DRUGI OBIEG
Czwartek, 7 maja 2026
1.
Założyciel CNN, Ted Turner, pionier telewizji kablowej, zmarł w wieku 87 lat
https://edition.cnn.com/2026/05/06/us/ted-turner-death
Ted Turner, potentat medialny, który zrewolucjonizował branżę telewizji
kablowej w latach 80. XX wieku, tworząc CNN, pierwszą całodobową stację
informacyjną, zmarł w swoim domu niedaleko Tallahassee na Florydzie. Miał 87
lat. Jego śmierć potwierdził jego rzecznik. W 2018 roku Turner ujawnił, że
cierpi na postępującą demencję mózgową.
Będzie pamiętany jako ojciec CNN, akronimu od Cable News Network, która
zrewolucjonizowała i zapoczątkowała nieprzerwany dziennikarstwo telewizyjne na
skalę globalną, zdolne do relacjonowania wszystkich wydarzeń na całym świecie,
dniem i nocą. Inne sieci poszły w ich ślady, a CNN się rozmnożyło, tworząc
wersję Headline News i międzynarodową edycję. Potem pojawił się TBS i jego
siostrzany kanał TNT, które do dziś są bardzo popularne. W 1985 roku Turner
kupił filmotekę MGM za 1,5 miliarda dolarów, a dziewięć lat później stworzył
kanał Turner Classic Movies, czyli TCM. Dokonał podobnego zakupu kreskówek
Hanna-Barbera. Stamtąd w 1992 roku stworzył Cartoon Network. Cztery lata później
połączył swój konglomerat, Turner Broadcasting System, z Time Warner, aby
stworzyć jedną z największych firm medialnych na świecie.
Ten wizjoner mediów, uważany przez niektórych za Trumpa, ale bardziej
czarujący, elegancki i odnoszący sukcesy, odchodzi w czasie, gdy wielki
amerykański system dziennikarski stoi w obliczu najpoważniejszego kryzysu
niezależności, coraz bardziej podporządkowany monopolowi kontrolowanemu przez
przyjaciół prezydenta USA. „Ted Turner, jeden z najwspanialszych w historii.
Założył CNN, sprzedał je i był osobiście zdruzgotany tą umową, gdy nowi
właściciele wzięli jego dzieło i je zniszczyli. Stało się „przebudzone”,
ucieleśniając wszystko, czego nigdy nie reprezentował” – napisał prezydent USA
Donald Trump w „Truth”, komentując tę wiadomość. „Być może nowi nabywcy,
wspaniali ludzie, będą w stanie przywrócić mu dawną wiarygodność i chwałę” –
dodał prezydent, odnosząc się do megaumowy, która doprowadziła do przejęcia
Warner Bros. przez Paramount, w tym CNN. „Niemniej jednak pozostaje on jednym z
największych w historii nadawania i moim przyjacielem. Zawsze, gdy go
potrzebowałem, był przy mnie; zawsze gotowy walczyć o dobrą sprawę!”
Ted Turner był kimś znacznie więcej. Urodzony w Ohio, syn bogatego
przedsiębiorcy i ekspert żeglarski od czasów studiów, w 1977 roku został
kapitanem jachtu, który zdobył Puchar Ameryki, i kupił drużynę baseballową
Atlanta Braves. W następnym roku nabył drużynę koszykówki NBA Atlanta Hawks.
„Próbuję ustanowić rekord wszech czasów w liczbie osiągnięć jednej osoby w
ciągu jednego życia” – powiedział dziennikarzowi Dale'owi Van Atcie w artykule
dla Reader's Digest z 1998 roku. „A to stawia cię w gronie gigantów: Aleksandra
Wielkiego, Napoleona, Gandhiego, Chrystusa, Mahometa, Buddy, Waszyngtona,
Roosevelta i Churchilla”. Jeden z jego najzacieklejszych rywali, Rupert
Murdoch, uznał go za medialnego rewolucjonistę.
Reszta to blichtr, czerwone dywany i burzliwe życie miłosne. Jego trzy
małżeństwa – ostatnie, zakończone w 2001 roku, z legendarną Jane Fondą – często
były naznaczone otwartą niewiernością i nadużywaniem alkoholu. Nazywany „Ustami
Południa” ze względu na ciągłe wywyższanie się i obrażanie innych, był uważany
za fascynującą postać i żywą legendę. Nikt jednak nie był w stanie go
zdyskredytować. Turner, zagorzały republikanin z powiązaniami z ewangelikami i
skrajnie prawicowymi ugrupowaniami, zaprzyjaźnił się z kubańskim przywódcą
Fidelem Castro i poparł Pekin w tłumieniu opozycji.
2.
Jeśli przeciwieństwa się przyciągają, to Ted Turner i Jane Fonda przez pewien
czas wydawali się być jej uosobieniem. On, syn magnata reklamowego, dorastał w
Georgii w tradycjonalistycznych i konserwatywnych kręgach amerykańskiego
Południa (podobno zainspirował Toma Wolfe'a do napisania powieści „The Right
Stuff”), republikanin od najmłodszych lat, a także częsty flirt, bójki i
pijackie ciągi (nie bez powodu nazywano go „Kapitanem Oburzeniem”), zanim
założył CNN i zrewolucjonizował media. Ona, aktorka nagrodzona Oscarem,
zagorzała przeciwniczka wojny w Wietnamie (nazwana „Hanoi Jane” za sensacyjną
wizytę w stolicy komunistycznej Północy podczas konfliktu), feministka od
urodzenia i druga żona Toma Haydena, radykalnego lewicowego działacza i obrońcy
praw człowieka.
Ślub
Kiedy Ted i Jane pobrali się 21 grudnia 1991 roku – on w wieku 53 lat, ona w
wieku 54 lat – na ranczu należącym do Turnera, wielu obstawiało, że ich
małżeństwo (trzecie w kolejności dla obojga) będzie krótkotrwałe. Inni
interpretowali ślub jako znak, że Jane się zmieniła, przedkładając pieniądze
nad politykę, sprawy osobiste nad sprawy publiczne i słodkie życie nad
zobowiązania. Wszyscy się mylili. Małżeństwo trwało dokładnie dziesięć lat, co
było sporym okresem, i nawet po rozwodzie w 2001 roku pozostali przyjaciółmi.
Co więcej, to Kapitan Oburzony, a nie Hanoi Jane, który również stał się
zagorzałym postępowcem – cechę, którą zachował po zakończeniu ich związku.
Postępowy zwrot Turnera
W 2016 roku Turner oficjalnie poparł Hillary Clinton w jej kampanii
prezydenckiej przeciwko Donaldowi Trumpowi. Dwa lata później wyznał, że w
czasie małżeństwa z Jane rozważał również start w wyborach prezydenckich: żona
ostrzegła go jednak: „Jeśli wystartujesz, zostawię cię”, a Kapitan Oburzony nie
wystartował. Ona również poświęciła coś, a przynajmniej coś się zmieniło w jej
życiu podczas ich związku: po nakręceniu w 1990 roku filmu „Stanley i Iris”,
kiepsko przyjętej komedii romantycznej, w której zagrała u boku Roberta De
Niro, niespodziewanie zrobiła sobie piętnastoletnią przerwę od filmowania.
To spotkanie w Petersburgu
W końcu ich różnice wyszły na jaw i doszło do starcia dwóch podobnie silnych
osobowości. Ale kiedy spotkałem ich w połowie lat 90. w Petersburgu, w pałacu
dawnej carskiej szlachty, przywróconej do dawnej świetności w
postkomunistycznej (i przedputinowskiej: Borys Jelcyn był na Kremlu) Rosji,
gdzie Turner przyjechał, aby zaprezentować „Igrzyska Dobrej Woli”, swoją
prywatną wersję igrzysk olimpijskich, idealnie się dogadywali.
„Ted dał mi szczęście” – zwierzyła nam się Jane, która zostawiła swojego
drugiego męża, by z nim być. „Nie było łatwo. Niezależna, odnosząca sukcesy
kobieta z trudem szuka mężczyzny, który się jej nie boi. Teraz go znalazłam. W
naszym związku” – dodała ze śmiechem – „jest tylko jeden problem: nigdy nie
byliśmy razem we Włoszech”. W czarnej szyfonowej marynarce i spodniach, ze
sznurem pereł na szyi, miała ten sam urok, co podczas kręcenia filmu „Boso w
parku” z Robertem Redfordem w 1967 roku. Z małym talerzykiem pieczonej
wieprzowiny w dłoni, swobodnie przeszła od pasji do Teda do pasji do Rosji: „Przyjeżdżam
do tego kraju od 1962 roku, zawsze lubiłam tutejszych ludzi. Miałam też męża,
mojego pierwszego, pół Rosjanina, pół Francuza, reżysera Rogera Vadima: jego
rosyjska połówka nie była zła. Myślę, że dziś Rosjanie mogą przynajmniej marzyć
jak wszyscy inni”.
Zanim przez ponad godzinę rozmawiali o telewizji, gazetach („Biada im, gdyby
zniknęli”) i polityce, Turner złożył jej podobne komplementy: „Jane mnie
odmieniła. Na lepsze, oczywiście. Obsypuje mnie przytulankami. I ja niczym się
od niej nie różnię”. Później pojechali do Moskwy, gdzie czekał na nich
prezydent Jelcyn: on również oglądał CNN podczas próby zamachu stanu w 1993
roku, przeprowadzonej przez komunistycznych nostalgików, żeby zobaczyć, jak się
to skończy.
3.
Bardzo dobre wieści z „New York Timesa”. W obliczu kryzysu wydawniczego
amerykańska gazeta ogłasza rekordowe wyniki. Firma „New York Times Company”,
jak ogłosiła firma, ma obecnie 13,1 miliona subskrybentów, po pozyskaniu około
310.000 subskrybentów wyłącznie cyfrowych w pierwszym kwartale roku.
Zwycięska formuła
Meredith Kopit Levien, dyrektor generalny firmy, wyraziła zadowolenie w
oświadczeniu, mówiąc, że wyniki odzwierciedlają „duże zapotrzebowanie na
bezkompromisowe dziennikarstwo i wysokiej jakości treści dotyczące stylu
życia”.
Całkowite przychody za kwartał wyniosły 712,2 mln USD, co stanowi wzrost o 12%
w porównaniu z rokiem poprzednim. Skorygowany zysk operacyjny wyniósł 117,9 mln
USD, co stanowi wzrost o 27,2%. Skorygowane koszty operacyjne wzrosły o 9,4%
rok do roku, do 594,3 mln USD.
Średni przychód na użytkownika z samych usług cyfrowych, wskaźnik mierzący
kondycję rynku subskrypcji, wzrósł o 2,4% do 9,77 USD w porównaniu z
analogicznym kwartałem ubiegłego roku. Przychody z reklam cyfrowych wzrosły o
31,6%.
Przychody z cyfrowych
Przychody z prenumeraty wyłącznie cyfrowej wzrosły do 389 milionów dolarów, co
stanowi wzrost o 16,1% w porównaniu z rokiem poprzednim. Przychody z
prenumeraty drukowanej kontynuowały wieloletni spadek, zmniejszając się o 1,1%
w kwartale do 127,8 miliona dolarów.
W pierwszym kwartale „Times” miał 560 tys. prenumeratorów wersji drukowanej,
podczas gdy rok wcześniej liczba ta wyniosła 600 tys.
Przychody z umów licencyjnych na sztuczną inteligencję, poleceń programu partnerskiego
Wirecutter i innych źródeł wzrosły w kwartale o 7,8% do 68,5 mln dolarów.
W drugim kwartale 2026 r. spółka spodziewa się 14–17% wzrostu przychodów z
subskrypcji treści cyfrowych oraz dwucyfrowego wzrostu (w górnym przedziale)
przychodów z reklam.
4.
Leon XIV rozmawia przez telefon z obsługą klienta banku: „Jestem Papieżem”.
Pracownica odkłada suchawkę.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/05/06/news/leone_xiv_telefono_servizio_clienti_banca-425326837/?ref=RHLF-BG-P3-S2-T1-r2975
Kiedy dzwoni do obsługi klienta, nawet Wikariusz Chrystusa nie może zdziałać
cudów. Latem 2025 roku, dwa miesiące po wyborze na papieża, papież Leon XIV
osobiście zadzwonił do banku w Chicago, gdzie się urodził i wychował i gdzie
prowadził konto bankowe, aby poprosić o zmianę numeru telefonu i adresu,
ponieważ niedawno się przeprowadził. Przedstawia się jako Robert Prevost, pod
którym otworzył konto.
Urzędniczka, zgodnie z zasadami, zaczyna zadawać mu mnóstwo pytań, aby
potwierdzić tożsamość osoby, z którą rozmawia: oszustwa telefoniczne mające na
celu przejęcie cudzych kont bankowych są powszechne, zarówno w Stanach
Zjednoczonych, jak i na całym świecie. Koniec rozmowy nie jest jednak taki sam
dla wszystkich.
Zazwyczaj trzeba podać datę urodzenia, numer bezpieczeństwa i zapamiętać
specjalne słowo. Prevost, alias Leon XIV, odpowiada poprawnie na wszystkie
pytania, ale najwyraźniej urzędniczka wciąż nie jest usatysfakcjonowana. „Aby
zmienić numer telefonu i adres, będzie pan musiał osobiście przyjść do banku” –
ostrzega go w pewnym momencie. „Ale nie mogę przyjechać do Chicago; podałem
pani wszystkie informacje, o które pani prosiła” – niecierpliwi się papież.
„Przepraszam, nie ma alternatywy” – nalega urzędniczka. „Czy zrobiłaby pani
wyjątek” – pyta Prevost – „gdybym pani powiedział, że jestem papieżem Leonem?”.
W odpowiedzi urzędniczka się rozłącza, najwyraźniej myśląc, że mężczyzna z niej
kpi i marnuje jej czas.
Poza komiczną stroną historii, graniczącą z żartem, epizod – opisany niedawno
przez wielebnego Toma McCarthy'ego, przyjaciela papieża z dzieciństwa, a dziś
rano przez „New York Timesa” – ujawnia, że przywódca ponad miliarda chrześcijan
zachowuje się czasami jak przeciętny obywatel.
Podobny przypadek wyszedł na jaw w 2013 roku, kiedy papież Franciszek, w
pierwszych dniach po wyborze na papieża, nalegał na opłacenie rachunku
hotelowego w Watykanie i niesienie własnej walizki. Bergoglio, ponownie,
dzwoniąc osobiście do „La Repubblica”, aby porozmawiać z Eugenio Scalfarim,
przedstawił się po prostu sekretarz redakcji, mówiąc: „Dzień dobry, jestem
papieżem”, co wprawiło ją w osłupienie. Szybko jednak otrząsnęła się i
przekazała połączenie Scalfariemu, mówiąc: „Panie redaktorze… papież dzwoni”.
Zmiana numeru telefonu i adresu konta Leona XIV została później rozwiązana,
poinformował ojciec McCarthy, dzięki interwencji innego amerykańskiego księdza
katolickiego, który znał kierownika banku. Reakcja pracownicy jest nieznana.
„Wyobrażacie sobie” – powiedział McCarthy w wywiadzie dla „New York News” –
„być znaną jako kobieta, która rozłączyła się z papieżem?”.
5.
Leon XIV: „Kościół musi potępiać zło i głosić pokój”.
Podczas audiencji generalnej na placu Świętego Piotra Prevost przypomniał o
dziedzictwie Soboru Watykańskiego II. Wczoraj Trump przypuścił nowy atak.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/05/06/news/leone_xiv_udienza_chiesa_deve_denunciare_male_annunciare_pace-425326853/?ref=RHLF-BG-P3-S1-T1-r2975
Kościół katolicki „pragnie ustanowić Królestwo sprawiedliwości, miłości i
pokoju dla całej ludzkości” – powiedział papież Leon XIV podczas audiencji
generalnej na placu Świętego Piotra. Wczoraj prezydent USA Donald Trump
ponownie zaatakował papieża , który w odpowiedzi podkreślił, że jego przesłanie
jest ewangelicznym przesłaniem pokoju.
Potępiaj zło, promuj pokój
Kościół, jak wyjaśnił Papież w serii katechez poświęconych Soborowi
Watykańskiemu II (1962-1965), „to lud Boży pielgrzymujący po ziemi, który,
wychodząc od ostatecznej obietnicy, odczytuje i interpretuje dynamikę historii
z Ewangelii, potępiając zło we wszelkich jego formach i głosząc słowem i czynem
zbawienie, które Chrystus pragnie przynieść całej ludzkości oraz swoje
Królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju. Kościół zatem nie głosi samego
siebie” – powiedział Leon – „wręcz przeciwnie, wszystko w nim musi wskazywać na
zbawienie w Chrystusie”.
Dziedzictwo Soboru
W szczególności soborowa konstytucja Lumen Gentium „wyraża ważną deklarację” –
przypomniał Prevost: „Kościół jest «powszechnym sakramentem zbawienia», czyli
znakiem i narzędziem pełni życia i pokoju obiecanej przez Boga. Oznacza to, że
nie jest on doskonale utożsamiony z Królestwem Bożym, lecz jego zalążkiem i
początkiem, ponieważ jego wypełnienie zostanie dane ludzkości i kosmosowi
dopiero na końcu. Wierzący w Chrystusa kroczą zatem przez tę ziemską historię,
naznaczoną dojrzewaniem dobra, ale także niesprawiedliwością i cierpieniem, nie
ulegając złudzeniom ani rozpaczy; żyją prowadzeni obietnicą otrzymaną od «Tego,
który wszystko czyni nowe»”. Kościół wypełnia zatem swoją misję między „już”
początkiem Królestwa Bożego w Jezusie a „jeszcze nie” obiecanego i oczekiwanego
wypełnienia. Strażniczka nadziei, która oświeca drogę, jest również obdarzona
misją głoszenia jasnych słów, by odrzucić wszystko, co umartwia życie i
utrudnia jego rozwój, i stanąć po stronie Królestwa Bożego, „ubogich,
wyzyskiwanych, ofiar przemocy i wojny oraz wszystkich, którzy cierpią na ciele
i duchu”.
6.
Papież Leon odrzuca twierdzenie, że popiera broń jądrową po tyradzie Trumpa
Papież odpowiada na oskarżenia prezydenta USA o „narażanie wielu katolików”
swoim stanowiskiem w sprawie wojny z Iranem
https://www.theguardian.com/world/2026/may/06/pope-leo-rejects-claim-he-supports-nuclear-weapons-trump-tirade-iran-war
Papież Leon XIV stwierdził, że nigdy nie popierał broni jądrowej i że ci,
którzy go krytykują, powinni mówić prawdę. Jest to odpowiedź na najnowszą
tyradę Donalda Trumpa, oskarżającego go o „narażanie wielu katolików” swoim
stanowiskiem w sprawie wojny z Iranem.
W rozmowie z dziennikarzami we wtorek wieczorem po opuszczeniu rekolekcji
papieskich w Castel Gandolfo niedaleko Rzymu, pierwszy papież urodzony w USA
powiedział: „Misją Kościoła jest głoszenie Ewangelii, głoszenie pokoju”.
Leon, który w czwartek ma spotkać się w Watykanie z sekretarzem stanu USA Marco
Rubio, usiłując w ten sposób złagodzić napięcia wywołane wcześniejszymi atakami
na Trumpa, zaapelował o uczciwość w debacie politycznej.
„Jeśli ktoś chce mnie krytykować za głoszenie Ewangelii, niech robi to prawdą:
Kościół od lat wypowiada się przeciwko wszelkiej broni nuklearnej, nie ma co do
tego wątpliwości” – powiedział papież. „Mam po prostu nadzieję, że zostanę
wysłuchany ze względu na wartość Słowa Bożego”.
========
D.O. ma nadzieję, e papież to mówi nie dlatego, że czuje potrzebę
wytłumaczenia się przed ludem bożym po atakach pomarańczowego szatana.
7.
https://wyborcza.pl/7,75398,32772908,etpc-wydal-zabezpieczenie-w-sprawie-sedziow-tk-absolutnie.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu jednomyślnie wydał
zabezpieczenie w sprawie, której skarżącymi byli: Marcin Dziurda, Anna Korwin
Piotrowska, Krystian Markiewicz oraz Maciej Taborowski. To czwórka nowo
wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, od których prezydent nie przyjął
ślubowania, a prezes Trybunału Bogdan Święczkowski nie dopuścił do orzekania. W
wydanym we wtorek zabezpieczeniu, nakazano Rzeczypospolitej Polskiej, aby
"jej właściwe władze publiczne powstrzymały się od utrudniania objęcia i
wykonywania obowiązków sędziowskich przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego
wybranych przez Sejm w dniu 13 marca 2026 roku".
========
To, co się dzieje wokół TH od 2015 roku bardzo godzi w ludowe poczucie
sprawiedliwości D.O. I chyba nie tylko jego. Demokracja walcząca chyba nie
zdaje sobie z tego sprawy, że ludowe poczucie sprawiedliwości nie będzie mieć
szacunku dla demokracji mędzącej i chętnie zamieni ją na jakiś totalitarny
ustrój, który tę sprawiedliwość obieca dostarczyć. A tyle nam obiecywano…
8.
Singapur wprowadza karę chłosty dla chłopców, którzy znęcają się nad innymi w
szkole
Zgodnie z nowymi wytycznymi chłosta będzie stosowana w szkołach wyłącznie wobec
uczniów płci męskiej w wieku dziewięciu lat i starszych
https://www.theguardian.com/world/2026/may/06/singapore-caning-school-bullies
Zgodnie z nowymi wytycznymi wprowadzonymi w Singapurze uczniowie szkół
średnich, którzy znęcają się nad innymi, także w cyberprzemocy, będą karani
chłostą jako „ostatecznością”.
Zgodnie z nowymi przepisami, które we wtorek omawiano w parlamencie, uczniom
płci męskiej grozi kara do trzech uderzeń trzciną.
Organizacje międzynarodowe, takie jak UNICEF, agencja ONZ ds. dzieci,
sprzeciwiają się stosowaniu kar cielesnych wobec dzieci, twierdząc, że szkodzą
one ich zdrowiu fizycznemu i psychicznemu oraz z czasem powodują większe
problemy behawioralne.
Minister edukacji, Desmond Lee, powiedział ustawodawcom, że chłosta będzie
stosowana tylko wtedy, „gdy wszystkie inne środki okażą się niewystarczające w
obliczu wagi wykroczenia”.
„Przestrzegają ścisłych protokołów, aby zapewnić bezpieczeństwo uczniom. Na
przykład, chłosta musi zostać zatwierdzona przez dyrektora i stosowana
wyłącznie przez upoważnionych nauczycieli” – powiedział.
„Szkoły wezmą pod uwagę takie czynniki, jak dojrzałość ucznia oraz to, czy
chłosta pomoże mu wyciągnąć wnioski ze swoich błędów i zrozumieć powagę swojego
czynu”.
Środki te są następstwem rocznego przeglądu skupiającego się na zjawisku
znęcania się i zostały podjęte po tym, jak kilka głośnych przypadków znęcania
się w szkołach zwróciło uwagę opinii publicznej w ubiegłym roku.
Chłosta będzie karą stosowaną wyłącznie wobec uczniów szkół podstawowych (w
wieku 9-12 lat) i starszych, powiedział Lee, powołując się na kodeks
postępowania karnego, który zakazuje chłosty wobec kobiet.
Po wymierzeniu kary chłosty szkoła będzie „monitorować samopoczucie i postępy
ucznia”, w tym udzielać mu poradnictwa – powiedział Lee.
Dodał, że uczennice będą karane „takimi jak zatrzymanie po lekcjach i/lub
zawieszenie, obniżenie oceny za zachowanie i inne konsekwencje nałożone przez
szkołę”.
Karę chłosty, wprowadzoną po raz pierwszy przez brytyjskich kolonizatorów w XIX
wieku, nadal stosuje się w Singapurze wobec przestępców płci męskiej poniżej
50. roku życia. Dotyczy to takich przestępstw, jak rozbój, oszustwo czy
przekroczenie wizy o 90 dni.
W raporcie opublikowanym w zeszłym roku przez Światową Organizację Zdrowia
stwierdzono, że kary cielesne są nadal „niepokojąco powszechne” na całym
świecie, a ponadto wyrządzają poważne szkody zdrowiu i rozwojowi dzieci.
Według szacunków WHO na całym świecie co roku 1,2 miliarda dzieci w wieku od 0
do 18 lat jest poddawanych karom cielesnym w domu.
9.
To kolejny idiotyzm obecnej większości. To tak, jakby inwestować w cięższą
kotwicę dla statku, który chce rozwinąć żagle w daleką podróż.
10.
https://wyborcza.pl/7,162657,32771615,gdyby-prezydent-nawrocki-powolal-np-zespol-doradcow-do-kwestii.html
W związku z powołaniem przez prezydenta Karola Nawrockiego Komisji
Konstytucyjnej – z zamiarem wypracowania projektu nowej konstytucji wzmogła się
aktywność dziennikarska wzywająca profesorów do wypowiedzi.
Odmawiam udziału – powiadam: wolno prezydentowi powoływać jakie chce rady,
także i taką. I moim zdaniem nie trzeba tu do tego specjalnej prawnej podstawy,
już nie wspominając o rzekomym – w tym wypadku – problemie kontrasygnaty.
Z tym, że sens tego zabiegu powoławczego w tym wypadku jest ewidentnie instrumentalny:
potyczka polityczna w wojnie „dwóch pałaców". Prawo, prawne instytucje i
argumenty – niestety – już od dawna w walce na tym ringu występują. Tylko, że
to nie jest ring „prawoznawczy" – i każdy, kto na niego wstępuje, musi
mieć tego świadomość. Dotyczy to zarówno uczestników jak i komentatorów.
Nie odmawiam nawet istnienia sensu czy satysfakcji intelektualnej w
uczestnictwie obradach takiej komisji czy jej komentowaniu – z tym, że trzeba
mieć świadomość że to, co dla uczestnika i komentatora-prawoznawcy ma wartość
prawoznawczą, jest czymś kompletnie nieznaczącym w mającej tu podstawowe
znaczenie warstwie polityczno-publicystycznej i propagandowej.
Gdyby więc prezydent Nawrocki powołał np. zespół doradców do kwestii hodowli
ananasów w polskich warunkach klimatycznych – to jako znawca upraw tropikalnych
nie brałabym udziału w takiej radzie (chyba, żebym potraktowała swoją misję w
kategoriach kamikadze, aby przekonać inicjatora o tym, że sprawa jest co do
zasady dobrze zbadana i nie zachodzą warunki do zmiany stanu wiedzy lub
ewentualnej udatności uprawy w polskich warunkach). A z kolei komentarza
odmówiłabym zawsze, bo co to za ekspert, który z mądrą miną potwierdza znane
banały.
A do nerwowo działających dziennikarzy takie mam przesłanie. Ojciec teatru
polskiego, Wojciech Bogusławski opisał „Cud mniemany czyli Krakowiaków i
Górali". W tym utworze ów cud, to butelka lejdejska, której efekt sieje
popłoch wśród niewykształconego ludu. Otóż państwo dziennikarze skłonni są
propagować inny cud – tymi samymi środkami. I gdybyż raczej skupili się na
kwestii tego, że idzie o cud jednak mniemany.
11.
„Fabryka kłamstw”: co Péter Magyar zrobi z węgierskimi mediami państwowymi?
Dziennikarze przygotowują się na gruntowne reformy po latach prorządowych
rządów Viktora Orbána
https://www.theguardian.com/world/2026/may/06/factory-of-lies-peter-magyar-hungary-state-media
Przez lata działali jako tuby propagandowe rządu, wykorzystując swój szeroki
zasięg, by docierać do domów na terenie całych Węgier i wspierać Viktora Orbána
, a także oczerniać tych, których przedstawiał jako wrogów – od filantropa
George’a Sorosa po prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.
Jednak w sobotę, wraz z zaprzysiężeniem Pétera Magyara, oficjalnie kończącym 16
lat rządów Orbána, potężne niegdyś media państwowe staną w obliczu perspektywy
zamknięcia.
„Wszyscy się boją. Jak daleko sięgnie ta czystka? I do jakiego stopnia?” –
powiedział Guardianowi jeden z pracowników radia państwowego. „Nikt nie wie, co
się stanie” – dodał inny.
To zapowiedź szeroko zakrojonej transformacji, której można się spodziewać, gdy
Magyar i jego partia Cisa obejmą władzę po zdobyciu kwalifikowanej większości w
wyborach w zeszłym miesiącu. Jeśli chodzi o media w kraju, to szczególnie
trudne zadanie – prawdopodobnie obserwowane na całym świecie, gdy inne kraje
zmagają się z ruchami skrajnie prawicowymi, które chcą naśladować Orbána.
Od momentu przejęcia władzy w 2010 r. Orbán i jego partia Fidesz przekształcili
krajowe media, aby promować samych siebie i demonizować przeciwników.
Spowodowało to gwałtowny spadek popularności wolności prasy i postawienie
dużych obszarów kraju w sytuacji, w której muszą żyć w alternatywnej
rzeczywistości.
„Z Ameryki czy Europy Zachodniej bardzo trudno sobie wyobrazić, jak wygląda tu
propaganda i machina państwowa” – powiedział Magyar agencji Associated Press w
lipcu 2024 roku. „Ta równoległa rzeczywistość przypomina Truman Show. Ludzie
wierzą, że to rzeczywistość”.
Niedługo po wyborach w zeszłym miesiącu Magyar – który w trakcie kampanii był
przedstawiany przez państwowe media jako marionetka Brukseli, nieobecny ojciec
i zdrajca – zapowiedział zawieszenie przekazu w państwowych mediach, nazywając
je „fabryką kłamstw”, której przekazy przypominają propagandę z Korei Północnej
i nazistowskich Niemiec.
Powiedział, że jego rząd będzie dążył do uchwalenia nowego prawa prasowego i
utworzenia urzędu ds. mediów, który umożliwiłby mediom państwowym wznowienie
działalności w lepszych warunkach i „naprawdę robienie tego, do czego zostały
powołane”.
To bezprecedensowa okazja dla Węgier , by rozliczyć się z porażkami z
przeszłości – powiedział Gábor Polyák, profesor prawa i polityki medialnej na
Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie. „To nasza największa szansa w
historii Węgier”.
Pod rządami Orbána media rozwijały się na dwa równoległe tory: około 80%
kontrolowali lojalni wobec Fideszu ludzie, w tym media państwowe i prywatne,
których lojalność była hojnie wynagradzana państwowymi dotacjami i reklamami;
naprzeciw nich znajdowały się media niezależne, które od dawna walczyły o
utrzymanie się na powierzchni, odpierając nieustanny strumień ataków związanych
z Fideszem – od kampanii oszczerstw po przeszkody biurokratyczne mające na celu
zajęcie ich czasu i zasobów.
Jak zauważyli Reporterzy bez Granic na początku tego roku, strategia okazała
się spektakularnym sukcesem. „Nie skazując na więzienie ani śmierć ani jednego
dziennikarza, drapieżnik wolności prasy Viktor Orbán niemal unicestwił
niezależne dziennikarstwo węgierskie” – powiedział dyrektor generalny Thibaut
Bruttin.
Mimo to, niedawne wybory podkreśliły odporność niezależnych mediów, które wbrew
wszelkim przeciwnościom nadal donosiły o oskarżeniach o korupcję i kumoterstwo,
krążących wokół Fideszu. „W ostatnich miesiącach niezależni dziennikarze byli
tymi, którzy naprawdę zniszczyli reżim Orbána” – powiedział Polyák.
Opisał to jako idealną burzę. Węgrzy zmagali się z rosnącymi kosztami
utrzymania i słabnącymi usługami socjalnymi, dlatego wielu z nich było bardziej
otwartych na tego rodzaju dosadne relacje, jakie tworzyła większość
niezależnych dziennikarzy.
W miarę jak dziennikarze ujawniali jeden skandal za drugim – od zebr
importowanych przez najwyższe kierownictwo Orbána po służalczy ton jego rządu
wobec Moskwy – Magyar wplatał swoje relacje w swoją kampanię, odwiedzając 700
miast i wsi w ciągu dwóch lat i docierając z nimi do odbiorców, którzy rzadko słyszeli
w lokalnych wiadomościach coś więcej niż redagowane przez Fidesz komunikaty.
Oczekuje się, że kilka powiązanych z Fideszem prywatnych firm medialnych
przetrwa zmianę rządu, ponieważ nadal cieszą się popularnością, powiedział
Polyák. „Ale ostatecznie będzie to mniejsze imperium” – dodał. „A kwestia, czy
pozostaną lojalne wobec Orbána, zależy również od jego stanowiska. Nie jest
jasne, co stanie się z Fideszem i co stanie się z samym Orbánem”.
Wybory ujawniły jednak gotowość do zmian w niektórych kręgach. Kilka dni po
zwycięstwie Magyara ponad 90 dziennikarzy MTI, państwowej agencji
informacyjnej, która należy do najstarszych na świecie, podpisało list
wzywający do przywrócenia „autonomii redakcyjnej”.
Jak ujęła to Krisztina Balogh, która w latach 2016–2018 pracowała w mediach
państwowych: „Media publiczne nie miały na celu informowania, lecz
konstruowania narracji”.
Często obserwowała, jak z wyprzedzeniem przygotowywano scenariusze do relacji
na żywo z wydarzeń państwowych, zawierające zatwierdzone przez rząd wytyczne
dotyczące tego, co można, a czego nie można mówić. „Redaktorzy otrzymali
polecenie używania konkretnych słów kluczowych: migranci, Bruksela, terroryzm”
– powiedziała. „Reportaże były wielokrotnie rozbierane na części i
przepisywane, aby dopasować je do narracji rządu”.
Cel był prosty: podsycać strach, powiedziała. „Zamiast uczyć ludzi myślenia,
warunkowali ich do reagowania strachem, nienawiścią i podejrzliwością. A
miliony wierzyły, że oglądają prawdziwe wiadomości”.
Wśród mediów państwowych emocje sięgają zenitu od czasu miażdżącego zwycięstwa
Magyara. „Szczerze mówiąc, to, co powiedział Magyar, było bardzo niejasne.
Zamknięcie mediów państwowych. Co to znaczy?” – zapytał jeden z pracowników
MTI, proszący o zachowanie anonimowości. „Ale widzę, że wszyscy, niezależnie od
poglądów politycznych, mają nadzieję na normalny, bezstronny serwis
informacyjny”.
Wielu pracowników państwowych mediów pozostało na swoich stanowiskach przez
lata, zmagając się z jawną ingerencją rządu, ponieważ uważali, że nie mają zbyt
wielu innych opcji – powiedział pracownik państwowej stacji radiowej.
Ci, którzy odeszli, często odczuwali skutki szerokiego zasięgu Fideszu –
dodała. „Zaczęli cię ścigać, żeby upewnić się, że nie znajdziesz pracy.
Całkowicie zmiażdżyli ludzi”.
Lata propagandy sprawiły, że Węgry stanęły teraz przed gigantycznym zadaniem,
wykraczającym poza samo przywrócenie wolności prasy, powiedział Balogh, były
pracownik mediów państwowych. „Pozostała nieprzepracowana trauma: system
kłamstw, ciągłej manipulacji i komunikacji opartej na strachu, który pozostawił
głębokie blizny”.
Dla szerszego grona odbiorców była to przestroga przed tym, co pozostaje po
zawłaszczeniu mediów do celów politycznych. „Odbudowa będzie wymagała czasu i
świadomego wysiłku społecznego; umiejętności korzystania z mediów, krytycznego
myślenia i odróżniania informacji od propagandy” – powiedział Balogh.
„Kluczowym pytaniem jest nie tylko to, jaki system medialny powstanie, ale
także to, czy będzie istniało rzeczywiste zapotrzebowanie społeczne na prawdę”.
12.
Bezos chce pozbyć się swojego megajachtu: jest za duży i drogi
Warty 500 milionów dolarów, 127-metrowy żaglowiec wymaga rocznych nakładów
rzędu 30 milionów dolarów. A ze względu na swoje rozmiary, często nie udaje mu
się zacumować. Po tragedii w Met, uwaga (i kontrowersje) skupione na
założycielu Amazona wciąż trwają
https://www.repubblica.it/economia/2026/05/06/news/bezos_vuole_vendere_mega_yacht_127_metri_prezzo-425327467/?ref=RHLM-BG-P17-S1-T1-fdg14
Jakby kontrowersji wokół jego sponsorowania Met Gali było mało , Jeff Bezos
najwyraźniej ma teraz do rozwiązania inny problem: pozbyć się swojego ogromnego
i drogiego megajachtu.
Założyciel Amazona, który według Bloomberg Billionaires Index zajmuje czwarte
miejsce na liście najbogatszych na świecie z majątkiem w wysokości 291
miliardów dolarów, podobno rozważa cichą sprzedaż swojego jachtu Koru, wartego
500 milionów dolarów, jak donoszą amerykańskie plotki. Gdyby rzeczywiście
trafił on na rynek, byłaby to rekordowa transakcja, ponieważ najdroższym
superjachtem obecnie notowanym na Boat International jest 100-metrowy
„Moonrise”, wystawiony na sprzedaż za „zaledwie” 325 milionów dolarów.
Według Page Six, decyzja o wycofaniu jednostki z eksploatacji wynika przede
wszystkim z kosztów operacyjnych, wynoszących około 30 milionów dolarów
rocznie. Ten 127-metrowy superjacht żaglowy ma ciemnoniebieski kadłub i trzy
maszty: szkuner z dodatkowymi opcjami, takimi jak basen ze szklanym dnem, trzy
jacuzzi i lądowisko dla helikopterów. Został zbudowany w Holandii przez Oceanco
i dostarczony w 2023 roku, co już wtedy wzbudziło kontrowersje z powodu obaw o
konieczność zmiany organizacji ruchu wokół stoczni, aby móc go wypuścić na
morze.
Statkowi towarzyszy również wart 75 milionów dolarów statek wsparcia, Abeona,
który ma na pokładzie łódź pomocniczą, skutery wodne i, w razie potrzeby,
helikopter. Los tego statku wsparcia jest nieznany.
Z otoczenia miliardera wyłania się wniosek, że Bezos nie przejmuje się
wyłącznie kosztami eksploatacji (biorąc pod uwagę, że jacht ma około
czterdziestu członków załogi dostępnych dla osiemnastu pasażerów), ale także
jego nadmierną długością, która wielokrotnie uniemożliwiała cumowanie: zdarzyło
się to w Monako, gdzie Bezos chciał oglądać Grand Prix, ale także w Wenecji z
okazji jego (zawsze mocno krytykowanego) ślubu z Lauren Sanchez. Nawiasem
mówiąc, ma ona podwójne powiązania z żaglowcem. Bezos zainstalował na dziobie
drewnianą rzeźbę nordyckiej bogini płodności: niestety, przedstawia ona jego
żonę, a to niekoniecznie spodoba się potencjalnemu właścicielowi.
Poza samym przypadkiem, morał tej historii jest dwojaki. Blogi branżowe
rozpisywały się o „odbiciu” rynku łodzi dla superbogaczy, który przeżył ogromny
boom zaraz po lockdownie, symbolizując możliwość zakupu (za bardzo wysoką cenę)
wolności.
Wygląda jednak na to, że Bezosowi nie podoba się fakt, że łódź czyni go
niezwykle widocznym i rozpoznawalnym na całym świecie. A biorąc pod uwagę
obecny klimat wokół tych technologicznych bogaczy, zaczyna to wyglądać
nieprzyjemnie.
Paul Krugman z Substack również to przyznaje, dostrzegając „nieco bardziej
złożony” problem kryjący się za plotkami: nie tylko wrogość wobec tych, którzy
zgromadzili ogromne bogactwa, ale raczej bunt przeciwko roli, jaką ci
oligarchowie przyjęli w amerykańskiej polityce. Władza w połączeniu z
pieniędzmi doprowadziła tę „plutokrację” do punktu, w którym nie musi ona nawet
uciekać się do „hipokryzji udawania cnotliwości”. Sytuacja, która zwykli ludzie
zdają się mieć już dość.
Najwyraźniej – i dlatego uważam to za dość ważne – reakcja jest wystarczająco
silna, a przynajmniej wystarczająco niepokojąca, by postawić ich w stan
gotowości. Nie sądzę, żeby ludzie tacy jak Bezos faktycznie bali się, że
dostaną pochodnie i widły, ale zaczynają zdawać sobie sprawę, że być może nie
wywalczyli sobie całkowitej odporności, jak im się wydawało. A to – podsumowuje
Krugman – „dobry znak”.
13.
https://wyborcza.pl/7,75398,32770474,sondaz-opinia24-dla-wyborczej-zwyciestwo-dla-demokratow.html#s=S.TD-K.C-B.12-L.1.duzy
No i znowu większość mają w Polsce naziole.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń