DRUGI OBIEG
Sobota, 7 marca 2026

1.
Spacerując po obszernym miejscu, wypełnionym towarami na sprzedaż, D.O. zauważył, że między artykułami pod nazwą ananas i bananas istnieje tylko jedna litera różnicy. To stanowi dla D.O. poważne wezwanie intelektualne, nad którym będzie medytował przez cały weekend.


2.
D. O. Z przykrością zawiadamia swoich Czytelników, że przyciął sobie palec u sprawnej ręki deską klozetową.
OK, niech pierwszy rzuci kamieniem ten któremu to się nie przydarzyło. Oczywiście wyłączywszy kobiety, które mają znacznie mniejsze szanse na przycięcie sobie palca deską klozetową przy operacjach związanych z jej użyciem.


3.
A tymczasem spróbujcie wszystkie te operacje związane, wyżej opisane, załatwić za pomocą jednej jedynej ręki. Zobaczycie, że to całkiem niełatwa sztuka.


4.
Przy tej okazji D.O. konstatuje, że nie istnieje właściwe, nieskażone wulgarnością lub naukowym ekscesem określenie męskich okolic, odgrywający istotną rolę w wyżej wymienionych operacjach, przy których można sobie przyciąć palec deską klozetową. Najpowszechniejsze, dopuszczane w literaturze jest określenie „przyrodzenie”, ale jest ono pozbawione większego sensu, i D.O. podejrzewa, że zostało wymyślone przez jakiegoś świętobliwego psychopatę. Jeżeli już to „przyrodzeniu”, bo istotnie, przy rodzeniu ów organek odgrywa pewną, malutką, acz istotną rolę, ale to się tyczy oczywiście wyłącznie jurnych młodzieńców, bo staruszkowie w wieku D.O. już nawet nie pamiętają, o co w tym wszystkim chodzi. W każdym razie, gorąco zachęca do wzmożonej uwagi przy korzystaniu z tych łazienkowych urządzeń, albowiem na użytkownika czai się niebezpieczeństwo w postaci możliwego przycięcia sobie palca zdrowej ręki deską klozetową.


4.
Już za kilka godzin, około 10, na portalu natemat.pl ukaże się najnowszy odcinek cyklu " Allegro ma non troppo". Zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie.


5.

Tylko u nas
Rosja przekazuje Iranowi informacje wywiadowcze dotyczące ataków na siły USA – twierdzą urzędnicy
To pierwszy sygnał, że w wojnie bierze udział kolejny poważny przeciwnik USA
https://www.washingtonpost.com/national-security/2026/03/06/russia-iran-intelligence-us-targets/
Urzędnicy poinformowali, że informacje o celach obejmowały lokalizację amerykańskich okrętów wojennych i samolotów na Bliskim Wschodzie.
Na zdjęciu: Żołnierze 82. Dywizji Powietrznodesantowej w Polsce w 2022 roku. (Getty Images)
Najnowsze wiadomości
Odwołanie ćwiczeń armii podsyca spekulacje na temat rozmieszczenia wojsk na Bliskim Wschodzie
Trump żąda „bezwarunkowej kapitulacji” Iranu
Amerykańskie biura bezpieczeństwa narodowego osłabione zwolnieniami stawiają czoło wojnie na Bliskim Wschodzie


6.

Sprawozdanie z wojny na Ukrainie: Trump wzywa Zełenskiego do „zawarcia porozumienia” z Rosją
Prezydent USA ponownie sugeruje, że Zełenski musi pójść na kompromis; prezydent Ukrainy twierdzi, że USA szukają ich doświadczenia w dziedzinie dronów na Bliskim Wschodzie. Co wiemy po 1472 dniach
https://www.theguardian.com/world/2026/mar/06/ukraine-war-briefing-trump-urges-zelenskyy-to-get-a-deal-done-with-russia
Donald Trump w czwartek ponownie wezwał ukraińskiego przywódcę Wołodymyra Zełenskiego do zawarcia umowy z Rosją , twierdząc, że prezydent Rosji Władimir Putin był gotowy osiągnąć porozumienie. „Zełenski, on musi wziąć się do roboty i musi zawrzeć umowę” – powiedział Trump w wywiadzie dla Politico . Trump, powracając do języka, którego użył podczas napiętego spotkania w Białym Domu rok temu, gdzie on i wiceprezydent J.D. Vance publicznie zganili Zełenskiego, zasugerował, że ukraiński prezydent jest w słabej pozycji i musi pójść na kompromis, mówiąc „Teraz ma jeszcze mniej kart” i powtórzył swoje naleganie, że „Putin jest gotowy zawrzeć umowę”, nie przedstawiając dowodów. Trump od dawna twierdzi, że wsparcie USA dla Ukrainy jest dla USA marnotrawstwem i w przeszłości wyrażał się godnie o Putinie, którego zaprosił na Alaskę w sierpniu 2025 roku.
=======
Rosja walczy czynnie z USA po stronie Iranu, a pomarańczowy pajac ponownie naciska za Zełenskiego, żeby zrobił Putinowi uprzejmość i się poddał.
W Polsce są zdrajcy, którzy go wypatrują, by przybył i zmienił ustrój, jak w Wenezueli, Iranie i niedługo na Kubie.


7.

Tylko u nas:
Departament Sprawiedliwości bierze na celownik kubańskich urzędników i dąży do postawienia im zarzutów
https://www.washingtonpost.com/national-security/2026/03/06/trump-cuba-prosecution/
Próba zbadania zarzutów wobec kubańskich urzędników ma miejsce w momencie, gdy prezydent Donald Trump zapowiada, że jego kolejnym celem będzie rząd wyspy.
Według urzędnika mającego wiedzę o grupie, Departament Sprawiedliwości powołał grupę roboczą, która zajmie się zbadaniem możliwych zarzutów federalnych przeciwko urzędnikom lub podmiotom w rządzie Kuby.
W skład tej grupy wejdą urzędnicy agencji rządowych, w tym Departamentu Skarbu. Zaangażowanie Departamentu Skarbu może oznaczać, że administracja Trumpa rozważa dalsze sankcje wobec Kuby, która jest już przedmiotem intensywnych sankcji gospodarczych ze strony USA.


8.

Biały Dom publikuje film promujący „sprawiedliwość po amerykańsku” z udziałem hollywoodzkich postaci
Krytycy nazwali prowokacyjny film administracji Trumpa „slogagandą” i wykorzystali go do promowania programu prezydenta
„Niezwykle paskudny wybryk”: krytyk filmowy „Guardiana” o najnowszym nagraniu wideo z wojny Białego Domu
https://www.theguardian.com/us-news/2026/mar/06/white-house-propaganda-video-characters
42-sekundowy film opublikowany w czwartek na oficjalnym koncie Białego Domu w serwisie X spotkał się z niemal powszechną drwiną w sieci. Pojawiły się komentarze oskarżające administrację Trumpa o niedojrzałość i porównujące jej strategię w mediach społecznościowych do strategii nastolatków.
Sekwencja rozpoczyna się sceną z filmu Iron Man 2, w której Tony Stark, postać grana przez Roberta Downeya Jr., jest pierwszym z szeregu superbohaterów. „Wstawaj, tatuś wrócił” – mówi, klaszcząc w dłonie, by uruchomić szereg komputerów. …
Kolejni dwaj aktorzy, Russell Crowe w Gladiatorze i Mel Gibson w Braveheart, pochodzą odpowiednio z Nowej Zelandii i Australii, chociaż ten drugi urodził się w Nowym Jorku, a jako dziecko przeprowadził się z rodziną do Sydney.
W obu filmach małe, pozornie bezbronne byty stawiają opór potężnym, empirycznym siłom, które chcą je podporządkować. Gibson wcielił się w postać szkockiego bojownika o wolność, Williama Wallace’a, stawiającego opór nacierającej armii angielskiej.
Kolejną postacią, która pojawia się po krótkim klipie z Tomem Cruisem w roli macho pilota myśliwca Mavericka w Top Gun, jest Jimmy McGill, prawnik o wątpliwej etyce, znany z popularnego serialu Breaking Bad i jego spin-offu Better Call Saul.
Prawnik, grany przez aktora Boba Odenkirka, jest najbardziej znany z obrony nauczyciela, a obecnie producenta metamfetaminy, Waltera White'a, po tym jak jego alter ego, Saul Goodman, przeobraził się w pozbawionego skrupułów i moralności oszusta. „Nie pojmiesz, do czego jestem zdolny” – krzyczy w montażu w Białym Domu.
Następnie pojawił się Keanu Reeves, urodzony w Bejrucie i obywatel Kanady, który oznajmił: „Myślę, że wróciłem!” z filmu John Wick z 2014 r.; po nim Bryan Cranston – odtwórca roli White'a w serialu Breaking Bad – mówiąc: „JESTEM zagrożeniem!” w jednym z fragmentów serialu.
Cranston, podobnie jak Downey Jr., otwarcie krytykował Trumpa, mówiąc w 2017 roku dziennikowi „Guardian”, że jest „ zniechęcony ” zwycięstwem Trumpa w wyborach prezydenckich, po tym jak nazwał go „szekspirowską, serio-tragiczno-komediową postacią”. Posunął się jeszcze dalej w przemówieniu wygłoszonym podczas gali wręczenia nagród Tony w 2019 roku, krytykując „demagogię” Trumpa.
W pozostałej części filmu widzimy kolejnych bohaterów akcji w kostiumach i kreskówkach – oraz Pete’a Hegsetha, ministra wojny – a całość kończy się głosem ogłaszającym „bezbłędne zwycięstwo” – zaczerpniętym z serii gier wideo i filmów aktorskich Mortal Kombat – pod napisem „Biały Dom”.
Nie jest jasne, kiedy i czy Biały Dom uzyskał zgodę na wykorzystanie klipów w najnowszym filmie. Niezliczeni znani artyści i muzycy, w tym Abba, Beyoncé, Bruce Springsteen, George Harrison i The Rolling Stones, starli się z Białym Domem po tym, jak ten wykorzystał ich materiały bez konsultacji.



9.
6 lat temu
W RZYMIE, KIEDY NADCIĄGA ZIMA
Na Via Gregorio VII uliczne drzewa pokryte są fioletowymi kwiatami, inne mają całkiem nowe, delikatne liście; uroczo zielone, jeszcze niepokryte warstwą smogu. Wreszcie remontują Aurelię między Piazza Irnerio a GRA; powinni byli to zrobić 25 lat temu. Kiedy taksówkarz wiózł mnie do miasta z lotniska, narzekał, że nawierzchnia wygląda, jak zbombardowana; święte słowa.
Rzym to moje miasto, spędziłem w nim większość mojego dorosłego życia. Nie było mnie już 5 czy 6 lat, więc jechałem trochę jak w 1991 roku do Warszawy, po 10-letniej przerwie. Jechałem pełen obaw, czy to jeszcze moje miasto.
Nie wiem. Te kilka lat dużo zmieniło. Chodziłem po nim „automatycznie”, znanymi szlakami, ale inaczej, niepewnie. Inaczej, bo patrzyłem. Kiedy się chodzi po swoim mieście, otaczający świat tylko miga, nie patrzy się nań, by widzieć, analizować, przemyśleć. A teraz, zgłodniały i spragniony mojego miasta, patrzyłem. Zakochany, zachwycony.

Pierwsze dni były jak noc poślubna: ekstaza, westchnienia, niedowierzanie wobec ostrzału kształtów, kolorów, zapachów, podniecających wszystkie zmysły. Nawet wyrzucałem sobie: „Dlaczego ty tak tego miasta nienawidzisz”?
Urbe była jednak inna; zamknięta, zestrachana, zesztywniała z przerażenia przed Niewidzialnym Niebezpieczeństwem. Urbe była nienaturalnie pusta. Przed Fontanną di Trevi mały, znacznie mniejszy niż zazwyczaj tłumek, pojawiał się dopiero późnym popołudniem. Przez resztę dnia czułem się tam nieswojo, a przez ostatnie 15 lat mojego w Urbe mieszkania 100 metrów stamtąd, było moje biuro. I teraz też z niego korzystałem, więc moja nieswojość była namacalna.
Nadawaliśmy live z kompletnie pustych schodów na Placu Hiszpańskim; za mojej pamięci takich ich jeszcze nie widziałem. Pusto w Galerii Sordiego, pusto w barach i knajpeczkach, pusto w hotelach.
Urbe była ciepła; 17 stopni to żaden cymes, ale sama wartość liczbowa niczego nie mówi: inne powietrze, inne wiatry, do zmierzchu można było chodzić w marynarce, a kilka razy miałem ochotę ją zdjąć i chodzić w samej koszuli.
Minęło kilka dni, nim zaczęły do mnie docierać przyczyny, dla których uważam Rzym za piekło na ziemi, za ogromną, upiornie piękną pułapkę na ludzi.
Barokowe miasta nie są przystosowane do współczesnego życia. Tak samo, jak miasta budowane przez oszustów; deweloperów, którzy nie dbają ani o miasto, ani o ludzi, tylko o szybki zarobek. A Rzym jest barokowy i zbudowany przez oszustów, byle jak. Złe domy, zła kanalizacja, złe instalacje elektryczne, złe windy, złe drogi, brak miejsca na samochody, na autobusy, tramwaje; to wszystko dewastuje tkankę społeczną, powoduje, że ludzie, w nieustannej walce o skrawki własnej przestrzeni, nienawidzą innych ludzi. Bieda i rozpowszechniony przez polityków wszystkich orientacji zwyczaj okradania państwa, sprawia, że uczciwość uznawana jest za oznakę słabości, jest praktykowana tylko do granicy, za którą jest pewność więzienia. Mieszanka z trudem skrywanej nienawiści z walką ze wszystkimi, którzy chcą cię oszukać, czyni życie w Rzymie nieznośnym.
Ale – stary sklerotyk – zostawiłem mój dobytek w „Navona Notte” – trattorii, do której chodzę, kiedy do pobliskiego Francesco jest za duża kolejka. Torebeczka, w niej portfel ze świeżo wyciągniętymi z bankomatu pieniędzmi, karty kredytowe, dokumenty polskie i włoskie. Zauważyłem stratę dopiero następnego dnia koło południa, kiedy wszystko to było potrzebne do wynajęcia na kilka godzin samochodu. Pojechałem do trattorii, pełen obaw, czy coś tam jeszcze zastanę. Oczywiście była moja torebeczka, nietknięta. Wszyscy kelnerzy byli z Bangladeszu, oddając moje zawiniątko, namawiali radośnie: „sprawdź, czy wszystko jest”. Jakby mówili: „sprawdź nas, sprawdź naszą uczciwość, przekonaj się, że niechęć do śniadych cudzoziemców jest nieuzasadniona” …
„Nie potrzeba, jestem pewien, że wszystko jest” odkrzyknąłem. Żeby nie wirus, to bym ich wszystkich uściskał.

Na via Cola di Rienzo wszedłem do baru; pamiętałem, że tam mają dobrą kawę. Zapłaciłem przy kasie 1 euro, stanąłem przy ladzie. Wpatrywałem się w dwa wielkie ekspresy firmy Cimbali: z jednego dzióbka mój naparsteczek wywaru znanej kawy z Triestu sączył się przez prawie minutę, jak Bóg i kawiarze przykazują; kto by tam dzisiaj miał czas na takie celebracje! Dwóch barmanów – stary i młody, piękni, jak greckie posągi, pokrzykiwali do kolejnych klientów, witali jowialnie, znali ich imiona; dowcipkowali, pytali, czy coś tam załatwili, czy dzieciak ma dalej katar. Stałem przy tej ladzie znacznie dłużej niż potrzeba na wychylenie jednego naparstka kawowego arcydzieła, myśląc, że, psiakość! – tak mi tego brakuje, barmanów, sprzedawców, kelnerów, którzy dają ci poczucie, że nie jesteś anonimowym intruzem, chodzącym bankomatem z jednoeurówkami, że masz imię i historię, że ty jesteś częścią ich życia, że jesteś tym kawałkiem puzzla, który i ich życie czyni ciekawym i wartym przeżycia. Okruch człowieczeństwa gdzie indziej nieznany…

6 lat temu, kiedy robiliśmy program, wymagający nieustannych podróży zagranicznych, wszyscy członkowie kolejnych ekip, po powrocie, jeszcze na Okęciu, czekając, aż czeluści wyplują nasze bagaże, wyskakiwali z rewelacją: „Boże, jakie tu są zawzięte mordy”.
Od dziecka słyszę o „jedynie polskich wartościach” i odkąd podróżuję po świecie, zastanawiam się, na czym one polegają? Teraz wiem.

Wracam o kilka kilogramów grubszy. Pierwsza po przyjeździe, nocna, hotelowa pizza z pudełka, ośmieszyła najlepsze pizze warszawskie, te, robione z poczuciem misji przez znających się na rzeczy Włochów. Po kilku dniach, ociężały i przepełniony poczuciem winy, od progu mówiłem Paolo, kelnerowi znanemu od paru dekad: „Gdyby moja wola osłabła i poprosiłbym cię o coś jeszcze, to mi nie podawaj”! Ale, łobuz, oczywiście podawał: ileż to okrucieństwa!
Ale na celebracje slowfoodowe nie było czasu: robota od świtu do późnego wieczora, nieustanne siedzenie z nosem w wiadomościach, by je, jak najszybciej i najdokładniej przekazać do Polski. Dzięki temu podjadałem pospiesznie i pokątnie i skonstatowałem, że nawet w trattoriach i osteriach, które znałem i kiedyś ceniłem, zaczynają dawać świństwa. No nie, Włochy, nie róbcie mi tego!

Wracam z łzawym wzruszeniem, że udało mi się spotkać kilkoro z tych, którzy z towarzyszy dziennikarskich niedoli, stali się kochanymi Przyjaciółmi. Ich twarze, radośnie uśmiechnięte na mój widok wynagrodziły mi wszystkie upokorzenia, których doznaję w ciągu ostatnich lat. Uosabiają odchodzący świat dobrych uczuć, świat wytęsknionego człowieczeństwa topniejącego, jak alpejskie lodowce, jak permafrost na Antarktydzie.
W całym tym globalnym ociepleniu nadchodzi dla nas wszystkich zabójcza era lodowcowa.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Fragment Portico D'Ottavia, prześwituje fragment ogromnego niegdyś Teatru Marcellusa, który posłużył za budulec większości barokowych pałaców z początków XVII wieku.
Pierwszy portyk w tym miejscu został wzniesiony w 146 p.n.e. przez Kwintusa Cecyliusza Metellusa Macedońskiego dla upamiętnienia zwycięstwa nad Andriskosem. Między 33 a 23 p.n.e. został całkowicie przebudowany na polecenie Oktawiana Augusta i nazwany na cześć jego siostry Oktawii. Dwukrotnie, w 80 i 203 roku, odbudowywano go po zniszczeniach w wyniku pożaru. Do czasów obecnych zachowała się tylko brama portyku, którą włączono jako krużganek do wzniesionego w VIII wieku kościoła Sant’Angelo in Pescheria, i gdzie od średniowiecza do początku XX wieku mieścił się targ rybny dzielnicy żydowskiej. W 1928 roku przeprowadzono prace renowacyjne, w ramach których starożytne ruiny wydzielono z bryły kościoła i wyeksponowano.
Oryginalny portyk był olbrzymich rozmiarów prostokątną budowlą o wymiarach 119×132 m. W jej obrębie zamknięto dwie stojące wcześniej w tym miejscu świątynie poświęcone Jowiszowi Statorowi i Juno Reginie. Wewnątrz portyku mieściły się biblioteka i kuria; zgromadzono w nim także liczne dzieła sztuki – m.in. zagrabione przez Metellusa z podbitej Grecji 34 brązowe rzeźby konne dłuta Lizypa, przedstawiające Aleksandra Macedońskiego i jego dowódców poległych w bitwie nad Granikiem"

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Vertigo

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Pukać dwa razy. Gdzieś tam jest wejście do podziemnych, starożytnych korytarzy, zapewne związanych z zapleczem Teatru Marcellusa. Giggetto, aryjski knajpiarz w rzymskim Ghetcie, schował tam przed niemiecką i faszystowską dziesiątki Żydów, ratując ich przed wywózką do Auschwitz. Jego potomkowie dalej prowadzą tę knajpą; przy wejściu, niepozorny, wisi dyplom, przyznawany Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata. Ani Giggetto, ani jego potomkowie nie muszą tego ukrywać, jak Sprawiedliwi Polacy, z obawy, że ich sąsiedzi spalą.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Jest sezon na karczochy, przysmak nie lada, w Polsce prawie niepraktykowany. Jeszcze dzisiaj, już w domu, zrobiłem dietetyczne (muszę się teraz odchudzić!!!) kluski z konjaka z sosem karczochowym. Czemu? Bo je uwielbiam!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Przyozdobione karczochy zachęcają przechodniów do skorzystania z knajpeczki. Skutecznie, kurczę!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Istnieją dwie szkoły przyrządzania karczochów: alla romana i alla giudea. Romana - krótko podgotowane w wodzie z sokiem cytrynowym, inaczej sczernieją i ze starannie dobranymi przyprawami. Alla giudea czyli po żydowsku - zanurzane na krótko w rozgrzanym, głębokim oleju i starannie odsączane. Jesz bez grzechu, tym bardziej że karczoch zawiera takie cuda, że leczą pół tuzina choróbsk!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Alla romana, mniam! 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A kto zgadnie, co to?


Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Gdyby ktoś z Was upierał się przy swoich, choćby najsłuszniejszych opiniach, niech pielgrzymuje pod ten pomnik, postawiony w miejscu, w którym panowie w sukienkach spalili na stosie takiego, jak wy uparciucha. Niejakiego Giordano Bruno.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Via dei Banchi Vecchi, cudo, przez które rzadko przeciągają wycieczki Japończyków.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzut oka w prawo...

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzut w lewo...

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Zieleń aż się rwie do życia, choć pustynia kamienna.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Knajpusia na cztery stoliki...

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Albo kolejna, na pięć. No i taki właśnie jest mój Rzym. Albo przynajmniej był w pierwszych dniach pandemii, kiedy na Północy Włoch ludzie już masowo umierali, a w Rzymie nie było jeszcze żadnego przypadku, jeśli nie liczyć pary starych Chińczyków, małżeństwa, które zaraziło się na statku wycieczkowym, który został objęty kwarantanną na redzie porty Civitavecchia…


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga