DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 26 stycznia 2026
1.
Co za cudowny, wzruszający dzień.
D.O. sprawił sobie ogromną przyjemność, plącząc się po wreszcie otwartych w
niedzielę centrach handlowych i zaczepiając młodzież obojga płci, by wpakować
im do puszek trochę grosza.
D.O. musi wam, Czytelnikom, coś opowiedzieć. Nic nowego – mówił i pisał to już
kilkakrotnie: nie można powiedzieć, że zna się ludzi, dopóki nie trafi się na
pielgrzymkę albo nie trafi do szpitala. W obu tych miejscach są ludzie, jakich
ktoś taki jak D.O. praktycznie nigdy nie spotyka.
D.O. nie lubi się wywyższać, nie znosi tej inteligenckiej maniery drwienia z
niewykształconego „ludku”, ale faktem jest, że na pielgrzymkach i w szpitalach
dominuje właśnie taki ludek. Brzydki, niemądry, roszczeniowy. Twarze mają
przeważnie wykrzywione złością i agresją.
A teraz, stary D.O., odkąd już nie naucza, nie ma praktycznie kontaktu z
młodzieżą. Jedyne, co o niej wie, pochodzi z kronik kryminalnych, jakie serwują
internetowe portale. Czyta o milenialsach, zetkach i innych literach alfabetu,
zdumiony artykułami opisującymi dziwne obyczaje i amorficzne pragnienia młodych
pokoleń.
Tymczasem dzisiaj na ulice miast (bo, niestety, nie wsi, gdzie niepodzielnie
rządzi proboszcz) wylegli młodzi ludzie tak piękni, z tak czystymi twarzami, z
tak dobrym błyskiem w oku i tonem w głosie, że D.O. chodził radosny i zdumiony.
Gdzie oni wszyscy ukrywają się przez pozostałe dni w roku?
Przecież są – więc dlaczego nikt ich nie opisuje, nikt nie zamieszcza ich
fotografii, nikt nie pyta o priorytety w życiu, o dobro, które chcieliby
czynić?
Były też prawdziwe dzieciaki – maluchy jeszcze z pierwszych klas podstawówki,
dumnie niosące papierowe puszki i pokazujące wiszące na szyjach legitymacje od
Jurka Owsiaka. Parę kroków od nich, nawet niespecjalnie się kryjąc, stali
rodzice. Oni też mieli czyste twarze, bo to oni nauczyli swoje dzieci, co w
życiu ważne, nauczyli je odróżniać dobro od zła i stawać po stronie dobra.
Kurczę, jaka szkoda, że w ciągu roku jest tylko jeden taki dzień, kiedy wszyscy
ci ludzie, wszyscy ci dobrzy Polacy są doskonale widoczni dla tych, którzy
przez resztę roku za nimi tęsknią.
Ale jak dobrze, że chociaż jeden taki dzień w roku jest.
I – żeby nie było wątpliwości – ten dzień od 34 lat zawdzięczamy pewnemu
wariatowi w okularach, który lubi głośną, nieznośną dla uszu D.O. muzykę.
W gorącej wodzie kąpany D.O. w każdych innych warunkach myślałby o nim jako o
uciążliwym facecie, ale go poznał, a zanim jeszcze go poznał, nauczył się mieć
do niego bezbrzeżny szacunek.
https://www.youtube.com/watch?v=USfda5AOkKU&list=PL4Ibwp4rbdg2S9Bg6gDn5yVSxY8O_SQv-&index=157
2.
Żona objechała dziś D.O. najokropniej. Bo D.O. zachciało się barszczyku.
A barszczyk chodził za nim od Wigilii, kiedy to D.O. fruwał z rozkoszy pod
sufit, bo barszczyk dostarczył mu do domu kochany Adam Gessler. Ach, cóż to był
za barszczyk! Ach, cóż to były za uszka!
Niestety, barszczyk Gesslera najwyraźniej podawany jest tylko w okresie Bożego
Narodzenia, bo na co dzień w karcie jego restauracji go nie ma. I dlatego ten
barszczyk chodził za D.O.
Kupił więc D.O. zakwas barszczowy, w nadziei, że robiony jest zgodnie z
recepturą Gesslera. Zaczął też rozglądać się za uszkami. Nie było to łatwe, ale
w końcu znalazł je w Auchanie i przyniósł do domu. Oczywiście, gdyby sięgnął po
zasoby swojego rozumu, poszedłby do Biedronki albo do jakichś włoskich
delikatesów i kupił tortellini albo saccottini firmy Giovanni Rana. Ale nie –
kupił uszka firmy La Taverna dell’Ancora. Pewnie myślał, że ta włoska nazwa
oznacza, iż za firmą stoi jakiś przeflancowany do Polski Włoch.
No ale Żona przywołała go do porządku i objechała bezlitośnie. Albowiem
przeczytała skład tego zazi… zazi… tego wynalazku, zwanego uszkami z kapustą i
grzybami.
– Dlaczego tu jest cukier!? – mówiła podniesionym głosem.
– Dlaczego tu jest syrop glukozowy!? – nie ustawała.
No właśnie: dlaczego każdy, ale to każdy producent żywności w Polsce musi
wpieprzyć cukier do każdej potrawy, nawet jeśli jest on tam zupełnie
niepotrzebny? Przecież ci dranie muszą wiedzieć, że to trucizna, że szkodzi
konsumentom, że ludzie kończą w szpitalach z patologiami nerek, wątroby,
przewodu pokarmowego albo z wysoką glikemią. A mimo to pakują cukier, gdzie
tylko się da.
Kiedy nasz londyński wnuk miał 5 lat, dobrze zarabiający wówczas D.O. wykupił
tydzień w pięknym apartamencie pięciogwiazdkowego hotelu. W Polsce, oczywiście.
Córka D.O. stawała na głowie, by żywić dziecko mądrze i zdrowo. Tymczasem w
wykwintnej restauracji hotelowej wszystko wydawało jej się podejrzane. Poszła
więc do kuchni i zapytała, czy są jakieś potrawy, do których nie dodaje się
cukru.
Kucharz, z rozbrajającą szczerością, powiedział, że nie – w całym menu nie ma
ani jednej potrawy, w której nie byłoby cukru.
Od tego czasu D.O. stara się sprawdzać skład żywności, którą kupuje, ale w
Polsce – ba, w całej Unii Europejskiej – jest to praktycznie niemożliwe. Skład
każdego produktu spożywczego jest wpisany tak małymi literkami, że nie sposób
go odczytać nawet w mocnych okularach do czytania. Potrzebna byłaby wielka
lupa. Co gorsza, często skład wydrukowany jest maleńkim, nieczytelnym drukiem
na przezroczystym tle.
D.O. ma na to patent: robi zdjęcie smartfonem, a potem powiększa albo czasem
robi z tego negatyw. Ale to zajmuje mnóstwo czasu, a jedną ręką jest to prawie
niemożliwe. Poza tym, gdyby człowiek czytał skład wszystkich potraw
produkowanych w Polsce, umarłby z głodu – bo po prostu nie sposób znaleźć
czegokolwiek bez cukru.
No i te uszka okazały się niejadalną grudłą z grubym ciastem, które trzeba było
żuć godzinami, żeby wreszcie nadawało się do przełknięcia, z zupełnie
bezpłciowym farszem też smakującym grdułą.
A zakwas barszczowy nie był jednak robiony metodą Gesslera – tylko wpieprzono
do niego tyle cukru, że nawet po rozwodnieniu nie nadawał się do jedzenia.
3.
„Tak wygląda faszyzm”: terror w Minneapolis przypomina wojnę domową
Śmierć Alexa Prettiego może być dla Demokratów momentem rozliczenia, w którym
będą mogli zakończyć wojnę Trumpa z jego narodem
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jan/25/minneapolis-shooting-ice-trump-analysis
=========
Mniej więcej to, co D.O. pisał wczoraj.
4.
Chiny mają przewagę: napady złości Trumpa zbliżają sojuszników USA do Pekinu
https://www.theguardian.com/news/ng-interactive/2026/jan/25/china-europe-canada-charm-offensive-trump
Jeśli geopolityka opiera się przynajmniej częściowo na serdeczności między
światowymi przywódcami, Chiny niespodziewanie zaskarbiły sobie przychylność
Irlandii, gdy premier Irlandii odwiedził Pekin w tym miesiącu. Spotykając się z
irlandzkim przywódcą, Micheálem Martinem, w Wielkiej Hali Ludowej w Pekinie,
prezydent Chin Xi Jinping powiedział, że jego ulubioną książką z czasów
nastoletnich była „Bąk” irlandzkiej pisarki Ethel Voynich, powieść osadzona w
rewolucyjnym ferworze Włoch w latach 40. XIX wieku.
„To było niezwykłe, że zaczęliśmy
rozmawiać o filmie The Gadfly i jego wpływie na nas obu, ale cóż, tak to już
jest” – powiedział Martin reporterom w Pekinie.
Chiny prowadzą ofensywę czarującą wobec zachodnich przywódców, co zostało
utorowane przez coraz bardziej nieprzewidywalne i destabilizujące próby
przejęcia władzy przez Donalda Trumpa na arenie międzynarodowej. Chociaż Europa
odetchnęła z ulgą w tym tygodniu, gdy Trump wycofał groźbę użycia siły
militarnej na Grenlandii i oświadczył, że nie nałoży ceł na przeciwników swoich
planów w Arktyce, Stany Zjednoczone nie wydają się już wiarygodnym partnerem.
Artykuł redakcyjny w chińskiej gazecie Global Times jasno przedstawił
stanowisko Pekinu: zatytułowany „Europa powinna poważnie rozważyć zbudowanie
chińsko-unijnej wspólnoty o wspólnej przyszłości”, w którym państwowe media
stwierdziły, że świat ryzykuje „powrót do prawa dżungli” i że Chiny oraz UE
powinny współpracować w budowaniu „wspólnej przyszłości dla ludzkości”.
Żaden kraj nie może sobie pozwolić na zerwanie więzi ani na prawdziwą
antagonizację największej gospodarki świata. Jednak w poszukiwaniu stabilizacji
sojusznicy USA zwracają się ku państwu, które wielu w Waszyngtonie postrzega
jako egzystencjalne zagrożenie: Chinom.
„Ponieważ polityka USA znów wydaje się nieprzewidywalna – co podkreślają
napięcia i groźby taryfowe dotyczące Grenlandii – europejscy przywódcy dbają o
to, by kanały komunikacji z Pekinem były otwarte” – mówi Eva Seiwert, starsza
analityczka w Mercator Institute for China Studies. „Ryzyko polega na tym, że
takie podejście podtrzyma, a nawet pogłębi istniejące zależności od Chin w
momencie, gdy deklarowanym celem Europy jest redukcja ryzyka”.
Mark Carney, wybrany na premiera Kanady, obiecując przeciwstawienie się
zastraszaniu ze strony USA, wyznaczył ton rewizji stosunków między krajami
zachodnimi a Chinami podczas swojej wizyty w Pekinie w zeszłym tygodniu.
„Kanada buduje nowe strategiczne partnerstwo z Chinami” – powiedział Carney.
Dodał, że porządek globalny znajduje się w punkcie „zerwania… a nie
transformacji”
Oficjalnie Chiny z ostrożnością podchodzą do tego procesu przywracania
równowagi. Inny artykuł opublikowany w tym tygodniu w państwowych mediach
wprost skrytykował tezę, że Chiny z zadowoleniem przyjęły obecny chaos.
Song Bo, pracownik naukowy Centrum Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Strategii
Uniwersytetu Tsinghua, uważa, że chińscy decydenci nie są skłonni publicznie
przyznać, że porządek globalny uległ zasadniczej zmianie.
„Zawsze wierzyliśmy, że jesteśmy największymi beneficjentami porządku
międzynarodowego ustanowionego po zimnej wojnie” – mówi Song, nawiązując do
szybkiego wzrostu gospodarczego Chin, który nastąpił wraz z globalizacją lat
90. i 2000. „Trudno nam zaakceptować, że obecny porządek przechodzi poważną
transformację”.
Inną perspektywę w tej sprawie prezentuje Ryan Haas, pracownik naukowy w
Brookings. W poście na X napisał: „Oceniając starania Trumpa o przejęcie
kontroli nad Grenlandią, Pekin zdaje się kierować maksymą Napoleona: »Nigdy nie
przerywaj przeciwnikowi, gdy popełnia błąd«”.
Choć Chiny deklarują wierność międzynarodowemu porządkowi opartemu na zasadach,
Xi od dawna mówi o świecie przechodzącym „wielkie zmiany niewidziane od
stulecia”, co jest echem opinii Carneya o globalnym „rozłamie”. Seiwert
twierdzi: „Pekin mógłby retorycznie wykorzystać język Carneya, aby zasugerować
wspólną diagnozę niestabilności skoncentrowanej na USA, nawet jeśli nie ma
zbieżności co do wartości, interesów czy rezultatów”.
Poparcie Carneya dla Chin wynikało po części z jego wrogich relacji z Trumpem.
W chaotycznym przemówieniu Trumpa w Davos skrytykował Carneya za brak
„wdzięczności” wobec Stanów Zjednoczonych. „Kanada żyje dzięki Stanom
Zjednoczonym. Pamiętaj o tym, Marku” – wściekał się Trump.
Zamiast kłaniać się południowemu sąsiadowi, Carney stara się zmniejszyć
zależność swojego kraju od Stanów Zjednoczonych. W Pekinie zgodził się obniżyć
cła na chińskie pojazdy elektryczne ze 100% do 6,1%, odchodząc od sojuszu z
Waszyngtonem, który w efekcie zablokował dostęp jednego z kluczowych chińskich
towarów eksportowych do rynku północnoamerykańskiego.
Chińskie pojazdy elektryczne mają obecnie stanowić około jednej piątej
kanadyjskiej sprzedaży pojazdów elektrycznych, jeśli nie więcej. Umowa jest
ważnym politycznym sukcesem Chin, nawet jeśli stanowi jedynie niewielką część
chińskiego eksportu pojazdów elektrycznych. Obawy dotyczące zależności
gospodarczej od Chin, a nawet chińskiej ingerencji w wybory w Kanadzie, zdają
się schodzić na dalszy plan.
Keir Starmer, premier Wielkiej Brytanii, przybywa do Chin w przyszłym tygodniu
w nieco innych okolicznościach. Ma cieplejsze relacje z Trumpem, choć jego
retoryka zaostrzyła się w ostatnich dniach z powodu sporów o Grenlandię i Wyspy
Czagos. W kraju jest pod presją, by pokazać, że jest twardy wobec Chin w
kwestiach bezpieczeństwa i praw człowieka – dwóch kwestii, które zaogniły
sprawę kontrowersyjnego wniosku Chin o otwarcie wielkiej ambasady w Londynie,
który rząd zatwierdził w tym tygodniu pomimo silnego sprzeciwu.
„Starmer może nie dowiódł, że jest skutecznym premierem ani nie ma wiedzy o
Chinach, ale nie jest głupi” – mówi Steve Tsang, dyrektor Soas China Institute.
„Będzie chciał poprawić relacje z Chinami, aby poprawić gospodarkę i handel
Wielkiej Brytanii, ale nie będzie uważał Chin za bardziej wiarygodnego partnera
dla Wielkiej Brytanii niż Stany Zjednoczone”.
Niemniej jednak, podobnie jak Carney, Starmer będzie liczył na podpisanie umów
i pozyskanie tak bardzo potrzebnych inwestycji w brytyjską gospodarkę.
Towarzyszyć mu będą przedstawiciele brytyjskich spółek blue chip i oczekuje
się, że reaktywuje brytyjsko-chińską radę prezesów, pomimo rosnących obaw o
zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego wynikające z chińskich inwestycji.
Zwrot ku Pekinowi nie jest prosty. Song zauważa, że kierownictwo Komisji
Europejskiej pozostaje wrogo nastawione do Chin, co chińskim urzędnikom i
liderom biznesu trudno pogodzić z rzekomo cieplejszymi relacjami między Chinami
a poszczególnymi krajami europejskimi.
Według Songa, powszechna chłód w bloku i wojna na Ukrainie stanowią największe
bariery dla pogłębiania więzi. „Bez rozwiązania tych dwóch kwestii stosunki
chińsko-europejskie nie ulegną znaczącej poprawie” – mówi Song.
Ukraina może być szczególnie ważnym tematem dla Petteriego Orpo, premiera
Finlandii, który w niedzielę wyląduje w Pekinie. „Wsparcie Chin dla Rosji
zdecydowanie nadwyrężyło relacje z państwami nordyckimi, a Finlandia nie jest
tu wyjątkiem” – mówi Patrik Andersson, analityk Szwedzkiego Instytutu Spraw
Międzynarodowych. Andersson zauważa jednak, że relacje Finlandii z Chinami są
zazwyczaj bardziej stabilne niż relacje Szwecji i Norwegii, a ta wizyta
prawdopodobnie je wzmocni.
W miesiącach po rozpoczęciu przez Rosję pełnej inwazji na Ukrainę w 2022 roku,
kraje europejskie zmagały się z faktem, że wiele z nich jest zależnych od Rosji
w zakresie kluczowych surowców, takich jak paliwa kopalne. Pojawiały się apele
o uniknięcie podobnej sytuacji z Chinami, najważniejszym na świecie dostawcą
czystej technologii energetycznej. Już w 2020 roku przewodniczący brytyjskiej
wspólnej komisji ds. wywiadu, Simon Gass, powiedział: „Chiny stanowią
zagrożenie na dość szeroką skalę”.
Te obawy mogą znikać w lusterku wstecznym, ponieważ mocarstwa średnie starają
się utrzymać świat multilateralizmu w obliczu niszczącej kuli, którą rzucił
kraj, niegdyś ich największy obrońca. Chiny twierdzą, że zachowanie Trumpa nie
jest powodem do radości. Niemniej jednak wynik może wzmocnić pozycję Pekinu na
arenie międzynarodowej.
5.
Nowa strategia obronna Pentagonu ma pojednawczy ton wobec Chin
W planie zapisano, że Stany Zjednoczone skoncentrują się na półkuli zachodniej,
jednocześnie ograniczając swoją rolę militarną w Europie, Korei Południowej i
na Bliskim Wschodzie.
https://www.wsj.com/politics/national-security/pentagons-new-defense-strategy-strikes-conciliatory-tone-on-china-03b0940f?mod=Searchresults&pos=1&page=1
Pentagon przyjął pojednawczy ton wobec Pekinu w swojej nowej strategii
obronnej, stwierdzając, że jej nadrzędnym celem jest ustanowienie
„strategicznej stabilności” w regionie Indo-Pacyfiku i deeskalacja napięć z
chińską armią.
Strategia obrony narodowej, która została ogłoszona w piątek wieczorem, zbiegła
się w czasie z przygotowaniami prezydenta Trumpa do spodziewanego w kwietniu
spotkania na szczycie z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem, a Biały Dom starał
się zmniejszyć napięcie wokół Tajwanu.
Twardy wobec niespokojnych sąsiadów z Ameryki Łacińskiej, łagodny wobec Chin.
Pentagon zmienia podejście Stanów Zjednoczonych do swojego bezpośredniego
geostrategicznego konkurenta, wzorując się na dokumencie przyjętym przez Biały
Dom pod koniec ubiegłego roku. Pentagon - jak zauważa Wall Street Journal -
podkreśla, że dominacja USA na półkuli zachodniej jest priorytetem i
sygnalizuje, że długoterminowym celem administracji Trumpa jest ograniczenie
roli militarnej USA w Europie, na Półwyspie Koreańskim i na Bliskim Wschodzie.
„W miarę jak siły USA koncentrują się na obronie kraju i regionu Indo-Pacyfiku,
nasi sojusznicy i partnerzy na całym świecie przyjmą na siebie główną
odpowiedzialność za własną obronę, przy kluczowym, ale bardziej ograniczonym
wsparciu ze strony sił amerykańskich” – czytamy”.
=======
Zdecydujcie się durnie: to Chiny stanowią zagrożenie, czy nie?!
6.
Wiceprzewodniczący Chińskiej Centralnej Komisji Wojskowej Zhang Youxia w
mundurze.
Najwyższy rangą generał Chin oskarżony o ujawnienie tajemnic nuklearnych
USA
Oskarżenia o korupcję pojawiły się również pod adresem generała Zhang Youxia,
którego upadek ma konsekwencje dla gotowości bojowej kraju
https://www.wsj.com/world/china/chinas-top-general-accused-of-giving-nuclear-secrets-to-u-s-b8f59dae?mod=hp_lead_pos1
„Według osób zaznajomionych z raportem wysokiego szczebla na temat zarzutów,
najwyższy rangą generał Chin jest oskarżony o przekazywanie Stanom Zjednoczonym
informacji o chińskim programie zbrojeń nuklearnych oraz przyjmowanie łapówek w
zamian za oficjalne działania, w tym awansowanie oficera na stanowisko ministra
obrony.
Odprawa, w której w sobotni poranek uczestniczyli niektórzy z najwyższych rangą
oficerów wojskowych, miała miejsce tuż przed sensacyjnym ogłoszeniem przez
chińskie Ministerstwo Obrony Narodowej wszczęcia śledztwa w sprawie generała
Zhang Youxii, niegdyś uważanego za najbardziej zaufanego sojusznika wojskowego
chińskiego przywódcy Xi Jinpinga. Oświadczenie to nie ujawniło zbyt wielu
szczegółów poza dochodzeniem w sprawie poważnych naruszeń dyscypliny partyjnej
i prawa państwowego”.
7.
Sprawozdanie z wojny na Ukrainie: Kijów i Moskwa szykują się do kolejnych
rozmów twarzą w twarz, a USA chwalą „duży krok” naprzód
Pierwsza runda spotkań trójstronnych pokazuje „duży postęp” w dążeniu do
pokoju, twierdzi przedstawiciel USA, pomimo nowych ataków ze strony Rosji. Co
wiemy w 1432. dniu
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/25/ukraine-war-briefing-kyiv-and-moscow-set-to-hold-more-face-to-face-talks-as-us-hails-big-step-forward
„Ukraina i Rosja zgodziły się na przeprowadzenie drugiej rundy bezpośrednich
rozmów pokojowych pod auspicjami USA w przyszły weekend po dwudniowym spotkaniu
w Abu Zabi , pomimo ukraińskich skarg, że negocjacje zostały podważone przez
serię śmiercionośnych ataków. Trójstronne rozmowy w Zjednoczonych Emiratach
Arabskich zostaną wznowione 1 lutego, powiedział w sobotę przedstawiciel USA,
dodając: „Myślę, że zebranie wszystkich razem było dużym krokiem. Myślę, że to
potwierdzenie faktu, że po pierwsze, do tej pory poczyniono duże postępy w
rzeczywistym definiowaniu szczegółów potrzebnych do osiągnięcia wniosku”.
Rozmowy były pierwszym znanym bezpośrednim kontaktem między ukraińskimi i
rosyjskimi urzędnikami na temat planu forsowanego przez Donalda Trumpa, mającego
na celu zakończenie prawie czteroletniej wojny. Prezydent Ukrainy Wołodymyr
Zełenski powiedział, że „wiele zostało omówione i ważne jest, aby rozmowy były
konstruktywne”.
Rosja została skrytykowana za rozpoczęcie ataków dronów i rakiet na Kijów i
Charków – dwa największe miasta Ukrainy – podczas rozmów pokojowych w Abu Zabi,
poinformował Peter Beaumont. „Wysiłki pokojowe? Spotkanie trójstronne w
Zjednoczonych Emiratach Arabskich? Dyplomacja? Dla Ukraińców była to kolejna
noc rosyjskiego terroru” – powiedział minister spraw zagranicznych kraju,
Andrij Sybiha, po ostatnim rosyjskim ataku na krytyczną infrastrukturę. Podczas
gdy Kijów i inne miasta borykają się z powszechnymi przerwami w dostawie
ciepła, wody i prądu po rosyjskich atakach na infrastrukturę energetyczną,
urzędnicy w stolicy poinformowali, że jedna osoba zginęła, a co najmniej 15
zostało rannych w atakach, które trwały do rana.
Amerykańscy wysłannicy Jared Kushner i Steve Witkoff rozmawiali z prezydentem
Rosji Władimirem Putinem przez cztery godziny w Moskwie przed trójstronnymi
rozmowami pokojowymi, poinformował przedstawiciel USA. „Spotkali się zaledwie
na około cztery godziny i ponownie była to bardzo, bardzo produktywna dyskusja,
podczas której poruszano ostatnie otwarte kwestie” – powiedział przedstawiciel
podczas konferencji prasowej w sobotę.
Gubernator rosyjskiego obwodu przygranicznego Biełgorod poinformował, że siły
ukraińskie przeprowadziły „zmasowany” atak na główne miasto regionu,
uszkadzając infrastrukturę energetyczną, ale nie powodując ofiar w ludziach.
Wiaczesław Gładkow poinformował w sobotę w Telegramie, że budynek w mieście –
również zwanym Biełgorod – został podpalony, a ekipa ratunkowa walczy z ogniem.
Dodał, że zestrzelony dron uszkodził również domy w pobliskiej wiosce.
Przechwycony tankowiec, podejrzany o przynależność do rosyjskiej floty
szpiegowskiej, skierował się w sobotę do portu w południowej Francji, gdzie
policja ma go przeszukać – poinformowały francuskie władze. Tankowiec, Grinch,
został przechwycony w czwartek rano na wodach międzynarodowych między Hiszpanią
a Afryką Północną – poinformował prezydent Francji Emmanuel Macron w programie
X. Francuska prokuratura podejrzewa, że należy on do sieci statków, których
Moskwa używa do unikania sankcji nałożonych za inwazję na Ukrainę. Tankowiec
zostanie zakotwiczony w Fos-sur-Mere niedaleko Marsylii i pozostanie do
dyspozycji prokuratury w Marsylii w ramach wstępnego śledztwa w sprawie braku
bandery – poinformowała regionalna prefektura morska”.
8.
Według lokalnych urzędników służby zdrowia liczba ofiar śmiertelnych protestów
w Iranie może przekroczyć 30.000
https://time.com/7357635/more-than-30000-killed-in-iran-say-senior-officials/
Tylko w ciągu dwóch dni, 8 i 9 stycznia, „na ulicach Iranu mogło zginąć ponad
30.000 osób” – donosi magazyn Time , cytując dwóch wysokich rangą urzędników
irańskiego Ministerstwa Zdrowia, którzy zeznawali pod warunkiem zachowania
anonimowości. Źródła podały, że w te dwa dni, w czwartek i piątek, zabrakło
worków na zwłoki, a karetki pogotowia zostały zastąpione 18-kołowymi
ciężarówkami.
Jak podaje Time, szacunki 30.304 ofiar śmiertelnych nie uwzględniają rannych
przyjętych do szpitali wojskowych, którzy zmarli później, ani ofiar z obszarów,
dla których nie podano liczby ofiar śmiertelnych.
Według rekonstrukcji tygodnika, która zebrała liczne zeznania, miliony ludzi
wyszły na ulice, gdy władze zablokowały internet i wszelką inną komunikację ze
światem zewnętrznym. Naoczni świadkowie i nagrania z telefonów komórkowych
pokazują snajperów stacjonujących na dachach i ciężarówki wyposażone w ciężkie
karabiny maszynowe otwierające ogień. W piątek, 9 stycznia, przedstawiciel
Pasdaranów ostrzegł w telewizji państwowej każdego, kto wychodzi na ulice:
„Jeśli trafi cię kula, nie zdziw się”.
Protesty 8 i 9 stycznia przyniosły gwałtowny wzrost liczby demonstracji, co
było również odpowiedzią na stanowisko zajęte przez prezydenta USA Donalda
Trumpa, który w poprzednich dniach groził reżimowi irańskiemu interwencją
militarną, jeśli ten będzie kontynuował represje.
Time porównuje masakrę w Iranie do masakry dokonanej przez nazistów na
przedmieściach Kijowa 29 i 30 września 1941 r., kiedy to w Babim Jarze
zamordowano 33 000 ukraińskich Żydów.
9.
Anonim
„Baseny krwi, setki strzałów”: Jestem
chirurgiem w Iranie – to horror, którego byłem świadkiem podczas represji
Pracowałem jako chirurg w strefach katastrof. Nic nie może się równać z
koszmarem, który widziałem w irańskich szpitalach, gdy państwo zaczęło strzelać
do protestujących.
https://www.theguardian.com/global-development/2026/jan/25/iran-protest-doctor-first-hand-account-shooting-of-protestors
Do 8 stycznia irańskie protesty antyreżimowe, które rozpoczęły się pod koniec
grudnia, rozprzestrzeniły się po całym kraju, a według doniesień siły
bezpieczeństwa zabiły co najmniej 45 osób. W ciągu następnych trzech dni reżim
najwyraźniej rozpoczął brutalne represje wobec protestujących, które, jak się
obecnie szacuje, doprowadziły do śmierci ponad 5000 osób.
Kiedy w czwartek (8 stycznia) wieczorem dotarłem do szpitala w Teheranie,
odgłosy miasta już się zmieniły.
Jeszcze kilka godzin wcześniej lekarze i pacjenci przesyłali mi zdjęcia na
WhatsAppie: rany postrzałowe pleców, rąk, głowy. Bolesne, przerażające
obrażenia – ale do przeżycia. Rodzaje ran, które można było opatrzyć,
sugerowały, że przemoc ma swoje granice. Potem, o ósmej, wszystko zgasło. Internet,
telefony komórkowe, wiadomości, mapy – wszystko zniknęło.
Kilka minut później rozpoczęła się strzelanina. Od około 20:10 lub 20:20
słyszałem odgłosy strzałów rozbrzmiewające na ulicach, krzyki i odgłosy
eksplozji. Wezwano mnie do szpitala. Kiedy dotarłem na miejsce, od razu było
jasne, że nie mamy już do czynienia z tą samą sytuacją.
Pacjenci, którzy teraz przychodzą, nie zostali trafieni śrutem – zostali
postrzeleni ostrą amunicją. Kulami bojowymi. To nie były strzały ostrzegawcze.
To były kule zaprojektowane tak, aby przechodziły przez ciało. Kule, które
wchodziły z jednej strony i wychodziły z drugiej.
Zdjęcie rentgenowskie ukazujące śrut po tym, jak policja ostrzelała
demonstrantów w Teheranie. Zdjęcie: Vahid Online
Jestem chirurgiem, który zajmuje się głównie urazami tułowia, a tamtej nocy
sale operacyjne zapełniły się ranami klatki piersiowej, brzucha i miednicy. Nie
widziałem rąk ani nóg – inni się nimi zajmowali – ale widziałem obrażenia,
które w ciągu kilku minut decydują o życiu lub śmierci. Obrażenia, w przypadku
których nie ma miejsca na zwłokę, na błąd. Wiele strzałów padło z bliskiej
odległości. Spowodowane przez nie obrażenia były poważne. W niektórych
przypadkach katastrofalne.
Bardzo szybko szpital stał się strefą masowych ofiar. Brakowało nam
wszystkiego: chirurgów, pielęgniarek, anestezjologów, sal operacyjnych,
preparatów krwiopochodnych. Czasu było za mało. Pacjenci przybywali szybciej
niż byliśmy w stanie ich przyjąć. Nosze ustawiały się w kolejce. Sale
operacyjne pracowały bez przerwy.
W szpitalu, w którym normalnie przeprowadza się dwie nagłe operacje w ciągu
nocy, przeprowadziliśmy 18 operacji między 21:00 a 6:00 rano. Kiedy nastał
ranek, niektórzy pacjenci z tamtej nocy wciąż leżeli na stole operacyjnym.
Nie było chwili wytchnienia. Nie było chwili na zastanowienie się i ocenę.
Przechodziłeś od jednego pacjenta do drugiego, z jednej sali operacyjnej do
drugiej. Pracowałem podczas trzęsień ziemi i widziałem masowe ofiary po
poważnych wypadkach. Nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. Nawet podczas
katastrof można przyjąć 20 lub 30 rannych pacjentów w ciągu kilku godzin. Tej
nocy i kolejnej były ich setki: rany postrzałowe; ciężkie urazy. Jeden po
drugim.
Wyczerpanie było całkowite. Fizyczne wyczerpanie, owszem, ale bardziej
psychiczne. Jako chirurdzy, naszym zadaniem jest ratowanie życia. Tej nocy
ratowaliśmy ludzi postrzelonych przez ich własny rząd. Ta sprzeczność wciąż w
tobie tkwi. Operujesz dalej, bo nie masz wyboru, bo ludzie wciąż napływają, bo
przerwanie operacji nie wchodzi w grę; ale część ciebie pęka.
Będąc na sali operacyjnej, usłyszałem broń, która nie powinna być używana na
ulicach miasta. Usłyszałem dźwięk karabinów maszynowych DSzK [radzieckiej
konstrukcji]. Później zobaczyłem je zamontowane na tyłach pickupów
poruszających się po mieście. Opisuję to, co słyszałem i widziałem, a nie to,
co spowodowało konkretne obrażenia, ale atmosfera była nie do pomylenia. To nie
była policja. To było coś innego.
W miarę upływu nocy, liczenie ofiar stawało się coraz trudniejsze. Nie było
możliwości zebrania dokładnych danych. Liczba ofiar znacznie przekraczała
możliwości szpitali, personelu i infrastruktury.
Ludzie bali się przychodzić do szpitala. Wiedzieli, co się potem stanie. Z
doświadczenia wiem, że gdy sytuacja zostanie uznana za „opanowaną”, szpitale
otrzymują oficjalne listy od służb bezpieczeństwa z żądaniem podania danych
pacjentów – imion, nazwisk, danych o obrażeniach. Jeśli administratorzy
odmówią, grożą im poważne konsekwencje. Ten system istniał na długo przed
protestami.
Zdjęcie rentgenowskie pokazujące śrut. Później pacjentów postrzelono ostrą
amunicją. Zdjęcie: Vahid Online
W tamtych dniach wielu poszkodowanych w ogóle nie przychodziło. Zamiast tego
dzwonili do mnie. Mój telefon dzwonił nieustannie, gdy tylko był choćby krótki
sygnał. Ludzie rozmawiali szyfrem, przerażeni, że rozmowy są monitorowane.
Wezwania nie dotyczyły tylko młodych protestujących dorosłych. Dotyczyły
16-letniego dziecka, mężczyzny po siedemdziesiątce, ludzi, którzy po prostu
byli na ulicy. Nie trzeba było demonstrować, żeby zostać postrzelonym.
Wystarczyło tam być.
W piątek rano wciąż byłem na sali operacyjnej. Niektórzy pacjenci z poprzedniej
nocy wciąż przechodzili operację. Później tego samego dnia musiałem udać się do
miasta w środkowym Iranie. Miasto, przez które przejeżdżałem, wyglądało na
zrujnowane. Stacje metra były spalone lub zniszczone, a ich pochyłe szklane
konstrukcje zniszczone. Trasa, którą normalnie pokonałbym w mniej niż 10 minut,
zajęła prawie dwie godziny.
Kiedy przyjechałem do miasta, sytuacja była taka sama: znajomi pracujący w
tamtejszych szpitalach opowiadali mi, że noc była katastrofalna. Jeden z
kolegów powiedział, że dyżurny chirurg nie dawał rady i że kilku lekarzy
musiało operować bez przerwy. W jednym szpitalu w ciągu jednej nocy wykonano 13
operacji jamy brzusznej i klatki piersiowej.
Nawet szpitale prywatne, w których zazwyczaj nie ma ofiar strzelanin, zostały
przeciążone.
Nie mam oficjalnych danych – nikt jeszcze ich nie ma. Ale znam możliwości
szpitali. Kiedy mały szpital, który zazwyczaj przyjmuje jeden zgon w ciągu 24
godzin, przyjmuje osiem ciał w ciągu jednej nocy, a średnie szpitale przyjmują
20 – osób, które prawdopodobnie zmarły przed dotarciem do szpitala – rozumiesz,
co się dzieje. Kiedy wiesz, ile szpitali ma miasto i jakie są ich możliwości,
możesz oszacować.
W mieście liczącym około 2 milionów mieszkańców, w ciągu jednej nocy mogło
zginąć ponad 1000 osób; [w całym Iranie] szacuję, że ponad 20 000. To są czyste
szacunki, oparte na moim doświadczeniu i liczbie łóżek, a nie na oficjalnych
statystykach.
Na jednej ulicy widziałem krew zgromadzoną w rynsztoku, a ślad ciągnący się po
ziemi miał długość kilku metrów. Ktoś, kto straci tyle krwi, nie przeżyje
wystarczająco długo, by dotrzeć do szpitala.
Z biegiem czasu przemoc stopniowo eskalowała. W czwartek wieczorem słyszałem
głównie pojedyncze strzały. W piątek wieczorem słyszałem strzały z broni
automatycznej.
Poziom przemocy nie przypominał działań policji, można było odnieść wrażenie,
że wobec cywilów stosuje się przepisy wojenne.
Rodziny nadal dzwoniły. Wiele z nich było przerażonych nie tylko swoimi
obrażeniami, ale także tym, co się stanie, jeśli zgłoszą się po pomoc. Szpital,
który powinien być miejscem bezpiecznym, stał się miejscem strachu.
Skali tego, co wydarzyło się w tamtych dniach, nie da się w pełni oddać:
zniszczeń, skali obrażeń, ciszy spowodowanej przerwami w łączności, wyczerpania
personelu medycznego. Poczucia, że coś fundamentalnego pękło.
Moje słowa nie wystarczą, by opisać, co się wydarzyło. Ale wiem jedno: to, co
się wydarzyło, wykraczało daleko poza wszystko, co kiedykolwiek powiedziano
opinii publicznej. A większość z tego działo się w ciemności.
Na podstawie zeznań złożonych przed Deepą Parent z Guardiana i Centrum Praw
Człowieka w Iranie. Chociaż nie opublikowano żadnych oficjalnych danych na
temat liczby ofiar śmiertelnych, amerykańska agencja Human Rights Activists
News Agency oszacowała, że zginęły 5002 osoby – w tym 4716 demonstrantów, 203
osoby związane z rządem, 43 dzieci i 40 cywilów niebiorących udziału w
protestach.
10.
Trump twierdzi, że tajna discombombulator - broń „dezorientująca” - została
użyta do schwytania Maduro
https://edition.cnn.com/2026/01/25/politics/trump-says-secret-discombobulator-weapon-was-used-to-capture-maduro
Prezydent Donald Trump powiedział, że Stany Zjednoczone użyły broni, którą
nazwał „dezorientatorem”, aby pojmać ówczesnego prezydenta Wenezueli Nicolása
Maduro w tym miesiącu, ale wysoki rangą urzędnik amerykański stwierdził, że
prawdopodobnie myli narzędzia używane przez armię amerykańską.
„O tym Discombobulatorze nie wolno mi mówić” – powiedział Trump w wywiadzie dla
„New York Post”, opublikowanym w sobotę, ale dodał, że „uniemożliwiał on
działanie sprzętu [wroga]” podczas przechwytywania urządzenia.
Prezydent może łączyć kilka możliwości w jedną broń, która nie istnieje,
powiedział CNN wysoki rangą urzędnik USA. Siły amerykańskie użyły narzędzi
cybernetycznych, aby wyłączyć systemy wczesnego ostrzegania i inne wenezuelskie
systemy obronne podczas operacji, a także wykorzystały istniejące systemy
akustyczne do dezorientacji personelu na ziemi.
Wojsko amerykańskie również od lat dysponuje bronią termiczną o nazwie Active
Denial System, która wykorzystuje ukierunkowaną, pulsacyjną energię. Nie jest
jasne, czy była ona również używana.
CNN donosiło wcześniej, że ADS, według amerykańskiego wojska, to
nieśmiercionośna broń, która emituje niewidzialną wiązkę fal
elektromagnetycznych o zasięgu nieco ponad pół mili. Przenika ona przez ludzką
skórę i wywołuje uczucie ciepła, które powoduje, że ludzie oddalają się od
wiązki.
Kilka dni po pojmaniu Maduro, rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt
opublikowała ponownie komentarze rzekomo pochodzące od wenezuelskiego
ochroniarza, który twierdził, że podczas operacji Stany Zjednoczone „uruchomiły
coś”, co „przypominało bardzo intensywną falę dźwiękową”.
„Nagle poczułem, jakby moja głowa eksplodowała od środka” – dodał ochroniarz.
„Wszyscy zaczęliśmy krwawić z nosa. Niektórzy wymiotowali krwią. Upadliśmy na
ziemię, nie mogąc się ruszyć”.
To źródło nie zostało zweryfikowane przez CNN.
Według analizy operacji z 3 stycznia przeprowadzonej przez CNN , misja USA
rozpoczęła się od serii ataków na cele w całym kraju, które zniszczyły
infrastrukturę radarową, łącznościową i obrony powietrznej, a także umożliwiły
przelot amerykańskim helikopterom.
Według generała sił powietrznych Dana Caine’a, przewodniczącego Kolegium
Połączonych Szefów Sztabów USA, z 20 baz lądowych i morskich wystartowało ponad
150 samolotów, w tym bombowce, myśliwce, platformy wywiadowcze i obserwacyjne.
Według jednego z ekspertów Stany Zjednoczone prawdopodobnie użyły również
jednokierunkowych dronów do ataków w nadmorskim mieście Higuerote, w którym
znajdują się wenezuelskie systemy obrony powietrznej.
Nagrania wideo z lądowania sił amerykańskich na terenie kompleksu wojskowego
Fort Tiuna ukazują ciągłe odgłosy strzelaniny. Według ekspertów wojskowych
odgłosy te przypominają wystrzały z amerykańskich śmigłowców szturmowych Direct
Action Penetrator MH-60 Black Hawks, strzelających z działek automatycznych
kalibru 30 mm.
Dokładne miejsce w Forcie Tiuna, gdzie pojmano Maduro, ani szczegóły dotyczące
tego, co wydarzyło się po wylądowaniu tam sił amerykańskich, nie zostały
ujawnione.
11.
Pewien włoski naukowiec dokonał epokowego odkrycia! Odkrył mianowicie dlaczego
na lodzie się ślizga.
12.
2 lata temu
1.
Warcholstwo.
Starsi ludzie pamiętają, jak w szkołach uczono, że przyczyną klęsk i zniknięcia
Rzeczypospolitej było właśnie ono.
Warchoł to człowiek siejący zamęt w imię tylko własnych celów. Osoba wywołująca
kłótnie i zamęt swoją samowolą.
Warcholstwo to:
• synonim zazdrości, zawiści połączonej z ciągłym narzekaniem, apatią, brakiem
jakiejkolwiek inicjatywy,
• prywata, działanie poza prawem,
• pojmowanie „patriotyzmu” pod własną korzyść,
• brak zdolności działania „ponad podziałami”, wypracowania ogólnego konsensu,
kompromisu,
• nieumiejętność konstruktywnej dyskusji, kłótliwość.
• Wygląda na to, że warcholstwo to endemiczna cecha Polaków.
Władysław Kopaliński podaje, że wyrażenie „polskie piekło” spopularyzowane
zostało przez Tadeusza Mazowieckiego, który 31 marca 1990 roku, w przemówieniu
na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego powiedział: „Abyśmy tej zaczynającej się
polskiej demokracji nie zamienili w polskie piekło (...) swarów, podgryzań i
walk”.
Gangsterzy z szajki naprawdę się przestraszyli.
Kiedy nie będą kierować prokuraturą krajową, koniec z nich bezkarnością.
Media publiczne to tylko narzędzie; jego utrata nie boli.
Utrata wolności i bezprawnie zagarniętych publicznych pieniędzy – to największy
ból, jaki można im sprawić.
Dlatego warcholą się pod ministerstwem Sprawiedliwości, dlatego Ciul Zasikany
wzywa Dudę: „zrób coś, byle radykalnie”. Czyli ogłoś stan wojenny i wyprowadź
na ulice wojsko. W końcu po coś Błaszczak dokonał tuż przed wyborami zmian
najważniejszych dowódców.
Uda mu się?
Pierwsza Rzeczpospolita nie potrafiła okiełznać warchołów i została
zlikwidowana przez kraje, które potrafiły.
Druga Rzeczpospolita nie potrafiła okiełznać warchołów i poniósłszy druzgocącą
klęskę przestała istnieć.
Czy Trzecia Rzeczpospolita zdoła okiełznać warchołów, czy naszym przeznaczeniem
jest znowu likwidacja naszego państwa?
Wielki napis na siedzibie PiS. Odnosi się do decyzji Andrzeja Dudy - Wiadomości
(onet.pl)
13.
3 lata temu
Kochać nie warto, całować nie warto, marzyć nie warto, przebaczać nie warto. A
jedno co warto, to upić się warto, czystą, perlistą, zaprawić się na śmierć. I
jeszcze co warto, to puścić się warto, przez morza, przestworza i strzelić
sobie w łeb. A z czego? A z łuku! A po co? Dla huku!
To pijacka piosenka młodzieżowa. Młodzież właśnie odkryła bezsens życia i
usiłuje w tym bezsensie złapać równowagę. Głupio, rzecz jasna, ale czyż od
młodzieży można wymagać mądrości?
Właściwie nie ma dnia, by włoskie media (ale nie tylko włoskie) donosiły o
bezprzykładnej przemocy, której ofiarami padają nauczyciele. Zła ocena, uwaga o
niewłaściwym zachowaniu, często kończą się pobiciem, duszeniem, strzałem z
wiatrówki. Zniszczenie samochodu, czy wybicie okien w mieszkaniu też należy do
codzienności.
By już nie wspomnieć o dziecięcych lub przednastoletnich gangach, będących
zmorą wielu miast, od Neapolu do Londynu…
D.O. miał aż do studiów przeważnie niedobrych nauczycieli, marne umysły,
ciągotki psychopatyczne i sadystyczne… Umiejętność zainteresowania przedmiotem
– zerowa… Próba odnalezienia w uczniu talentu - mniej niż zerowa…
Ale nigdy mu nie przyszło do głowy, żeby wystąpić przeciwko jakiemuś
nauczycielowi czy nauczycielce z jakimś aktem przemocy!
Jeśli już to on padał jej ofiarą ze strony nauczycieli. Jedna rzuciła w niego
doniczką z roślinką w środku. Musi przyznać, że zasłużył, bo gałgan był zeń
nieprzeciętny.
Tak, tak, tymi słowy D.O. chciałby wzbudzić w Czytelniku refleksję na temat
odpowiedzialności: gdzie szukać korzeni owej przemocy wobec nauczycieli? W
„bezstresowym wychowaniu”? W wychowaniu bez kar i przemocy ze strony
wychowawców? W społecznym przyzwoleniu na przemoc?
Przemysław Nowosilcow, czerep rubaszny i bardzo katolicki.
14.
5 lat temu
Proszę sobie wyobrazić, że prezydent pewnego państwa środkowoeuropejskiego
zażądał wczoraj od Unii Europejskiej, aby nałożyła sankcje na Rosję za brutalne
tłumienia pokojowych manifestacji.
Czasem się dziwię, że się ludzie dziwią, a tu proszę, sam się zdziwiłem
15.
11 lat temu
Dosyć tego! 52 stopnie Fahrenheita (12 C)? Wyjeżdżam!
W sobotę temperatura spadła do 70, niebo się zasnuło i zaczął wiać nieprzyjemny
wiatr. To już lepiej siedzieć w oceanie, bo woda ma 74 (23,3 C) stopnie.
Miami bez słońca nie ma sensu, jest nienaturalne, od razu brzydsze. Nie można
nic nakręcić, bo wychodzi szare na szarym, a szare na szarym mam w Warszawie.
Dziś jak na tutejsze zwyczaje ziąb, ale przynajmniej jest słoneczko. W piątek
też było, ale liczne chmurki i wiatr zrobiły z nakręconego filmy sieczkę. Każde
ujęcie ma inny kolor, inną dominantę. Kręcisz fasadę jakiegoś kolorowego domu w
Art Deco District, przechodzisz kila metrów dalej, by porobić detale, potem, w
domu przeglądasz surówkę i wierzyć się nie chce, że to ten sam dom!
W Ameryce mam zawsze kłopoty z jedzeniem. Fast foodów zatrzęsienie, ale to nie
na moje zdrowie, mój smak, moje samopoczucie. Restauracje? Kosztowne, a poza
tym 9 na 10 serwuje obrzydlistwa. Na palcach jednej ręki mogę policzyć
przyjemne zaskoczenia podczas moich 10 już podróży po Ameryce. Do niektórych
wracałem, ale miały już innego właściciela, a jedzenie było okropne. Trzymają
mnie przy życiu Chińczycy, ale wcale nie ma ich tak wielu i – jeśli już – to są
w większych miastach, a ja lubię podróżować po prowincji. Wczoraj wypuściliśmy
się do Coconut Grove, takiej dzielnicy bohemy (no, może nie w europejskim
znaczeniu, ale ma w sobie coś nowojorskiego Soho): festiwal smażonego ścierwa,
co gorsza smażonego na oleju palmowym, czyli świństwie (W Polsce prawie
wszystkie ciasteczka na tym właśnie; generalnie, jak w składnikach piszą „olej
roślinny, to możecie mieć prawie pewność, że to palmowy, najtańszy z
dostępnych, do silników samochodowych się nie nadaje, to dają wam to do
jedzenia).
Jeden Hindus, ale u wejścia znudzony kelner powtarza jak mantrę „Do you have a reservation?
Sorry, we’re fully booked”. Po godzince, byliśmy na tyle zdesperowani, że
rozważaliśmy zamówienie jajecznicy, ale potem dostrzegliśmy niebieski
baldachim, a na nim “Italian Seafood”. Wchodzę i pytam gościa za barem, po
włosku oczywiście, co poleca. Ufff… Włoch, najprawdziwszy. Młody. Otworzył dwa
miesiące temu. Sprowadza ryby i ośmiornice z Włoch i Hiszpanii, cozze z Kanady.
Yummy! „Dottore, tutto bene? Come era la pasta? Gradisce un amaro”? Czar
częściowo prysł dopiero przy rachunku: tutaj restauracje są naprawdę rujnujące.
Dzięki ci. Niemiaszku, żeś wymyślił podwójne sprzęgło. Dwa tygodnie irytuję się
prowadząc samochód wyposażony w tradycyjny automat: powolny, pełen bezwładu. Od
razu nazwałem go „śmierć cywilna”.
No nic, idę oglądać maratończyków. Od dnia przyjazdu wożę w bagażniku nasze
zimowe ubrania, w których wyjechaliśmy z Polski. Zdaje się, że się dziś
przydadzą.
Mam pomysł na biznes życia: miliony same pchałyby się do kieszeni:
długoterminowa szatnia na lotnisku w Miami. Codziennie setki samolotów (to nie
pomyłka, tu wciągu dnia na trzech pasach samoloty lądują średnio co 20 sekund)
przywożą zmarzluchów, spragnionych ciepełka, krótkich spodni i spódniczek i
lekkich podkoszulek. Co mają zrobić z puchowymi kurtkami, paltotami, futrami?
No właśnie: ja już tam na nich czekam, odbieram, daję numerek, po tygodniu
oddaję ubrania i inkasuję stóweczkę. Gdzie ja miałem rozum, gdy szedłem na
studia!?
Dzień dobry , o matko i córko , obfitość materiału i dodatkowo wspomnienia , ciężko ......
OdpowiedzUsuńDzień dobry...
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń