DRUGI OBIEG
Sobota. 9 maja 2026

1.
D.O. musiał coś przykupić, więc niechętnie poszedł do centrum handlowego Arkadia, tylko dlatego, że znajduje się nieopodal studia portalu natemat.pl. I w owym centrum handlowym Arkadia D.O. powziął dwa spostrzeżenia. Pierwsze to: jak można w krótkim czasie przemienić eleganckie centrum handlowe w chlew.
Parking zrobił się płatny, ale tak na oko połowa miejsc, które tam uprzednio były, została odgrodzona i nie bardzo wiadomo dlaczego: D.O. zaglądał, ale nie toczą się tam żadne widoczne prace. Wszedł D.O. także do hipermarketu Carrefoura, niegdyś najlepszego w Polsce i musiał brodzić po kostki w jakimś brudzie, w rozsypanym cukrze i mące, w porzuconych i zapomnianych śmieciach które najwyraźniej leżą tam do dłuższego czasu. Gdzieś tam przy stoiskach stoją jacyś sprzedawcy, przy kasach siedzą kasjerki, na zewnątrz kapują kapusie od ochrony i nikomu nie przyjdzie do głowy posprzątać, pozamiatać, zrobić trochę porządku. Podobno tam też jest remont, ale już D.O. nie miał siły iść i sprawdzać co tam się dzieje, bo źle się czuje w takim syfie.

Druga obserwacja, jaką D.O. powziął, pojawiła się na długich ruchomych schodach. Tuż za D.O. stanęła para nastoletnich szczebiotek i D.O. przez całą wspólną drogę w dół, zastanawiał się, w jakim też języku te dzierlatki mówią. Dopiero na samym dole, zorientował się że najprawdopodobniej mówią po polsku, ale paplały tak niewyraźnie tak szybko i tak bełkotliwie, że naprawdę ciężko było rozpoznać w tym wszystkim jakiekolwiek słowa.
A przecież - D.O. powtarzał to swoim Dzieciom i Wnukom - zarówno mądrość jak i głupota wychodzą na świat przez usta i dlatego należy dbać o jakość komunikacji, dbać o jakość artykulacji, dbać o jasność i dyskursu. Przede wszystkim dbać do licha o język polski, ponieważ jest to wielopokoleniowa spuścizna, o którą dbać po prostu trzeba, inaczej wywieśmy białą flagę, zadeklarujmy głośno, że nie jesteśmy już narodem tylko plemieniem bełkoczących małp.


2.
Więc jak już zapewne wydedukowałeś, Czytelniku, D.O. znajdował się w centrum handlowym Arkadia, ponieważ opodal nagrywał kolejny odcinek "Allegro ma non troppo". A gdyby ktoś nie wydedukował, to D.O. niniejszym oznajmia, że już za kilka godzin, na portalu natemat.pl, pojawi się najnowsza kłótnia z tego właśnie cyklu.
D.O. Bardzo jest ciekaw twojej, czytelniku, opinii, ponieważ rozmówcy porozumiewali się w literackiej polszczyźnie, ale D.O., jako prowadzący, cały czas miał wrażenie, że często nadmiar słów to żadne słowo. Że wielość słów częściej zaciemnia przekaz, niż go rozjaśnia.
D.O. uważa precyzyjną komunikację myśli za pomocą minimalnej ilości słów za wysoce wyrafinowaną sztukę. No tak, ale sam z doświadczenia wie, o ile łatwiej jest coś mądrego napisać niż powiedzieć, łatwiej skondensować wyrazy w celu przekazania myśli, kiedy się je napisze, niż kiedy je się będzie wypowiadać.
Może dlatego D. O. Tak bardzo boleje nad tym, że pisać nie może, a jakość języka, przezeń używanego w Drugim Obiegu, jego zdaniem jest gorsza niż wtedy, kiedy teksty pisał.
Niektóre rzeczy, bowiem, mimo trudności i mimo dotkliwego bólu, D.O. pisze, a nie dyktuje. Pisanie jedną ręką, to nie żadne pisanie, ale odkrył, że jego kciuk porusza się z góry na dół więc wykręciwszy boleśnie rękę może pisać część liter tym właśnie kciukiem. Trzeba potem diabelnie dużo poprawiać, bo niekontrolowany przez mózg kciuk najchętniej wciska przycisk shift albo cap lock, ale jakoś ma więcej zaufania do słowa napisanego niż podyktowanego. Woli ścisłości: ten tekst jest podyktowany.



Kasztanowce dają czadu. Pachnącego.


Rabatki zawsze D.O. wzruszają, bo trzeba się przy nich solidnie naklęczeć, nim ucieszą ludzkie oczy.


A tych rabatek w Łazienkach moc.


Kolorowe plamy w gąszczu.


Kolorowy parasol. Może kiepsko chroni przed deszczem, ale za to jak pachnie!


Baletnice na wielkiej, zielonej scenie. Fascynujący taniec.


Klombiki D.O. też lubi.


Kolory obojętne.


Ale zestaw!


Ciepło było, to się rozebrała, nie dba, co ludzie powiedzą.


Bzij się, bzij, bzie!


To raczej nie mezalians.


Ach, mdleję! ...


Zielono mi. Widzieliście, jak można pokolorować wodę?

(zdjęcia zrobione w środę, wczoraj D.O. zostałby odżdżony dżdżem).


Och!


3.
D.O. zamieszcza trochę fotek - wiosennych impresji z zawsze fascynujących Łazienek Królewskich.
A na zakończenie też się wraz z Czytelnikami w królewskich środowiskach chwilę poobraca, dzięki Córce, która spędziła wczorajszy dzień w Pałacu Buckingham z grupą osób pracujących charytatywnie w punktach pomocy dla ubogich w Londynie. Byli książę i księżna i pewna liczba dam dworskich. Był też catering, który Brytyjczycy z pewnością uznaliby za królewski, ale D.O. woli się nie wypowiadać, ponieważ o brytyjskim jedzeniu, nawet w Pałacu Buckingham, ma doprawdy fatalne zdanie.








4.
D.O. dostał też zdjęcie od Syna. Nie ma pojęcia, skąd je wytrzasnął, ale zwróćcie uwagę na jego obuwie. Najwyraźniej papież Leon idzie pograć w tenisa. D.O. widział już wygodniejsze stroje do tej gry.



5.

https://www.facebook.com/reel/2519532858464719


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga