DRUGI OBIEG
Sobota, 4 kwietnia 2026

1.
No i nie było „Allegro ma non troppo”, ani na portalu natemat.pl ani na YouTubie. Znaczy, że Redakcja zdecydowała opublikować go jak zwykle w sobotę, chociaż ładnie by było z jej strony, gdyby D.O. zawiadomiła o zmianie planów.
No, nic, co się odwlecze to nie uciecze chociaż jest tam sporo o Wielkim Piątku.
No dobrze, teraz już oficjalnie: jest wiosna. W ciągu nocy z czwartku na piątek wybuchły kwieciem białym i fioletowym setki drzew na trasach, po których poruszał się D.O., który od samego rana miał mnóstwo różnych zajęć. Jednym z nich było półtoragodzinne oczekiwanie na wyjście Żony od dentysty, ale sobie to wynagrodził bardzo przyjemnym obiadkiem, podczas którego Żona, najwyraźniej w poczuciu winy, bardzo liberalnie podeszła do zjadanych przez D.O. potraw więc D.O. sobie użył. Użył sobie mianowicie kremem z pomidorów, który, robiony przez Włocha, nie ma nic wspólnego z polską zupą pomidorową a następnie risotto z prawdziwkami i kawałkami pieczonej, surowej kiełbasy włoskiej. Ale to wszystko nic, wobec deseru, bo tam, gdzie państwo D.O.stwo spożywali obiad jest gość, Włoch oczywiście, który robi fenomenalne zabaglione na marsali na ciepło. Warto było czekać.

D.O. ma zamiar odpocząć w te święta, rozważa nawet rezygnację z pisania codziennego Drugiego Obiegu na okres świąteczny, no chyba że wydarzy się coś nadzwyczajnego lub inspirującego. A tymczasem już teraz chcę dać Czytelnikom odpocząć od tematyki politycznej i zajęcie się lekturą, może niekoniecznie łatwą i przyjemną, ale nie babrającą się w politycznym szambie.


2.

Pierwsza Wielkanoc papieża Leona XIV: co katolicy sądzą o nowym papieżu po roku jego urzędowania?
Niektórzy chcieliby, aby Leon zabierał głos w sprawie konfliktów na świecie, ale inni twierdzą, że wykorzystuje swoje wpływy dyskretnie
https://www.theguardian.com/world/2026/apr/03/pope-leos-first-easter-one-year-in-what-do-catholics-think-of-the-new-pontiff
W związku z tym, że Leon XIV obchodził swoją inauguracyjną katedrę papieską, prawie rok po śmierci swojego poprzednika, niektórzy katolicy wciąż próbują ustalić, jakim właściwie jest papieżem.
Święto to – najważniejsze w kalendarzu kościelnym – przypada na czas wojny na Bliskim Wschodzie, wywołanej amerykańsko-izraelskimi atakami na Iran.
Leon, w porównaniu z charyzmatycznym, lecz często pochopnym i wywołującym podziały Franciszkiem, jes człowiekiem łagodnym i dyplomatycznym. Niejednokrotnie pośrednio skrytykował działania prezydenta USA Donalda Trumpa i premiera Izraela Benjamina Netanjahu, a w Niedzielę Palmową wygłosił swoje najostrzejsze jak dotąd potępienie, mówiąc, że Bóg ignoruje modlitwy przywódców z „rękami pełnymi krwi”.
Papieże rzadko krytykują światowych przywódców z imienia i nazwiska, a zamiast tego ostro krytykują ich politykę. We wtorek Leon wymienił nazwisko Trumpa, mówiąc dziennikarzom, że ma nadzieję, iż prezydent USA znajdzie „drogę ucieczki” do zakończenia wojny w Iranie.
Mimo to niektórzy katolicy liczą na bardziej jednoznaczne rozliczenie moralne ze strony papieża.
„Chciałabym, żeby mówił głośniej o tym, co dzieje się na świecie, jesteśmy w takim chaosie” – powiedziała Joanne Coleman, nauczycielka religii z Irlandii. Przemawiając podczas audiencji generalnej papieża na placu Świętego Piotra w środę rano, dodała: „Uważam, że to dobry człowiek z dobrymi intencjami, ale musi mówić głośniej, zwłaszcza w obliczu Trumpa”.
Gabriele, który pracuje w sklepie z pamiątkami na rogu placu, zgadza się. „Ludzie mówią, żeby dać mu czas, ale teraz nie czas na nieśmiałość. Przecież to Amerykanin, na litość boską – myślałam, że powinni być bardziej bezpośredni?”
Franciszek często potępiał politykę Trumpa w kwestiach takich jak imigracja czy kryzys klimatyczny. Zerwał też stosunki Watykanu z Izraelem po ostrej krytyce wojny w Strefie Gazy.
W miesiącach poprzedzających wybór na papieża, gdy był kardynałem Robertem Prevostem, Leon nie krył swojej niechęci do polityki rządu Trumpa, krytykując w mediach społecznościowych plany imigracyjne i deportacyjne oraz udostępniając artykuł opublikowany w National Catholic Reporter zatytułowany „JD Vance się myli: Jezus nie żąda od nas, abyśmy stawiali miłość do innych na pierwszym miejscu”, po tym jak wiceprezydent USA stwierdził, że chrześcijańska koncepcja miłości polega na stawianiu rodziny ponad innymi.
Doprowadziło to do oczekiwania, że Leon będzie tak samo otwarty publicznie jak Franciszek, jednak szybko postawiono na dyplomację: Vance i Marco Rubio, sekretarz stanu USA, zostali przyjęci w Watykanie dwa tygodnie po wyborze Leona.
Iacopo Scaramuzzi, watykański korespondent gazety La Repubblica, stwierdził, że Leon jes osobą „pragmatyczną”, której strategia „opiera się nie na brzmieniu słów, ale na skuteczności działań”. Zwrócił uwagę na działającą za kulisami rolę Watykanu jako mediatora w Wenezueli i na Kubie oraz próby zapobieżenia działaniom wojskowym USA w obu krajach.
„Stolica Apostolska pełni rolę mediatora w granicach swoich możliwości” – powiedział Scaramuzzi. „Nie może przedstawiać swojej interwencji jako magicznej różdżki ani boskiej interwencji… Stolica Apostolska jest kanclerzem, którego słucha cały świat, ponieważ ma autorytet moralny, ale także względną władzę”.
W lipcu ubiegłego roku Leon zaostrzył swój ton wobec Izraela, potępiając „barbarzyństwo” wojny w Strefie Gazy, w tym atak na jedyny kościół katolicki w tej strefie.
Dwa miesiące później udzielił prywatnej audiencji w Watykanie prezydentowi Izraela Isaacowi Herzogowi, usiłując w ten sposób nakłonić do wznowienia prób dyplomatycznych zmierzających do zakończenia wojny.
Wielki Tydzień rozpoczął się od kolejnego starcia, gdy izraelska policja uniemożliwiła kardynałowi Pierbattista Pizzaballa, włoskiemu arcybiskupowi sprawującemu jurysdykcję katolicką w Izraelu i na terytoriach palestyńskich, wejście do Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie w celu odprawienia mszy w Niedzielę Palmową.
Stany Zjednoczone, Francja i Włochy skrytykowały ten incydent, a ambasador USA w Izraelu, Mike Huckabee, pobożny chrześcijanin ewangelicki, nazwał go „niefortunnym nadużyciem władzy”.
Władze Izraela później przeprosiły Pizzaballę, co zdaniem Scaramuzziego było prawdopodobnie efektem wpływu Leona.
Scaramuzzi uważa, że Watykan dyskretnie interweniuje także w Białym Domu, być może korzystając z kanału ustanowionego wspólnie z Vance'em i Rubio.
„Jesteśmy w bardzo delikatnym okresie, a strategią Leona jest wykorzystywanie swoich wpływów i dyskretna praca, zamiast wygłaszania publicznych oświadczeń. Wydaje się delikatny w formie, ale jest silny w istocie”.
Leon działa ostrożnie i liczy na to, że jego kolegium kardynałów wyda ostrzejszą krytykę decyzji USA i Izraela o rozpoczęciu wojny z Iranem bez poparcia ONZ.
W marcu kardynał Domenico Battaglia z Neapolu wystosował otwarty list do „handlarzy śmiercią” czerpiących zyski ze sprzedaży broni, natomiast kardynał Robert McElroy z Waszyngtonu stwierdził, że konflikt „nie spełnia kryteriów wojny sprawiedliwej i moralnie uzasadnionej”.
Choć powstrzyma się od wymieniania nazwisk, oczekuje się, że w swoim przemówieniu w Niedzielę Wielkanocną zaakcentuje swój sprzeciw wobec wojny w Iranie i innych konfliktów, promując pokój. Przemówienie to ma charakter zarówno polityczny, jak i duchowy.
„Kiedy ludzie mówią, że chcą, żeby mówił głośniej, tak naprawdę chcą, żeby był Franciszkiem” – powiedziała Andrea Vreede, watykańska korespondentka holenderskiej publicznej stacji radiowo-telewizyjnej NOS.
„Jego słowom może nie towarzyszyć fajerwerk ani nieoczekiwane gesty, jak u Franciszka, ale jednocześnie Leon nie przebiera w słowach. Problem w tym, że nie jest wystarczająco słyszany, ale myślę, że od Niedzieli Palmowej to się zmienia”.


3.
Via Crucis, papież Leon XIV i jego przesłanie na temat wojny: „Są tacy, którzy uważają, że mają nieograniczoną władzę”
Droga Krzyżowa, papież Leon XIV i jego orędzie o wojnie: „Są tacy, którzy uważają, że mają nieograniczoną władzę i mogą jej nadużywać”. Rozmowy telefoniczne z Herzogiem i Zełenskim
https://roma.corriere.it/notizie/cronaca/26_aprile_03/via-crucis-papa-leone-xiv-messaggio-guerra-83898c54-b85d-4144-b469-f772fde10xlk.shtml
Po raz pierwszy od 1964 roku papież osobiście niesie krzyż przez wszystkie stacje Drogi Krzyżowej w Koloseum.
WATYKAN – Pierwsza stacja, wyrok śmierci, Jezus stoi przed Piłatem. „Nawet dzisiaj są tacy, którzy uważają, że otrzymali nieograniczoną władzę i myślą, że mogą jej używać i nadużywać do woli”. Dziś, w Wielki Piątek, o godzinie 21:15, Leon XIV osobiście poniósł krzyż podczas Drogi Krzyżowej w Koloseum, jako znak dla świata i jego przywódców, „aby powiedzieć, że Chrystus wciąż cierpi, a ja również niosę to całe cierpienie w moich modlitwach” – wyjaśnił. Jan Paweł II i Benedykt XVI również to czynili, o ile mogli, ale tylko na pierwszej i ostatniej stacji.

Czternaście stacji
Po raz pierwszy od 1964 roku, kiedy Paweł VI wznowił tradycję zapoczątkowaną w 1750 roku, a zwieńczoną zjednoczeniem Włoch, papież przeszedł wszystkie czternaście stacji. Tekst, który papież proboszcz powierzył ojcu Francesco Pattonowi, następcy Pierbattisty Pizzaballi na stanowisku kustosza Ziemi Świętej w latach 2016–2022, mówi o bólu wszystkich wojen, a zwłaszcza tej, która rozpoczęła się na Bliskim Wschodzie atakiem USA i Izraela na Iran: „Franciszek z Asyżu, który po prostu chciał pójść w Twoje ślady, przypomina nam, że każda władza musi odpowiedzieć przed Bogiem za sposób, w jaki sprawuje otrzymaną władzę: władzę sądzenia, ale także władzę wszczynania wojny i jej kończenia, władzę wychowywania do przemocy lub pokoju, władzę podsycania pragnienia zemsty lub pojednania, władzę wykorzystywania gospodarki do uciskania narodów lub uwalniania ich od ubóstwa, władzę deptania ludzkiej godności lub jej ochrony, władzę promowania i obrony życia lub odrzucania go i tłumienia”.

Dialog dyplomatyczny
Rano w Wielki Piątek Leon XIV rozmawiał z prezydentem Izraela Izaakiem Herzogiem i prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. W rozmowie telefonicznej z Herzogiem „potwierdzono potrzebę ponownego otwarcia wszystkich możliwych kanałów dialogu dyplomatycznego, aby położyć kres trwającemu poważnemu konfliktowi, z myślą o sprawiedliwym i trwałym pokoju na całym Bliskim Wschodzie” – poinformowała Stolica Apostolska. „Podkreślono znaczenie ochrony ludności cywilnej i promowania poszanowania prawa międzynarodowego i humanitarnego”. Również Zełenski, ponad cztery lata po rosyjskiej inwazji, „odrodził nadzieję, że dzięki zaangażowaniu i wsparciu społeczności międzynarodowej możliwe będzie jak najszybsze zakończenie działań wojennych oraz osiągnięcie sprawiedliwego i trwałego pokoju”. Omówiono sytuację humanitarną, od „pilnej potrzeby zapewnienia niezbędnej pomocy ludności dotkniętej konfliktem” po „wysiłki na rzecz uwolnienia więźniów”.


4.
Bardzo elegancki papież Leon XIV, który po raz pierwszy nosi płaszcz grecki. Oto, co to jest.
Podczas audiencji w Bazylice św. Piotra papież, zaliczany do najlepiej ubranych postaci 2025 roku, miał na sobie płaszcz, który okrywa jego długą do ziemi sutannę. Ten dopasowany element garderoby sprawia, że styl Prevosta jest jednocześnie elegancki i nowoczesny.
https://www.vanityfair.it/article/papa-leone-xiv-la-greca-cappotto-bianco
Od peleryny po biały dwurzędowy płaszcz. Nigdy nie widzieliśmy tak eleganckiego Leona XIV na placu Świętego Piotra. Papież miał na sobie podczas audiencji generalnej nie byle jaki strój, ale płaszcz, który jest częścią papieskiej garderoby. W przeciwieństwie jednak do innych szat liturgicznych, które czynią go natychmiast rozpoznawalnym, ten strój jest przeznaczony na miesiące zimowe, a przynajmniej na chłodniejsze dni.
Osoby niezaznajomione z agendą Watykanu i widzące zdjęcia Prevosta przewijające się w mediach społecznościowych lub gazetach internetowych, mogły pomyśleć, że to primaaprilisowy żart. Ten papież, znany ze swojego tradycyjnego stylu, pokazał coś nietypowego jak na siebie, co na pierwszy rzut oka przenosiło go w inny, bardziej ziemski wymiar, a przez to bliższy nam.
Pomimo nadejścia wiosny, pogoda w Rzymie była dość mroźna. Dlatego Leon uznał, że najlepiej będzie zaprezentować się wiernym nie w tradycyjnym płaszczu pielgrzymim, czyli pelerynie narzuconej na białą sutannę, lecz w białym fraku, co najmniej tak długim jak habit, zwanym greckim. Charakterystyczne dla tego fraka są dwurzędowe guziki i szpiczaste klapy, które nie tylko nadają płaszczowi większą strukturę, ale także dodają papieskiemu strojowi współczesnego charakteru.
Dla uczciwości, według niektórych źródeł, Ojciec Święty prezentował się w tym samym stroju w styczniu, ale nie na prywatnej uroczystości, takiej jak audiencja na świeżym powietrzu w Bazylice św. Piotra. Prevost z pewnością nie jest pierwszym, który wybrał się z Grekiem, ale w przeciwieństwie do swoich poprzedników, jest jedynym, który w ostatnich latach wywołał sensację w świecie mody tym elementem garderoby. Krótko mówiąc, gdyby nie jarmułka na głowie, wzięlibyśmy go za człowieka z zamiłowaniem do białego ubioru.
Leon XIV udowodnił, że zna się na rzeczy, jeśli chodzi o wizerunek, kiedy podczas swojego pierwszego publicznego wystąpienia w Loggii Bazyliki św. Piotra przywrócił stułę i mucet. Z pewnością ma pewne poczucie stylu (oczywiście w ramach dobrze zdefiniowanych, ale szerokich ram, które pozwalały mu również nosić czapkę baseballową), co zostało również zauważone przez amerykański Vogue, który umieścił Jego Świątobliwość na liście 55 najlepiej ubranych osób 2025 roku.
A jednak biblia mody nie widziała Leona w greckiej tonacji. Ten płaszcz, zazwyczaj wykonany z wełny, wziął swoją nazwę od kroju szat prałatów obrządku wschodniego. Nazywa się go również „douillette”, francuskim terminem, który może również oznaczać pikowaną szatę lub kurtkę puchową. Czy myśl o czymś ciepłym i pikowanym, kojarzonym z papieżem, nie przywołuje w Tobie wspomnienia? Był marzec 2023 roku i w pewnym momencie zdjęcie Bergoglio owiniętego w coś, co natychmiast nazwano papieżem Balenciagi, stało się viralem. Było to, rzecz jasna, zdjęcie stworzone przez sztuczną inteligencję, ale, jak mawiają Francuzi, „tout se tient”.


5.
Kuba ułaskawi ponad 2000 więźniów, USA łagodzą blokadę paliwową
Hawana nazywa publikacje humanitarnym gestem Wielkiego Tygodnia, ponieważ rosyjski tankowiec otrzymał pozwolenie na dotarcie do wyspy pozbawionej ropy
https://www.theguardian.com/world/2026/apr/03/cuba-to-release-pardon-prisoners-us-fuel-blockade
Kuba ogłosiła plany ułaskawienia 2010 więźniów w ramach „humanitarnego” gestu podczas Wielkiego Tygodnia, w obliczu wzmożonej presji ze strony USA na rząd w Hawanie.
Oświadczenie to pojawiło się w czwartek kilka dni po tym, jak Donald Trump złagodził faktyczną blokadę naftową Kuby, zezwalając rosyjskiemu tankowcowi na dostarczenie ropy naftowej do kraju.
Administracja Trumpa wezwała do zmiany komunistycznego systemu rządów na Kubie, a prezydent USA rozważał „przejęcie” wyspy.
Uwolnienie więźniów politycznych od dawna stanowi główne żądanie Stanów Zjednoczonych na Kubie. Obie strony niedawno odbyły rozmowy, a Hawana obiecała w zeszłym miesiącu uwolnić dziesiątki osób.
Michael Bustamante, kierownik Katedry Studiów Kubańskich na Uniwersytecie Miami, powiedział: „Nie wydaje się przesadne stwierdzenie, że jest to znak, że rozmowy między oboma rządami postępują. Być może powoli, ale postępują.
„Dokąd? Niejasne” – dodał. „Myślę, że będziemy musieli również sprawdzić, kto jest ujęty w tych publikacjach, aby ocenić ich potencjalne znaczenie polityczne”.
Rząd Kuby nie podał, kto zostanie ułaskawiony, jakie przestępstwa popełnił ani kiedy zostanie zwolniony. Stwierdził, że decyzja została podjęta na podstawie charakteru popełnionych przestępstw, dobrego zachowania w więzieniu, stanu zdrowia i odsiedzianego wyroku.
Dodano, że ten „humanitarny i suwerenny gest” obejmie osoby młode, kobiety i więźniów powyżej 60. roku życia, którzy mają zostać przedterminowo zwolnieni w ciągu najbliższych sześciu miesięcy do roku.
Kuba oświadczyła 12 marca, że uwolni 51 więźniów jako znak „dobrej woli” wobec Watykanu, który często pełnił rolę mediatora między Waszyngtonem a Hawaną.
Dzień później prezydent Miguel Díaz-Canel potwierdził, że odbyły się rozmowy między przedstawicielami USA i Kuby.
Władze Hawany poinformowały w czwartek, że ich najnowszy ruch będzie piątym od 2011 r. ułaskawieniem więźniów, w sumie ponad 11.000 osób.
Firma stwierdziła, że decyzja ta „zapadła w kontekście religijnych obchodów Wielkiego Tygodnia – zwyczajowej praktyki w naszym systemie wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych i odzwierciedlenia humanitarnego dziedzictwa rewolucji”.
Dodano, że wśród ułaskawionych znaleźli się cudzoziemcy, a także obywatele Kuby mieszkający za granicą i skazani zaocznie.
Rząd poinformował, że wśród osób zwolnionych z więzień nie znajdą się osoby, które dopuściły się morderstwa, napaści na tle seksualnym, przestępstw związanych z narkotykami, kradzieży, nielegalnego uboju zwierząt gospodarskich ani przestępstw przeciwko władzy.
Również w czwartek Rosja ogłosiła, że wyśle na Kubę drugi tankowiec.
Marco Rubio, sekretarz stanu USA, jest kubańsko-amerykańskim Amerykaninem i zagorzałym krytykiem rządu Hawany. We wtorek powiedział w wywiadzie dla Fox News, że Kuba potrzebuje reform gospodarczych i politycznych.
„Nie da się naprawić ich gospodarki, jeśli nie zmieni się ich systemu rządów” – powiedział Rubio. „Ale mają poważne kłopoty, nie ma co do tego wątpliwości i wkrótce będziemy mieli więcej informacji na ten temat”.
========
„humanitarny charakter rewolucji”:
Egzekucje i represje po zwycięstwie rewolucji (1959 → lata 60.)
     minimum 1 000–1 500 osób rozstrzelanych po procesach rewolucyjnych (dane z dokumentów rządowych i relacji świadków).
     Organizacje praw człowieka i badacze diaspory kubańskiej podają 4 000–10 000 zabitych w wyniku egzekucji, tortur, ucieczek z kraju i prób powstańczych.

Do więzień politycznych trafiło w pierwszych latach po rewolucji:
     20 000–30 000 więźniów politycznych – to liczba najczęściej powtarzana w literaturze.
     W szczytowym momencie (lata 60.) w kubańskich więzieniach mogło przebywać nawet 60 000 osób uznanych za przeciwników reżimu.
Che Guevara był:
     komendantem więzienia La Cabaña (1959),
     odpowiedzialnym za rewolucyjne trybunały i egzekucje funkcjonariuszy Batisty.
Najczęściej podawane liczby jego ofiar to:
1. Egzekucje w La Cabaña
     ok. 55–105 osób – szacunki umiarkowane (część historyków).
     200–300 osób – szacunki bardziej krytyczne.
     Emigracyjne źródła antycastrowskie podają nawet 400–700, ale nie ma na to potwierdzenia w dokumentach.
Odpowiedzialność pośrednia jako członka kierownictwa rewolucji i ministra:
     bywa mu przypisywana współodpowiedzialność za kilkaset do kilku tysięcy ofiar represji w pierwszych latach reżimu,
     ale bez jednoznacznych dowodów, że osobiście wydawał rozkazy poza okresem La Cabaña.


6.
Hanna Arendt
https://www.corriere.it/le-lezioni-del-corriere/filosofia/hannah-arendt.shtml
Urodzona w Hanowerze w 1906 roku i zmarła w Nowym Jorku w 1975 roku, Hannah Arendt była urodzoną w Niemczech amerykańską filozofką, teoretyczką polityki i historyczką. Urodzona w rodzinie żydowskiej, przeprowadziła się do Królewca (wówczas stolicy Prus Wschodnich) w młodym wieku ze względu na stan zdrowia ojca. Dorastała w świeckiej i politycznie postępowej rodzinie. Po ukończeniu szkoły średniej zapisała się na filozofię na Uniwersytecie w Marburgu, gdzie została uczennicą Martina Heideggera, z którym następnie utrzymywała tajny związek przez cztery lata. Przeniosła się najpierw na Uniwersytet we Fryburgu, gdzie uczęszczała na wykłady Edmunda Husserla, a następnie na Uniwersytet w Heidelbergu, aby studiować u Karla Jaspersa, pod którego kierunkiem uzyskała doktorat, pisząc rozprawę o koncepcji miłości u Augustyna.
W styczniu 1933 roku Adolf Hitler przejął władzę, a z powodu przepisów rasowych Arendt odmówiono licencji nauczycielskiej na niemieckich uniwersytetach. Arendt została następnie aresztowana przez Gestapo i na krótko zatrzymana za swoje badania nad antysemityzmem, które od tego czasu stały się nielegalne. Po zwolnieniu opuściła Niemcy, najpierw do Czechosłowacji, następnie do Szwajcarii, a na końcu do Paryża, gdzie poznała Waltera Benjamina. W 1940 roku Niemcy napadły na Francję: filozofka Arendt została pozbawiona niemieckiego obywatelstwa i przetrzymywana we francuskich więzieniach jako nielegalna osoba bezpaństwowa. W 1941 roku uciekła do Stanów Zjednoczonych. Została aktywistką niemiecko-żydowskiej społeczności w Nowym Jorku, gdzie pozostała do końca życia. W 1950 roku otrzymała obywatelstwo amerykańskie. W latach 1960-1962, jako reporterka magazynu „The New Yorker”, relacjonowała z Jerozolimy proces pułkownika SS Adolfa Eichmanna, nazistowskiego zbrodniarza, który zorganizował zagładę europejskich. Zmarła nagle w 1975 roku, w wieku 69 lat, na zawał serca. …

Definicja totalitaryzmu
„Korzenie totalitaryzmu to obszerne dzieło o dość złożonej strukturze, poruszające szeroki zakres tematów. Dzieło podzielone jest na trzy części: pierwsza dotyczy antysemityzmu, druga imperializmu, a trzecia, ostatnia, instytucji i działań ruchów totalitarnych, koncentrując się wyłącznie na historycznych doświadczeniach nazistowskich Niemiec i Związku Radzieckiego w okresie stalinowskim.
W tekście Arendt proponuje definicję „totalitaryzmu”, która wyklucza inne formy autorytarnych lub despotycznych reżimów istniejących w innych częściach świata.
Co więcej, dla Arendt totalitaryzm jest również radykalnie odmienną formą polityczną od historycznie znanych form autorytarnej władzy z przeszłości, takich jak despotyzm, tyrania czy dyktatura.
W przeciwieństwie do tych autorytarnych form władzy, totalitaryzm dąży nie tylko do politycznego podporządkowania jednostek, ale także do kontroli ich życia prywatnego.
Totalitaryzm ma na celu nie tylko polityczne podporządkowanie jednostek, ale także kontrolę ich życia prywatnego.
Reżim totalitarny dąży do zastąpienia istniejącego społeczeństwa radykalnie nowym i odmienną formą człowieczeństwa. Według Arendt, totalitaryzm jest zatem ściśle związany z upadkiem państwa narodowego i rozwojem imperializmu, a także z rozpadem każdej klasy społecznej (na skutek bezrobocia i ubóstwa) oraz atomizacją społeczeństwa masowego. Głównymi instrumentami totalitaryzmu są ideologia i terror, które znajdują swój wyraz w monopartii. Terror, pisze Arendt, stanowi „istotę władzy totalitarnej”

Upadek klas społecznych – spowodowany różnymi czynnikami, takimi jak wojny, kryzysy gospodarcze i konflikty wewnętrzne – doprowadził do powstania dużej liczby osób wykorzenionych i odizolowanych, pozbawionych więzi społecznych. W tym kontekście ideologia totalitarna znajduje podatny grunt, prezentując jasny i spójny światopogląd. Uwiedzione tymi ideologiami masy są przekonywane za pomocą propagandy i kontrolowane za pomocą terroru. Terror ten całkowicie podporządkowuje sobie ludność, pozbawiając ją zdolności rozróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła. Dokładniej rzecz ujmując, Arendt stwierdza, że „idealnym podmiotem reżimu totalitarnego nie jest przekonany nazista ani przekonany komunista, lecz jednostka, dla której rozróżnienie między rzeczywistością a fikcją, między prawdą a fałszem, już nie istnieje”.

Człowiek i państwo totalitarne: indywidualność
Reprezentuje to zatem idealnego „obywatela” państwa totalitarnego, jednostkę konformistyczną i bierną, sprowadzoną do rodzaju maszyny przystosowanej do bycia częścią systemu totalnej dominacji. Tę formę dominacji osiąga się początkowo poprzez pozbawienie jednostek osobowości prawnej, a następnie osobowości moralnej, tworząc warunki, w których „czynienie dobra” staje się niemożliwe. Po zniszczeniu osobowości moralnej pozostaje jedynie indywidualność, czyli świadomość własnej wyjątkowości. Wreszcie przechodzimy do zniszczenia indywidualności. Dla Arendt zniszczenie indywidualności jest równoznaczne ze zniszczeniem spontaniczności, rozumianej jako „zdolność człowieka do zainicjowania własnymi siłami czegoś nowego, czego nie da się wyjaśnić reakcją na otoczenie i wydarzenia”
Systemy totalitarne dążą zatem do zniszczenia wszelkiej spontaniczności, jaką może generować indywidualność, i przekształcenia każdej osoby w sztywną i niezmienną tożsamość. Obozy koncentracyjne i komory gazowe są fundamentalne dla reżimów totalitarnych, służąc jako laboratoria unicestwienia osobowości. Arendt argumentuje, że ideologia totalitarna nie dąży do zmiany zewnętrznych warunków ludzkiej egzystencji ani do reorganizacji porządku społecznego w sposób rewolucyjny, lecz dąży do „przekształcenia natury ludzkiej, która sama w sobie sprzeciwia się procesowi totalitarnemu”

Radykalne zło i lekcje na przyszłość
„Radykalne zło” objawia się właśnie w tym: „Sprowadzenie ludzi jako ludzi do istot absolutnie zbędnych, co nie oznacza potwierdzenia ich zbędności przez traktowanie ich jako środków do wykorzystania, co pozostawiłoby nienaruszoną ich naturę ludzką i byłoby jedynie zniewagą ich przeznaczenia jako ludzi, lecz raczej uczynienie zbędną samej ich cechy jako ludzi”.
Arendt argumentuje, że warunki, które umożliwiły pojawienie się totalitaryzmu, są nadal obecne lub mogą pojawić się ponownie w różnych formach.
„Rozwiązania” przyjęte przez te reżimy w celu likwidacji problemów swoich czasów mogą przetrwać, obawia się Arendt, nawet po ich upadku, pojawiając się ponownie jako pokusy, gdy tylko trudno będzie rozwiązać problemy takie jak przeludnienie, kryzysy gospodarcze i dezintegracja społeczna w sposób godny. Z tego powodu ważne jest, aby nie zapominać, że atomizacja społeczna i alienacja jednostek stanowią warunek wstępny ustanowienia jakiejkolwiek formy rządu totalitarnego.
Warunki, które umożliwiły powstanie totalitaryzmu, nadal istnieją lub mogą pojawić się ponownie w różnych formach.
========
Halo, Czytelniku, czy uważasz, że to, co stworzył ten mały potwór z Żoliborza, to już radykalne zło, czy będzie nim dopiero nastanie rządów nazioli z konfederacji?


7.
Everest: Turyści otruci przez przewodników, którzy próbowali oszukać firmy ubezpieczeniowe: 32 osoby objęte śledztwem
https://www.repubblica.it/esteri/2026/04/03/news/everest_turisti_avvelenati_guide_truffa_assicurazioni-425261972/
Oto pierwszy rezultat działań rządu Generacji Z w Azji: w końcu ujawniono oszustwo, którego ofiarami byli alpiniści, którzy zdobywali Himalaje i zatruwali się sodą oczyszczoną, aby wywołać kosztowną akcję ratunkową. Sprawa wyszła na jaw w 2018 roku, ale dopiero po ujawnieniu starego skandalu przez rząd Balendry Shaha, nowego premiera Nepalu i rapera, rozpoczęły się prawdziwe śledztwa, wcześniej tuszowane przez starą gwardię. Diaboliczna siatka himalajskich przewodników została ujawniona dzięki skardze złożonej przez grupę obywatelską „Deshbhakta Gen Z”.
Wyobraź sobie tę scenę. Jesteś na wysokości ponad 3 tysięcy metrów, zdyszany, z pulsującym bólem głowy. Twój przewodnik patrzy na ciebie szeroko otwartymi oczami, jego głos jest poważny: „Proszę pana, jest pan w niebezpieczeństwie. Jeśli teraz nie wezwiemy helikoptera, nie przeżyje pan do jutra”. Nie wiesz, że ten przewodnik kilka godzin wcześniej doprawił twój dal bhat , ryż i gulasz, sekretnym składnikiem. Nie egzotyczną przyprawą, ale wodorowęglanem sodu, który zmieszany z jedzeniem powoduje silne nudności, skurcze żołądka i wymioty: objawy, które na tej wysokości mylone są z chorobą wysokościową. Ale wodorowęglan sodu to dopiero początek. Kiedy scenariusz wymagał bardziej wyrafinowanego występu, w grę wchodził Diamox, acetazolamid, lek, który trekkerzy noszą w plecakach, aby zapobiec chorobie wysokościowej. Przewodnicy podawali go w nadmiernych dawkach, popijając zbyt dużą ilością wody. Rezultatem było mrowienie w kończynach, zawroty głowy i uczucie duszności. Dokładnie na te objawy czekał przewodnik, zanim sięgnął po telefon satelitarny.
W tym momencie przewodnik dzwonił do firmy ratunkowej, która dzwoniła do szpitala, a ten z kolei do pilota helikoptera. Wszyscy byli częścią tej samej sieci, wszyscy mieli tę samą listę płac. Helikopter wylądował, zabierając na pokład czterech turystów, a rachunek wzrósł czterokrotnie: po jednym na każdego pasażera, jakby każdy z nich wynajął samolot na wyłączność. Czarter za 4000 dolarów stał się wnioskiem o zwrot kosztów w wysokości 12.000 dolarów. Plany lotów zostały sfałszowane. Dokumentacja medyczna została wypełniona cyfrowymi podpisami lekarzy, którzy nigdy nie widzieli tych pacjentów, często bez ich wiedzy.
Finał rozegrał się w szpitalach w Katmandu. I to właśnie tutaj historia osiąga swój tragikomiczny punkt kulminacyjny. Centralne Biuro Śledcze Nepalu odzyskało nagranie z monitoringu, na którym widać turystów, których uznano za „stan krytyczny”, zaintubowanych i przyjętych na izbę przyjęć, siedzących w szpitalnym barze i pijących piwo. W jednym z udokumentowanych przypadków asystent administracyjny szpitala Shreedhi przyznał się do udostępnienia własnego zdjęcia rentgenowskiego złamania, wykonanego rok wcześniej w innej placówce, aby przedstawić je jako raport medyczny zagranicznego turysty.
Szpitale wypłacały agencjom trekkingowym prowizję od 20 do 25% swoich przychodów za dowóz pacjentów. Operatorzy helikopterów otrzymywali podobne wynagrodzenie. W niektórych przypadkach sami turyści otrzymywali gotówkę za udział w oszustwie. W latach 2022-2025 w proceder ten było wciągniętych 4782 zagranicznych trekkerów. Ponad 300 potwierdzonych fałszywych akcji ratunkowych przyniosło łącznie prawie 20 milionów euro skradzionych brytyjskim i australijskim towarzystwom ubezpieczeniowym. Oskarżono 32 osoby, w tym właścicieli agencji, pilotów, administratorów szpitali i lekarzy. 23 członków gangu, którzy używali wodorowęglanu sodu i diamoxu, już uciekło.


8.
„Poślubienie 9-letnich dziewczynek jest w porządku”: imam z ośrodka islamskiego w Brescii wydalony
https://milano.repubblica.it/cronaca/2026/04/03/news/ali_kashif_imam_brescia_espulso-425262438/?ref=RHLM-BG-P4-S1-T1-fdg16
Imam Ali Kashif został wydalony z Włoch po tym, jak 25 stycznia w reportażu telewizyjnym w programie „Fuori dal coro” wyemitowanym na antenie Rete 4 oświadczył, że „poślubienie 9-letniej dziewczynki jest słuszne”. Decyzję tę podjęła Komenda Główna Policji w Brescii na polecenie szefa policji Paolo Sartoriego.
Mężczyzna okazjonalnie pełnił funkcję imama w dwóch ośrodkach islamskich w mieście. Śledztwo wszczęto po emisji programu, który został nagrany ukrytą kamerą przez reportera podszywającego się pod studenta zainteresowanego zgłębianiem islamu.
Podczas spotkania, na pytanie, w jakim wieku według Koranu dziewczynę można uznać za dorosłą, padały odpowiedzi wiążące osiągnięcie dojrzałości z wystąpieniem pierwszej miesiączki.
Kashif argumentował również, że dziecko można uznać za osobę dorosłą nawet z naukowego punktu widzenia, powtarzając to kilkakrotnie podczas rozmowy. Uznano te stwierdzenia za istotne dla oceny jego zagrożenia społecznego, co doprowadziło do odmowy wydania pozwolenia na pobyt i wszczęcia postępowania w sprawie wydalenia. Mężczyznę odwieziono na lotnisko Malpensa i umieszczono na pokładzie samolotu do Islamabadu.


9.
Na Lampedusie spotyka się z córką, którą, jak się obawiał, zginęła w falach. „Nie sądziłem, że żyje”.
Po tragicznej przeprawie, która pochłonęła życie 19 osób, Malick myślał, że stracił swoją córeczkę. Była jednak jedną z pierwszych osób hospitalizowanych. Odnalazł ją dzięki pracownikom Czerwonego Krzyża.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/04/03/news/naufragio_lampedusa_bimba_salva-425261781/?ref=RHLM-BG-P9-S1-T1-fdg18
Było późne popołudnie, minęły godziny od momentu, gdy rozbitkowie opuścili statek. Mój kolega wszedł do punktu sanitarnego, prowadząc małą dziewczynkę owiniętą w koc. Szła powoli, ale o własnych siłach. Jej oczy były szeroko otwarte, zmęczone, ale żywe. Ojciec nie od razu zrozumiał. Wstał powoli, niepewny, czy podejść, czy nie, jakby się bał. Wtedy dziewczynka zobaczyła go pierwsza i krzyknęła: „Tato!”. I góra mężczyzny, jeden z 58 ocalałych z ostatniej dramatycznej przeprawy, która kosztowała życie 19 osób, runęła, jakby samo piekło zwróciło mu najcenniejszy skarb.
Zombie, duchy, ocaleni. Na Lampedusie pracownicy włoskiego Czerwonego Krzyża rozpoznają teraz tych, którzy przybyli po katastrofie statku. Ich zagubione spojrzenie, ich nieskończone wyczerpanie, ich stoickie niedowierzanie – brzmi to niemal jak oksymoron – w to, że żyją. Jest to jeszcze bardziej widoczne na molo Favaloro, gdzie ci, którzy zdają sobie sprawę, że dotarli na miejsce, klękają i modlą się do swojego boga – jeśli nadal w niego wierzą po koszmarnej przeprawie – że wciąż żyją. Większość to duchy. Nie wiedzą, nie rozumieją. Ląd wciąż się kołysze, tak jak kiedyś kołysała się łódź.

Piekło na Ziemi Malicka
Operatorzy zauważyli go natychmiast. Siedział na ławce, a wokół niego trzeszczał awaryjny koc termiczny. Był bezwładny, bezradny, sparaliżowany. Tylko jego oczy – żywe i czujne – badały każdego, kto przechodził. Malick – nazwijmy go tak, by chronić swoją przyszłość i przyszłość swojej rodziny – sprawdzał, szukał. Później powiedział jednemu z operatorów, który widział i zinterpretował tę ciszę, która – jak się dowiadujecie na Lampedusie – oznacza strach, udrękę. Przez całą przeprawę trzymał blisko siebie swoją córeczkę. Nazywa się Fatoumata, ma sześć lat. I dziś możemy mówić o niej w czasie teraźniejszym, ponieważ żyje i ma się dobrze. Ale Malick wtedy o tym nie wiedział i desperacko szukał. To pierwsze pytanie, jakie zadał tłumaczom i mediatorom. „Moja córeczka tam była, gdzie jest moja córeczka?”

Fatoumata zaginęła w natłoku akcji ratunkowych
Ratunek to delikatna sprawa. Wpadasz w kłopoty, gubisz się. „Najpierw najsłabsi” – dyktuje zasada. A dzieci idą pierwsze. Kiedy docierają na nabrzeże, prawie zawsze jak najszybciej zabiera się je do przychodni, aby sprawdzić ich stan. Fatoumata była jedną z pierwszych osób, które przewieziono, wraz z małym chłopcem, który miał zaledwie rok lub był trochę starszy. Malick i matka dziecka zostali. Przytłoczeni zimnem, trudami, koszmarną przeprawą, w której nadzieja miesza się ze strachem, a te dwie rzeczy ścierają się ze sobą. Próbujesz się opierać, pomimo zimna, fal, które zdają się cię pożerać, głodu i pragnienia, które najpierw są demonami, a potem pomagają ci pogrążyć się w nicości, gdzie po prostu przestajesz czuć. Ale Malick nigdy nie przestał czuć małej dłoni Fatoumy w swojej. Przynajmniej tak długo, jak pozostawał przytomny.

„Jest dziewiętnaście ofiar”
Potem na lądzie, zamieszanie, głosy w języku niezrozumiałym, gdzie są słowa, które wszyscy rozumieją, nawet jeśli ich języki ojczyste są różne. „Martwy”, „zaginiony”, „utonął”. Z osiemdziesięciu, którzy opuścili Libię, tylko pięćdziesięciu ośmiu dotarło żywych. I zrozumieli to dopiero po zejściu na ląd, ponieważ większość myślała, że te ciała, zwisające jak szmaciane lalki obok nich, po prostu zasnęły, pokonane przez głód, pragnienie i wyczerpanie. Kiedy Straż Przybrzeżna zabrała ich wszystkich do łodzi patrolowej, zapomnienie, które nastąpiło po uldze, gdy uświadomili sobie, że są bezpieczni, było zbyt trudne do zobaczenia, do zrozumienia. Na nabrzeżu Favaloro Malick nie widział Fatoumaty obok siebie. I bał się. Bo po przybyciu łodzi patrolowej myślał, że zabrali ją w bezpieczne miejsce, ale kiedy zszedł na ląd, już jej nie widział. I dlatego poprosił, żeby pokazać twarze – jedną po drugiej – tych, którym się nie udało. Ci, którzy zginęli o krok od przekształcenia Europy w fortecę.

Worek na zwłoki za workiem na zwłoki
W towarzystwie operatorów otworzył worki na zwłoki i odsunął koce termiczne. „Nie ma dzieci, proszę się nie martwić” – powiedzieli mu. Ale musiał zobaczyć, zrozumieć. Dopiero wtedy zgodził się ustawić się wraz z innymi w kolejce do minibusów prowadzących do punktu zbiorczego. Pusto, jak u kogoś, kto coś zgubił. Pochłonięty wątpliwościami, których nikt w tej chwili nie mógł rozwiać. Nie mógł wiedzieć, tak jak operatorzy – zawsze starający się nie dawać fałszywej nadziei – nie wiedzieli, że Fatoumata była jedną z pierwszych osób, które wylądowały, zostały umieszczone w karetce, a następnie przewiezione prosto do kliniki na wszystkie niezbędne badania. „Oddychała powoli, zmęczona, ale żyła. Lekarze pracowali w milczeniu, ich wprawne ręce, ich uważne oczy. Kiedy w końcu otworzyła oczy, natychmiast zaczęła szukać swojej rodziny” – opowiada pracownik Czerwonego Krzyża, który towarzyszył jej w tej podróży.

„To ty, moja mała”
Punkt zapalny nie jest daleko. Malick był tam, gdy lekarze badali jego córeczkę. Ale nie zdawał sobie z tego sprawy i godzinami stał niedaleko bramy, sprawdzając każdego, kto wchodził, aż ona – jeszcze mniejsza niż kocyk, który miała na sobie – weszła i zawołała go. „Powtarzała tylko: »To ty, to ty«” – wyjaśnia mediator. Ale wszyscy, nawet ci, którzy nie mówią tym dialektem, rozumieli język tych dłoni, które ją dotykały, tych ramion, które ją trzymały, tego mężczyzny, który prawie nie mógł uwierzyć, że jego córeczka nie została mu odebrana. I wszyscy bili brawo, lekka ręka od stojących w pobliżu, niemal bojących się wejść do tej bańki niedowierzającego szczęścia. „Nawet ci z nas, którzy nie rozumieli ich języka, w tamtej chwili rozumieli wszystko. W tej małej przestrzeni życie triumfowało wbrew wszelkim przeciwnościom. A morze, po raz pierwszy, oddało to, co zdawało się zabrać” – mówi wolontariuszka towarzysząca Fatoumatcie.

Brak sierot na Morzu Śródziemnym
Za nią kolega trzymał jeszcze mniejsze dziecko. Zaledwie roczne. On też ma na imię Moussa. Po przybyciu na Lampedusę niektórzy mówili, że jest sierotą, inni, że jego matka była jedyną kobietą, która zginęła w katastrofie. Ale ta mała dziewczynka, która zginęła u boku partnera, z którym liczyła na lepsze życie dla ich nienarodzonego dziecka, nie miała z nim nic wspólnego. Jego matka czekała na niego, nie przestając wierzyć, jak ją zapewniano, że jej dziecko – z którym, dla którego postanowiła zmierzyć się z falami – zostanie jej zwrócone po niezbędnych badaniach. A kiedy znów go przytuliła, wszystko – przeprawa, koszmar, strach, ból – jak gdyby element układanki wskoczył na swoje miejsce, nabrało sensu.

Sea Watch: „Niech będzie jasność”
Podczas gdy na Lampedusie szaleje zła pogoda, rozbitkowie odpoczywają. Tymczasem jednak ci, którzy pomimo przepisów, które utrudniają i zwiększają ryzyko, nadal patrolują Morze Śródziemne, zadają pytania. „Dlaczego nie wdrożono bardziej odpowiednich rozwiązań?” – pyta Giorgia Linardi z Sea Watch. Niemiecka organizacja pozarządowa, mająca Aurorę, mniejszy z dwóch statków, wypłynęła w morze dwadzieścia cztery godziny przed tym, jak zauważono ponton, aby spróbować zlokalizować statek w niebezpieczeństwie, zgłoszony przez radiostację Mayday Frontexu. Niemiecka organizacja pozarządowa wyjaśnia, że z pokładu wielokrotnie próbowała zwrócić się o wsparcie do różnych rządowych samolotów przelatujących nad tym obszarem, prosząc o wskazówki i dokładne współrzędne, aby móc udzielić pomocy. Nikt nie odpowiedział. Zaledwie 24 godziny później łódź patrolowa wypłynęła i z pełną prędkością skierowała się w stronę obszaru, gdzie zgłoszono statek w niebezpieczeństwie. „Ofiary i ocaleni, którzy wczoraj przybyli na Lampedusę, zasługują na jasność i sprawiedliwość w kwestii działań podjętych lub zaniechanych przez władze od momentu otrzymania wiadomości o sprawie” – stwierdza Linardi. „Straż przybrzeżna interweniowała z Lampedusy pomimo niesprzyjających warunków pogodowych, ale czy Rzym mógł rozpocząć akcję ratunkową wcześniej i z użyciem bardziej odpowiedniego sprzętu? To i inne pytania zasługują na odpowiedź”.


10.

Galeria Uffizi jest szantażowana przez hakerów: Muzeum zabezpiecza swoje skarby
https://firenze.repubblica.it/cronaca/2026/04/03/news/uffizi_firenze_attacco_hacker_ricatto_sistemi_sorveglianza_archivio_tesori_pitti-425261644/?ref=RHLM-BG-P13-S1-T1-fattidelgiorno8
Włamanie hackerskie miało miejsce na początku lutego. Jednak w ostatnich tygodniach, gdy stało się jasne, że złodziejom udało się ukraść różnorodny sprzęt komputerowy, w jednym z najważniejszych włoskich muzeów, Galerii Uffizi we Florencji, zawrzało, a alarm podniósł się. Istnieje obawa, że przestępcy uzyskali również dostęp do kont użytkowników, poufnych danych i informacji o systemach monitoringu. Wniesiono żądanie okupu. Kierownictwo zostało zmuszone do podniesienia poziomu bezpieczeństwa, aktualizacji haseł i sieci cyfrowej. Zgodnie z planem, który między innymi wydaje się być uzgodniony od zeszłego roku, zainstalowano również kamery bezpieczeństwa.

Artykuł w Corriere
Według Corriere della Sera, który poinformował o rozwoju wydarzeń (atak hackerski został zgłoszony już na początku lutego), złodzieje mieli kopiować wszelkiego rodzaju dane na przestrzeni tygodni. Złożono skargę do policji pocztowej, która wszczęła dochodzenie przy wsparciu Narodowej Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa. Zagrożenie jest podwójne: z jednej strony informacje mogą trafić do dark webu, zagrożenia wykorzystywanego przez złodziei do żądania okupu za skradzione informacje. Z drugiej strony istnieją obawy przed rzeczywistym fizycznym włamaniem, podobnym do tego, które miało miejsce w Luwrze w Paryżu, biorąc pod uwagę, że przestępcy mogli uzyskać materiały związane z inwigilacją. Należy jednak zauważyć, że hasła do systemów online i kody dostępu do fizycznych wejść zostały natychmiast zmienione po wykryciu włamania.
Nadal jednak panuje niepokój. Czujność jest wzmożona, zwłaszcza w okresie, gdy we Włoszech dochodziło do kradzieży dzieł sztuki. W niektórych częściach Galerii Uffizi, jak ogłosiło muzeum, trwają prace remontowe. Dotyczy to Skarbca Wielkich Książąt, gdzie ze względów bezpieczeństwa prace przeniesiono do zewnętrznego skarbca do czasu ich zakończenia. W ostatnich dniach w Korytarzu Vasariego i w Palazzo Pitti pojawiły się zamurowane drzwi. Muzeum informuje, że jest to związane z placem budowy, który posłuży na przykład do modernizacji systemów.

Zaprzeczenie kierownictwa muzeum
Wczoraj o godzinie 20:44 kierownictwo Galerii Uffizi odebrało pojedynczy telefon z nieznanego numeru, bez wcześniejszej wiadomości z prośbą o przedstawienie się. Godzinę później okazało się, że dzwoniący był dziennikarzem, którego dwa artykuły zostały już sformatowane i wysłane do prasy w sprawie rzekomych problemów z bezpieczeństwem po ataku hackerskim z 1 lutego. Na końcu artykułu opublikowanego dzisiaj stwierdzono, że dyrektor Galerii Uffizi, z którym się skontaktowano, „wolał nie komentować”. Artykuł jest pełen nieścisłości, błędów i bezpodstawnych informacji, których można by uniknąć, gdyby muzeum miało zapewnione odpowiednie warunki na czas i możliwość wyjaśnienia sytuacji.
Z tego powodu Galerie zmuszone są wyjaśnić następujące kwestie:
- Nie wyrządzono żadnych szkód i nie popełniono żadnej kradzieży.
Kamery były wymieniane od roku. Sytuacja nie przypominała tej w Luwrze; kamery były już w galeriach, ale analogowe, a teraz cyfrowe. Wymieniono je po zgłoszeniu policji w 2024 roku, a proces wymiany został najwyraźniej przyspieszony ze względu na wydarzenia w Luwrze, jeszcze przed (i po) ataku hakerskim.
- Nie skradziono żadnych haseł. Ani jednego, ponieważ systemy bezpieczeństwa działają w obiegu zamkniętym i nie są otwarte na świat zewnętrzny.
- Ze względu na umiejscowienie kamer, są one z definicji widoczne dla każdego, kto porusza się po obiekcie, we wszystkich muzeach i miejscach publicznych na świecie.
- ⁠Nie ma żadnych dowodów na to, że hakerzy posiadali jakiekolwiek mapy bezpieczeństwa.
- Skarbiec Medyceuszy jest zamknięty, ponieważ przetarg na renowację całego muzeum został rozstrzygnięty we wrześniu; w związku z tym eksponaty musiały zostać usunięte przed rozpoczęciem prac. Pierwsze rozmowy telefoniczne w tej sprawie odbyły się między Uffizi a Bankiem Włoch jesienią.
- Jeśli chodzi o zamurowane drzwi, są one częściowo wymagane przez plan zapobiegania pożarom, w związku z którym, nieprzypadkowo, Scia została zgłoszona straży pożarnej przedwczoraj. To historyczne wydarzenie po dekadach braku certyfikatu przeciwpożarowego i wymagające znacznego wysiłku ze strony personelu Uffizi. Inne drzwi zostały dodane, aby zapobiec nadmiernej przepuszczalności powietrza w przestrzeniach zabytkowych budynków – warto o tym pamiętać, sięgających XVI wieku – biorąc pod uwagę ich zmieniające się funkcje i zmieniający się kontekst międzynarodowy.
- Serwer zdjęć nie został skradziony. Kopia zapasowa została ukończona.
- Telefony pracowników nie zostały zhakowane.
- Dni paraliżu są związane z czasem potrzebnym na przywrócenie kopii zapasowej, która została ukończona. Żadne informacje nie zostały utracone.


11.
https://wyborcza.pl/7,175992,32697194,czarnek-woli-skatologizmy-niz-anglicyzmy-a-nawrocki-sie.html#s=S.TD-K.C-B.17-L.2.duzy

https://www.facebook.com/search/top?q=magdalena%20%C5%9Broda



12.
Emmental... traci dziury. A Szwajcaria podejmuje działania.
https://www.repubblica.it/il-gusto/2026/04/03/news/l_emmentalerperde_i_buchi_e_la_svizzera_corre_ai_ripari-425262415/
Emmentaler traci na atrakcyjności. To nie spóźniony primaaprilisowy żart, ale realny i przede wszystkim palący problem dla kraju o tak bogatej tradycji mleczarskiej jak Włochy. U podstaw tego problemu leży paradoks: im czystsze mleko, tym mniej spełnia ono funkcję żywej substancji. Nowoczesne praktyki dojenia i coraz bardziej rygorystyczne standardy higieny drastycznie ograniczyły obecność zanieczyszczeń, a także obecność naturalnie występujących mikroorganizmów w mleku.
„Do produkcji sera potrzebne są bakterie, niezależnie od tego, czy używasz mleka surowego, czy pasteryzowanego” – wyjaśnia Maria Cristina Crucitti, ekspertka w dziedzinie komunikacji serów, znana pod pseudonimem The Cheese Storyteller. „Ale dziś mleko jest o wiele czystsze niż kiedyś: oznacza to, że jest w nim znacznie mniej bakterii”. Ta zmiana jest konieczna z punktu widzenia zdrowia, ale ma bezpośredni wpływ na produkcję sera. „Celem jest zapewnienie jak najzdrowszego produktu, ale redukując bakterie, eliminujemy zarówno patogeny, jak i pożyteczne, które są niezbędne w procesie produkcji”.
W rezultacie nawet ci, którzy przetwarzają surowe mleko, coraz częściej muszą interweniować. „Wielu producentów” – podkreśla Crucitti – „musi dodawać wyselekcjonowane kultury startowe, aby prawidłowo zainicjować fermentację. Stało się to niemal techniczną koniecznością”. I tu pojawia się szerszy problem, dotyczący tożsamości i bioróżnorodności. „Tak zwane sery naturalne to takie, które nie wymagają stosowania dodanych bakterii, a jedynie tych naturalnie występujących w mleku lub wyhodowanych w gospodarstwie, z kulturami starterowymi lub serwatkowymi. Problem polega na tym, że obecnie, przy tak czystym mleku, praktyka ta staje się coraz trudniejsza”.
Z drugiej strony, powszechne stosowanie kultur przemysłowych prowadzi do ujednolicenia wyników. „Często używa się tych samych, nielicznych szczepów bakterii dostępnych na rynku, co drastycznie ogranicza ogromną różnorodność, jaką oferowałaby natura”.
Przypadek Szwajcarii stanowi jednak próbę znalezienia równowagi. W ośrodku badawczym Agroscope wybrano rodzime bakterie powiązane z różnymi regionami i chronionymi nazwami pochodzenia (ChNP). „W Szwajcarii badania nad tym zagadnieniem są na zaawansowanym etapie: pobrano próbki mleka i środowisk produkcyjnych oraz wybrano lokalne szczepy, które stanowią prawdziwy ślad danego terytorium. Pozwala nam to na ingerencję w mleko bez utraty jego tożsamości”.
Krótko mówiąc, oto ogólne ramy, w które wpisują się otwory w serze emmentaler. Te idealnie okrągłe wgłębienia nie są detalem estetycznym, lecz bezpośrednim rezultatem aktywności bakterii. „Otwory te to fermentacje: są produktem aktywności bakterii heterofermentatywnych, które oprócz zakwaszania wytwarzają gaz” – wyjaśnia Crucitti. „W przypadku sera emmentaler są to bakterie kwasu propionowego, które tworzą te duże, okrągłe, gładkie bąbelki, które znamy. Decydują one również o typowej słodyczy i aromacie produktu”.
Jeśli ta równowaga zostanie zaburzona, zmienia się wszystko: struktura, wygląd, smak. Dziury mogą się zmniejszyć, zmienić lub zniknąć. Z tego powodu, oprócz bezpośredniego dodawania bakterii kwasu propionowego – już dozwolonego w specyfikacjach – testowane jest zastosowanie proszku siana, również opracowanego i produkowanego przez Agroscope. „To jedno z możliwych rozwiązań, wybór, który każdy producent może rozważyć, aby rozwiązać problem zbyt czystego mleka”.
Ale problem wykracza poza ser Emmental. „To problem, który dotyczy całego świata mikroorganizmów. Nawet pleśni, na przykład: Penicillium w serze Camembert jest obecnie uważane za zagrożone”. Innymi słowy, wyłania się coraz bardziej widoczne napięcie: zapewnienie bezpieczeństwa i standaryzacji bez utraty złożoności, tożsamości i bioróżnorodności. A ser, z jego cichymi transformacjami, jest jednym z miejsc, w których to napięcie staje się widoczne.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga