DRUGI OBIEG
Środa, 4 lutego 2026
1.
Trump mówi, że Republikanie powinni „przejąć” wybory, a Clintonowie zgadzają
się być świadkami w śledztwie e sprawie Epsteina.
https://www.nytimes.com/2026/02/03/podcasts/the-headlines/trump-republicans-elections-clintons-epstein-inquiry.html
Strach przed utratą kontroli nad Kongresem w listopadzie sprawia, że Donald
Trump jest coraz śmielszy w próbach obalenia zasad wyborczych na swoją korzyść.
Prezydent USA wezwał republikanów w Kongresie do „unarodowienia głosowania”,
powołując się na władzę, którą Konstytucja USA przyznaje stanom. W rozmowie z
prawicowym podcasterem i teoretykiem spiskowym Danem Bongino , który niedawno
zrezygnował ze stanowiska zastępcy dyrektora FBI , Trump ponownie stwierdził,
że wybory w 2020 roku zostały mu skradzione i wezwał republikanów do „przejęcia
kontroli” nad wyborami i znacjonalizowania procesu. „Powinniśmy przejąć
kontrolę nad głosowaniem w co najmniej piętnastu miejscach” – powiedział Trump
Bongino. „Republikanie powinni znacjonalizować głosowanie”.
Zgodnie z Konstytucją, „czas, miejsce i sposób” wyborów są ustalane przez
poszczególne stany, a nie przez rząd federalny. Kongres ma prawo ustanawiać
zasady wyborcze, ale Konstytucja nie przyznaje prezydentowi żadnej roli w tych
kwestiach. Ta autonomia leży u podstaw jednej z fundamentalnych zasad Ameryki.
Trump, próbując powstrzymać odpływ głosów, jest gotowy podważyć Konstytucję.
Ryzykuje jednak konflikt z własną partią. W ostatnich dekadach Republikanie
często popierali prawa stanowe i sprzeciwiali się silnemu rządowi federalnemu.
Prośba Trumpa, którego notowania gwałtownie spadły w ostatnich tygodniach,
pojawiła się po tym, jak nakazał FBI wykonanie nakazu przeszukania lokalu
wyborczego w hrabstwie Fulton w stanie Georgia, będącego centrum prawicowych
teorii spiskowych na temat wyborów w 2020 roku. Jedyną próbę sfałszowania
wyniku podjął Trump, który później został oskarżony o próbę unieważnienia
wyniku wyborów, prosząc sekretarza stanu Georgii o „znalezienie” prawie 12 000
głosów. Nietypowy nakaz wydany FBI upoważnił agentów do przejęcia wszystkich
papierowych kart do głosowania z 2020 roku, taśm z maszyn liczących głosy,
obrazów wytworzonych podczas liczenia głosów oraz spisów wyborców z tego roku.
Według „New York Timesa” szefowa wywiadu Tulsi Gabbard uczestniczyła w nalocie
w Georgii, łamiąc protokół, a następnie użyła swojego telefonu komórkowego, aby
połączyć Trumpa z agentem FBI. W rozmowie z Bongino Trump powtórzył, nie
przedstawiając dowodów, że istnieją „stany, które są tak skorumpowane” i
„stany, w których wygrałem, ale wygląda na to, że to nigdy nie miało miejsca”.
Prezydent twierdził również, ponownie bezpodstawnie, że nieudokumentowani
imigranci mogli głosować nielegalnie w 2020 roku. Trump zasugerował następnie,
że w Georgii pojawią się „ciekawe rzeczy”. Dziesiątki sądów w całym kraju, w
tym te, którym przewodniczą sędziowie mianowani przez Trumpa, konsekwentnie
odrzucają zarzuty oszustwa. Magnat chce poddać system wyborczy kontroli
federalnej. Jak dokładnie ma to nastąpić, nie jest jasne. Demokraci obawiają
się jednak, że to desperacka próba uniknięcia porażki w listopadzie.
2.
Francuska siedziba X Elona Muska padła ofiarą nalotu paryskiej jednostki ds.
cyberprzestępczości
Oświadczenie prokuratorów pojawia się w momencie zaostrzenia się nastawienia
Europejczyków do firm prowadzących media społecznościowe
https://www.theguardian.com/technology/2026/feb/03/french-headquarters-elon-musk-x-raided-paris-cybercrime-unit
… „Nalot w Paryżu jest częścią śledztwa wszczętego w styczniu ubiegłego roku w
sprawie podejrzenia nadużycia algorytmów i oszukańczego ekstrakcji danych.
Prokuratura poinformowała, że śledztwo rozszerzyła o skargi dotyczące
narzędzia X do tworzenia sztucznej inteligencji, Grok.
Firma poinformowała, że do zarzutów dotyczących przestępstw, które obecnie
prowadzi dochodzenie, należą: współudział w posiadaniu i zorganizowanej
dystrybucji zdjęć przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci,
naruszenie praw do wizerunku za pomocą fałszywych materiałów o charakterze
seksualnym oraz zaprzeczanie zbrodniom przeciwko ludzkości”.
3.
Bez pomocy Zachodu ukraińska obrona jest słaba: w ten sposób rosyjskie rakiety
niszczą i podbijają Kijów.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/02/03/news/difese_kiev_senza_aiuti_occidentali_missili_russi-425135898/?ref=RHLM-BG-P4-S2-T1-fdg5
Prosta i zabójcza taktyka: zrzucić na ukraińskie miasta więcej pocisków, niż
mogą zestrzelić działa przeciwlotnicze. Technicznie rzecz biorąc, nazywa się to
„nasyceniem celu” i właśnie to Rosjanie coraz częściej robią: wystrzeliwują
więcej pocisków, niż mają do dyspozycji tarcz. Moskiewscy generałowie mogą
liczyć na obfitość broni produkowanej przez putinowską gospodarkę wojenną i
udoskonalanej zachodnimi lub azjatyckimi komponentami elektronicznymi
importowanymi z naruszeniem embarga. Przede wszystkim jednak liczą na załamanie
dostaw pocisków przechwytujących dla kijowskich baterii ziemia-powietrze, które
od sześciu miesięcy docierają w skąpych ilościach.
„Są chwile, kiedy mamy poważne braki; nie zdradzę żadnych sekretów. Na
przykład, mamy baterię Nasamów z wyrzutnią na sześć pocisków, ale możemy
załadować tylko dwa” – wyjaśnił wczoraj w wywiadzie dla RBC pułkownik Jurij
Ihnat, szef departamentu łączności Sił Powietrznych Ukrainy. Oficer podkreślił
nowe podejście Rosji: wcześniej przeprowadzała naloty na cały kraj. Teraz
jednak koncentruje setki dronów i dziesiątki pocisków na jednym regionie
„jednocześnie i intensywnie”: „Często nasze baterie Nasamów lub Iris-T nie mają
czasu na przeładowanie wyrzutni podczas tych masowych ataków”.
Inną strategią Rosji jest coraz częstsze wykorzystywanie pocisków
balistycznych. Pociski te uderzają w cele z ekstremalnie dużą prędkością,
zazwyczaj przekraczającą 4000 kilometrów na godzinę. Tylko amerykańskie pociski
Patriot, wersja Pac3, są w stanie je zestrzelić. Od czerwca ubiegłego roku
dostarczono bardzo niewiele tych pocisków przechwytujących: administracja
Trumpa zablokowała ich sprzedaż; od tego czasu istnieją jedynie kontrakty
sprzedaży na Ukrainę, opłacane przez kraje europejskie, które są realizowane
bardzo powoli.
„Nawet jeśli zestrzelimy 80 procent, pozostałe 20 procent spowoduje niezwykle
poważne szkody” – podkreśla pułkownik Inhat z niezaprzeczalnym optymizmem co do
skuteczności obrony. Podczas dzisiejszego porannego ataku zniszczono tylko 38 z
71 rosyjskich pocisków, czyli mniej niż 60 procent: co najmniej 27 trafiło
prosto w cel. Mówimy o oficjalnych statystykach, które często są zawyżane. W
tym przypadku jednak zdają się one odpowiadać charakterystyce broni używanej
przez moskiewskich generałów: 32 pociski balistyczne Iskander lub S-300; cztery
szybkie Cyrkony i Onixy, zaprojektowane jako broń przeciwokrętowa; i wreszcie
35 pocisków manewrujących czterech różnych modeli – Iskander K, KH101, KH22 i
KH32.
Przeciwko pociskom manewrującym – latającym jak samoloty, osiągającym prędkość
800-900 kilometrów na godzinę – Ukraińcy często używają obecnie myśliwców F-16,
przekazywanych przez kilka państw europejskich. Ale pociski ziemia-powietrze
Iris-T, dostarczane w dużych ilościach przez Niemcy, również osiągają znaczące
rezultaty w walce z tymi latającymi bombami. Nie należy zapominać, że Rosjanie
wysłali do ataku również 450 dronów, w tym 300 dronów Szahid-Geran z
ulepszonymi głowicami. Dowództwo w Kijowie twierdzi, że zestrzeliło 412 z nich,
a kolejne 31 skutecznie trafiło w cel. „Zamiary wroga są jasne” – podsumował
oficer Sił Powietrznych. „Pierwszą i najważniejszą rzeczą dla nich jest
wpłynięcie na ludność Ukrainy, uczynienie jej życia niemożliwym”.
Rozczarowane nadzieje
Nie wydaje się prawdopodobne, aby dziury w kopule ochronnej Ukrainy zostały
wkrótce załatane. Kilka krajów europejskich podpisało umowy ze Stanami
Zjednoczonymi na dostawę pocisków Patriot Pac-3 do Kijowa, ale nowy mechanizm
pomocy wprowadzony przez Trumpa jest bardzo powolny. Broń ta jest uważana za
priorytet przez Pentagon, który obecnie rozmieszcza ją w krajach arabskich w
oczekiwaniu na potencjalny kryzys z Iranem. Problemem są trudności Europy w
zwiększeniu produkcji broni, która utrzymuje się zasadniczo na poziomie z 2022
roku. Włochy i Francja nie dostarczyły pocisków dla dwóch baterii SAMP-T od
lata: Macron obiecał przekazać pierwsze pociski przechwytujące Aster 300 w
wersji zdolnej do zatrzymywania pocisków balistycznych, ale to i tak zajmie
miesiące. Wydaje się, że tylko Niemcy zwiększyły tempo szybciej niż reszta UE,
co pozwoliło im przekazać znaczne ilości broni, takiej jak pociski Iris-T.
Berlin buduje również fabrykę, która będzie produkować Patrioty dla krajów UE,
ale nie będzie ona gotowa przed 2027 rokiem. Ukraińcy z kolei nie mają czasu, a
bez obrony przeciwlotniczej wszelkie nadzieje na stawienie oporu mogą zostać
zniweczone przez rosyjskie rakiety.
4.
https://wyborcza.pl/7,75398,32574239,akcja-sluzby-kontrwywiadu-wojskowego-w-mon-wieloletni-pracownik.html#s=S.TD-K.C-B.6-L.2.duzy
Służba Kontrwywiadu Wojskowego zatrzymała we wtorek 3 lutego wieloletniego
pracownika Ministerstwa Obrony Narodowej. Mężczyzna podejrzany jest o
współpracę z rosyjskim wywiadem. Czy w MON zatrzymano rosyjskiego szpiega?
Ustalenia "Wyborczej".
We wtorek rano MON wydał komunikat dotyczący zatrzymania w siedzibie
ministerstwa, przy al. Niepodległości w Warszawie "wieloletniego
pracownika resortu obrony narodowej". Jak czytamy w oświadczeniu,
"osobie tej zostały przedstawione zarzuty współpracy z obcym wywiadem".
Do zatrzymania domniemanego szpiega doszło po godzinie 8, zaraz po jego
przyjściu do pracy. Niczego się nie spodziewał. To wieloletni pracownik
średniego szczebla departamentu strategii i planowania obronnego MON. Z budynku
został wyprowadzony przez funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej.
Sprawę prowadzi Służba Kontrwywiadu Wojskowego, która podczas zatrzymania
pracownika MON współpracowała z Departamentem do Spraw Wojskowych Prokuratury
Krajowej i Żandarmerią Wojskową. W komunikacie czytamy także, że z zatrzymaną
osobą "trwają już czynności procesowe".
W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" rzecznik prasowy ministra obrony
narodowej Janusz Sejmej powiedział, że wtorkowa akcja służb w siedzibie MON to
efekt "wielomiesięcznej pracy". - Po zakończeniu trwających
czynności, w godzinach późniejszych, wydamy stosowny komunikat - poinformował
Sejmej.
Z nieoficjalnych informacji źródeł "Wyborczej" w resorcie obrony,
wiemy, że zatrzymana osoba to mężczyzna, który jest tak zwanym cywilnym
pracownikiem MON i że "nie miał dostępu do kluczowych informacji"
ministerstwa.
Pracownik MON podejrzany o szpiegostwo
O szczegóły sprawy zapytaliśmy także rzecznika prasowego Departamentu
Bezpieczeństwa Narodowego, Jacka Dobrzyńskiego. Jak usłyszeliśmy, sprawa ma
związek z działaniami prowadzonymi bezpośrednio przez Służbę Kontrwywiadu
Wojskowego.
Rzeczników ABW i MON zapytaliśmy o sposób przekazywania dalszych i
szczegółowych informacji dotyczących porannej akcji w resorcie obrony. W obu
przypadkach usłyszeliśmy, że zatrzymany mężczyzna znajduje się obecnie w
siedzibie Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jego sprawą zajmuje się wydział
ds. wojskowych.
Przed godz. 15 Jacek Dobrzyński podczas oświadczenia dla mediów nazwał materiał
zgromadzony wobec zatrzymanego pracownika MON "potężnym i
obciążającym".
- To osoba, która zdradziła Polskę - mówił.
Rzecznik koordynatora służb specjalnych poinformował, że nadal trwają czynności
śledcze w Prokuraturze. I to — jak stwierdził — od tego organu należeć będzie
sformułowanie konkretnych zarzutów wobec mężczyzny.
5.
Polska krótka wycieczka do krainy cudów wzrostu
https://www.faz.net/aktuell/wirtschaft/lars-klingbeil-zu-besuch-in-polen-ein-kurztrip-ins-wachstumswunderland-110829833.html
Polska gospodarka jest głodna sukcesu i rozwija się dynamicznie - podaje
"Frankfurter Allgemeine Zeitung". Gazeta zwraca uwagę na wysokie
zadłużenie kraju. Według "FAZ" prezydent Karol Nawrocki blokuje
reformy i cofnięcie zmian w sądownictwie.
"Silna gospodarka, słaby rząd" - pisze "FAZ". Zdaniem
autora komentarza podczas wizyty w Warszawie wicekanclerz i minister finansów
Klingbeil "zastanawiał się, co sąsiad Niemiec robi lepiej (niż on sam -
red.)".
"Podczas gdy w Niemczech dobrobyt znajduje się w fazie zastoju, gospodarka
po wschodniej stronie granicy rozwija się dynamicznie" - podkreślił
dziennikarz "FAZ".
Domański i Klingbeil
Wizyta w Warszawie miała status spotkania zapoznawczego, ale Klingbeil dobrze
zna polskiego ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Obaj spotykali się już w
Brukseli, a polski minister był już w Berlinie.
"FAZ" przypomniał, że w ubiegłym tygodniu obaj uczestniczyli w
wideokonferencji w formacie E6. Ministrowie finansów sześciu największych
gospodarek europejskich dyskutowali o tym, jak sprostać wyzwaniom wynikającym z
agresywnej polityki supermocarstw. Rozmawiali o unii rynków kapitałowych,
wzmocnieniu euro, wspólnych projektach zbrojeniowych, polityce obronnej,
wspólnych zakupach surowców i globalnych partnerstwach handlowych - wymienił
niemiecki dziennik.
"FAZ" przypomniał, że w przeciwieństwie do pozostałych krajów z E6
Polska nie posiada wspólnej waluty euro.
Wysoki dług, silna gospodarka
W artykule podkreślono, że zdaniem Domańskiego Polska powinna obecnie pozostać
przy swojej walucie. Jak pisze "FAZ" z powodu wysokiego deficytu
(ponad 6 proc., czyli dwukrotnie więcej, niż wynosi kryterium z Maastricht),
Polska miałaby i tak duże problemy ze spełnieniem kryterium przyjęcia euro.
W 2022 roku zadłużenie Polski (48,8 proc.) było wyraźnie niższe niż w Niemczech
(64,4 proc.). Polska jednak szybko dogoniła Niemcy, w tym roku dług w obu
krajach może wynieść około 65 proc.
"FAZ" zwraca uwagę na jedną znaczącą różnicę - w Niemczech wzrost
gospodarczy jest "pozbawiony siły". "Można odnieść wrażenie, że
Niemcy są nasyceni, podczas gdy Polacy są nadal głodni (sukcesu - red.)" -
pisze autor, zaznaczając, że w ubiegłym roku polska gospodarka urosła o 3,6
proc.
"Pasowanie na rycerza"
Odnosząc się do zaproszenia Polski na szczyt G20 przez prezydenta USA Donalda
Trumpa, "FAZ" pisze, że jest to "pasowanie na rycerza" dla
rządu w Warszawie, a "ściślej mówiąc, dla prezydenta RP". Karol
Nawrocki nie jest co prawda członkiem PiS, ale podobnie jak jego poprzednik
Andrzej Duda znajduje się na "ostrym kursie przeciwnym do proeuropejskiego
rządu Donalda Tuska". Nawrocki blokuje wiele reform i uniemożliwia
cofnięcie reformy wymiaru sprawiedliwości, która według TSUE jest niezgodna z
prawem unijnym - podkreśla dziennik.
Chociaż w systemie sądownictwa nic się nie zmieniło, Polska, w przeciwieństwie
do Węgier, korzysta z dużych transferów z Brukseli, która prawdopodobnie
"nie chce dodatkowo utrudniać życia (premierowi Donaldowi) Tuskowi" -
czytamy w "FAZ".
- Polski wzrost gospodarczy może być dla Niemiec bodźcem - przytacza
"FAZ" słowa Klingbeila na zakończenie relacji.
Za: https://tvn24.pl/biznes/ze-swiata/media-o-polsce-silna-gospodarka-slaby-rzad-st8882148
6.
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-02-03/sad-umorzyl-sprawe-slawomira-nowaka-byly-minister-byl-oskarzony-o-udzial-w-aferze-korupcyjnej/
Decyzję o umorzeniu sąd wydał we wrześniu 2025 r. Orzekł wówczas, że sprawa nie
miała faktycznych podstaw do oskarżenia. Decyzję zaskarżyła prokuratura, jednak
we wtorek sąd wyższej instancji potrzymał decyzję. Umorzenie jest prawomocne.
7.
Film przedstawiający zamach na JFK, który znajduje się w posiadaniu władz
federalnych, może być wart 900 mln dolarów – i może udowodnić, że na
„trawiastym wzgórzu” był drugi strzelec
https://nypost.com/2026/02/01/us-news/jfk-assassination-film-held-by-feds-could-be-worth-900m-and-could-prove-2nd-shooter-on-grassy-knoll/
Nagranie domowe sprzed 62 lat może ujawnić prawdę o zamachu na JFK i raz na
zawsze udowodnić, że tamtego feralnego dnia na trawiastym wzgórzu znajdował się
drugi strzelec.
Ziarniste nagranie 8 mm, nagrane przez Orville'a Nixa, fachowca od klimatyzacji
w Dallas, gdy kule przelatywały przez Dealey Plaza 22 listopada 1963 r., nie
było widziane od 1978 r., kiedy to nagranie zostało wysłane do analizy przez
firmę z Los Angeles, a później przeszło w ręce władz federalnych — chociaż
władze federalne twierdzą, że go nie mają.
Nix zmarł w 1972 roku, a jego wnuczka kontynuowała walkę prawną swojego
zmarłego ojca o odzyskanie jego filmu, który jest jej zdaniem wart ponad 900
milionów dolarów i może zawierać klucz do ujawnienia jednej z największych afer
tuszowania w historii.
Teraz sędzia federalny orzekł, że batalia o film może być kontynuowana, a
nagranie może w końcu ujrzeć światło dzienne.
W przeciwieństwie do słynnego filmu Zaprudera, ukazującego moment, w którym
prezydent John F. Kennedy został postrzelony w głowę, kamera Nixa była
skierowana na niesławne, porośnięte trawą wzgórze – dokładnie w miejsce, z
którego, jak sądziło wielu świadków, padły strzały. Teoretycy spiskowi od dawna
uważają, że drugi strzelec ukrywał się za ogrodzeniem na wzgórzu.
Na nagraniu Nix widać pierwszą damę Jackie Kennedy wsiadającą na tylną część
limuzyny prezydenckiej tuż po postrzeleniu jej męża — i widać ogrodzenie.
Zdaniem Scotta Watnika z kancelarii Wilk Auslander LLP, prawnika wnuczki Nix,
Lindy Gayle Nix Jackson, film może ujawnić dowody na to, że Lee Harvey Oswald
nie działał sam — a to dzięki nowym technologiom optycznym i sztucznej
inteligencji.
„To naprawdę jedyny znany film, na którym uchwycono trawiasty teren wzgórza
Dealey Plaza tuż przed zamachem” – powiedział Watnik w rozmowie z „The Post”,
zauważając, że film może potwierdzić raport Komisji Izby Reprezentantów ds.
Zabójstw z 1978 roku, która stwierdziła, że Kennedy „prawdopodobnie został
zamordowany w wyniku spisku”. Komisja ta uzyskała film Nixa i odegrała rolę w
prawnej sadze związanej z jego zwrotem.
„Jeśli poddalibyśmy oryginalny film z aparatu technologii optycznej z 2026
roku, z pewnością bylibyśmy w stanie uchwycić na filmie szczegóły, których nie
bylibyśmy w stanie uchwycić, gdy… komisja miała ten film w 1978 roku” –
powiedział.
FBI w swojej analizie z 1980 r . znalazło nieścisłości w raporcie, który
opierał się na analizie akustycznej mającej na celu ustalenie lokalizacji
potencjalnego drugiego strzelca.
Przez ostatnie sześć dekad film Nix był przechowywany przez FBI, agencję
informacyjną United Press International, Kongres i prywatną firmę Aerospace
Corporation z Los Angeles, która go przeanalizowała i przekazała z powrotem do
Narodowego Archiwum.
W 1988 r. Narodowe Archiwa oświadczyły, że posiadają jedynie kopię dokumentu, a
proces ujawniania informacji ustanowiony przez sędziego Sądu Federalnego
Stephena Schwartza w postanowieniu z 15 stycznia daje prawnikom szansę na
wymuszenie na rządzie ujawnienia informacji na temat jego zarządzania.
Argument rodziny opiera się na Piątej Poprawce, która stanowi, że rząd nie może
zabierać mienia bez zapewnienia w zamian „sprawiedliwego odszkodowania”.
Jednak ustawa o dokumentach dotyczących zabójstwa JFK z 1992 r. przyznała
rządowi prawo własności do dowodów dotyczących zamachu na JFK, ustanawiając
jednocześnie procedurę udostępniania dokumentów opinii publicznej.
Jednak ogromne żądania finansowe rodziny mogą napotkać trudności, biorąc pod
uwagę, że panel arbitrażowy wycenił bardziej znaną wersję filmu Nix, czyli
8-milimetrową wersję nakręconą przez krawca Abrahama Zaprudera, na 16 milionów
dolarów w 1999 roku, nazywając ją „unikalnym eksponatem historycznym o
bezprecedensowej wartości”.
Prawnicy wnuczki Nixa podają tę wartość jako punkt odniesienia dla oceny, ile
film Nixa mógł być wart w tamtym czasie — chcą jednak, aby ich klientka
otrzymała znacznie większy procent, biorąc pod uwagę fakt, że film był od dawna
w posiadaniu rządu.
„Gdyby powiedzieć, że ten film jest wart tyle samo, co tamten w 1992 roku, i
zastosować 32-letnie odsetki składane w ujęciu kwartalnym, zaczęłyby się
pojawiać liczby liczone w setkach milionów” – powiedział Watnik. Jeden ze
„wstępnych szacunków”, do których doszedł jego zespół, wynosił 930 milionów
dolarów.
Prawnicy Nixa Jacksona twierdzą, że chcą wykorzystać sprawę sądową i
potencjalny proces, który mógłby się odbyć, jeśli nie zostanie osiągnięte
porozumienie, do wymuszenia na rządzie nowych informacji na temat tego, jak i
gdzie przechowywane są materiały, w tym fragmenty mózgu JFK i nagrania
wewnętrznej komunikacji policjantów z Dallas w dniu strzelaniny.
„To w końcu dowód morderstwa prezydenta naszego kraju” – powiedział Watnik.
„Dlatego tym ważniejsze jest, abyśmy wiedzieli, gdzie znajdują się te
dokumenty”. Prawnicy rodziny Nix nie chcą brać odpowiedzi rządu za dobrą
monetę. Jak twierdzą, dokumenty Kennedy’ego „zaginęły” na przestrzeni lat:
oryginalna kopia uzupełniającego raportu z sekcji zwłok prezydenta, do trzech
zdjęć zrobionych podczas sekcji zwłok oraz mózg Kennedy’ego.
10.
Kontrowersje: Zmiana w Stolicy Apostolskiej: twarz Meloni ma być usunięta z
fresku
https://www.repubblica.it/politica/2026/02/03/news/meloni_angelo_ritratto_vicariato-425134881/
W kościele San Lorenzo in Lucina cherubin wkrótce zostanie przerobiony i
powróci do swojej pierwotnej formy. Pomimo nieśmiałych zaprzeczeń autora Bruno
Valentinettiego, w rzeczywistości przedstawiał on twarz obecnej pana premiera
(ak każe się tytułować: „Signor Presidente del Consiglio dei Ministri.
Termin przemalowania jest wciąż niepewny, ale niedaleki. Oczekiwane jest
spotkanie kuratorium, właściciela, Funduszu Budynków Kultu, Biura Budynków
Kultu Wikariatu Rzymskiego.
11.
Lefebryści powracają, sprzeciwiając się papieżowi Leonowi XIII, ogłaszają
nowych biskupów. Watykan: „Unikajmy rozłamów”.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/02/03/news/riecco_i_lefebvriani_sfidano_papa_leone_annunciando_nuovi_vescovi-425135308/
Gest zerwania i wyzwanie. Po latach względnego milczenia lefebryści ogłosili
konsekrację nowych biskupów, powtarzając w ten sposób akt, który doprowadził
arcybiskupa Marcela Lefebvre'a do zerwania stosunków ze Stolicą Apostolską w
1988 roku. Watykan odpowiedział, mając nadzieję na uniknięcie „zerwania lub
jednostronnych rozwiązań”.
Przeciwko otwarciom Rady
Powstałe w opozycji do reform Soboru Watykańskiego II (1962-1965), bractwo
kapłańskie św. Piusa X – taka jest jego oficjalna nazwa – przez dziesięciolecia
kultywowało ultratradycjonalistyczne stanowiska, kwestionując otwartość
Kościoła na dialog międzyreligijny i ekumeniczny, uznanie roli świeckich i
wolności sumienia, dialog ze współczesnym światem i nauką oraz energicznie
broniąc przedsoborowej liturgii, tzw. Mszy łacińskiej. Aby zapewnić ciągłość
wspólnocie, która ma swoją siedzibę w Ecône w Szwajcarii i co roku przyciąga
liczne powołania, arcybiskup Lefebvre wyświęcił czterech biskupów 30 czerwca
1988 r., ponosząc w ten sposób ekskomunikę latae sententiae. Spośród tych
czterech biskupów dwóch żyje do dziś: arcybiskup Bernard Fellay i arcybiskup
Alfonso de Gallareta.
Próba Ratzingera
Podczas gdy Karol Wojtyła był nieugięty wobec lefebvrian, Joseph Ratzinger,
który już jako kardynał próbował pośredniczyć, po wyborze na papieża, usilnie
zabiegał o ponowne przywrócenie lefebvrian do owczarni Kościoła. Najpierw
zliberalizował stosowanie mszału przedsoborowego (co przyniosło korzyści
zarówno lefebvrianom, jak i różnym innym grupom tradycjonalistycznym w Kościele
i poza nim), a następnie zniósł ekskomunikę czterech biskupów lefebvrian.
Wywołało to jednak ostre kontrowersje, gdy wkrótce potem odkryto, że jeden z
nich, Brytyjczyk Richard Williamson, który później również opuścił lefebvrian,
był zagorzałym negacjonistą Holokaustu. Za Benedykta XVI rozpoczęły się jednak
dyskusje doktrynalne między Stolicą Apostolską a lefebvrianami. Ich celem było
wyjaśnienie kontrowersyjnych punktów Soboru, które mogłyby przywrócić grupie
fundamentalistycznej pełną komunię z Kościołem. Nigdy jednak nie doszły one do
skutku. Papież Franciszek skutecznie przerwał te dyskusje i zajął się również
kwestią „mszy łacińskiej”, odwołując liberalizację podjętą przez jego
poprzednika.
Brak audiencji papieskiej
Teraz przełożony Bractwa Lefebvrian, Włoch Don Davide Pagliarani, publicznie
ogłosił podczas uroczystości we Francji „swoją decyzję o powierzeniu biskupom
Bractwa zadania przeprowadzenia nowych konsekracji biskupich, które nastąpi 1
lipca przyszłego roku”. W sierpniu ubiegłego roku, zgodnie z oświadczeniem
opublikowanym w kilku językach przez Econe, o. Pagliarani zwrócił się do
papieża Leona XIV z prośbą o „łaskę audiencji”, wyrażając „pragnienie
synowskiego wyjaśnienia obecnej sytuacji Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa
X”. W drugim liście wyraźnie wyraził szczególną potrzebę Bractwa, aby zapewnić
ciągłość posługi biskupów, którzy od prawie czterdziestu lat podróżują po
świecie, odpowiadając na prośby licznych wiernych, przywiązanych do Tradycji
Kościoła, którzy proszą o sakramenty święceń kapłańskich i bierzmowania dla
dobra swoich dusz. „Po długiej refleksji i modlitwie” – kontynuuje
lefebrystyczne oświadczenie – „i po otrzymaniu w ostatnich dniach listu od
Stolicy Apostolskiej, który w żaden sposób nie odpowiada na nasze prośby, o.
Davide Pagliarani, biorąc pod uwagę jednomyślną opinię swojej Rady, uważa, że
obiektywny stan poważnej potrzeby, w jakim znajdują się dusze, wymaga takiej
decyzji”.
Węzeł mszy łacińskiej
W ten sposób zaostrzają się napięcia między Ecône a Rzymem. Święcenia biskupie
– takie jak te, których udzielił prałat Fellay w 1988 roku – byłyby kanonicznie
ważne, ale nieprawomocne. Biskupi lefebrystów nieuchronnie ponownie zostaliby
ekskomunikowani. Dzieje się to w czasie, gdy najbardziej tradycjonalistyczne
środowiska katolickie naciskają na nowego papieża, aby z kolei interweniował w
sprawie „mszy łacińskiej”, pozwalając wiernym tradycjonalistycznym – tym,
którzy opuścili Kościół, jak lefebrianie, lub tym, którzy pozostali, jak
Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra, którego liderzy zostali przyjęci przez
Franciszka, a niedawno przez Leona – na odprawianie Mszy według rytu
poprzedzającego Sobór Watykański II.
"Unikajmy łez"
Komentując inicjatywę lefebrystów, rzecznik Watykanu Matteo Bruni, odpowiadając
na pytania dziennikarzy, stwierdził, że „kontakty między Bractwem Kapłańskim
Świętego Piusa X a Stolicą Apostolską trwają” i że „dąży się do uniknięcia
nieporozumień lub jednostronnych rozwiązań w kwestiach, które się wyłoniły”.
12.
Rzymski statek załadowany garum, sosem cesarzy: bezprecedensowe odkrycie w
Gallipoli
https://bari.repubblica.it/cronaca/2026/02/03/news/nave_romana_anfore_garum_gallipoli_scoperta_mar_ionio_salsa_imperatori_cos_era-425135640/?ref=RHLM-BG-P15-S1-T1-fdg20
(tu też video)
Nieoczekiwane odkrycie, utrzymywane w tajemnicy przez ponad sześć miesięcy, aby
chronić je przed grabieżą i ciekawością: rzymski statek towarowy odkryty u
wybrzeży Gallipoli zyskał teraz także fundusze, w wysokości 780 tysięcy euro,
niezbędne do odzyskania i waloryzacji amfor, które niegdyś zawierały cenny
garum, sos rybny używany na stołach Cesarstwa Rzymskiego.
Wstępne badania archeologów i ekspertów ujawniają wiele cech dużego statku
towarowego znalezionego na dnie Morza Jońskiego: pochodził on z Afryki
Północnej i datowany jest na około IV wiek n.e., biorąc pod uwagę kształt amfor
i inne cechy pozostałości kadłuba. Naukowcy stwierdzili, że odkrycie ma ogromne
znaczenie, ponieważ artefakty są w doskonałym stanie i dowodzą współczesnym, jak
cenny w starożytności był płynny sos rybny, znany jako garum, wysoko ceniony w
całym Cesarstwie Rzymskim. Wytwarzano go z podrobów rybnych, małych ,
niskowartościowych ryb, takich jak sardynki, makrela i anchois (a także
pozostałości makreli lub tuńczyka) , soli, aromatycznych ziół i przypraw.
Powolna maceracja pozwoliła na wydobycie tego niezwykle cennego płynu, będącego
efektem długotrwałego procesu, który wykorzystywano jako sos do przyprawiania
potraw takich jak mięso, ryby i warzywa. Współczesnym „dziedzicem” może być sos
anchois. Amfory są produkowane bezpośrednio w Afryce Północnej (o czym świadczy
ich kształt), a odkrycie jest również ważne dla precyzyjnego prześledzenia
szlaków handlowych ustanowionych w tamtym okresie historycznym, które, jak
rozumiemy, dotykały wybrzeży Półwyspu Mesapijskiego, znanego wówczas jako
„Kalabria”. Nie należy zapominać, że niedaleko miejsca odkrycia, a konkretnie w
morzu u wybrzeży Santa Caterina, odkryto szczątki innego rzymskiego statku
towarowego z II wieku, zidentyfikowanego w 1982 roku. Historia ta trafiła na
pierwsze strony gazet, ponieważ po częściowej kradzieży amfor ówczesny sędzia,
Angelo Sodo, nakazał zajęcie całego odcinka morza. …
Nieoczekiwanego odkrycia dokonano podczas rutynowych patroli morskich
prowadzonych przez Guardia di Finanza (włoską marynarkę wojenną), wykorzystując
instrumenty pokładowe, które wykryły anomalię na dnie morskim. Kolejne
nurkowania, przeprowadzone z pomocą wyspecjalizowanego personelu z 2. jednostki
nurkowej w Tarencie, we współpracy z konserwatorem zabytków, ujawniły wrak
dużego, późnoimperialnego statku towarowego z ładunkiem amfor.
Konieczność zapewnienia ochrony podwodnego stanowiska doprowadziła do decyzji o
zachowaniu ścisłej tajemnicy odkrycia, aby uniknąć ryzyka grabieży i zachować
potencjał informacyjny przechowywany w repozytorium archeologicznym, w
oczekiwaniu na opracowanie najlepszej strategii interwencji. Od momentu
odkrycia obszar ten jest pod stałym, całodobowym monitoringiem jednostki
operacji morskich Gallipoli.
Nadzór rozpoczęło gromadzenie funduszy niezbędnych do zaplanowania i wykonania
dokumentacji, badań archeologicznych oraz zabezpieczenia wraku: Wyższa Rada
Dziedzictwa Kulturowego i Krajobrazowego przyznała nadzorowi, beneficjentowi
funduszy, 780.000 euro. Systematyczne rozpoznanie i dokumentowanie wraku wkrótce
się rozpocznie, zgodnie z zasadami Konwencji UNESCO o Ochronie Podwodnego
Dziedzictwa Kulturowego.
13.
https://wiadomosci.gazeta.pl/swiat/7,198075,32574722,francja-pacjent-mial-pocisk-artyleryjski-w-odbycie-do-szpitala.html
Swoją drogą, wydawana przez ‘Agorę’ ‘Gazeta’ doskonale odnajduje się w tym
odbycie; jak w swoim naturalnym żywiole.
14.
Uniform dziennikarza. W klimacie umiarkowanym – mówi się trudno, w innych –
może być problemem. Np. tu: zgadniesz, Czytelniku, gdzie to? Jest spora szansa,
że tam byłeś i patrzyłeś na ten krajobraz. Bo to Asyż. W dniu, w którym
przyjechał tam papież Franciszek. Na szczęście była to późna jesień, więc nie
było upiornie gorąco, tylko po prostu gorąco. No a na papieża nie pójdziesz
przecież w gatkach i koszulce gimnastycznej. No i buty: wygodne tenisówki nie
wchodzą w grę, a Asyż, jak wiadomo, na płaskim nie leży, a chodzi się po
bazaltowej kostce. No, summa summarum, trzeba być w zbroi, nogi spocone, plamy
pod pachami… Godziny na stojąco, przerywane łączeniami „live” ze studiem…
D.O. opisywał, jak wybrał się za JPII do klasztoru św. Katarzyny na Synaju. 7
godzin w autobusie, przez pustynię, potem półtora kilometra w górę. Choć
wcześnie rano – temperatura zabójcza. A D.O. w świeżo kupionych, ulubionych
tenisówkach tzw. papieskich, bo, czarne, z daleka mogły być wzięte za lakierki,
a były zupełnie ażurowe i leciutkie. Niestety, droga od parkingu do klasztoru
usiana była ostrymi odłamkami skalnymi, na których te buty, mimo stosunkowo
grubej podeszwy, zostały dosłownie posiekane. A wraz z butami posiekane zostały
stopy D.O. Tortura!
Słoneczko, słoneczko, poza doznaniami termicznymi, miało zawsze niszczycielski
efekt na garniturach. Bez żadnej przesady” dwa-trzy dni „lajfowania” z
rzymskiej ulicy i marynarka z granatowej robiła się szara, a pod wpływem
strumieni potu, z marynarki robiła się nieforemnym worem.
Ale i zimą D.O. w jeden sezon „przerobił” dwa płaszcze z Bytomia: kompletnie
wypłowiały.
Ale D.O. kochał to robić. Był w swoim żywiole. Kiedy jeszcze nadawało się
reportaże i opowieści z zagranicy, to była frajda. Zwłaszcza wielkie spotkania
międzynarodowe, czyli szczyty G7, UE, ONZ, Rady Europy, G-20;
wyspecjalizowanych reporterów było w sumie niewielu, więc po kilku szczytach
wszyscy się znali, pomagali sobie i chodzili wieczorami na wspólne, wesołe
kolacje, raz w jednym kraju, raz w innym…
Potem wszystko się jakoś zrobiło „szybko, szybko”, głupio, głupio”, a najlepiej
„oblecimy to w redakcji, będzie taniej”.
15.
No i właśnie to jest Rzym. Stara siedziba Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej
mieściła się o jakieś 200 metrów od Piazza di Spagna, więc kiedy była chwila
przerwy w pracy, kiedy organizm domagał się rozprostowana nóg, to się czasem
szło właśnie tam na spacerek. Szczerze mówiąc, niezbyt często, bo dla
Rzymianina autentycznym problemem są turyści, a ci, jak się postarają, to
przejście przez Piazza di Spagna robią torturą. Ale z drugiej strony… W tej
plątaninie wąskich uliczek barokowego Rzymu taka przestrzeń to jak haust
powietrza… No i stoją tam Schody Hiszpańskie, zwieńczone dzwonnicami Kościoła
Trinita’ dei Monti… Przez dziesięciolecia, władze miasta ustawiały na schodach
wielkie donice z azaliami, aż pachniało. Na schodach rozsiadali się młodzi
ludzie, znużeni wędrówką w upale, paplający setką różnych języków, o różnych
kolorach skóry, o różnych kształtach oczu. Przytulali się, czasem całowali.
Było magicznie. Aż ostatnia pani burmistrz zakazała na schodach siadać i teraz
stoją tam głównie stójkowi miejscy, znienawidzony przez Rzymian gang
przestępczy, uprzykrzający życie miejscowym i przyjezdnym. Stoją i polują na
tych, którzy przyłożą pośladki do białego trawertynu i pędzą spisywać protokół
wykroczenia i zapisywać mandaty, od cudzoziemców ściągane na miejscu, albo – do
suki! Ale D.O. wchodził zawsze po tych schodach te kilkanaście stopni, do
pierwszego zakrętu, żeby popatrzeć na Fontana della Barcaccia, swoją ulubioną.
Kiedy w 1626 papież Urban VIII zlecił staremu Pietro Berniniemu (ojcu) jej
budowę, schodów jeszcze nie było i stała po prostu pod ostrą skarpą. Ciśnienie
wody z nowego akweduktu było słabe, więc geniusz Bernini wymyślił, żeby
kamienną łódź umieścić w kamiennej niecce, pod poziomem gruntu. Prace dokończył
po śmierci ojca w 1629 roku syn Pietra, wielki Gian Lorenzo.
Obecna Siedziba Prasy Zagranicznej jest o 500 metrów od Piazza di Spagna, ale z
punktu widzenia zatłoczenia turystycznego, w jeszcze gorszym miejscu, bo tuż
obok Fontana di Trevi. D.O. tęskni za nią jak pies. A mimo to szło się pod Barcaccię,
bo nigdy człowiek nie wiedział, na co się tam natknie. To chyba ostatnie
zdjęcie z czasów przedcovidowych, z beztroskiej przechadzki, kiedy D.O.
ściągnęły tam dźwięki orkiestry, policyjnej, jak się okazało. I to jest Rzym:
fortepian z długa codą ustawiony bezpośrednio na bruku, przed chwilą zszedł
deszcz, a orkiestra gra. A, że to są Włosi, więc gra wspaniale, po prostu
magia, aż się w głowie może zakręcić.
A ten bruk, to, ho, ho! Nie byle jaki bruk, tylko bazaltowy. Kostki rzymskiego
bruku mają swoją, specyficzną nazwę: sampietrini. Jeden sampietrino, dwa sampietrini.
Czyli świętopietrek. Już starożytni Rzymianie takie kładli, kładą i dzisiejsi.
Źle się po tym chodzi, jeszcze gorzej jeździ na skuterze po deszczu: mokre
zmieniają się w prawdziwe lodowisko.
15.
2 lata temu
Wow. Żona znalazła mój artykuł z 25 sierpnia 1990 r., na 10 rocznicę
„Solidarności”. „Tytulista” – czyli człowiek, który w redakcjach wymyśla
tytuły, napisał „Dividarność” – czyli „Podzieladność” – w to przeistoczyła się
niegdysiejsza Solidarność. Właśnie wtedy bracia Kaczyńscy zaczęli wlewać
truciznę do ucha Lecha Wałęsy i zaczynało się intensywne mieszanie kościelnych
fundamentalistów w polskiej polityce.
Zupełnie nie pamiętałem, że kiedyś coś podobnego pisałem.
A ten zapomniany widok, ta lektura, wywołały we mnie pewne refleksje.
Zacząłem sobie przypominać. Najpierw euforię jesieni 1980 i wiosny 1981, aż do
puczu Janajewa w Moskwie.
Potem euforię roku 1989 i 1990.
I połączyłem tamte euforie z wieczorem 15 października 2023 roku.
I zdałem sobie sprawę, że te wszystkie euforie, które przyszło mi przeżywać to
chyba były najpiękniejsze momenty w życiu. Życiu publicznym, bo w prywatnym są
oczywiście wydarzenia, których nic nie jest w stanie przebić: zakochanie się,
podjęcie wspólnego życia z ukochaną osobą, narodziny Córki, narodziny Syna,
Wnuków…
A potem zacząłem się zastanawiać, dlaczego te euforie tak szybko się kończyły.
Kto je psuł, kto zgasił radość, kto wywołał w otwartej na świat i ludzi duszy
uczucia niechęci, złości, a potem wręcz nienawiści.
I wiesz co, Czytelniku?
To zawsze byli tacy sami ludzie. Często wręcz ci sami, ale to nieistotne. Ważne
jest, że to byli zawsze tacy sami ludzie, Polacy, katolicy.
A Ty, Czytelniku?
Kto psuł twoje euforie, kto odbierał ci radość, kto zaszczepiał w tobie
nienawiść?
Zimowe chwile z zachodzącym słoneczkiem.
Nad rzeką…
Na szerokich polach i …
…na samotnej drodze przez nie.
D.O. lubić kolorki!
16.
8 lat temu
Pogoda dziś zmienna:
Zachmurzenie żółte,
Zachmurzenie brązowe,
Zachmurzenie szare,
Zachmurzenie sine.
Rano wsie spokojne. Puste. Domy i dymy. Poruszające się energicznie psie ogony.
Koty, udające, że filozofują, choć naprawdę myślą co lub kogo by tu pacnąć.
I tylko, co wieś, to starzec w kufajce, walczący z bólem i zesztywniałymi
stawami o każdy kolejny krok, rzucający wyzwanie sobocie, szarości i
wszechświatowi.
I ja, kiedy idę po lesie i zapadam się w grząskim piasku, myślę: a jeśli przy
następnym kroku, moja stopa nie znajdzie oparcia, tylko poleci w otchłań?
Czy zawrócę? Nie, będę rżnął chojraka aż do końca.
17.
I to jest wiodąca, najlepsza gazeta w Polsce.
Ewentualne małopolskie pochodzenie autorki nie jest żadnym usprawiedliwieniem.
Czy w szkołach podstawowych nie ma już przedmiotu o nazwie „Język polski”?
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuńPięknego dnia i siły ,żeby wytrzymać ten napór ZWYRODNIALCÓW i ciemniaków .
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńDobry wieczór, dziękuję niestrudzonymi Redaktorowi.
OdpowiedzUsuńNie podoba mi się obecna Polska. Zmierzamy w złym kierunku. Polacy niszczą swój dorobek , a ja nie mogę tego zaakceptować!