DRUGI OBIEG
Piątek, 24 kwietnia 2025

1.
Oj, to się D.O. wyspał! Przebąblował w wyrku sporą część dnia, ale po południu wyszedł jednak na spacerek i jakimś cudem wietrzysko nie urwało mu łba. Lekarstwa podziałały i D.O. czuje się już znacznie lepiej i gotów jest podjąć w miarę normalne życie. To "w miarę" oznacza jednak, że w tym tygodniu nie nagra "Allegro ma non troppo" i jest mu z tego powodu trochę przykro.
Przegląda D.O. światowe portale informacyjne i zastanawia się, co jest gorsze: 10 godzin na SOR-ze czy lektura wiadomości ze świata. Wybór nie jest łatwy.


2.
Lustereczko powiedz przecie
kto jest potężniejszy w świecie?
Tak sobie, spacerując, D.O. pomyślał, o co chodzi z tym atakowaniem papieża Leona XIV przez Donalda Trumpa?
Najwyraźniej Trump tak długo czytał, że prezydent Stanów Zjednoczonych jest najpotężniejszym człowiekiem na świecie, że w to uwierzył. A tu, okazuje się. że jest ktoś odeń potężniejszy i tym kimś jest papież. Tego trumpowe ego znieść nie mogło. Ale tak jak wielu szaleńców przed nim, uwierzył, że papieża można pokonać. A to jednak jest tylko wariacka iluzja. Przejechał się na tym już Józef Wissarionowicz Stalin, pytając ironicznie: „Ile dywizji ma papież?
A wkrótce okazało się, że papież ma o wiele więcej dywizji niż wszystkie staliny i trumpy razem wzięte.
Kościół katolicki i, generalnie, Kościoły chrześcijańskie, mają na sumieniu więcej grzechów niż jakakolwiek inna ludzka organizacja czy instytucja. Ale nic, zupełnie nic nie jest w stanie im zaszkodzić. Z każdego kryzysu, z każdego prześladowania, z każdego procesu wychodzi silniejszy. Może przegrać bitwę, ale nigdy jeszcze nie przegrał żadnej wojny.
Warto przy tym zauważyć, że po tym bezpardonowym ataku Trumpa na papieża, prawdziwi Polacy, ci od „Bóg, honor, ojczyzna”, nagle nabrali wody w usta. Nagle, cała ta „Polonia semper Fidelis” odwraca się od Boga, honoru i ojczyzny a staje po stronie agresywnego, paranoicznego debila zza oceanu.


3.
"Separati dall’ICE" di Carol Guzy, ZUMA Press, iWitness, per il Miami Herald
„Rozdzieleni przez ICE” autorstwa Carol Guzy, ZUMA Press, iWitness, dla Miami Herald
Zdobywca nagrody World Press Photo ujawnia brutalność ICE Trumpa.
https://www.repubblica.it/cultura/2026/04/23/news/world_press_photo_award_foto_vincitrice_carol_zuzy_ice_trump_miami_herald-425300947/?ref=RHLF-BG-P2-S1-T1-s2363
Nieludzkość to czarna koszulka rozciągnięta do granic możliwości przez desperacką, zaciśniętą dłoń, napis na mistrzostwach koszykówki w Brooklynie zdeformowany przez konwulsyjny uścisk, nieludzkość wypisana jest na zdesperowanej twarzy Cochy, która nie chce puścić swego Luisa, Ekwadorczyka mieszkającego w Bronksie, jedynego wsparcia ekonomicznego dla niej i jej trójki nastoletnich dzieci, w szpony dzikich, zamaskowanych zombie z ICE Donalda Trumpa.
Tym razem trudno będzie powiedzieć, że zdjęcie roku, zwycięzca nagrody World Press Photo, swego rodzaju Oscara fotoreportażu przyznawanego corocznie w Holandii, jest „estetyzacją bólu”; trudno będzie też stosować zwykłe krytyczne porównania do ikon malarstwa sakralnego, Madonn, Piet.
W fotografiach Carol Guzy nie ma opanowania, porządku, harmonii, patosu Warburga, artystycznej transfiguracji bólu. Jest wir rąk, które trzymają i rozdzierają, jest brutalność władzy bez wymówek i uroku, jest desperacja bezsilności ofiar. Jest niepoetycka rzeczywistość doznanej niesprawiedliwości.
Jest 26 sierpnia 2025 roku, a my znajdujemy się w nijakim korytarzu na dziesiątym piętrze budynku federalnego im. Jacoba K. Javitsa na dolnym Manhattanie: to gmach sądu, w którym odbywa się rutynowa procedura imigracyjna. Długie, codzienne kolejki migrantów, z dokumentami mocno ściskanymi w dłoniach, jedna z tych obskurnych, nieprzyjaznych poczekalni, gdzie nadzieja na inne życie, legalne i normalne, bierze górę nad cierpliwością.
Ale od początku 2025 roku te korytarze stały się pułapką – prawnicy zajmujący się sprawami imigrantów nazywają to właśnie Pułapką Deportacyjną. Jeden z licznych dekretów prezydenta upoważnił ICE do wyłapywania migrantów nawet w „wrażliwych miejscach”, takich jak szkoły i sądy. W ten sposób, pod koniec rozprawy, na etapie biurokratycznej gehenny, być może ponownie kończącej się odroczeniem, pułapka zostaje uruchomiona. Zamaskowani w kominiarkach i okularach przeciwsłonecznych, antyimigracyjni policjanci czyhają niczym jastrzębie na swoją ofiarę. Gdy tylko opuszczą salę sądową, chwytają ich, brutalnie wyrywają z rąk rodzin, płaczących dzieci, przerażonych żon i zabierają nie wiadomo gdzie.
Rok temu w tych samych korytarzach Brad Lander, były kandydat na burmistrza Nowego Jorku, został znieważony i aresztowany za to, że zapytał, jakim prawem jego klient jest brutalnie zabierany.
W styczniu świat poruszył się historią małego Liama, chłopca w niebieskiej czapeczce z królikiem, który posłużył jako przynęta do aresztowania ojca w drodze ze szkoły i deportacji wraz z nim. Teraz bezlitosne polowanie na migrantów stało się jeszcze łatwiejsze. Zasadzka na przełęczy, dokładnie tam, gdzie migranci muszą się udać, do sali sądowej czegoś, co rzekomo nazywa się sprawiedliwością, w celu przeprowadzenia procedur legalizacyjnych.
I znajdują pułapkę. Korytarz zrozpaczonych rodzin. Przedsionek deportacji. To rozdzierające sceny, rozpaczliwe krzyki, zmagania między żonami, dziećmi i agentami, które przez długi czas pozostawały niezauważone, aż do dnia, w którym nalot fotografów ujawnił je światu. Carol Guzy jest niezależną fotografką z Pensylwanii, z czterema Nagrodami Pulitzera na koncie; jej historia została opublikowana w „Miami Herald” w styczniu ubiegłego roku.
WPP przyznaje nagrody za jedno tylko zdjęcie, ale reportaż Guzy'ego jest obszerny, a sekwencja zdarzeń łamie serce każdemu, kto je ma. Monica, Ekwadorka, krzyczy: „Zabierzcie mnie, nie jego!”. Zabrali jej Rubena, policjant ją popycha, upada, jej skórzana torebka z dokumentami rozsypuje się na podłodze, uderza się w głowę i trafia do szpitala.
Dwunastoletnia Rosa, z opaską na głowie i aparatem ortodontycznym, krzyczy: jest jedną z 4600 dzieci, którym odebrano ojca.
Dziesięcioletnia Scarlett, ubrana w różową bluzę z chmurkami i spinkę do włosów w kształcie motyla, trzyma się bioder taty, podczas gdy wojownik ninja zbliża się do niej złowrogo.
Anita nie musi już nawet krzyczeć, jej Hermel jest już gdzieś w klatce, może tylko płakać i głaskać telefon komórkowy z jego zdjęciem.
Na parterze żona zakrywa twarz, opierając się o róg budynku, jej córka, może cztero- lub pięcioletnia, wpatruje się w przestrzeń z twarzą wykrzywioną płaczem, a za nią ochroniarz nie wytrzymuje i sam wybucha płaczem.
Przez szparę w drzwiach widać dziewczynę w czarnej bluzie i białym dresie, którą wyprowadzają z łańcuchami na rękach i nogach.
Podczas gdy po obu stronach korytarza inni agenci ICE, w swoich podejrzanych mundurach, z zasłoniętymi twarzami, ze zdjęciami policyjnymi w dłoniach i założonymi rękami, czekają cierpliwie i nieubłaganie niczym sępy na swoją kolej, by rzucić się na swoją ofiarę.
Na zewnątrz budynku kilku odważnych ludzi trzyma tabliczki z napisem „ICE = Gestapo”.
Daleko w Queens, Jessica tuli swoją nowonarodzoną córeczkę, modli się do Matki Boskiej, aby Jorge wrócił do domu.
WPP nie jest nagrodą dla estetów. Często oskarżana o wybieranie „najlepszego dramatu roku”, w ostatnich latach przeformułowała swoje zasady, aby przedstawić precyzyjniejszą mapę niesprawiedliwości i globalnych kryzysów. Tym razem znalazła kamerę na korytarzach budynku oficjalnie obiecującego sprawiedliwość. „W demokracji obecność kamery w tym korytarzu staje się aktem świadectwa: opowiada o polityce, która przekształciła sądy w miejsca, gdzie niszczone są ludzkie życia” – mówi Joumana El Zein Khoury, dyrektor nagrody.
Carol Guzy zadedykowała nagrodę deportowanym migrantom. Na jednym z najbardziej symbolicznych zdjęć w jej reportażu, oficjalny portret Trumpa wiszący na ścianie groźnie wpatruje się w niewyraźną sylwetkę migranta. To znaczy, człowieka. Na ścianie tego samego sądu można odczytać pierwsze słowa Deklaracji Niepodległości. W jaką otchłań kończy się kraina wolności i możliwości? Na chodniku przed sądem ktoś napisał żółtą kredą: „Jeśli przydarzyło się to _____, może przytrafić się każdemu z nas”.
Zawiedziona swoją byłą idolką, Ileana Garcia, założycielka ruchu „Latinos for Trump”, oświadczyła: „Nie głosowaliśmy na to”. O nie, Leonard Pitts odpowiedział gorzko w „Miami Herald”, komentując raport Guzy: „to jest dokładnie to, co wybrała Ameryka, na co głosowała Ameryka, i to właśnie dostała”. Za późno, żeby tego żałować.
A teraz, zatrzymana przez migawkę na sto dwudziestą piątą sekundy, koszula Luisa pozostanie na zawsze rozciągnięta do granic możliwości, do granic rozdarcia, stanowiąc nie do zniesienia metaforę nie do pogodzenia między jałową przemocą racji stanu a nieusuwalnym człowieczeństwem ludzkich uczuć.


4.

Odkryto mechanizm depresji. I dlaczego leki często nie działają.
Włoskie badanie bada przyczyny niepowodzenia najczęściej stosowanych leków. Skupia uwagę na korze przedczołowej. „Teraz droga do nowych terapii jest utorowana”.
https://www.repubblica.it/salute/2026/04/23/news/scoperto_meccanismo_depressione_farmaci_fallimento_neuroni-425299106/?ref=RHLF-BG-P11-S1-T1-s92671
Pojawia się nagle, atakując nasz mózg. Osadza się, odłączając nas od świata, sprawiając, że żyjemy pod kołdrą smutku. Cechy depresji są oczywiste, ale biologiczny mechanizm, który ją generuje, nie był, przynajmniej do niedawna. Odpowiedź pochodzi z nowych włoskich badań, przeprowadzonych przez Instytut Neurobiologii im. Cavalieri Ottolenghi (NICO) na Uniwersytecie Turyńskim i opublikowanych w czasopiśmie „Scientific Reports”: istnieje kluczowy proces, poprzez który depresja wpływa na aktywność naszego mózgu, wybijając nas z rytmu.

Armia przygnębionych ludzi
Jest ich wiele na całym świecie i ich liczba stale rośnie. Od czasu pandemii COVID-19 wzrosła liczba osób cierpiących na depresję. Choroba ta dotyka obecnie ponad 300 milionów osób, ze szczytem wśród osób młodych (18-34 lata) i starszych. Dotknięta jest również grupa wiekowa powyżej 65 lat. Czynniki takie jak przewlekły lęk, kryzys gospodarczy i izolacja przyczyniają się do wzrostu liczby zachorowań, co czyni ją jedną z głównych chorób przewlekłych.
Wśród przyczyn, głównymi są niestabilność społeczno-ekonomiczna, izolacja społeczna, bezrobocie i długotrwała niepewność. Jeśli chodzi o objawy fizyczne i psychiczne, depresja objawia się zmęczeniem, bezsennością, wahaniami wagi oraz objawami fizycznymi, takimi jak rozległy ból. Przewiduje się, że do 2030 roku stanie się jedną z najczęstszych chorób przewlekłych na świecie.

Kiedy leki zawodzą
Jak działają leki w tym morzu ludzi doświadczających depresji na własnej skórze? Odpowiedź pochodzi od turyńskiego zespołu badawczego Neurofizjologii Chorób Neurodegeneracyjnych i Psychiatrycznych, kierowanego przez profesora Filippo Tempię, w którego skład wchodzą: Eriola Hoxha, Francesca Montarolo, Anita Maria Rominto, Luna Berrino, Matilde Loddo i Francesco Corleone. W swoim badaniu stwierdzają: „Głównym problemem jest brak skutecznych terapii farmakologicznych. Wśród osób leczonych lekami przeciwdepresyjnymi 30–50% (średnio 40%) nie wykazuje żadnej reakcji: jedna trzecia osiąga całkowitą remisję, kolejna jedna trzecia ma częściową odpowiedź, a u pozostałych nie ma żadnej reakcji”. Dlaczego obecne leki są nieskuteczne? „Głównie dlatego, że nie opierają się na badaniach naukowych” – odpowiadają naukowcy. „A mózgowe mechanizmy depresji wciąż pozostają niejasne”.
Właśnie dlatego, że dostępne metody leczenia depresji często zawodzą ze względu na niepełne zrozumienie jej podłoża biologicznego, naukowcy z Turynu przenieśli swoją uwagę „z tradycyjnych deficytów serotoniny na deficyty aktywności nerwowej w przyśrodkowej korze przedczołowej, obszarze mózgu odgrywającym kluczową rolę w regulacji nastroju i stresu”.
W tym celu wykorzystali zwierzęcy model depresji oparty na przewlekłym stresie związanym z porażką społeczną, powszechnie uznanym protokole eksperymentalnym. „Tylko myszy podatne na ten rodzaj stresu wykazywały zachowania unikania społecznego, wraz ze zmianami elektrofizjologicznymi w korze przedczołowej” – podkreślają. „U myszy odpornych lub nienarażonych na stres nie zaobserwowano jednak tych zmian, co sugeruje bezpośredni związek między podatnością na stres a zmniejszoną pobudliwością neuronalną”.
Wszystkie oczy zwrócone na korę przedczołową
„W szczególności zaobserwowaliśmy, że u świnek morskich, u których w wyniku przewlekłego stresu rozwijają się zachowania depresyjne, neurony piramidowe w warstwie 2/3 kory przedczołowej stają się mniej pobudliwe i wykazują większą adaptację w częstotliwości impulsów” – wyjaśnia Tempia. „Oznacza to, że po stymulacji neurony mają trudności z utrzymaniem aktywności elektrycznej niezbędnej do prawidłowego przetwarzania bodźców z innych obszarów mózgu”.
Rominto podkreśla: „Zasadniczo odkryliśmy, że u myszy podatnych na przewlekły stres neurony w korze przedczołowej tracą część swojej zdolności do zrównoważonego reagowania na bodźce pobudzające. Ten deficyt pobudliwości może stanowić podstawę komórkową dla obniżonej aktywności kory przedczołowej obserwowanej u pacjentów z depresją”.

Analiza pobudliwości neuronalnej
Wchodząc w szczegóły, analiza elektrofizjologiczna wykazała, że zmniejszona pobudliwość neuronów może być związana ze wzrostem mechanizmów adaptacyjnych mediowanych przez kanały potasowe (K⁺), odpowiedzialne za regulację szybkości wyładowań neuronalnych”. Dokładniej rzecz ujmując, naukowcy zaobserwowali „wzrost progu aktywacji i wzrost hiperpolaryzacji następczej – dwa zjawiska, które utrudniają neuronom generowanie i podtrzymywanie potencjałów czynnościowych”.
„Te odkrycia sugerują, że nadaktywność określonych kanałów potasowych może przyczyniać się do dysfunkcji kory przedczołowej w zaburzeniach depresyjnych” – podkreślają Tempia i Hoxha. „Zrozumienie tego mechanizmu otwiera nowe perspektywy dla rozwoju terapii ukierunkowanych na normalizację aktywności neuronalnej”.

Otwarte drzwi do nowych leków
Te badania z pewnością otwierają nowe możliwości badań nad tą chorobą. „Przyśrodkowa kora przedczołowa jest jednym z obszarów mózgu najbardziej dotkniętych zaburzeniami depresyjnymi, a nieinwazyjne techniki stymulacji mózgu, które ją aktywują, takie jak przezczaszkowa stymulacja magnetyczna, wykazały już działanie przeciwdepresyjne” – podsumowuje Tempia. „Nowe dane dostarczają biologicznych podstaw do zrozumienia, dlaczego te terapie są skuteczne i wskazują na kanały potasowe jako potencjalne cele dla leków. Zasadniczo, dostrzegamy drogę naprzód. Mamy nadzieję, że odkryty przez nas mechanizm biologiczny jest taki sam dla wszystkich, a zatem, działając podobnie u wszystkich pacjentów, pozwoli nam zidentyfikować opcje terapeutyczne, które mogą przynieść taki sam efekt w przypadku tej choroby”.


5.

„Tabletka sportowa” imituje ćwiczenia fizyczne i zwalcza depresję
Tak zwane „mimetyki ćwiczeń” to substancje, które naśladują neurobiologiczne efekty aktywności fizycznej. Niektórzy eksperci uważają, że mogą one okazać się skuteczne w leczeniu ciężkiej depresji.
http://repubblica.it/salute/2026/03/28/news/pillola_sport_mima_esercizio_fisico_depressione-425247597/?ref=RI_d_a_embed
Ćwiczenia fizyczne to naturalny środek leczniczy, wspomagający zdrowie kardiometaboliczne, zmniejszający ryzyko zachorowania na raka oraz pomagający regulować wagę i nastrój. Jego korzyści dla zdrowia psychicznego, w szczególności, są uznawane w głównych wytycznych dotyczących zapobiegania i leczenia depresji. Nie każdy jednak może z nich skorzystać: bariery społeczno-ekonomiczne, fizyczne i motywacyjne uniemożliwiają wielu osobom podejmowanie regularnej aktywności fizycznej. W tym kontekście prowadzone są badania nad tzw. „mimetykami ćwiczeń”, czyli lekami i substancjami naturalnymi, które mogą naśladować niektóre biologiczne efekty wysiłku mięśniowego, bez konieczności podejmowania aktywności fizycznej przez pacjenta. To prawdziwe „tabletki na ćwiczenia”, a grupa psychiatrów z Uniwersytetu w Ottawie proponuje obecnie zbadanie ich potencjalnych korzyści terapeutycznych dla pacjentów cierpiących na ciężką depresję, zwłaszcza tych, u których występują bariery fizyczne lub psychologiczne uniemożliwiające im podejmowanie aktywności fizycznej.

Leki imitujące ćwiczenia
Zazwyczaj podczas ćwiczeń skurcze mięśni wyzwalają uwalnianie substancji zwanych miokinami, które działają jako mediatory hormonalne, łącząc układ mięśniowo-szkieletowy z innymi narządami w organizmie, takimi jak wątroba, tkanka tłuszczowa i mózg. Niektóre substancje mogą ingerować w te procesy, promując produkcję miokin nawet przy braku intensywnej i długotrwałej aktywności fizycznej. Nazywane są one mimetykami wysiłku i obejmują leki takie jak metformina oraz substancje naturalne, takie jak resweratrol.
„Działanie tych leków z pewnością może wpływać na uwalnianie neuroprzekaźników aktywowanych podczas uprawiania sportu” – wyjaśnia portalowi ‘Salute’ Martina Zega, psycholog z Instytutu Medycyny i Nauki Sportowej CONI. „Należą do nich na przykład serotonina, która wpływa przede wszystkim na regulację nastroju; dopamina, która wpływa na układ nagrody i motywację; oraz wszystkie hormony endorfin, które regulują odczuwany stres”.

Dowody naukowe
Skuteczność ćwiczeń fizycznych w łagodzeniu objawów poważnej depresji potwierdzają liczne badania: u pacjentów z depresją o nasileniu od łagodnego do umiarkowanego wydaje się ona porównywalna z lekami i innymi interwencjami terapeutycznymi. Badacze z Ottawy, analizując mimetyki ćwiczeń, podkreślają w komentarzu opublikowanym w czasopiśmie „Molecular Psychiatry”, że choć ograniczone, dostępne obecnie dane są dość obiecujące.
Niski poziom miokin w mózgu wiąże się z pogorszeniem jakości życia i częstszym występowaniem objawów depresji. Badania przeprowadzone na modelach zwierzęcych wykazały, że przyjmowanie leków naśladujących wysiłek fizyczny zmniejsza objawy depresji poprzez mechanizmy obserwowane również u ludzi – takie jak zwiększona produkcja miokin i potencjalna oś mięśniowo-mózgowa. Ponadto, w niewielkim, , kontrolowanym badaniu z udziałem przypadkowych ludzi, metformina wiązała się ze znaczną redukcją objawów depresji u pacjentów z depresją współistniejącą i cukrzycą po 24 tygodniach leczenia.

Tabletki na ćwiczenia w walce z depresją?
Według kanadyjskich naukowców, mimetyki ćwiczeń fizycznych stanowią obiecującą podstawę do rozwoju nowych terapii łpostaci ciężkiej depresji. Zasługują zatem na większą uwagę ze strony środowiska naukowego, aby zbadać ich skuteczność w badaniach klinicznych, zarówno jako terapii, jak i narzędzia zapobiegającego wystąpieniu zaburzeń nastroju. Zega nie wyklucza takiej możliwości, podkreślając jednocześnie, że aspekty neurobiologiczne jedynie częściowo wyjaśniają psychologiczne korzyści płynące z ćwiczeń fizycznych.
„Istnieją komponenty układu limbicznego powiązane ze sferą emocjonalną, relacyjną i pracy zespołowej, aktywowane przez społeczne i relacyjne aspekty sportu, których żaden lek nie jest w stanie zastąpić” – wyjaśnia ekspert CONI. „Z perspektywy zdrowia publicznego lek mimetyczny mógłby zatem stanowić nie cel ostateczny, ale raczej środek ułatwiający przezwyciężenie izolacji typowej dla ostrych faz depresji. Nadal istotne jest zapobieganie, zwłaszcza wśród nastolatków, dla których sport na żywo działa jak „szczepionka psychiczna”, stabilizująca rytm snu i czuwania, zwiększająca poczucie własnej skuteczności i pewność siebie”.


6.
Guerra Ucraina - Russia, le news. Costa: “Avviare negoziati per l’adesione di Kiev alla Ue”
Komisja Europejska definitywnie odblokowała pieniądze dla Ukrainy. Przelew blokowali do tej port Orban i Fico, miłośnicy Putina.


7.

Węgry, zięć Orbána postawił na jego porażkę i zarobił fortunę
https://www.repubblica.it/esteri/2026/04/23/news/ungheria_istvan_tiborcz_genero_di_orban_ha_scommesso_sulla_sua_sconfitta-425301171/?ref=RHLF-BG-P4-S1-T1-PP
Zięć Viktora Orbána miał nosa. I postawił na porażkę teścia, zbijając fortunę. To kolejny groteskowy rozdział w niekończącej się sadze byłego władcy Węgier. I kto wie, czy autokrata nie maczał palców w śmiałym posunięciu Istvana Tiborcza, męża najstarszej córki Orbána. Autokrata zawsze wykorzystywał rodzinę i przyjaciół z dzieciństwa jako przykrywki dla swoich podejrzanych interesów, czyniąc z nich oligarchicznych figurantów. Być może tym razem i on w porę zdał sobie sprawę z przegranej. I postanowił przynajmniej przekuć swoją miażdżącą porażkę w twardą gotówkę.
W odcinku swojego popularnego podcastu, amerykańska dziennikarka Rachel Maddow, opowiedziała już o pospiesznej ucieczce Tiborcza do Stanów Zjednoczonych po porażce teścia. Jednak przed wyborami zięć Orbána widział sytuację z własnej perspektywy. Za pośrednictwem funduszu Equilor Asset Management, którego był częściowo właścicielem, Tiborcz zainwestował ogromne sumy w węgierskie obligacje skarbowe i inne aktywa, nawet w godzinach poprzedzających wybory 12 kwietnia. Ceny, naturalnie, wzrosły po zwycięstwie Pétera Magyara, który miał duże szanse na wyciągnięcie Węgier z gospodarczej otchłani, w którą wpadły.
Zięć Orbána jest właścicielem luksusowych hoteli, klubów golfowych i firm ubezpieczeniowych, a według magazynu Forbes jest 13. najbogatszym człowiekiem na Węgrzech. Dzięki złożonej i nieprzejrzystej strukturze Tiborcz uczestniczy również w funduszu, który postawił wszystko na zwycięstwo odwiecznego wroga Orbána. Menedżer Equiloru Attila Szabo, przyznał ze wzruszeniem ramion, że „spodziewaliśmy się, że Tisza wygra wybory i odpowiednio się do tego ustawiliśmy”. Błoga niewinność.


8.

Liczba miliarderów na świecie może w ciągu najbliższych pięciu lat osiągnąć 4000
Obecnie na świecie jest 3110 miliarderów, ale analizy pokazują „głębokie przyspieszenie strukturalne” w tworzeniu bogactwa
https://www.theguardian.com/news/2026/apr/23/billionaires-super-rich-global-wealth-gap-economy
Jak sugerują dane, do 2031 roku liczba miliarderów na świecie może sięgnąć prawie 4000, ponieważ superbogaci gromadzą majątek w coraz szybszym tempie.
Według analizy agencji nieruchomości Knight Frank, na świecie jest obecnie 3110 miliarderów. Prognozuje się, że w ciągu najbliższych pięciu lat liczba ta wzrośnie o 25%, osiągając łączną liczbę 3915.
Klasa multimilionerów również szybko się powiększa – liczba osób, których majątek wynosi co najmniej 30 mln dolarów na całym świecie, wzrosła ze 162.191 w 2021 r. do 713.626 obecnie. To wzrost o ponad 300%, jak wynika z badań firmy Knight Frank.
Liam Bailey, szef działu badań w agencji nieruchomości, powiedział, że majątek miliarderów i milionerów został „wzbogacony” dzięki zyskom ze świata technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji.
„Możliwość skalowania biznesu nigdy nie była większa” – powiedział. „To przełożyło się na możliwość szybkiego zarabiania dużych fortun, wspomaganych technologią i sztuczną inteligencją”.
Badania wykazały, że najszybciej będzie rosła liczba miliarderów w bogatej w ropę naftową Arabii Saudyjskiej – ponad dwukrotnie, z 23 w 2026 r., do prognozowanych 65 w 2031 r. Oczekuje się również, że populacja miliarderów w Polsce wzrośnie ponad dwukrotnie, z 13 do 29 w tym samym okresie, a w Szwecji wzrośnie o 81%, z 32 do 58.
Dzieje się tak w czasie, gdy przepaść między najbogatszymi a najbiedniejszymi na świecie stale rośnie. W ubiegłym roku raport World Inequality wykazał, że mniej niż 60.000 osób – 0,001% światowej populacji – kontroluje trzy razy więcej bogactwa niż cała najuboższa połowa ludzkości.
Coraz głośniej mówi się o żądaniach, aby światowi przywódcy podnieśli podatki dla najbogatszych, w obliczu obaw, że najbogatsi członkowie społeczeństwa również kupują sobie wpływy polityczne.
Organizacja charytatywna Oxfam ustaliła, że w zeszłym roku na świecie pojawiła się rekordowa liczba miliarderów, co po raz pierwszy przekroczyło 3000. Łączny majątek miliarderów wynosi 18,3 biliona dolarów.
Prezes Tesli, Elon Musk, jest najbogatszym człowiekiem na świecie, z majątkiem netto wynoszącym 785,5 mld dolarów, według listy najbogatszych magazynu Forbes. Na drugim miejscu plasuje się Larry Page, jeden z założycieli Google, z majątkiem netto wynoszącym 272,5 mld dolarów, a na trzecim założyciel Amazona, Jeff Bezos, z majątkiem netto wynoszącym 259 mld dolarów.
Lista najbogatszych „Sunday Times” uznała rodzinę Hinduja za najbogatszą w Wielkiej Brytanii, z majątkiem netto wynoszącym 35 miliardów funtów. Gopichand Hinduja, miliarder i głowa rodziny, zajmujący się ropą naftową, bankowością i nieruchomościami, zmarł w zeszłym roku w wieku 85 lat.
Według zestawienia najbogatszych tej gazety, w 2025 roku w Wielkiej Brytanii było 156 miliarderów, co stanowi największy spadek w 37-letniej historii zestawienia – w roku poprzednim było ich 165.
W ciągu ostatniego roku pojawiło się wiele doniesień o ucieczce superbogaczy z Wielkiej Brytanii, a wielu doradców finansowych uważa, że ten trend wynika z wprowadzenia w Wielkiej Brytanii obowiązku posiadania stałego prawa pobytu.
Bailey dodał, że niestabilność polityczna, reforma podatkowa i bardziej rygorystyczne regulacje powodują, że superbogaci przenoszą się do mniejszej grupy miast, które oferują „szanse i przewidywalność”.
Rory Penn, szef działu prywatnych biur w Knight Frank, powiedział, że tworzenie bogactwa rośnie w obliczu „bardziej złożonego globalnego kontekstu gospodarczego”.
Powiedział: „Osoby ultrabogate stają się wyraźnie bardziej mobilne, ale lista rynków, na których czują się naprawdę komfortowo inwestując lub utrzymując swoje rodziny, zawęziła się”.
Knight Frank odkrył, że Ameryka Północna jest domem dla niespełna jednej trzeciej światowej populacji miliarderów – jednak prognozy wskazują, że do 2031 roku wyprzedzi ją region Azji i Pacyfiku. Przewiduje się, że do tego czasu miliarderzy z tego regionu będą stanowić 37,5% całości, w porównaniu z 27,8% z Ameryki Północnej.


9.

Zack Polański, nowa gwiazda lewicy: „NATO, podatki dla bogatych i Brexit: tak wszystko zmienimy”.
Wywiad z 43-letnim liderem brytyjskich Zielonych, który pnie się w górę w sondażach i może pokonać Partię Pracy: „Jestem Żydem, ale w Strefie Gazy dochodzi do ludobójstwa i musimy bojkotować Izrael. Relacje z Trumpem są groźniejsze niż z Putinem. Wszyscy chcą mnie zdyskredytować, ale ja się niczego nie boję. A krajem, który kocham najbardziej, są Włochy”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/04/23/news/zack_polanski_intervista_elezioni_verdi_regno_unito-425300346/?ref=RHLF-BG-P3-S1-T1-PP
LONDYN – „Znowu uczę się włoskiego. Gdybym miał wybrać kraj, który kocham, to byłyby to Włochy” – mówi nam Zack Polański, nowa legenda i sztandarowy przedstawiciel brytyjskiej lewicy. To nie pochlebstwo: Polański rozmawia przez prawie godzinę z Repubblicą, jedyną włoską gazetą i kilkoma zagranicznymi mediami w parku w Hackney, swojej twierdzy we wschodnim Londynie, w swoim pierwszym międzynarodowym wywiadzie, podczas gdy jego sondaże szybują. Naprawdę kocha Włochy, „głęboko i szczerze, i nie obrażając innych narodów: około 15 lat temu byłem aktorem i jeździłem z wycieczkami szkolnymi po Włoszech, gdzie pracowałem, ucząc dzieci. Odwiedziłem 82 miasta i miasteczka w całych Włoszech, zarówno na północy, jak i na południu. To było niesamowite doświadczenie. Nauczyłem się więc włoskiego po drodze”.
Odkąd Zieloni wybrali Polańskiego – obecnie radnego Londynu – na swojego lidera, zajmują obecnie drugie miejsce w sondażach z wynikiem 17-18%, za prawicową koalicją Farage'a, wyprzedzając nawet rządzącą Partię Pracy i konserwatystów, najstarszą partię na Zachodzie. Premier Partii Pracy Keir Starmer oskarża Zielonych o bycie „skrajnie lewicowymi populistami”. Polański śmieje się z tego, mimo że brakuje mu kilku zębów: „Mówi tak, bo się nas boi. Starmer to katastrofa. Nie mogę się doczekać, aż się załamie”.
Urodzony 43 lata temu jako David Paulden w Salford, na obrzeżach Manchesteru, gej, o imieniu Zack na cześć żydowskiego uchodźcy z powieści dla dzieci „Dobranoc, panie Tom”, Polański odzyskał nazwisko w wieku 18 lat, po tym jak dziadkowie je zanglicyzowali, aby uniknąć prześladowań ze strony skrajnej prawicy. Żyd zniesmaczony „ludobójstwem w Strefie Gazy”, były hipnoterapeuta, który obiecał powiększyć kobiece piersi siłą myśli, nosiciel używanych ubrań, Polański jest nową gwiazdą brytyjskiej polityki. Przede wszystkim dlatego, że ma ogromną charyzmę i dialektykę, a w mediach społecznościowych publikuje wzruszające i angażujące filmy, które wyglądają, jakby zostały nakręcone przez Loacha i Kassowitza. Po drugie, dlatego, że jest nowym sztandarowym przedstawicielem lewicy i młodzieży: opowiada się za rozszerzeniem opieki społecznej, a przeciwko nierównościom i bogaczom, „którzy płacą nędzne podatki”. A potem, ponieważ w Gazie rozpoczął bardzo ostrą kampanię przeciwko Izraelowi, która zakorzeniła się na lewicy wśród mniejszości, zwłaszcza wśród milionów muzułmanów w Wielkiej Brytanii, którzy kiedyś masowo głosowali na Partię Pracy. A potem, ponieważ na lewicy zajął miejsce fatalnego byłego lidera Partii Pracy Jeremy'ego Corbyna, podczas gdy centrysta Starmer pozostawia mu wolną przestrzeń.
Miesiąc temu Zieloni nie tylko wygrali swoje pierwsze wybory uzupełniające na przedmieściach Manchesteru (35-letnia hydrauliczka Hannah Spencer), ale teraz stanowią punkt odniesienia dla lewicowych wyborców. Niedawny sondaż YouGov sugeruje, że wraz z Farage'em po prawej stronie, podczas kolejnych brytyjskich wyborów lokalnych 7 maja, zmiotą z powierzchni ziemi Partię Pracy w jej londyńskim bastionie, pozyskując elektorat lewicowy, radykałów, młodych ludzi i zwolenników Gazy. To najprawdopodobniej doprowadzi do ostatecznego upadku Starmera wkrótce potem.

- Czy Zack Polański chce powrotu Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej?

- Jestem bardzo za Unią Europejską. Uważam, że Brexit był katastrofą dla nas, Brytyjczyków, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i pod względem kapitału społecznego. Uważam również, że rosną zagrożenia dla bezpieczeństwa, biorąc pod uwagę, że zbyt często uzależnialiśmy się od Donalda Trumpa. Czy UE naprawdę chce ponownie włączyć Wielką Brytanię do rodziny, to inna kwestia. Nie jestem pewien, ale gdy warunki będą sprzyjające, chciałbym, abyśmy ponownie dołączyli do Unii Europejskiej. Najpierw jednak powinniśmy ponownie dołączyć do Europejskiej Unii Celnej: zmniejszyłoby to tarcia handlowe, przywróciło wolny handel i pomogło obniżyć ceny żywności. Koszty utrzymania to jedna z moich największych i najpilniejszych trosk.

- Chcecie ponownie dołączyć do UE, ale jednocześnie krytykujecie NATO i chcielibyście z niego wystąpić. Jak pogodzić te dwie rzeczy w dzisiejszym napiętym i chaotycznym świecie?

- „Nie jestem idealistą, jeśli chodzi o Unię Europejską. Nie uważam, że jest idealna. Coraz bardziej niepokoi nas wzrost prawicowych rządów, a nawet partii prawicowych w całej Europie. Węgry oczywiście odniosły sukces, ale nie jestem przekonany, czy reprezentują bastion socjalizmu czy wzrost lewicowej i postępowej polityki w Europie. Mimo to nadal uważam, że lepiej być w Unii Europejskiej niż poza nią, zwłaszcza w kwestiach takich jak swobodny przepływ osób czy rynki. Dlaczego mielibyśmy być tak pod wpływem decyzji organu, którego nawet nie jesteśmy częścią, zamiast zasiadać przy stole negocjacyjnym? NATO to z kolei inna kwestia. Moje zdanie na temat NATO praktycznie nie ma już znaczenia, ponieważ Trump jasno powiedział, że może wycofać się z Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wcześniej groził aneksją Grenlandii, jednego z naszych sojuszników w NATO. Premier Danii uważa, że Trump mówi poważnie. A jeśli ktoś w to wątpi, niech spojrzy na to, co stało się z Iranem. Trump mówił o zmieceniu… cywilizacji, a wcześniej wspierał trwające ludobójstwo w Strefie Gazy, Benjamina Netanjahu i Izrael. Nie mówiłem o natychmiastowym porzuceniu NATO. Mówię jednak, że powinniśmy odbudować relacje z naszymi europejskimi sąsiadami, zwłaszcza w zakresie bezpieczeństwa i obrony, i poważnie je omówić, aby zbudować alternatywę dla NATO, nie chowając głowy w piasek i nie czekając na to, czy Trump będzie w dobrym humorze. Kiedy osiem miesięcy temu zostałem liderem Zielonych, Starmer nazwał mnie zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Teraz podzielił moje stanowisko, które polega na ponownym nawiązaniu kontaktu z Europejczykami, nie czekając na Amerykanów. Ale Starmer powiedział również, że jestem „naćpany i pobłażliwy wobec Putina”. Wiele mówiłem o kwestii narkotyków: musimy przyjąć podejście oparte na zdrowiu publicznym, legalizując je. A jeśli Starmer chce nazwać mnie zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego, co ze skandalem Mandelsona, w który premier jest mocno zamieszany i który zagroził naszemu bezpieczeństwu narodowemu?

- Porównałeś Trumpa do Putina. Naprawdę uważasz, że to uzasadnione skojarzenie?

- Wielokrotnie pytano mnie, kogo uważam za gorszego – Putina czy Trumpa. Nie warto klasyfikować ucisku. Choć Putin jest okropny i jego zbrodnie są nikczemne, nigdy nie widziałem, żeby groził ludobójstwem. Nigdy nie widziałem, żeby groził zniszczeniem cywilizacji. I nigdy nie widziałem, żeby Starmer twierdził, że ma „specjalne stosunki” z Putinem, tak jak z Trumpem. Gdzie tu spójność moralna? Jaka była reakcja Keira Starmera? Nie widziałem z jego strony żadnego potępienia tego, co Trump groził Iranowi ani tego, co dzieje się w Libanie czy Strefie Gazy. Uważam to za nikczemne. Dlatego w tym momencie nie powiedziałbym, że Donald Trump jest bardziej niebezpieczny niż Władimir Putin. Putin nadal jest niebezpieczny. Ale myślę, że specjalne stosunki Starmera z Trumpem stanowią większe zagrożenie dla Brytyjczyków niż to, co Putin robi w Ukrainie, co jest równie straszne i musi zostać powstrzymane. Ale, powtórzę, jeśli chcemy porównywać, dziś bardziej martwią mnie relacje między Starmerem a Trumpem.

- Twoje stanowisko w sprawie Izraela jest bardzo jasne. Ale jaki jest twój, Żyda, związek ze społecznością żydowską?

- „Z pewnością są części społeczności żydowskiej, które uważają, że ich nie reprezentuję, i to jest w porządku. Nie przemawiam w imieniu całej społeczności żydowskiej. To byłoby niemożliwe. Nie ma tylko jednej społeczności żydowskiej. Są społeczności żydowskie o różnych poglądach, różnych niuansach, różnych wizjach. Jako lider mam nadzieję powiedzieć wszystkim tym społecznościom: „niezależnie od tego, czy się ze mną zgadzacie, czy nie, nadal jestem gotów was wysłuchać. Nie musicie się ze mną zgadzać we wszystkim. Ale dla mnie fundamentalną czerwoną linią jest to, że to, co dzieje się w Gazie, to ludobójstwo”.

- Czy zerwanie stosunków między Izraelem a Wielką Brytanią, o co Pan apeluje, może okazać się nieproduktywne?

- Martwię się tragedią humanitarną. Był czas, kiedy w Gazie każdego dnia umierała liczba dzieci równa liczbie całej klasy. Odbywały się różne tak zwane zawieszenia broni, ale wiemy, że ucisk trwa, zarówno w Palestynie, jak i w osiedlach. To absolutnie niedopuszczalne.

- Jakie jest Pana stanowisko w sprawie bojkotu produktów izraelskich organizowanego przez niektóre społeczności w Bristolu?

- W pełni popieram to, co dzieje się w tzw. „strefie wolnej od apartheidu” w Bristolu. Powodem jest to, że bojkoty i sankcje są częścią długiej tradycji demokratycznej w tym kraju. Zrobiliśmy to przeciwko apartheidowi w RPA, a także przeciwko Rosji, na przykład podczas igrzysk olimpijskich. Kiedy kraj nie spełnia standardów humanitarnych i zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami wobec demokracji, jest to jedno z narzędzi, z których można skorzystać. Fakt, że Wielka Brytania nadal utrzymuje umowę handlową z Izraelem, oznacza, że Izrael nadal korzysta z przywilejów demokratycznych i handlowych, a także czerpie korzyści z naszej konsumpcji. Brytyjczycy są zniesmaczeni trwającym ludobójstwem dokonywanym przez Izrael. Zerwanie umowy handlowej z Izraelem samo w sobie nie powstrzyma ludobójstwa, ale myślę, że jest jednym z wielu czynników, które mogą się do tego przyczynić. Rząd brytyjski musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby powstrzymać ludobójstwo dokonywane przez Izrael.

- Ale oskarżają cię o antysemityzm i w związku z tym pojawiły się bardzo kontrowersyjne wypowiedzi niektórych członków Partii Zielonych startujących w wyborach 7 maja. Nie martwisz się?

- Przede wszystkim, na około 4500 kandydatów, w 15 przypadkach pojawiły się zarzuty o antysemityzm. Jako Żyd nie chcę żadnych kandydatów antysemitów. Uważam jednak, że ważne jest zachowanie proporcji. Poza mną, tylko czterech innych Żydów było liderami partii w historii brytyjskiej polityki, więc traktuję antysemityzm bardzo poważnie. Niektóre z przypadków opisywanych w mediach są rzeczywiście antysemickie i dlatego ważne jest, aby wprowadzić jeszcze surowsze procedury dyscyplinarne. Jednocześnie inne przypadki ewidentnie nie są antysemickie, ponieważ dotyczą osób krytykujących rząd Izraela i w pełni popieram wszystko, co powiedzieli. Jako Żyd jestem przeciwny wszelkiemu antysemityzmowi, islamofobii, wszelkim formom rasizmu, mizoginii, seksizmowi, transfobii i przestępstwom z nienawiści.

- Czy martwi Cię wzrost antysemityzmu w Wielkiej Brytanii?

- Oczywiście. Kluczowe jest, aby zrobić wszystko, co możliwe, aby zapewnić zarówno bezpieczeństwo fizyczne, jak i poczucie bezpieczeństwa. Niedopuszczalne jest, aby ktokolwiek w tym kraju czuł się zagrożony, wykonując codzienne czynności. Jednak, ogólnie rzecz biorąc, temat antysemityzmu jest coraz częściej wykorzystywany jako cyniczny atak polityczny przez Partię Pracy. Traktuję antysemityzm bardzo poważnie, a to oznacza również uznanie, że należy do niego podchodzić z empatią, troską i niuansami, a także że w tych rozmowach należy zachować równowagę. Fakt, że Partia Pracy czekała z oskarżeniami kandydatów o antysemityzm do początku kampanii wyborczej, dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. To wykorzystywanie ataku politycznego, który uważam za szkodliwy i niezdrowy.

- „Spectator” nazwał cię „szalonym, złym i niebezpiecznym”. „Telegraph” nazwał cię „Stalinem z kolczykiem w nosie”, mimo że nie masz żadnych kolczyków. A nawet „New Statesman” (wiodący tygodnik brytyjskiej lewicy) zastanawiał się, czy nie jesteś Farage’em lewicy. Czy te ataki są w pewnym sensie komplementem dla ciebie?

- „To największy komplement, jaki można sobie wyobrazić. No, dalej. Jest takie stare powiedzenie: Najpierw cię ignorują. Potem się z ciebie śmieją. Teraz mówią, że jesteśmy niebezpieczni, i właśnie dlatego tak naprawdę chcą nas zaatakować. I tak, jesteśmy niebezpieczni, ponieważ „Telegraph” i „Spectator” istnieją tylko z jednego powodu: by chronić władzę i majątek multimilionerów i miliarderów, z których niektórzy są właścicielami tych gazet. Ja natomiast chcę redystrybuować tę władzę i majątek wśród naszych społeczności. Więc oczywiste jest, że postrzegają mnie jako zagrożenie. Ataki są komplementem, ale także degradacją demokracji i sposobem, w jaki zachowuje się większość głównych mediów w tym kraju. I nie tylko w moim przypadku. Nie sądzę, żeby to był zdrowy sposób na demokrację; wystarczy spojrzeć, jak traktowali osoby publiczne w przeszłości, takie jak księżna Diana. Próbowali je zniszczyć. Mam na myśli w szczególności to, jak traktują kobiety w życiu publicznym, gdy odważą się zabrać głos w pewnych kwestiach. To długa tradycja brytyjskich mediów: próbują cię podburzyć, a potem spróbować zniszczyć. Ale ja się nie boję. Nie boję się niczego, bo wiem, że mam prawdę i społeczności po swojej stronie. A przede wszystkim, nie chodzi o mnie. Chodzi o społeczności, które teraz cierpią. O ludzi, którzy przeżyli 14 lat oszczędności torysów i teraz cierpią kolejne dwa lata oszczędności Partii Pracy. Głosowali za zmianą, ale niewiele się zmieniło. Nic więc dziwnego, że media ciągle szukają pretekstu, by mnie zaatakować i zniszczyć. Ale to nie działa. W końcu ciągle przywołują historię o hipnoterapii z 2013 roku [kiedy Polański zapewniał niektóre ze swoich pacjentek, że powiększy im piersi, red.]. Tak, to było dla mnie krępujące, ale już kilka razy przeprosiłam. Fakt, że desperacko wciąż przywołują tę historię, świadczy o ich desperacji, bo nie mogą mnie atakować w kwestiach spornych.

- A jakie to tematy?

- Że w piątym najbogatszym kraju świata, gdzie 50 najbogatszych rodzin posiada więcej majątku niż najbiedniejsze 50% populacji, nierówności ekonomiczne niszczą społeczeństwo. Są ludzie bez domów, ludzie walczą o to, by pożywić się na stole, ludzie, którzy pracują, ale którym jeszcze kilka lat temu powodziło się dobrze, teraz żyją w niepewności finansowej. Na przykład, gdybyśmy wprowadzili coś takiego jak kontrola czynszów, przeciętna rodzina zaoszczędziłaby 3000 funtów rocznie, a to przyniosłoby ludziom 17 miliardów funtów siły nabywczej. Zdecydowana większość tego kraju naprawdę się zmaga i nie może tego dłużej znieść. Są wyczerpani. Brytyjskie media robią wszystko, co w ich mocy, by nas powstrzymać. Ale to nie zadziała, ponieważ nadal będziemy mówić władzy prawdę.

- Gdyby Pan został premierem jutro, jakie dwa lub trzy środki znalazłyby się na szczycie Pana programu?

- Pierwszą rzeczą byłoby położenie kresu pladze bezdomności. To skandal, że są ludzie zmuszeni do życia na ulicy. Podczas pandemii widzieliśmy, że tymczasowo udało nam się zapewnić schronienie wszystkim, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa. To pokazało, że przy dobrej woli politycznej możemy powstrzymać ten bardzo poważny problem. Drugą rzeczą byłby podatek od majątku. To niedopuszczalne, aby multimilionerzy i miliarderzy nie płacili sprawiedliwych podatków. Mówiłem już o podatku od majątku, który zapewniłby, że opodatkujemy majątek ludzi, aby pozyskać te zasoby. Niektórzy pytają mnie: „A co, jeśli bogaci wyjadą?”. Uważam, że ten argument jest przesadzony, ponieważ mówię o podatku 1% lub 2%. Pomysł miliardera uciekającego przed podatkiem 2% jest prawdopodobnie przesadzony. Ale nawet gdyby tak było, mówię o opodatkowaniu majątku: dość trudno jest zabrać majątek, zwłaszcza budynek i zabrać go ze sobą. Fakt, że w międzyczasie ponad 170.000 dzieci jest bezdomnych, jest niedopuszczalny. Co piąte dziecko w Wielkiej Brytanii nie ma dostępu do zdrowej, pożywnej żywności. Po raz kolejny: niedopuszczalne. Wreszcie: proporcjonalna reprezentacja. Nasz system wyborczy osłabia naszą demokrację, ponieważ ludzie są nieustannie naciskani, by głosować na tych, którzy są najmniej szkodliwi, zamiast na tych, których naprawdę chcą. System proporcjonalnej reprezentacji nie jest idealny, ale wprowadza więcej niuansów i lepszą kulturę polityczną. I wreszcie, klimat i redukcja emisji. Czasami ludzie pytają mnie, czy Partia Zielonych przestała mówić o środowisku. Zawsze mówię o środowisku.

- Jak odbierasz porównanie z inną wschodzącą gwiazdą globalnej lewicy, burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdaniem?

- To zaszczyt być z nim porównywanym, widząc, jak świetnie rozpoczął swoją działalność w Nowym Jorku, wprowadzając coś, co sam nazywał „socjalizmem kanalizacyjnym”. Ja bym to pewnie nazwał „socjalizmem chodnikowym”, mając na myśli rozwiązywanie codziennych problemów obywateli: dbanie o to, by śmieci były zbierane, dziury naprawiane, biblioteki, tereny zielone i parki chronione. Jeśli zawodzi się w drobnych sprawach, jak to, jak sądzę, wielokrotnie widzieliśmy w przypadku rządu Partii Pracy, ludzie tracą wiarę w politykę, zarówno na szczeblu krajowym, jak i lokalnym. Dlatego uważam, że Zohran pokazał niezwykły wzór, jak skupiać się na drobnych, codziennych sprawach.

- Starmer jest o krok od rezygnacji. Co Twoim zdaniem Partia Pracy zrobiła źle? I czy Starmer powinien odejść?

- Zdecydowanie. Starmer popełnił szereg błędów w ocenie sytuacji. I nigdy nie bierze za nie odpowiedzialności. W związku ze skandalem Mandelsona zwolnił swojego szefa ds. komunikacji. Zwolnił byłych doradców. Teraz zwolnił byłego szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych Olly'ego Robbinsa. Ale nie sądzę, żeby to był jedyny błąd Starmera. Myślę też o trwającym ludobójstwie w Strefie Gazy, odmowie zaprzestania sprzedaży broni Izraelowi, odmowie powiedzenia „nie” Donaldowi Trumpowi. Starmer próbował twierdzić, że Wielka Brytania nie była zaangażowana w wojnę w Iranie, ale wiesz lepiej niż ja, że Pedro Sánchez jasno powiedział, że żołnierze amerykańscy nie są mile widziani na terytorium Hiszpanii i nie mogą korzystać z hiszpańskiej przestrzeni powietrznej. Wielka Brytania nie zrobiła tego samego. Mógłbym tak ciągnąć dalej. Starmer obiecał dziesięć rzeczy, kiedy został przywódcą i prawie żadnej z nich nie zrealizował. Obiecał Nowy Ład w sprawie środowiska: nic. Powiedział, że podniesie podatki dla najwyższych dochodów: to się nie stało. Powiedział, że odda wodociągi z powrotem w ręce publiczne: „Zrzucają ścieki do naszych wód i pobierają od nas wyższe opłaty za ten przywilej. Doszło więc do serii katastrof i porażek. My natomiast, w radach miejskich, którymi rządzimy, budowaliśmy mieszkania socjalne, chroniliśmy usługi publiczne i pomimo polityki oszczędności, działaliśmy bardziej efektywnie. Keir Starmer powtarza, że nie ma już pieniędzy. Pieniądze są. Tyle że trafiają do multimilionerów, miliarderów i zagranicznych inwestorów, a nie do naszych społeczności. My, Zieloni, nie powinniśmy zadowalać się mniejszym złem. A jeśli nas atakują, to dlatego, że wygrywamy.


10.

Rosja kontra Ukraina: oto, kto wygrywa wojnę dronów (i jaka jest pozycja Zachodu)
Podobnie jak w falandze macedońskiej, pole bitwy znów stało się kombinacją natarcia frontalnego i uderzeń bocznych, tym razem powierzanych dronom, a nie hoplitom.
https://www.repubblica.it/esteri/rubriche/la-sottile-linea-rossa/2026/04/23/news/russia_ucraina_chi_sta_vincendo_guerra_dei_droni_falange_macedone-425301328/?ref=RHLF-BG-P3-S2-T1-s2033
Pamiętacie macedońską falangę? Manewr, który uczynił armię Aleksandra niezwyciężoną, doczekał się ostatecznego momentu, w którym formacja najeżona włóczniami stała się czymś w rodzaju kowadła, podczas gdy inne formacje uderzały wroga od tyłu niczym młot. Cóż, nowa taktyka, którą siły rosyjskie eksperymentowały zeszłego lata, przywodziła na myśl stare ilustracje falangi, z jedną zasadniczą różnicą: generałowie Kremla chcą osiągnąć ten sam rezultat, zastępując hoplitów dronami. W swoim teście – szczegółowo opisanym na Substack przez Roba Lee i Dmytro Putiatę – rozmieścili podwójną osłonę maszyn latających: pierwszą linię o długości pięciu kilometrów, składającą się z quadrocopterów i dronów zrzucających bomby; drugą linię z uzbrojeniem dalekiego zasięgu o zasięgu do 25 kilometrów lub większym.
Za murem dronów posuwał się oddział liczący ponad dziesięć tysięcy żołnierzy różnych specjalności, którzy dziennie wypuszczali na przeciwników cztery tysiące dronów szturmowych. W rzeczywistości hipotetyczny schemat walki jest znacznie bardziej złożony, a to porównanie z przeszłością prawdopodobnie wywoła dezaprobatę ekspertów. Pomaga to jednak wizualizować „dronizację” pola bitwy i nasuwa pytanie: kto wygrywa wojnę robotów – Kijów czy Moskwa?
Wszyscy mówią o zdumiewającym postępie Ukrainy w tym sektorze, o jakości i tempie innowacji niespotykanym na Zachodzie: zaczynając od zera, w ciągu czterech lat zrewolucjonizowali podręczniki wojskowe i osiągnęli niezwykłe rezultaty. Ale teraz przewagę zyskują drony Putina.
Rosjanie początkowo reagowali powoli. Przyjęli na siebie ciężar ukraińskich ataków, zarówno z małych quadrocopterów montowanych przez kolektywy cywilne, jak i ze zdalnie sterowanych samolotów wystrzeliwanych w głąb fabryk. Zamiast jednak kopiować broń Kijowa, opracowali własny, koncepcyjnie odmienny program: swego rodzaju „ruch skoczka”, inspirowany strategiczną kulturą szachów. Najpierw sięgnęli po Szahedy dostarczane przez Iran; następnie udoskonalili je i produkowali w coraz większych ilościach pod nazwą Geran: fabryka w Ałabudze w autonomicznej republice Tatarstanu dostarcza obecnie 5500 sztuk miesięcznie. Są one stale udoskonalane: najnowszy wariant ma silnik turboodrzutowy i system sztucznej inteligencji, dzięki czemu jest zasadniczo identyczny z pociskiem manewrującym. Ich inżynierowie wynaleźli quadrocoptery pilotowane światłowodami, odporne na środki przeciwdziałania elektronicznego, zwiększające zasięg do ponad czterdziestu kilometrów i, co najważniejsze, zbudowali ich tysiące.
To jest główna różnica: Ukraińcy mają dziesiątki małych i średnich firm produkujących różne modele; Rosjanie wybierają jeden i produkują go na dużą skalę. I wydaje się, że unikają błędów epoki sowieckiej: te centra przemysłowe są wynikiem ciągłego procesu rozwoju technologicznego, realizowanego z udziałem instytucji naukowych i uniwersyteckich, a także znacznego wkładu Chin.
Transformację tę prowadzi człowiek, którego Władimir Putin mianował szefem Ministerstwa Obrony w maju 2024 r.: Andriej Biełousow, ekonomista, który nie wie nic o armiach, ale tworzy imponujący przemysł zbrojeniowy. Biełousow nie ma nic do powiedzenia w kwestii nominacji generałów ani bitew: dba o to, aby wojska miały najlepszy sprzęt. Drugim elementem, na którym skupia się Moskwa, są mężczyźni, a raczej chłopcy, ponieważ wszyscy mają po dwadzieścia kilka lat: najbardziej obiecujący młodzi ludzie są wybierani ze szkół średnich i uniwersytetów, starannie szkoleni przez okres co najmniej sześciu miesięcy i umieszczani w elitarnych jednostkach dronów. Według niektórych plotek, do 2030 r. Rosjanie planują mieć siłę roboczą liczącą 150.000 żołnierzy dedykowanych do obsługi robotów powietrznych, lądowych i morskich.
Rozumiem, że te rozważania prowadzą do kolejnego pytania: skoro dysponują wszystkimi tymi możliwościami, dlaczego nie mogą pokonać Kijowa? Po pierwsze, dlatego, że Ukraińcy mają upór i determinację, połączone z niezwykłą taktyką. Po drugie, musimy wziąć pod uwagę, że cele wyznaczone przez Kreml – całkowita okupacja Donbasu – wiążą się z powolną i krwawą walką od domu do domu o zdobycie miast-twierdz. Co więcej, rosyjskie jednostki składają się niemal wyłącznie z ochotników, których przyciągają niezwykle wysokie zarobki i którzy często trafiają na front już po trzech tygodniach szkolenia. Wreszcie, kompleksowa zmiana w armii, zaczynając od mentalności oficerów, zajmuje dużo czasu. Niektórzy analitycy uważają, że Putin nie inwestuje wszystkich swoich zasobów w konflikt ukraiński: stawiają hipotezę, że część personelu i najnowocześniejszych pojazdów opancerzonych jest zatrzymywana w ramach przygotowań do przyszłego konfliktu w Europie. Nie dotyczy to jednak dronów: cała produkcja jest rzucana na Ukrainę, a w samym marcu wystrzelono ponad sześć tysięcy samolotów Szahid-Geran.
Ta zmiana została zignorowana przez najwyższe kierownictwo NATO. Irańskie ataki na bazy amerykańskie w Zatoce Perskiej, pozbawiające je skutecznej obrony, świadczą o tym, że Zachód pozostaje w tyle w dziedzinie „dronizacji”. Dopiero wczoraj Berlin podpisał wielomiliardowy kontrakt na masowy zakup zaawansowanych latających bomb Rheinmetall. Administracja Trumpa zamierza przeznaczyć oszałamiającą kwotę siedemdziesięciu miliardów dolarów na zakup dronów i broni przeciwdronowej. Wyścig zbrojeń robotów wkrótce się zaostrzy.

Pałeczka dowodzenia: ostatnia nadzieja Libanu
Joseph Aoun to człowiek, który musi uratować Liban przed otchłanią. Generał, wybrany w zeszłym roku na prezydenta, stoi przed ekscytującą misją: zredukować i, jeśli to możliwe, rozbroić Hezbollah, aby kraj nie pogrążył się w nowej wojnie domowej. Musi to zrobić, podczas gdy armia izraelska dokonała inwazji na południe, grożąc osiedleniem się na obszarze za granicą, wcześniej okupowanym przez siły pokojowe ONZ. Generał pochodzi z rodziny chrześcijańskiej maronitów, pochodzącej z tego samego obszaru, gdzie starcia między szyickimi milicjami a izraelskimi czołgami zostały przerwane dopiero dzięki rozejmowi wynegocjowanemu przez USA. Aoun zaciągnął się w 1983 roku: w tamtym czasie armia była jedyną instytucją państwową na terenie spustoszonym przez ugrupowania zbrojne. W 1990 roku walczył w końcowej fazie konfliktu wewnętrznego, gdy jednostki lojalne generałowi Michelowi Aounowi – późniejszemu prezydentowi Republiki w latach 2016–2022, z którym nie jest spokrewniony – bezskutecznie próbowały odeprzeć siły powiązane z Damaszkiem. Po śmierci dowódcy Aoun objął dowództwo nad batalionem komandosów. Dwadzieścia pięć lat później, na czele armii, powstrzymał próby wkroczenia ISIS do Bejrutu. Teraz musi utrzymać jedność Kraju Cedrów, pogrążonego w głębokim kryzysie gospodarczym. „Żadna partia” – oświadczył wczoraj – „nie będzie mogła utrudniać wdrażania środków bezpieczeństwa ani podważać stabilności. Utrzymanie pokoju społecznego na tym etapie historii naszego kraju to nieprzekraczalna czerwona linia”. Naprawdę cienka czerwona linia, od której zależy przetrwanie Libanu. (…)


11.

VIDEO
https://www.repubblica.it/esteri/2026/04/23/video/iran_reza_pahlavi_imbrattato_berlino-425301466/?ref=RHRT-BG-P1-S1-T1-vd01
Reza Pahlawi, syn ostatniego szacha Iranu i przeciwnik obecnego reżimu irańskiego, został wysmarowany sosem pomidorowym w Berlinie po konferencji prasowej w Bundespressekonferenz (zrzeszeniu niemieckich i międzynarodowych dziennikarzy). Napastnik został zatrzymany przez ochronę, podczas gdy Pahlawi kontynuował marsz, nie okazując zdenerwowania.


12.

Jednego psychola mniej.
Ale – co było oczywiste – jednego idiotę zastąpił inny idiota, bo od dłuższego czasu wstęp do Pałacu Namiestnikowskiego ludziom normalnym jest zabroniony.


13.

Faszyści nie powinni stać ponad prawem.
https://tvn24.pl/polska/komisja-prawna-parlamentu-europejskiego-o-immunitetach-polskich-europoslow-st9012617


14.

https://wyborcza.pl/7,75968,32745381,czy-trzaskowski-zostanie-wygwizdany-na-paradzie-rownosci-i-co.html#s=S.TD-K.C-B.12-L.2.duzy
„Tchórz, bez kręgosłupa. Miękiszon” - tak o Rafale Trzaskowskim pisze Bart Staszewski, aktywista LGBT. I to pokazuje, że mimo iż sprawa tzw. transkrypcji małżeństw jednopłciowych może się wydawać niszowa, jest w stanie politycznie zaszkodzić Trzaskowskiemu i Koalicji Obywatelskiej.
Wydaje mi się, że Trzaskowski bezpowrotnie stracił głosy środowiska LGBT. "Tchórz bez kręgosłupa" - tak napisał o nim na platformie X (d. Twitter) Bart Staszewski, aktywista LGBT. To symboliczne, bo przed drugą turą wyborów prezydenta RP, Staszewski ostrzegał, że Karol Nawrocki oznacza regres w sprawie ustawy o związkach partnerskich.
I, nie wymieniając wprost nazwiska Trzaskowskiego, wyraźnie wskazał, że to konkurent Nawrockiego jest lepszym wyborem: "Mamy teraz szansę, by rok 2026 przyniósł nam coś innego. Prezydenta, który nie będzie się bał słowa »równość«. (...) Prezydenta, który nie powie: »to nie ludzie«, tylko stanie obok nas i powie: »jesteście u siebie«. To może nie jest kandydat marzeń, ale ma serce po właściwej stronie".
========
D.O. potwierdza, to, co od dawna utrzymuje: wydmuszka.
Ale na marginesie: Wyborcza dysponuje sporym zastępem dziennikarzy i media workerów, wyspecjalizowanych we wdeptywaniu w ziemię ludzi z demokratycznej strony politycznej. Redaktor Gruszczyński specjalizuje się w kopaniu Tuska, redaktor Mazzini postanowił zrobić Orbanka z Petera Magyara, a redaktor Wojtczuk z dużą satysfakcją skopał Trzaskowskiego.
Ta akcja walenia w polityków strony demokratycznej jest już na tyle potężna i długotrwała, że D.O., który nie znosi teorii spiskowych, zaczyna podejrzewać, że w tym szaleństwie jest metoda. Razemowa.



15.

https://wyborcza.biz/biznes/7,147743,32739943,mleko-tansze-niz-woda-maslo-tansze-niz-chleb-a-jajka-lidl.html
Masło znowu trafiło do polityki. "Za Tuska masło jest za złotówkę, za Kaczyńskiego musiałem płacić 9 zł!".
W serwisie X ostre przepychanki, jeśli chodzi o masło. Zwolennicy koalicji okładają się z jej przeciwnikami kostkami.
Tobiasz Bocheński, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, atakuje: "Wrócił Tusk, zniknęła praca. 6,1 proc. bezrobocia to dopiero początek".
Komentarze? Maślane. "Tak też uczysz swoje dzieci kłamać?! Masło też (tu określenie mocno nieparlamentarne pod adresem Bocheńskiego) drogie, co?! 0,99 gr, a za waszych rządów po 10 zł. Złodzieje (znów nieparlamentarnie)".


16.

D.O. nie wie, skąd się dowiedzieli… Któryś z Czytelników zauważył objawy i doniósł? Bo teraz już na każdej otwieranej stronie internetowej każą D.O. robić testy…


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga