DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 25 maja 2026


1.

Ojojoj! Zanosi się na deszcz!


Coraz bardziej się zanosi.


Ci odlatują, ci zostają…


No, zaraz lunie.


Tyle grzmiało, że spadł deszcz.

2.

Opinia
Nigdy nie było takiego przykładu korupcji prezydenckiej. Autor: Rada Redakcyjna
https://www.nytimes.com/2026/05/20/opinion/trump-doj-slush-fund-criminals-corruption.html
Rada Redakcyjna to grupa dziennikarzy, których poglądy opierają się na wiedzy specjalistycznej, badaniach, debatach i pewnych długoletnich wartościach. Działa niezależnie od redakcji.

Czy kiedykolwiek doszło do tak rażącego i zagrażającego porządkowi konstytucyjnemu przypadku korupcji prezydenckiej? Z pewnością nie w czasach współczesnych. Departament Sprawiedliwości prezydenta Trumpa wykorzystuje pieniądze podatników, aby utworzyć fundusz polityczny o wartości 1,8 miliarda dolarów. Rzekomo utworzony w celu rekompensaty dla osób, które – jak twierdzi departament –ucierpiały z powodu użycia broni i działań prawnych”, w rzeczywistości będzie nagradzał lojalistów gotowych łamać prawo i stosować przemoc w imieniu prezydenta.
Fundusz łączy w sobie trzy najbardziej niepokojące zachowania prezydenta Trumpa. Po pierwsze, jest to oczywista forma korupcji, pochodząca od prezydenta, który wykorzystywał swój urząd do wzbogacenia siebie, swojej rodziny i sojuszników. Po drugie, fundusz kontynuuje swój schemat wykorzystywania Departamentu Sprawiedliwości jako egzekutora do karania domniemanych przeciwników i ochrony przyjaciół i sojuszników. Po trzecie, fundusz jest jego najnowszą próbą przepisania historii wyborów w 2020 roku i ataku na Kongres z 6 stycznia 2021 roku.
Warto zatrzymać się i umieścić fundusz w szerszym kontekście projektu politycznego pana Trumpa: niszczy on filary amerykańskiej demokracji, aby wzmocnić swoją pozycję. Twierdzi, że wybory są legalne tylko wtedy, gdy wygra. Wykorzystuje federalne organy ścigania do prowadzenia dochodzeń i ścigania swoich domniemanych wrogów. Czyści swoją partię z urzędników, którzy mu się sprzeciwiają. Określa członków drugiej partii i społeczeństwa obywatelskiego mianem zdrajców i wrogów. Zachęca swoich zwolenników do łamania prawa w jego imieniu i nagradza ich, gdy to robią. Nakazuje swoim sojusznikom zmianę zasad wyborów, aby utrzymać swoją partię u władzy.
Projekt pana Trumpa jak dotąd nie odniósł pełnego sukcesu. Wielu Amerykanów – w systemie sądowniczym, w Kongresie, w rządach stanowych i gdzie indziej – nadal walczy o demokrację i sprzeciwia się jego autokratycznym ambicjom. Nikt jednak nie powinien mieć złudzeń co do tego, co próbuje on zrobić.
Istnienie funduszu to historia politycznych interesów. Jest on formalnie wynikiem wątpliwego pozwu, który pan Trump wniósł w tym roku przeciwko nadzorowanemu przez siebie Urzędowi Skarbowemu (IRS), w związku z wyciekiem jego zeznań podatkowych w trakcie swojej pierwszej kadencji. Pozew ten doprowadził do absurdalnych negocjacji, w których prawnicy jednej strony pracowali dla pana Trumpa-obywatela, a prawnicy drugiej strony dla pana Trumpa-prezydenta.
Co gorsza, prawnicy rządowi złożyli raport Toddowi Blanche, pełniącemu obowiązki prokuratora generalnego, który wcześniej był osobistym prawnikiem pana Trumpa. Sędzia federalna w Miami, która pomagała w nadzorowaniu sprawy, Kathleen Williams, wskazała, że obie strony nie były przeciwnikami, co podważyło sens całego procesu. Nawet pan Trump przyznał się do zaistniałej sytuacji wkrótce po wniesieniu pozwu, mówiąc: „Powinienem sam ze sobą wypracować ugodę”.
Rozmowy jednak trwały, ponieważ za wszystko odpowiadał Departament Sprawiedliwości pana Trumpa. Nic dziwnego, że doprowadzili do zawarcia niezwykle korzystnej dla niego umowy.
W zamian za wycofanie pozwu przeciwko IRS, prezydent i jego zwolennicy otrzymają rządowe zasiłki. Dla pana Trumpa zasiłki te przybierają formę pozwolenia na oszustwa podatkowe. Rząd przyznał jemu i jego rodzinie immunitet przed ciągłymi kontrolami jego płatności podatkowych. Ma on długą historię stosowania wątpliwych manewrów księgowych, a kontrole mogły go kosztować ponad 100 milionów dolarów, twierdzą eksperci. Teraz nie będą go one nic kosztować.
Dla jego zwolenników zasiłki będą pochodzić z funduszu korupcyjnego. Departament Sprawiedliwości będzie korzystał ze stałego źródła dochodów utworzonego przez Kongres w 1956 roku, znanego jako Fundusz Wyroków, aby rozstrzygać pozwy przeciwko rządowi federalnemu. Jak zauważył Paul Figley, były urzędnik Departamentu Sprawiedliwości, nowy fundusz wydaje się być zarówno legalny, jak i sprzeczny z intencjami Kongresu. „To okropna polityka” – powiedział Figley w wywiadzie dla „The Times”.
Departament przeznaczył 1,8 miliarda dolarów na to, co w orwellowskim stylu nazywa Funduszem Antyuzbrojeniowym i zaprosił do składania wniosków osoby, które padły ofiarą „powodów politycznych, osobistych lub ideologicznych”. Pan Blanche – który piastuje stanowisko pełniącego obowiązki prokuratora generalnego głównie dzięki gotowości do wykorzystania władzy federalnej w służbie osobistych zachcianek pana Trumpa – powoła pięcioosobową radę, a przywódcy Kongresu będą mieli wpływ na wybór jednego z pięciu członków. Pan Trump może zwolnić każdego z członków w dowolnym momencie.
Aby zrozumieć, kto prawdopodobnie otrzyma płatności, należy przyjrzeć się osobom, które wcześniej otrzymały odszkodowania od Departamentu Sprawiedliwości. Michael Flynn, który w 2017 roku był krótko doradcą Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego, otrzymał 1,25 miliona dolarów, mimo że przyznał się do kłamstwa agentom FBI. Rodzina Ashli Babbitt, która brała udział w zamieszkach 6 stycznia i którą agenci federalni zatrzymali, gdy ona i inni zbliżali się do sali obrad Izby Reprezentantów, otrzymała prawie 5 milionów dolarów, mimo że śledczy oczyścili strzelających z zarzutów. Administracja Trumpa przekupuje osoby, które dopuściły się przemocy i przestępstw, o ile są sojusznikami Trumpa.
Harmonogram funduszu zdradza, jak Trump planuje go wykorzystać. Departament Sprawiedliwości poinformował, że fundusz przestanie rozpatrywać wnioski 15 grudnia 2028 roku, na kilka tygodni przed opuszczeniem urzędu przez prezydenta, zapewniając, że pieniądze zostaną rozdysponowane, dopóki będzie on miał prawo zwolnić każdego, kto wyrazi sprzeciw. Okno to jest właśnie oknem władzy Trumpa.
Nawet niektórzy z jego stałych obrońców są niezadowoleni. Senator John Thune, republikanin z Dakoty Południowej i lider większości, potulnie stwierdził, że „nie jest wielkim fanem” funduszu. Brian Morrissey, główny radca prawny Departamentu Skarbu, zrezygnował w ciągu kilku godzin od ogłoszenia, siedem miesięcy po zatwierdzeniu go przez Senat.
Zapewnienie łapówek to tylko część sedna sprawy. Innym, według pana Blanche, jest „dopilnowanie, aby to się nigdy więcej nie powtórzyło”. Czym właściwie jest „to”? Bezstronnym egzekwowaniem prawa.
Administracja Trumpa zwolniła już agentów federalnych, którzy wykonywali swoje obowiązki, badając próby prezydenta zmierzające do unieważnienia wyborów w 2020 roku. Pan Trump udzielił całkowitego ułaskawienia ponad 1500 uczestnikom zamieszek 6 stycznia, z których niektórzy mogą wkrótce otrzymać odszkodowania. Jego Departament Sprawiedliwości doprowadził do postawienia Jamesa Comeya, byłego dyrektora FBI, w stan oskarżenia pod wątpliwymi zarzutami w ramach zemsty za jego rolę w śledztwie w sprawie powiązań kampanii Trumpa z Rosją w 2016 roku. Fundusz kontynuuje wysiłki mające na celu przekształcenie organów ścigania w narzędzie brutalnej władzy politycznej.
Fundusz zachęca również do bezprawia w imieniu pana Trumpa. Wysyła sygnał, że wykorzysta on swoją władzę nie tylko do ochrony przed odpowiedzialnością osób łamiących prawo, ale także do obdarowywania ich korzyściami. Tak jak kara działa odstraszająco, tak nagrody działają motywująco.
Po nadużyciach prezydenta Richarda Nixona w aferze Watergate, Kongres i władza wykonawcza stworzyły zasady i tradycje, aby zapewnić, że agencje federalne, a zwłaszcza Departament Sprawiedliwości, działają w interesie publicznym, a nie w interesie prezydenta. Pan Trump próbował złamać ten system. Po jego odejściu będzie on musiał zostać odbudowany, i to lepiej jeśli wcześniej. Ujawnił i wykorzystał jego wady i luki. Jeśli nie zostaną one wypełnione, korupcja i wypaczanie wymiaru sprawiedliwości przez pana Trumpa mogą stać się normą.
Tymczasem Amerykanie powinni być świadomi działań prezydenta. Zabiera ich pieniądze i rozdaje je przestępcom.


3.

Jest głębokie rozczarowanie 
nim 
Nastroje w Rosji odwracają się przeciw Putinowi
https://www.theguardian.com/world/ng-interactive/2026/may/24/there-is-profound-disappointment-in-him-mood-in-russia-turns-against-putin
Władimir Putin podjechał pod hotel w centrum Moskwy na początku maja rosyjskim SUV-em, ubrany swobodnie w dżinsy i lekką kurtkę. Niosąc bukiet kwiatów, niespiesznie wszedł do holu i uściskał swoją byłą nauczycielkę Wierę Guriewicz, która pocałowała go w oba policzki.
Następnie pomógł Gurewicz wsiąść do samochodu i zawiózł ją na kolację na Kreml.
Stało się to zaledwie dzień po tym, jak kilka zachodnich mediów, powołując się na raport europejskiego wywiadu, donosiło, że Putin spędził tygodnie ukrywając się w podziemnym bunkrze, dręczony strachem przed zamachem, a nawet zamachem stanu.
Transmisja telewizyjna spotkania została starannie zaplanowana tak, aby podkreślić zupełnie inny wizerunek rosyjskiego przywódcy, wizerunek, który wypracował w ciągu 25 lat sprawowania władzy: przystępnego, pewnego siebie prezydenta, człowieka z ludu, który mimochodem odwiedza swoją starą nauczycielkę.
Choć obawy przed rychłym zamachem stanu są przesadzone, nie ma wątpliwości, że Putin wkracza w najtrudniejszy okres swoich długich rządów. Wywiady z kilkoma osobami z otoczenia rosyjskiego przywódcy, a także ze źródłami w rosyjskim świecie biznesu i zachodnimi wywiadami, malują obraz osamotnionego przywódcy otoczonego przez elitę, która szybko traci złudzenia, zarówno z powodu słabnącej wojny w Ukrainie, jak i kryzysu gospodarczego w kraju.
„W tym roku nastąpiła zdecydowana zmiana nastrojów wśród elit… panuje głębokie rozczarowanie Putinem” – powiedział wpływowy lider biznesowy, dodając, że „rosnące jest poczucie, że zbliża się jakaś katastrofa”.
„Nikt nie wierzy, że jutro wszystko nagle się zawali” – powiedziało źródło. „Ale coraz bardziej uświadamiamy sobie, że wciąż podejmowane są całkowicie bezsensowne, autodestrukcyjne decyzje. Ludzie, którzy kiedyś bronili Putina, już tego nie robią. Zniknęło jakiekolwiek poczucie przyszłości”.
Wskaźniki poparcia dla Putina spadają, gospodarka znajduje się pod coraz większą presją, a nawet prokremlowscy blogerzy, którzy rzadko krytykowali prezydenta, zaczynają zabierać głos.
Mimo pojawiających się nastrojów w kraju, kalkulacje Putina dotyczące wojny na Ukrainie nie uległy zmianie i nadal jest on zdecydowany kontynuować działania, jak wynika z wywiadów przeprowadzonych z wieloma osobami zaznajomionymi z jego poglądami, a także z przedstawicielami europejskich i ukraińskich służb wywiadowczych.
Putin dał jasno do zrozumienia swojemu najbliższemu otoczeniu, że wierzy, iż Moskwa może opanować cały Donbas do końca roku, poinformowały dwa źródła mające dostęp do prezydenta. „Putin jest zafascynowany Donbasem i nie zatrzyma się przed tym terminem” – powiedziało jedno z nich.
Przemawiając po paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa 9 maja – ograniczonej z powodu obaw przed ukraińskimi atakami dronów – Putin zaskoczył wielu, sugerując, że wojna „dobiega końca”. Uwaga ta trafiła na pierwsze strony gazet, ale osoby znające jego poglądy ostrzegają, że nie należy jej interpretować jako sygnału gotowości do kompromisu. Sugeruje ona raczej, że Putin wierzy w rychły przełom militarny.
Ukraiński urzędnik wywiadu powiedział, że rosyjscy generałowie przekonali rosyjskiego przywódcę, że Donbas zostanie zdobyty do końca roku. „Sfabrykowane raporty [są] rozpowszechniane w całym łańcuchu dowodzenia, twierdząc, że zwycięstwo jest bliskie” – powiedział urzędnik.
Ta brawura nie znajduje obecnie odzwierciedlenia na polu bitwy. Analitycy wojskowi twierdzą, że przy obecnym tempie postępów, pełne opanowanie Donbasu może zająć Rosji lata.
Nadal nie jest jasne, w jakim stopniu rosyjskie wojsko i służby bezpieczeństwa przedstawiają Putinowi przesadnie optymistyczny obraz sytuacji. „Nawet jeśli wielu wokół niego rozumie realia sytuacji, wciąż nie wiemy, co rozumie sam Putin. To najtrudniejsza część” – powiedział jeden z wysokich rangą europejskich oficerów wywiadu.
„Oczywiście, urzędnicy i wojsko malują prezydentowi optymistyczny obraz” – powiedział ktoś zaznajomiony z dyskusjami na Kremlu. „Okłamują go. Tak działa system zbudowany przez Putina”.
Innym czynnikiem, który wpłynął na decyzję Putina o kontynuowaniu walki, jest fakt, że rosyjski przywódca stracił wiarę w zdolność Donalda Trumpa do wywarcia presji na Kijów, aby oddał terytorium w ramach porozumienia, jak twierdzi jedno źródło bliskie Putinowi oraz inne zaangażowane w nieoficjalne rozmowy.
„W Moskwie panował powszechny optymizm, że Trump zdoła doprowadzić do przejęcia Donbasu po swoim wyborze. Ten optymizm w dużej mierze wyparował” – powiedziało jedno ze źródeł, będące w kontakcie z Putinem.
Choć Trump ostatnio wielokrotnie podkreślał, że wojna w Ukrainie dobiega końca – z pomocą USA – rosyjskie władze coraz bardziej dostrzegają niewielką wartość w kontynuowaniu negocjacji z Waszyngtonem. Ukraina przyznała, że wysłannicy Trumpa, Jared Kushner i Steve Witkoff, wielokrotnie naciskali na nią podczas serii spotkań, aby wycofała wojska ukraińskie z terytorium, które nadal kontroluje.
Kijów jednak drastycznie zmniejszył swoją zależność od Waszyngtonu, jednocześnie zwiększając własną produkcję wojskową. Odblokowanie pożyczki UE w wysokości 90 mld euro oraz zacieśnienie współpracy wojskowej i wywiadowczej z europejskimi sojusznikami dodatkowo zmniejszyły wpływ USA na Ukrainę, a Kijów nie zamierza iść na ustępstwa terytorialne w obliczu braku żelaznych gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA.
Na razie celem Moskwy jest zdobycie Donbasu, a rosyjscy negocjatorzy jasno dali do zrozumienia, że Moskwa będzie gotowa do negocjacji pokojowych, gdy tylko to nastąpi. Jednak osoby bliskie Putinowi twierdzą, że jego ambicje mogą wzrosnąć, jeśli wyczuje, że Ukraina zaczyna się rozpadać. Wtedy, jak twierdzą dwie osoby znające jego poglądy, mógłby posunąć się dalej, przekraczając Dniepr, próbując przejąć wszystkie cztery ukraińskie regiony, które Rosja deklaruje jakoby anektowane w 2022 roku, ale nadal nie sprawuje pełnej kontroli.
„On nie jest strategiem długoterminowym” – powiedział jeden z nich. „Jego apetyt rośnie w miarę jedzenia”.
Niezadowolenie w domu
Fale niezadowolenia w społeczeństwie zaczęły pojawiać się już na początku 2026 r., kiedy Kreml zakazał lub ograniczył większość aplikacji do przesyłania wiadomości, pozostawiając dostęp wyłącznie do alternatywnej aplikacji wspieranej przez państwo.
Dostęp do mobilnego Internetu w centrum Moskwy i innych regionach był okresowo przerywany lub całkowicie wyłączony, w wyniku czego rosyjskie przedsiębiorstwa narzekały na straty liczone w miliardach rubli.
Władze uzasadniają bezprecedensowe represje jako środek bezpieczeństwa przeciwko ukraińskim atakom dronów i operacjom sabotażowym.
Zamknięcia wywołały czarny humor wśród moskiewskich elit. „Przy stole wszyscy rozmawiają o internecie. Jesteśmy teraz bliżej Korei Północnej” – powiedział jeden z insiderów Kremla. Chińskie kontrole internetu, niegdyś rutynowo wyśmiewane w Rosji jako symbol cenzury, są teraz omawiane z pewną dozą zazdrości.
Nadzór nad odcięciami dostępu do Internetu sprawuje potężna FSB, budzący postrach departament służb bezpieczeństwa odpowiedzialny za otrucie zmarłego lidera opozycji Aleksieja Nawalnego.
W tym samym czasie przedstawiciele rosyjskiej elity politycznej, w tym rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow i pierwszy zastępca szefa sztabu Siergiej Kirijenko, prywatnie próbowali odwieść Putina od wprowadzenia bardziej rygorystycznych ograniczeń, lecz jak twierdzą dwie osoby zaznajomione z przebiegiem rozmów, bezskutecznie.
„Dopóki wojna będzie trwała, Putin będzie faworyzował służby bezpieczeństwa” – powiedziała inna postać zbliżona do Kremla.
„Kwestia internetu jest bardzo drażliwa dla rosyjskiego społeczeństwa. Wywołała ogromną falę oburzenia” – powiedziała w wywiadzie telefonicznym Ksenia Sobczak, wpływowa rosyjska dziennikarka i córka byłego politycznego mentora Putina.
Sobczak powiedziała, że to tylko kwestia czasu, zanim rosyjskie władze posuną się jeszcze dalej i zablokują wszystkie zachodnie platformy mediów społecznościowych, zmuszając ludzi do korzystania z krajowych alternatyw. Przewiduje, że ten krok może nastąpić już w przyszłym roku. „Myślę, że decyzja w tej sprawie została już podjęta” – powiedziała.
Dla wielu Rosjan rok ten przyniósł również wyższe podatki i rosnącą inflację, a słabnąca gospodarka zmusiła firmy do zamknięcia, co spowodowało gwałtowny wzrost kosztów artykułów spożywczych i rachunków za media
Podsumowując, Putin najwyraźniej złamał jedną z niepisanych umów społecznych, na których opierały się jego rządy od początku inwazji: zwykli Rosjanie mogli w dużej mierze ignorować wojnę, dopóki codzienne życie pozostawało stabilne.
W rosyjskich mediach społecznościowych coraz bardziej widoczna jest frustracja wobec władz. Filmy przedstawiające właścicieli małych firm protestujących przeciwko wyższym podatkom, mieszkańców narzekających na powtarzające się przerwy w dostępie do internetu i rolników na Syberii wściekłych na masowe uboje bydła zarządzone przez władze, stały się viralami.
Jak podał państwowy instytut badania opinii publicznej, ogólny wskaźnik zadowolenia obywateli w Rosji spadł w kwietniu do najniższego poziomu od 15 lat, a z wielu sondaży wynika, że ​​notowania Putina spadły do najniższego poziomu od początku szeroko zakrojonej inwazji Rosji na Ukrainę.
„Putin pilnie śledzi swoje poparcie. Obsesyjnie śledził wybory od 1999 roku” – powiedział Aleksiej Wenediktow, były redaktor stacji radiowej Echo Moskwy, która została zmuszona do zamknięcia po wybuchu wojny.
Wenediktow wspominał, jak Putin, wkrótce po aneksji Krymu, machał sondażami, które wskazywały na przytłaczające poparcie społeczne – czemu dziennikarz się sprzeciwiał – i powiedział mu: „Ty nie jesteś z ludem. Ja jestem z ludem”.

Wspaniały wyczyn?
Choć niezadowolenie wśród elit i społeczeństwa wyraźnie rośnie, większość analityków uważa, że jeśli pojawi się realne zagrożenie dla reżimu Putina, będzie ono pochodzić z jego najbliższego otoczenia, a nie z ulicy.
Jednym z bardziej uderzających twierdzeń zgłoszonych na początku tego miesiąca, opartych na raporcie wywiadowczym sporządzonym przez anonimowy kraj europejski, była sugestia, że były minister obrony Siergiej Szojgu mógłby stanowić zagrożenie dla Putina. Jednak rychły zamach stanu na Kremlu jest uważany przez wielu zwolenników i krytyków za mało prawdopodobny.
Rosyjskie służby bezpieczeństwa, za zgodą Putina, aresztowały kilku najbliższych współpracowników i przyjaciół Szojgu, co jeszcze bardziej odizolowało niegdyś wpływowego byłego ministra, a spekulacje mówią, że on sam może zostać ostatecznie usunięty ze stanowiska.
„Szojgu nie cieszy się popularnością ani poparciem w armii” – powiedział były wysoki rangą urzędnik, który zna go osobiście. „Nigdy nie wystąpi przeciwko Putinowi”.
Sprzeciw raczej nie pojawi się również wśród rosyjskich oligarchów. Wielu z nich jest w głębi duszy przerażonych wojną, ale milczą, bojąc się mówić otwarcie, powiedział czołowy rosyjski biznesmen. Ostatnie miesiące przyniosły kolejne czystki i nową falę przejęć mienia wymierzonych w prywatne firmy, w tym aresztowanie Wadima Moschowicza, miliardera i założyciela dużej firmy rolnej.
„Elita biznesu gra w rosyjską ruletkę. Mają nadzieję, że ich sąsiad zostanie zaatakowany, podczas gdy oni będą oszczędzeni” – powiedział Oleg Tinkow, jeden z nielicznych rosyjskich liderów biznesu, którzy sprzeciwili się inwazji i uciekli z kraju.
„Kto wystąpi przeciwko niemu? Wszyscy po prostu czekają na jego upadek” – dodał Tinkow.
Tymczasem prezydent Rosji w ostatnich tygodniach zwiększył liczbę podróży, co wydaje się celową próbą obalenia narracji na temat jego bezpieczeństwa i rzekomej paranoi. „Putin zawsze miał obsesję na punkcie swojego bezpieczeństwa, ale twierdzenie, że się ukrywa, jest błędne” – powiedziała osoba bliska Kremlowi, która niedawno spotkała się z prezydentem.
„Tak, wśród elit panuje nerwowość. Tak, panuje niepewność. Ale mówienie o egzystencjalnym zagrożeniu dla rządów Putina jest przedwczesne. On nadal sprawuje władzę”.
Wysoki rangą urzędnik europejskiego wywiadu powiedział, że wiele osób na wysokim szczeblu „znajduje się obecnie na etapie przyjmowania do wiadomości” i dostrzegania narastających problemów zarówno na polu walki, jak i w gospodarce, ale nie ma planów przeciwdziałania im.
„Rozumieją, że to trend spadkowy. Ale nie słyszałem, żeby pytali… 'Co w takim razie powinniśmy z tym zrobić?'”


3.

W kierunku obwodu kijowskiego wystrzelono superpocisk Oresznik. Na zdjęciach widać oderwanie się kilku głowic, spadających jedna po drugiej z atmosfery, uderzających w ziemię z prędkością 20.000 kilometrów na godzinę. Trafiony został rejon stolicy: głowice eksplodowały w pobliżu Białej Cerkwi, miasta oddalonego o osiemdziesiąt kilometrów na południe. Ten nocny atak był jednym z najpotężniejszych ataków rosyjskich w historii.
Siły rosyjskie zaatakowały Kijów pociskami balistycznymi i dronami. Trafionych zostało kilka budynków mieszkalnych. Pięć osób zostało rannych. Mieszkańcy kilku dzielnic stolicy zgłosili co najmniej 10 potężnych eksplozji.
„Stolica została zaatakowana zmasowanym atakiem balistycznym. Możliwe są kolejne odpalenia. Prosimy o schronienie się w schronach!” – ogłoszono alarm. Mer Kijowa Witalij Kliczko poinformował o pięciu rannych osobach. Jedna z nich trafiła do szpitala. Według doniesień dron uderzył w dziewięciopiętrowy budynek mieszkalny w dzielnicy szewczenkowskiej na poziomie trzeciego i czwartego piętra.
W rejonie obołońskim dron zaatakował 16-piętrowy budynek mieszkalny na dwunastym i trzynastym piętrze oraz budynek niemieszkalny sąsiadujący z trzypiętrowym budynkiem mieszkalnym, wzniecając pożar. Płonie również parterowy dom prywatny. W rejonie desniańskim dron zaatakował budynek supermarketu. W rejonie dniepropietrowskim dron zaatakował prywatny budynek mieszkalny, wzniecając pożar.
W Kijowie słychać było kolejną serię głośnych eksplozji. „Stolica jest obecnie celem zmasowanego ataku rakietowego wroga. Pozostańcie w schronach do odwołania alarmu!” – napisało ukraińskie wojsko na Telegramie.
„W szkole w Kijowie, dotkniętej rosyjskim atakiem, wybuchł pożar” – poinformował Witalij Kliczko. „Uderzona została kolejna szkoła, również w rejonie szewczenkowskim. Pożar wybuchł na drugim piętrze” – napisał mer Kijowa na Telegramie wkrótce po zgłoszeniu ataku „w pobliżu” pierwszej szkoły, w wyniku którego gruz zablokował wejście do schronu, w którym byli mieszkańcy.
Liczba ofiar śmiertelnych w stolicy wzrosła do i jest też 56 rannych.


4.

Stany Zjednoczone i Iran sygnalizują dążenie do wstępnego porozumienia pokojowego, ale szczegóły pozostają niejasne
https://www.nytimes.com/live/2026/05/24/world/iran-war-trump
Prezydent Trump powiedział, że Stany Zjednoczone i Iran „w dużej mierze wynegocjowały” porozumienie, mimo że amerykańscy i irańscy urzędnicy różnie je opisali.
Stany Zjednoczone i Iran zasygnalizowały w niedzielę, że są bliskie osiągnięcia porozumienia mającego na celu zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie, mimo że wiele szczegółów propozycji pozostaje niejasnych.
Prezydent Trump poinformował w sobotę w mediach społecznościowych, że wstępne porozumienie między oboma krajami zostało „w dużej mierze wynegocjowane” po rozmowach telefonicznych z przywódcami z całego Bliskiego Wschodu. Dodał, że „ostateczne aspekty” porozumienia są nadal przedmiotem dyskusji.
„Wystarczy powiedzieć, że poczyniono pewne postępy, znaczące postępy, choć nie są to ostateczne postępy” – powiedział sekretarz stanu Marco Rubio podczas niedzielnej wizyty w Indiach, dodając, że Trump może ujawnić więcej szczegółów na temat rozmów jeszcze dziś.
Urzędnicy amerykańscy i irańscy określili porozumienie jako ramy, które wymagają dalszych negocjacji, a nie ostatecznego stanowiska. Premier Pakistanu Shehbaz Sharif, który pełnił rolę mediatora, powiedział w mediach społecznościowych, że ma nadzieję wkrótce zorganizować „kolejną rundę rozmów”.
Dla Trumpa umowa z Iranem mogłaby stanowić drogę do zakończenia zawirowań wywołanych wojną, która rozpoczęła się pod koniec lutego, gdy Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran. Konflikt pochłonął tysiące ofiar, wstrząsnął globalnymi rynkami energii, pozostawił wielu mieszkańców regionu w oczekiwaniu na serię ataków rakietowych i bombardowań, a także spotkał się z powszechną niechęcią amerykańskiej opinii publicznej.
Jednak ani Stany Zjednoczone, ani Iran nie opublikowały kopii proponowanych ram, co stawia zarys umowy pod znakiem zapytania. Przyszłość irańskiego programu nuklearnego, będącego częścią argumentów Trumpa za rozpoczęciem wojny, była niejasna.
Urzędnicy amerykańscy i irańscy wydali również sprzeczne oświadczenia dotyczące tego, co zostało uzgodnione. Trump wielokrotnie powtarzał, że Iran musi zrezygnować ze swoich zapasów wzbogaconego uranu, który – jak obawiają się Stany Zjednoczone i Izrael – mógłby zostać wykorzystany do budowy broni jądrowej.
Dwóch urzędników amerykańskich stwierdziło, że proponowane porozumienie zawiera wyraźne zobowiązanie Teheranu do rezygnacji z uranu, choć kwestia jego dokładnego rozwiązania zostanie odłożona na późniejszą rundę rozmów. Trzech urzędników irańskich stwierdziło, że memorandum o porozumieniu nie wspomina o losie irańskiego programu nuklearnego.
Irańscy urzędnicy stwierdzili, że memorandum stanowi jedynie, że wszystkie kwestie nuklearne zostaną wynegocjowane w ciągu 30 do 60 dni. Podobnie jak urzędnicy amerykańscy, wypowiadali się anonimowo, ponieważ nie byli upoważnieni do dyskusji na ten drażliwy temat.
Publicznie zarówno amerykańscy, jak i irańscy urzędnicy podkreślali ustępstwa, na jakie liczyli. Trump powiedział, że umowa ponownie otworzy Cieśninę Ormuz, kluczowy szlak wodny dla dostaw ropy naftowej i gazu, który Iran skutecznie zablokował podczas konfliktu, co spowodowało wzrost światowych cen energii.
Irańscy urzędnicy stwierdzili, że umowa, na którą zgodził się Teheran, ponownie otworzy Cieśninę Ormuz bez żadnych opłat; zniesie blokadę morską USA nałożoną na Iran; zaprzestać walk na wszystkich frontach, w tym walk pomiędzy Izraelem a Hezbollahem, grupą zbrojną wspieraną przez Iran, w Libanie; oraz uwolnić 25 miliardów dolarów zamrożonych za granicą irańskich aktywów.

--------
Podpisanie umowy z Iranem nie nastąpi dziś, według amerykańskich urzędników cytowanych przez Bloomberga. Źródła określiły irański system jako „bardzo powolny i nieprzejrzysty”. Według amerykańskich urzędników strony wciąż negocjują język, który będzie używany w kluczowych kwestiach, takich jak ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz, i może upłynąć kilka dni, zanim obie strony wyrażą ostateczną zgodę. Porozumienie, jak poinformowali, przewiduje, że Iran otworzy Cieśninę Ormuz w zamian za zniesienie blokady nałożonej przez USA. Wyrażając przekonanie, że Najwyższy Przywódca Modżtaba Chamenei poprze porozumienie, amerykańscy urzędnicy podkreślili, że umowa o wysoko wzbogaconym uranie zostanie wspomniana jedynie w formie wstępnej i powtórzyli, że administracja Trumpa uważa nałożenie opłaty za wydobycie uranu z cieśniny Ormuz za niedopuszczalne. Zauważyli, że Stany Zjednoczone nie zamierzają odmrażać irańskich aktywów w ramach obecnie negocjowanej umowy.

„O ile nam wiadomo, Najwyższy Przywódca Modżtaba Chamenei zatwierdził ogólne ramy porozumienia, ale pozostaje pytanie, czy przełoży się to na umowę ostateczną” – powiedział przedstawiciel USA dziennikarzowi Axios Barakowi Ravidowi.

Wyjście dla Stanów Zjednoczonych i Iranu to wyścig z czasem, by zapobiec wojnie. To, co działo się przez cały dzień, to gwałtowne przyspieszenie działań dyplomatycznych, podczas gdy prezydent Donald Trump, zamknięty w Białym Domu z połową gabinetu i generałami, od wczesnych godzin rannych zajmował centralne miejsce, wygłaszając serię oświadczeń, a następnie zwołując telekonferencję ze swoimi sojusznikami z Zatoki Perskiej. Według Axios, niektórzy przywódcy regionalni prosili go o rozpoczęcie nowych ataków, ale ta sama agencja poinformowała dwie godziny później, że inni namawiali Trumpa do zaakceptowania porozumienia, które przewiduje przedłużenie rozejmu o 60 dni w celu wynegocjowania punktów pozostawionych otwartych w tym pierwszym memorandum. Wieczorem Trump – po rozmowie również z Netanjahu – mówił o „w dużej mierze wynegocjowanym” porozumieniu i o dyskusjach „na temat ostatecznych aspektów” porozumienia, które „przewiduje ponowne otwarcie Ormuzu”.
Po południu mówiono o „porozumieniu pokojowym, które ma zostać sfinalizowane w ciągu 24 godzin”, ale także o „różnicach w niektórych kwestiach” oraz o nowej propozycji przedstawionej przez Pakistan i zaakceptowanej przez Iran. Według tych samych źródeł, amerykańska odpowiedź spodziewana jest dzisiaj. Głównymi negocjatorami są przewodniczący parlamentu Iranu Mohammad Bagher Ghalibaf, wiceprezydent USA J.D. Vance, specjalny wysłannik Steve Witkoff oraz zięć Trumpa, Jared Kushner. Wszyscy rozmawiali ze sobą, potwierdzając, że coś się dzieje. Mediatorzy regionalni – Katar i Pakistan – ciężko pracowali, aby zapobiec kryzysowi, który osiągnął punkt krytyczny. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi przeprowadził rozmowy ze swoim egipskim odpowiednikiem, Badrem Abdelaty. Trump rozmawiał z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, przywódcami Arabii Saudyjskiej, Emiratów Arabskich, Kataru, Egiptu, Turcji i Pakistanu, a następnie z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu.
Plotki krążyły w szalonym tempie. Kilka godzin wcześniej Trump ujawnił w CBS News, że rozważał nową propozycję Iranu, która zakładała stopniowe otwieranie Cieśniny Ormuz. „Z każdym dniem jest coraz lepiej; jesteśmy bardzo blisko porozumienia” – dodał, po czym powtórzył czerwoną linię Waszyngtonu: wyrzeczenie się przez Teheran energii jądrowej. „Podpiszę tylko taką umowę, która da nam wszystko, czego chcemy” – powiedział.

Rok temu Iran i Stany Zjednoczone prowadziły szczegółowe negocjacje w sprawie znacznej redukcji programu nuklearnego Teheranu. Dwie wojny później Waszyngtonowi może uda się wynegocjować krótkie memorandum o porozumieniu, które zakończy konflikt w Zatoce Perskiej, ale nie rozwiąże ono poważnych sporów dotyczących energii jądrowej i zarządzania cieśniną Ormuz.
Międzynarodowe konsorcjum mediatorów, podejmujące obecnie bezprecedensowe wysiłki na rzecz osiągnięcia porozumienia i zapobieżenia trzeciej wojnie, z optymizmem patrzy na możliwość zawarcia porozumienia. Projekt porozumienia przewiduje 30-dniowe przedłużenie zawieszenia broni, z możliwością przedłużenia o kolejne 30 dni. W tym czasie Iran zobowiązuje się do stopniowego ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz, której zamknięcie zdławiło światową gospodarkę, a Stany Zjednoczone zgadzają się na stopniowe zniesienie blokady irańskich portów, odmrożenie początkowej części irańskich funduszy przechowywanych za granicą oraz uruchomienie mechanizmu stopniowego znoszenia sankcji. Dopiero potem rozpoczną się rzeczywiste negocjacje dotyczące programu nuklearnego i ostatecznej struktury Cieśniny Ormuz.
Republika Islamska wnioskowała i jak dotąd, przynajmniej za zgodą mediatorów, najwyraźniej uzyskała dwuetapowy proces: najpierw zakończenie wojny na wszystkich frontach, w tym w Libanie, a następnie negocjacje w sprawie uranu. Trump chciałby, aby kwestia nuklearna również została poruszona w memorandum i aby Irańczycy wyraźnie zobowiązali się do nieopracowywania bomby atomowej. Wydaje się, że w ostatnich godzinach pojawiła się pewna otwartość w tej kwestii.
Teheran obawia się możliwości dalszych ataków na kraj, zanim omówi program, w który Republika Islamska zainwestowała trzy dekady, miliardy dolarów i swoją wiarygodność polityczną. Jeśli pierwszy etap przebiegnie pomyślnie, Irańczycy mogą być skłonni do pewnych ograniczonych ustępstw. Pierwszy dotyczy wzbogacania uranu: według Al-Arabija, Teheran zaoferował zawieszenie wzbogacania uranu powyżej 3,6% na dziesięć lat, co jest progiem ustalonym w starym porozumieniu podpisanym przez Obamę, a zerwanym przez Trumpa, ale tylko w zamian za uznanie prawa do wzbogacania – rozwiązanie dalekie od zerowego wzbogacania i zniszczenia obiektów jądrowych, które Trump przewidywał podczas wojny.
Inną kwestią, która ma zostać omówiona w kolejnych negocjacjach, jest los uranu wzbogaconego do 60% (90% to uran nadający się do produkcji broni jądrowej). Iran byłby skłonny rozcieńczyć uran wzbogacony do poziomu powyżej 20% pod nadzorem międzynarodowym, ale w obrębie kraju, co oznacza brak transferów za granicę. Trump zawsze powtarzał, że Stany Zjednoczone „wezmą uran”, ale nie jest jasne, czy Teheran jest skłonny oddać przynajmniej część tego materiału.
Z pewnością nie bez precyzyjnego mechanizmu zniesienia sankcji i odblokowania wszystkich irańskich aktywów zamrożonych za granicą, szacowanych na 100–120 miliardów dolarów. Nawet na cieśninie Ormuz Irańczycy się nie poddają: gotowi tymczasowo znieść opłaty za tranzyt statków podczas 60-dniowych negocjacji, domagają się jednak omówienia mechanizmu zarządzania Cieśniną, wspólnego z innymi krajami regionu. Dwie wojny później Teheran ma więcej kart do rozegrania.

Netanjahu jest zaniepokojony. O siebie, o stabilność rządu, któremu nadal przewodzi, i o jesienne wybory. Bo jeśli memorandum o porozumieniu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem rzeczywiście odzwierciedla warunki ogłoszone w ciągu ostatnich kilku godzin, a Trump zdecyduje się je zaakceptować i zrezygnować z wznowienia nalotów, premier Izraela stanie w obliczu ogromnego problemu politycznego. Pośpiech, z jakim zwołał wczoraj wieczorem szczyt koalicji, w którym uczestniczyli urzędnicy ds. bezpieczeństwa narodowego, aby omówić „złą umowę”, jak określiły ją źródła rządowe w rozmowie z Channel 12 i portalem Axios, jest tego dowodem.
Netanjahu jest więc zaniepokojony. I to bardzo. Rozwiązanie dyplomatyczne, które pozostawia reżim w Teheranie z rakietami dalekiego zasięgu i dąży do kompromisu w kwestii nuklearnej, nie jest „totalnym zwycięstwem”, które obiecał Izraelczykom i które można było osiągnąć w głosowaniu. Co więcej, jest to rozwiązanie, które przeszło mu koło nosa i odzwierciedla wizerunek, jaki wykreował go artykuł w „New York Timesie”, który wczoraj donosił, powołując się na dwa źródła w izraelskim ministerstwie obrony, o tym, jak amerykański prezydent niedawno „niemal całkowicie” wykluczył państwo żydowskie z negocjacji.
„Od drugiego pilota Trumpa do zwykłego pasażera klasy ekonomicznej” – to tytuł artykułu, który wywołał spore poruszenie, ponieważ potwierdził podejrzenia wielu osób, że relacje między dwoma przywódcami nie są już takie, jak w lutym, na początku nieudanej kampanii wojskowej przeciwko Republice Islamskiej, kiedy to Netanjahu zdołał przekonać magnata, że ścięcie głowy reżimowi, zabicie Chameneiego i przywódców Pasdaranu wystarczy, by zawalić go jak domek z kart, błędnie stawiając na powstanie ludowe i pomoc ze strony irańskich Kurdów. Nic z tego się nie wydarzyło. Trump utknął na Bliskim Wschodzie, dodatkowo utrudniony przez kwestię Cieśniny Ormuz, która doprowadziła do najpoważniejszego kryzysu energetycznego ostatnich lat, i rzeczywiście zmienił swoje stanowisko. „Netanjahu robi to, co mu każę” – powiedział zaledwie kilka dni temu i to był pierwszy znak. Teraz, jak pisze nowojorska gazeta, izraelscy mediatorzy są zmuszeni kontaktować się z regionalnymi dyplomatami i polegać na własnych „antenach” w irańskim reżimie, aby zrozumieć, co dzieje się przy stole negocjacyjnym. „Netanjahu zamienia kraj w republikę bananową” – skomentował jastrząb Awigdor Liberman z opozycyjnej partii Izrael Bejtejnu, pierwszy, który uznał porozumienie za pewnik i zaatakował premiera.
Netanjahu jednak to wciąż Netanjahu; niedocenianie go jest błędem. W tej chwili – pisze Axios – rozmawia przez telefon z Trumpem, namawiając go, by nie akceptował porozumienia i wznowił wojnę. Jak pokazuje niedawna historia, wie, jak go przekonać. „Nie sądzę, by naprawdę został wykluczony z negocjacji” – powiedział Ely Karmon, politolog i badacz z Międzynarodowego Instytutu Antyterrorystycznego Uniwersytetu Reichmana. „Jednak w porównaniu z sytuacją sprzed wojny, sytuacja wewnętrzna w Ameryce nie jest korzystna dla Trumpa. Nawet w jego własnej partii nie chcą tej wojny; kraje Zatoki Perskiej i Turcja naciskają, by jej uniknąć. Prezydentowi USA trudno jest nie osiągnąć porozumienia. W tym przypadku Netanjahu, który potrzebuje wojny, mógłby przeprowadzić prowokację w Strefie Gazy, aby wznowić ją w Strefie Gazy”.
W lawinie oświadczeń przekazanych mediom w ostatnich godzinach Trump oświadczył, że nie podpisze umowy, która nie jest korzystna dla Izraela. „Myślę, że Netanjahu jest rozdarty między dwiema opcjami”. Jedna może zagwarantować mu polityczne przetrwanie, druga zaś postawiłaby go przed koniecznością wielu wyjaśnień.


6.

Marco Rubio walczy z negatywną reakcją kubańsko-amerykańską, dążąc do porozumienia w Hawanie
Sekretarz stanu USA skupia się na zmianach gospodarczych, a nie na drastycznych zmianach systemu politycznego kraju
https://www.ft.com/content/b3eff5d9-10e9-407c-ab6b-1daeeed63a3c?syn-25a6b1a6=1
Nicolás Maduro został schwytany w swojej sypialni w styczniu ubiegłego roku podczas interwencji wojskowej USA, w której rzekomo użyto bezprecedensowych bomb dźwiękowych. W tej bezprecedensowej akcji zginęło trzydziestu dwóch kubańskich strażników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo prezydenta. Operacją, koordynowaną przez siły Delta Forces, podobno dowodził agent paramilitarny. Okazuje się, że szef CIA, John Ratcliffe, podczas swojej historycznej wizyty w Hawanie w zeszłym tygodniu, rzekomo zabrał ze sobą tego samego przywódcę paramilitarnego. „To jest człowiek, który zabił waszych bohaterów” – miał powiedzieć, według rekonstrukcji wydarzeń w CBS.
Kiedy w piątek dziesiątki tysięcy ludzi, wezwanych przez reżim, zebrało się na placu Malecón, by potępić amerykański akt oskarżenia przeciwko Raúlowi Castro, w choreografii znalazły się duże brązowe transparenty z kolorowymi twarzami 32 żołnierzy Armii Rewolucyjnej, którzy polegli w obronie swojego wenezuelskiego sojusznika. W retoryce państwowej stali się już „los treintaydos”, 32 bohaterami, którzy zginęli w bitwie.
Gdy śmigłowce ChinHook Sił Delta przelatywały nad Fortem Tiuna w nocy 3 stycznia, uważa się, że zespoły CIA, które już były na miejscu, szturmowały kompleks w synchronizacji z nalotem. Według doniesień amerykańskiej prasy, w skład grupy wchodzili byli latynoscy żołnierze armii USA i byli żołnierze Ameryki Południowej, którzy starli się z elitarną gwardią Maduro.
Świadomy symbolicznej wagi tego kroku, dyrektor CIA podobno poprosił mężczyznę odpowiedzialnego za śmierć Kubańczyków, aby usiadł obok niego i przedstawił się jako taki przy stole negocjacyjnym. Tydzień po spotkaniu, które uosabia całą nieprzejrzystość i napięcie najbardziej krytycznych momentów zimnej wojny, okazuje się, że jedna z twarzy zasłoniętych na oficjalnych zdjęciach należy do kluczowej postaci nocy, która zapoczątkowała nową erę w stosunkach między kontynentem.
Oprócz szefa hawańskiego wywiadu, w spotkaniu wziął udział również, znany jako „Raulito”, siostrzeniec byłego prezydenta Kuby, Raúla Castro. Kilka dni po spotkaniu opublikowano akt oskarżenia przeciwko Castro seniorowi o morderstwo i spisek w celu zestrzelenia dwóch cywilnych samolotów pasażerskich w 1996 roku.
Dla wielu obserwatorów misja Ratcliffe'a miała nie tylko charakter dyplomatyczny, ale przede wszystkim psychologiczny i strategiczny. Amerykański przekaz jest jasny: Waszyngton jest gotowy do rozmów na temat bezpieczeństwa i gospodarki z Kubą, ale tylko w zamian za istotne zmiany i nie uważa już wyspy za strefę neutralną w geopolitycznej konfrontacji z Rosją, Chinami i wrogimi rządami półkuli zachodniej. Kilka dni później Donald Trump wyraził to jeszcze dobitniej: „Mamy wielu ludzi na Kubie, mamy tam CIA” – zapewnił.
W tym kontekście przeloty dronów, operacje wywiadowcze i presja ekonomiczna przywracają cały region do dynamiki coraz bardziej przypominającej zimną wojnę. W czwartek Stany Zjednoczone wysłały na Morze Karaibskie lotniskowiec atomowy USS Nimitz. Co więcej, w piątek do Ceiby w Portoryko przybyły samoloty MV-22 Osprey z „Blue Knights” z VMM-365 i przeprowadziły ćwiczenia nad Caracas. To kolejne potwierdzenie wzmocnienia amerykańskiej obecności wojskowej w regionie.
Podczas gdy na Kubie narasta przekonanie, że Waszyngton „fabrykuje sprawę”, aby uzasadnić ewentualną interwencję militarną, śledztwo Wall Street Journal donosi, że Moskwa i Pekin rozbudowały infrastrukturę elektronicznego nadzoru, umożliwiającą monitorowanie amerykańskiej łączności wojskowej i cywilnej z Florydy na Karaiby. Waszyngton opublikował również doniesienia o zakupie przez Hawanę dronów ofensywnych. W obliczu tych plotek wielu Kubańczyków kręci głowami: „Z pewnością nie my chcemy tej wojny”.


7.

Exit poll: Disy największą partią, Elam awansuje na trzecie miejsce
https://cyprus-mail.com/2026/05/24/exit-poll-disy-largest-party-elam-rise-to-third
W niedzielę na Cyprze odbyły się wybory parlamentarne.
Według sondażu exit poll, Disy będzie największą partią w nowym parlamencie, podczas gdy Elam (faszyści), jak przewidywały sondaże przedwyborcze, awansuje na trzecie miejsce, zastępując Diko (komuniści), która zajmowała trzecie miejsce w każdych wyborach parlamentarnych od zajęcia drugiego miejsca w 1985 r.
Prognozy wskazują, że partia Akel zajmie drugie miejsce w czwartych z rzędu wyborach parlamentarnych, jednak oczekuje się, że obie „dwie wielkie” cypryjskie partie odnotują spadek poparcia w porównaniu z sytuacją sprzed pięciu lat. Obecnie oczekuje się, że partia Disy zdobędzie od 22,5 do 25,5 procent głosów, a partia Akel od 21 do 24 procent.
Tymczasem oczekuje się, że Elam zdobędzie od 10,5 do 12,5 procent głosów, podczas gdy Diko zdobędzie od 8 do 10 procent głosów – najgorszy wynik w historii partii.
Cypryjska partia Direct Democracy Cyprus, na której czele stoi wpływowy użytkownik mediów społecznościowych Fidias Panayiotou, będąca niespodzianką wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2024 r., prawdopodobnie zdobędzie od 5,5 do 7,5 proc. głosów.
Na szóstym miejscu znalazła się Alma, byłego audytora generalnego Odysseasa Michaelidesa, która według przewidywań zdobędzie od 4,5 do 5,5 procent głosów, podczas gdy zarówno Volt (proeuropejska), jak i Edek mają otrzymać od 3 do 4 procent głosów, co oznacza, że oba ugrupowania balansują na krawędzi możliwości niezdobycia żadnych mandatów.
Ruch Ekologów, Dipa, i Ruch Myśliwych spodziewają się uzyskać zaledwie od dwóch do trzech procent głosów, co oznacza, że mało prawdopodobne jest, aby jakakolwiek z tych trzech partii ponownie wprowadziła jakiegokolwiek członka do Izby Reprezentantów.

Zagrożony osłabieniem jest prezydent Nikos Christodoulides, członek Europejskiej Partii Ludowej i sojusznik Ursuli von der Leyen oraz międzynarodowy gwarant stabilności wyspy, która została podzielona na dwie części od 1974 roku, kiedy północna połowa została zajęta przez Turcję po zamachu stanu dokonanym przez etniczną grecką większość wspieraną przez Ateny. Cypr nigdy nie stanie się głównym graczem w Europie, ale zyskuje coraz większe znaczenie strategiczne jako państwo frontowe dla UE, a obecny rząd pod przewodnictwem Christodoulidesa umiejętnie wykorzystuje ograniczone wpływy i siłę nacisku wyspy, aby uczynić ją graczem, choć drugorzędnym, w polityce regionalnej”.
Wynik tych wyborów nie obali jej przywódcy (rząd nie jest zależny od wotum zaufania w parlamencie). Christodoulides rządzi już z mniejszościowym organem wykonawczym dużej koalicji, z siłami centrolewicowymi i liberalnymi, ale z ministrami, którzy również wywodzą się z jego byłej partii, popularnej Disy, formacji, która ma najwięcej miejsc w parlamencie. Problem polega jednak na tym, że wszystkie siły popierające mniejszościowy rząd Christodoulidesa są osłabione w wyniku głosowania.
W 56-osobowym parlamencie rząd opiera się obecnie na mniejszości 20 posłów: 9 z Diko (która w Europie popiera socjaldemokratów S&D), 4 z Edek (również S&D), 4 z Dipa (w grupie Macrona Renew) i 3 z Zielonych. Wszystkie cztery partie mają znacznie niższe notowania w sondażach, więc Christodoulides będzie musiał szukać nowego poparcia w izbie. Partia Ludowa Disy (Partia Ludowa) prowadzi w sondażach, z wynikiem około 23%. To partia, która wygrała trzy ostatnie wybory — w 2011, 2016 i 2021 roku — i ma kontrowersyjne relacje z Christodoulidesem, który pełnił funkcję rzecznika rządu Disy i był ich ministrem spraw zagranicznych, dopóki nie wystartował jako kandydat niezależny w 2023 roku i nie wygrał wyborów prezydenckich. Christodoulides mianował następnie kilku ministrów z Disy, którzy zostali następnie wykluczeni z partii. Jednak w ostatnich latach partia często popierała politykę prezydenta, zwłaszcza w kwestiach europejskich i gospodarczych.
Zaraz za Partią Ludową Disy (PPV) sondaże pokazują dwie partie wyraźnie przeciwne prezydentowi, którego sukces zmieniłby sytuację polityczną na Cyprze. Komuniści z Akel (w grupie Europejskiej Radykalnej Lewicy), którzy zwyciężyli w 2001 i 2006 roku i historycznie są drugą główną partią w kraju, mają około 21%. Z kolei skrajnie prawicowa Elam, która w EKR w Strasburgu, obok Fratelli d’Italia, zajmuje trzecie miejsce, według sondaży z 14% poparciem. Za nimi plasują się takie partie, jak Diko, Alma i Demokracja Bezpośrednia, na czele której stoi antyestablishmentowy populista, youtuber Fidias Panayiotou, poseł do Parlamentu Europejskiego. „Paneuropejski” Volt jest jeszcze dalej w tyle.


8.

W ogóle myślenie jest lewackie, ty tępy naziolku.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga