, bo przecież „trawą tego nazwać
nie było można. Było kilka wyraźnych pasm o zróżnicowanych proporcjach owej
czerwieni i zieleni, raz to wyglądało jak bogata ochra, raz blezer
niedowidzącej babuni, której, tkając, pomyliły się włóczki. No i jak tu się nie
zatrzymać? Jak tego subtelnego spektaklu nie nakręcić? D.O. nie miał jeszcze wtedy
doświadczenia, ale już wiedział, że na filmie to nie wyjdzie, że elektrony,
zapisane na kartach pamięci skapitulują przed takimi niuansami. Ale D.O.
wyciągnął statyw i kamerę, w nadziei, że przynajmniej jemu się ten spektakl
odtworzy, kiedy będzie stary.
Stary już jest, a spektakl odtworzyć się nie daje, bo to było w 2010 r.,
obiektywy nie te, o HD dopiero się zaczynało mówić… Więc tamten obraz został
tylko pod powiekami D.O. w jego masowej pamięci, do której jednak coraz
trudniej dotrzeć.
Kiedy ruszył w drogę zaczął się zachód słońca. Jeden z najbardziej
spektakularnych w życiu D.O., choć oglądał go tylko we wstecznym lusterku. Ale
po opuszczeniu równiny zaczęły się arizońskie skały, które, oświetlane
kolejnymi, właściwymi zachodowi odcieniami czerwieni, odegrały spektakl
niezrównany.
No i musiało się to skończyć jednym z najbezczelniejszym połamaniem prawa:
Zbliżający się zmierzch + 200 kilometrów dało rezultat 160 mil na godzinę. 257
km/h. D.O. wie, że tak nie wolno, ale noc na pustyni to żadna frajda. No i
przez 190 z tych 200 kilometrów nie było nic, czemu D.O. mógłby zrobić krzywdę.
Szosa szeroka, jak to w Ameryce, żadnych ludzkich osiedli, żadnych zwierząt:
środowisko zbyt nieprzyjazne.
Kiedy minął Most Navajo nad rzeką Kolorado zwolnił: było już niedaleko;
Francuzi poczekają. Potem zaczęły się światła miasta. A potem już był leżak,
kolacja z grilla i kieliszek wina w ręku. Stawiali Francuzi, który w bagażniku
swojego vana – autobusu niemal – mieli zapasik dobrego, kupionego jeszcze w Las
Vegas.
W supermarkecie Safeway w Page, jeśli chodzi o buzz, były dwulitrowe,
plastikowe - kanistry, bardziej niż butelki - wody ognistej z dumnym napisem
„carbon filtred”. Brrr… Nabywcami byli głównie Native Americans, niestety.
4.
Zachody słońca zachwycają, kiedy jedzie się przed siebie. Kiedy się człowiek
spieszy, zwiastują problemy, bo jazda w nocy to zawsze jednak wyzwanie. Kiedy
jednak jedzie się – jak D.O. w soboty – by napawać oczy, ach, to zwiastują
wzloty ducha i nieskończone inspiracje.
D.O. wspomina z równym zachwytem zwłaszcza trzy Szosy Zachodzącego Słońca.
Dwie z nich biegną wzdłuż oceanów, trzecia – wzdłuż ulubionego morza D.O.
N247 między Cabo da Roca a
Cascais w Portugalii. 8 kilometrów praktycznie po plaży. A gdy zachodzi
słońce, gdy Atlantyk ma odpływ… Ojojoj! Lepiej się zatrzymać!
„5”, czyli North Pacific Highway między
San Diego a Los Angeles, a właściwie równoległe szoski tuż bok plaży oraz „1”
Cabrillo Road między San Francisco a Santa Cruz. Paręset kilometrów
niezapomnianych wrażeń. Część przebiega wykutymi w ostrych, nadoceanicznych
skałach półkach.
Kolejne Strade Provinciali między Scoglitti a Capo Passero w
południowo-wschodniej Sycylii. I te wszystkie, mijane po drodze miasteczka,
poczynając od samego, uroczego Scoglitti, poprzez Samperi, Marinę di Ragusa,
Donnalucata, Pozzallo do Porto Palo di Capo Passero, a nawet dalej, gdzie brzeg
zakręca ostro na północ, mijając Pachino, gdzie małe pomidorki rosną na
podziemnych żyłach słonej wody. Fragmenty „załapały się” do jednego z filmów JP
o Sycylii, w sumie jest ich siedem, dostępnych na Playerze.
Windows 11 lubi czasem wkurzyć...
Grand Canyon z Puntu Jasnego Anioła na Nort Rim
Scenic View na Dolinę Niesamowitych Kolorów
Taką drogą można bezpiecznie jechać tyle, ile samochód daje, choć to nielegalne
Navajo Bridge nad rzeką Kolorado, w odcinku zwanym „Marble Canyon” – Marmurowy
Kanion - między Bitter Springs a Jacob Lake. Ten pierwszy został zbudowany
przez Rdzennych Amerykanów w 1929 r., dziś otwarty tylko dla ruchu pieszego.
Obok, wybudowano drugi, niemal bliźniaczy, ale według bardziej nowoczesnych
kryteriów, otwarto dla ruchu w 1995.
Tablica przy wejściu na stary most
age, Arizona. W głębi Lake Powell sztuczne spiętrzenie wody na rzece Kolorado
przed tamą, widoczną po lewej stronie. Gdy D.O. tam był, zalew był kilkakrotnie
większy, choć – co łatwo sprawdzić na filmie na YT – na skałach widać było, że
o dobrych kilka metrów płytszy od czasów największej świetności. Wysychanie
jeziora Powella uważane jest za jedną z najbardziej makroskopijnych katastrof
klimatycznych w USA.
Na wspomnianym filmie widać też powód, dla którego do Page warto jechać z
najdalszego zakątka świata: D.O. uważa, że w życiu nigdy nic piękniejszego nie
widział i nie zobaczy. Nie sposób uwierzyć własnym oczom. No i kiedy już się
raz to zobaczy – nigdy się nie zapomni.
N247 między Cabo da Roca (najdalej wysuniętym na zachód punktem
niewyspiarskiego kontynentu) a podlizbońskim kurortem Cascais.
Kilka lat temu, oj nie! – kilkanaście już! – portugalski przewodnik naszej
ekipy telewizyjnej zawiózł nas to tej restauracji, częściowo opartej na wbitych
w dno oceanu palach, całkowicie przeszklonej. Namówił nas na talerz glonów o
wyglądzie pornograficznych robaków. Robaki okazały się pyszne, widoki
niezapomniane, przygoda – nie do przecenienia.
„1” koło Pacifica, Kalifornia
North Pacific Highway. Gdzieś między San Diego a Santa Bartbara, Kalifornia
Strada Provinciale 67 w południowo-wschodniej Sycylii.
A jadąc nadmorskimi, sycylijskimi szoskami, można trafić na takie placyki, a na
tych placykach na takie knajpeczki. Spaghetti ai frutti di mare, kieliszek
wina, na deser zerwany z opuncji czerwony owocek, odpowiednio schłodzony…
13 lat temu
Polemizujemy na emocje, a to do niczego nie prowadzi. To może po
chrześcijańsku? Voila: Pan Bóg ok. 6% ssaków uczynił homoseksualistami;
pochylmy głowę przed mądrością Boga i zaakceptujmy tę prawdę w pokorze. Z całym
szacunkiem dla innowierców, którzy dzieło boże chcą na siłę poprawiać.
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuńDziękuję piękne zdjęcia i wspomnienia , rzeczywiście fakty i ogólnie TVN powoli przestaje być opiniotwórczy ...to jakaś masakra ,pewna pani prowadząca swoją prostotą myślenia i wypowiedzi doprowadza do rozpaczy . Wyborcza w której mam od lat wykupiony abonament też chyba powoli odchodzi w nicość , wahałem się 2 miesiące czy przedłużyć .To wszystko jest bardzo przykre .
OdpowiedzUsuń