DRUGI OBIEG
Wtorek, 10 lutego 2026
1.
D. O. Jest w zdecydowanie lepszym humorze. Albowiem, zgodnie z oczekiwaniami, ktoś
się nim zajął.
W poniedziałek rano pojawiła się najpierw młoda dama ze stetoskopem, po której
widać było od razu, że urodziła się żeby zostać lekarką, żeby zjeść całą
możliwą medycynę i oddać ją pacjentom, których napotka w szpitalu.
Młodziutka, pytała D.O. Jaki ma zawód i bardzo się zdziwiła, gdy D.O. Jej
odpowiedział, bo nigdy o nim nie słyszała ani nigdy go nie widziała. No, kiedy D.O.
wylatywał z pracy, to ona była pewnie jeszcze w liceum i miała inne życiowe
plany niż oglądanie telewizji informacyjnych. Potem, młoda lekarka zrobiła krok
wstecz bo weszła grupa lekarzy z Panią Profesorka. Od drzwi wydała się D.O. aniołem,
ponieważ była w białym kitlu, czego w szpitalach już się właściwie nie widuje.
Pani Profesorka okazała się najsłodszą istotą, jaką D.O. poznał w jakimkolwiek
szpitalu w kraju i za granicą. Obdarzona nieludzką wprost cierpliwością,
poświęcała każdemu pacjentowi tyle czasu, ile pacjent potrzebował, wysłuchując
kolejnej historii choroby każdego z kilkudziesięciu pacjentów na tym oddziale,
na którym ona jest kierownikiem naukowym.
W efekcie tej wizyty, niespotykany łut szczęścia sprawił, że znalazł się dla D.O.
niezbędny aparat i teraz D.O. śpi w łóżku z panem Holterem, który co 20 minut
bzyka mu ramię i ma tak bzykać do rana. I wtedy zespół lekarzy który w
poniedziałek odwiedził D.O. i dobre pół godziny dyskutował nad jego wezgłowiem,
zdecyduje, czy wykopać D.O. do domu z nowym koktajlem lekarstw, czy, tfu tfu
tfu, będą potrzebne jakieś nowe badania, znacznie bardziej inwazyjne od pana Holtera.
2.
Pierwsza część dzisiejszej D.O.wej epistoły została stworzona przy pomocy
narzędzia Microsoft, zachwalanego D.O. przez różnych Znajomych. No więc,
zdaniem D. O., narzędzie to jest jeszcze bardziej do kitu niż postponowany
przez D. O. Speechtexter. Speetchtexterowi nie przyszłoby na przykład do głowy,
by zamieniać słowo „przecinek” ze znaku przystankowego na słowo „Szczecinek”, a
kumplowi Epsteina i jego ferajnie najwyraźniej taki drobiazg nie przeszkadza.
Może i D.O. humor się nieco poprawił, ale szpitalne życie to w dalszym ciągu
nie jest to co tygrysy, takie jak D.O. lubią najbardziej. Na przykład jedzenie.
Wydaje się, że jest odrobinę, odrobinę lepsze od tego, jaki podawano w Szpitalu
Bródnowskim, ale to nie oznacza, że jest jadalne. Na przykład włos się D. O. jeży
na rękach, kiedy widzi że do posiłków dodawana jest margaryna do smarowania,
który której głównym składnikiem jest utwardzany olej palmowy. Wszyscy
nefrolodzy, jakich D.O. poznał w kraju i za granicą, zawsze kładli wielki
nacisk na staranny dobór diety. A tu na oddziale nefrologii margaryna na
tłuszczu palmowym. Przecież to powinno być prawnie zabronione. No ale D.O. Od
lat uważa, że polskie przepisy, regulujące to, co Polacy jedzą, to jeden
wielki, dramatyczny skandal. Na półkach sklepowych są niemal wyłącznie rzeczy
niezdrowe, wywołujące niezliczoną ilość chorób układu pokarmowego i okolic.
Jedna mądra regulacja prawna tego stanu rzeczy pozwoliłaby polskiemu systemowi
sanitarnemu zaoszczędzić wielkie pieniądze.
Ale co się D. O. Będzie teraz najeżdżał na głupoty polskich polityków,
niezdolnych do przyswojenia elementarnej wiedzy o technologii żywienia,
niezdolni do przeczytania jednej rozsądnej książki o konsekwencjach złego
odżywiania, skoro ma inne zmartwienia na karku. No może tylko wspomni jeszcze D.O.,
że sporo z produktów, sprzedawanych w marketach na półkach z napisem „bio”, to
też rzeczy wątpliwej, bardzo wątpliwej wartości dla organizmu, bo po pierwsze
zupełnie niepotrzebnie udają mięso i jego pochodne, a sporo z nich jest już
smażonych albo przeznaczonych do smażenia.
3.
.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32584703,rosja-moze-wysunac-sie-na-czolo-w-inny-sposob-co-epstein.html#s=S.TD-K.C-B.13-L.1.duzy
Wspaniały artykuł wspaniałej dziennikarki śledczej i pisarki.
Lektura obowiązkowa dla każdego Czytelnika D.O.!
Klementyna Suchanow – urodzona w 1974 roku, pisarka, dziennikarka
śledcza, autorka między innymi nagradzanej biografii „Gombrowicz. Ja,
geniusz" i książki śledczej „To jest wojna. Kobiety, fundamentaliści i
nowe średniowiecze", jedna z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.
Współautorka raportu „Kontrrewolucja kulturowo-religijna. Czy Polsce grozi
prawo podporządkowane ideologii chrześcijańskich fundamentalistów?".
Członkini działającej przy ministrze sprawiedliwości komisji do spraw
wyjaśnienia mechanizmów represji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego
oraz działaczy społecznych w latach 2015-23.
4.
Jimmy Lai, działacz na rzecz demokracji w Hongkongu, skazany na 20 lat
więzienia
Rodzina magnata medialnego twierdzi, że „umrze męczennikiem za kratkami” w
obliczu powszechnej krytyki ze strony grup walczących o wolność prasy
https://www.theguardian.com/world/2026/feb/09/jimmy-lai-sentencing-china-hong-kong-pro-democracy-businessman
Jimmy Lai, potentat medialny i znany działacz na rzecz demokracji, został
skazany w Hongkongu na 20 lat więzienia za przestępstwa związane z
bezpieczeństwem narodowym. Jak powiedziała jego córka, kara ta może oznaczać,
że „umrze za kratkami jako męczennik”.
Claire Lai stwierdziła, że wyrok jest „przejmująco okrutny”, biorąc pod uwagę
pogarszający się stan zdrowia jej 78-letniego ojca, natomiast jej brat
Sebastien Lai nazwał wyrok „drakońskim” i „niszczycielskim”.
Wyrok ten jest kulminacją trwającej wiele lat sagi, która według krytyków
obrazuje transformację Hongkongu z miasta w większości wolnego w takie, w
którym władze kontrolowane przez Komunistyczną Partię Chin zaciekle tłumią
wszelkie przejawy opozycji.
Lai został skazany w grudniu za podżeganie do buntu i spisek mający na celu
zmowę z siłami zagranicznymi. Nie przyznał się do żadnego z zarzutów. Wyroki
skazujące za zmowę są zagrożone karą dożywotniego pozbawienia wolności.
Sędziowie w sprawie Laia określili go mianem „mózgu” spisku. Przyznali mu niewielkie
ulgi w karach ze względu na stan zdrowia.
20-letni wyrok dla Lai to najsurowsza kara orzeczona za przestępstwa przeciwko
bezpieczeństwu narodowemu w Hongkongu. Wyrok został natychmiast potępiony przez
Tajwan, a także organizacje walczące o wolność prasy i prawa człowieka.
Reporterzy bez Granic stwierdzili: „Dziś kurtyna opada na wolność prasy w
Hongkongu… Ta decyzja sądu podkreśla całkowity upadek wolności prasy w
Hongkongu i głęboką pogardę władz dla niezależnego dziennikarstwa”.
Human Rights Watch stwierdziła, że długość kary więzienia, jaką otrzymał Lai,
była „w praktyce wyrokiem śmierci”. „Wyrok tej surowości jest zarówno okrutny,
jak i głęboko niesprawiedliwy. Lata prześladowań Lai pokazują determinację
chińskiego rządu, by zniszczyć niezależne dziennikarstwo i uciszyć każdego, kto
ośmieli się krytykować partię komunistyczną” – czytamy w oświadczeniu.
Amnesty International nazwała tę sprawę „kolejnym ponurym kamieniem milowym w
transformacji Hongkongu z miasta, w którym panują rządy prawa, w miasto, w
którym panuje strach”.
Szef administracji Hongkongu, John Lee, powiedział w poniedziałek, że skazanie
Laia było „głęboko satysfakcjonujące”. „Zbrodnie Jimmy'ego Laia są odrażające i
skrajnie nikczemne. Jego surowy wyrok 20 lat więzienia jest dowodem
praworządności, stoi na straży sprawiedliwości i jest głęboko
satysfakcjonujący” – powiedział.
Steve Li, naczelnik policji w departamencie bezpieczeństwa narodowego,
stwierdził, że wyrok był „stosowny” i zarzucił, że twierdzenia o złym stanie
zdrowia Lai są przesadzone. Rzecznik Pekinu ds. zagranicznych, Lin Jian,
stwierdził, że wyrok jest „uzasadniony” i „rozsądny”.
Ściganie Laia zostało określone jako motywowane politycznie przez organizacje
praw człowieka i rząd brytyjski, który domagał się jego uwolnienia. Minister
spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, Yvette Cooper, powiedziała: „Dla
78-latka jest to równoznaczne z wyrokiem dożywocia”, apelując o uwolnienie Laia
z jego „przerażającej gehenny” z powodów humanitarnych.
„Premier poruszył sprawę pana Lai bezpośrednio z prezydentem Xi podczas swojej
wizyty. To otworzyło dyskusję na temat naszych najpilniejszych obaw bezpośrednio
z chińskim rządem, na najwyższym szczeblu” – powiedział Cooper. „Po dzisiejszym
wyroku będziemy szybko kontynuować prace nad sprawą pana Lai”.
Lai jest założycielem nieistniejącego już Apple Daily, popularnej gazety w
Hongkongu, która wspierała ruch prodemokratyczny, który rozkwitł w mieście w
latach 2010. Ruch ten został stłumiony w czerwcu 2020 roku przez wprowadzenie
surowej ustawy o bezpieczeństwie narodowym, która kryminalizowała większość
form sprzeciwu. Władze stwierdziły, że ustawa jest niezbędna do przywrócenia
stabilności w mieście. Lai został aresztowany i oskarżony na podstawie tej
ustawy w sierpniu tego samego roku. W 2021 roku Apple Daily zostało zmuszone do
zamknięcia.
Keir Starmer powiedział, że poruszył sprawę Lai podczas spotkania z przywódcą
Chin, Xi Jinpingiem, w Pekinie w styczniu. Nie jest jednak jasne czy Wielka
Brytania poczyniła jakiekolwiek postępy w dążeniu do uwolnienia Lai. Sebastien
Lai powiedział niedawno, że brytyjski rząd nie zrobił wystarczająco dużo dla
jego ojca i że „czas ucieka”. …
Procesowi Laia przewodniczyło trzech sędziów wybranych przez rząd do
rozpatrywania spraw dotyczących bezpieczeństwa narodowego. W 855-stronicowym
wyroku skazującym sędziowie stwierdzili, że Lai był „bardzo bystrym
biznesmenem” i że „niestety, jego głęboka niechęć i nienawiść do Komunistycznej
Partii Chin… poprowadziły go ciernistą ścieżką”.
Lai został oskarżony o wykorzystywanie Apple Daily i powiązań politycznych,
szczególnie w USA, do lobbowania na rzecz rządów zagranicznych, aby nałożyły
sankcje na Chiny i Hongkong po tłumieniu protestów prodemokratycznych w 2019 i
2020 roku.
Lai stwierdził, że nigdy nie wzywał do nałożenia sankcji po wejściu w życie
ustawy o bezpieczeństwie narodowym, gdyż „byłoby to samobójstwem”.
=========
A ten pomarańczowy debil is making China Great Again.
W każdym razie, D. O. Cieszy się bardzo, ilekroć pomarańczowy debil się
wścieka, tak jak na finale Super Bowl, który był jedną wielką pochwałą
imigracji i krajów pochodzenia imigrantów, pochwałą różnorodności i
inkluzywności, pochwałą miłości i potępieniem nienawiści.
5.
Maxwell odmawia odpowiedzi na pytania podczas zeznań przed Izbą
Reprezentantów
Ghislaine Maxwell, wieloletnia towarzyszka skazanego przestępcy seksualnego
Jeffreya Epsteina, powołała się podczas zeznań przed Komisją Nadzorczą na swoje
prawo do nieskładania zeznań na swoją niekorzyść.
https://www.nytimes.com/2026/02/09/us/politics/ghislaine-maxwell-house-jeffrey-epstein-trump.html
Wspólniczka Jeffreya Epsteina, Ghislaine Maxwell, przesłuchiwana za
zamkniętymi drzwiami przez Kongres Stanów Zjednoczonych, powołała się na swoje
prawo do milczenia, gwarantowane przez Piątą Poprawkę do Konstytucji Stanów
Zjednoczonych. Maxwell, która odsiaduje 20-letni wyrok za rekrutowanie młodych
kobiet dla biznesmena, który popełnił samobójstwo w więzieniu w 2019 roku,
odpowiadała na pytania z więzienia za pośrednictwem wideokonferencji.
„Zgodnie z oczekiwaniami, Ghislaine Maxwell powołała się na Piątą Poprawkę i
odmówiła odpowiedzi na jakiekolwiek pytania” – powiedział republikański
przewodniczący komisji, James Comer. „Pani Maxwell jest gotowa mówić szczerze i
otwarcie, jeśli prezydent Trump udzieli jej ułaskawienia” – oświadczył adwokat
Oscar Markus w swoim oświadczeniu na rozprawie przed Komisją Nadzoru Izby
Reprezentantów, w obecności swojego klienta. „Tylko ona może przedstawić pełne
sprawozdanie. Niektórym może się nie spodobać to, co usłyszą, ale prawda ma
znaczenie” – dodał Markus, odnosząc się do sprawy Jeffreya Epsteina, finansisty
pedofilów, który popełnił samobójstwo w więzieniu w 2019 roku. „Na przykład
zarówno prezydent Trump, jak i prezydent Clinton są niewinni; nie zrobili nic
złego” – kontynuował. „Tylko pani Maxwell może wyjaśnić, dlaczego, a opinia
publiczna ma prawo do tego wyjaśnienia”.
„Postępowanie w tych okolicznościach nie miałoby innego celu niż czysty teatr
polityczny” – stwierdzili jego prawnicy w liście. Chociaż zeznania odbywają się
za zamkniętymi drzwiami, demokratyczny kongresmen Ro Khanna opublikował list z
pytaniami do Maxwella: niektóre dotyczą powiązań Trumpa z Epsteinem i
Maxwellem. Inne koncentrują się na czterech „spiskowcach” i 25 mężczyznach,
którzy rzekomo „dopuścili się molestowania seksualnego nieletnich na wyspie
Epsteina”.
6.
https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,32587432,raport-o-religijnosci-polakow-mniej-uczniow-na-religii-mniej.html
Znacznie mniej chętnych do sakramentu bierzmowania, mniej uczniów na
lekcjach religii, mniej kościelnych chrztów i ślubów - to wnioski z najnowszego
raportu o religijności Polaków. Spadki w kościelnych statystykach widać też w
archidiecezji wrocławskiej.
7.
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,32576961,dlaczego-warszawiacy-przestaja-jezdzic-komunikacja-miejska.html
Odpowiedź jest prosta: ponieważ Rafał Wydmuszka Trzaskowski bardzo
jednostronnie postrzega transport osób, pakuje ogromne pieniądze w komunikację
publiczna i uprzykrza, jak może, życie posiadaczy samochodów, a okazuje się, że
Warszawiacy bardziej lubią auta i ich komfort i nie chcą rowerem ani autobusem.
No, chyba, że mają bardzo dużo czasu i lubią urozmaicenia zapachowe.
8.
4 lata temu
1.
Było zimno i szaro, w porywach wiatru mżawe kropelki smagały twarze jak kolce
opuncji. Na chodniku, wzdłuż ogrodzenia bazaru, stali opatuleni w co się dało
starzy ludzie. Pod ich stopami leżały niewielkie, plastikowe płachty, na
których rozłożyli swoje biedne, wyniesione z domów starocie, w nadziei, że je
ktoś kupi i będzie na masło do chleba. Ale żaden z niewielu przechodniów,
zmierzających pospiesznie na bazar, nawet nie popatrzył na to, co na tych
spłachetkach leżało. Sami zresztą nie wyglądali na takich, którzy mieliby
nadwyżki finansowe na kupno staroci.
Ulicą przejeżdżały samochody, rozbryzgując lodowate kałuże. Brudne krople
spadały na wystawione przedmioty. Nie, to nie była pogoda na handel, miało się
ku zmierzchowi, a mimo to żaden z licznych sprzedawców się nie ruszał.
Ale wtedy rozstąpiły się chmury, wyjrzało zza nich jaskrawe, ciepłe słońce i
sprzedawców staroci ogrzało i wysuszyło. Z niebios rozległ się głos…
Nie, to nie to. Trzeba znaleźć jakiś inny dalszy ciąg tej historii.
OK: jednym z tych samochodów, przejeżdżających wzdłuż bazarowego ogrodzenia,
przed którym stali sprzedawcy staroci, siedział biskup. Wracał właśnie z
uroczystego poświęcenia pralni. Miał ręce złożone, jak do modlitwy i mówił z
cicha z pamięci tekst jednego z psalmów. Ocknął się z zadumy, spojrzał przez
okno i kazał kierowcy zatrzymać samochód. Wysiadł, i gromkim głosem powiedział,
że obok jego katedry stoi pusta hala, w której od jutra wszyscy ci, którzy dziś
stoją na ulicach, będą mogli wyłożyć swoje towary, a on zachęci wiernych ze
wszystkich podległych sobie parafii, by tam przychodzili zaglądać, czy czasem
nie ma jakiegoś przedmiotu, który mógłby im się przydać w domu. „Przynajmniej
będzie wam ciepło – powiedział – a i toalety są czyste. Może zorganizujemy
razem z wiernymi coś do jedzenia, przynajmniej raz dziennie”…
Nie, to też nie jest dobry dalszy ciąg opowieści. Zbyt mało realistyczny.
No dobrze, w takim razie, w przejeżdżającym obok bazaru samochodzie siedział
poseł rządzącej partii. Zobaczył sprzedających, przypomniał sobie, że hasłem
jego ugrupowania jest „my dbamy o zwykłych ludzi”. Wysiadł z samochodu i
gromkim głosem powiedział, że wszyscy, jak tu stoją, następnego dnia mogą
przyjść do jego biura poselskiego i każdy dostanie bon towarowy na zakup
żywności w jednym z dyskontów spożywczych. „Nasz rząd podpisał z nimi umowę” –
powiedział. To prawda: na mocy tej umowy, tracące ważność artykuły nie będą już
wyrzucane, tylko rozdawane posiadaczom bonów, którymi dysponują urzędy gminne i
dzielnicowe. Kiedy gazety napisały o tej umowie, notowania partii rządzącej
podskoczyły od razu o 10 punktów.
Nie, to też nie to… Bez sensu. No to napiszmy, że autor poczytnych felietonów,
przejeżdżał tamtędy, zobaczył sprzedawców bieda-staroci, ścisnęło mu się serce,
ale pojechał dalej. „Chciałbym im jakoś pomóc, ale co ja mogę”? – pomyślał.
2.
Jest takie miejsce w Polsce, które nieodmiennie wzbudza w D.O. burzę uczuć.
Żeby doń dotrzeć trzeba się uzbroić w dobre buty, albo mieć rower. Samochód też
wchodzi w grę, ale z samochodu to tylko sekunda: nie można się zatrzymać, nie
można się też rozglądać, bo to ruchliwa trasa (stosunkowo) szybkiego ruchu.
D.O łaził tam gapić się kilka razy, ale latem, bo wtedy widok daje z siebie
najwięcej. A teraz polazł zimą.
Piesza wyprawa na środek Mostu Siekierkowskiego nie jest dla mięczaków: wiatr
łeb urywa, wciska się z każdej strony pod ubranie. A na dodatek, kiedy pada, o
parasolu nie ma mowy, więc nawet w ciepłej kurtce, trzeba założyć, że buty i
spodnie będą przemoczone.
Ale to nic, bo kiedy się już na środek mostu dotrze, to można gapić się –
choćby godzinami na otoczone burzą drzew zakole Wisły, zza którego wyrasta
coraz gęstszy las wieżowców. D.O. jeździł po świecie, zapamiętał dużo ładnych
widoczków, ale drugiego takiego nie zna. Może też dlatego, że jest
nieobiektywny, bo Warszawa to jego miasto, a Wisła to jego rzeka. Więc uszanuje
inne opinie, ale pozostanie przy swojej.
Zimą można się zadumać nad kolorami, bo niebo nagle jest szare, bardzo szare, a
Wisła brązowa, jasnobrązowa. Drzewa są czarnymi szkieletami, ale w ich tłumie
nikną nieczystości.
Ale nie to jest uczucie, z którym opuszcza się środek Mostu Siekierkowskiego,
napasłszy oczy ulubionym widokiem. To, co w takim kimś, jak D.O. dominuje, to
poczucie dumy i strachu.
Dumy, że z tej kupy biednych gruzów z czasów D.O. młodości wyrosło coś tak pięknego
i bogatego.
Strachu, że to, co piękne i bogate, wyłaniające się zza zakola Wisły, może
znowu zostać obrócone w gruzy i żeby tak się stało wystarczy wcisnąć jeden
guzik.
Wszystkie potrzebne do tego guziki już tu są w pobliżu; zostały odsłonięte zza
zabezpieczeń i czekają tylko, aż ktoś powie „Agoń”.
Źródło: https://fototapeta.com.pl/naklejki-1171-panorama-499598733-panorama-warszawy-widok-z-mostu-siekierkowskiego.html
3.
Wczoraj D.O. wyzwierzał się nad niewczesną inicjatywą Emmanuela Macrona w
Moskwie. Następne 24 godziny przyznały mu rację: Kreml zdementował jego
wynurzenia – za pośrednictwem współpracowników – o jakimś zarysie porozumienia,
a zwłaszcza jakoby Putin obiecał mu nie zaogniać sytuacji wokół granicy
ukraińskiej. No i prezydent dumnej Francji wyszedł na łatwowiernego głupka. To
zasłużona kara za danie Putinowi platformy do powtórzenia przed całym światem
propagandowych wymysłów, mających „uzasadnić” jego agresję na sąsiedni kraj,
ofiarę jego chorych zakusów imperialnych. Zapewne wielu widzów uwierzyło w
putinową argumentację i sądzi, że to wszystko wina Ukrainy i NATO. Popatrz,
Czytelniku, na tytuły nawet najlepszych, najrozsądniejszych gazet świata, popatrz
na tytuły gazet polskich, które mogłyby jednak zastanowić się, nad tym, co
piszą, bo ich też to dotyczy: „Kryzys na Ukrainie”, „Konflikt
ukraińsko-rosyjski”… A to jest wyłącznie rosyjska agresja, nic więcej. Rosja
jest napastnikiem, a Gruzja, Mołdawia, Karabach, Krym, Donbas – są jej
ofiarami. Następną będzie Ukraina, potem przyjdzie kolej na Państwa Bałtyckie i
Polskę, nie miej, Macronie, wątpliwości. I nie podskakuj wyżej krzyża:
„grandeur” to już naprawdę historia. Lepiej pilnuj się, żeby ci pani Le Pen (z
pomocą tatusia, który się z nią pogodził), za pieniądze Putina i dzięki
propagandzie Putina, nie wygrała wyborów w twoim kraju. Bo wtedy będzie
naprawdę źle, nie tylko we Francji: w całej Europie.
Nie można chyba bardziej dobitnie pokazać gościowi co się myśli o jego
wizycie, jak posadzić go w drugim końcu stołu o długości 4 metrów. Nie
przypominam sobie takiego zdjęcia z wizyty państwowej. Ono chyba najlepiej mówi
co Putin myśli o Europie Zachodniej i jaki będzie scenariusz jego działań w
najbliższych dniach.
9.
10 lat temu
1.
KONCERT
Teraz chyba mogę sobie niedosyt huraganów darować, bo wczorajszej nocy tak
przywiało znad Wetliny, że spać nie szło. Okazuje się, że taki dramatyczny
koncert na wiatr, świerki wysokie, maszt od telefonii komórkowej i okiennice
może mieć tyle odcieni, co poemat symfoniczny Karłowicza. W mojej gospodzie
niezłomni miłośnicy połonin siedzą z nosami na kwintę: dziś już się nie
rozchmurzy, dziś nie wyjdziemy. Pada, dookoła gęsta chmura, ani nie pochodzisz,
ani nie pooglądasz.
A to ci niespodzianka! 1-2 stopnie ciepła, mieszanka lodu i błota, litościwy
pan śnieg strajkuje i brzydocie powabu dodać nie chce. Na wielkiej pętli
bieszczadzkiej – chwała im za to – nie solą, więc na przełęczach gruby lód, a w
nim wyżłobione koleiny; powolutku, powolutku. A od Dukli słońce, 13,5 stopnia?
Jaka zima? Jaki wiatr? O, ten nadleci dziś wieczorem, ciepły, z południa, ale z
workiem śniegu.
2.
BOSKIE DOPEŁNIENIE
Okazuje się, że wszystko ma swoje miejsce. W Górnych Ustrzykach słychać
węgierskie radio Bartok, rozkosz sama, ale po kilku zakrętach znika. Potem
słowacki Vetlin jedzie z „Sub olea pacis et palma virtutis conspicua orbi regia
Bohemiae Corona: Melodrama de Sancto Wenceslao” Zelenki, a ja aż podskakuję z
rozkoszy. I nawet mi pobzykiwanie nienasyconego eteru niestraszne.
Na bezdrożach muzyka nabiera innego smaku. Mam np. paru ostatnich Garbarków,
takich na śpiew gregoriański i saksofon altowy, Officium bodaj. W Warszawie od
semafora do semafora to jedno. Ale na nieistniejącej już drodze, wybitej za
Franza Josefa, takiej na zupełnym bezludziu, przez zarwane mosty, brody, takiej
między świerkami a łysą połoniną, wzdłuż strumienia, kiedy jesteś sam na sam z
Niebem i Wiatrem i twoje myśli i niebo i wiatr gonią: o, wtedy taki Garbarek
jest boskim dopełnieniem chwili.
W takich chwilach samotności nieodparcie powraca mi marzenie: przyglądać się
spotkaniu Chopina z Oscarem Petersonem. Albo lepiej: z Leszkiem Możdżerem.
Co by napisał jeszcze Chopin, gdyby nie zmarł młodo? Co grałby Chopin, gdyby
urodził się w moich czasach? Wpadłby w pułapkę Arnolda Schönberga i goniłby za
przykrym zgrzytem? Grałby jazz jako formę ucieczki i od formy i od jej braku?
Czego by słuchał w wolnej chwili? Z jaką partią by sympatyzował?
3.
MAN KANN SINGEN
W mojej gospodzie śpiewają Polacy łemkowskie piosenki, a mnie się lekko na
duszy robi: Wo man singt, da lass dich ruhig nieder, böse Menschen singen keine
Lieder. Tak lekko, jak kiedy właściciele gospodarstw czy hoteli w dawnych
Prusach Wschodnich odnajdują i waloryzują ślady pozostawione przez dawnych
mieszkańców. My ludzie powinniśmy być solidarni, bo historia kołem się toczy,
raz nas wyganiają, raz my, przymuszeni, wyganiamy. I czyśmy wyganiani, czyśmy
wyganiający, zawsze jesteśmy ofiarami czyjegoś draństwa. Nasza pamięć to nasza
drobna zemsta, cząstka kosmicznej sprawiedliwości, przywróconej ofiarom. Który
skrzywdziłeś człowieka prostego śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, gromadę
błaznów koło siebie mając na pomieszanie dobrego i złego… Nie bądź bezpieczny.
Poeta pamięta.
4. ATAMAN
Ktoś zapamiętał to. Pewnie wszyscy to znają, tylko ja jeden, idiota odkrywam to
dopiero teraz:
Kak na groznyj Tieriek wygnali kazaki
Wygnali kazaki sorak tysiacz łaszadiej
I pakryłas’ pole, i pakryłsia bierieg
Sotniami parublannych, pastrielannych ludiej.
Luba bratcy luba, luba bratcy żyt’,
Z naszym atamanam nie prigoditsia tużyt’.
Ataman nasz znajet kawo wybirajet:
”Eskadron, pa koniam!!” – da zabyli pra mienia.
Im astałas’ wola, da kazacza dola,
Mnie astałas’ pylnaja, garuczaja ziemlia.
Luba bratcy luba, luba bratcy żyt’,
Z naszym atamanam nie prigoditsia tużyt’.
A pierwaja pula, a pierwaja pula,
A pierwaja pula w nogu raniła kania!
A wtaraja pula, a wtaraja pula,
A wtaraja pula w sierdcie raniła mienia….
Żenka pagariujet, wyjdiet za drugowa,
Za mawa tawariszcza, da zabudiet pra mienia…
Żałka tolka woluszkie pa szyrokam poluszkie,
Żałka sablej wostrych, da….. bułannawa kania…..
Luba bratcy luba, luba bratcy żyt,’
Z naszym atamanam nie prigoditsia tużyt’….
--------------------------------------------------------
Jak na groźny brzeg Tereka wyprowadzili Kozacy
Wyprowadzili Kozacy czterdzieści tysięcy koni
I pokryło się pole i pokrył się brzeg
Setkami porąbanych, zastrzelonych ludzi
Miło, bracia, miło, miło bracia żyć
Z naszym atamanem nie ma nudnych dni
Nasz Ataman wybiera mądrze,
‘Szwadron do koni’ i zapomnieli o mnie
Im przypadnie wolność, taka kozacka dola
Mnie przypadł kurz i gorąca ziemia
Miło, bracia, miło, miło bracia żyć
Z naszym atamanem nie ma nudnych dni
A pierwsza kula, a ta pierwsza kula,
A ta pierwsza kula trafiła w nogę konia
A druga kula, a ta druga kula,
A ta druga kula przebiła mi serce.
Miło, bracia, miło, miło bracia żyć
Z naszym atamanem nie ma nudnych dni
A żona popłacze, pójdzie za innego
Za mego kolegę i zapomni o mnie
Żal tylko tej wolności na szerokim polu
Żal mi szabli ostrych i bułanego konia.
Nie znalazłem autora, ani słów (Incitatus?) ani muzyki.
A Terek to rzeka płynąca przez dwie Osetie, Inguszetię i Czeczenię.
5.
TRZEBA SIĘ LUBIĆ
Och, trzeba się bardzo lubić, żeby zamieszkać na połoninie. Wiedzeni
romantyczną wizją powrotu do natury, ucieczki od cywilizacji, ludzie wyjeżdżają
w Bieszczady, a tam życie ciężkie. Trzeba polubić się bardzo bardzo, żeby
obcowanie z samym sobą, bez innych pośredników niż drzewa i dzikie zwierzęta,
było do zniesienia. Trzeba polubić czapkę uszatkę, kupioną od Ukraińca gdzieś w
Krościenku, polubić zapach skisłego potu, gdy po dniu brnięcia w żółtym błocie
zdejmuje się kufajkę i walonki. To nie jest ziemia na trzewiki czy spodnie od
Hilfigera. Horyzont zapełnia błoto, zwiędła trawa i nie do końca rozpuszczony
lód. Niedobry chleb, po który trzeba iść daleko, daleko. Cóż to za pieniądze
można zrobić? Chyba wycinając mniej lub bardziej na dziko drzewa, bo z tej
gliniastej ziemi na zboczach korców pszenicy nie wyrwiesz. Hodować konie? A jak
się miastowym znudzą i nie zechcą już przyjechać i płacić za przejażdżki?
Barany? Strzyc, potem zabijać, a miastowe na baraninę nosami kręcą? Trzeba się
lubić…
6.
SCZEŹNIJ!
Durniu, nieuku, bęcwale! Bolszewiku! Nie da się zrobić kapitalizmu bez
kapitału! A tam leży Przemyśl, ta perła na miarę kontynentu, z zabytkami
fin-de-sieclowymi, jakich Wiedeń by pozazdrościł: i za co to odremontujesz,
ośle!? A widziałeś, jak tynki nowe obłażą z tych małych fragmentów starówki w
Tarnowie czy w Lublinie, które już odrestaurowano?
Nie mija kilometr mojej po Polsce jazdy, żebym się nie natykał na tablicę z
piętnastoma złotymi, w okrąg ułożonymi gwiazdami na błękitnym tle. A ty,
prostaku okrutny chcesz nas z Unii wyprowadzić? Żebyś sczezł!
I znowu Goethe: Kiedy ludzie stają się naprawdę źli, jedynym uczuciem, jakie im
pozostaje, jest radość z cudzej krzywdy.
Bieszczadzkie mosty stawiane przez inżynierów K.u.K Franza Josepha
10.
14 lat temu
Nel 1251 i Tartari circondarono Cracovia. Vedendoli arrivare, la sentinella dalla torre
campanaria della chiesa di Santa Maria prese a suonare l’allarme con la tromba.
I difensori riuscirono a chiudere le porte, ma una freccia tartara uccise il
suonatore e la melodia fu improvvisamente interrotta.
Da allora quella melodia viene sempre suonata così: senza il finale.
Viene eseguita ogni ora, quattro volte: una verso sud, una verso nord, una
verso est e una verso ovest. Finché c’è, finché si fa sentire, c’è la Polonia.
Ogni giorno, a mezzogiorno, la radio polacca la trasmette per rassicurare i
polacchi: tranquilli, tutto è a posto.
Oggi no. Oggi, a mezzogiorno, al posto dell’inno — dell’hejnał — venne suonata
la melodia di una vecchia canzone. Le parole le scrisse più di mezzo secolo fa
Wisława Szymborska, poetessa di Cracovia. Una giuria le assegnò qualche anno fa
il Premio Nobel per la letteratura. Lei lo chiamò “la tragedia di Stoccolma”.
Le parole dicevano: «Niente accade due volte e ciò probabilmente è la causa per
cui siamo nati senza il destro e moriremo senza la routine…».
Mentre dalla torre della chiesa di Santa Maria di Cracovia risuonavano le note
di questa canzone, si mosse la folla che, con le lacrime agli occhi,
accompagnava l’urna con le ceneri della poetessa al cimitero Rakowicki.
W 1251 roku Tatarzy otoczyli Kraków. Gdy strażnik zobaczył ich
nadchodzących, z wieży kościoła Mariackiego zaczął trąbić na alarm. Obrońcom
udało się zamknąć bramy, lecz tatarska strzała zabiła trębacza i melodia
została nagle przerwana.
Od tamtej pory melodia ta jest zawsze grana w ten sposób: bez zakończenia.
Rozbrzmiewa co godzinę, cztery razy: na południe, na północ, na wschód i na
zachód. Dopóki brzmi, dopóki daje się słyszeć, istnieje Polska. Każdego dnia w
południe transmituje ją Polskie Radio, aby uspokoić Polaków: spokojnie,
wszystko jest w porządku.
Dziś nie. Dziś w południe, zamiast hymnu — hejnału — zabrzmiała melodia starej
piosenki. Słowa napisała ponad pół wieku temu Wisława Szymborska, poetka z
Krakowa. Kilka lat temu jury przyznało jej Nagrodę Nobla w dziedzinie
literatury. Ona sama nazwała ją „tragedią sztokholmską”.
Słowa mówiły: „Nic dwa razy się nie zdarza i to jest zapewne przyczyna, dla
której zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny…”.
dziękuję za dzisiejszy przekaz , wiele rzeczy mnie boli , ale ten "wieczny" atak D.O. na Trzaskowskiego jest dla mnie ciężarem , CZY D.O. marzy się zmiana , " lepsza zmiana " na kogoś np. ze złodziejskiego pi,su ??? .
OdpowiedzUsuńDla mnie ciągle za długie te wpisy.. .I nie zawsze wszystkie ciekawe..życzę zdrowia.
OdpowiedzUsuń