DRUGI OBIEG
Niedziela Wielkanocna, 5 kwietnia 2026
1.
To są kaprawe oczka D.O.
Oczka D.O. skaprawiały już kilka dni temu, ale w piątek wieczorem prawie już
się zakleiły i stan taki trwał również w sobotę, a jak będzie dzisiaj to
zobaczymy.
W sobotę przyjmuje zazwyczaj lekarz rodzinny D.O. więc D.O. poleciał z samego
rana pod jego drzwi, by błagać o przyjęcie bez rezerwacji, ale pocałował
klamkę, bo cały ośrodek był zamknięty na cztery spusty, a portier ze środka
nerwowo machał rękami na znak żeby D.O. się zabierał.
W aptece dostał D.O. jakieś kropelki, które chwilowo nie przynoszą ulgi, ale za
to szczelniej zaklejają powieki.
No, a ta cała opowieść to po to, żeby Czytelnik usprawiedliwił D.O. za brak
Drugiego Obiegu, to nie wynik lenistwa, tylko niemożności ślęczenia i ślepienia
w ekran komputera.
2.
Zachęcony porannym słoneczkiem wybrał się D.O. na spacer do parku, ale
słoneczka już nie było, tylko chmurzyska. Podczas piątkowych peregrynacji, Żona
spojrzała w niebo i zapytała: „czy to są chmury śnieżne”? D.O., niepoprawny
optymista, powiedział „nie, no chyba nie”! Ale podczas wspomnianego spaceru po
parku, patrząc na niebo na wschód, pomyślał, że może mówił przedwcześnie, że to
czarne diabelstwo, które nadciąga nie z tej strony, co powinno, może jednak
przynieść śnieg. Tfu, tfu, tfu! Jak dotąd nie przyniósł, dzisiaj ma być ciepły
dzień, przynajmniej w Warszawie, ale reszta tygodnia...
W trakcie spaceru jednak wyszła ciutka słoneczka zza chmurzysk i pozwoliła na
zrobienie tej fotki, jako dowód na to, że ogłaszanie wiosny było chyba jednak
przedwczesne. Zwłaszcza że DO. spojrzał na prognozę pogody na nadchodzący
tydzień i aż zamarł ze zgrozy. Tak, oczywiście: kwiecień plecień, ale D.O.
stanowczo ogłasza, że rezygnuje z tej plecionki na rzecz ciepłych, wiosennych,
słonecznych dni.
I basta!
3.
Ale dał D.O. plamę podczas lektury życzeń wielkanocnych w różnych językach! W
tej biblijnej opowieści o wieży Babel jednak coś jest; brzmi jak typowa bajka z
tysiąca i jednej nocy, ale poplątanie języków to fakt, podobnie jak faktem jest
poplątanie języka D.O.
I a propos życzeń to D.O chciałby życzyć polskim i nie tylko polskim
chrześcijanom, aby przed upływem kolejnego roku liturgicznego, przybył do nich
papież. I w obliczu całego episkopatu zagroził ekskomuniką wszystkim tym łotrem
w sutannach, którzy wykoślawiają nauki i Joshuy z Nazaretu. Żeby zabronił im
szczuć na „tęczową zarazę”, na „lewactwo”, agitować przeciwko stosowaniu
szczepionek, piętnować liberałów jako najgorsze zło tego świata i knuć spiski
polityczne.
Po czym, również w obliczu wszystkich biskupów i wszystkich zainteresowanych
wiernych. żeby jak niegdyś Joshua wygonił kupców ze świątyń, pozbawił ich
złotych pierścieni, złotych szat, złotych łańcuchów, a zwłaszcza złotych krzyży,
brylantów, kosztowności, marmurów, luksusowych samochodów itp.
To nie są wygórowane życzenia, prawdopodobnie wszyscy prawdziwi chrześcijanie
by się z tego ucieszyli, a wszystkie pogańskie mędrki niech idą sobie precz i
nie powołują się więcej na autorytety religijne.
4.
Ech…
https://www.facebook.com/watch/?v=6072803532809179
5.
Ech, ech…
https://www.facebook.com/watch/?v=1001610270822761
6.
5
lat temu
ZACIEKAWIAJKA
Wydaje się, że kłótnie są solą życia.
Właśnie wybuchła nowa, między Włochami a Niemcami. Powód jest bardzo poważny, a
w całą sprawę zamieszany jest papież Franciszek, który wydał akt, którego nie
waham się nazwać sensacyjnym.
SYMPOZJUM
Panie i Panowie, Dostojni Goście! Zebraliśmy się tutaj dzisiaj, 25 marca, by
uczcić jednego z największych Poetów wszechczasów, człowieka o imieniu Durante.
W tym miejscu większość odpada, bo nigdy o wielkim poecie o imieniu Durante nie
słyszała.
A tymczasem figę: słyszała, lecz zna tylko jego pieszczotliwie zdrobnione imię:
Dante. Dokładniej rzecz biorąc Durante di Alighiero degli Alighieri. Durante,
syn Alighiera z rodziny Alighierów.
MIESZANIEC
Wiemy co nieco o rodzinie Aligheri dzięki opowieści o Cacciaguidzie,
prapradziadku Dantego, bohaterze trzech pieśni o Raju. Alighieri wywodzili się
z gałęzi szlacheckiej Elisei. Ojcem Cacciaguidy był Adamo Elisei, który
poślubił nieznaną z imienia pannę Aldighieri z Ferrary. To „Aldighieri” to najprawdopodobniej
zwłoszczona forma gockiego nazwiska Aldiger. Ich dziecko było zatem mieszańcem;
nadano mu imię Aldighiero i to właśnie jego uważa się za założyciela rodziny
Aligheri.
Synem Aldighiero był Bellincione, który miał syna Alighiero, sędziego i
lichwiarza. Pierwsza żona Alighiero - Bella degli Abati - wydała na świat
Durantego, którego w rodzinie nazywali „Dante”.
MIŁOŚĆ, KTÓRA STAŁA SIĘ PRZYSŁOWIEM
We Florencji Dante mieszkał kilka kroków od kościoła Santa Margherita de'
Cerchi, gdzie po raz pierwszy spotkał Beatrice Portinari.
Dante i Beatrycze!!! Któż nie słyszał o tej wielkiej, nieszczęśliwej,
niespełnionej miłości. Beatrice Portinari, o której mówiono po prostu „Bice”
(dziś też tak nieładnie zdrabnia się to piękne imię, wywodzące się z
łacińskiego „Beatrix”, czyli „ta, która daje rozkosz”; ma wiele wspólnego z
Beatą i generalnie, z błogosławieństwem, też wywodzącym się od szczęścia i
rozkoszy). Bice, córka bogatego bankiera Folco Portinariego, wyszła za mąż za
niejakiego Simone de’ Bardiego z rodziny celtyckiej, ale nie zaznała szczęścia
długo, bowiem zmarła w wieku lat 24, wywołując w Dantem głęboką depresję. Na
jej cześć przez 4 lata pisał swą pierwszą książkę, zatytułowaną „Vita nuova”
„Nowe życie”. To pierwszy od starożytności tak ludzki opis uczuć doczesnych. A
ci, którzy czytali „Boską Komedię”, wiedzą, że to właśnie Beatrycze, jego,
żonatego i dzieciatego już uciekiniera przeprowadza przez Niebo.
DOM UCIECH
Na screenshocie z Google maps oznaczono domniemany dom Dantego, zwany „Torre
dei Giuochi” „Wieża Zabaw”, ale proszę nie doszukiwać się lubieżnych skojarzeń;
po prostu wieża stała wówczas i stoi nadal przy „Piazza dei Giuochi”. A plac
bierze swą nazwę nie od Zabaw, ale od jednej z najstarszych rodzin florenckich
o nazwisku Giuochi. Dzisiaj naukowcy powątpiewają, czy ta wieża, w której
znajduje się dziś muzeum Dantego istotnie kiedykolwiek gościła Poetę wraz z
rodziną. Sądzą raczej, że były to nieistniejące już dzisiaj dwa domy, w
niewielkiej odległości jeden od drugiego, przy obecnej Via dei Magazzini, to
ten kawałek opakowanego rusztowaniami gmachu Sądu.
POECI DO PIÓR!
Miał 30 lat religijny Dante, kiedy popełnił straszny błąd: zaangażował się w
politykę. Jego historia niechaj będzie przestrogą dla innych poetów. Jak świat
światem, raz po raz wybuchają ze wzmożoną siłą, nigdy do końca nie wygasłe
walki między światem świeckim a religijnym, między kastami kapłańskimi a
możnymi świeckimi. Ha! Europa nie raz i nie dwa spłynęła krwią w niezliczonych
walkach papiestwa z cesarstwem. Dante opowiedział się po jednej ze stron i
zapłacił za to – szczęśliwie – nie głową, lecz „tylko” wygnaniem.
Religijny Dante, który nawet kiedyś był przeorem, opowiedział się po stronie
papiestwa. We Florencji stronnictwo to nosiło nazwę „gwelfów”. Ki czort te
„gwelfy”? To proste: ich nazwa wywodzi się od nazwiska bawarskich książąt Welf,
popleczników Państwa Kościelnego w walce przeciwko Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu.
Florentczycy to ludzie przysłowiowo kłótliwi, więc w łonie gwelfów były
oczywiście frakcje, jedną z nich nazywano „Białymi”; choć po stronie papieża
byli jednak za ugodą z cesarzem, w przeciwieństwie do „Czarnych”, którzy szli
na całość.
Przeciwnikami, by nie powiedzieć „zażartymi wrogami” gwelfów byli „ghibelini”.
Ki czort te „gibeliny”? Znowu do Niemiec, a konkretnie do wirtemberskiego
miasta Waiblingen, która to nazwa stała się zawołaniem bojowym Hohenstaufów,
szwabskiej dynastii cesarzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego.
DISCE PUER!
Dante-Durante studiował retorykę, gramatykę, filozofię, literaturę oraz
teologię. Kto z was może się poszczycić podobnym wykształceniem?! To
wykształcenie pomogło mu przeżyć nawet na wygnaniu.
KUMOTERSTWO
Jako wybitny przedstawiciel ruchu poetyckiego „Dolce stil novo” znał
najwybitniejszych poetów florenckich, w tym założyciela i lidera ruchu,
świetnego Guido Cavalcantiego (był prawdopodobnie ateistą, więc Dante głosował
za wygnaniem przyjaciela z Florencji) i Guido Guinizellego („Al cor gentil
rempaira sempre amore”, „Dobremu sercu odwzajemnia zawsze miłość”; owo „cor
gentil” stało się na stulecia sposobem na określanie ludzi dobrych i mądrych).
Ale jego zainteresowania nie kończyły się na literaturze: rozmawiał jak równy z
równym o muzyce z kompozytorem Casellą, którego potem umieścił w Drugiej Pieśni
Czyśćca, a o malarstwie, jak równy z równym, rozmawiał z rewolucjonistą,
mistrzem Giotto.
L’AMBASCIATORE NON PORTA PENA
To włoskie powiedzenie nadal szeroko używane, znaczy dosłownie: „ambasador nie jest
winny”. No i właśnie Dante, człowiek wykształcony i ze wspaniałymi
znajomościami, najął się Białym za ambasadora i w tym celu udał się w 1300 roku
w poselstwie do papieża. Och, sprawy nigdy nie są proste: religijny Dante,
zwolennik papiestwa, szczerze nie znosił papieża Bonifacego VIII, uważając go
za symbol upadku moralnego i kościelnej rozpusty (jak widać, pewne rzeczy nigdy
się nie zmieniają!) Papież odpłacał mu podobną monetą i w Rzymie zatrzymał go
jako nieomalże zakładnika.
BANITA LUB STOS
Zła przygoda? Tak, ale uratowała Dantemu życie: podczas jego nieobecności,
Florencja została złupiona przez księcia Charles’a de Valois, który na koniec
represji władzę nad Florencją powierzył „Czarnemu”. Ten zaś rozpoczął
systematyczne prześladowania Białych, niechętnych Bonifacemu VIII; część
zabijał, część skazywał na wieczną banicję. Dwoma kolejnymi wyrokami z 27
stycznia i 10 marca 1302 r. Dante został skazany.
W Archiwum Państwowym Florencji, pod datą 10 marca 1302, znajduje się taki oto
wyrok:
„Alighieri Dante jest skazany za handel wymienny, oszustwo, kłamstwo,
złośliwość, nieuczciwe praktyki wymuszenia, nielegalne dochody, pederastię i
zostaje skazany na 5000 florenów grzywny, wieczysty zakaz pełnienia urzędu
publicznego, wieczyste wygnanie (zaocznie) i jeśli się go złapie, na stos, aby
umarł”.
Dodatkowo, nakazano zrównanie z ziemią obu należących doń domów. Nigdy już
nie zobaczył swojego rodzinnego miasta.
Zmarł w Rawennie w nocy z 13 na 14 września 1321 r., wkrótce po zakończeniu
pisania Boskiej Komedii. A dokładniej „Komedii”. Przymiotnik „Boska” został
dodany póóóóźniej, przez Giovanniego Boccaccia, który napisał o nim Traktacik
laudacyjny, będący również biografią autora. To „perwersyjny” Boccaccio
zredagował rękopis poematu, poprawiając tekst w wielu miejscach.
Nb. Rodzina Alighierich wymarła w Weronie w 1558 roku.
NARKOTYKOWY TRANS
Hola, hola!!! Co ma 25 marca do Dantego? OK, mija 700 lat od śmierci
nieszczęśliwego Poety, ale skoro urodził się (tak się przyjmuje, ale zapisu nie
ma, nie ma więc nawet pewności, co do roku!) między 21 maja a 21 czerwca 1265 i
skoro zmarł we wrześniu 1321, to skąd się wziął 25 marca?!
Ano stąd, że 25 marca Poeta rozpoczął wyimaginowaną podróż opisaną w Komedii.
Tak przynajmniej zdecydowała w środku pierwszej fali pandemii włoska Rada
Ministrów 25 marca 2020 r.
A ja, podporządkowując się uchwałom Rady Ministrów kraju, którego jestem
obywatelem, postanowiłem, że każdego 25 marca będę rozpoczynał jakąś podróż.
Ponieważ materialnie można obecnie podróżować od łazienki do kuchni i od
balkonu do sypialni, pozostają podróże powietrzne: loty ducha i wyobraźni.
Nie przypadkiem hippiesi swoje narkotykowe maligny nazywali „trips”. Ja,
którego jedyną używką jest kawa bezkofeinowa, muszę wzlatać imaginacją,
pobudzaną przez fotografie i filmy.
I was do tego namawiam!
PAŁASIŃSKI DO AD REMU!
Dobrze, dobrze! Już mówię i o kłótni, i o papieżu.
Kłótnia wzięła się stąd, że znany felietonista gazety Frankfurter Rundschau
Arno Widmann, wybrał sobie właśnie 25 marca, by przypuścić atak na Dantego:
„Jaki tam „wielki poeta”. „Włochy są dumne z dnia Dantego, ale mogłyby dać
sobie z nim spokój. Bo tak naprawdę czczą autora-cwaniaka, mało oryginalnego i
przede wszystkim plagiatora. Który nie wymyślił języka, jak starają się nam
wmówić. (…) Język Dantego był niczym innym jak powszechnie używanym językiem
ludu. (…) Opiewana przez autora Beatrice prawdopodobnie nigdy nie istniała, ale
dla Dantego ważne było stworzenie ciepła doznań, które wzbudziłyby w czytelniku
empatię. (…) Małpował poetów piszących w langues d’oil, takich jak wygnany do
Francji Brunetto Latini, któremu starał się dorównać i pokonać”. Ale przyjaciel
Dantego, Brunetto, również Florentczyk, był mądrzejszy i napisał swój Trésor we
francuskim archaicznym, ponieważ to był właściwy język wierszy miłosnych.
I kolejny knockout: „Jak w 1929 r, napisał w swoim małym traktacie o Dantem T.
S. Eliot, Dante nie jest niczym więcej niż autorem czytadła. Pełna racja!
Porównując uważnie poszczególne metafory, geniusz Szekspira jest lata świetlne
nowocześniejszy od wyobraźni florenckiego poety”.
I na koniec sztych finalny Widmanna: „Komedia nie jest oryginalna. Stwierdził
to autorytatywnie hiszpański uczony Asín Palacios już w 1919 roku, kiedy
dowiódł, że ‘Komedia’ jest kopią mistycznego poematu arabskiego, który opowiada
doświadczenie wniebowzięcia”.
Widmann nie wypadł sroce spod ogona. Jest nie tylko felietonistą FR, ale i
jednym z założycieli Tages Anzeiger, a przede wszystkim literaturoznawcą i
świetnym tłumaczem na niemiecki Umberto Eco i Curzio Malaparte. Na dodatek
Niemcy mają naprawdę prestiżową tradycję studiów nad Dantem, do tego stopnia,
że nawet dzisiaj ukazuje się tam cały poświęcony mu magazyn naukowy.
OTWÓRZCIE SIĘ NIEBIOSA!
Szarganie świętości innych narodów bywa niehigieniczne, założę się, że Widmann
będzie odtąd jeździć na wakacje do Grecji. Media i zwykli obywatele spod Apenin
zawyli z oburzenia: Krzyżacki napad”! Najbardziej powściągliwy okazał się
minister Kultury Dario Franceschini: „Non ragioniam di lor, ma guarda e passa”.
To cytat z Trzeciej Pieśni Piekła, wers 51: „Słów o nich szkoda, idź, patrz
mimochodem”, tak genialnie przetłumaczył to Julian Korsak, przyjaciel
Mickiewicza.
Prezydent Sergio Mattarella czuł się w obowiązku powiedzieć, że „musimy być
dumni i zjednoczeni wokół Dantego, jednej z najbardziej znanych postaci na
świecie”.
Włoscy literaturoznawcy dowodzą, że „Stwierdzenie, że Dante jest ojcem języka
włoskiego, nie jest zwrotem retorycznym, ale faktem: 90% naszego podstawowego
słownictwa można znaleźć już w jego pismach. A stwierdzenie, że Dante był
plagiatorem, jest tak paradoksalne, że aż śmieszne”.
PAPIESKI AKT ŁASKI
Religijny Dante, który w pontyfikacie Bonifacego VIII widział symbol
kościelnego zepsucia, właśnie 25 marca został rehabilitowany przez papieża
Franciszka. Rehabilitowany: papież poświęcił mu jedyny w swoim rodzaju list
apostolski do Najwyższego Poety, Candor Lucis aeternae!
48 bitych stron na temat aktualności przesłania Dantego. „Jego Prorocza misja -
czytamy - obejmuje również potępienie i krytykę tych wierzących, zarówno
papieży, jak i zwykłych wiernych, którzy zdradzają wiarę w Chrystusa i
przekształcają Kościół w narzędzie własnych interesów, w bałwochwalczą wiarę we
władzę i bogactwo, zapominając o duchu Błogosławieństwa i miłosierdziu wobec
maluczkich i ubogich”.
„Poeta, potępiając korupcję niektórych sektorów Kościoła jest rzecznikiem
głębokiej odnowy i wzywa Opatrzność, aby to umożliwiła i temu sprzyjała”.
I co: czyż Dante nie jest aktualny dziś, w 700 rocznicę swojej śmierci?
POSTYLLA
Nasi kochani polscy Włosi i włoscy Polacy nagrali właśnie wzruszający film, na
którym recytują XXXIV Pieśń Piekła. https://www.facebook.com/gazzettaitalia/videos/180695177040697 .
Tylko dla italofonów i to wyspecjalizowanych, jako że język Dantego dla
zwykłego posiadacza włoszczyzny jest niemal niezrozumiały.
Dom Dantego we Florencji
7.
Nick Candy sprzedaje rezydencję w Chelsea za ponad 275 mln funtów
Transakcja na Providence House w centrum Londynu to najdroższa sprzedaż
domu w stolicy
https://www.ft.com/content/8daf99ca-2e0c-4aae-b434-5c10cf89f1f3?syn-25a6b1a6=1
Providence House, luksusowa rezydencja w Chelsea, ma trzy piętra, kino, bar,
siłownię z sauną i łaźnią turecką, podziemny basen, ogród i bunkier odporny na
bomby. Jej właścicielem jest skarbnik skrajnie prawicowej partii Farage'a.
Wewnątrz znajduje się kino, bar, siłownia z sauną i łaźnią turecką, podziemny
basen oraz oranżeria z sadem i roślinami ozdobnymi. Osoby odwiedzające dom
twierdzą, że znajduje się w nim prywatne kino z barem cukierniczym „Candy Bar”.
Ma wystarczająco dużo sypialni, aby służyć jako hotel, ale jest to prywatna
rezydencja, która właśnie ustanowiła rekord najdroższego domu sprzedanego w
historii Londynu: 275 milionów funtów, co odpowiada ponad 300 milionom euro.
Właścicielem, który go sprzedał, jest Nick Candy: znany brytyjski miliarder i
deweloper, były zwolennik Partii Konserwatywnej, który niedawno przeszedł do
Reform, populistycznej partii kierowanej przez zwolennika Brexitu Nigela
Farage'a, gdzie został skarbnikiem, obiecując znalezienie bogatych darczyńców,
którzy pomogą mu wygrać wybory w 2029 roku.
Wizyta Candy w Mar-a-Lago
Wraz z Farage'em, Candy została sfotografowana w zeszłym roku w Mar-a-Lago,
prywatnej rezydencji Trumpa na Florydzie, podczas kolacji z prezydentem USA i
Elonem Muskiem. Nabywca nie został zidentyfikowany i na razie pozostaje
anonimowy: może być obcokrajowcem, ponieważ transakcją zajmuje się Sotheby's
International Realty, międzynarodowe ramię nieruchomości renomowanego
londyńskiego domu aukcyjnego. Nieruchomość nie była oficjalnie wystawiona na
sprzedaż, ujawnił Financial Times, ale krążyły plotki o prywatnych
negocjacjach: nabywca zwrócił się do Candy'ego z ofertą na tyle kuszącą, że
przekonała go do sprzedaży. Nie ma wątpliwości, że deweloper dostał dobrą
ofertę: kupił ją wraz ze swoim bratem Christianem w 2012 roku za 75 milionów
funtów. W ciągu nieco ponad dekady prawie czterokrotnie zwiększył swoją
inwestycję. Znana jako Providence House i rozciągająca się na trzech piętrach,
luksusowa rezydencja znajduje się w Chelsea, jednej z najmodniejszych dzielnic
brytyjskiej stolicy, na terenie Royal Hospital, rozległego zielonego terenu.
Obiekt ten zalicza się do klasy II, kategorii budynków o znaczeniu historycznym
i architektonicznym objętych ochroną państwa. Nie bez powodu ma on swoją stronę
w Wikipedii.
Pokój bunkier
Zbudowany w stylu neoklasycystycznym w 1809 roku przez znanego architekta Johna
Soane'a, dzięki swojemu lekko podwyższonemu położeniu oferuje panoramiczne
widoki na Tamizę. Znajduje się w nim piętnaście sypialni, osiemnaście łazienek
i pokoje dla czterech pełnoetatowych pracowników. Znajduje się tu również
„pokój paniki”, przypominający bunkier pokój chroniony przed rabusiami, bombami
i innymi zagrożeniami, w którym lokatorzy mogą się schronić. Poprzedni
rekordowa cena za dom sprzedany w Londynie wyniosła 200 milionów funtów,
zapłaconych w 2020 roku przez chińskiego potentata Cheung Chung-kiu za Rutlande
Gate, 45-pokojową rezydencję w Knightsbridge, dzielnicy domu towarowego
Harrods. To właśnie w Knightsbridge bracia Candy wybudowali w 2010 roku One Hyde
Park, superluksusowy wieżowiec, który przyciągnął rosyjskich oligarchów,
gwiazdy popu i superbogaczy z całego świata. Na szczycie budynku znajduje się
dwupiętrowy penthouse Nicka Candy'ego z pięcioma sypialniami, ośmioma
łazienkami, tarasami z widokiem na Hyde Park i jacuzzi, który niedawno wystawił
na sprzedaż za kwotę 175 milionów funtów, czyli około 200 milionów euro.
8.
Wesołych świąt!
Komentarze
Prześlij komentarz