DRUGI OBIEG
Wtorek, 5 maja 2026

1.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/polska-podpisze-traktat-z-wielka-brytania-podjelismy-decyzje-ostateczna/83zyvp5
Mamy porozumienie obronne z Francją, 27 maja będziemy mieć podobne z Wielką Brytanią…
D.O. ma jakieś małe deja vu.


2.
Timothy Garton Ash
Potęga militarna Niemiec rośnie. Tym razem musi być mocno osadzona w Europie.
https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/may/04/germany-military-power-rise-embedded-europe-us-trump
W piątek 8 maja obchodzimy 81. rocznicę zakończenia II wojny światowej w Europie. Jest więc jasne, że Niemcy ponownie staną się wiodącą europejską potęgą militarną.
Już w przyszłym roku jej wydatki na obronę będą równe wydatkom Francji i Wielkiej Brytanii razem wziętym – a do 2030 roku mają być znacznie wyższe. Deklarowanym celem rządu niemieckiego jest posiadanie najsilniejszej armii konwencjonalnej w Europie. Co prawda Francja i Wielka Brytania posiadają broń jądrową, ale oznacza to mniej pieniędzy na pozostałe cele obronne. Pytanie zatem nie brzmi: czy to się stanie? O ile nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, tak się stanie. Pytanie, szczególnie w tę uroczystą rocznicę, brzmi: jak możemy zagwarantować, że tym razem wzrost niemieckiej potęgi militarnej będzie korzystny dla całej Europy?
Istnieją dwa powody, dla których Niemcy tak radykalnie odeszły od (coraz bardziej błędnego) stanowiska, jakie zajmowały od pełnych nadziei lat 90. XX wieku do pełnej inwazji Władimira Putina na Ukrainę 24 lutego 2022 roku. Pierwszym jest właśnie rosyjska agresja. W Berlinie narasta przekonanie, że Putin nie poprzestanie na Ukrainie. Drugim powodem jest to, że prezydent USA, Donald Trump, zakwestionował obecnie całe amerykańskie zaangażowanie w obronę Europy, manifestowane poprzez NATO od 1949 roku. Niedawno ogłoszone wycofanie 5000 (a być może i więcej) żołnierzy amerykańskich z Niemiec jest kolejnym tego dowodem. Ogłoszenie, a nie sam ruch, zostało sprowokowane osobistą irytacją Trumpa krytyką kanclerza Niemiec Friedricha Merza za jego katastrofalną wojnę z Iranem.
Oczywistym wyzwaniem, jakie to stawia przed Europą, jest to, czy będziemy w stanie samodzielnie odstraszyć agresywną Rosję, posiadającą broń jądrową. (W tym kontekście „my” musimy uwzględnić Ukrainę, która ma największą i najbardziej zaprawioną w bojach armię w Europie). Mniej oczywistym, ale równie ważnym wyzwaniem jest to, jak uniknąć powrotu ostrych napięć dotyczących podziału sił zbrojnych między krajami europejskimi, które były zarówno normą, jak i przekleństwem Europy do 1945 roku. Jako w dużej mierze łagodny hegemon wojskowy, Stany Zjednoczone chroniły nas przed jednym i drugim równie mocno.
Niemcy odgrywają kluczową rolę w odpowiedzi na oba pytania. Ich nowa strategia wojskowa, pierwsza w historii Republiki Federalnej, nosi tytuł „Odpowiedzialność za Europę”. Ale „za Europę” to tylko słowa. Wszyscy w Europie (poza Brytyjczykami) mówią tak o swojej polityce narodowej. Prawdziwym problemem jest to, czy będzie ona rzeczywiście europejska.
Kluczowymi obszarami, w których należy znaleźć europejskie odpowiedzi, są przemysł zbrojeniowy i nasze rzeczywiste zdolności bojowe. Technologia i produkcja obronna to nerwy i mięśnie potęgi militarnej. XIX-wieczny kanclerz Niemiec Otto von Bismarck jest zawsze błędnie cytowany jako zalecający „krew i żelazo”, ale historyk Peter Wilson przypomina nam, że Bismarck, prosząc pruską komisję budżetową o zwiększenie wydatków na obronę w 1862 roku, w rzeczywistości powiedział „żelazo i krew”. Najpierw było żelazo, potem krew. Wilson zwraca również uwagę, że nawet przed rokiem 2022, chociaż Niemcy zdziesiątkowały własne siły zbrojne i nadal żarliwie nawoływały do ustępstw wobec Rosji, były już jednym z największych eksporterów broni na świecie.
Jeśli Niemcy będą nadal inwestować swoje znacząco zwiększone wydatki na obronę we własny przemysł zbrojeniowy (przy jednoczesnym stopniowym ograniczaniu zakupów z USA), mogą w końcu wyprzedzić Francję, która jest drugim po USA globalnym eksporterem broni. Francja jest tym szczególnie zaniepokojona. Z wyrafinowaną logiką kartezjańską Paryż interpretuje „suwerenność europejską” w ten sposób: nie kupujcie amerykańskiego, brytyjskiego ani niemieckiego – kupujcie francuskie! A przynajmniej francusko-niemieckiego; ale największy wspólny francusko-niemiecki projekt, Future Combat Air System, rozpada się.
Jednak nie tylko Francuzi obawiają się perspektywy niemieckiej dominacji w przemyśle obronnym. Polska prawica wpada w histerię. Inni Europejczycy również zaczynają czuć się nieswojo. Ich dyskomfort potęguje perspektywa objęcia dowództwa nad potężną armią przez nacjonalistyczno-populistyczną Alternatywę dla Niemiec (AfD), która obecnie prowadzi w sondażach opinii publicznej. W rzeczywistości AfD najprawdopodobniej powróci do polityki ustępstw wobec Moskwy. Ale kto wie, gdzie będzie niemiecka polityka pod koniec średnioterminowego okresu planowania strategii wojskowej w 2035 roku? W końcu nikt nie mógł sobie wyobrazić dekadę temu, że w 2026 roku AfD będzie najpopularniejszą partią w Niemczech.
Istnieją silne siły naciskające na niemiecki rząd, aby wydawał miliardy na rynku krajowym. Cały model biznesowy kraju, oparty na eksporcie, jest w kryzysie, a to jedno z niewielu dostępnych rozwiązań. Niektóre ze słynnych fabryk samochodów są już przestawiane na produkcję broni. Co więcej, każdy zakup obronny powyżej 25 mln euro musi zostać zatwierdzony przez komisję budżetową Bundestagu. To idealny przepis na politykę „beczki wieprzowiny”, w której posłowie i partie nalegają na wydatki w swoich regionach wrażliwych pod względem wyborczym.
Jeśli chodzi o prowadzenie wojny, twarda rzeczywistość jest taka, że ​​obrona Europy zależy dziś od NATO pod przewodnictwem USA. Jego plany bojowe przewidują ogromną machinę, która może zostać uruchomiona w przypadku ataku Rosji na wschodnią flankę NATO. Brygady wielonarodowe w państwach frontowych zostałyby szybko wzmocnione przez resztę sojuszu. Ta odpowiedź spoczywa na USA na każdym poziomie, od wywiadu satelitarnego i samolotów transportowych, przez zintegrowaną obronę powietrzną i dowodzenie, aż po odstraszanie nuklearne. Osiągnięcie choćby w połowie wiarygodnej europeizacji tej potężnej machiny jest jednocześnie zadaniem niezbędnym i zniechęcającym.
Od czego więc zacząć? Tego lata Merz powinien usiąść na nieformalnej, roboczej kolacji z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem (lub jego następcą) i premierem Polski Donaldem Tuskiem. Powinni szczerze i praktycznie omówić kluczowe kwestie: jak zeuropeizować przemysł obronny i jak wzmocnić potencjał bojowy Europy. W odniesieniu do pierwszej kwestii, to po prostu absurdalne, że podczas gdy Stany Zjednoczone mają 33 główne systemy uzbrojenia, Europa ma ich 174 – w tym 12 różnych rodzajów czołgów i 14 rodzajów samolotów bojowych. W odniesieniu do drugiej kwestii, pierwszym krokiem powinno być ustalenie, gdzie i jak przeprowadzić tę rozmowę, która musi obejmować kwestię rozszerzenia brytyjskiego i francuskiego odstraszania nuklearnego na wschód.
W latach 90. XX wieku wielki poprzednik Merza, Helmut Kohl, włączył nowo zjednoczone Niemcy w europejski jednolity rynek i unię walutową. Żaden kraj nie odniósł z tego większych korzyści niż same Niemcy. Merz powinien dążyć do tego samego dla bezpieczeństwa europejskiego. Rozwiązania nie będą tak przejrzyste jak jednolity rynek i waluta – i to nawet nie głównie w obrębie UE. Ostatecznie sprawdzianem będzie: czy w umysłach sąsiadów Niemiec powstanie prawdziwie zintegrowany europejski przemysł obronny, czy nadal będą to jedynie konkurencyjne systemy krajowe? I czy nasze, prowadzone wyłącznie w Europie, przygotowania wojskowe, jakkolwiek chaotyczne i niedoskonałe, okażą się wystarczającym środkiem odstraszającym w umyśle Putina?
Jeśli Merz, współpracując z innymi europejskimi przywódcami, znajdzie przekonujące odpowiedzi na te dwa pytania, zdobędzie pewne miejsce w podręcznikach historii.

*
Timothy Garton Ash jest historykiem, publicystą politycznym i felietonistą „Guardiana”. Do jego książek należą: „W imieniu Europy: Niemcy i podzielony kontynent”.


3.
Baza danych nazistów zabiera Niemców w osobistą podróż do mrocznej przeszłości ich rodzin
Internetowa baza danych „Die Zeit” dotycząca przynależności osób do nazizmu wywołuje rozliczenie, gdy ludzie odkrywają powiązania z reżimem
https://www.theguardian.com/world/2026/may/04/germans-confront-nazi-past-family-members-digital-archive-die-zeit
Olaf Köndgen ma 64 lata, jest obywatelem Niemiec i europejskim ekspertem ds. praw człowieka, który od kilku lat mieszka i pracuje we Francji. W zeszłym miesiącu Köndgen dowiedział się, że jest również synem nazisty.
Mimo silnego zainteresowania historią i jej naukami, Köndgen, w sposób typowy dla Niemców XXI wieku, miał jedynie ogólne pojęcie o powiązaniach swojej rodziny z reżimem Hitlera.
Sytuacja ta zaczęła się zmieniać na początku kwietnia, kiedy gazeta Die Zeit uruchomiła internetową wyszukiwarkę obszernych archiwów Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej (NSDAP), dzięki czemu po raz pierwszy można było łatwo uzyskać dostęp do informacji na temat przynależności poszczególnych osób do nazizmu.
Gazeta Die Zeit opisała niezwykłą reakcję opinii publicznej, odzwierciedlającą ogromne zainteresowanie odkrywaniem głęboko skrywanych tajemnic rodzinnych ponad osiem dekad po zakończeniu II wojny światowej.
Według Christiana Staasa, redaktora działu historycznego gazety, z narzędzia skorzystano „miliony razy” i udostępniono je „tysiącami”, a na stronie pojawiło się ponad 1000 komentarzy czytelników.
Powiedział: „Mają tu znaczenie dwie rzeczy: upływ czasu i nowe możliwości technologiczne w zakresie prowadzenia badań”.
Po 1945 roku większość Niemców postrzegała siebie jako „ofiary” – stwierdził.
„Niewiele mówiono o ich własnym zaangażowaniu, o ich roli jako przypadkowych świadków lub wspólników, ani o ich wiedzy na temat zbrodni reżimu.
„Teraz, gdy pokolenie świadków odchodzi, wielu osobom łatwiej jest zadawać krytyczne pytania i weryfikować historie przekazywane w rodzinach”.
Dzięki wyszukiwarce Köndgen przeszedł drogę od trwającego dziesiątki lat naukowego zgłębiania najciemniejszych rozdziałów historii swojego kraju do niezwykle osobistej i emocjonalnej konfrontacji z czynami swoich bliskich.
Jego ojciec, Ernst, zmarł, gdy Köndgen był zaledwie nastolatkiem, pozostawiając w rodzinie pustkę, która stała się w pewnym stopniu mitem.
„Kiedy tracisz ojca w wieku 16 lat, starasz się, w miarę możliwości, zachować o nim pozytywny obraz” – powiedział.
Prawda, jak się dowiedział, była bardziej złożona.
Ernst dorastał w wykształconej rodzinie katolickiej klasy średniej, jako syn surowego i obojętnego ojca, który walczył na froncie podczas I wojny światowej.
Köndgen powiedział, że jego dziadek Ludwig wstąpił do partii nazistowskiej z rozsądku, bo wielu weteranów uważało za „ogromne upokorzenie” z powodu karzącego traktatu wersalskiego, który Hitler wykorzystał. Ludwig został członkiem w maju 1933 roku, zaledwie cztery miesiące po dojściu nazistów do władzy.
Köndgen wiedział już wcześniej, że jego ojciec zgłosił się na ochotnika do walki w II wojnie światowej.
Dopiero jednak odkrycie w archiwum internetowym ujawniło, że Ernst również został członkiem partii w dniu wybuchu wojny, 1 września 1939 r. – fakt ten, jak sam stwierdził, „naprawdę zaskakujący” wpłynął na jego pojmowanie jego motywacji i charakteru.
„Zawsze przekonywałem samego siebie, że chciał uciec z tego autorytarnego domu, wstępując do Wehrmachtu [nazistowskich sił zbrojnych]” – powiedział Köndgen.
„Teraz zdaję sobie sprawę, że jego głównym motywem była być może ideologia. Być może w wieku 17 lat był naprawdę przekonany, że to była wojna sprawiedliwa dla dobra Niemiec i ludzkości. To całkowicie zmieniło moją perspektywę”.
W latach 1925–1945 do NSDAP wstąpiło około 10,2 mln Niemców. Kobiety zawsze stanowiły mniejszość w partii, ale ich szeregi gwałtownie wzrosły po wybuchu wojny w 1939 roku.
Jedną z nich była Irmgard Roßberg, babcia ze strony matki Niko Karstena, która, jak dowiedział się w zeszłym miesiącu, wstąpiła do NSDAP 1 maja 1937 r.
Karsten, 56-letni inżynier ochrony środowiska, ma żywe wspomnienia o Roßberg i napięciu, jakie jej surowa obecność wywoływała w rodzinie.
Powiedział: „Moja matka zawsze była z nią w konflikcie – nie lubiła swojej matki z powodu jej władczego, despotycznego zachowania i rasistowskich uwag.
„Myślała [Roßberg] o swoim ukochanym mężu, który zmarł zdecydowanie zbyt młodo, i łzy zaczynały jej spływać po policzkach” – powiedział, mając na myśli swojego dziadka, zamożnego właściciela ziemskiego, który również należał do partii.
Karsten powiedział, że jego zainteresowanie historią rodziny wynikało również z obaw przed obecną siłą skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (Alternative für Deutschland), która wzywa Niemców do zerwania z krytyką nazistowskiej przeszłości. „To naprawdę mnie denerwuje, bo jeśli będziesz podążać za tym rasistowskim sposobem myślenia, historia pokazuje, że skończysz w ruinie” – powiedział.
Powody przystąpienia do partii nazistowskiej były różne, od przekonań ideologicznych, najczęściej widocznych u tych, którzy zapisywali się wcześnie, po oportunizm u tych, którzy dołączali później i widzieli w tym szansę na awans.
Nie ma jednak żadnych historycznych dowodów na to, że Niemcy byli zmuszani przez partię do wstępowania do niej lub zapisywali się do niej bez swojej wiedzy, jak twierdziło wielu po wojnie.
Choć można było być współwinnym zbrodni nazistowskich, nie będąc członkiem partii, historycy twierdzą, że imponujące szeregi dawały jej poczucie prawowitości.
Partia prowadziła wyjątkowo dokładne zapisy i tuż przed końcem wojny wywiozła akta członkowskie – około 50 ton papieru – ze swojej siedziby w Monachium do papierni poza zniszczonym miastem.
Kierownik młyna, Hanns Huber, cudem uniknął zniszczenia kart katalogowych. Jesienią tego samego roku siły amerykańskie przewiozły je do berlińskiego centrum dokumentacji, aby wspomóc powojenny proces denazyfikacji.
W latach 90. karty powierzono niemieckim archiwom federalnym, natomiast kopie mikrofilmów trafiły do Narodowego Archiwum USA, które pod koniec lutego udostępniło swoje zbiory w Internecie.
Surowe niemieckie przepisy dotyczące ochrony danych osobowych wymagają od rodzin złożenia wniosku do archiwów federalnych – przeszkody, która przez długi czas uniemożliwiała jej pokonanie wielu zainteresowanym. Jednak narzędzie „Die Zeit” sprawiło, że dostęp do amerykańskich dokumentów stał się teraz łatwiejszy.
Susanne Beyer, redaktorka w czasopiśmie Spiegel, opublikowała w zeszłym roku książkę Kornblumenblau (Chaber niebieski), opowiadającą o poszukiwaniu prawdy o pokoleniu jej dziadków w okresie nazistowskim.
Stwierdziła, że nadszedł czas na ponowną ocenę tak zwanej Erinnerungskultur, czyli kultury rozliczenia się z nazistowską przeszłością.
Powiedziała: „Większość Niemców ma iluzje na temat własnych rodzin.
„ Kultura Erinnerungskultur nauczyła ludzi tego, co robili główni zbrodniarze wojenni. Ale jeśli chodzi o własną rodzinę, dla wielu ludzi wciąż jest to zbyt bliskie.
Beyer zauważyła, że naziści celowo próbowali zbudować jak największą bazę, aby także uczynić Niemców jako naród współwinnymi swoich zbrodni.
Powiedziała: „Chodziło o to, żeby Niemcy kontynuowali wojnę i bali się porażki i odwetu.
„Dlatego też Żydów łapano w miejscach publicznych. Pod tym względem prawie każdy Niemiec z niemieckimi przodkami, który żył w czasach nazistowskich, musi zakładać, że jego rodzina była w jakiś sposób zaangażowana”.
Louis Lewitan, psycholog badający długofalowe skutki Holokaustu dla ocalałych i ich potomków, powiedział, że wierzy, iż głęboko skrywane sekrety w wielu niemieckich rodzinach pozostawiły często niewidoczne blizny. Opisał późniejsze rozliczenie jako potencjalnie wyzwalające.
W wywiadzie dla tygodnika Die Zeit powiedział: „Mogą zakorzenić się w nas psychologiczne dziedzictwo nieokreślonego niepokoju, niejasnego poczucia tożsamości i nieświadomych lojalności – cisza to cicha trucizna, która wciąż zbiera swoje żniwo.
„Im dłużej to trwa, tym bardziej staje się uciążliwe”.
Köndgen, który dowiedział się o kolejnych pięciu nazistowskich krewnych, powiedział, że może jedynie spekulować na temat motywacji ojca do wstąpienia do NSDAP po latach „niewiarygodnej indoktrynacji” w domu i szkole. Przyznał, że nie może wykluczyć, że pod podobną presją podjąłby te same decyzje.
Stwierdził, że jego obecna praca jako doradcy ds. praw człowieka w Radzie Europy opiera się na powojennym credo „nigdy więcej”.
„Niełatwo znaleźć bardziej przekonanego Europejczyka niż ja” – powiedział. „Najważniejsza jest europejska współpraca, aby zapobiec powtórzeniu się czegoś takiego”.


4.
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/nie-zyje-arcybiskup-jozef-michalik-prof-stanislaw-obirek-zabetonowal-polski/yv004he,79cfc278
Przeczytajcie koniecznie, jedyny rozsądny i sprawiedliwy głos o tym złym człowieku (to on podpisał porozumienie o przyjaźni i współpracy z cerkwią rosyjską, zwłaszcza w zwalczaniu szkodliwego liberalizmu)


5.
Artur Nowak
Opus Dei, dlatego Jan Paweł II odważył się zrobić to, czego unikali jego poprzednicy
https://www.repubblica.it/esteri/dossier/lena/2026/05/04/news/opus_dei_wojtyla_usa_continental_breakfast-425320878/?ref=-BH-I0-P-S3-T1

To przedruk z tego artykułu z Wyborczej:
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32712153,jan-pawel-ii-w-sprawie-opus-dei-zdecydowal-sie-na-krok-ktorego.html


6.
Najnowsze doniesienia o wojnie na Ukrainie: Rosja przedłuża „rozejm z okazji Dnia Zwycięstwa”, zabijając 7 osób i raniąc 35 w ataku na obwód charkowski
https://kyivindependent.com/ukraine-war-latest-russia-extends-its-victory-day-truce-kills-7-and-injures-35-in-attack-on-kharkiv-oblast/
Putin ogłosił zawieszenie broni na 8-9 maja.
Krótkotrwałe zawieszenie broni, podczas gdy trwają codzienne bombardowania i zabójstwa Ukraińców, wydaje się „cyniczną” i „nieuczciwą” propozycją – powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, komentując propozycję Kremla dotyczącą zawieszenia broni na 8 i 9 maja. W rozmowie z dziennikarzami w Erywaniu Zełenski powiedział, że „to wojna Rosji z Ukrainą. Jednodniowe zawieszenie broni i wcześniejsze zabijanie naszych ludzi jest, delikatnie mówiąc, nieuczciwe. Dzisiaj w Merefie, wczoraj w Dnieprze: zabici, ranni, dorośli, dzieci. Po tym wszystkim powiedzenie: „Zatrzymajmy się na jeden dzień, żeby urządzić paradę” nie jest poważne” – powiedział Zełenski, dodając, że Moskwa nie poinformowała jeszcze oficjalnie Ukrainy o tymczasowym zawieszeniu broni. Zełenski dodał, że na Ukrainie nie ma świąt i że po 9 maja Rosjanie „wrócą do zabijania”.


7.
Władimir Putin chowa się w obawie przed zamachem
Wzmocniono bezpieczeństwo wokół prezydenta Rosji po zuchwałych atakach dronów z Ukrainy
https://www.ft.com/content/fe70c89e-b5d7-4f89-8eb4-83afbe721d7c?syn-25a6b1a6=1
Nie sypia już w prezydenckich daczach w Moskwie i Wałdaju. Większość czasu spędza w podziemnych bunkrach. Zakazał kucharzom, ochroniarzom i kierowcom korzystania z transportu publicznego i noszenia telefonów komórkowych. Zaostrzył też środki bezpieczeństwa wokół siebie. Władimir Putin się boi, twierdzą zachodnie źródła wywiadowcze i Rosjanie, którzy go znają. Obawia się zamachu stanu, zwłaszcza z użyciem ukraińskiego drona. Obawia się obalenia w zamachu stanu. W rezultacie jest coraz rzadziej widywany: od początku roku jego udział w wydarzeniach publicznych spadła o 30 procent w porównaniu z rokiem 2025 i o połowę w porównaniu z rokiem 2024.

Trudności wojskowe
Obawy przywódcy Kremla opierają się częściowo na konkretnych dowodach. W grudniu ubiegłego roku Ukraina przeprowadziła atak dronów na obwód Wałdaj, w połowie drogi między Moskwą a Petersburgiem. Prezydent oskarżył Ukrainę o próbę zabicia go, ponieważ jedna z jego daczy znajduje się w tym rejonie. Amerykański wywiad zaprzeczył, jakoby to był cel ataku. Niemniej jednak Kijów zademonstrował swoją zdolność do dalekosiężnego sięgania za pomocą zdalnie sterowanej broni. Tymczasem, wbrew twierdzeniom rosyjskiej propagandy (i temu, co powtarzają proputinowscy komentatorzy we włoskich talk-show), sytuacja nie układa się dla niego dobrze ani na froncie ukraińskim, gdzie jego wojska nie są już w stanie nacierać, a w niektórych miejscach zmuszone są do odwrotu, ani w innych strefach wpływów za granicą, od Bliskiego Wschodu, gdzie Moskwa straciła kluczowego sojusznika, Syrię, i widziała osłabienie kolejnego - Iranu, po Afrykę, gdzie kremlowscy najemnicy wycofują się do Mali i drżą w Nigrze i Burkina Faso.

Niezadowolenie społeczne
Niezadowolenie narasta również w kraju, z powodu skutków konfliktu, który przetrwał już zaangażowanie Rosji w II wojnę światową: pobór coraz większej liczby młodych ludzi, narastające trudności ekonomiczne, brak możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, a nawet spędzania wakacji na Zachodzie, ale także blokady internetu i cenzura oraz wzrost podatków dla małych firm. Sensacyjny protest znanej influencerki, Wiktorii Bonyi, która w kwietniu opublikowała 18-minutowy film skierowany do Putina, w którym oświadczyła, że Rosjanie się go boją, obejrzany przez 1,5 miliona osób, zmusił prezydenta do nakazania swoim ministrom i doradcom lepszego komunikowania opinii publicznej pewnych pozornie represyjnych środków. Podobne dane dostarczają sondaże przeprowadzane przez wspierane przez Kreml i niezależne instytuty badawcze: jego notowania spadły do najniższych poziomów od 2022 roku, czyli od początku wojny na Ukrainie.

Tygodnie w bunkrze
Strach Putina wydaje się częściowo podsycany przez pewnego rodzaju paranoję, która sprawia, że rosyjski przywódca podejrzewa wszystko i wszystkich – od obaw, że ukraińscy agenci mogliby elektronicznie śledzić członków jego sztabu za pomocą ich telefonów komórkowych (tak jak Mosad zrobił to z kierowcami i ochroniarzami irańskiego Najwyższego Przywódcy Chameneiego przed jego zamordowaniem), po spekulacje o śmiałych nalotach, by go pojmać, takich jak amerykański w styczniu ubiegłego roku, który pojmał prezydenta Wenezueli Maduro.
U władzy od 31 grudnia 1999 roku Władimir Władimorowicz zaczął wykazywać zachowania typowe dla Stalina, szczególnie w końcowej fazie swoich trzech dekad u steru Kremla, kiedy jego współpracownicy i wysocy rangą urzędnicy znikali w gułagach za niewinne słowo lub gest. Ta paranoja jest typowa dla narastającej izolacji Putina.
Plotki doniesienia dzisiejszego ranka przez „ Financial Times”, przypisywane zachodnim służbom wywiadowczym i co najmniej jednej osobie znającej moskiewskie kontakty prezydenta Rosji, sugerują, że spędza on „tygodnie” w podziemnym bunkrze w pobliżu Krasnodaru, na dalekim południu Rosji, omawiając szczegóły wojny. Według tych samych źródeł, poświęca 70% swojego czasu konfliktowi na Ukrainie i sprawom wojskowym, zaniedbując politykę wewnętrzną.

Lament generałów
Gazeta „City” pisze, że generałowie Kremla również padają ofiarą strachu przed zamachem stanu lub obaleniem w zamachu stanu (powracający moment przełomowy w historii Rosji, od udanego zamachu stanu przeciwko Chruszczowowi w 1964 roku do zamachu stanu przeciwko Gorbaczowowi w 1991 roku, który zakończył się niepowodzeniem, ale doprowadził do jego politycznego upadku i rozpadu ZSRR w ciągu sześciu miesięcy). Po serii ataków, z których ostatni miał miejsce w grudniu, zamachu bombowym w Moskwie, w którym zginął Fanił Sarwarow, szef szkolenia operacyjnego rosyjskiego Sztabu Generalnego, generałowie mieli czelność skarżyć się Putinowi, że nie są odpowiednio chronieni. Prezydent nakazał objęcie swoich najwyższych rangą oficerów ochroną i innymi środkami, z których sam korzysta. Niezadowolenie generałów prawdopodobnie podsyca jednak jego paranoję przed tym, że skończy jak Chruszczow i Gorbaczow, albo że stanie się celem zamachowca, zamachu bombowego lub drona. Od początku marca, według raportu wywiadowczego cytowanego przez CNN, „Kreml jest zaniepokojony wyciekiem wrażliwych informacji, ryzykiem spisku i próbą zamachu stanu przeciwko prezydentowi Rosji”. Wśród elit, które wyrażają obawy o Putina, jest Siergiej Szojgu, były bliski współpracownik prezydenta. Były minister obrony, obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa, „jest powiązany z ryzykiem zamachu stanu, ponieważ zachowuje znaczne wpływy w najwyższym dowództwie wojskowym” – stwierdza raport. W dokumencie dodano, że aresztowanie Rusłana Calikowa, byłego zastępcy Szojgu, 5 marca jest uważane za „naruszenie milczących porozumień ochronnych między elitami, co osłabia Szojgu i zwiększa prawdopodobieństwo, że sam stanie się przedmiotem śledztwa sądowego”.
Zamknięty w podziemnych bunkrach Władimir Putin miewa koszmary w nocy. I prawdopodobnie także w dzień, z otwartymi oczami.


8.
ZEA przechwyciło rakiety wystrzelone z Iranu po tym, jak wydano ostrzeżenia alarmowe
Władze wydały nowy alert telefoniczny ostrzegający mieszkańców przed potencjalnym atakiem
Wybuch pożaru w zakładzie naftowym w Fudżajrze, rannych zostało trzech Hindusów
https://www.arabnews.com/node/2642295/middle-east
Iran przypisał Stanom Zjednoczonym odpowiedzialność polityczną za ataki na obiekty naftowe w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Doniosła o tym państwowa telewizja IRIB, powołując się na komentarze wysokiego rangą irańskiego oficera wojskowego dotyczące pożaru w Fudżajrze. „Republika Islamska nie miała z góry ustalonego planu ataku na te obiekty naftowe, a to, co się stało, było wynikiem awanturnictwa armii amerykańskiej, polegającego na stworzeniu korytarza dla nielegalnego przepływu statków przez zakazane kanały Cieśniny Ormuz” – powiedział oficer. Dlatego dodał: „wojsko amerykańskie musi zostać pociągnięte do odpowiedzialności”.


9.
USA zaprzeczają doniesieniom, że okręt wojenny próbujący przepłynąć przez cieśninę Ormuz został zaatakowany przez Iran
https://www.theguardian.com/world/live/2026/may/04/iran-war-live-updates-trump-hormuz-us-operation-tanker-strikes


10.
https://edition.cnn.com/
CNN: „W Emiratach uruchomiono tajny izraelski system Żelazna Kopuła”.
Izraelski system obrony powietrznej rozmieszczony w Zjednoczonych Emiratach Arabskich brał udział w przechwytywaniu irańskich pocisków, poinformowało CNN źródło zaznajomione ze sprawą. Izrael potajemnie rozmieścił system obrony powietrznej Żelazna Kopuła – wraz z żołnierzami odpowiedzialnymi za jego obsługę – w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na początku wojny z Iranem, wzmacniając obronę tego państwa Zatoki Perskiej. Rozmieszczenie, o którym po raz pierwszy poinformował portal Axios, było wyraźnym sygnałem zacieśniającej się współpracy między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Inne systemy obrony powietrznej mogły również zostać użyte do przechwytywania nadlatujących irańskich pocisków. Według oficjalnych źródeł przechwycono co najmniej trzy pociski. Nie jest jednak jasne, ile z nich zostało zestrzelonych przez system Żelazna Kopuła.

Starcia w Cieśninie Ormuz przybierają na sile. Dwa pociski miały trafić w fregatę Marynarki Wojennej USA w pobliżu Jask, u wybrzeży Iranu, po tym, jak statek próbował wpłynąć do Cieśniny, „ignorując ostrzeżenie Marynarki Wojennej Islamskiej Republiki Iranu”, poinformowała irańska agencja informacyjna Fars. Stany Zjednoczone zaprzeczyły jednak tym doniesieniom w komunikacie Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM), później potwierdzając, że dwa statki handlowe pod banderą USA pomyślnie przepłynęły przez Cieśninę – czemu Teheran zaprzeczył, ogłaszając: „Mamy kontrolę, ponownie otwieramy przejście”.
Tymczasem Seul ogłosił, że południowokoreański statek płonie po eksplozji w Cieśninie Ormuz.


11.
Sąd Najwyższy tymczasowo przywraca dostęp do pigułek aborcyjnych wysyłanych pocztą
Orzeczenie sądu niższej instancji przywróciło wymóg Agencji ds. Żywności i Leków, zgodnie z którym pacjenci muszą osobiście udać się do lekarza w celu uzyskania mifepristonu.
https://www.nytimes.com/2026/05/04/us/politics/supreme-court-abortion-pill.html


12.
Amsterdam zakazuje publicznych reklam mięsa i paliw kopalnych
https://www.bbc.com/news/articles/c9wejdekpwyo

Rewolucja reklamowa w Amsterdamie : hamburgery i SUV-y znikają z przestrzeni publicznej, a kultura odradza się. Krajobraz miasta zmienia się, donosi BBC, po wprowadzeniu zakazu 1 maja, dzięki któremu Amsterdam stał się pierwszą stolicą na świecie, która zakazała reklam paliw kopalnych i produktów mięsnych. W ten sposób, jak donosi brytyjska stacja, z billboardów na stacjach metra i przystankach autobusowych zniknęły obrazy samochodów napędzanych benzyną, soczystych dań mięsnych i reklam linii lotniczych. Dla polityków to przesłanie; dla stowarzyszeń branżowych – problem.
Na jednym z najbardziej ruchliwych przystanków tramwajowych w mieście, reklama kultowego Rijksmuseum, w samym sercu Amsterdamu, obok reklamy koncertu fortepianowego, przyćmiewa nuggetsy z kurczaka, SUV-y i tanie podróże. Dla polityków to sposób na zapewnienie, że Amsterdam spełnia cele środowiskowe lokalnego samorządu.
W mieście, jak zauważa brytyjska stacja, mięso nie było głównym motywem na billboardach, które zawsze były wypełnione reklamami ubrań, plakatami filmowymi i telefonami komórkowymi. A umieszczenie mięsa obok lotów, rejsów oraz samochodów benzynowych i wysokoprężnych oznacza włączenie go do dossier dotyczącego zmian klimatu.
Stowarzyszenie branżowe branży mięsnej nie mogło się z tym nie zgodzić, potępiając to, co uważa za „nieprzyjemny sposób wpływania na zachowania konsumentów” i podkreślając „wartość odżywczą” mięsa. Zdaniem stowarzyszenia agentów turystycznych i organizatorów wycieczek, zakaz reklamowania ofert wakacyjnych obejmujących podróże lotnicze ogranicza swobodę działania firm.
Jeszcze przed Amsterdamem, w 2022 roku, pobliski Haarlem był pierwszym miastem na świecie, które ogłosiło zakaz reklamy produktów mięsnych, który wszedł w życie dwa lata później.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga