DRUGI OBIEG
sobota, 11 kwietnia 2026

1.
Dawnych wspomnień czar...
Sobota więc bez polityki. Przegląda D.O. swoje stare posty i robi mu się rzewno. Tak niedawno miał jeszcze obie sprawne ręce i z upodobaniem pisał nimi - trudno to inaczej nazwać - jak literaturę. Jednak z punktu widzenia literackiego stukanie w klawiaturę daje lepsze rezultaty niż dyktowanie. Bardzo tego D.O. brakuje. Podejrzewa, że kiedy za parę lat poczyta swoje teksty z ostatnich miesięcy, to nie będzie ani dumny, ani zadowolony.
To jedno. Deugie, to, że mógł podróżować i napawać oczy tym, co dodaje mu energii twórczej. Teraz choróbska nie pozwalają. Może nie tyle choróbska, co brak powagi chirurgów. D.O. dostał komunikat, że na kolejną operację zostanie wezwany "po świętach". Ale nikt mu nie powiedział, po których. Takie tkwienie w zawieszeniu z bombą w środku, to żaden komfort. Z drugiej strony operacja to też żadna przyjemność. Może nie tyle sama operacja, co perspektywa spędzenia dłuższego czasu w sali pooperacyjnej, w szpitalu, w którym materace pamiętają gomółkę, a może nawet Piłsudskiego. Ale i tak są komfortowe w porównaniu z tymi, antyodleżynowymi, które znajdują się w sali pooperacyjnej i które poprzednim razem, w przeciągu niespełna dwóch dni, oczywiście spowodowały na plecach D.O. krwawe odleżyny. Goiło się tygodniami.
Nic to: takie jest życie i nie ma co rozpaczać, zwłaszcza że to w niczym nie pomaga. Ale chciałoby się, żeby mieć to już za sobą i spróbować wieźć w miarę normalne życie. Jakie jest normalne życie? Ano takie, jakie się D.O. śni! Może chodzić, biegać bez wysiłku, a właściwie frunąć między jednym postawieniem stopy na ziemi a drugim. I oczywiście może wszystko robić, może się sam ubierać, może gotować i może robić to, co robił od 50 lat, czyli pisać ładne teksty. Jest już w wieku, w którym nie musi nikogo słuchać, może robić i pisać, to na co ma ochotę, no a tu z tym pisaniem wcale nie jest najlepiej…


2.
A tymczasem już za kilka godzin, około 10:00, na portalu natemat.pl, ukaże się najnowszy odcinek cyklu "Allegro ma non  troppo".


3.
2 lata temu
1.
D.O. jest smutno, bo umarła najlepsza, najcieplejsza, najżyczliwsza gwiazda, jaką kiedykolwiek poznał: wielka aktorka i wielki człowiek Zofia Kucówna.
D.O. miał zaszczyt ją znać i wielbić. Za jego młodości była idolką, grała w najważniejszych przedstawieniach.
Już D.O. opisywał, jak to, pracując jako asystent literacki dyrektora w Teatrze Narodowym zaniemógł. Rano obudził go dzwonek do jego gomułkowskiego M3 z wielkiej płyty i na progu objawił się Adam Hanuszkiewicz, jej ówczesny mąż, z garnkiem ciepłej zupy: „Zosia dla ciebie ugotowała” – wyjaśnił.
Potem jakoś jej się odwdzięczyliśmy, kiedy zachorowała w Rzymie, w jakimś klasztorze zakonnic, gdzie przemieszkiwała, pielgrzymując, załatwiliśmy lekarza i lekarstwa.
Jakaż to była dobra osoba!
Agata Tuszyńska, przyjaciółka D.O. od czasu studiów, przyjaźniła sięz nią, odkąd D.O. pamięta.
Agato, wyrazy współczucia.

2.
Gdyby ta wspaniała gwiazda nie zaszła, to D.O. mógłby próbować określić swój stan ducha jako szczęście.
Ma ciepło, ma pięknie, ma błękit przechodzący w granatowy i to na dole i na górze, ma kolorowe kwiaty i krzewy, które ukochał, ma palmy, ma ostrygi po 1 euro i ośmiornice po 9. Ma smaki i zapachy, które są jego. Ma wreszcie Giovinazzo, miasteczko apulijskie, do którego stosunkowo niedawno trafił przypadkiem i które ukochał.
Znacie włoski? I wydaje wam się, że wiecie, że Giovinazzo znaczy tyle, co młokos?
A tu figę!
Jesteśmy wszak w Magna Grecia, Wielkiej Grecji okresu doryckiego. Więc niech was nie dziwi, że ta Giovinazzo to zwłoszczone „Jovis Natio”, bo tę osadę grecką założył ni mniej, ni więcej tylko to Perseusz, syn Jowisza. No i co wy na to?
Na Tabula Peutingeriana pod nazwą Natiolum.
A co to jest Tabula Peutingeriana – zapytacie?
To XII-wieczna kopia starożytnej rzymskiej mapy przedstawiającej szlaki drogowe Cesarstwa Rzymskiego, od Wysp Brytyjskich po region śródziemnomorski i od Bliskiego Wschodu po Indie i Azję Środkową.
Miasto, a raczej mała osada rybacka, była obiektem walk między Longobardami a Bizantyjczykami aż do podboju Normanów, kiedy to stała się ważnym normańskim castrum (zamkiem, twierdzą) pod panowaniem Roberta Guiscarda.
No a obszerne fragmenty owej twierdzy, a raczej to, co na tych fragmentach w nieco późniejszych wiekach wybudowano w wieku XIII, stoją tam do dziś, potężne, dumne i oczywiście wykorzystywane przez miejscowych na bed and breakfasty.

3.
Podróże samolotem są jak pobyt w szpitalu.
Nagle znajdujesz się, Człowieku, w całkowicie odmiennym środowisku, w którym jesteś nikim, w którym jesteś pozbawiony swojej osobowości, podmiotowości, a twoje nazwisko służy tylko do celów porządkowych.
Poddajesz się procedurom, których nie zaakceptowałbyś w żadnym „normalnym” środowisku, które cię otacza na co dzień.
D.O kilka razy w życiu latał Ryanairem i obiecał sobie, że więcej nie. Stopień odpodmiotowienia ciebie jest nie do przyjęcia, fotele – łoże madejowe było z pewnością wygodniejsze, przestrzeń życiowa jak w karcerze i to takim, w którym jesteś wyłącznie bankomatem, a nie człowiekiem.
D.O. wolał Wizzaira, ale już nie woli. Stał się Ryanairem, wypisz, wymaluj. Tylko drogim i oszukańczym: strona internetowa pokazuje ci sumę do zapłacenia, ale kiedy już wbijesz dane karty kredytowej, suma ta w magiczny sposób powiększa się o 20-30%. Być może gdzieś jest jakieś wytłumaczenie, dlaczego, ale D.O. nie znalazł. Może dlatego, że nie szukał, ale D.O. zajmuje się na co dzień czymś innym, a nie rozgryzaniem pułapek, w które wciskają cię dranie z linii samolotowych.
Na dodatek, jak D.O. wielokrotnie wspominał, ciąży nad nim przekleństwo. I tym razem, rząd przed nim, dwa rzędy przed nim po prawej i jeden rząd bezpośrednio za nim, zajęte były przez małe, ryczące w niebogłosy dzieci. Reszta samolotu była bezdzietna, a D.O. jak zwykle, trafił w epicentrum wrzasku.
I właściwie jedyna pozytywna rzecz w lotniskach i samolotach to ta, że można bezkarnie podpatrywać i podsłuchiwać wspólników w nieszczęściu. People watching – tego D.O. nauczył się kilkadziesiąt lat temu i znajduje tę czynność wspaniałym sposobem na zabijanie czasu.
A podsłuchiwanie… Obok D.O. siedziała podfruwajka w poprzecieranych jeansach. Podejrzewał D.O., że leciała pierwszy raz w życiu, a może po prostu pierwszy raz w życiu leciała sama. Była podniecona i rozkojarzona, nie potrafiła na niczym skupić uwagi. I, niedługo przed lądowaniem w Bari, podeszła do niej koleżanka:
- Wszystko w porządku? – zapytała.
- Tak, w porządku. Trochę nudno.
- Mam dla ciebie ciekawą książkę.
- Jaką?
- Nie mogę ci powiedzieć teraz.
Ale nie wytrzymała. D.O. siedział przy korytarzu, podfruwajka na środkowym (pożal się Boże!) fotelu. Po chwili wahania koleżanka pochyliła się nad głową D.O., który pilnie grzebał coś w telefonie i udawał, że go nie ma.
- To książka o tym, jak rozmawiać z mężczyznami – wyszeptała.
D.O. oczywiście ani drgnął, ale nie wyklucza, że uszy mu się nastawiły, jak wyżłowi.
- Ojoj, fajnie – odpowiedziała podfruwajka.
- No wiesz, taka ciekawa… jak pociągać za sznureczki, te właściwe…
- Super!
- Jest trochę archaiczna, bo napisana była w roku 2008, ale zobaczysz, że prawie wszystko się tam przydaje.
- To daj mi ją, jak tylko wylądujemy!
Brak dostępnego opisu zdjęcia.Jak by to powiedzieć? Nie, nie da się lepiej: właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Nel blu dipinto di blu.
Kto taki cwaniak i powie, gdzie na każdym z tych zdjęć kończy się morze, a zaczyna wszechświat?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.O, ten port właśnie, cudowny, jeden z niewielu, który nie kończy się nabrzeżem, pionową ścianą z betonu, który urywa morze i przemocą narzuca ziemię: tutaj morze przechodzi w ziemię łagodnie, a ziemia w morze równie łagodnie. I zielono od wodorostów, które wolą rosnąć poza wodą (podczas odpływu)

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
No więc D.O. zdecydowanie to lubi. Lubi gigantyczne i obłędnie pachnące glicynie, lubi palmy, zieloną trawę i błękitne niebo.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Bugenwilla czepia się płota, a z braku płota – czepia się ściany.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
„Łuk Trajana”, nazwany na cześć cesarza, który kazał wzmocnić mury obronne miasta, jest jedną ze starożytnych bram wioski: ma dwa ostrołukowe łuki na kapitelach wsparte na czterech kamiennych kolumnach Via Trajana (która to droga jednak nie przechodziła przez tę osadę).

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wieża Aragońska, zwana w miejscowej gwarze u tammurre. Po włosku byłoby "il tamburo" - bęben.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
D.O z zazdrością patrzył na tego psa, który oszalał z radości na widok morza: wskoczył doń, grzebał łapami, pakował pysk do solanki, a potem prychał. Czyż może być pełniejszy obraz szczęścia? D.O. o mały włos nie poszedł w jego ślady.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A potem mówicie, że De Chirico sobie wymyślał…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Sklepik z dewocjonaliami i literaturą religijną vis-a-vis konkatedry.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Konkatedra Santa Maria Assunta, zbudowana w 1113 roku w stylu romańsko-apulijskim, z elementami normańskimi i orientalnymi; konsekrowana w 1283 r. Przebudowano ją w 1747 r., zachowując jednak ostrołukowy portal po prawej stronie i piękną część absydy, zamkniętą pomiędzy dwiema dzwonnicami Znajdują się wzdłuż długiej nawy budowli, coś niezwykłego!); wewnątrz, przekształcona (niestety!) w okresie późnego baroku,

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ojojoj! Jak D.O. lubi się po takich zaułach plątać!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Po lewej uliczka, po prawej kościół Santa Maria di Costantinopoli, zbudowany w 1528 roku na miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się dawna siedziba szlachty. W kościele znajduje się piękna rozeta, a poniżej, w dużej niszy, mamucia statua św. Krzysztofa, dzieło miejscowego rzeźbiarza Antonio Altieriego.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ale zawsze kolorowo jest wśród nas!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.No więc na przystawkę była sałatka z owoców morza, a potem cartoccio z owoców morza. I kieliszeczek czerwonego wina amabile z Murgi. To Włochy, więc żaden policjant nie miałby do D.O. żalu za tę ociupinkę wina we krwi. W Polsce D.O. nigdy nie siądzie za kierownicę nawet po łyku wina, a we Włoszech – owszem. Ale to nie znaczy, że nie jest odpowiedzialny: na stare lata wie doskonale, kiedy może, a kiedy nie może. A kilka łyków wina, może 50, może 70 ml, z 11 stopniami alkoholu


4.
2 lata temu
1.
Może frywolne głupstewka D.O. poprawią ci, Czytelniku, smak goryczy w ustach.
A może tylko zirytują, że D.O. tu o pięknotkach opowiada, a tu larum grają?
D.O. jest kryty, D.O. mówił pisał, apelował.
Bo w polityce wyższością moralną można sobie…

2.
Z tą Apulią to jest tak, że to pierwsza, no, prawie pierwsza miłość D.O. i późna miłość.
Bo przyjaciele zabrali go do Apulii na camping w dalekim 1979 roku z malutką, nieco ponad dwuletnią córeczką, wiele się nie naoglądał, ale to co widział było porywające.
Potem było ze 40 lat przerwy, aż D.O wrócił. Raz, drugi, trzeci. Za każdym razem uczucie rosło. Bo to i włoskie, i greckie, bo aragońskie i normańskie, trochę arabskie i trochę afrykańskie, ale przede wszystkim – bardzo, ale to bardzo śródziemnomorskie.

3.
Ale tym razem… Tym razem to D.O. jest przewodnikiem swojej Żony. Bo ona NIGDY dotąd w Apulii nie była.
Więc oczywiście bardzo D.O. zależy, żeby jej się spodobało. Na początek przepędził ją zaułkami Giovinazzo, dziś kilometry i kilometry po starym mieście w Bari, a na podwieczorek – pocztówkowe Polignano al Mare. Jedzonka, kawy i lody w najlepszym (ale nie najdroższym) wydaniu.
Czy jej się podoba?
A widzieliście kiedyś Sfinksa?
Albo uśmieszek Giocondy?

4.
W każdym razie D.O. Apulii od tej strony nie znał, bo bywał poza sezonem turystycznym.
Niby kwiecień też nie high season – powiecie – ale nie będziecie mieli racji, tak, jak racji nie miał D.O.
Na głównych, wąziutkich uliczkach Bari, Giovinazzo i Polignano – pandemonium! Jak w najgorszych miesiącach między Ponte Rialto a Piazza San Marco w Wenecji. Człek przy człeku, przy czym ogromna większość owych człeków to Włosi, więc chodzą, stają i siadają zupełnie anarchistycznie. Kiedy jest jakieś wąskie przejście – wtedy mur beton stanie w nim grupka pań lub panów Włoszek i Włochów i je kompletnie zablokują, bo co tam inni!
Skąd oni się wszyscy tam wzięli?
Żona D.O. wytłumaczyła: pierwsze ciepłe dni po zimie, weekendy kwietniowe, to nagromadzona tęsknota za słońcem, morzem i zaułkami, obejmującymi, chroniącymi przed słońcem, morskimi wichrami, a często nawet deszczem – musi znaleźć ujście. I znalazło.
Bóg z nimi, ale trochę przyjemności ze znalezienia się w magicznych miejscach tłumy odejmują.
Ale w sumie – D.O. jest szczęśliwy.
Chociaż wszystko go boli: nogi, stopy, krzyże, kark i co tam jeszcze D.O. na zewnątrz i w środku ma.

5. No i niby D.O. wiedział, ale kiedy zszedł z uliczek „turystycznych” i trafiał w zaułki znane tylko miejscowym i ci miejscowi zaczynali ze sobą rozmawiać w miejscowym dialekcie, to D.O. nie rozumiał ani słowa. Ani, ani. Nawet o czym ci państwo rozmawiali donośnymi głosami. Zero, nul, nada.
Więc na pytanie: „czy znasz włoski”? Musi znowu odpowiedzieć: „ani w ząb”.
Ahoj.
Jutro kolejne perełki, może tłumy rozejdą się po kościach, tj. wrócą do pracy.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.To mogłaby być dla ciebie, Czytelniku, zagadka, ale z tych banalnie łatwych, skoro jesteśmy w Bari: jak się nazywa ten rodzaj pasty, nierozłącznie związany z Apulią, jak wódka i zakąska z Polską?
Tutaj tricolore, a więc w barwach narodowych Italii.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Zaułki są zaułkami, dlatego, że są puste, a jakie to zaułki, kiedy wypełniają je tłumy, jak bita śmietana rurki?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.A jak się jest w Apulii, to zaułek i knajpeczka stają się nierozłączkami.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Turyści stanowili w niedzielę większość, ale przy „odwiecznych” sklepikach dla tutejszych miejscowi zawsze mają o czym pogadać.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Ale, jak zejść ze szlaku między bazyliką świętego Mikołaja a katedrą, tj. omijać Strada del Carmine, , to trafiają się jeszcze zaułki prawdziwe. Ale jakie kolorowe w palącym, kwietniowym słońcu śródziemnomorskim.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Świat jakiś bardziej kolorowy, nieprawdaż? Piazza Mercantile, na zdjęciu niżej, jeszcze pusta, choć południe minęło. Pusta, bo knajpki – a jest ich tam kilkanaście – zaczynają wpuszczać klientów później: niektóre o 12.30, inne o 13.
A 13, trzeba ci, Czytelniku, wiedzieć, to dla Włocha Święta Pora Obiadowa.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.D.O. uwielbia różnorodność, a tej na ulicach i placach Bari nie brakuje. Na balkonach też.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Napis nad drzwiami na zdjęciu z lewej, głosi: Kościół Chrześcijański Ewangeliczny. Hmmm. No, ale zasadniczo, wszystkie drogi i zaułki prowadzą do jakiegoś kościoła, obowiązkowo bardzo starego i bardzo zabytkowego.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.No, ale najważniejszy, to oczywiście bazylika świętego Mikołaja, czczona zwłaszcza przez prawosławnych. Zawsze oblegana przez Rosjan, teraz nie, bo napadli na Ukrainę i muszą zadowolić się Cyrylem i jego metodami.
No, a jeśli chodzi o katolików, to… Sobór Watykański II orzekł, że nigdy nie istniał, ale katolikom to zupełnie nie przeszkadza czcić świętego, jak i tobie, Czytelniku, przebierać się na Wigilię za świętego Mikołaja, ani tobie, Czytelniczko, przyjmować prezenty na mikołajki.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.A i ten święty Mikołaj, którego posąg stoi u wejścia bazyliki jego imienia, to nie byle jaka sensacja. Bo święty Mikołaj jest …czarnoskóry! Czarna twarz, czarne ręce. Gdyby to nasi naziole wiedzieli, to od razu zrobiliby się mniej pobożni!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Kandinsky? Klee? Arp?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.A to obiecane pocztówki z Polignano al Mare. D.O. lubić!
Z tym, że tłum był dziki, najdzikszy! Władze miasteczka pozamykały ulice w centrum i trzeba było, góry i wądoły, drałować parę kilometrów, żeby to cudo zobaczyć.
Polaków moc.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A to jedzonko: krem z młodego bobu z liśćmi baby-szpinaku i panierowanymi krewetkami królewskimi.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A tak się podaje filet z dorady

Brak dostępnego opisu zdjęcia.No, a to… To D.O. odesłał do kuchni, bo było upiornie słone.


5.
2 lata temu
1.
Po kilku intensywnych dniach i kaskadzie wrażeń, państwo D.O.stwo przeszli w tryb emerycki. Spokojne cornetto i cappuccino na Piazza Vittorio Emanuele II w Giovinazzo, niespieszny spacer po starym mieście w Bari. Tłok może nie taki, jak w niedzielę, ale nadal spory, jednak Ryanair i Wizz robią miastu robotę. Mnóstwo Polaków.
Caffè i aperitivo z przymrużonymi oczami w pełnym słońcu na Piazza Mercantile, people watching, spacerek deptakiem handlowym, ławeczka pod palmami, obiadek… Lekki tym razem, emeryckie żołądki wyraźnie informowały, że nie wypada się już statecznym staruszkom zachłystywać owocami morza na śniadanie, obiad i kolację.
Poobiednia drzemka w numerze, a potem centrum handlowe, bo damskie buty były urgently needed.
I D.O., człowiek małej wiary, musiał odszczekać: buty się znalazły, świetne, bardzo markowe, w outlecie, za mniej niż połowę oryginalnej ceny! Żona szczęśliwa – szczęśliwy D.O.

2.
Z hotelami zawsze jest loteria, ale we Włoszech gra się na pewniaka: zawsze czeka cię rozczarowanie. Z naszym hotelem pod Giovinazzo od początku były kłopoty i handryczenie się. Sam hotel kilkaset metrów od morza, ale ma apartamenty w willach czterorodzinnych nad samym morzem. Więc my – apartament. Ale do morza dojścia nie ma, jeszcze nie sezon, bramy na łańcuchy i kłódki, portier spod szlabanu mówi, że przecież możemy dookoła, będzie nie więcej niż kilometr. A my od morza 50 metrów. I ten kilometr w kurzu polnej drogi, wśród zwałów jakichś odpadów.
Apartament jest, jest kuchenka, ale ani jednego sztućca, talerza, szklanki – zero. „Przecież było napisane, że za dodatkową opłatą” - mówi niegrzeczna recepcjonistka.
Ale to nic: ściany w naszym „apartamencie” są z papieru, nawet nie kartonu: z cieniutkiego pergaminu muszą być, bo słychać dosłownie wszystko, co dzieje się u sąsiadów.
Ona – excusez le mot – drze mordę od rana do późnego wieczora. Nie potrafi mówić normalnie: krzyczy: na partnera – trusię, na dziecko dziesięcioletnie, do telefonu, krzyczy i krzyczy i to takim knajackim głosem i knajackim słownikiem, z jakiegoś skrajnego marginesu społecznego. Borze zielony, cóż to za nieszczęście trafić w życiu na takie babsko – potwora.
Państwo D.O.stwo dają z „apartamentu” dyla z rana i starają się wrócić jak najpóźniej, żeby nie wsłuchiwać się w ten nieznośny jazgot.

3.
Dzisiaj na szczęście zmiana szerokości geograficznej i co za tym idzie hotelu. Jedziemy na południe, zobaczyć, jak wygląda podbicie obcasa włoskiego kozaczka. D.O. był tam raz i zakochał się w tym miasteczku. Hotel tym razem rzeczywiście nad samym morzem, nad zatoką, może będzie lepszy. D.O. będzie woził Żonę tym, co uważa za jedną z najpiękniejszych nadmorskich dróg Europy, a sporo ich zjeździł, bo go zawsze do morza ciągnęło.
Może po drodze uda się wskoczyć do Alberobello, pokazać Żonie trulli. Bo zna je tylko, jak i ty, Czytelniku, ze zdjęć, jakie D.O. robił podczas dwóch poprzednich pobytów.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.Niespieszny spacer zawsze czarodziejskimi zaułkami Bari.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Piesy baryjskie w symbiozie z zaułkami

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Zaułki, placuszki, aleje Bari

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Gdyby ktoś chciał się umocnić w swoim antysemityzmie, to może wstąpić do księgarni: są tam wydzielone stoliki z dokładnym wytłumaczeniem, dlaczego Izraelczycy są źli, a Palestyńczycy – dobrzy.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.A to outlet taki


6.

Kim jest Péter Magyar, człowiek prowadzący sondaże na Węgrzech przygotowujących się do wyborów?
Były zwolennik Viktora Orbána i jego partia Tisza (Cisa po polsku, jak rzeka) cieszą się błyskawicznym wzrostem poparcia w miarę rozwoju ruchu opozycyjnego
https://www.theguardian.com/world/2026/apr/10/peter-magyar-leading-polls-hungary-election-tisza-opposition
Dorastając w Budapeszcie, Péter Magyar miał nad łóżkiem plakat Viktora Orbána – wówczas czołowej postaci ruchu prodemokratycznego w kraju. Orbán był jedną z kilku postaci politycznych, które zdobiły jego sypialnię, powiedział Magyar w podcaście w zeszłym roku, dając do zrozumienia, że ekscytuje się zmianami, jakie ogarnęły kraj po upadku komunizmu.
Teraz 45-letni Magyar jest siłą napędową tego, co może okazać się kolejną doniosłym wydarzeniem politycznym na Węgrzech: odsunięciem Orbána, którego 16 lat u władzy zamieniło kraj w „płytkę Petriego dla nieliberalizmu”.
Niewielu mogło przewidzieć błyskawiczny wzrost popularności Magyara i jego partii Cisa. „Zbudował ruch opozycyjny w niesamowitym tempie” – powiedział Gábor Győri z Policy Solutions, budapeszteńskiego instytutu badań politycznych. „Nigdy w historii Węgier po transformacji nie widzieliśmy tak szybkiego wzrostu popularności partii”.
Rozmowy z osobami znającymi Magyara często przeplatają się z podziwem i antypatią. Wielu chwali ogromny ruch, jaki zbudował i dyscyplinę, jaką wykazał, przemierzając kraj, wygłaszając do sześciu przemówień dziennie, a jednocześnie opisuje go jako osobę porywczą i o agresywnym stylu.
Inni uważają go za idealnego kandydata do tak ważnej chwili. „Myślę, że jak wszyscy politycy, potrafi być trudną osobą” – powiedział Tamás Topolánszky, filmowiec, który był członkiem zespołu, który przez ostatnie 18 miesięcy śledził losy Magyara, tworząc film o szerszych zmianach zachodzących w społeczeństwie węgierskim.
Topolánszky opisał Magyara jako osobę autentyczną i pełną pasji, ale też osobę, która czasami bywała niecierpliwa. „Myślę, że my, Węgrzy, uważamy to za coś, co było konieczne, abyśmy dotarli do tego punktu”.
Zza obiektywu Topolánszky śledził Magyara, który zaczął pojawiać się we wsiach i miasteczkach na terenie całych Węgier, stopniowo osłabiając apatię, która od dawna charakteryzowała węgierską politykę. „Energia tych wieców była czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem” – powiedział.
Do wyjątkowego wzrostu popularności Magyara przyczyniają się jego głębokie powiązania z partią Fidesz Orbána. Większość życia spędził, obracając się w jej elitarnym kręgu. Wśród jego bliskich przyjaciół byli Gergely Gulyás, szef sztabu Orbána, a w 2006 roku Magyar poślubił Judit Vargę, byłą minister sprawiedliwości Fideszu. Pełnił funkcję węgierskiego dyplomaty w Brukseli i zajmował wysokie stanowiska w organach państwowych.
Magyar znalazł się w centrum uwagi w 2024 roku, gdy wyszło na jaw, że rząd Orbána – który przez lata budował swoją markę na obronie rodzin chrześcijańskich i ochronie dzieci – ułaskawił mężczyznę skazanego za pomoc w tuszowaniu skandalu związanego z wykorzystywaniem seksualnym w domu dziecka. Varga, która była wówczas byłą żoną Magyara, zrezygnowała ze stanowiska wraz z prezydentką Węgier Katalin Novák.
Magyar odpowiedział na tę wiadomość zamieszczonym w mediach społecznościowych ostrym wpisem, w którym oskarżył przedstawicieli Fideszu o robienie z dwóch kobiet kozłów ofiarnych, lub jak sam napisał: „ukrywanie się za damskimi spódnicami”.
Następnie zabrał głos, wstrząsając węgierskim społeczeństwem jako prominentny insider, który teraz obnaża działanie tego, co określił jako zgniły system. Według Magyara, Fidesz był „produktem politycznym”, który został sprzedany obywatelom, podczas gdy urzędnicy powiększali swoją władzę i bogactwo kosztem zwykłych Węgrów.
Przesłanie odbiło się szerokim echem, docierając do wielu mieszkańców kraju, którzy zmagali się z rosnącymi kosztami utrzymania, słabnącymi usługami publicznymi i od dawna niepodwyższanymi pensjami. Po tym, jak w marcu 2024 roku na proteście zorganizowanym przez Magyara pojawiło się około 35 000 osób, zainicjował on swój ruch.
Choć jego status byłego członka Fideszu przykuł uwagę opinii publicznej, okazał się on skomplikowany dla jego nowego życia politycznego. W filmie dokumentalnym Topolánszky'ego „Wiosenny wiatr” Magyar został zapytany: „Z kim się teraz przyjaźnisz?”. Po chwili odpowiedział: „To dobre pytanie. Trudno powiedzieć, czy w takiej sytuacji ma się prawdziwych przyjaciół”.
Podczas gdy wielu w kraju entuzjastycznie popiera Magyara i jego partię Tisza, część jego własnych wyborców nadal odnosi się do niego sceptycznie.
„Magyar nie jest święty, ale Fidesz musi odejść” – powiedziała 33-letnia Anita, wyprowadzając psa na spacer w parku w Kecskemét, małym miasteczku około 80 kilometrów na południe od Budapesztu. Przyznała, że głosowanie na Cisę było ryzykowne, zrodzone z desperackiej nadziei, że Magyar okaże się fundamentalnie inny niż pozostali członkowie Fideszu.
Ale nie widziała innego wyjścia, powiedziała, biorąc pod uwagę szerzącą się korupcję, która doprowadziła do tego, że kraj stał się najbardziej skorumpowany w UE, zagarniając fundusze na usługi publiczne i pozostawiając zwykłych Węgrów, takich jak ona, z trudem wiążących koniec z końcem. „Wszystko jest lepsze niż ta cicha śmierć”, powiedziała.
Topolánszky uważa nietypowe pochodzenie Magyara za atut, ponieważ czyni go osobą bliską w kraju, w którym głęboki wpływ rządu na lokalną politykę, kulturę i uniwersytety sprawił, że wielu boi się mówić otwarcie. „To człowiek z wewnątrz, który zrezygnował ze wszystkiego – wszystkich korzyści – płynących z poparcia Fideszu” – powiedział filmowiec.
Pomimo ponad dwóch lat kampanii i 240-stronicowego manifestu wyborczego, szczegóły dotyczące tego, co dokładnie zrobi Magyar, jeśli zdobędzie władzę, pozostają niejasne. Wiele z tego jest celowe: prowadził on spójną kampanię, trzymając się przekazu, starając się jednocześnie unikać dostarczania pożywki dla około 80% węgierskich mediów kontrolowanych przez zwolenników Fideszu.
„To bardzo czarny koń” – powiedziała Győri. „Niewiele o nim wiemy”.
Z wyjątkiem kwestii migracji, w której zapowiedział bardziej stanowcze podejście niż Orbán i wycofanie programu dla pracowników gościnnych, Magyar zobowiązał się do wyeliminowania wielu najbardziej problematycznych elementów programu Orbána.
Obiecał przywrócić demokratyczne mechanizmy kontroli i równowagi, naprawić relacje z UE, aby odblokować zamrożone fundusze unijne, oraz rozprawić się z korupcją. Obiecał położyć kres zależności od rosyjskiej energii do 2035 roku, dążąc jednocześnie do „pragmatycznych relacji” z Moskwą.
Jeśli chodzi o Ukrainę, Magyar nadal sprzeciwiałby się wysyłaniu broni do tego kraju i przyspieszenia akcesji Kijowa do UE. Mimo to, niewiele potrzeba, aby zresetować relacje Węgier z UE, powiedziała Győri. „Myślę, że ludzie nie doceniają tego, że jeśli Węgry przestaną wetować kluczowe działania UE w Radzie Europejskiej, będzie to przełom” – powiedział. „Nie trzeba, żeby Péter Magyar mówił otwarcie: »Jesteśmy entuzjastycznie nastawieni do pomocy Ukrainie czy do wszystkiego, co robi UE«”.
Jeśli chodzi o inne kluczowe kwestie, takie jak starania Orbána i jego rządu o zakaz organizacji Parady Równości, Magyar unikał tematu. „A więc kwestii mniejszości seksualnych i płciowych po prostu go nie porusza” – powiedziała Győri. „Wszyscy zakładają, że będzie w tych kwestiach znacznie bardziej przyjazny niż rząd Fideszu, i prawdopodobnie to prawda, ale on po prostu o nich nie mówi. To spekulacja”.
Nad kampanią wisi pytanie, co realnie byłby w stanie zrobić rząd pod wodzą Tiszy, gdyby wygrał wybory. Podczas 16 lat rządów Fideszu partia ta zgromadziła wokół siebie zwolenników w państwie, mediach i sądownictwie; ich reakcja na potencjalną zmianę rządu pozostaje niepewna.
A do zmiany konstytucji i kluczowych ustaw potrzebna jest większość dwóch trzecich, co oznacza, że możliwości Tiszy w zakresie zmiany Węgier mogą być ograniczone, jeśli partia wygra, ale nie uzyska większości kwalifikowanej.
Mimo wszystko, Węgrzy licznie zjednoczyli się wokół Magyara, powiedział Ákos Hadházy, węgierski poseł niezależny i wieloletni krytyk Orbána. Dla wielu w kraju Magyar – ze wszystkimi jego wadami – był teraz najlepszą nadzieją na odwrócenie głębokich zmian wprowadzonych przez Orbána i jego partię Fidesz.
„Jeśli chodzi o Pétera Magyara, pojawiają się zarówno znaki zapytania, jak i wykrzykniki” – powiedział. „Ale społeczeństwo węgierskie to zaakceptowało”.


7.

https://wyborcza.pl/7,75398,32720509,efektu-czarnka-nie-widac-ko-zwieksza-przewage-nad-pis-i-konfederacjami.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.1.duzy


8.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga