DRUGI OBIEG
Sobota, 14 marca 2026
1.
No dobrze, D.O. odszczekuje.
Są już pierwsze oznaki wiosny. Na trawniku przed redakcją ‘natemat.pl’ D.O. widział
małe niebieskie kwiatuszki. Potem, na spacerze z Żoną, widział, że różne
krzewiny wypuszczają małe, jeszcze nieśmiałe pączuszki. D.O. postanowił wziąć
to za dobry omen. Bo w tych czasach, o dobre omeny jest niezwykle trudno.
I a propos redakcji ‘natemat.pl’ to już za kilka godzin, około 10, na tym
właśnie portalu ukaże się najnowsza rozmowa z cyklu „Allegro ma non troppo”.
Jak P.T. Czytelnicy wiedzą, D.O. nie zajmuje się polityką wewnętrzną Polski, bo
go to mierzi, ale teraz postanowił odstąpić od swojej reguły i rozmawia właśnie
o niej. Czyli o alfonsie, jego rosyjskim otoczeniu, o Macierewiczu i całej tej
Wesołej Kompanii, która właśnie, na naszych oczach, wysadza demokratyczną,
dobrą Polskę w powietrze przy daleko idącej bierności polskiego,
demokratycznego rządu.
Z demokracji walczącej zrobiła się demokracja mędząca, a naziolki, hojnie
finansowane i wspierane przez faszystowską międzynarodówkę, zwłaszcza zza
oceanu, ale nie tylko, hasają sobie po kraju bez żadnej przeszkody i wygląda na
to, że absolutnie nikomu nie przeszkadza to, że zakładanie partii odwołujących
się do ideologii faszystowskiej lub bolszewickiej, jest zabronione przez polską
Konstytucję i polski Kodeks Karny.
Podobno prawo jest takie same dla wszystkich, no oczywiście za wyjątkiem naziolków,
w którym wszystko wolno.
„Dziękujemy Bogu i Donaldowi Trumpowi”: ewangelicki przywódca rozpoczyna
kampanię billboardową w Izraelu
https://www.ynetnews.com/culture/article/s1117gxlcbe?tbref=hp
Dr Mike Evans, założyciel ośrodka Friends of Zion i wieloletni ewangelicki
zwolennik Izraela, powiedział, że celem kampanii jest wyrażenie wdzięczności za
to, co określił jako historyczny moment na Bliskim Wschodzie w trakcie
trwającego konfliktu z udziałem Izraela, Stanów Zjednoczonych i Iranu.
Jeśli
lubicie obrazki ze zwierzątkami, to pod tym adresem znajdziecie ich całkiem
sporo, całkiem oryginalnych, a z pewnością pseślicnych.
https://www.theguardian.com/environment/gallery/2026/mar/13/week-in-wildlife-a-wet-macaque-four-little-pigs-and-a-stowaway-fox
Kilka dni temu, w środku tygodnia, D.O. wybrał się na poszukiwanie wiosny.
Obszar swoich poszukiwań ograniczył do parku za pałacem w Wilanowie. Rezultat
poszukiwań był rozczarowujący: żadnych oznak wiosny D.O. nie zauważył. Tym
bardziej że nie zostały zdemontowane jeszcze te jarmarczne, chińskie lampki led,
które w ilościach hurtowych zamontowano gdzie się da, by przyciągnąć
zwiedzających także w okresie zimowym i zasilić nieco wiecznie niedostatki w
kasie jednej z wspanialszych wizytówek Warszawy i Polski.
Przejawów wiosny D.O. nie zauważył, ale zrobił kilka zdjęć, na dowód, że mu
było przyjemnie, chociaż od dłuższego czasu chodzenie sprawia mu ból wokół
krętarzy wielkich, taki jak przed operacją kręgosłupa w 2019 roku. Ale czasami
zdarza się, że po paru kilometrach ból robi się lżejszy i można dalej chodzić.
W piątek D.O. zrobił 7500 kroków. To oczywiście śmieszny wynik dla wytrawnych
piechurów i z pewnością wywoła uśmiech na twarzy pana Andrzeja a nawet jego
pieska, ale dla D.O. to całkiem niezłe osiągnięcie.
Na dodatek kilka dni temu D.O. rozpoczął stosowanie diety niskobiałkowej, co
wykluczyło z jego jadłospisu wiele ulubionych potraw, ale liczy na to że owa
dieta oddali perspektywę poddawania się dializom. Oczywiście nic z tego nie
byłoby możliwe, gdyby nie poświęcenie Żony, która znalazła we włoskim
internecie dokładne tabele dotyczące zawartości białka w różnego rodzaju
produktach żywnościowych i pilnuje, żeby D. O. nie pożarł większej ilości jego
gramów niż to jest dozwolone.
No pięknie, pięknie... D.O. zastanawia się czy ten kwintal plastiku jest
biodegradowalny i gdzie zostanie zwałowany, kiedy nie będzie się już nadawał do
oszpecenia ogrodu różanego w Wilanowie
Drzewa jeszcze starszą kikutami, ale połączenie żółtych ścian z niebieskim
niebem zawsze robi dużą przyjemność oku.
A na stawie jeszcze lód.
Ale pogoda sprzyja kąpielom słonecznym.
„Uwaga, lód jest cienki” – ostrzega karteczka na pulpicie.
Starodrzew od zawsze D.O. fascynował
3
lata temu
1.
No, już dosyć tego. D.O. obiecuje: to już ostatni raz zanudza kolorowymi
fotkami z miejsc bliskich jego sercu.
Ale i tej porcji musi towarzyszyć jakaś opowieść. A jest ona taka: samolot
mieliśmy późno, ale z Trani do Bari jest niespełna 40 kilometrów. D.O. jeszcze
się rano przebiegł do portu, do katedry i do miasta, Przyjaciele jeszcze spali.
Kiedy się obudzili, Katarzyna, producentka telewizyjnych seriali, absolwentka
tego samego Wydziału, co D.O., zażądała, żeby jej towarzyszyć, bo w porcie stoi
ogromna przyczepa, należąca do jakiejś ekipy filmowej. Wielka ciężarówka z
kostiumami. Chciała się dowiedzieć, kto kręci, co kręci, dla kogo kręci i czy,
gdyby doszło do kręcenia serialu we Włoszech, do którego napisała scenariusz,
czy byliby skłonni współrealizować.
Pocałowaliśmy więc klamkę od trucka z kostiumami, ekipa przepadła, a okoliczna
ludność, wliczając w to strażników miejskich, X Muzę miała najwidoczniej za
nic, bo nie dość, że nie potrafili wskazać miejsca pobytu ekipy, to jeszcze do
tego nie wiedzieli, kto kręci, co kręci i dla kogo kręci. Katarzyna pozostała
więc niezaspokojona i skończyło się na kilku fotkach, bo tych, w takim miejscu,
jak port w Trani, nigdy dość.
2.
Po uiszczeniu opłat za B&B (choć season low, very low, opłaty D.O.
zabolały), dochodziła dwunasta i trzeba było coś postanowić na popołudnie. D.O.
doda, że przez tydzień udało mu się wszczepić w towarzyszy podróży zwyczaj
jadania obiadu o godzinie 13, jak robi każdy normalny Włoch. Poszło to o tyle
łatwiej, że o 14 z minutami, jeśli knajpa jeszcze nie zamknięta, to i tak ci
mówią, że „kuchnia już zamknięta” i potem trzeba głodować do kolacji, ponieważ
o tejże 13, Włosi zamykają sklepy i wszystkie inne przybytki, włącznie z
kościołami i idą jeść. Więc do 16, a czasem nawet do 17, nawet kanapki nie
dostaniesz, chyba, że w stacji benzynowej na autostradzie. No, ale jak się jest
w kulinarnym raju, to wcinanie kanapki jadącej robą naftową nie jest fajne.
3.
Czyli trzeba było coś gdzieś zjeść.
W niedzielę mieliśmy arcyprzyjemną niespodziankę, trafiając do portu w
Bisceglie. Cudne miejsce! Season, jako się rzekło, jest low, więc trafiliśmy
tam na knajpkę „fusion”: grupka przejętych młokosów robiła mix kuchni
japońskiej i peruwiańskiej i to robiła dobrze, więc zjedliśmy dobrze, kiwając z
uznaniem głowami dla ich decyzji nie podawania wody w butelkach plastikowych i
szklanych, używanie zastawy i sztućców do i z recyclingu.
4.
Rozochocony, choć bez więc bez większej wiary w powodzenie, D.O. zawiózł
Przyjaciół do portu w ostatnim miasteczku przed Bari. Sam nigdy o tym miejscu
nie słyszał, no, chyba, że przejeżdżając rzucił mu się w oczy drogowskaz, nie
zaistniał w gazetowej ani telewizyjnej narracji wakacyjnej, a na dodatek miał
dość odpychającą nazwę, więc myślał, że to może być porażka. No, ale zjechał do
sennego, niemal wyludnionego Giovinazzo (co oznacza „Młokos”) i … oniemiał.
A jak odniemiał, to pomyślał: „o: to jest miejsce, w którym bez wahania mógłbym
zamieszkać”.
Dlaczego?
Ano, popatrzcie na zdjęcia, one powinny zawierać wytłumaczenie.
Wiadomo: nie każdemu się spodoba, co przecież co kto lubi, ale D.O. lubi
właśnie to i na sam widok mruczy z rozkoszy.
Relax
w Giovinazzo. 20 tysięcy mieszkańców, w tym, co najmniej jeden rudy kot.
To miasteczko i ten port istniały już w IV wieku przed naszą erą. Ale
prawdopodobnie Natiolum zostało zniszczone w czasie wojen punickich. A co
robili wtedy twoi, Czytelniku, przodkowie?
Giovinazzo jest wymienione w Tabula Peutingeriana pod nazwą Natiolum. Co nie
zmienia faktu, że cały ten port to bajka.
„Torrione Aragonese”, zwany w miejscowym dialekcie u tammurre (tamburyn,
bęben). D.O. mógłby w nim zamieszkać. Jest okienko na port, jest balkonik z
widokiem na przystań, D.O. nic więcej nie chce.
Bęben ma tych okienek i balkoników więcej.
Legenda o pochodzeniu nazwy głosi, że to Perseusz, syn Jowisza, założył „Jovis
natio”, a miejscowi rybacy troszeczku to zitalianizowali.
Porcik
Potężne mury aragońskie.
Mury aragońskie i fort
A to konstruktywizm. Obrazek taki.
W tej knajpeczce mógłby D.O. przesiadywać. Port widać, rzecz jasna, jest po
lewej.
Stare miasto, też XIII-wieczne zapewne. D.O. lubić!
Lubić też wszelkie podcienie, łukowate i ostrowate.
Można się zgubić, ale łatwo się znaleźć, bo to w sumie maleństwo.
Konkatedra Santa Maria Assunta, zbudowana w 1113 r. w stylu romańskim
apulijskim, z elementami normańskimi i orientalnymi; konsekrowana w 1283 r.
Została przebudowana w 1747 r., ale zachowała ostrołukowy portal i piękną
apsydę zamkniętą między dwiema dzwonnicami.
Season jest low, ludzi niet, ale latem podobno działają tu aż cztery
knajpeczki.
I, przy tym placu, na roku, jest osteria, której chef wie, co robi, To na dole
to rybka, a dokładniej „rana di mare”, czyli „żaba morska”, w innych regonach
zwana „coda di rospo”, czyli ropuszy ogon. Mniam!
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuńDziękuję, dobrego dnia Redaktorze
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń