DRUGI OBIEG
Wtorek, 17 lutego 2026
1.
Łatwo poznać, że, jeśli los nie zdecyduje inaczej, za parę miesięcy państwo
D.O.stwo ostentacyjnie ominą jubileusz 57-lecia odkąd są razem.
Po czym?
A no po tym, że jak już D.O. uda się wyciągnąć Żonę z domu i kiedy po zakupach
zasiądziemy przy kawiarnianym stoliku, to jedno i drugie od razu wsadzi nos
smartfona.
Jest to o tyle dziwne, że chociaż przez te 57 lat powiedzieli już sobie
wszystko: o sobie, o swoich rodzinach i o świecie, to, kiedy już wyjmą nos ze
smartfonów, ich rozmowa jest ciekawa i stymulująca.
Potrzebny jest tylko iImpuls, jakiś temat, które zainteresuje jedno z nas i
wtedy rozmowa się klei. Przez jakiś czas. Potem znowu smartfon.
Wy też tak macie, pary z dużym stażem?
2.
https://wyborcza.pl/7,75398,32601518,kto-sie-boi-filmu-o-marianie-turskim.html#s=S.TD-K.C-B.8-L.1.duzy
TVP nie pokaże filmu o jednym z najsłynniejszych Polaków spośród ocalałych z
Zagłady. Choć film uznano za ważny i wartościowy, to przeważyły opinie, że jest
"zbyt poruszający". Antypolski, antyizraelski, antyamerykański...
O tym, komu się film nie podobał, krążą legendy. Pierwsza projekcja odbyła się
23 lutego 2025 roku w Muzeum Polin, po pogrzebie Turskiego. Świadkowie
potwierdzają, że pokaz opuścił, wyraźnie wzburzony, Michael Schudrich, naczelny
rabin Polski. Każdy z rozmówców podaje inny powód: rabin był oburzony, bo wśród
przykładów współczesnego ludobójstwa pokazano migawki z Gazy; bo w niektórych
kadrach było logo telewizji Al Dżazira; bo twórcy pokazali ministra spraw
zagranicznych Izraela, który po zamachu terrorystycznym Hamasu na żydowskich osadników
zapowiedział bezwzględny odwet. …
W filmie nie podoba się wmontowanie w narrację: wypowiedzi Donalda Trumpa (że
imigranci to „nie są ludzie, to zwierzęta"), bo „może to naruszać stosunki
polsko-amerykańskie", migawek z zamieszek rasowych w USA, zdjęć Ku Klux
Klanu, słów Andrzeja Dudy (że LGBT „to nie ludzie, lecz ideologia"),
Jarosława Kaczyńskiego, gdy mówi, że uchodźcy „roznoszą zarazki i
mikroby", zdjęć migrantów zatrzymywanych na granicy polsko-białoruskiej,
polskich neofaszystów domagających się „Polski bez Żydów" i mówiących o
wyższości białej rasy. …
Kwestia „nadmiernej drastyczności" i „naruszenia wrażliwości" dotyczy
pierwszej części filmu (nieco ponad pól godziny), gdzie opowieść Turskiego
przerywana jest archiwalnymi zdjęciami z czasów II wojny światowej. Obok
znanych zdjęć stosów trupów, które zobaczyła armia amerykańska po wyzwoleniu
niemieckich obozów koncentracyjnych (dokument o tym zrobił Alfred Hitchcock),
autorzy zdecydowali się pokazać fragmenty filmów, które robili sami Niemcy – golenie
ciał więźniów w miejscach intymnych, okropne tortury, palenie zwłok. Są też
zdjęcia martwych niemowląt, jakie po wkroczeniu do Auschwitz Rosjanie znaleźli
w laboratoriach, gdzie dokonywane były pseudomedyczne eksperymenty. Po pokazie
filmu dla jednego z potencjalnych sponsorów (autorzy proszą o niepodawanie
nazwy instytucji) przedstawicielka firmy oświadczyła, że po tym, co tam
zobaczyła, będzie musiała poddać się terapii. (…)
W tej wersji nie ma więc: szefa MSZ Izraela (jest za to polityk z Iranu
zapowiadający zniszczenie państwa żydowskiego), słynnej konferencji prasowej,
na której ministrowie rządu PiS Mariusz Kamiński i Mariusz Błaszczak pokazują
zdjęcie imigranta kopulującego z krową, wycięto też sekwencje z polskimi
żołnierzami na granicy (podobno na prośbę Radosława Sikorskiego, który film
zobaczył). Został Trump, Duda i Kaczyński.
Z części wojennej wypadły najbardziej drastyczne obrazy naruszające intymność
ofiar. (…)
Film powinien być pokazywany w szkołach i na uczelniach. Tymczasem nawet z tym
ostatnim jest problem. W ubiegłym tygodniu z pokazania filmu studentom
wykręciły się władze Uniwersytetu Warszawskiego. …
3.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32598007,nim-uciekla-z-warszawy-do-minska-jej-konto-na-onlyfans-obserwowalo.html#s=S.TD-K.C-B.10-L.1.duzy
Bardzo ciekawe artykuł, przygotowany według wszystkich reguł porządnego
dziennikarstwa. Długi jak licho, ale D.O. gorąco poleca lekturę.
4.
Rubio mówi, że relacje z Orbánem są „kluczowe dla interesów narodowych USA”
przed wyborami na Węgrzech w kwietniu
https://www.theguardian.com/world/live/2026/feb/16/marco-rubio-viktor-orban-hungary-ukraine-europe-france-germany-europe-live-news-updates#top-of-blog
Donald Trump jest zdeterminowany, aby zapewnić sukces węgierskiemu premierowi
Viktorowi Orbánowi, ponieważ jego przywództwo ma kluczowe znaczenie dla
interesów narodowych USA – powiedział sekretarz stanu USA Marco Rubio .
„Prezydent Trump jest głęboko zaangażowany w wasz sukces, ponieważ wasz sukces
jest naszym sukcesem” – powiedział Rubio, stojąc obok Orbána na wspólnej
konferencji prasowej w Budapeszcie.
Na konferencji prasowej w Budapeszcie Rubio powiedział, że stosunki
amerykańsko-węgierskie – które zarówno on, jak i Orbán określili jako „złoty
wiek” pod rządami Trumpa – wykraczają poza zwykłą współpracę dyplomatyczną.
„Będę z wami bardzo szczery” – powiedział Rubio. „Premier i prezydent mają
bardzo, bardzo bliskie relacje osobiste i zawodowe i myślę, że przyniosło to
korzyści naszym obu krajom”.
5.
Byle za swoje.
6.
Autor: NINO CORTORILLO
Rosyjski mit totalitarny od Stalina do Putina.
Od Polski do Ukrainy, ta sama wojna.
„Moim zadaniem było poszerzenie granic naszej ojczyzny. Z perspektywy czasu
wydaje się, że Stalin i ja wywiązaliśmy się z tego zadania znakomicie”.
„Musicie być na tyle realistyczni, aby zrozumieć, że w przyszłości małe
narody znikną. Wy, Litwini, zostaniecie przyjęci wraz z innymi narodami
bałtyckimi, w tym z Finlandią, do wspaniałej rodziny narodów radzieckich. Wasz
naród (zacznie) oswajać się z systemem sowieckim, który w przyszłości zdominuje
całą Europę”.
Pierwsze zdanie pochodzi od Mołotowa, radzieckiego ministra spraw
zagranicznych, który podpisał z Ribbentropem pakt nazistowskich Niemiec.
Drugim jest to, co sam Mołotow powiedział Vincasowi Krėvė-Mickevičịusowi,
ministrowi spraw zagranicznych prosowieckiego rządu marionetkowego, powołanego po
inwazji na Litwę w czerwcu 1940 roku.
Mołotow, najwierniejszy wykonawca i interpretator woli Stalina, nigdy nie
zachwiał się w swoich poglądach, nawet po rozpoczęciu pierestrojki, aż do
swojej śmierci w 1986 roku.
Pakt Ribbentrop-Mołotow miał część publiczną – Traktat o nieagresji – ale
przede wszystkim szereg dodatkowych i tajnych protokołów, które ustanawiały
odpowiednie geograficzne strefy wpływów. W praktyce państwa i terytoria, które
miały powrócić pod okupację Niemiec i Rosji.
Pozostawały one tajne, mimo że ich istnienie było znane i zidentyfikowane, a
ZSRR zaprzeczał ich istnieniu przez 50 lat, aż do upadku reżimu sowieckiego w
1989 roku, kiedy to Putin otworzył zapieczętowane archiwa.
Ten pakt nie wziął się znikąd.
Oba, z różnych powodów – przegrana wojna i rewolucja rosyjska – spotkały się z
wrogością reszty Europy. Nieprzypadkowo już w 1920 roku w Rapallo podpisano
porozumienie o stosunkach dyplomatycznych oraz umowach handlowych i wojskowych.
Do 1932 roku ZSRR był odbiorcą ponad 50% całkowitego eksportu maszyn i
technologii Niemiec, ze szczytowym wynikiem 90% w przypadku turbin gazowych i
parowych.
Handel obejmował również sprzęt wojskowy, a nawet utworzono spółkę joint
venture, która miała produkować straszliwy „gaz musztardowy”, przyczynę masakr
w czasie I wojny światowej.
Scenariusz nieco się zmienił wraz z dojściem Hitlera do władzy w 1933 roku,
choć aspekty ekonomiczne pozostały otwarte, nienaruszone przez wrogość
polityczną.
Były to lata balansowania i paktów między państwami europejskimi, prawie zawsze
łamanych, które szybko wygasały, często służąc raczej wysyłaniu sygnałów do
innych krajów niż ich rzeczywistym skutkom.
Porozumienia Polski z ZSRR w 1932 roku i z Niemcami w 1934 roku wkrótce okazały
się fałszywe.
W marcu 1932 roku Stalin wygłosił tzw. „mowę kasztanową”, ostro oskarżając
Francję i Wielką Brytanię o chęć wojny.
Co wydarzyło się między podpisaniem paktu 23 sierpnia 1939 roku, inwazją
Niemiec na Polskę 1 września i inwazją na Rosję 22 czerwca 1941 roku?
Co wydarzyło się w stosunkach między dwoma państwami, które historia
przedstawia jako absolutnych wrogów?
W jaki sposób pozornie najbardziej nieprzewidywalny ideologicznie sojusz –
nazizm/komunizm – zarządzał, organizował i koordynował wspólne działania
wojskowe i gospodarcze przez prawie dwa lata bez ani jednego konfliktu?
Możliwe, że pakt był rodzajem rozejmu, w którym żadna ze stron nie chciała
wchodzić w konflikt, czekając, aż każda znajdzie się w sytuacji, w której
poczuje się na siłach, by zaatakować lub się bronić.
Istniały również dystanse ideologiczne i oparte na interesach narodowych, wobec
krajów europejskich, przede wszystkim Zjednoczonego Królestwa, podzielające
niechęć do „demokracji burżuazyjnej i parlamentarnej”.
Złożona gra dyplomatyczna, w której strategie obu krajów były ustalane przez
Hitlera i Stalina, podczas gdy w obrębie grup rządzących działania
dyplomatyczne oscylowały między możliwością bardziej jawnego sojuszu wojskowego
przeciwko reszcie Europy a natychmiastowymi rezultatami, które spełniałyby
aspiracje poszczególnych krajów.
Pakt, a w szczególności tajne protokoły, przewidywał pełny podział Europy
Wschodniej z okupacją wojskową i wymagał, w ramach ustalonych granic, ciągłych
konsultacji na najwyższym szczeblu w celu zarządzania kwestiami gospodarczymi,
jednorodnością etniczną oraz niepodzielnością racji i propagandy.
Z perspektywy czasu wybory stają się jaśniejsze, a nawet dziś często nieznane
lub przesłonięte historyczną interpretacją, która według niektórych włoskich
historyków jest tą skonstruowaną przez propagandę sowiecką wczoraj i rosyjską
dziś.
Kilka punktów krytycznych.
1. Dlaczego Niemcy napadły na Polskę 1 września, a ZSRR, pomimo porozumień,
zdawał się wahać i czekać do 17 września?
Źródła wskazują, że ZSRR nie chciał i nie powinien był przedstawiać się światu
jako sojusznik Niemiec, a tym bardziej jednocześnie zarządzać inwazją.
Czekał, opóźniał, denerwował Niemcy i czekał aż armia polska będzie wyczerpana.
W praktyce, gdy dokonał inwazji, nie napotkał praktycznie żadnego oporu aż do
kapitulacji Polski 6 października.
To 17-dniowe opóźnienie obarczy winą za wybuch II wojny światowej Niemcy, a nie
postanowienia zawarte w Pakcie.
Niemcy zbudowały ideologiczny projekt podboju terytoriów na wschodzie, mający
na celu pozyskanie surowców, produktów rolnych i zdominowanie ras uważanych za
niższe, takich jak Słowianie, którzy mieli zostać sprowadzeni do stanu
bliskiego niewolnictwu. Była to teoria „Lebensraum”, zawarta już w „Mein Kampf”
Hitlera, czyli „przestrzeni życiowej na wschodzie”.
W poprzednich stuleciach Rosja poszerzyła swoje terytorium do tego stopnia, że
podbiła tereny na południe w kierunku Morza Czarnego (Krym), a przede wszystkim
na wschód, sięgając aż po Ocean Spokojny i Alaskę.
Żadne państwo na świecie od wieków nie rozszerzyło się tak daleko poza swoje
pierwotne granice.
Strategia Mołotowa była idealnie zgodna z ideą carskiego imperium.
Z tą różnicą, że teraz ekspansja postępuje na zachód, w kierunku państw i
obszarów o dawnej tożsamości historycznej i terytorialnej, takich jak Polska.
Sojusz z Niemcami pozwala Rosji okupować terytoria, których nie mogłaby
uzasadnić celowymi i samotnymi działaniami.
28 września wspólnie oświadczono: „Położono solidny fundament pod trwały pokój…
jeśli ten się nie powiedzie… Francja i Anglia będą ponosić odpowiedzialność za
kontynuację wojny”.
O tym, że sojusz stanowił również podstawę wspólnych interesów gospodarczych,
świadczą porozumienia zawarte w lutym 1940 roku, w których Sowieci zobowiązali
się do dostaw surowców, ropy naftowej, minerałów, a nawet zboża, o wartości 50%
swojego eksportu. Materiały te były ewidentnie potrzebne Niemcom do wzmocnienia
swojego aparatu wojskowego i logistycznego.
Do tego doszły umowy w sektorze transportu, między innymi z liniami lotniczymi
Lufthansa. Otwarto i rozszerzono zarówno połączenia lotnicze, jak i morskie
między oboma państwami.
2. W jaki sposób Niemcy i ZSRR mogły dzielić się swoimi postępami militarnymi,
aktualizując umowy graniczne i tym samym unikać konfliktów i napięć?
Przestrzeń życiowa na wschodzie, zdobyta przez Niemcy, oraz sowieckie poszerzone
przestrzenie kraju macierzystego osiągnęły cel, który przełożył się na niemal
groteskowe wydarzenia. Wspólne toasty, wspólne parady wojskowe, obecność
nazistowskich przywódców na obchodach 1 Maja w Moskwie, wymiana delegacji
podróżujących między dwoma krajami, a nawet obecność własnych sił zbrojnych na
terenach okupowanych przez drugie państwo.
Kiedy Niemcy zdecydowały się na inwazję najpierw na Danię i Norwegię, a
następnie na Holandię, Belgię i Francję, stanowisko Sowietów było
usprawiedliwiające, a nawet oskarżało Francję i Wielką Brytanię o wywołanie
wojny.
W końcu to samo oskarżenie wysunęli przeciwko Polsce.
Niemal jednocześnie doszło do szantażu i późniejszej inwazji na kraje
bałtyckie, motywowanej argumentem, że „kraj (ZSRR) musi zadbać o własne
bezpieczeństwo. Musimy działać, zanim będzie za późno… i potrzebowaliśmy krajów
bałtyckich”.
Zmusili Rumunię do oddania Rosji Besarabii i Bukowiny (tej ostatniej poza
tajnymi protokołami podziału, zamieszkiwanej przez liczną mniejszość
niemiecką).
Kiedy armia nazistowska wkroczyła do Paryża w czerwcu 1940 roku, Moskwa wydała francuskim
i międzynarodowym komunistom za pośrednictwem Kominternu rozkaz, by „ciepło
powitać wojska niemieckie”.
Mołotow złożył „najserdeczniejsze gratulacje z okazji wspaniałego sukcesu
Wehrmachtu”.
Odbyły się również rozmowy między ambasadą niemiecką a przywódcami PCF w
sprawie utrzymania jej legalizacji, opartej jednak na jej aktywnej współpracy z
Niemcami.
W pierwszej fazie chaos był tak dotkliwy – spędzili miesiące na wyjaśnianiu i
popieraniu paktu niemiecko-radzieckiego – że francuski komunistyczny dziennik
„L’Humanité” napisał nawet 4 lipca: „W tych trudnych czasach szczególnie
krzepiący jest widok paryskich robotników rozmawiających przyjaźnie z
niemieckimi żołnierzami. Brawo, towarzysze, kontynuujcie, nawet jeśli nie
podoba się to niektórym burżuazji… braterstwo między narodami nie zawsze
pozostanie nadzieją”.
Czy to możliwe, że mogło się to wydarzyć w Europie zdominowanej przez nazizm i
faszyzm? Że nie wywołałoby to odrzucenia przez partie komunistyczne w Europie,
których bojownicy byli prześladowani przez lata? Że w tych samych Włoszech,
gdzie Gramsci, a przed nim Matteotti i bracia Rosselli zginęli z rąk faszystów,
nie wywołałoby to radykalnego sprzeciwu?
Racja istnieje i należy jej szukać w bezgranicznej wierze w rewolucję
październikową i Związek Radziecki. W ciągu zaledwie kilku lat epoka przeszła
od oskarżania niekomunistycznych antyfaszystów o bycie „socjalfaszystami” do
opowiadania się za frontem ludowym, jak we Francji, aż do opowiedzenia się po
którejś ze stron w hiszpańskiej wojnie domowej (pomijając stalinowskie egzekucje
anarchistów i demokratów, jak pisał Orwell w „Hołdzie dla Katalonii”) po pakt z
nazistami. Wir i huśtawka, w których kompasem nie była walka z faszyzmem, lecz
rosyjski interes narodowy, któremu należało się podporządkować.
Każdy, kto ośmielił się krytykować, był wydalany.
Jeśli trafił do ZSRR, czekała go śmierć w gułagu.
Polityka sowiecka okazała się kontynuacją polityki carskiej, a jej
komunistyczny charakter ideologiczny stanowił szlachetną przykrywkę dla
narodowych, a raczej nacjonalistycznych, interesów i celów.
W ten sposób interesy sowieckie stały się również interesami europejskich
komunistów, mimo że były przeciwieństwem ich antyfaszyzmu i antynazizmu.
Pod koniec listopada 1939 roku Rosja najechała Finlandię. Mołotow oświadczył:
„Za trzy dni będziemy w Helsinkach”. Fiński opór uniemożliwił jednak
kapitulację kraju. Pomimo utraty regionu Karelii, Finlandia zachowała
niepodległość. Karelia nadal pozostaje terytorium rosyjskim.
Za tę inwazję Rosja została wykluczona z Ligi Narodów.
Niemcy wystąpiły z Ligi w 1933 roku.
W kolejnych miesiącach Finlandia zezwoliła Niemcom na posiadanie kilku baz
wojskowych, zachowując jednocześnie neutralność. Był to pierwszy wyłom w
Pakcie.
W 1940 roku Rosja najpierw szantażowała, a następnie najechała trzy państwa
bałtyckie.
13 maja 1940 roku Winston Churchill, który zastąpił Chamberlaina, wygłosił
swoje słynne przemówienie, w którym oświadczył, że Wielka Brytania nigdy się
nie podda i przygotowuje kraj na „krew, trud, łzy i pot”.
Dziś wielu uznałoby go za podżegacza wojennego.
We wrześniu 1940 roku powstała oś Rzym-Berlin-Tokio.
W międzyczasie w stosunkach między Niemcami a Rosją, zarówno między sobą, jak i
z państwami na wschodzie, pojawiały się drobne pęknięcia i ciągłe
nieporozumienia. Porozumienia między poszczególnymi państwami i dzisiejsze
niewytłumaczalne salda, takie jak rekompensata finansowa, którą Rosja wypłaciła
Niemcom w wysokości 7,5 miliona dolarów za niewielki pas terytorium Litwy (co
ciekawe, była to ta sama kwota, za którą Rosja oddała Alaskę Stanom
Zjednoczonym w 1867 roku).
13 kwietnia 1941 roku Rosja i Japonia podpisały pakt o neutralności, co głęboko
rozdrażniło Hitlera.
3. Jak można było opracować i wdrożyć wspólną politykę etniczną, jeśli nie
rasową?
Niemcy, zgodnie z ustaleniami Tajnych Protokołów, rozpoczęły proces
homogenizacji etnicznej. Niemcy z terenów okupowanych przez Sowietów mogli
zostać przesiedleni na tereny okupowane przez Niemców. Było to zgodne ze
strategią, która już wcześniej dotknęła innych terytoriów. Dotknęła ona prawie
200 000 osób. Jednocześnie planowano przesiedlenie mniejszości białoruskiej i
ukraińskiej do Rosji. Nie wszystko przebiegało gładko, zarówno z powodu sporów
o pozostawiony majątek, zwłaszcza niemiecki, jak i trudności logistycznych, a
także ciągłych przeszkód biurokratycznych narzucanych przez Sowietów. Tymczasem
Niemcy dążyły do osiągnięcia celu germańskiej „czystości krwi i języka”,
deportując ponad 300 000 Żydów i Polaków.
W rzeczywistości oba reżimy współpracowały ze sobą, mając podobne intencje, a
NKWD i SS działały, wymieniając się informacjami i działając na swoim
terytorium.
Te przesiedlenia rozbijały rodziny i pozostawiały puste terytoria, wysiedlając
całe obszary, na których żyli od wieków.
Tysiące ludzi pozostawało niezdecydowanych i niezdolnych do podjęcia
racjonalnego wyboru.
Żydzi byli najsłabszą grupą i celem antysemickich represji. Faza zagłady, która
miała nastąpić wraz z postępem Niemiec, a później wraz z obozami
koncentracyjnymi, jeszcze się nie rozpoczęła. W poprzednich miesiącach wielu
niemieckich Żydów uciekło zarówno do Polski, jak i krajów bałtyckich. Wraz z
wybuchem wojny zostali niemal zmuszeni, a nawet zepchnięci przez Niemców, do
marszu na wschód, w kierunku Związku Radzieckiego. Szacuje się, że było ich
ponad 200 000.
Wielu odmówiło przyjęcia obywatelstwa radzieckiego i próbowało wrócić.
Z dramatycznymi konsekwencjami w czasie.
Paradoks polegał na tym, że deportowani na Syberię, jeśli przeżyli, zostali
uratowani, w przeciwieństwie do tych, którzy powrócili.
Najbardziej okrutne i symboliczne wydarzenie miało miejsce w Hrubieszowie, w
połowie zamieszkanym przez Żydów.
2 grudnia 1939 roku Niemcy nakazali wszystkim mężczyznom w wieku od 16 do 60
lat przekroczenie granicy rosyjskiej. Wielu zmarło podczas marszu z zimna i
wyczerpania lub zostało zabitych przez SS. Ocaleni kontynuowali marsz do
granicy w Sokalu, oddalonej o 70 kilometrów, nad brzegiem Bugu. Tam znaleźli
się na ziemi niczyjej, zmuszeni do próby przepłynięcia przez zamarzniętą rzekę.
W ten sposób znaleźli się dosłownie między dwoma ogniami. Przeżyło bardzo
niewielu. Filozofia była taka, że Niemcy i Rosjanie powinni pozostać na swoich
terytoriach. Żydzi byli bezdomni i bezbronni.
To rozumienie osiągnęło taki punkt aberracji, że doprowadziło do tego, że
Rosjanie wydali swoich więźniów urodzonych w Niemczech z więzień i gułagów.
Niemieccy komuniści i antyfaszyści, uciekający przed nazizmem, którzy znaleźli
się w koszmarze stalinowskich czystek, z kłamliwym oskarżeniem, jako
faszystowscy szpiedzy, przenieśli się z rosyjskiego gułagu do niemieckiego
obozu koncentracyjnego.
Symbolicznym przypadkiem była komunistka Margarete Buber Neumann.
https://www.assemblea.emr.it/.../margarete-buber-neumann
4. Zbliża się wojna.
Podczas gdy porozumienia na miejscu trwają, a dyplomacja działa na wielu
poziomach, zbliża się wojna, choć w zakamuflowany sposób.
Rosja nadal dostarcza surowce i wycofuje swoich ambasadorów z krajów
okupowanych przez Niemcy, dając tym samym do zrozumienia, że to robi.
Nieufność, strach, a nawet paranoja, ogarniają Stalina. Nie słucha swojego
ambasadora w Berlinie, wysoce zaufanego Diekanozowa, który wysyła meldunki z
wiadomościami o inwazji Hitlera. Beria żąda jego ukarania i odsunięcia od
władzy.
Churchill ma precyzyjne sygnały o ruchach niemieckich wojsk i przygotowaniach
logistycznych (ogromna armia przygotowuje się na froncie o długości prawie 2000
kilometrów) i informuje o tym Stalina, który zaprzecza i odmawia podjęcia
jakichkolwiek działań.
W rzeczywistości wydaje się absurdalne, że w to nie wierzył, ale jego logika
polegała na tym, by nie działać, tak aby niemiecki atak uznał go za
zaatakowanego. Być może miał nadzieję, że brak reakcji powstrzyma lub
przynajmniej opóźni plany Hitlera, aby mógł on kontynuować reorganizację swojej
armii, która podczas czystek poniosła prawdziwą eksterminację wysoko
postawionych oficerów.
Mołotow oświadczył: „Spodziewaliśmy się ataku… ale nie chcieliśmy dawać
Hitlerowi żadnych wymówek”.
W nocy 21 czerwca 1941 roku niemiecki ambasador poinformował Mołotowa, że
rosyjskie działania na granicy naruszają prawa niemieckie, a odkrycie siatki
szpiegowskiej świadczy o zdradzie paktów z 1939 roku.
Mołotow, który spodziewał się wojny, zaprotestował, bronił się i zakończył
słowami: „Nie zasługujemy na to”.
Następnego dnia rozpoczęła się operacja Barbarossa, a wojna rozprzestrzeniła
się z Zachodu na Wschód. Pomimo trwającej prawie dwa lata wojny, Ribbentrop
wysłał do Wielkiej Brytanii sygnały odprężenia, oskarżając Rosję o działania
przeciwko obu krajom.
Churchill odrzucił ofertę i zabrał głos: „Żadnego porozumienia z Niemcami.
Pomożemy Rosji”. Jego decyzja o wspieraniu Rosji wszelkimi sposobami, pomimo
jej powszechnie znanego antykomunizmu.
Wiele z tych refleksji opiera się na książkach dwóch historyków: „Paktu”
Claudii Weber i „Tajnego protokołu” Antonelli Salomoni.
Dalsze rozważania prowadzą do głębszego zrozumienia tego, co wydarzyło się
później.
1. Pakt jałtański skutecznie objął kontrolą wszystkie terytoria, które Rosja
rościła sobie w 1939 roku.
Wynik wojny, która zakończyła się zwycięstwem Niemiec, pokazał, że strefa
wpływów z 1939 roku nie była taktyczną koniecznością, środkiem na przeczekanie
dla Niemiec, lecz wizją ich roli w przestrzeni europejskiej.
2. Rozpad imperium sowieckiego w 1989 roku zniweczył ekspansję terytorialną,
która charakteryzowała się znaczną ciągłością z imperium carskim.
Rewolucja z 1917 roku radykalnie zmieniła ideologię polityczną, ale wola
hipernacjonalistyczna i kolonialna przetrwała.
Pakt z 1939 roku oznaczał koniec nazistowsko-komunistycznego konfliktu
ideologicznego, wraz z jednoznacznym pojawieniem się pradawnego i niekończącego
się rosyjskiego nacjonalizmu.
Internacjonalizm proletariacki stał się już socjalizmem w jednym kraju, ale
teraz przekształcił się w rosyjskie cele narodowe.
3. Kiedy Putin ogłosił koniec Związku Radzieckiego w 1991 roku „największą
katastrofą geopolityczną XX wieku”, nawiązał do ideologii nacjonalistycznej,
która rozpoczęła się wraz z Katarzyną Wielką w 1700 roku i dotarła do Stalina
wraz z paktami z 1939 i 1945 roku. Jego ideą Rosji nie była ekspansja
gospodarcza ani polityczna, lecz wyłącznie ekspansja militarna poprzez podbój
terytorialny terytoriów innych państw.
Zamiarem było odzyskanie utraconej dominacji siłą lub wpływami.
4. Wojna z Ukrainą była zatem ukryta i zakamuflowana słowami i konstrukcjami
dialektycznymi, które wymagały „politycznego” uzasadnienia, nawiązującego do
wojny z nazistowskimi Niemcami. Szlachetnej części II wojny światowej.
Oczywiście, ignorując dwuletnią wspólną wojnę z innymi niepodległymi państwami.
To jest kamuflaż, który stalinowski komunizm już osiągnął.
Nacjonalizm, kolonializm i idea imperium, obce od XVIII wieku politycznej
dynamice europejskiej wolności i demokracji, zawsze popychały Rosję w kierunku
państwa autokratycznego i totalitarnego.
Demokracja była nieznana Rosji od 1700 roku. Jest to jedyny taki kraj w
Europie.
Nacjonalizm, wojna jako jedyny model ekspansji oraz brak i nienawiść do
systemów demokratycznych stanowią prawdziwą ciągłość ideologiczną Rosji.
5. Kraje graniczące z Rosją doskonale znają tę wielowiekową historię.
Doświadczyły wojen, dominacji i wywłaszczeń terytorialnych.
Po 1989 roku wybrały Europę jako miejsce bezpieczeństwa i demokracji. Jedno bez
drugiego nie może istnieć.
Polska, Kraje bałtyckie oraz Finlandia i Szwecja mają słabszą lub wręcz
nieobecną percepcję na Zachodzie
Po 80 latach neutralności Finlandia rzuciła się do NATO. Karelia jest ich
historią. Podobnie jak łagodna Szwecja.
6. Sojusznikami Rosji są systemy nieliberalne, takie jak Węgry i ich nielegalni
odpowiednicy na całym świecie. Trump i ideologia MAGA są reakcyjnym
zwierciadłem reakcyjnej Rosji Duginów. Antydemokratyczne modele w swoich
różnych odcieniach odnajdują się i wspierają. Polityczni sojusznicy obejmują
ruchy prawicowe, lewicowe i populistyczne, zjednoczone wrogością wobec Europy i
poparciem dla rosyjskich interesów.
9. Jeśli choć część tej refleksji jest spójna, to jak to możliwe, że części
lewicy faktycznie wspierają lub usprawiedliwiają dzisiejszą Rosję, przepisując
i ukrywając historię? Ideologia przeszłości, nienawiść do demokratycznego Zachodu,
polityczna hipokryzja – wszystko jest teraz całkowicie jasne. Organizacje,
które często powołują się na faszyzm w Europie, ale odmawiają jego dostrzeżenia
i uznania w reżimie rosyjskim.
Co więcej, w latach 30. XX wieku rzesze intelektualistów, ruchów i partii
opowiedziały się po stronie faszyzmu i nazizmu, a niektóre po stronie
stalinowskiej Rosji, do tego stopnia, że usprawiedliwiały pakt z 1939 roku.
Putin odkrywa mroczną przeszłość Rosji.
Wielu ślepych na demokrację i niebezpieczeństwo Europy przypomina swoich braci,
którzy w XX wieku nie dostrzegli narastającego i zmierzającego ku wojnie
totalitaryzmu.
Ci, którzy 24 lutego 2022 roku nie zrozumieli znaczenia inwazji na Ukrainę; ci,
którzy przez te cztery lata odmawiali jej prawa do obrony; ci, którzy znajdują
każdą okazję, by krytykować Europę i usprawiedliwiać Rosję; ci, którzy wybrali jej
stronę, postanowili sprzymierzyć się z tymi, którzy wywołali wojnę, prawdziwą
wojnę, swoją rację bytu.
Z tego powodu historia, a nie historycy nastawieni ideologicznie, pomaga nam
zrozumieć, że jej dramatyczne zwroty akcji mogą sprawić, że kraje i kontynenty
znów wpadną w czarną dziurę, zagrażając temu, co dziś wydaje się nam pewne.
7.
3 lata temu
D.O. uważa, że jednym z osiągnięć, które sprawiają mu największą przyjemność
jest to, że zebrał na tym forum Znajomych o ogromnej kulturze osobistej,
rozległej wiedzy i dobrych intencjach.
Jednym z dowodów wszystkich tych ich cech jest sposób, w jaki zmiażdżyli D.O.
po jego wczorajszym desperackim krzyku antymetrowym.
I nic nie szkodzi, że pozostali głusi na wszystkie jego argumenty, jak to, że
urodzone dziś w Warszawie dzieci do 30 roku życia będą żyły „w okopach”, w
kurzu, smrodzie i ryku ryjących, kopiących, potem betonujących maszyn, że
półtora pokolenia nie będzie mogło nacieszyć się swoim miastem, nie zazna szumu
drzew i śpiewu ptaków przy alejach i ulicach, że będzie wdychać dodatkowe tony
węglowego pyłu z elektrowni, którymi napędzane będą tramwaje i wagony metra
(nie wspominając o ruchomych schodach i oświetleniu tych podziemnych
korytarzy), że władze miasta skażą ludzi na spędzanie części swego życia, jak
krety, bez kontaktu z niebem i ze słońcem…
W imię idei przymusowej, odgórnie zarządzonej kolektywizacji transportu
miejskiego.
8.
4 lata temu
D.O. musiał załatwić pewną rzecz w banku, poradzili mu oddział w dużym centrum
handlowym. Kiedy przyszedł tam z Żoną, padł bankowy system. „Niech państwo idą
na kawę, za pół godziny wszystko wróci do normy” – powiedziała miła pani zza
plastikowego, antycovidowego okienka. D.O. z Żoną poszli więc do sieciówki.
Stanęli w kolejce. I tak zeszło 10 minut, choć przed nimi były dwie osoby.
Potem poprosili dwie kawy. „Jakie kawy? Jakiej wielkości kawy? Z mlekiem te
kawy? Na miejscu, czy na wynos te kawy? Cukier biały czy brązowy do tej kawy”…
Potem usiedli, a ich kawy po kolejnych 6 minutach były już gotowe, młoda dama
zza lady wydzierała się: „espresso i małe americano do odebrania”!
Och, jak państwo D.O.stwo zatęsknili do Włoch… Wchodzisz do baru, mówisz „un
caffé per favore” i nim minie 30 sekund stoi przed tobą na ladzie malutka,
ciepła filiżanka z dymiącą, aromatyczną kawą z warstwą kremowej pianki na
wierzchu. I barman oczywiście wie, co masz na myśli. Nie zapyta głupio:
„Espresso pojedyncze czy podwójne”?
Oczywiście, jeśli przyjdą ci do głowy jakieś fanaberie, w rodzaju caffè
ristretto, allungato, czy nawet corretto, to do prośby „il caffè per favore”
dodajesz przymiotnik.
I nim minie 30 sekund, stoi przed tobą na ladzie…
---------------
Szalone podwyżki cen energii i żywności, zwłaszcza warzyw, to nie tylko polska
specjalność; dotyka obszerne połacie Europy. Władze gminy Florencja we
współpracy z fundacją charytatywną wystąpiło z inicjatywą „adoptuj rachunek”.
Apeluje się do zamożniejszych mieszkańców, by opłacali rachunki za prąd, gaz,
wodę i wywożenie śmieci ubogich mieszkańców miasta w wieku powyżej 65 lat.
Jak myślisz, Czytelniku: ktoś odpowiedział na taki ekstrawagancki apel?
Tak: w pierwszym tygodniu 5000 Florentczyków.
9.
5 lat temu
No to, skoro już jesteśmy przy książkach: na wirtualnym "skrzydełku"
"Najpiękniejszych słów" znajdują się poniższe rekomendacje, które są
najpiękniejszymi z moich orderów:
Stefan Bratkowski:
Mówi się o nim, że był wszędzie, stąd wniosek, że miejsca, gdzie go nie było
nie istnieją i próżno ich szukać na mapie. Czytajcie jednak, żeby nie stracić
tropu wydarzeń, bo kto, jak kto, ale Pałasiński wie, gdzie go znaleźć.
Sprawdźcie sami!
Jacek Żakowski:
Jacek Pałasiński miał fascynujące życie i wspaniałą pracę. Był tam, gdzie każdy
dziennikarz chciałby być i spotykał ludzi, których każdy dziennikarz chciałby
spotkać.
Opisał to z talentem, dowodzącym, że los się nie pomylił, właśnie jemu dając te
wszystkie szanse.
Ernest Skalski:
Fajnie jest być w tym zawodzie, jak się ma takich kolegów.
Jacek Pałasiński jest w tej najfajniejszej gildii, reporterów obieżyświatów, na
których znad swego biurka, zawsze patrzyłem z podziwem i nie bez zazdrości.
Rysiek Kapuściński, Wojtek Giełżyński, z jeszcze dawniejszych; Lucjan
Wolanowski, Olgierd Budrewicz, Zygmunt Broniarek. Na szczęście żyją Wojtek
Jagielski i właśnie Jacek, który w tej książce użala się nad schyłkiem
dziennikarstwa, w jakim wyrastaliśmy, a przecież tą właśnie książką udowadnia,
że miało, ma i na pewno będzie ono miało rację bytu, jeśli tacy fachowcy jak on
będą jeździli po świecie, by być w ciekawych czasach, w ciekawych miejscach i
rozmawiać z ciekawymi ludźmi.
Można kupić tu:
https://woblink.com/katalog?autor=Jacek+Pa%C5%82asi%C5%84ski
I w wielu innych sklepach!
Ps. Chociaż kocham moje "Zapiski z Podróży 2015" i uważam za kawałek
niezłej literatury, to niestety właściciel wydawnictwa p, Ślużyński znikł, nie
odezwał się, nie rozliczył, nie odpowiada na maile i message.
To chwilowo nie kupujcie, bo nie chcę nabijać nieswojej kiesy, skoro to ja się
nad tym naprawdę naharowałem.
Podobnie jest z książkami "papierowymi". Poza symboliczną zaliczką na
"papieża" i kilkuset złotych tantiem za "Gdzie jest
Polska"? nie dostałem od wydawców
ani grosza. Nb. wydawnictwa już nie istnieją i nawet jeśli uda się wam kupić
jakąś moją książkę papierową, to ja nie mam pojęcia, kto na tym zarobi: na
pewno nie ja. A kiedy pomyślę, ile musiałem pracy włożyć w ich napisanie, to
mnie przechodzą dreszcze.
Jak już wielokrotnie wspominałem, ja to chyba jakiś głupi jestem.
10.
Czytaliście już moje "Podróże po końcu świata"? Nie? Czemu?
Spodoba się wam!
Oto jeden malutki, malutki fragmencik:
NARODOWE CZYTANIE
To już odebrałem jako osobistą obelgę. Przed południem w radiowej Dwójce
pojawił się sepleniący Parteigenosse z Pałacu Namiestnikowskiego (już dawno ta
nazwa nie przystawała tak dobrze do rzeczywistości) i zaczął coś bredzić o
„narodowym czytaniu”, że prezydent apeluje do miłośników lektury o głosowanie
na książkę, która zasłuży na „narodowe czytanie”, czy coś w tym rodzaju.
To ja mam parę uwag.
Pierwsza: wara wam, narodowym socjalistom, od książek! Nie czytacie, jedyne, co
z nimi umiecie robić, to palić.
Druga: wara wam od kultury, to nie dla was. „Kulturę”, jaką lubicie, to już
proszę we własnym gronie, do cywilizowanych ludzi nosa nie pakujcie.
Trzecia: w miłej propozycji narodowego czytania wybełkotanej w Dwójce było
kilka błędów gramatycznych i językowych. Czy wielbiciele wszystkiego, co
narodowe nie mogliby swojego uwielbienia zacząć od nauki języka polskiego?
Czwarta i najważniejsza: ja zagłosuję i zachęcam Znajomych do zagłosowania na
ostatnią książkę prof. Jana Tomasza Grossa „Złote żniwa”. Mam nadzieję, że ta
książka wygra i odbędzie się jej „narodowe czytanie”.
Można kupić np. tu:
https://woblink.com/.../podr-oze-po-ko-ncu-swiata-jacek...
Albo gdziekolwiek indziej, wystarczy wystukać w wyszukiwarce!
11.
6 lat temu
Wiem, że Państwo czekali na kolejną relację muzealną, ale jej nie będzie, a
dlaczego, to wyjaśnia ryc. 1.
Gdańskie rozczarowanie nie powstrzymało mnie jednak od kontaktu z pięknem, więc
nacieszyłem oczy zamojską starówką.
W Zamościu występuje coś, co na prywatny użytek nazywam „syndromem weneckim”.
48 lat temu, nieopierzony i nieobyty z pięknem pisklak z szarego i brzydkiego
warszawskiego przedmieścia, trafiłem do Florencji. Piękno było szokujące, więc
trudno było mi się z nim rozstać. Chodziłem do upadłego. Wracałem na noc do
domu rodziców Kolegi i padałem na łóżko. Padałem i …nic! Mimo nocy upał nie do
wytrzymania, więc okna były otwarte. Ale mieszkanie znajdowało się przy bardzo
ruchliwym skrzyżowaniu, więc hałas był taki, że mogłem zasnąć. To trwało chyba
tydzień, aż warkoty i trąbienia mi spowszedniały i przestałem zwracać na to
uwagę.
Potem Kolega zabrał mnie do swojej cioci do Wenecji. Tam z kolei panowała
wieczorem tak upiorna cisza, że gwizdało w uszach i stukot własnego serca wydawał
się strzelaniną. A kiedy wreszcie, nad ranem, nadszedł płytki sen, pod oknami
przepłynęła powoli łódź z dostawami. Mały silniczek robił spokojne „pyr, pyr,
pyr”, a ja od razu, przerażony, siadłem na łóżku, zastanawiając się, czy to
koniec świata.
I właśnie taki syndrom wenecki naszedł mnie w Zamościu, który, jak nie bez
starczej irytacji odkryłem, ma bujne życie nocne.
Już kilka lat temu, kiedy jeszcze hotel przy Rynku nazywał się „Mercure”, a nie
„Zamojski spa”, zastanawiałem się, czy ustawienie wielkiego, sztucznego
lodowiska przed Ratuszem (Światowe Dziedzictwo kulturalne Ludzkości UNESCO) to
dobry pomysł. (W Warszawie na Rynku Starego miasta zresztą też, tyle że tam nie
ma jak dojechać i zaparkować). Żona mnie ofuknęła, że chwała Bogu, że
humanizujemy strefy zabytkowe, bo w Polsce się strasznie zawsze nadymamy i na
dodatek wciągamy na listy zabytków każdą starawą badziew. Przekonała mnie.
Miłych szusów! (Czy na łyżwach się szusa?)
Ale sama podróż była przykra, z dwóch powodów. 14 kilometrów kolejki ciężarówek
do przejścia granicznego w Dorohusku. Nie mogę znieść myśli o skali łamania
praw człowieka na takich granicach. Ci nieszczęśnicy spędzają tam całe dnie,
świątek, piątek, upał czy mróz. Wzdłuż całej tej kolejki stało dosłownie kilka
toi-toiów, nie wiem, jak często czyszczonych. Żadnej infrastruktury, jedzenia,
ogrzewania, ludzkiego słowa. Proszę wybaczyć słowo, ale pod adresem
odpowiedzialnych za ten stan rzeczy wykwita mi na ustach tylko „pieprzcie się,
sukinsyny”!
Drugi powód, to droga z Dorohuska do Horodła i Hrubieszowa. Polska nadal ma
kresy i leżą wzdłuż Bugu. Bieda, nędza i brud, walące się małe, drewniane psie
budy, a nie ludzkie domy. Szosa po prostu parszywa, może wytrząść człowiekowi
duszę. W takiej afrykańskiej sytuacji mam w nosie spory ideologiczne czy
partyjne i chciałbym wrzeszczeć do tych wszystkich pasibrzuchów, tamujących
ruch na warszawskich skrzyżowaniach w swych luksusowych limuzynach: „czy wy
macie, xxx, sumienie!?
PS. Wiem, oczywiście, że nikt nie czekał na żadną relację, ale to tak ładnie
wygląda, kiedy to napisać!
12.
https://www.facebook.com/reel/802288712889837
Witam...
OdpowiedzUsuńDobry wieczór. Dziękuję Redaktorze.
OdpowiedzUsuń