DRUGI OBIEG
Sobota, 16 maja 2026
1.
Dziś o godzinie 10, na portalu www.natemat.pl,
ukaże się najnowsza rozmowa z cyklu „Allegro ma non troppo”.
2.
Ukraina zaatakowała Rosję dronami po trzech dniach masowych ataków
Do szeroko zakrojonego ataku na rosyjskie regiony i ogromną rafinerię ropy
doszło po tym, jak 24 osoby zginęły, gdy rakieta uderzyła w mieszkania w
Kijowie
https://www.theguardian.com/world/2026/may/15/ukraine-attacks-russia-with-drones-after-suffering-three-days-of-strikes
Ukraina rozpoczęła zakrojony na szeroką skalę atak dronów dalekiego zasięgu,
wymierzony w kilka regionów Rosji, w tym w ogromną rafinerię ropy naftowej w
Riazaniu. Stało się to po trzech dniach masowych ataków Moskwy na Ukrainę.
Piątkowy atak w Kijowie nastąpił po serii ataków dronów i rakiet na Ukrainę, w
tym na stolicę, Kijów, gdzie w czwartek pocisk manewrujący uderzył w blok
mieszkalny, zabijając 24 osoby, w tym troje dzieci.
Ostateczny bilans ofiar śmiertelnych w Kijowie ujawniono po tym, jak ekipy ratunkowe
kończyły przekopywanie się przez gruzy dziewięciopiętrowego bloku, który został
trafiony w wyniku, jak twierdzą ukraińskie siły powietrzne, największego
ostrzału tego kraju przez Rosję od czasu rozpoczęcia przez nią totalnej inwazji
w lutym 2022 r.
W piątek, podczas szczytu 46 europejskich ministrów spraw zagranicznych w
Mołdawii, Rada Europy, ogłaszając na Ukrainie dzień żałoby narodowej,
poinformowała, że podejmuje działania zmierzające do utworzenia trybunału ds.
zbrodni wojennych, który osądziłby przywódców Rosji odpowiedzialnych za agresję
na Ukrainę.
„Teraz trzeba podjąć działania w celu wywiązania się z tego zobowiązania
politycznego poprzez zapewnienie funkcjonowania trybunału i jego finansowania”
– powiedział Alain Berset, sekretarz generalny Rady Europy.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, odwiedzając miejsce zniszczonego bloku
mieszkalnego w kijowskiej dzielnicy darnickiej, na lewym brzegu Dniepru, złożył
kwiaty i przemówił do ratowników.
„Nasi ratownicy… pracowali bez przerwy przez ponad dobę” – powiedział Zełenski
w aplikacji Telegram.
„Rosjanie praktycznie zrównali z ziemią całą część budynku swoim pociskiem” –
powiedział. Zełenski powiedział, że według wstępnej analizy, bronią, która
uderzyła w budynek, był niedawno wyprodukowany rosyjski pocisk Ch-101.
Rosja, która rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę w lutym 2022 r.,
wystrzeliła w tym tygodniu ponad 1500 dronów i dziesiątki rakiet w atakach na
Ukrainę przez trzy kolejne dni, poinformowali ukraińscy urzędnicy.
„Rosja taka jak ta nigdy nie będzie mogła zostać znormalizowana, Rosja, która
celowo niszczy ludzkie życie i ma nadzieję pozostać bezkarna. Potrzebna jest
presja” – powiedział Zełenski, ponawiając apele do sojuszników o pomoc Ukrainie
we wzmocnieniu obrony powietrznej.
Władze miasta Kijów poinformowały, że spod gruzów wydobyto 24 ciała, a około 30
osób uratowano. Prawie 50 osób zostało rannych, a około 400 wymagało wsparcia
psychologicznego – podało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Rosja nie skomentowała od razu ataku na budynek mieszkalny. Moskwa zaprzecza,
jakoby celowo atakowała ludność cywilną, ale w ciągu ponad czterech lat wojny
często atakowała budynki mieszkalne i inną infrastrukturę cywilną w nalotach na
terenie całej Ukrainy.
Władze rosyjskie poinformowały, że w atakach na Ukrainie ranne zostały cztery
osoby, w tym dziecko. Rosyjski komitet śledczy poinformował, że po atakach
wszczęto śledztwo w sprawie terroryzmu, twierdząc, że celem ataków była
„infrastruktura mieszkaniowa i cywilna”.
„Uszkodzone zostały dwa wielopiętrowe budynki mieszkalne i zakład przemysłowy”
– podano w komunikacie.
Świadkowie zasugerowali, że celem ataków w Riazaniu prawdopodobnie była
rafineria ropy naftowej, jedna z największych w Rosji, która stanęła w
płomieniach po tym, jak uderzyło w nią kilka obiektów.
„Nasze reakcje wobec rosyjskiego przemysłu naftowego, produkcji zbrojeniowej i
osób bezpośrednio odpowiedzialnych za popełnienie zbrodni wojennych przeciwko
Ukrainie i Ukraińcom są całkowicie uzasadnione” – napisał Zełenski na portalu
X.
Władze Kijowa ogłosiły w piątek dzień żałoby ku czci ofiar, a flagi narodowe w
całym 3-milionowym mieście opuszczono do połowy masztu. Wszystkie imprezy
rozrywkowe zostały odwołane lub przełożone.
Ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało, że akcja poszukiwawczo-ratunkowa
w budynku mieszkalnym trwała ponad 28 godzin, a setki ratowników przeszukało
3000 metrów sześciennych gruzu.
3.
Trump zostawia Chiny bez przełomu w sprawie Iranu, Tajwanu i sztucznej
inteligencji
Prezydent USA chwali „fantastyczne” umowy, ale wciąż brakuje szczegółów o
niewielkim postępie po hucznym i mocno nagłośnionym szczycie z Xi
https://www.theguardian.com/world/2026/may/15/trump-china-visit-iran-agreement-xi-jinping-elusive
Donald Trump opuścił Chiny w piątek po szeroko komentowanym szczycie dwóch
największych mocarstw świata, który obfitował w uroczystości i obietnice
stabilizacji, ale nie przyniósł żadnych konkretnych postępów.
Prezydent USA udał się na dwudniowe rozmowy z przywódcą Chin Xi Jinpingiem
osłabiony przedłużającą się wojną w Iranie i nie zrobił wiele, aby zmienić
przekonanie, że on i jego naród są marginalizowani na arenie międzynarodowej.
Zamiast tego, to Xi wygłosił najostrzejsze przemówienie na spotkaniu – na temat
przyszłego statusu samorządnej wyspy Tajwan – na co Trump nie zareagował w
żaden sposób.
W swoim ostatnim przemówieniu w Pekinie w piątek Trump stwierdził, że USA i
Chiny zawarły „fantastyczne umowy handlowe”, choć szczegółów było niewiele, a
on i Xi rozwiązali „wiele różnych problemów”.
Krytycy prawdopodobnie zasugerują jednak, że starannie zaaranżowany szczyt – w
którym uczestniczyli dyrektorzy technologiczni, m.in. Elon Musk z Tesli i Tim
Cook z Apple, a także syn Trumpa Eric – miał charakter bardziej performatywny
niż merytoryczny. Nie przyniósł on żadnego przełomu w kwestiach Iranu, Tajwanu
ani wyścigu zbrojeń w dziedzinie sztucznej inteligencji między tymi krajami.
Zamiast tego, odchodząc, Trump umieścił na swoim portalu społecznościowym Truth
wpis: „Chiny mają salę balową i USA też powinny!” – nawiązując do swojej
długoletniej kampanii mającej na celu zbudowanie sali balowej w Białym Domu za
400 milionów dolarów.
Jednak po powrocie do Waszyngtonu okaże się, że wojna w Iranie wciąż stanowi
poważny problem polityczny. Pojawiają się liczne spekulacje na temat tego, jak
dużą presję Stany Zjednoczone wywierają na Chiny, największego odbiorcę
irańskiej ropy, aby wykorzystały swoje wpływy w Iranie i skłoniły ten kraj do
ponownego otwarcia cieśniny Ormuz. Pojawia się też pytanie, czy Pekin będzie
skłonny ulec tej presji.
Przemawiając w piątek u boku Xi w ogrodzie Zhongnanhai w Pekinie, Trump
powiedział: „Rozmawialiśmy o Iranie. Mamy bardzo podobne zdanie na temat tego,
jak chcemy zakończyć ten konflikt. Nie chcemy, żeby mieli broń jądrową. Chcemy,
żeby cieśniny były otwarte”.
Dodał: „Chcemy, żeby oni [Iran] to zakończyli, bo to tam szaleństwo, trochę
szalone. I to nie jest dobre, to się nie może wydarzyć”.
W czwartek Biały Dom odczytał ponad dwugodzinne rozmowy między Trumpem i Xi,
stwierdzając, że przywódcy „zgodzili się, iż cieśnina Ormuz musi pozostać
otwarta, aby umożliwić swobodny przepływ energii” oraz że „prezydent Xi jasno
wyraził sprzeciw Chin wobec militaryzacji cieśniny”.
W piątek Trump powiedział, że rozważa zniesienie sankcji nałożonych na chińskie
firmy kupujące irańską ropę. W wywiadzie dla Fox News powiedział, że Xi
zapewnił go, że Chiny nie będą dostarczać Iranowi sprzętu wojskowego, dodając:
„Ale jednocześnie powiedział, że kupują tam dużo ropy i chcieliby to
kontynuować. Chciałby, żeby cieśnina Ormuz została otwarta… Powiedziałem, że to
nie my to powstrzymaliśmy. To oni to zrobili”.
Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w piątek ponownie zaapelowało o
zawieszenie broni w Iranie i stwierdziło, że cieśnina Ormuz powinna zostać
otwarta „tak szybko, jak to możliwe”.
Około połowa chińskiej ropy naftowej przesyłana jest tą drogą wodną, ale
większym zagrożeniem dla chińskiej gospodarki byłaby globalna recesja
spowodowana konfliktem na Bliskim Wschodzie, która ograniczyłaby popyt na
chiński eksport.
Wielu mieszkańców Pekinu uważa jednak, że Chiny nie są odpowiedzialne za kryzys
w Iranie.
Zhou Bo, emerytowany pułkownik armii i starszy pracownik naukowy w Centrum
Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Strategii Uniwersytetu Tsinghua, powiedział:
„Jeśli chodzi o Iran, Chiny zdecydowanie chcą pomóc, ale czytałem, co
powiedział Rubio: wydaje się, że w rzeczywistości przerzuca ciężar na stronę
chińską. W Chinach mamy takie powiedzenie: 'Dlaczego miałbym sprzątać twoje
gówno?'”
Tymczasem Pekin jasno dał do zrozumienia, że Tajwan, autonomiczna wyspa, którą
Chiny uważają za część swojego terytorium, jest najwyższym priorytetem podczas
spotkania w tym tygodniu. Xi ostrzegł Trumpa, że ich kraje mogą mieć „konflikty,
a nawet wojny”, jeśli Tajwan nie zostanie odpowiednio potraktowany, nazywając
to najważniejszą kwestią w stosunkach amerykańsko-chińskich.
W piątek Trump upierał się, że „nic się nie zmieniło” w polityce USA wobec
Tajwanu, przyznając jednocześnie, że może nie zatwierdzić sprzedaży broni na
dużą skalę dla tej autonomicznej wyspy. W rozmowie z Fox News w samolocie
powrotnym do USA prezydent oświadczył, że nie podjął żadnych zobowiązań w
sprawie wyspy, dodając: „Nie sądzę, żeby na Tajwanie istniał konflikt”.
Ministerstwo spraw zagranicznych Tajwanu poinformowało, że przyjęło do
wiadomości uwagi Trumpa dotyczące wyspy, dodając, że sprzedaż broni stanowi
zobowiązanie w zakresie bezpieczeństwa wyraźnie określone w ustawie o
stosunkach z Tajwanem.
Xi uważa zjednoczenie Tajwanu z Chinami za kluczowy element swojego dziedzictwa
i nie wyklucza użycia siły w celu osiągnięcia tego celu. Na szczycie listy
życzeń Pekinu wobec Tajwanu znajduje się zaprzestanie przez Stany Zjednoczone
dostarczania wyspie broni obronnej.
Trump powiedział na pokładzie Air Force One, że nie podjął jeszcze decyzji, czy
podjąć działania w sprawie dużego pakietu zbrojeniowego dla Tajwanu,
zaplanowanego na ten rok.
W zeszłym roku Stany Zjednoczone zatwierdziły rekordowy pakiet uzbrojenia dla
Tajwanu o wartości 11 mld dolarów, co wywołało oburzenie w Pekinie. Istnieją
plany przyjęcia kolejnego pakietu o wartości 14 mld dolarów w tym roku, ale
Biały Dom podobno wstrzymał te plany przed wizytą Trumpa w Pekinie.
Trump składał wizytę prezydencką USA w Chinach po raz pierwszy od prawie dekady
i korzystał z gościnności, w tym z nieskazitelnej ceremonii przybycia,
zwiedzania Świątyni Nieba i wystawnego bankietu państwowego w Wielkiej Hali
Ludowej, gdzie Xi powiedział Trumpowi, że „wielkie odrodzenie” Chin może iść
„ramię w ramię” z misją „uczynienia Ameryki ponownie wielką”.
W piątek podczas roboczego spotkania przy herbacie i lunchu w ogrodzie
Zhongnanhai Trump podziwiał róże i powiedział, że Xi obiecał mu przesłać
nasiona do ogrodu różanego Białego Domu.
„To była niesamowita wizyta” – powiedział, gdy mężczyźni usiedli razem w
wystawnym, wyłożonym boazerią pokoju z ogromnym złotym dywanem. „Myślę, że
wiele dobrego z tego wynikło. Zawarliśmy kilka fantastycznych umów handlowych –
świetnych dla obu krajów… Naprawdę dokonaliśmy wspaniałych rzeczy, jak sądzę”.
Trump dodał: „Rozwiązaliśmy wiele różnych problemów, których inni ludzie nie
byliby w stanie rozwiązać”.
Twierdził, że Chiny zgodziły się kupić amerykańską ropę, soję i 200 samolotów
Boeing, z potencjalnym zobowiązaniem do zakupu nawet 750 samolotów, choć
chińscy urzędnicy tego nie potwierdzili. Jednak w wielu kluczowych kwestiach
najwyraźniej nie osiągnięto konkretnych porozumień.
Podczas podróży niewiele wspomniano o prawach człowieka, choć Trump powiedział
Fox News w samolocie powrotnym z Pekinu, że Xi Jin powiedział, iż „poważnie
rozważa” uwolnienie pastorów uwięzionych w Chinach. Prawdopodobnie dotyczyłoby
to również Ezry Jina, pastora aresztowanego w zeszłym roku w związku z
brutalnymi represjami wobec chrześcijan. Trump stwierdził jednak, że sprawa
Jimmy'ego Laia, działacza na rzecz demokracji uwięzionego w Hongkongu, jest
„trudna”.
Julian Gewirtz, były dyrektor ds. Chin w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w
administracji Bidena, powiedział, że nowe chińskie podejście do relacji
USA-Chiny ma na celu „utrwalenie obecnej fazy strategicznego impasu do końca
kadencji Trumpa, a w idealnym przypadku nawet dłużej”.
„Xi Jinping od lat pracował, aby przygotować się na ten moment, na przybycie do
Pekinu amerykańskiego prezydenta jako partnera, powszechnie uznawanego za
takiego na całym świecie. I teraz to się dzieje” – powiedział Gerwirtz.
Wu Xinbo, profesor studiów międzynarodowych na Uniwersytecie Fudan i doradca
chińskiego rządu, powiedział, że równowaga sił między USA i Chinami „przesuwa
się w stronę większej równości”.
„W przeszłości zawsze wydawało się, że Stany Zjednoczone mają przewagę,
nieustannie wywierając presję na Chiny i przechodząc do ofensywy. Teraz jednak
można śmiało powiedzieć, że oba kraje osiągnęły nowy punkt równowagi” –
powiedział Wu.
Na ruchliwym skrzyżowaniu w pobliżu hotelu Trumpa tłumy, które zebrały się, aby
zobaczyć prezydencką kolumnę, były w piątek rano mniejsze niż w czwartek
wieczorem, a liczne patrole policji zachęcały do powrotu do pracy. Wielu
narzekało na niedogodności spowodowane wielokrotnymi zamknięciami dróg.
Zapytani o opinię mieszkańców Pekinu na temat Trumpa, najczęściej padało
określenie „nieprzewidywalny”.
„To, co mówi, niekoniecznie jest tym, co ma na myśli” – powiedział jeden z
obserwatorów Trumpa, który nie chciał podać swojego nazwiska.
4.
Kuba twierdzi, że dyrektor CIA spotkał się z urzędnikami w Hawanie na rozmowy
Wizyta nastąpiła po znacznym pogorszeniu się stosunków między USA a Kubą, a
także po tym, jak wyspiarskie państwo oświadczyło, że „nie ma absolutnie
żadnego paliwa” z powodu blokady USA
https://www.theguardian.com/world/2026/may/14/cia-director-has-met-officials-in-havana-for-talks-cuba-claims
Rząd Kuby poinformował, że dyrektor CIA John Ratcliffe spotkał się w czwartek w
Hawanie z kubańskimi urzędnikami w celu poprawy dialogu między USA a wyspą
rządzoną przez komunistów.
Spotkanie odbyło się „w kontekście złożoności stosunków dwustronnych, a jego
celem było przyczynienie się do dialogu politycznego między oboma narodami” –
czytamy w oświadczeniu.
CIA nie odpowiedziała natychmiast na prośbę o komentarz złożoną w czwartek.
Spotkanie odbyło się dzień po wybuchu protestów w Hawanie po ogłoszeniu przez
ministra energii Kuby, że w kraju całkowicie wyczerpały się zapasy oleju
napędowego i oleju opałowego na skutek blokady USA, która ograniczyła import
energii z wyspy .
„Nie mamy absolutnie żadnego paliwa [oleju] ani oleju napędowego” – powiedział
w środę w państwowych mediach minister energii Vicente de la O Levy, dodając,
że krajowa sieć energetyczna znajduje się w stanie „krytycznym” i przyznając,
że „nie mamy żadnych rezerw”. Olej opałowy to produkt otrzymywany z destylacji
ropy naftowej, wykorzystywany do wytwarzania ciepła lub energii elektrycznej.
Mieszkańcy wyszli w środę późnym wieczorem na ulice miasta, krzycząc „włączcie
światła”, uderzając w garnki i patelnie oraz podpalając stosy śmieci, aby
wyrazić swoje niezadowolenie z powodu przerw w dostawie prądu, które mogą trwać
22 godziny lub dłużej.
W oświadczeniu wydanym w czwartek stwierdzono, że wymiana zdań ze Stanami
Zjednoczonymi „umożliwiła jednoznaczne wykazanie, że Kuba nie stanowi
zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego USA, ani że nie ma żadnych
uzasadnionych powodów, aby umieścić ją na liście państw rzekomo sponsorujących
terroryzm”.
Hawana „nigdy nie wspierała żadnych wrogich działań przeciwko Stanom
Zjednoczonym i nie pozwoli, aby z Kuby podejmowano działania przeciwko
jakiemukolwiek innemu państwu” – podkreślono w oświadczeniu, odnosząc się do
oskarżeń o obecność Chin.
Relacje między USA a Kubą znacznie się pogorszyły. Waszyngton wprowadził
blokadę paliwową w styczniu, a prezydent Donald Trump nałożył sankcje na wyspę
i rozważał jej przejęcie.
Warunki na wyspie były trudne już przed środowym ogłoszeniem informacji o
dostawach paliwa; normą stały się regularne przerwy w dostawach prądu i
niedobory zaopatrzenia.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio ponowił ofertę pomocy w wysokości 100 mln
dolarów (74,6 mln funtów) pod warunkiem, że dystrybucją środków zajmie się
Kościół katolicki, z pominięciem rządu.
W poście na portalu X prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel zaapelował do USA o
zniesienie blokady.
„Zniszczenia można by złagodzić znacznie prościej i szybciej, znosząc lub
łagodząc blokadę, ponieważ wiadomo, że sytuacja humanitarna jest chłodno
wykalkulowana i wywołana” – powiedział.
Dodał jednak, że jeśli Waszyngton wykaże „prawdziwą chęć” udzielenia pomocy,
„nie spotka się z żadnymi przeszkodami ani niewdzięcznością ze strony Kuby”.
Mimo napięć trwają rozmowy międzyrządowe. 10 czerwca w Hawanie odbędzie się
spotkanie dyplomatyczne na wysokim szczeblu. Będzie to pierwsze od 2016 r.
lądowanie amerykańskiego samolotu rządowego w stolicy Kuby.
5.
W ubiegłą środę, w Domu Spotkań z Historią przy ulicy Karowej w Warszawie
odbyła się prezentacja wydanej przez „Czytelnika” książki szwagierki D.O.
Teresy Czerniewicz-Umer pod tytułem „Żabińscy, co to była za rodzina!
Ze względu na ścisłą parentelę może D.O. nie powinien był robić tej książce
promocji, ale zabrał się za jej czytanie i już po pierwszych kilku stronach
opadła mu szczęka i do dzisiaj się nie podniosła. Jeśli już, to każdego dnia, z
każdą przeczytaną stroną, opada mu jeszcze niżej.
Cóż to jest za fenomenalna kwerenda! Cóż to jest za najwyższej próby język!
Ileż ciepła w pozornie napisanej według naukowych kryteriów w książce! Ale, co
może najważniejsze, to autorka, dając nam niesamowitą wprost ilość szczegółów,
anegdot, istotnych dygresji, ani razu nie traci wątku wartkiej narracji, co
jest typowym błędem wszystkich książek historycznych, a zwłaszcza
biograficznych, gdzie łatwo zgubić bohatera wśród wielości szczegółów. D.O. u
uważa, że wśród ksiąg biograficznych, ta nie jes mercedesem; jest Rolls Roycem!
Wspomniany Rolls-Royce.
Nie widać, ale sala była wypełniona.
Sporo ludzi stało.
Potem rytuał podpisywania egzemplarzy, którego D.O. jako autor, serdecznie nie
lubi, ale chyba jest wyjątkiem.
6.
4 lata temu
Rozmowy z niebem są zawsze pouczające, więc D.O. porozmawiał z niebem.
- Widzisz, to jest taka rekompensata – powiedziało – za te wszystkie miesiące
mroźnej śmierci, za życie pośród bezlistnych szkieletów i bezkwietnych grządek,
za wałki brudnego śniegu pod krzewami bzu, i bezsłoneczne niebo, pożerające
wszystkie kolory poza szarym.
- Oj tak, to było bardzo przykre… To jak długi pobyt w jakimś obozie karnym, w
jakimś gułagu…
- To dlatego wszechświat daje wam tak wspaniałomyślną rekompensatę. Warto było
czekać?
- Wolałbym w ogóle nie czekać…
- Ale gdybyś nie miał zimy, potrafiłbyś docenić wiosnę?
- Potrafiłbym! Może jako młody chłopak nie przeżywałem tak ciężko zimy, ale
teraz, kiedy jestem stary, powitałbym wieczną wiosnę z radością!
- Huuu – zaszumiało niebo. – Nie mów tak o najpiękniejszym ze światów!
No i stało się: krajobraz upodobnił się do ukraińskiej flagi.
4.
Wspomnienia ciepłego dnia.
Jakieś 15 lat temu żona D.O. miała wystawę swoich obrazów w jednym z
najpiękniejszych miejsc na świecie: w Bellagio pośrodku otoczonego zielonymi
górami Jeziora Como, między jego dwoma odnogami.
Nie dość, że w jednym z najpiękniejszych miejsc, to jeszcze w jednym z
najpiękniejszych miejsc: zawsze w światowej czołówce wszystkich klasyfikacji
luksusowych hoteli świata. Przyjechało specjalnie trochę gości z Polski, wśród
nich prof. Agnieszka Morawińska, ówczesna dyrektor Zachęty, krótko przed
nominacją na dyrektorkę Muzeum Narodowego w Warszawie. D.O. miał zapewniać
transport z lotniska Malpensa pod Mediolanem, jakieś 70 km, w większości
naprawdę krętą, górską szoską. Ale wypożyczalnia samochodów vip, której przez
zbieg okoliczności D.O. był klientem, miała wtedy tylko jeden samochód do
zaoferowania: furgon fiat doblo’. Osobowy, ale furgon.
I tu podpowiedź: kiedy będziesz, Czytelniku, woził vipów do Bellagio nad
Jeziorem Como, nie przejmuj się, że nie masz eleganckiego samochodu: nikt nawet
nie zwrócił uwagi, zahipnotyzowany krajobrazem.
D.O. poleca P.T. Czytelnikom odszukanie na player.pl filmu JP o Bellagio:
dopiero wtedy zrozumieją, o czym D.O. mówi.
Oczywiście nigdy nie byłoby D.O. stać na mieszkanie w takim hotelu, ale wtedy,
z okazji wystawy, mógł wśród uprzywilejowanych usiąść sobie na leżaku, na
brzegu błękitnego basenu, pośród rajskiego ogrodu, pełnego ogromnych kwiatów,
cieszyć się lekką bryzą od jeziora, mitygującą piekące słońce i patrzeć spod
przymrużonych oczu na jego odbłyski w wodzie jeziora, błękitnej pośrodku,
zielonej przy brzegach, bo przeglądały się w niej wysokie góry. I rozmyślać o
Pliniuszach: Starszym i, zwłaszcza, Młodszym, który bodaj jako pierwszy, w 96
r. n.e. zawarł na piśmie (w liście do swego przyjaciela i sąsiada Canino Rufo)
swoje uczucia: „Jakie są wieści o Como, waszej i mojej rozkoszy, i o pięknej
podmiejskiej willi? Gdzie na werandzie jest zawsze wiosna”?
Zaś Kasjodor, rzymski senator i kanclerz króla Teodoryka, pisał między 533 a
537 r.: „Jezioro jest przyjęte przez bardzo dużą i głęboką dolinę ... Wokół
niego zgrupowane są, niemal tworząc koronę, wspaniałe jarzma wysokich gór ...
brzegi ozdobione willami, które je zdobią ... otoczone, jak wiecznie zielonym pasem,
gajami oliwnymi”.
Ukochali to miejsce
Ugo Foscolo i Lord Byron, Gioacchino Rossini i Napoleon Bonaparte. Ferenc
Liszt i Stendhal spacerowali po zaprojektowanych przez Canovę ogrodach Villa
Melzi w Bellagio. Z Villi del Balbianello w Lenno, z widokiem na wody wokół
wyspy Comacina, wychodzili Alessandro Manzoni i Giuseppe Mazzini.
To kiedyś. Teraz można tam spotkać George’a Clooney’a Matta Damona, Brada
Pitta, Emily Blunt i Meryl Streep.
I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.
Hotel w Bellagio.
3 lata temu
1.
Był ci D.O. w wielu, wielu krajach. Jedne brzydkie, inne ładne, jeszcze inne –
porywająco piękne, że dech zapiera.
Dzisiaj D.O. chciałby powiedzieć, za co kocha ten kawałek Europy, na którym –
na skutek wielu, wielu dziwnych zbiegów okoliczności – leży dzisiaj kraj
nazwany Polska.
Jeździł ci D.O. za ocean wielki, by znaleźć podobne krajobrazy. A tu –
wystarczy parę przystanków autobusowych.
Ferchild Park w Miami, Dade County ma nieco inne rośliny, palmy głównie, ale
urodą jego nie przewyższa.
Co krok D.O. przystaje, aby się napawać… Pozachwycać…
Ponieważ szajka przejęła wszystko, więc D.O. trochę się obawia, że z tymi
drzewami zrobi to samo, co z polskimi lasami: wyrżnie, zrobi z nich trociny i
sprzeda jakiejś firmie bez skrupułów. Która potem domy z tych drzew nazywać
będzie „ekologicznymi”.
Torcik
Tu można podumać nad pokojowym, harmonijnym współżyciem różnych ras, gatunków,
kolorów, orientacji względem nieba i względem ziemi…
Ale co? Do tej pory, Czytelniku, nie zgadłeś, gdzie się to całe piękno ukrywa?
7.
2 lata temu
1.
D.O. jest bardzo, bardzo wdzięczny drzewom, krzakom, trawie, że znowu
zmartwychwstały, że się zazieleniają, zabielają, zafioletowiają.
Czy D.O. wierzy w cuda?
O, tak! Wierzy w cud wiosennego odrodzenia życia natury, zgnębionej zimą.
W inne – raczej nie.
2.
Trzeba składać życzenia.
Więc życzę ci, Czytelniku, pięknej, długiej, kolorowej, ciepłej wiosny.
Życzę ci pokoju. Wolnej, Niepodległej Polski.
Życzę ci delegalizacji szajki, która gnębiła o okradała Polskę przez 8 lat, a
przez pozostałe robiła wszystko, by Polska wróciła do średniowiecza, wkładała
kij w każde szprychy, dzieliła Polaków, osłabiała kraj, izolowała go od reszty
świata, sprowadziła dialektykę polityczną naszej ojczyzny do poziomu rynsztoka.
Życzę ci, żebyś już więcej nie musiał oglądać i słychać tej bandy żuli, która
sama nazywa się (nie)suwerenną Polską.
Życzę ci, by polski Kościół katolicki nawrócił się na chrześcijaństwo.
Żeby za walkę z pisem przyznano ci order.
Życzę ci niezawistnych sąsiadów.
Podróży wakacyjnych w dalekie strony, być mógł poznawać świat, spotykać ludzi
innych krajów, ras, wyznań i pokochać różnorodność rodzaju ludzkiego.
No i zdrowia, zdrowia i powodów do pogody ducha.
Zachodzi, zachodzi i zajść nie może…
Chociaż chyba to ten moment,
8.
5 lat temu, pandemia
Knajpo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie,
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.
Z knajpami nawiązałem późny romans. Bieda kazała obchodzić je z daleka. Z
poprzedniego życia w Polsce wspominam zaledwie kilka knajpianych biesiad;
przeważnie po jakichś premierach. Fajnie było, ale i mnie i współbiesiadnikom
zależało chyba tylko żeby się nachlać, więc mam zero wspomnień kulinarnych.
Jakieś szkolenie dla managerów w „Złotym Linie” w Serocku – to chyba jedyne
doznanie barbarzyńcy w kulinarnym ogrodzie: odkryłem, że szkolno- i
uczelnianostołówkowe ryby to jednak świństwo i że może być o wiele lepiej.
Potem nastały Włochy. Dziesięć pierwszych lat bezknajpianych, bo nędza. Ale
wystarczył włączony telewizor czy radio, żeby głowa spuchła od jedzeniowych
celebracji. Dekada pasibrzucha-teoretyka. To tak, jak gdyby człeka od
dzieciństwa przetrzymywanego w niewielkiej celi, nagle posadzić przed
teleskopem, by odkrywał nieskończoność wszechświata.
No, ale kiedy wreszcie mogłem… Hulaj dusza, drżyj wago! Oczywiście w większości
też „a scrocco”, czyli za cudze. Komitywy dziennikarskie były tam i sam
zapraszane, a zaproszenie, niezależnie od oficjalnego celu, oznaczało wyżerkę.
A, że wyżerka figę warta bez wypitki, to i przy okazji załapałem się na
przyspieszone, intensywne studia enologiczne.
Potem jakoś tak się porobiło, że znalazłem się w „Grupie Smaku” –
stowarzyszeniu dziennikarzy piszących o jedzeniu i piciu (no dobrze, niech
będzie elegancko: „food & wine sector”) i jeszcze do tego wśród jurorów
Slow Foodu – i wsiąkłem. Już było po mnie.
Kto czytał moje „Najpiękniejsze słowa”, może pamiętać dudnienie, niosące się od
mojego – grzesznika – bicia się w piersi. Bo ta, ja, człowiek bez charakteru,
śmiałem narzekać na nadmiar!
Zapraszano nas często i w jednym tylko celu: popisać się. Niech ci, którzy
potrafią zrozumieć i docenić – docenią i zrozumieją wykwintność kunsztu
kucharza!
Zasiadałem ci ja o 13.00, o Świętej Porze Obiadu, w przezacnym gronie do
wielkiego stołu, nim zdążyłem uporać się z powitalnym prosecco, już wnoszono
pierwszą z sześciu przystaweczek, potem – na spróbowanie – trzy pierwsze, rzecz
jasna do każdego inne białe, bo małżeństw się nie rozdziela, dwa drugie – i nie
trzeba dodawać, że również czerwone dają z siebie najwięcej tylko w parze z
właściwym daniem, kilka deserów, do których, a to zibibbo, a to vinsanto, a to
passito, caffe i – cudowny wynalazek Włochów – ammazzacaffe (killer kawy). I to
wszystko smakowałoby zapewne gorzej, gdyby nie sąsiedzi: przekrzykujący się
przez stół, opowiadający anegdoty, kawały, wspomnienia.
I nikomu nie przychodziło do głowy popatrzeć na zegarek, ale w którymś momencie
pojawiał się jakiś gentiluomo, który oznajmiał, że jest amfitrionem kolacji w
zupełnie innym lokalu i że mieliśmy tam być o 18.00, a jest już 18.15 i
gdybyśmy byli tak uprzejmi i się pofatygowali, bo kucharz już podciął sobie
żyły w jednej ręce, że mu wszystko stygnie, a nas nie ma…
No i zrywaliśmy się do biegu, konstatowaliśmy, że nas wszystkich od siedzenia
d. boli i właśnie wtedy, w drodze do drugiego lokalu, w którym rękę kucharza
zdołano już zabandażować, mnie i Przyjaciołom zza stołu zdarzało się narzekać,
mówić, że nie damy rady, że nie mamy miejsca i że musimy iść wcześniej spać…
Zwłaszcza że byliśmy starymi wyjadaczami (!) i wiedzieliśmy, że nad Morzem
Śródziemnym głównym posiłkiem jest właśnie kolacja…
I dzisiaj, kiedy spotkałem się z Przyjacielem, który ma skromną warszawską
restaurację, poczułem boleśnie, bardzo boleśnie, jak bardzo mi cię knajpo brak!
Knajpie brak też mnie. I ciebie też. Oni, knajpiarze, podobnie, jak hotelarze,
są zrozpaczeni, zrujnowani, zdesperowani.
Ja w Warszawie mało chodzę po knajpach, bo jednak moje wymagania w stosunku do
potraw są znacznie powyżej przeciętnej. Ilekroć daję się namówić
rozentuzjazmowanym Kolegom, polecających jakieś fantastyczne ponoć jedzenie w
takim czy innym lokalu, tylekroć nie wiem, co robić z twarzą, kiedy potem
pytają mnie „jak było”?
A i we Włoszech (nie byłem już od roku (edit:dwóch!), chcę umrzeć!) też już
bardzo starannie dobieram knajpy. W takim Rzymie jest zaledwie kilka, którym
oddaję się bez reszty i bez pytania, co mi podadzą. Ale, kiedy plącząc się po
Toskanii, Kampanii czy Apulii, po wyczytaniu w portalach podróżniczych dwóch
tuzinów recenzji (wybieram tylko recenzje włoskie, cudzoziemcy się nie znają!)
nieufnie wchodzę do wypatrzonej knajpki, w dziesięciu przypadkach na dziesięć
spotyka mnie przyjemna niespodzianka.
Knajpo! Wróć! Ja tu płaczę po tobie!
Tęsknię za tobą, taka knajpo!
10.
6 lat temu
Pałasiński upichcił dla Żony i dla siebie na świąteczny obiadek:
1. Uovo al purgatorio (typowe danie neapolitańskie, w dialekcie: "“ova
'mpriatorio”; oznacza "jajko w czyśćcu"). Z tym że oryginalna
receptura przewiduje pulpę pomidorową i parmigiano reggiano, a ja
zaeksperymentowałem i dałem przecier z czerwonej słodkiej papryki z minimalną
cebulką i zamiast parmigiano - płatki z litewskiego dziugasa. Z czystym
sumieniem mogę powiedzieć, że eksperyment się powiódł, było bardziej delikatne
i oryginalniejsze. Oczywiście surowe jajko ma się ściąć w pulpie.
Neapolitańczyk odparowywałby pulpę, żeby zgęstniała, ja tylko trochę, bo w tej
sposób od biedy jajko w czyśćcu może uchodzić za zupę.
2. Macka ośmiornicy na łożu z płatków z bakłażana z pieca, ziemniaczek
(nierozgotowany!) z kopereczkiem, sałata. Nic prostszego, a jest święto? Jest!
Jajo w czyśćcu
Piovra con patate czyli ośmiorniczka z kartofelkami (z pyrami, jeśliś z
Poznania!)
11.
8 lat temu
Jeśli są ludzie, którzy narzekają na uciążliwości, związane z prokreacją, niech
popatrzą, co teraz robią bociany! W gniazdach, cóż tam się dzieje! No pisowcy
głosowaliby przeciwko.
Jedno, co pewne, że to wymaga ekwilibrystyki na poziomie olimpijskim. Dama na
stojąco, gentleman też, tylko, że na tych swoich cienkich szczudłach stoi na
damie w pozycji, dalibóg, niewygodnej. Damie też nielekko, bo raz, że coś na
niej stoi i na dodatek manewruje, a przy tym długim, czerwonym dziobem trzyma
ją za głowę!
No, ale potem, to już obraz rodzinnej sielanki, że serce roście!
Jadłem sobie pomidorową, obserwując deptak, a po deptaku szła para
osiemnastolatków. Za ręce. Szybko. Tak szybo, że jej blond włosy latały to w
lewo, to w prawo, przypominając ogon radosnego psa, a nie koński. Na mostek
prowadziły trzy stopnie, a ona – hop – wskoczyła susem od razu na najwyższy.
Rozczuliło mnie to. Ale po pomidorowej poszedłem na spacer i zastałem ich
siedzących na ławce. Ona podniesionym głosem mówiła doń słowa wulgarne,
krzyczała, że nie, chociaż jemu tylko to w głowie.
No już sam nie wiem, kto ma gorzej: ludzie, czy bociany?
12.
Dobrego dnia...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
UsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń