DRUGI OBIEG
Piątek, 29 maja 2026


1.

https://wyborcza.pl/7,113768,32819257,a-jednak-da-sie-byc-w-jeszcze-lepszej-formie-polski-artysta.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.1.duzy TAM TEŻ CLIP Z NAGRANIEM
Piotr Beczała, godny następca Jana Kiepury, prezentuje absolutne mistrzostwo w tym, co mogłoby go pogrążyć.
Wciąż nie mogę się otrząsnąć po poprzednim wieczorze, kiedy to w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie wystąpił słynny tenor Piotr Beczała.
Oczywiście, najlepszy polski śpiewak zawsze imponuje wspaniałą techniką i muzykalnością. Ponad rok temu uraczył słuchaczy Filharmonii Narodowej w Warszawie koncertem pieśni i arii z repertuaru słowiańskiego, mając u boku pianistkę Sarah Tysman. To był poziom mistrzowski.
A jednak wczoraj artysta pokazał, że jest w jeszcze lepszej formie. Choć przecież wydawało się, że już lepiej nie można.
Piotr Beczała w Operze Narodowej. Powiew wielkiej sceny
Absolutnym mistrzostwem w każdym słowie i nucie była aria-improwizacja Cheniera "Un di all'azzurro spazio" z opery "Andrea Chenier" Umberta Giordana.
Beczała śpiewał niedawno tę rolę w Metropolitan Opera w Nowym Jorku – w jego interpretacji czuło się wręcz powiew tej legendarnej sceny i wielkiego operowego świata, w którym artysta króluje od ponad 20 lat.
Na tym między innymi polega fenomen tego 59-letniego śpiewaka – żadnego odcinania kuponów, nieustanna praca nad sobą i świadome w każdym calu posługiwanie się delikatnym instrumentem, jakim jest ludzki głos.
Efekt jest olśniewający. Beczała brzmi świeżo i gdy trzeba – bo tego wymaga akurat psychologia postaci, w którą się wciela – umie być głosem młodego, pełnego wigoru mężczyzny.

Szczerość i prostota
Piotr Beczała wystąpił w Warszawie na finał cyklu "Wielkie głosy" wprowadzonego do repertuaru Opery Narodowej przez nowego dyrektora naczelnego Borisa Kudličkę. Wcześniej śpiewali w nim Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna, Artur Ruciński i Pretty Yende, a także Tomasz Konieczny i Camilla Nylund.
Beczale towarzyszyła Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej występująca pod batutą młodej włoskiej dyrygentki Clelii Cafiero, dla której było to pierwsze spotkanie z polskim mistrzem.
Dla śpiewaka najintensywniejszy zawodowo czas ostatnio był w 2023 roku, kiedy intensywnie występował na wielu różnych scenach jako wagnerowski Lohengrin, debiutował także jako Kalaf w "Turandot" Pucciniego.
Niegdyś tenor liryczny, wykonuje repertuar na głos spinto, cięższy, mocniejszy, bardziej bohaterski. Potrafi pięknie łączyć tony liryczne i dramatyczne, dokonując syntezy swoich wokalnych specjalności. Z biegiem lat dokładał więc do repertuaru partie młodych, pełnych werwy i namiętności bohaterów (nie wymieniam chronologicznie): Cavaradossiego, Riccarda z "Balu maskowego", Don Josego z "Carmen", Kalafa, Manrica z "Trubadura" (ostatnio w Bayerische Staatsoper w Monachium) czy poetę Cheniera. Do tych właśnie ról nawiązał podczas warszawskiego koncertu.
Dodajmy, że artysta, mimo ciągłych występów zagranicznych, nie omija Polski. Na początku kwietnia tego roku śpiewał w Zielonej Górze pod dyrekcją Bassema Akiki, a w planach ma bliższą współpracę z Operą Narodową w Warszawie.
Koncert rozpoczął się od Verdiego. Najpierw pod dyrekcją Cafiero pojawiła się uwertura do opery "Moc przeznaczenia", zagrana "nowocześnie": szybko, z przesadnie podkręconymi tempami, głośno i bez szczególnej dbałości o śpiewność frazy.
Gwiazdor zaczął zaś od rozśpiewania się arią Riccarda "Forse la soglia attinse" z III aktu wspomnianego "Balu maskowego", a następnie przeszedł do arii Don Alvara (tej postaci nie gra jeszcze na scenie) "La vita è inferno… O tu che seno agli angeli" z III aktu "Mocy przeznaczenia". Pięknie akcentował ich dramatyczne zwroty, ale też liryczne epizody. Jego głos brzmiał niezwykle swobodnie i miękko, z charakterystyczną dla niego "złotą" barwą.
Od razu pojawiły się też inne cechy stylu Beczały, którego zawsze pociągały postacie szlachetne, o dobrym sercu i intencjach.
Artysta potrafi bezpośrednio przekazać szczerość emocji przeżywanych przez bohatera.
Gdy więc w arii pogrążonego w bólu Don Alvara zabrzmiała fraza "Leonora mia, soccorrimi, Pietà del mio penar! Pietà di me!" ("Pomocy, miej litość nade mną, Leonoro"), trudno było oprzeć się wzruszeniu.
Czysty liryzm płynął z ust śpiewaka w arii Lohengrina "In fernem Land unnahbar Euren Schritten", którą swoim zwyczajem rozpoczął w dynamice piano pianissimo, niemal w geście melorecytacji.
To znakomity efekt, dzięki któremu uwaga publiczności kieruje się wyłącznie na postać, która ma jej do zakomunikowania kluczową dla całej opery tajemnicę. Prostota i powaga, a także masa wdzięku cechują interpretację tej postaci przez Beczałę, który kreował ją między innymi na scenach Nowego Jorku, Wiednia i Paryża.
iotr Beczała w Operze Narodowej. Kryształowa dykcja, nieodparty wdzięk
Od wielu lat Piotr Beczała promuje muzykę polską. W Warszawie śpiewał dwie fantastycznie zinterpretowane arie z oper Stanisława Moniuszki. Umiał znaleźć wiele nowych, wzruszających tonów w bardzo znanych i osłuchanych ariach, jak aria z kurantem ze "Strasznego dworu" i "Szumią jodły na gór szczycie" z "Halki".
Nieprawdopodobna jest wręcz jakość dykcji, którą dysponuje artysta. Czytelne jest u niego nie tylko każde słowo, lecz wręcz każda zgłoska. Słowa stają się elastyczne i giętkie, bez względu na cechy danego języka (polski i niemiecki obfitują w niewygodne dla śpiewu spółgłoski).
Słowa "Cisza dokoła, noc jasna, czyste niebo, księżyc płynie swobodnie po przestrzeni bez chmur", które rozpoczynają arię Stefana ze "Strasznego dworu", zabrzmiały jak zaproszenie do pięknej opowieści.
Beczała niezwykle sugestywnie pokazał, jak pod wpływem dźwięków kuranta pamięć Stefana odżywa, wracają tkliwe i dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa, obraz matki czekającej na powrót walczącego męża. Pięknie zaakcentował słowa "Wzywa Boga, prosi Boga, by łagodził wojny gniew". Ileż było w tym otwartości uczuć, prostoty i powagi.
Czysty żal za niespełnioną miłością zabrzmiał natomiast w arii Jontka, a przecież Polak ani razu nie wpadł w pułapkę melodramatyzmu, nie popadł w sentymentalizm.

Absolutne mistrzostwo
Ciepły klimat południa i gorący temperament ujawnił się w zaśpiewanych w drugiej części wieczoru ariach z oper werystycznych.
Pasjonująco zabrzmiała w swej lirycznej miękkości i dramatycznych porywach aria pełnego temperamentu wieśniaka Turiddu z "Rycerskości wieśniaczej". Były w niej zapalczywość i żal, bo Turiddu wie, że zginie, i żegna się z ukochaną matką ("Mamma, quel vino e generoso").
Aria Cavaradossiego "Recondita armonia" z "Toski" przyniosła zupełnie inny nastrój – szczęścia i kontemplacji.
Ale najlepsze zostało na koniec, na bis dla publiczności, która zgotowała owację na stojąco. Absolutnym mistrzostwem były wzniosła improwizacja Cheniera z I aktu opery Giordana i wyznanie miłosne Don Josego z "Carmen". Beczała śpiewał z różą w dłoniach, a następnie rzucił ją pomiędzy rzędy.
Wreszcie aria z opery Giordana „"Fedora", nowojorski triumf polskiego śpiewaka z 2023 roku. Gdy pojawiła się w tej arii jedna niepewna nuta, oczarowany entuzjastyczną reakcją słuchaczy tenor nie zdecydował się już na następne bisy.
Warto wspomnieć, że orkiestra pod dyrekcją Clelii Cafiero najlepiej zabrzmiała w repertuarze werystycznym, grając między innymi intermezzo z opery "Manon Lescaut" Pucciniego. Natomiast o wykonaniu preludium (Vorspiel) do "Lohengrina" Wagnera wolałabym w ogóle nie pisać – było to błądzenie i szukanie drogi do wyjścia ewakuacyjnego. Lepiej o tym zapomnieć.


2.

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,32818666,petit-bonbon-zachwycily-inspektorow-pierwsza-szefowa-kuchni.html 
Zapamiętajcie to nazwisko: Beata Śniechowska, szefowa wrocławskiej restauracji BABA została pierwszą kobietą w Polsce, która zdobyła gwiazdkę Michelin. Statystycznie niewiele ponad 6 proc. restauracji wyróżnionych w prestiżowym przewodniku zarządzanych jest przez kobiety.
"To ogromne wyróżnienie. Próbuję nie paść na zawał. Takich rzeczy nie robi się kobietom po 40." - żartowała Beata Śniechowska, szefowa kuchni wrocławskiej restauracji BABA, zakładając symboliczny kitel Michelin, który otrzymują szefowie kuchni wyróżnieni przez przewodnik.
Beata Śniechowska do tego grona dołączyła w środę 27 maja podczas oficjalnej gali Michelin w Krakowie. Jest pierwszą kobietą w Polsce, która otrzymała gwiazdkę Michelin.
Jej restauracja BABA awansowała z Bib Gourmand w 2025 roku do Star w tym roku, "dzięki pewnym reinterpretacjom tradycyjnych polskich dań" - napisali jurorzy, dodając, że Śniechowska "w swobodnej, gwarnej atmosferze serwuje subtelnie złożone dania, które podkreślają ich główne składniki. Charakterystyczna wersja pierogów Petit Bonbon była punktem kulminacyjnym dla Inspektorów" - podkreślili jurorzy.
Beata Śniechowska ma 40 lat, pochodzi ze Zgorzelca, w 2014 r. broniła doktoratu w Instytucie Klimatyzacji i Ogrzewnictwa Politechniki Wrocławskiej. W tym samym roku dała się poznać Polsce jako szefowa kuchni zwyciężając 2. edycję programu "MasterChef".
- Kiedy wygrałam program, poczułam, że zaryzykuję i kompletnie zmienię swoją dotychczasową pracę i przekuję moją największą pasję w ścieżkę życiową, czyli zajmę się profesjonalnym gotowaniem - mówiła kilka lat temu na łamach "Wysokich Obcasów", opowiadając o swojej pasji do gotowania i miłości do pomidorów, które są jej ulubionym składnikiem w kuchni.
Teraz ta miłość została doceniona przez najbardziej prestiżowy przewodnik, którego historia sięga początku XX wieku i który do Polski przywędrował dopiero w 2013 r. - wtedy bowiem wyróżniono pierwsze w Polsce restauracje.
Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że Beata Śniechowska dołączyła do elitarnego, wąskiego grona zarezerwowanego głównie dla mężczyzn. Dlaczego?
Wystarczy popatrzeć na Polskę. Obecnie mamy 196 restauracji wyróżnionych przez przewodnik. Najwyżej ocenioną restauracją w Polsce pozostaje krakowska Bottiglieria 1881, której szef kuchni Przemysław Klima, czwarty rok z rzędu utrzymał dwie gwiazdki i jest to jedyna tak wyróżniona restauracja w Polsce.
Restauracji z jedną gwiazdką jest w Polsce 10. Oprócz czterech nowych restauracji: Steampunk w Pszczynie, Alon Omakase w Warszawie, BABA i Most we Wrocławiu, swoje wyróżnienia utrzymały: Arco by Paco Pérez w Gdańsku, Giewont w Kościelisku, Muga w Poznaniu oraz warszawskie NUTA, hub.praga i Rozbrat 20. Tylko w BABIE szefową kuchni jest kobieta.
Ale ruszmy poza Polskę! W 2023 r. magazyn Chef's Pencil przeanalizował, jaki jest stosunek kobiet do mężczyzn w słynnym przewodniku. Okazało się, że choć około jedna czwarta szefów kuchni na świecie to kobiety, to tylko kilka procent z nich dociera na sam szczyt.
Zespół Chef's Pencil przeanalizował 2286 restauracji wyróżnionych gwiazdkami Michelin w 16 krajach, a także 100 najlepszych restauracji na świecie według rankingu stowarzyszenia The World's 50 Best Restaurants (trzy czwarte ze 100 najlepszych restauracji świata również posiada gwiazdki Michelin).
Okazało się, że tylko 6,04 proc. z ponad 2000 restauracji wyróżnionych gwiazdkami Michelin, jest zarządzanych przez kobiety, a 6,73 proc. ze 100 najlepszych restauracji na świecie ma szefową kuchni. Okazało się też, że np. w Singapurze, Irlandii, Szwecji i Danii nie było kobiety prowadzącej restauracje wyróżnione gwiazdkami Michelin. Co więcej w Danii, Norwegii i Szwecji, gdzie nagrodzonych gwiazdkami jest ponad 60 restauracji, tylko dwie mają kobiety na stanowiskach szefów kuchni. W Holandii natomiast tylko jedna kobieta szefowała kuchni w 2023 r. wśród 112 szefów kuchni zarządzających najlepszymi restauracjami w kraju.
Szefowe kuchni z trzema gwiazdkami można policzyć na palcach. Na 157 restauracji z trzema gwiazdkami Michelin, mamy siedem szefowych kuchni. To Ana Roš (Hiša Franko, Słowenia), Clare Smyth (Core, Londyn), Dominique Crenn (Atelier Crenn, San Francisco), Anne-Sophie Pic (PIC, Francja), Elena Arzak (Arzak, Hiszpania), Nadia Santini (Dal Pescatore, Włochy) i Hélène Darroze (Hélène Darroze at The Connaught, Londyn).
Sami organizatorzy wyróżnień dla najlepszych restauracji na świecie już kilka lat temu zwracali uwagę na nierówności między kobietami i mężczyznami i na niedoreprezentowanie utalentowanych szefowych kuchni. "Dopóki kobiety nie będą miały równego udziału w sektorze hotelarskim lub nie zajmą wyższych stanowisk w branży na bardziej równym poziomie, będziemy nadal świętować i wychwalać osiągnięcia kobiet w tej dziedzinie" - zwracał uwagę William Drew z The World's 50 Best Restaurants.
Podczas gali Michelin w Polsce, tytuł "otwarcia roku" przypadł twórcom warszawskiego lokalu Nów, a nagrodę dla młodej szefowej odebrała Ida Malec z krakowskiego Nat Bistro. Sommelierem roku został Dawid Kurlus z Poznania.


3.

Scoop: USA i Iran osiągnęły porozumienie, ale potrzebują ostatecznej zgody Trumpa, twierdzą urzędnicy
https://www.axios.com/2026/05/28/iran-peace-deal-trump-approval
Negocjatorzy USA i Iranu osiągnęli porozumienie w sprawie 60-dniowego memorandum o porozumieniu, mającego na celu przedłużenie zawieszenia broni i rozpoczęcie negocjacji w sprawie irańskiego programu nuklearnego, ale prezydent Trump nie wyraził jeszcze ostatecznej zgody, jak donoszą dwaj urzędnicy amerykańscy i źródło regionalne zaangażowane w mediacje. Iran również nie potwierdził swojej akceptacji.
Dlaczego to ważne: Podpisanie porozumienia byłoby najważniejszym przełomem dyplomatycznym od początku wojny, ale ostateczne porozumienie, które uwzględniałoby żądania Trumpa w sprawie programu nuklearnego, wymagałoby dalszych intensywnych negocjacji.
„To porozumienie, które ma skłonić wszystkich do przystąpienia do rozmów. Szczegóły ustalimy w negocjacjach” – powiedział jeden z amerykańskich urzędników.
Za kulisami: Urzędnicy amerykańscy poinformowali, że warunki umowy zostały w większości uzgodnione we wtorek, jednak obie strony wciąż potrzebują zgody kierownictwa wyższego szczebla.
Amerykańscy urzędnicy twierdzili, że Irańczycy później wrócili i powiedzieli, że mają niezbędne zgody i są gotowi podpisać. Iran tego nie potwierdził.
Amerykańscy negocjatorzy poinformowali Trumpa o szczegółach ostatecznego porozumienia, ale ten nie podpisał go od razu. „Prezydent przekazał mediatorom, że potrzebuje kilku dni na przemyślenie sprawy” – powiedział amerykański urzędnik.
Retrospekcja: Na wcześniejszych etapach wojny Trump i jego doradcy sądzili, że są bliscy zawarcia porozumienia, jednak rozmowy za każdym razem stawały w miejscu.

Zbliżenie: Urzędnicy amerykańscy poinformowali, że 60-dniowe porozumienie będzie stanowiło, że żegluga przez Cieśninę Ormuz będzie „nieograniczona”. Przedstawiciel USA dodał, że oznacza to brak opłat i nękania oraz że Iran będzie musiał usunąć wszystkie miny z cieśniny w ciągu 30 dni.
Zostanie zniesiona również blokada morska USA, ale nastąpi to proporcjonalnie do przywrócenia żeglugi handlowej, poinformował przedstawiciel USA. Stany Zjednoczone zamierzają również zwolnić Iran z niektórych sankcji, aby umożliwić mu swobodną sprzedaż ropy naftowej.
Porozumienie będzie zawierać zobowiązanie Iranu do nierozpoczęcia prac nad bronią jądrową, poinformowali urzędnicy. W dokumencie stwierdzono również, że pierwszymi kwestiami negocjowanymi w ciągu 60 dni będą sposób utylizacji wysoko wzbogaconego uranu z Iranu oraz sposób rozwiązania problemu wzbogacania uranu w tym kraju.
Stany Zjednoczone zobowiążą się do omówienia kwestii złagodzenia sankcji i uwolnienia zamrożonych irańskich funduszy jako części negocjacji.
Porozumienie obejmie również dyskusję na temat mechanizmu, który pomoże Iranowi rozpocząć przyjmowanie towarów i pomocy humanitarnej.
W porozumieniu ogłoszono również zakończenie wojny pomiędzy Izraelem a Hezbollahem w Libanie – kwestia ta
była przedmiotem co najmniej jednej napiętej rozmowy między Trumpem a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu.

Podzielony ekran: Podczas gdy negocjacje dobiegały końca, w ciągu ostatnich 48 godzin doszło do
dwóch potyczek między USA a Iranem w Cieśninie Ormuz.

Co mówią: Pewien amerykański urzędnik stwierdził, że Iran ma teraz szansę na uwolnienie swojej gospodarki i „w ich systemie są ludzie, którzy rozumieją, że to szansa na obranie innego kierunku”, dodając: „Dowiemy się tego podczas 60-dniowych negocjacji, czy tak się stanie”.
Amerykańscy urzędnicy twierdzili, że nie będzie żadnych porozumień pobocznych ani tajnych klauzul dotyczących złagodzenia sankcji ani przekazania funduszy Iranowi. „Im więcej Irańczycy będą skłonni dać, tym więcej dostaną” – powiedział jeden z nich.
Obaj urzędnicy amerykańscy twierdzili, że Irańczycy złożyli ustne zobowiązania podczas negocjacji dotyczące gotowości do ustępstw w sprawie programu nuklearnego, ale „nie dowiemy się tego, dopóki nie spotkamy się w sali obrad, dlatego chcemy podpisać to porozumienie. Dzięki niemu obie strony spotkają się i będą mogły negocjować bezpośrednio”.
W porozumieniu wspomniano również o promowaniu „pokoju regionalnego”, a administracja Trumpa liczy na przeprowadzenie rozmów na temat wsparcia udzielanego przez Iran regionalnym pełnomocnikom – powiedzieli urzędnicy.
Urzędnicy stwierdzili, że jeśli w trakcie negocjacji okaże się, że Iran nie jest w stanie zrealizować porozumienia w kwestii nuklearnej, Trump będzie miał wszystkie opcje na stole – ekonomiczne i militarne. Dodali, że wycofanie sił USA wysłanych do regionu zależy od ostatecznego porozumienia.

Na co zwrócić uwagę: Teheran nie potwierdził akceptacji porozumienia. Trump powiedział również w środę, że się nie spieszy.


Irański Najwyższy Przywódca ajatollah Modżtaba Chamenei nie zatwierdził jeszcze projektu memorandum o porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi, uzgodnionego przez negocjatorów z obu krajów, jak donosi „Jerusalem Post”. Według izraelskiej gazety, irańscy negocjatorzy – minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi i przewodniczący parlamentu Mohammad Ghalibaf – mogli osiągnąć porozumienie z wysłannikiem USA Stevem Witkoffem i jego zespołem, „ale irańskie kierownictwo wysokiego szczebla nie zgodziło się jeszcze na zawieszenie broni”. Dlatego, podobnie jak prezydent USA Donald Trump, Chamenei nie dał jeszcze zielonego światła. Telewizja Al-Arabija potwierdziła, że porozumienie będzie podzielone na dwa etapy: najpierw podpisanie memorandum, nadzorowane przez Pakistan, który pełnił rolę mediatora, a następnie 60-dniowe negocjacje, głównie dotyczące programu nuklearnego Teheranu.

Najwyższy Przywódca Iranu, Modżtaba Chamenei, wezwał do jedności w obliczu pokonanego wroga, który dąży do podziału kraju. „Ślepy plan wroga, po narzuconej wojnie, presji ekonomicznej oraz medialnym i politycznym oblężeniu, polega na tworzeniu podziałów i rozbicia społecznego, aby zrekompensować porażki militarne i podporządkować sobie naród” – napisał w orędziu z okazji rocznicy inauguracji pierwszego Islamskiego Zgromadzenia Konsultacyjnego i początku trzeciego roku Dwunastej Kadencji. „Dlatego konieczne jest, aby wszyscy, których serca biją dla islamu i rewolucji, lub dla niepodległości i godności Iranu, jeszcze bardziej zaangażowali się w ochronę jedności zwartego i spójnego frontu narodowego i aby nie dopuścić do przekształcenia uzasadnionych lub nieuzasadnionych nieporozumień w konflikty i podziały, stając się słowem i czynem przykładem jedności i integracji narodowej” – apelował ajatollah w swoim orędziu do irańskich deputowanych.


Stany Zjednoczone ostrzegły Oman, aby powstrzymał się od wszelkich prób wprowadzenia systemu opłat drogowych w Cieśninie Ormuz, grożąc sankcjami wobec podmiotów zaangażowanych w ten proces. Sekretarz Skarbu USA Scott Bessent wydał oświadczenie w programie X, w którym stwierdził, że Waszyngton podejmie działania przeciwko firmom lub rządom wspierającym takie inicjatywy. „Rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie tolerował żadnych prób wprowadzenia systemu opłat drogowych w Cieśninie Ormuz. W szczególności Oman powinien wiedzieć, że Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych będzie agresywnie atakował każdego podmiotu zaangażowanego – bezpośrednio lub pośrednio – w ułatwianie pobierania opłat drogowych w Cieśninie, a każdy partner, który zgodzi się na współpracę, zostanie ukarany” – napisał Bessent. „Wszystkie państwa powinny kategorycznie odrzucić wszelkie próby Iranu mające na celu zakłócenie swobodnego przepływu handlu. Minęły czasy, gdy Teheran terroryzował region i świat”.


4.

Trump składa poprawiony pozew o zniesławienie przeciwko wydawcy WSJ
Sędzia federalny oddalił pierwszą skargę Trumpa dotyczącą artykułu o liście w książce urodzinowej Jeffreya Epsteina
https://www.wsj.com/us-news/law/trump-files-revised-defamation-lawsuit-against-wsj-publisher-3c944f80
Zespół prawny Donalda Trumpa ponownie złożył pozew w związku z artykułem w Wall Street Journal, w którym twierdzono, że Trump wysłał „sprośny” list do skompromitowanego finansisty Jeffreya Epsteina w 2003 r., po tym jak sędzia na Florydzie oddalił sprawę w zeszłym miesiącu .
Ten ruch otwiera nową sensacyjną sprawę, w której prezydent USA musi zmierzyć się z jednym ze swoich głównych sojuszników w mediach, Rupertem Murdochem.
Rzecznik zespołu prawnego Trumpa nazwał sprawę, w której wymieniono również nazwiska wydawcy „Journal” należącego do Murdocha, Dow Jonesa, oraz reporterów Khadeeji Safdar i Joe Palazzolo, „poważnym pozwem” i powiedział: „Prezydent będzie nadal pociągał do odpowiedzialności tych, którzy wprowadzają Amerykanów w błąd za pomocą fałszywych wiadomości i oszczerstw”.
W kwietniu sędzia Darrin P. Gayles stwierdził, że zespół Trumpa nie przedstawił wystarczających argumentów, że publikacja „Journal” z lipca 2025 roku została dokonana ze złośliwością, co oznacza, że osoby odpowiedzialne za artykuł opublikowały go, mimo że wiedziały, iż jest on fałszywy lub wysoce prawdopodobne, że jest fałszywy. Umorzył jednak sprawę „bez uszczerbku dla prawa” i dał Trumpowi czas na ponowne wniesienie sprawy po przedstawieniu nowych dowodów.
W swoim orzeczeniu Gayles argumentował, że istnieją istotne dowody na to, że „Journal” próbował ustalić, czy list – zawierający rysunek nagiego kobiecego torsu wokół wyimaginowanej rozmowy Trumpa i Epsteina – jest autentyczny, a fakt, że Trump twierdził, że jest fałszywy, nie oznacza, że Journal” działał „mając poważne wątpliwości” co do tej historii.
Nowy pozew, o siedem stron dłuższy od oryginału, nadal utrzymuje, że list do Epsteina nie istnieje. „Powodem tych zaniedbań jest to, że oskarżeni nie mieli dostępu do żadnego takiego listu w momencie publikacji artykułu, co jest faktem, ponieważ nie istnieje żaden autentyczny list ani rysunek” – czytamy w pozwie.
Karta z napisem w obrębie szkicowego konturu kobiecego torsu z podpisem u dołu
List został opublikowany przez komisję nadzoru Izby Reprezentantów we wrześniu, po tym jak dostarczyli go spadkobiercy Epsteina.
W pozwie twierdzono, że Murdoch powiedział Trumpowi: „Zajmę się tym”, kiedy prezydent do niego zadzwonił i powiedział mu, że historia jest nieprawdziwa – „co prezydent Trump słusznie zinterpretował w ten sposób, że Murdoch uwierzył prezydentowi Trumpowi i że artykuł nie zostanie opublikowany”.
Zespół prawny Trumpa powołał się również na komentarze współpracowniczki Epsteina, Ghislaine Maxwell, która stwierdziła, że nie pamięta listu. (W oryginalnym artykule „Journal” odnotowano, że Maxwell „nie odpowiedziała na list z prośbą o wywiad wysłany do niej do więzienia”).
„Spośród dwóch żyjących osób, które mogły udowodnić, że prezydent Trump złożył list urodzinowy, jedna osoba, prezydent Trump, stanowczo zaprzeczyła istnieniu rzekomego listu, a druga zeznała przed urzędnikiem federalnym, że nie miała o nim pojęcia” – twierdzi pozew. „Oskarżeni Safdar, Palazzolo, Dow Jones i News Corp albo znali te fakty, albo celowo unikali zbadania tych informacji, publikując jednocześnie fałszywy, złośliwy i zniesławiający artykuł”.
Zmieniona wersja skargi zawiera zarzut, że „Journal” celowo pominął zaprzeczenie Trumpa dotyczące listu – chociaż w oryginalnym artykule odnotowano, że „Trump zaprzeczył napisaniu listu lub narysowaniu obrazka”.
Epstein i Trump pozują razem
Zespół prawny Trumpa zamierzał przeprowadzić ograniczone dochodzenie w celu zgromadzenia dowodów rzeczywistej złośliwości przed złożeniem zmienionego pozwu – jednak Gayles niedawno odrzucił ten wniosek, argumentując, że jest on niewłaściwy i „sprzeczny z celem leżącym u podstaw standardu rzeczywistej złośliwości”.
W pozwie domagają się odszkodowania w wysokości 10 mld dolarów, choć nie jest jasne, na jakiej podstawie została ustalona ta kwota.
Rzecznik prasowy Dow Jones został poproszony o komentarz w sprawie zmienionej wersji pozwu.
Przez lata, zarówno podczas urzędowania, jak i poza nim, Trump toczył batalie prawne z firmami medialnymi, których nie lubi. Choć wygrał ugody w sprawach przeciwko CBS i ABC News na dziesiątki milionów dolarów, przeznaczonych na jego przyszłą bibliotekę prezydencką, wciąż ma nierozstrzygnięte sprawy sądowe przeciwko „New York Timesowi” i BBC


5.

Ogromny spadek turystyki w USA to niepokojący znak na przyszłość
https://edition.cnn.com/2026/05/25/travel/analysis-tourism-fewer-international-visitors-2025-vis
„Najbardziej atrakcyjna Ameryka w historii”, według prezydenta Donalda Trumpa, wydaje się być krajem, od którego turyści trzymają się z daleka. W 2025 roku USA straciły cztery miliony odwiedzających w porównaniu z poprzednim rokiem: spadek turystyki międzynarodowej o 5,5 procent, według CNN. Wpływy również się skurczyły: do amerykańskich kas wpłynęło 8 miliardów dolarów mniej. Wyłączając załamanie związane z pandemią Covid, jest to najgłębszy spadek turystyki międzynarodowej w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Bojkot pochodzi z wielu krajów, w tym z Niemiec, Indii, Francji, Australii, Chile i Chin, ale najpoważniejszy spadek dotyczy Kanady, kraju, który Trump chciałby przekształcić w 51. stan USA. Według danych firmy śledzącej telefony komórkowe Cuebiq, podróże Kanadyjczyków do głównych miast USA spadły nawet o 42%.
Wielu podróżnych twierdzi, że unika Stanów Zjednoczonych z powodu agresywnej retoryki Trumpa, ostrej polityki imigracyjnej i napięć politycznych związanych z konfliktem z Iranem. Jednak strach przed więzieniem z powodu niebiałego koloru skóry lub wzbudzaniem podejrzeń również nie pomaga. Las Vegas jest jednym z miejsc, które najbardziej ucierpiały na spadku frekwencji w Kanadzie: frekwencja spadła o 17%.
Według sondażu Politico, większość Kanadyjczyków uważa obecnie Stany Zjednoczone za niepewnego partnera i sojusznika. Jednak spadek turystyki w Stanach Zjednoczonych przeczy trendowi panującemu w reszcie świata: w 2025 roku liczba podróży zagranicznych wzrosła o około 80 milionów osób w porównaniu z rokiem poprzednim, choć znaczna część z nich wybrała kierunki poza Stanami Zjednoczonymi. Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, które odbędą się w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie, nie poprawiły sytuacji. Dziesiątki tysięcy biletów pozostają niesprzedane, a hotele nie są w pełni zarezerwowane.
„Byliśmy krajem, który inni chcieli naśladować. Ta idea już nie istnieje” – powiedziała CNN Juliette Kayyem z Harvard Kennedy School. „Długofalowe szkody” – dodała – „polegają na tym, że świat nigdy już nie pozna Ameryki w ten sam sposób. Dziś Stany Zjednoczone postrzegane są jako kraj, który w najlepszym razie jest lekceważony, a w najgorszym postrzegany jako walcząca o przetrwanie demokracja”.


6.

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32811450,konrad-muzyka-300-nowych-czolgow-i-700-iskanderow-to-duzo-czy.html#s=S.TD-K.C-B.11-L.1.duzy
Wojska powietrznodesantowe, część sił specjalnych, wojska strategiczne - Rosjanie mają formacje, w których szkolenie stoi wysoko - mówi analityk militarny Konrad Muzyka.

Maciek Kucharczyk: Po raz kolejny przeżywamy fazę optymizmu odnośnie wojny w Ukrainie. Że Rosja słabnie, że Ukraińcy coraz lepiej sobie radzą. Mocno podkreśliła to bardzo skromna defilada z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie i ciągłe, coraz śmielsze i dalsze ukraińskie ataki dronowe. Czy rzeczywiście rosyjska armia ma problem?

- Konrad Muzyka: - To zabrzmi mało ekscytująco, ale tradycyjnie to nie jest armia ani całkiem słaba, którą można ignorować, ani jednoznacznie silna, przed którą trzeba drżeć. Są elementy funkcjonujące bardzo dobrze. Na przykład zdolność do nakłaniania żołnierzy, by szli naprzód, choć wiadomo, że szanse na przeżycie są ograniczone. …
Innym dużym osiągnięciem Rosjan jest zdolność do odcinania Ukraińców na froncie od zaplecza przy pomocy dronów i nalotów. Na szczęście to udaje się tylko tam, gdzie przyznają najwyższy priorytet i zgromadzą najlepsze oddziały.
Dużym osiągnięciem jest znaczne poprawienie skuteczności uderzeń lotniczych i rakietowych na ukraińskie miasta czy ogólnie dalsze zaplecze. Różnica w porównaniu z pierwszym okresem wojny jest znaczna.
Ale nie brakuje obszarów, gdzie jest źle albo wręcz bardzo źle. Na przykład ciągłe stosowanie taktyki infiltracji, czyli wysyłanie żołnierzy małymi grupkami, żeby jakoś przeniknęli przez ukraińskie pozycje i zajęli jakiś punkt za nimi. Z perspektywy rosyjskiego dowództwa to ma sens, bo nie tym, to innym razem się udaje, ale obiektywnie patrząc to prymitywna i bardzo kosztowna metoda, bo mnóstwo tych kiepsko przygotowanych ludzi ginie.
Bardzo źle pokazała się flota. Ukraińcy, nie mając regularnych sił morskich, nie tylko zdołali odepchnąć od swojego wybrzeża dość silną Flotę Czarnomorską, ale już czwarty rok trzymają ją w poczuciu zagrożenia.
Słaba, jak na swój potencjał, okazała się obrona przeciwlotnicza, która kiepsko radzi sobie z masami prostych ukraińskich dronów. Paradoksalnie jej przekleństwem stał się jeden z największych atutów wojennych Rosji, czyli przestrzeń. Po prostu nie ma tyle systemów przeciwlotniczych, aby zabezpieczyć tak ogromne obszary i liczne obiekty strategiczne.
Ogólnie po czterech latach intensywnych działań w Ukrainie na pewno w najważniejszych obszarach, zwłaszcza wojsk lądowych, widzimy raczej degradację niż rozwój, innowację i wdrażanie nowych rozwiązań poprawiających ich skuteczność. (…)
========
Artykuł jest ogromny, zainteresowanym polecam kliknięcie w link.


7.

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32812591,joanna-szczepkowska-teraz-wybaczylabym-rzadowi-wszystko.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
(…)
Ile można wybaczyć rządowi?

- W normalnych czasach, jeśli pojawiają się błędy, niczego się nie wybacza, tylko naciska się na rząd. Ale my nie żyjemy w normalnych czasach. Stawka jest inna. Wszystko albo nic. No więc teraz wybaczyłabym wszystko.

Nawet ściganie przez cały aparat państwa, łącznie z premierem i szefem resortu spraw wewnętrznych, ukraińskiego influencera, który wjechał nad Morskie Oko samochodem?

- Wie pan, w normalnych czasach to bym się szczerze uśmiała z obrazu, który pan namalował. Jedzie ukraiński influencer do Morskiego Oka, a za nim biegnie cały aparat państwa. Jednak dziś trochę inaczej to wygląda. Jest wojna w Ukrainie, premier wspiera naszych sąsiadów. Mamy jednocześnie nastroje antyukraińskie i z nimi rząd też musi mierzyć. Jeśli więc chłopak z Ukrainy kłujący w oczy bogactwem popisuje się jazdą, łamaniem przepisów i oszukiwaniem policji, to rząd daje sygnał społeczeństwu, że nie ma tu ulgowej taryfy. (…)

I uważa pani, że ściganie się z prawicą na radykalizm w stosunku do Ukraińców, ma polityczny sens?

- Nie uważam, że rząd się ściga. Uważam, że jest na politycznej wojnie.  Uważam, że agresorem jest prawa strona, która zagarnęła cały system prawny, konstytucyjny, a propagandowymi kłamstwami także wielką część społeczeństwa.
Na tej wojnie największy sens ma próba dotarcia do wyborców niezdecydowanych i do konserwatywnej części społeczeństwa, które ślepo idzie za patoprawicą, nie zważając na liczbę popełnionych przestępstw i skandali. I to są dwa najważniejsze zadania.
Sprawa jest o tyle utrudniona, że Prawo i Sprawiedliwość przejęło całe słownictwo i narrację demokratów. Dzisiaj Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński twierdzą, że Tusk łamie demokratyczne zasady, czyli odwrócili kota ogonem. Okazuje się, że Zbigniew Ziobro jest ofiarą, a nie posłem z zarzutami, a Nawrocki dodaje na szczycie spotkania wschodniej flanki NATO w Rumunii, że państwo polskie nie działa i jest niepraworządne. …

Spójrzmy jeszcze na inne rysy koalicji rządzącej. Po co premier zwlekał tygodnie z ogłoszeniem zgody na transkrypcje małżeństw jednopłciowych zawartych zagranicą?

- To jest pytanie do premiera, nie do mnie. Ja mogę tylko powtórzyć: to jest wojna, a nie walka. Na wojnie liczy się strategia. Podejrzewam, że premier zdaje sobie sprawę, z jakim społeczeństwem ma do czynienia i jak silny jest tu konserwatyzm.
Został nam rok do wyborów, to jest tylko kilkanaście miesięcy. Trzeba zacisnąć zęby, iść głosować na opcję liberalną, a po wygranej bić się o to, co ma dać liberalna demokracja. …
Jeszcze raz przypomnę słowa Donalda Tuska, który poprosił nas o zaufanie. I ja za tymi słowami idę i będę za nimi szła do 2027 roku, do wyborów parlamentarnych. Mówię i piszę o tym konsekwentnie, bo cel jest jeden: wygrać wybory. Na tym etapie wojny trzeba ważyć, ile zniesie konserwatywna część społeczeństwa, choćby w kontekście związków jednopłciowych. Sprawdzić, czy transkrypcja nie stanie się punktem zapalnym. …

Czyli przez ten rok mamy przymykać oczy na zawieszenie prawa azylowego?

- Tak. Mówimy o kilkunastu miesiącach, a nie o latach. Przez ten czas wielu z nas będzie czuło niezgodę na wiele decyzji. Ja też. Tyle tylko, że kiedy jest wojna, nie zajmujemy się tym, czy żołnierze niszczą ściółkę leśną, choć przecież niszczą. Liczy się zwycięstwo. … Ja też się powstrzymuję przed krytyką rządu. Nie zgadzam się na siłowe wypychanie za granicę uchodźców. A przecież biliśmy się z PiS o humanitarne podejście do ludzi uciekających przed totalitaryzmem. Powinnam publikować relacje osób, które są dla mnie autorytetami, walczyć, angażować ludzi w kontrolę sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. Nie robię tego i nie czuję się z tym dobrze. Czekam do 2027 roku.

Rozumiem, ale czy przejmowanie języka prawicy przez premiera nie zniechęci wyborców progresywnych? W 2023 roku liczyły się inne hasła niż te, którymi mówił rok temu Rafał Trzaskowski, krytykując pomoc mieszkającym u nas Ukraińcom czy Europejski Zielony Ład.

- Jeśli będziemy mówić o „przejmowaniu języka prawicy przez premiera", to zniechęci. To nie jest żadne przejmowanie, tylko wojenna strategia na ten konkretny czas. (…)
CAŁY WYWIAD – KLIKNIJ W LINK


8.

https://wyborcza.pl/7,75968,32818769,adam-michnik-trump-putinizuje-usa.html#s=S.MT-K.C-B.2-L.1.duzy
(…)
Zawsze chciałem zadać ci to pytanie: jak patrzysz na 37 lat III RP, to czy widzisz moment, w którym ta polaryzacja ruszyła z kopyta?

- Chyba to był właśnie Smoleńsk.

Czyli nawet nie pierwsze rządy PiS-u w latach 2005-2007?

- Elementy tej polaryzacji były oczywiście wcześniej, ale to tylko elementy. Zastanawiając się nad tym, na czym polega główny konflikt polityczny w moim kraju, doszedłem do wniosku, że nie jest to spór: komunizm czy demokracja. Dzisiaj jest to spór o to, czy Polska ma być, mówiąc językiem przedwojennym: endecka czy antyendecka. A mówiąc językiem powojennym: czy będzie to budowa społeczeństwa zamkniętego, czy budowa społeczeństwa otwartego. (…)

Na koniec chcę zadać ci pytanie o referendum w Krakowie. Aleksander Miszalski stracił władzę, bo frekwencja była powyżej wymaganej. Czy to da wiatr w żagle PiS-owi albo Konfederacji?

- Mam nadzieję, że nie, ale może tak się stać. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. A łaska wyborcy w sytuacji podziału społeczeństwa niemal pół na pół może szybko się obrócić. W takim układzie zdecydować może nawet pięć tysięcy głosów, a więc naprawdę niewiele. Pamiętamy różnice w wyborach prezydenckich. Więc tak, to może odwrócić koniunkturę, a to referendum powinno być sygnałem dla rządzącej koalicji, że wszystko jest jeszcze możliwe, że Polska jest takim krajem, gdzie możliwe są zmiany na gorsze, ale możliwe są też zmiany na lepsze.


9.

Dla Merza zabawa kończy się na Wüscie.
„Niebezpieczna żądza podpaleń”: Plotki o rzekomych ambicjach premiera Nadrenii Północnej-Westfalii Hendrika Wüsta wywołują duże poruszenie – zwłaszcza w Urzędzie Kanclerskim.
https://www.faz.net/aktuell/politik/inland/kanzler-merz-reagiert-scharf-auf-wuest-geruecht-accg-200875600.html
„Jestem bardzo zdeterminowany, by odnieść sukces z obecną koalicją”. Friedrich Merz poczuł się zobowiązany do odniesienia się do coraz bardziej natarczywych plotek, że jest na krawędzi. Niektóre szanowane gazety, w tym flagowy dziennik CDU, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, podniosły kwestię możliwości zastąpienia kanclerza w trakcie kampanii przez wpływowego gubernatora Nadrenii Północnej-Westfalii, Hendrika Wüsta, zwolennika Merkel i architekta solidnej koalicji regionalnej z Zielonymi. Przemawiając wczoraj z Sauerlandu, swojej rodzinnej Westfalii, Merz zapewnił, że „nie ma innej konstelacji w Bundestagu i nie szukam alternatyw”.
Lider chadecji chciał w ten sposób rozwiać dwie hipotezy, które uporczywie krążyły, podsycane wyraźnym impasem rządu w kwestii reform oraz sondażami, które pokazują spadek poparcia dla partii rządzących i przewagę AfD z wynikiem 27–28% głosów.
Pierwsza hipoteza, zrodzona zeszłej zimy na prawicowym skrzydle chadeków, postuluje zerwanie z SPD. Zakłada ona utworzenie mniejszościowego, jednopartyjnego rządu, który sprzymierzyłby się z innymi partiami, w tym z AfD. Plotka ta pojawiła się w tych samych dniach, gdy grupa młodych posłów CDU zagroziła, że zagłosuje przeciwko „kontrreformie” emerytalnej, zdecydowanie popieranej przez socjaldemokratów. Wczoraj Merz po raz kolejny wykluczył bezprecedensowe przedsięwzięcie, jakim jest utworzenie rządu mniejszościowego i utworzenie koalicji ze skrajną prawicą.


10.

https://wyborcza.pl/7,75398,32819682,sad-uchylil-decyzje-prokuratury-w-sprawie-michala-wosia.html#s=S.TD-K.C-B.6-L.2.maly
Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił wszystkie środki zapobiegawcze zastosowane wobec Michała Wosia - poinformował obrońca posła PiS mec. Adam Gomoła. Prawnik poinformował o decyzji sądu w czwartek 28 maja na X. "Klęska Prokuratury Krajowej" - napisał. Gomoła przekazał, że warszawski sąd uchylił także w całości zabezpieczenie majątkowe zastosowane wobec Wosia. … W październiku zeszłego roku Prokuratura Krajowa skierowała również do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko niemu. Śledczy zarzucają Wosiowi przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków. Chodzi o przekazanie 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości dla CBA na zakup oprogramowania szpiegującego Pegasus. Zdaniem prokuratury Michał Woś przywłaszczył powierzone mu pieniądze i działał na szkodę interesu publicznego. Może za to grozić do 10 lat więzienia. (…)
========
I znowu pożądanie sprawiedliwości D.O. zostało podeptane i ośmieszone. Taka to „demokracja walcząca”.


11.

Blond bawół z Bangladeszu, zwany „Donaldem Trumpem”, uratowany przed złożeniem ofiary w święto Eid
Rzadki albinos bawół uratowany ze względu na obawy dotyczące bezpieczeństwa związane z niezwykłym zainteresowaniem opinii publicznej zwierzęciem o wadze 700 kg
https://www.theguardian.com/world/2026/may/28/blond-bangladeshi-buffalo-nicknamed-donald-trump-saved-from-eid-sacrifice

Rzadki albinos bawół z Bangladeszu, nazywany „Donaldem Trumpem” ze względu na charakterystyczny blond czubek, został oszczędzony przed poświęceniem z okazji Eid al-Adha po ostatniej interwencji rządu, poinformował urzędnik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Zwierzę ważące prawie 700 kg zostało już sprzedane na ubój rytualny, gdy władze interweniowały, powołując się na obawy dotyczące bezpieczeństwa po wzroście zainteresowania opinii publicznej przed czwartkowym festiwalem.
Minister spraw wewnętrznych Salahuddin Ahmed nakazał oszczędzić bawoła, zwrócić nabywcy pieniądze i przenieść zwierzę do narodowego zoo w Dhace. „W ostatniej chwili podjęto decyzję o oszczędzeniu bawoła przed złożeniem w ofierze ze względu na względy bezpieczeństwa i nadzwyczaj wysoki poziom zainteresowania opinii publicznej” – powiedział urzędnik ministerstwa.
To, co zaczęło się jako rutynowy zakup z okazji święta Eid, szybko przerodziło się w ogólnokrajową ciekawość, gdy filmy stały się viralem. Na farmie gromadziły się tłumy, a goście przyjeżdżali z daleka, aby podziwiać blond grzywkę i spokojne usposobienie bawołu. Właściciel farmy, Ziauddin Mridha, powiedział, że jego młodszy brat nadał bawołowi przydomek „Trump”, dostrzegając jego podobieństwo do prezydenta USA.
Mridha powiedziała, że zwierzę jest niezwykle łagodne i wymaga starannej opieki, w tym częstego karmienia i regularnych kąpieli.
Białe bawoły są rzadkością w Bangladeszu, gdzie większość bydła jest ciemna, co sprawia, że wyróżniają się w szczycie sezonu hodowli zwierząt gospodarskich w święto Eid – choć to właśnie ta przydomek prawdopodobnie uratował im życie.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga