DRUGI OBIEG
Piątek, 29 maja 2026
1.
https://wyborcza.pl/7,113768,32819257,a-jednak-da-sie-byc-w-jeszcze-lepszej-formie-polski-artysta.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.1.duzy
TAM TEŻ CLIP Z NAGRANIEM
Piotr Beczała, godny następca Jana Kiepury, prezentuje absolutne mistrzostwo w
tym, co mogłoby go pogrążyć.
Wciąż nie mogę się otrząsnąć po poprzednim wieczorze, kiedy to w Teatrze
Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie wystąpił słynny tenor Piotr Beczała.
Oczywiście, najlepszy polski śpiewak zawsze imponuje wspaniałą techniką i
muzykalnością. Ponad rok temu uraczył słuchaczy Filharmonii Narodowej w
Warszawie koncertem pieśni i arii z repertuaru słowiańskiego, mając u boku
pianistkę Sarah Tysman. To był poziom mistrzowski.
A jednak wczoraj artysta pokazał, że jest w jeszcze lepszej formie. Choć
przecież wydawało się, że już lepiej nie można.
Piotr Beczała w Operze Narodowej. Powiew wielkiej sceny
Absolutnym mistrzostwem w każdym słowie i nucie była aria-improwizacja Cheniera
"Un di all'azzurro spazio" z opery "Andrea Chenier" Umberta
Giordana.
Beczała śpiewał niedawno tę rolę w Metropolitan Opera w Nowym Jorku – w jego
interpretacji czuło się wręcz powiew tej legendarnej sceny i wielkiego
operowego świata, w którym artysta króluje od ponad 20 lat.
Na tym między innymi polega fenomen tego 59-letniego śpiewaka – żadnego
odcinania kuponów, nieustanna praca nad sobą i świadome w każdym calu
posługiwanie się delikatnym instrumentem, jakim jest ludzki głos.
Efekt jest olśniewający. Beczała brzmi świeżo i gdy trzeba – bo tego wymaga
akurat psychologia postaci, w którą się wciela – umie być głosem młodego,
pełnego wigoru mężczyzny.
Szczerość i prostota
Piotr Beczała wystąpił w Warszawie na finał cyklu "Wielkie głosy"
wprowadzonego do repertuaru Opery Narodowej przez nowego dyrektora naczelnego
Borisa Kudličkę. Wcześniej śpiewali w nim Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna,
Artur Ruciński i Pretty Yende, a także Tomasz Konieczny i Camilla Nylund.
Beczale towarzyszyła Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej występująca
pod batutą młodej włoskiej dyrygentki Clelii Cafiero, dla której było to
pierwsze spotkanie z polskim mistrzem.
Dla śpiewaka najintensywniejszy zawodowo czas ostatnio był w 2023 roku, kiedy
intensywnie występował na wielu różnych scenach jako wagnerowski Lohengrin,
debiutował także jako Kalaf w "Turandot" Pucciniego.
Niegdyś tenor liryczny, wykonuje repertuar na głos spinto, cięższy, mocniejszy,
bardziej bohaterski. Potrafi pięknie łączyć tony liryczne i dramatyczne,
dokonując syntezy swoich wokalnych specjalności. Z biegiem lat dokładał więc do
repertuaru partie młodych, pełnych werwy i namiętności bohaterów (nie wymieniam
chronologicznie): Cavaradossiego, Riccarda z "Balu maskowego", Don
Josego z "Carmen", Kalafa, Manrica z "Trubadura" (ostatnio
w Bayerische Staatsoper w Monachium) czy poetę Cheniera. Do tych właśnie ról
nawiązał podczas warszawskiego koncertu.
Dodajmy, że artysta, mimo ciągłych występów zagranicznych, nie omija Polski. Na
początku kwietnia tego roku śpiewał w Zielonej Górze pod dyrekcją Bassema
Akiki, a w planach ma bliższą współpracę z Operą Narodową w Warszawie.
Koncert rozpoczął się od Verdiego. Najpierw pod dyrekcją Cafiero pojawiła się
uwertura do opery "Moc przeznaczenia", zagrana
"nowocześnie": szybko, z przesadnie podkręconymi tempami, głośno i
bez szczególnej dbałości o śpiewność frazy.
Gwiazdor zaczął zaś od rozśpiewania się arią Riccarda "Forse la soglia
attinse" z III aktu wspomnianego "Balu maskowego", a następnie
przeszedł do arii Don Alvara (tej postaci nie gra jeszcze na scenie) "La
vita è inferno… O tu che seno agli angeli" z III aktu "Mocy
przeznaczenia". Pięknie akcentował ich dramatyczne zwroty, ale też
liryczne epizody. Jego głos brzmiał niezwykle swobodnie i miękko, z
charakterystyczną dla niego "złotą" barwą.
Od razu pojawiły się też inne cechy stylu Beczały, którego zawsze pociągały
postacie szlachetne, o dobrym sercu i intencjach.
Artysta potrafi bezpośrednio przekazać szczerość emocji przeżywanych przez
bohatera. Gdy więc w arii
pogrążonego w bólu Don Alvara zabrzmiała fraza "Leonora mia, soccorrimi,
Pietà del mio penar! Pietà di me!" ("Pomocy, miej litość nade
mną, Leonoro"), trudno było oprzeć się wzruszeniu.
Czysty liryzm płynął z ust śpiewaka w arii Lohengrina "In fernem Land
unnahbar Euren Schritten", którą swoim zwyczajem rozpoczął w dynamice
piano pianissimo, niemal w geście melorecytacji.
To znakomity efekt, dzięki któremu uwaga publiczności kieruje się wyłącznie na
postać, która ma jej do zakomunikowania kluczową dla całej opery tajemnicę.
Prostota i powaga, a także masa wdzięku cechują interpretację tej postaci przez
Beczałę, który kreował ją między innymi na scenach Nowego Jorku, Wiednia i
Paryża.
iotr Beczała w Operze Narodowej. Kryształowa dykcja, nieodparty wdzięk
Od wielu lat Piotr Beczała promuje muzykę polską. W Warszawie śpiewał dwie
fantastycznie zinterpretowane arie z oper Stanisława Moniuszki. Umiał znaleźć
wiele nowych, wzruszających tonów w bardzo znanych i osłuchanych ariach, jak
aria z kurantem ze "Strasznego dworu" i "Szumią jodły na gór
szczycie" z "Halki".
Nieprawdopodobna jest wręcz jakość dykcji, którą dysponuje artysta. Czytelne
jest u niego nie tylko każde słowo, lecz wręcz każda zgłoska. Słowa stają się
elastyczne i giętkie, bez względu na cechy danego języka (polski i niemiecki
obfitują w niewygodne dla śpiewu spółgłoski).
Słowa "Cisza dokoła, noc jasna, czyste niebo, księżyc płynie swobodnie po
przestrzeni bez chmur", które rozpoczynają arię Stefana ze
"Strasznego dworu", zabrzmiały jak zaproszenie do pięknej opowieści.
Beczała niezwykle sugestywnie pokazał, jak pod wpływem dźwięków kuranta pamięć
Stefana odżywa, wracają tkliwe i dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa, obraz
matki czekającej na powrót walczącego męża. Pięknie zaakcentował słowa
"Wzywa Boga, prosi Boga, by łagodził wojny gniew". Ileż było w tym
otwartości uczuć, prostoty i powagi.
Czysty żal za niespełnioną miłością zabrzmiał natomiast w arii Jontka, a
przecież Polak ani razu nie wpadł w pułapkę melodramatyzmu, nie popadł w
sentymentalizm.
Absolutne mistrzostwo
Ciepły klimat południa i gorący temperament ujawnił się w zaśpiewanych w
drugiej części wieczoru ariach z oper werystycznych.
Pasjonująco zabrzmiała w swej lirycznej miękkości i dramatycznych porywach aria
pełnego temperamentu wieśniaka Turiddu z "Rycerskości wieśniaczej".
Były w niej zapalczywość i żal, bo Turiddu wie, że zginie, i żegna się z
ukochaną matką ("Mamma, quel vino e generoso").
Aria Cavaradossiego "Recondita armonia" z "Toski"
przyniosła zupełnie inny nastrój – szczęścia i kontemplacji.
Ale najlepsze zostało na koniec, na bis dla publiczności, która zgotowała
owację na stojąco. Absolutnym mistrzostwem były wzniosła improwizacja Cheniera
z I aktu opery Giordana i wyznanie miłosne Don Josego z "Carmen".
Beczała śpiewał z różą w dłoniach, a następnie rzucił ją pomiędzy rzędy.
Wreszcie aria z opery Giordana „"Fedora", nowojorski triumf polskiego
śpiewaka z 2023 roku. Gdy pojawiła się w tej arii jedna niepewna nuta,
oczarowany entuzjastyczną reakcją słuchaczy tenor nie zdecydował się już na
następne bisy.
Warto wspomnieć, że orkiestra pod dyrekcją Clelii Cafiero najlepiej zabrzmiała
w repertuarze werystycznym, grając między innymi intermezzo z opery "Manon
Lescaut" Pucciniego. Natomiast o wykonaniu preludium (Vorspiel) do
"Lohengrina" Wagnera wolałabym w ogóle nie pisać – było to błądzenie
i szukanie drogi do wyjścia ewakuacyjnego. Lepiej o tym zapomnieć.
2.
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,32818666,petit-bonbon-zachwycily-inspektorow-pierwsza-szefowa-kuchni.html
Zapamiętajcie to nazwisko: Beata Śniechowska, szefowa wrocławskiej restauracji
BABA została pierwszą kobietą w Polsce, która zdobyła gwiazdkę Michelin.
Statystycznie niewiele ponad 6 proc. restauracji wyróżnionych w prestiżowym
przewodniku zarządzanych jest przez kobiety.
"To ogromne wyróżnienie. Próbuję nie paść na zawał. Takich rzeczy nie robi
się kobietom po 40." - żartowała Beata Śniechowska, szefowa kuchni
wrocławskiej restauracji BABA, zakładając symboliczny kitel Michelin, który
otrzymują szefowie kuchni wyróżnieni przez przewodnik.
Beata Śniechowska do tego grona dołączyła w środę 27 maja podczas oficjalnej
gali Michelin w Krakowie. Jest pierwszą kobietą w Polsce, która otrzymała
gwiazdkę Michelin.
Jej restauracja BABA awansowała z Bib Gourmand w 2025 roku do Star w tym roku,
"dzięki pewnym reinterpretacjom tradycyjnych polskich dań" - napisali
jurorzy, dodając, że Śniechowska "w swobodnej, gwarnej atmosferze serwuje
subtelnie złożone dania, które podkreślają ich główne składniki.
Charakterystyczna wersja pierogów Petit Bonbon była punktem kulminacyjnym dla
Inspektorów" - podkreślili jurorzy.
Beata Śniechowska ma 40 lat, pochodzi ze Zgorzelca, w 2014 r. broniła doktoratu
w Instytucie Klimatyzacji i Ogrzewnictwa Politechniki Wrocławskiej. W tym samym
roku dała się poznać Polsce jako szefowa kuchni zwyciężając 2. edycję programu
"MasterChef".
- Kiedy wygrałam program, poczułam, że zaryzykuję i kompletnie zmienię swoją
dotychczasową pracę i przekuję moją największą pasję w ścieżkę życiową, czyli
zajmę się profesjonalnym gotowaniem - mówiła kilka lat temu na łamach
"Wysokich Obcasów", opowiadając o swojej pasji do gotowania i miłości
do pomidorów, które są jej ulubionym składnikiem w kuchni.
Teraz ta miłość została doceniona przez najbardziej prestiżowy przewodnik,
którego historia sięga początku XX wieku i który do Polski przywędrował dopiero
w 2013 r. - wtedy bowiem wyróżniono pierwsze w Polsce restauracje.
Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że Beata Śniechowska dołączyła do
elitarnego, wąskiego grona zarezerwowanego głównie dla mężczyzn. Dlaczego?
Wystarczy popatrzeć na Polskę. Obecnie mamy 196 restauracji wyróżnionych przez
przewodnik. Najwyżej ocenioną restauracją w Polsce pozostaje krakowska
Bottiglieria 1881, której szef kuchni Przemysław Klima, czwarty rok z rzędu
utrzymał dwie gwiazdki i jest to jedyna tak wyróżniona restauracja w Polsce.
Restauracji z jedną gwiazdką jest w Polsce 10. Oprócz czterech nowych
restauracji: Steampunk w Pszczynie, Alon Omakase w Warszawie, BABA i Most we
Wrocławiu, swoje wyróżnienia utrzymały: Arco by Paco Pérez w Gdańsku, Giewont w
Kościelisku, Muga w Poznaniu oraz warszawskie NUTA, hub.praga i Rozbrat 20.
Tylko w BABIE szefową kuchni jest kobieta.
Ale ruszmy poza Polskę! W 2023 r. magazyn Chef's Pencil przeanalizował, jaki
jest stosunek kobiet do mężczyzn w słynnym przewodniku. Okazało się, że choć
około jedna czwarta szefów kuchni na świecie to kobiety, to tylko kilka procent
z nich dociera na sam szczyt.
Zespół Chef's Pencil przeanalizował 2286 restauracji wyróżnionych gwiazdkami
Michelin w 16 krajach, a także 100 najlepszych restauracji na świecie według
rankingu stowarzyszenia The World's 50 Best Restaurants (trzy czwarte ze 100
najlepszych restauracji świata również posiada gwiazdki Michelin).
Okazało się, że tylko 6,04 proc. z ponad 2000 restauracji wyróżnionych
gwiazdkami Michelin, jest zarządzanych przez kobiety, a 6,73 proc. ze 100
najlepszych restauracji na świecie ma szefową kuchni. Okazało się też, że np. w
Singapurze, Irlandii, Szwecji i Danii nie było kobiety prowadzącej restauracje
wyróżnione gwiazdkami Michelin. Co więcej w Danii, Norwegii i Szwecji, gdzie
nagrodzonych gwiazdkami jest ponad 60 restauracji, tylko dwie mają kobiety na
stanowiskach szefów kuchni. W Holandii natomiast tylko jedna kobieta szefowała
kuchni w 2023 r. wśród 112 szefów kuchni zarządzających najlepszymi
restauracjami w kraju.
Szefowe kuchni z trzema gwiazdkami można policzyć na palcach. Na 157
restauracji z trzema gwiazdkami Michelin, mamy siedem szefowych kuchni. To Ana
Roš (Hiša Franko, Słowenia), Clare Smyth (Core, Londyn), Dominique Crenn
(Atelier Crenn, San Francisco), Anne-Sophie Pic (PIC, Francja), Elena Arzak
(Arzak, Hiszpania), Nadia Santini (Dal Pescatore, Włochy) i Hélène Darroze
(Hélène Darroze at The Connaught, Londyn).
Sami organizatorzy wyróżnień dla najlepszych restauracji na świecie już kilka
lat temu zwracali uwagę na nierówności między kobietami i mężczyznami i na
niedoreprezentowanie utalentowanych szefowych kuchni. "Dopóki kobiety nie
będą miały równego udziału w sektorze hotelarskim lub nie zajmą wyższych
stanowisk w branży na bardziej równym poziomie, będziemy nadal świętować i
wychwalać osiągnięcia kobiet w tej dziedzinie" - zwracał uwagę William
Drew z The World's 50 Best Restaurants.
Podczas gali Michelin w Polsce, tytuł "otwarcia roku" przypadł
twórcom warszawskiego lokalu Nów, a nagrodę dla młodej szefowej odebrała Ida
Malec z krakowskiego Nat Bistro. Sommelierem roku został Dawid Kurlus z
Poznania.
3.
Scoop: USA i Iran osiągnęły porozumienie, ale potrzebują ostatecznej zgody
Trumpa, twierdzą urzędnicy
https://www.axios.com/2026/05/28/iran-peace-deal-trump-approval
Negocjatorzy USA i Iranu osiągnęli porozumienie w sprawie 60-dniowego
memorandum o porozumieniu, mającego na celu przedłużenie zawieszenia broni i
rozpoczęcie negocjacji w sprawie irańskiego programu nuklearnego, ale prezydent
Trump nie wyraził jeszcze ostatecznej zgody, jak donoszą dwaj urzędnicy
amerykańscy i źródło regionalne zaangażowane w mediacje. Iran również nie
potwierdził swojej akceptacji.
Dlaczego to ważne: Podpisanie porozumienia byłoby najważniejszym przełomem
dyplomatycznym od początku wojny, ale ostateczne porozumienie, które
uwzględniałoby żądania Trumpa w sprawie programu nuklearnego, wymagałoby
dalszych intensywnych negocjacji.
„To porozumienie, które ma skłonić wszystkich do przystąpienia do rozmów.
Szczegóły ustalimy w negocjacjach” – powiedział jeden z amerykańskich
urzędników.
Za kulisami: Urzędnicy amerykańscy poinformowali, że warunki umowy zostały w
większości uzgodnione we wtorek, jednak obie strony wciąż potrzebują zgody
kierownictwa wyższego szczebla.
Amerykańscy urzędnicy twierdzili, że Irańczycy później wrócili i powiedzieli,
że mają niezbędne zgody i są gotowi podpisać. Iran tego nie potwierdził.
Amerykańscy negocjatorzy poinformowali Trumpa o szczegółach ostatecznego
porozumienia, ale ten nie podpisał go od razu. „Prezydent przekazał mediatorom,
że potrzebuje kilku dni na przemyślenie sprawy” – powiedział amerykański
urzędnik.
Retrospekcja: Na wcześniejszych etapach wojny Trump i jego doradcy sądzili, że
są bliscy zawarcia porozumienia, jednak rozmowy za każdym razem stawały w
miejscu.
Zbliżenie: Urzędnicy amerykańscy poinformowali, że 60-dniowe porozumienie
będzie stanowiło, że żegluga przez Cieśninę Ormuz będzie „nieograniczona”.
Przedstawiciel USA dodał, że oznacza to brak opłat i nękania oraz że Iran
będzie musiał usunąć wszystkie miny z cieśniny w ciągu 30 dni.
Zostanie zniesiona również blokada morska USA, ale nastąpi to proporcjonalnie
do przywrócenia żeglugi handlowej, poinformował przedstawiciel USA. Stany
Zjednoczone zamierzają również zwolnić Iran z niektórych sankcji, aby umożliwić
mu swobodną sprzedaż ropy naftowej.
Porozumienie będzie zawierać zobowiązanie Iranu do nierozpoczęcia prac nad
bronią jądrową, poinformowali urzędnicy. W dokumencie stwierdzono również, że
pierwszymi kwestiami negocjowanymi w ciągu 60 dni będą sposób utylizacji wysoko
wzbogaconego uranu z Iranu oraz sposób rozwiązania problemu wzbogacania uranu w
tym kraju.
Stany Zjednoczone zobowiążą się do omówienia kwestii złagodzenia sankcji i
uwolnienia zamrożonych irańskich funduszy jako części negocjacji.
Porozumienie obejmie również dyskusję na temat mechanizmu, który pomoże Iranowi
rozpocząć przyjmowanie towarów i pomocy humanitarnej.
W porozumieniu ogłoszono również zakończenie wojny pomiędzy Izraelem a
Hezbollahem w Libanie – kwestia ta była przedmiotem co najmniej jednej napiętej
rozmowy między Trumpem a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu.
Podzielony ekran: Podczas gdy negocjacje dobiegały końca, w ciągu ostatnich 48
godzin doszło do dwóch potyczek między USA a Iranem w Cieśninie
Ormuz.
Co mówią: Pewien amerykański urzędnik stwierdził, że Iran ma teraz szansę na
uwolnienie swojej gospodarki i „w ich systemie są ludzie, którzy rozumieją, że
to szansa na obranie innego kierunku”, dodając: „Dowiemy się tego podczas
60-dniowych negocjacji, czy tak się stanie”.
Amerykańscy urzędnicy twierdzili, że nie będzie żadnych porozumień pobocznych
ani tajnych klauzul dotyczących złagodzenia sankcji ani przekazania funduszy
Iranowi. „Im więcej Irańczycy będą skłonni dać, tym więcej dostaną” –
powiedział jeden z nich.
Obaj urzędnicy amerykańscy twierdzili, że Irańczycy złożyli ustne zobowiązania
podczas negocjacji dotyczące gotowości do ustępstw w sprawie programu
nuklearnego, ale „nie dowiemy się tego, dopóki nie spotkamy się w sali obrad,
dlatego chcemy podpisać to porozumienie. Dzięki niemu obie strony spotkają się
i będą mogły negocjować bezpośrednio”.
W porozumieniu wspomniano również o promowaniu „pokoju regionalnego”, a
administracja Trumpa liczy na przeprowadzenie rozmów na temat wsparcia
udzielanego przez Iran regionalnym pełnomocnikom – powiedzieli urzędnicy.
Urzędnicy stwierdzili, że jeśli w trakcie negocjacji okaże się, że Iran nie
jest w stanie zrealizować porozumienia w kwestii nuklearnej, Trump będzie miał
wszystkie opcje na stole – ekonomiczne i militarne. Dodali, że wycofanie sił
USA wysłanych do regionu zależy od ostatecznego porozumienia.
Na co zwrócić uwagę: Teheran nie potwierdził akceptacji porozumienia. Trump
powiedział również w środę, że się nie spieszy.
Irański Najwyższy Przywódca ajatollah Modżtaba Chamenei nie zatwierdził jeszcze
projektu memorandum o porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi, uzgodnionego przez
negocjatorów z obu krajów, jak donosi „Jerusalem Post”. Według izraelskiej
gazety, irańscy negocjatorzy – minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi i
przewodniczący parlamentu Mohammad Ghalibaf – mogli osiągnąć porozumienie z
wysłannikiem USA Stevem Witkoffem i jego zespołem, „ale irańskie kierownictwo
wysokiego szczebla nie zgodziło się jeszcze na zawieszenie broni”. Dlatego,
podobnie jak prezydent USA Donald Trump, Chamenei nie dał jeszcze zielonego
światła. Telewizja Al-Arabija potwierdziła, że porozumienie będzie podzielone
na dwa etapy: najpierw podpisanie memorandum, nadzorowane przez Pakistan, który
pełnił rolę mediatora, a następnie 60-dniowe negocjacje, głównie dotyczące
programu nuklearnego Teheranu.
Najwyższy Przywódca Iranu, Modżtaba Chamenei, wezwał do jedności w obliczu
pokonanego wroga, który dąży do podziału kraju. „Ślepy plan wroga, po
narzuconej wojnie, presji ekonomicznej oraz medialnym i politycznym oblężeniu,
polega na tworzeniu podziałów i rozbicia społecznego, aby zrekompensować
porażki militarne i podporządkować sobie naród” – napisał w orędziu z okazji
rocznicy inauguracji pierwszego Islamskiego Zgromadzenia Konsultacyjnego i
początku trzeciego roku Dwunastej Kadencji. „Dlatego konieczne jest, aby
wszyscy, których serca biją dla islamu i rewolucji, lub dla niepodległości i
godności Iranu, jeszcze bardziej zaangażowali się w ochronę jedności zwartego i
spójnego frontu narodowego i aby nie dopuścić do przekształcenia uzasadnionych
lub nieuzasadnionych nieporozumień w konflikty i podziały, stając się słowem i
czynem przykładem jedności i integracji narodowej” – apelował ajatollah w swoim
orędziu do irańskich deputowanych.
Stany Zjednoczone ostrzegły Oman, aby powstrzymał się od wszelkich prób
wprowadzenia systemu opłat drogowych w Cieśninie Ormuz, grożąc sankcjami wobec
podmiotów zaangażowanych w ten proces. Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent wydał
oświadczenie w programie X, w którym stwierdził, że Waszyngton podejmie
działania przeciwko firmom lub rządom wspierającym takie inicjatywy. „Rząd
Stanów Zjednoczonych nie będzie tolerował żadnych prób wprowadzenia systemu
opłat drogowych w Cieśninie Ormuz. W szczególności Oman powinien wiedzieć, że
Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych będzie agresywnie atakował każdego
podmiotu zaangażowanego – bezpośrednio lub pośrednio – w ułatwianie pobierania
opłat drogowych w Cieśninie, a każdy partner, który zgodzi się na współpracę,
zostanie ukarany” – napisał Bessent. „Wszystkie państwa powinny kategorycznie
odrzucić wszelkie próby Iranu mające na celu zakłócenie swobodnego przepływu
handlu. Minęły czasy, gdy Teheran terroryzował region i świat”.
4.
Trump składa poprawiony pozew o zniesławienie przeciwko wydawcy WSJ
Sędzia federalny oddalił pierwszą skargę Trumpa dotyczącą artykułu o liście w
książce urodzinowej Jeffreya Epsteina
https://www.wsj.com/us-news/law/trump-files-revised-defamation-lawsuit-against-wsj-publisher-3c944f80
Zespół prawny Donalda Trumpa ponownie złożył pozew w związku z artykułem w Wall
Street Journal, w którym twierdzono, że Trump wysłał „sprośny” list do
skompromitowanego finansisty Jeffreya Epsteina w 2003 r., po tym jak sędzia na
Florydzie oddalił sprawę w zeszłym miesiącu .
Ten ruch otwiera nową sensacyjną sprawę, w której prezydent USA musi zmierzyć
się z jednym ze swoich głównych sojuszników w mediach, Rupertem Murdochem.
Rzecznik zespołu prawnego Trumpa nazwał sprawę, w której wymieniono również
nazwiska wydawcy „Journal” należącego do Murdocha, Dow Jonesa, oraz reporterów
Khadeeji Safdar i Joe Palazzolo, „poważnym pozwem” i powiedział: „Prezydent
będzie nadal pociągał do odpowiedzialności tych, którzy wprowadzają Amerykanów
w błąd za pomocą fałszywych wiadomości i oszczerstw”.
W kwietniu sędzia Darrin P. Gayles stwierdził, że zespół Trumpa nie przedstawił
wystarczających argumentów, że publikacja „Journal” z lipca 2025 roku została
dokonana ze złośliwością, co oznacza, że osoby odpowiedzialne za artykuł
opublikowały go, mimo że wiedziały, iż jest on fałszywy lub wysoce
prawdopodobne, że jest fałszywy. Umorzył jednak sprawę „bez uszczerbku dla
prawa” i dał Trumpowi czas na ponowne wniesienie sprawy po przedstawieniu
nowych dowodów.
W swoim orzeczeniu Gayles argumentował, że istnieją istotne dowody na to, że
„Journal” próbował ustalić, czy list – zawierający rysunek nagiego kobiecego
torsu wokół wyimaginowanej rozmowy Trumpa i Epsteina – jest autentyczny, a
fakt, że Trump twierdził, że jest fałszywy, nie oznacza, że Journal” działał
„mając poważne wątpliwości” co do tej historii.
Nowy pozew, o siedem stron dłuższy od oryginału, nadal utrzymuje, że list do
Epsteina nie istnieje. „Powodem tych zaniedbań jest to, że oskarżeni nie mieli
dostępu do żadnego takiego listu w momencie publikacji artykułu, co jest
faktem, ponieważ nie istnieje żaden autentyczny list ani rysunek” – czytamy w
pozwie.
List został opublikowany przez komisję nadzoru Izby Reprezentantów we wrześniu,
po tym jak dostarczyli go spadkobiercy Epsteina.
W pozwie twierdzono, że Murdoch powiedział Trumpowi: „Zajmę się tym”, kiedy
prezydent do niego zadzwonił i powiedział mu, że historia jest nieprawdziwa –
„co prezydent Trump słusznie zinterpretował w ten sposób, że Murdoch uwierzył
prezydentowi Trumpowi i że artykuł nie zostanie opublikowany”.
Zespół prawny Trumpa powołał się również na komentarze współpracowniczki
Epsteina, Ghislaine Maxwell, która stwierdziła, że nie pamięta listu. (W
oryginalnym artykule „Journal” odnotowano, że Maxwell „nie odpowiedziała na
list z prośbą o wywiad wysłany do niej do więzienia”).
„Spośród dwóch żyjących osób, które mogły udowodnić, że prezydent Trump złożył
list urodzinowy, jedna osoba, prezydent Trump, stanowczo zaprzeczyła istnieniu
rzekomego listu, a druga zeznała przed urzędnikiem federalnym, że nie miała o
nim pojęcia” – twierdzi pozew. „Oskarżeni Safdar, Palazzolo, Dow Jones i News
Corp albo znali te fakty, albo celowo unikali zbadania tych informacji,
publikując jednocześnie fałszywy, złośliwy i zniesławiający artykuł”.
Zmieniona wersja skargi zawiera zarzut, że „Journal” celowo pominął
zaprzeczenie Trumpa dotyczące listu – chociaż w oryginalnym artykule
odnotowano, że „Trump zaprzeczył napisaniu listu lub narysowaniu obrazka”.
Zespół prawny Trumpa zamierzał przeprowadzić ograniczone dochodzenie w celu
zgromadzenia dowodów rzeczywistej złośliwości przed złożeniem zmienionego pozwu
– jednak Gayles niedawno odrzucił ten wniosek, argumentując, że jest on
niewłaściwy i „sprzeczny z celem leżącym u podstaw standardu rzeczywistej
złośliwości”.
W pozwie domagają się odszkodowania w wysokości 10 mld dolarów, choć nie jest
jasne, na jakiej podstawie została ustalona ta kwota.
Rzecznik prasowy Dow Jones został poproszony o komentarz w sprawie zmienionej
wersji pozwu.
Przez lata, zarówno podczas urzędowania, jak i poza nim, Trump toczył batalie
prawne z firmami medialnymi, których nie lubi. Choć wygrał ugody w sprawach
przeciwko CBS i ABC News na dziesiątki milionów dolarów, przeznaczonych na jego
przyszłą bibliotekę prezydencką, wciąż ma nierozstrzygnięte sprawy sądowe
przeciwko „New York Timesowi” i BBC
5.
Ogromny spadek turystyki w USA to niepokojący znak na przyszłość
https://edition.cnn.com/2026/05/25/travel/analysis-tourism-fewer-international-visitors-2025-vis
„Najbardziej atrakcyjna Ameryka w historii”, według prezydenta Donalda Trumpa,
wydaje się być krajem, od którego turyści trzymają się z daleka. W 2025 roku
USA straciły cztery miliony odwiedzających w porównaniu z poprzednim rokiem:
spadek turystyki międzynarodowej o 5,5 procent, według CNN. Wpływy również się
skurczyły: do amerykańskich kas wpłynęło 8 miliardów dolarów mniej. Wyłączając
załamanie związane z pandemią Covid, jest to najgłębszy spadek turystyki
międzynarodowej w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Bojkot pochodzi z wielu
krajów, w tym z Niemiec, Indii, Francji, Australii, Chile i Chin, ale
najpoważniejszy spadek dotyczy Kanady, kraju, który Trump chciałby
przekształcić w 51. stan USA. Według danych firmy śledzącej telefony komórkowe
Cuebiq, podróże Kanadyjczyków do głównych miast USA spadły nawet o 42%.
Wielu podróżnych twierdzi, że unika Stanów Zjednoczonych z powodu agresywnej
retoryki Trumpa, ostrej polityki imigracyjnej i napięć politycznych związanych
z konfliktem z Iranem. Jednak strach przed więzieniem z powodu niebiałego
koloru skóry lub wzbudzaniem podejrzeń również nie pomaga. Las Vegas jest
jednym z miejsc, które najbardziej ucierpiały na spadku frekwencji w Kanadzie:
frekwencja spadła o 17%.
Według sondażu Politico, większość Kanadyjczyków uważa obecnie Stany
Zjednoczone za niepewnego partnera i sojusznika. Jednak spadek turystyki w
Stanach Zjednoczonych przeczy trendowi panującemu w reszcie świata: w 2025 roku
liczba podróży zagranicznych wzrosła o około 80 milionów osób w porównaniu z
rokiem poprzednim, choć znaczna część z nich wybrała kierunki poza Stanami
Zjednoczonymi. Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, które odbędą się w Stanach
Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie, nie poprawiły sytuacji. Dziesiątki tysięcy
biletów pozostają niesprzedane, a hotele nie są w pełni zarezerwowane.
„Byliśmy krajem, który inni chcieli naśladować. Ta idea już nie istnieje” –
powiedziała CNN Juliette Kayyem z Harvard Kennedy School. „Długofalowe szkody”
– dodała – „polegają na tym, że świat nigdy już nie pozna Ameryki w ten sam
sposób. Dziś Stany Zjednoczone postrzegane są jako kraj, który w najlepszym
razie jest lekceważony, a w najgorszym postrzegany jako walcząca o przetrwanie
demokracja”.
6.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32811450,konrad-muzyka-300-nowych-czolgow-i-700-iskanderow-to-duzo-czy.html#s=S.TD-K.C-B.11-L.1.duzy
Wojska powietrznodesantowe, część sił specjalnych, wojska strategiczne -
Rosjanie mają formacje, w których szkolenie stoi wysoko - mówi analityk
militarny Konrad Muzyka.
Maciek Kucharczyk: Po raz kolejny przeżywamy fazę optymizmu odnośnie wojny w
Ukrainie. Że Rosja słabnie, że Ukraińcy coraz lepiej sobie radzą. Mocno
podkreśliła to bardzo skromna defilada z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie i
ciągłe, coraz śmielsze i dalsze ukraińskie ataki dronowe. Czy rzeczywiście
rosyjska armia ma problem?
- Konrad Muzyka: - To zabrzmi mało ekscytująco, ale tradycyjnie to nie jest
armia ani całkiem słaba, którą można ignorować, ani jednoznacznie silna, przed
którą trzeba drżeć. Są elementy funkcjonujące bardzo dobrze. Na przykład
zdolność do nakłaniania żołnierzy, by szli naprzód, choć wiadomo, że szanse na
przeżycie są ograniczone. …
Innym dużym osiągnięciem Rosjan jest zdolność do odcinania Ukraińców na froncie
od zaplecza przy pomocy dronów i nalotów. Na szczęście to udaje się tylko tam,
gdzie przyznają najwyższy priorytet i zgromadzą najlepsze oddziały.
Dużym osiągnięciem jest znaczne poprawienie skuteczności uderzeń lotniczych i
rakietowych na ukraińskie miasta czy ogólnie dalsze zaplecze. Różnica w
porównaniu z pierwszym okresem wojny jest znaczna.
Ale nie brakuje obszarów, gdzie jest źle albo wręcz bardzo źle. Na przykład
ciągłe stosowanie taktyki infiltracji, czyli wysyłanie żołnierzy małymi
grupkami, żeby jakoś przeniknęli przez ukraińskie pozycje i zajęli jakiś punkt
za nimi. Z perspektywy rosyjskiego dowództwa to ma sens, bo nie tym, to innym
razem się udaje, ale obiektywnie patrząc to prymitywna i bardzo kosztowna
metoda, bo mnóstwo tych kiepsko przygotowanych ludzi ginie.
Bardzo źle pokazała się flota. Ukraińcy, nie mając regularnych sił morskich,
nie tylko zdołali odepchnąć od swojego wybrzeża dość silną Flotę Czarnomorską,
ale już czwarty rok trzymają ją w poczuciu zagrożenia.
Słaba, jak na swój potencjał, okazała się obrona przeciwlotnicza, która kiepsko
radzi sobie z masami prostych ukraińskich dronów. Paradoksalnie jej
przekleństwem stał się jeden z największych atutów wojennych Rosji, czyli
przestrzeń. Po prostu nie ma tyle systemów przeciwlotniczych, aby zabezpieczyć
tak ogromne obszary i liczne obiekty strategiczne.
Ogólnie po czterech latach intensywnych działań w Ukrainie na pewno w
najważniejszych obszarach, zwłaszcza wojsk lądowych, widzimy raczej degradację
niż rozwój, innowację i wdrażanie nowych rozwiązań poprawiających ich
skuteczność. (…)
========
Artykuł jest ogromny, zainteresowanym polecam kliknięcie w link.
7.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32812591,joanna-szczepkowska-teraz-wybaczylabym-rzadowi-wszystko.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
(…)
Ile można wybaczyć rządowi?
- W normalnych czasach, jeśli pojawiają się błędy, niczego się nie wybacza,
tylko naciska się na rząd. Ale my nie żyjemy w normalnych czasach. Stawka jest
inna. Wszystko albo nic. No więc teraz wybaczyłabym wszystko.
Nawet ściganie przez cały aparat państwa, łącznie z premierem i szefem
resortu spraw wewnętrznych, ukraińskiego influencera, który wjechał nad Morskie
Oko samochodem?
- Wie pan, w normalnych czasach to bym się szczerze uśmiała z obrazu, który pan
namalował. Jedzie ukraiński influencer do Morskiego Oka, a za nim biegnie cały
aparat państwa. Jednak dziś trochę inaczej to wygląda. Jest wojna w Ukrainie,
premier wspiera naszych sąsiadów. Mamy jednocześnie nastroje antyukraińskie i z
nimi rząd też musi mierzyć. Jeśli więc chłopak z Ukrainy kłujący w oczy
bogactwem popisuje się jazdą, łamaniem przepisów i oszukiwaniem policji, to
rząd daje sygnał społeczeństwu, że nie ma tu ulgowej taryfy. (…)
I uważa pani, że ściganie się z prawicą na radykalizm w stosunku do Ukraińców,
ma polityczny sens?
- Nie uważam, że rząd się ściga. Uważam, że jest na politycznej wojnie. Uważam, że agresorem jest prawa strona, która
zagarnęła cały system prawny, konstytucyjny, a propagandowymi kłamstwami także
wielką część społeczeństwa.
Na tej wojnie największy sens ma próba dotarcia do wyborców niezdecydowanych i
do konserwatywnej części społeczeństwa, które ślepo idzie za patoprawicą, nie
zważając na liczbę popełnionych przestępstw i skandali. I to są dwa
najważniejsze zadania.
Sprawa jest o tyle utrudniona, że Prawo i Sprawiedliwość przejęło całe
słownictwo i narrację demokratów. Dzisiaj Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński
twierdzą, że Tusk łamie demokratyczne zasady, czyli odwrócili kota ogonem.
Okazuje się, że Zbigniew Ziobro jest ofiarą, a nie posłem z zarzutami, a
Nawrocki dodaje na szczycie spotkania wschodniej flanki NATO w Rumunii, że
państwo polskie nie działa i jest niepraworządne. …
Spójrzmy jeszcze na inne rysy koalicji rządzącej. Po co premier zwlekał
tygodnie z ogłoszeniem zgody na transkrypcje małżeństw jednopłciowych zawartych
zagranicą?
- To jest pytanie do premiera, nie do mnie. Ja mogę tylko powtórzyć: to jest
wojna, a nie walka. Na wojnie liczy się strategia. Podejrzewam, że premier
zdaje sobie sprawę, z jakim społeczeństwem ma do czynienia i jak silny jest tu
konserwatyzm.
Został nam rok do wyborów, to jest tylko kilkanaście miesięcy. Trzeba zacisnąć
zęby, iść głosować na opcję liberalną, a po wygranej bić się o to, co ma dać
liberalna demokracja. …
Jeszcze raz przypomnę słowa Donalda Tuska, który poprosił nas o zaufanie. I ja
za tymi słowami idę i będę za nimi szła do 2027 roku, do wyborów
parlamentarnych. Mówię i piszę o tym konsekwentnie, bo cel jest jeden: wygrać
wybory. Na tym etapie wojny trzeba ważyć, ile zniesie konserwatywna część
społeczeństwa, choćby w kontekście związków jednopłciowych. Sprawdzić, czy
transkrypcja nie stanie się punktem zapalnym. …
Czyli przez ten rok mamy przymykać oczy na zawieszenie prawa azylowego?
- Tak. Mówimy o kilkunastu miesiącach, a nie o latach. Przez ten czas wielu z
nas będzie czuło niezgodę na wiele decyzji. Ja też. Tyle tylko, że kiedy jest
wojna, nie zajmujemy się tym, czy żołnierze niszczą ściółkę leśną, choć
przecież niszczą. Liczy się zwycięstwo. … Ja też się powstrzymuję przed krytyką
rządu. Nie zgadzam się na siłowe wypychanie za granicę uchodźców. A przecież
biliśmy się z PiS o humanitarne podejście do ludzi uciekających przed
totalitaryzmem. Powinnam publikować relacje osób, które są dla mnie
autorytetami, walczyć, angażować ludzi w kontrolę sytuacji na
polsko-białoruskiej granicy. Nie robię tego i nie czuję się z tym dobrze.
Czekam do 2027 roku.
Rozumiem, ale czy przejmowanie języka prawicy przez premiera nie zniechęci
wyborców progresywnych? W 2023 roku liczyły się inne hasła niż te, którymi
mówił rok temu Rafał Trzaskowski, krytykując pomoc mieszkającym u nas Ukraińcom
czy Europejski Zielony Ład.
- Jeśli będziemy mówić o „przejmowaniu języka prawicy przez premiera", to
zniechęci. To nie jest żadne przejmowanie, tylko wojenna strategia na ten
konkretny czas. (…)
CAŁY WYWIAD – KLIKNIJ W LINK
8.
https://wyborcza.pl/7,75968,32818769,adam-michnik-trump-putinizuje-usa.html#s=S.MT-K.C-B.2-L.1.duzy
(…)
Zawsze chciałem zadać ci to pytanie: jak patrzysz na 37 lat III RP, to czy
widzisz moment, w którym ta polaryzacja ruszyła z kopyta?
- Chyba to był właśnie Smoleńsk.
Czyli nawet nie pierwsze rządy PiS-u w latach 2005-2007?
- Elementy tej polaryzacji były oczywiście wcześniej, ale to tylko elementy.
Zastanawiając się nad tym, na czym polega główny konflikt polityczny w moim
kraju, doszedłem do wniosku, że nie jest to spór: komunizm czy demokracja.
Dzisiaj jest to spór o to, czy Polska ma być, mówiąc językiem przedwojennym:
endecka czy antyendecka. A mówiąc językiem powojennym: czy będzie to budowa
społeczeństwa zamkniętego, czy budowa społeczeństwa otwartego. (…)
Na koniec chcę zadać ci pytanie o referendum w Krakowie. Aleksander
Miszalski stracił władzę, bo frekwencja była powyżej wymaganej. Czy to da wiatr
w żagle PiS-owi albo Konfederacji?
- Mam nadzieję, że nie, ale może tak się stać. Łaska pańska na pstrym koniu
jeździ. A łaska wyborcy w sytuacji podziału społeczeństwa niemal pół na pół
może szybko się obrócić. W takim układzie zdecydować może nawet pięć tysięcy
głosów, a więc naprawdę niewiele. Pamiętamy różnice w wyborach prezydenckich.
Więc tak, to może odwrócić koniunkturę, a to referendum powinno być sygnałem
dla rządzącej koalicji, że wszystko jest jeszcze możliwe, że Polska jest takim
krajem, gdzie możliwe są zmiany na gorsze, ale możliwe są też zmiany na lepsze.
9.
Dla Merza zabawa kończy się na Wüscie.
„Niebezpieczna żądza podpaleń”: Plotki o rzekomych ambicjach premiera Nadrenii
Północnej-Westfalii Hendrika Wüsta wywołują duże poruszenie – zwłaszcza w
Urzędzie Kanclerskim.
https://www.faz.net/aktuell/politik/inland/kanzler-merz-reagiert-scharf-auf-wuest-geruecht-accg-200875600.html
„Jestem bardzo zdeterminowany, by odnieść sukces z obecną koalicją”.
Friedrich Merz poczuł się zobowiązany do odniesienia się do coraz bardziej
natarczywych plotek, że jest na krawędzi. Niektóre szanowane gazety, w tym
flagowy dziennik CDU, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, podniosły kwestię
możliwości zastąpienia kanclerza w trakcie kampanii przez wpływowego
gubernatora Nadrenii Północnej-Westfalii, Hendrika Wüsta, zwolennika Merkel i
architekta solidnej koalicji regionalnej z Zielonymi. Przemawiając wczoraj z
Sauerlandu, swojej rodzinnej Westfalii, Merz zapewnił, że „nie ma innej
konstelacji w Bundestagu i nie szukam alternatyw”.
Lider chadecji chciał w ten sposób rozwiać dwie hipotezy, które uporczywie
krążyły, podsycane wyraźnym impasem rządu w kwestii reform oraz sondażami,
które pokazują spadek poparcia dla partii rządzących i przewagę AfD z wynikiem
27–28% głosów.
Pierwsza hipoteza, zrodzona zeszłej zimy na prawicowym skrzydle chadeków,
postuluje zerwanie z SPD. Zakłada ona utworzenie mniejszościowego,
jednopartyjnego rządu, który sprzymierzyłby się z innymi partiami, w tym z AfD.
Plotka ta pojawiła się w tych samych dniach, gdy grupa młodych posłów CDU
zagroziła, że zagłosuje przeciwko „kontrreformie” emerytalnej, zdecydowanie
popieranej przez socjaldemokratów. Wczoraj Merz po raz kolejny wykluczył
bezprecedensowe przedsięwzięcie, jakim jest utworzenie rządu mniejszościowego i
utworzenie koalicji ze skrajną prawicą.
10.
https://wyborcza.pl/7,75398,32819682,sad-uchylil-decyzje-prokuratury-w-sprawie-michala-wosia.html#s=S.TD-K.C-B.6-L.2.maly
Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił wszystkie środki zapobiegawcze zastosowane
wobec Michała Wosia - poinformował obrońca posła PiS mec. Adam Gomoła. Prawnik
poinformował o decyzji sądu w czwartek 28 maja na X. "Klęska Prokuratury
Krajowej" - napisał. Gomoła przekazał, że warszawski sąd uchylił także w
całości zabezpieczenie majątkowe zastosowane wobec Wosia. … W październiku
zeszłego roku Prokuratura Krajowa skierowała również do Sądu Okręgowego w
Warszawie akt oskarżenia przeciwko niemu. Śledczy zarzucają Wosiowi
przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków. Chodzi o przekazanie 25
mln zł z Funduszu Sprawiedliwości dla CBA na zakup oprogramowania szpiegującego
Pegasus. Zdaniem prokuratury Michał Woś przywłaszczył powierzone mu pieniądze i
działał na szkodę interesu publicznego. Może za to grozić do 10 lat więzienia.
(…)
========
I znowu pożądanie sprawiedliwości D.O. zostało podeptane i ośmieszone. Taka
to „demokracja walcząca”.
11.
Blond bawół z Bangladeszu, zwany „Donaldem Trumpem”, uratowany przed złożeniem
ofiary w święto Eid
Rzadki albinos bawół uratowany ze względu na obawy dotyczące bezpieczeństwa
związane z niezwykłym zainteresowaniem opinii publicznej zwierzęciem o wadze
700 kg
https://www.theguardian.com/world/2026/may/28/blond-bangladeshi-buffalo-nicknamed-donald-trump-saved-from-eid-sacrifice
Rzadki albinos bawół z Bangladeszu, nazywany „Donaldem Trumpem” ze względu na
charakterystyczny blond czubek, został oszczędzony przed poświęceniem z okazji
Eid al-Adha po ostatniej interwencji rządu, poinformował urzędnik Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych.
Zwierzę ważące prawie 700 kg zostało już sprzedane na ubój rytualny, gdy władze
interweniowały, powołując się na obawy dotyczące bezpieczeństwa po wzroście
zainteresowania opinii publicznej przed czwartkowym festiwalem.
Minister spraw wewnętrznych Salahuddin Ahmed nakazał oszczędzić bawoła, zwrócić
nabywcy pieniądze i przenieść zwierzę do narodowego zoo w Dhace. „W ostatniej
chwili podjęto decyzję o oszczędzeniu bawoła przed złożeniem w ofierze ze
względu na względy bezpieczeństwa i nadzwyczaj wysoki poziom zainteresowania
opinii publicznej” – powiedział urzędnik ministerstwa.
To, co zaczęło się jako rutynowy zakup z okazji święta Eid, szybko przerodziło
się w ogólnokrajową ciekawość, gdy filmy stały się viralem. Na farmie
gromadziły się tłumy, a goście przyjeżdżali z daleka, aby podziwiać blond
grzywkę i spokojne usposobienie bawołu. Właściciel farmy, Ziauddin Mridha,
powiedział, że jego młodszy brat nadał bawołowi przydomek „Trump”, dostrzegając
jego podobieństwo do prezydenta USA.
Mridha powiedziała, że zwierzę jest niezwykle łagodne i wymaga starannej
opieki, w tym częstego karmienia i regularnych kąpieli.
Białe bawoły są rzadkością w Bangladeszu, gdzie większość bydła jest ciemna, co
sprawia, że wyróżniają się w szczycie sezonu hodowli zwierząt gospodarskich w
święto Eid – choć to właśnie ta przydomek prawdopodobnie uratował im życie.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń