DRUGI OBIEG
Środa, 24 czerwca 2026
1.
D.O. nie żartuje, kiedy mówi, że w Polsce panuje atmosfera pogromowa.
Nie żartuje, kiedy mówi, że jest to wina rządu. A raczej braku rządu, który
abdykował praktycznie na całym froncie. Indolencja sił koalicyjnych jest
porażająca, jest większym zagrożeniem dla każdego z nas niż nazistowskie burdy.
Przyzwolenie na nierząd i anarchię to zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu.
Kiedy się, Polsko, obudzisz z ciepłego, zamożnego snu i weźmiesz walkę o
praworządność i demokrację w swoje ręce?
https://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,32870855,to-sa-imigranci-pierdoleni-niech-wypierdalaja-te-dzikusy.html
Dziesięciu napastników i sześciu pobitych. Poszkodowani to obcokrajowcy,
napastnicy mają zasłonięte twarze, ale krzyczą po polsku: "Czarnuchy,
wypier... z miasta!". Kopią, biją pięściami i butelkami. Przechodzą ldzie,
przejeżdżają samochody, nikt nie reaguje.
W piątek 19 czerwca w klubie Tropicana na osiedlu Rzochów w Mielcu odbywa się
impreza na rozpoczęcia lata. Po północy za konsoletą staje gwiazda wieczoru,
Ola Ciupa. Sąsiedzi Tropicany na takie noce, jak ta wyjeżdżają z domu, a ci,
którzy muszą zostać, zaciągają rolety i starają się nie wychodzić. Ale nie
można nie słyszeć tego, co dzieje się kilkadziesiąt metrów dalej. Impreza
odbywa się w namiocie. Jest tak głośno, że nie da się spać. Ściany drżą od
basów.
Klub Tropicana. 10 agresorów napadło na sześciu obcokrajowców
Kiedy koło trzeciej nad ranem muzyka w końcu cichnie, na rozjeździe, w
otoczeniu domów zaczyna się bójka. Na nagraniach z monitoringi widać, że
napastnicy to biali, młodzi mężczyźni. Ofiary to obcokrajowcy. Agresorzy
wrzeszczą w czystej polszczyźnie, przetykanej gęsto przekleństwami i
rasistowskimi obelgami: "Ty dziwko kolumbijska! Nie pracujesz tu śmieciu
kolumbijski! Czarnuchy! K... wypier... z miasta! Szukamy ich k... i dojeżdżamy!
To są k... imigranci pierdoleni. Niech wypier... te dzikusy".
Część napastników ma zasłonięte twarze. Rozbijają butelki na głowach ofiar,
kopią w twarz leżących, siedzą na ofiarach i okładają pięściami. Jeśli ktoś
próbuje wstać, dostaje kolejnego kopniaka.
Jednemu z zaatakowanych mężczyzn udaje się uciec. Biegnie z uniesionymi rękami,
napastnicy szybko jednak szybko go dopadają, dostaje razy butelką w głowę,
zostaje wepchnięty do rowu i tam jest dalej katowany.
Migają światła telefonów, oprawcy nagrywają filmy, robią sobie zdjęcia z
pobitymi, jak z trofeami.
Dwaj pobici leżą nieruchomo zwinięci w kłębek. Może stracili przytomność. Po
gości z Tropikany podjeżdżają Bolty. Kiedy jeden z napadniętych próbuje prosić
o pomoc taksówkarza, zostaje odciągnięty i znowu pobity.
Przechodzą ludzie, przejeżdżają samochody, nikt nie reaguje.
W końcu to mieszkańcy pobliskich domów reagują na przeraźliwe wrzaski i krzyki
rozdzierające nocną ciszę w całej okolicy. Nauczeni doświadczeniem starają się
nie wychodzić z domów, ale ktoś wzywa policję.
Mielec. Policja przyjeżdża po bójce
Policja przyjeżdża już po bójce. Nie przyjmuje zgłoszenia o pobiciu, bo jak
będzie to tłumaczyć dwa dni później rzeczniczka - ofiary są pod wpływem
alkoholu. Na policję pobici zgłaszają się dzień później w niedzielę. To:
dwaj obywatele Gwatemali 31- i 33-letni,
23-letni obywatel Salwadoru,
26-letni obywatel Hondurasu,
23-letni obywatel Wenezueli,
25-letni obywatel Kolumbii.
- Przyjęte zostało zawiadomienie i prowadzone są czynności pod kątem art. 158,
paragraf 1 Kodeksu karnego, udziału w bójce lub pobiciu. Tak zostało to
zakwalifikowane przy przyjęciu zawiadomienie. Jest zbierany materiał dowodowy,
zabezpieczane monitoringi. Być może kwalifikacja czynu zostanie zmieniona -
mówi podkom. Bernadetta Krawczyk, oficer prasowy mieleckiej Komendy Miejskiej.
Zapewnia, że poszkodowani nie zgłaszali ataku na tle rasistowskim. - W
zawiadomieniu nie ma o tym słowa, by zostali obrażeni na tle narodowościowym.
Zostali pouczeni, a w przesłuchanie odbyło się z udziałem biegłego tłumacza,
który przyjechał z Rzeszowa - dodaje Bernadetta Krawczyk.
Wszyscy poszkodowani w niedzielę zgłosili się na policję. Nic nie wiadomo o
tym, by któryś z nich był hospitalizowany lub musiał korzystać z pomocy lekarza
z powodu pobicia. Wszyscy legalnie pracują w Polsce, mieszkają na terenie
powiatu mieleckiego.
Pytamy o bijatykę w Tropicanie. Mężczyzna, który odbiera telefon, zaprzecza, by
bójka miała miejsce w klubie. A to, co poza klubem nie jest ich sprawą.
Brutalną bójkę zarejestrowały kamery na pobliskich domach. Po sobotnich
wydarzeniach w Mielcu sąsiedzi Tropicany piszą list, który rozsyłają do mediów.
Są wściekli, bo od lat interweniują w sprawie uciążliwego sąsiedztwa tego
lokalu. Piszą petycje, spotykają się z dziennikarzami, radnymi i urzędnikami.
Miasto zrobiło pomiar hałasu. Wynik: 68,3 dB w nocy, przy normie 40 dB.
Starosta wydał decyzję nakazującą ograniczenie hałasu. Organizator imprez jej
nie wykonał. Założył nową spółkę, decyzja straciła adresata. Za to nowa dostała
nową koncesję na sprzedaż alkoholu, mimo jednoznacznie negatywnej opinii rady
osiedla i wniosków mieszkańców o cofnięcie licencji złożonych już rok temu.
Tropicana działa jak gdyby nigdy nic, mimo kilkudziesięciu wyroków sądu. - Za
zakłócanie porządku właściciele są karani mandatami w wysokości 150-200 zł.
Płacą je i działają nadal. Dlaczego dostają tak niskie kary? Gdyby dostali 5
tys. zł za każdym razem, może by się zastanowili - mówią sąsiedzi. Na tym
terenie - zgodnie z art. 156 ust. 1 Prawa ochrony środowiska - zabronione jest
używanie nagłośnienia. Mimo to dyskoteki pod chmurką nadal się odbywają.
"Prawo mówi jasno: jeżeli w miejscu sprzedaży alkoholu lub w jego
bezpośredniej okolicy dochodzi do zakłócania porządku publicznego co najmniej
dwa razy w ciągu sześciu miesięcy - koncesja powinna być cofnięta. Obligatoryjnie.
Ten próg był przekroczony wielokrotnie" - zwracają uwagę autorzy listu i
dziwią się, dlaczego w tym przypadku mechanizmy prawa tu nie działają.
Mieszkańcy piszą nie tylko o regularnych bójkach, które się tam odbywają, ale i
próbie gwałtu na 16-latce pod wpływem narkotyków. Ostrzegają rodziców, którzy
pozwalają swoim dzieciom na udział w imprezach Tropicanie: "Czy naprawdę
nie wiecie, co się tam dzieje? Czyjaś córka. Czyiś syn. Mogą stamtąd nie
wrócić".
"Nie mamy już cierpliwości na grzeczne prośby. Mamy żądanie: niech ktoś w
końcu odpowie, dlaczego to trwa. Co musi się wydarzyć, żeby zareagowali. Czy
czekają, aż ktoś zginie? Bo jeśli tak - ostatnia impreza w Tropicanie była
bardzo blisko tego progu" - kończą list.
Zwróciliśmy się do Urzędu Miasta w tej sprawie. Czekamy na odpowiedź.
2.
https://wyborcza.pl/7,75399,32871971,operacja-oczyszczajacy-ogien-magyar-planuje-odwolanie-prezydenta.html#s=S.TD-K.C-B.12-L.1.duzy
Premier Peter Magyar zapowiedział poprawkę do konstytucji, odwołującą
prezydenta Tamasa Sulyoka ze stanowiska. Amnesty International uważa, że dzieje
się to z naruszeniem prawa.
Rząd TISZ-y Petera Magyara stanął przed podobnym dylematem jak „koalicja 15
października" w Polsce po wyborach w 2023 roku: jak odkręcić
niedemokratyczne zmiany wprowadzone przez poprzedników, postępując zgodnie z
prawem. W poniedziałek (22.06) Magyar dał na to odpowiedź, zapowiadając w
parlamencie zmiany w konstytucji. Zabieg ten nazwał operacją „Oczyszczający
Ogień".
Magyar: "Szef mafii nie zadowolił się wyłącznie kradzieżą"
- Węgry były dotąd zakładnikiem zorganizowanych grup przestępczych o
charakterze politycznym i gospodarczym – mówił Magyar, porównując Fidesz do
„mafii sycylijskiej", a Viktora Orbana do jej „bossa".
- Szef mafii nie zadowolił się wyłącznie kradzieżą, pragnął przejąć wszystkie
gałęzie władzy, dlatego mianował Tamása Sulyoka głową państwa – stwierdził
węgierski premier, zapowiadając odwołanie prezydenta, którego ponownie nazwał
„marionetką Viktora Orbana".
Magyar dał wcześniej Sulyokowi ultimatum, by ten do końca maja ustąpił z urzędu
dobrowolnie. W przeciwnym razie zapowiedział jego odwołanie. Procedura w tej
sprawie ma ruszyć w przyszłym tygodniu. Wówczas w parlamencie będzie głosowana
poprawka odwołująca Sulyoka. Zgodnie z nią, kadencja obecnego prezydenta
natychmiast się kończy, a parlament ma wybrać nową głowę państwa.
Sulyok pisze do Komisji Weneckiej
Odwołanie Sulyoka ma nastąpić 20 lipca, nawet jeśli ten będzie planował
obstrukcję i odmówi podpisania uchwalonej poprawki – wtedy i tak parlament może
wszcząć procedurę jego odwołania. Na powołanie nowej osoby na to stanowisko
parlamentarzyści będą mieli miesiąc. Magyar zapowiedział, że następca Sulyoka
będzie powołany najpóźniej 20 sierpnia, składając jednak deklarację, że stanie
się to najpewniej wcześniej.
Sprawa nie jest jednak prosta. Sulyok został legalnie wybrany przez poprzedni
parlament, jego kadencja upływa dopiero w marcu 2029 roku. Przeciwko uchwaleniu
poprawki protestuje Amnesty International. Organizacja wprawdzie przyznaje w
wydanym oświadczeniu, że Sulyok najpewniej sprzeniewierzył się urzędowi i nie
reagował na bezprawie za rządów Orbana, to jednak „zasłużył na to", by
jego sprawa została rozstrzygnięta przed sądem.
Tego samego zdania jest Sulyok, który zgłosił swoje wątpliwości przed Komisją
Wenecką, która teraz w trybie pilnym rozpoznaje jego zapytanie o legalność
skrócenia kadencji. Ale wiele wskazuje na to, że społeczne poparcie wobec TISZ-y
i presja na zmiany komplikuje bardzo jego pozycję w kraju.
Trybunał Konstytucyjny nie chce rozpatrzeć zapytania prezydenta
Sulyok złożył bowiem jednocześnie zapytanie o legalność skrócenia kadencji do
węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem aż siedmiu z 15 sędziów
postanowiło wyłączyć się z orzekania w tej sprawie. Tym samym w TK zabrakło
kworum (potrzebnych jest minimum 10 sędziów) i sprawa ta nie trafiła we wtorek
(23.06) w ogóle pod obrady.
Wygląda na to, że sami sędziowie TK nie są chętni do wikłania się w spór
polityczny z nową władzą. Zwłaszcza że i oni sami są przedmiotem zapowiadanych
przez Magyara zmian. Na czele TK stoi Peter Polt, były prokurator generalny,
który oskarżany jest o zamiatanie pod dywan afer korupcyjnych z udziałem ludzi
Fideszu. Również do jego odwołania i zmiany składu sędziowskiego prze nowy
rząd.
Zapowiadana w przyszłym tygodniu poprawka ma również doprowadzić do odwołania
Polta ze stanowiska. Pretekstem do tego będą nowe przepisy, ograniczające wiek
sędziów zdolnych do sprawowania funkcji do 70. roku życia (Polt skończył 70.
rok życia w ubiegłym roku).
Poprawki Fideszu okazały się niezgodne z prawem
Podobne poprawki wprowadził na początku swoich rządów Fidesz, eliminując w 2011
roku poprzednich sędziów TK. Wtedy wiek emerytalny został obniżony z 70 do 62
lat. Po kilku latach Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał te zmiany
za niezgodne z prawem unijnym. Fidesz zniósł przepisy, ale dawni sędziowie nie
wrócili już na swoje stanowisko, zostało im jedynie wypłacone odszkodowanie.
Magyar uzasadnia zmiany koniecznością usunięcia osób lojalnych wobec Fideszu,
który „doprowadziły kraj do stanu, jaki widzimy dzisiaj", jak powiedział
przed parlamentem.
Nowa poprawka zakłada również powołanie Krajowego Biura ds. Odzyskiwania i
Ochrony Majątku, które ma zająć się rozliczeniem poprzedniej władzy i
pozyskaniem niezgodnie z prawem utraconych zasobów państwowych, na których
mieli wzbogacić się ludzie poprzedniej władzy. Kadencja szefa tej instytucji ma
wynieść 6 lat, a roczny budżet – miliard forintów (ok. 12 mln zł).
Skrócenie pracy posłów do 12, może do 8 lat
Zmiany czekają również wymiar sprawiedliwości. Przewodniczący Kurii, czyli
węgierskiego Sądu Najwyższego ma być wybierany po zmianach przez odpowiednik
polskiej Krajowej Rady Sądownictwa, a nie nominowany przez prezydenta, jak
obecnie. Sędziowie mają w znacznym stopniu wybierać przewodniczących sądów i
instytucji w węgierskim wymiarze sprawiedliwości spośród siebie (czyli podobnie
jak w Polsce przed reformami PiS).
Magyar zapowiedział również, że rozważa zwiększenie kompetencji prezydenta i
wprowadzenie jego wyboru w wyborach powszechnych. Łączna kadencja posłów ma
zostać skrócona do 12 lat. Premier zaznaczył jednak, że możliwe jest skrócenie
tej kadencji nawet do ośmiu lat, powołując się na oczekiwanie społeczne i
blisko tysiąc zgłoszeń w konsultacjach społecznych.
Zakończyć się mają wraz z upływem tego tygodnia, co również jest krytykowane
przez Amnesty International. Zwykle bowiem do zwykłych ustaw przewidziany
prawem czas na zgłoszenie uwag wynosi 8, a nie 5 dni.
Fidesz: Magyar buduje dyktaturę
Magyar nie ukrywa, że zależy mu na tempie reform. Planowana poprawka, która
zostanie najpewniej uchwalona w przyszłym tygodniu, ma być jedynie rozwiązaniem
tymczasowym. Premier zapowiedział bowiem uchwalenie nowej konstytucji. Proces
legislacyjny ma ruszyć w tej sprawie we wrześniu i zostać zakończony publicznym
referendum na wiosnę 2027 roku.
Poprawki oraz tempo zmian krytykuje Fidesz. Gergely Gulyas, przewodniczący
klubu tej partii powiedział w poniedziałek, że Magyarowi „nie chodzi o
wyeliminowanie mafii, lecz budowę dyktatury".
========
Patrz, cholera, jeden z drugim, co to jest demokracja wlcząca, jak się
ratuje państwo i naród przed faszyzmem!
3.
To słuszna decyzja. Gdyby przyjechał, odczytane by to było jako jednoznaczny
gest poparcia dla rządu Donalda Tuska i akt nieprzyjaźni wobec Alfonsa
Rosyjskiego. Tylko tego brakowało Zełenskiemu, żeby się wdawać w wewnętrzne
konflikty polityczne w Polsce. Jeśli złożony z ciepłych, pulchnych klusek rząd
nie potrafi sobie poradzić w walce z oszustem, to dlaczego miałby to zań robić
prezydent Ukrainy?
A Zełenski i tak będzie światowego formatu bohaterem z zagwarantowanym miejscem
w podręcznikach historii, zaś alfons i tak zawsze był, jest i będzie un piccolo
pezzo di merda.
4,
Przedstawiciele koalicji nie walczą z faszystami i faszyzmem, bo mają inne
priorytety. Nasza przyszłość jest już napisana.
5.
Od giętkich bananów po 350 mln funtów dla NHS – ile obietnic dotyczących
Brexitu faktycznie się spełniło?
Opuszczenie UE miało rozwiązać problemy Wielkiej Brytanii z granicami,
zredukować biurokrację, ożywić służbę zdrowia, a nawet usprawnić działanie
odkurzaczy. Ile kontroli tak naprawdę odzyskaliśmy?
https://www.theguardian.com/uk-news/2026/jun/23/from-bendy-bananas-to-350m-for-the-nhs-how-many-brexit-promises-actually-came-true
Minęły długie lata od mdłego poranka 24 czerwca 2016 r., gdy Boris Johnson i
Michael Gove zwrócili się do kamer, aby powitać zwycięstwo kampanii Vote Leave
i skok Wielkiej Brytanii w nieznane.
W bezpardonowej walce o Brexit wiosną złożono wiele kuszących obietnic, by
skłonić wyborców do odwrócenia się od Unii Europejskiej. Po dekadzie
przyjrzyjmy się, które z nich zostały spełnione.
1.350 mln funtów tygodniowo dla NHS – wystarczająca kwota na budowę nowego
szpitala co tydzień
„Pod koniec wojny Wielka Brytania stworzyła NHS. Chroni nas przez całe życie,
ale jest w niebezpieczeństwie. Można jej pomóc”. Tak brzmiał apel na początku
jednej z najbardziej pamiętnych reklam Vote Leave emitowanych w trakcie
kampanii referendalnej. „Co tydzień wysyłamy do Brukseli 350 milionów funtów.
Pieniądze, które są marnowane. To wystarczy, żeby co tydzień budować nowy
szpital”.
Ta kwota była kwestionowana od samego początku. Eksperci szybko zauważyli, że
nie uwzględnia ona korzyści, jakie Wielka Brytania otrzymała w zamian, takich
jak finansowanie badań naukowych i projektów rewitalizacyjnych na obszarach
dotkniętych ubóstwem.
Ale Johnson rozkoszował się kłótnią, powtarzając tę kwotę kilkakrotnie po
ogłoszeniu wyników referendum, a na boku autobusu bojowego zwolenników opcji
„Vote Leave” widniała słynna informacja o kwocie 350 mln funtów dla NHS.
Czy NHS otrzymała tak bardzo potrzebny zastrzyk środków?
Max Warner, ekspert ds. wydatków na opiekę zdrowotną i społeczną w Institute
for Fiscal Studies, twierdzi, że wydatki na opiekę zdrowotną rzeczywiście
wzrosły w ujęciu realnym – po uwzględnieniu inflacji.
„Konsekwentnie, z biegiem czasu, sięgając niemal początków NHS, my jako kraj
wydajemy na opiekę zdrowotną więcej, mniej więcej każdego roku, niż w roku
poprzednim. To prawda w ujęciu realnym, to prawda w odniesieniu do PKB” – mówi.
„Ogólnie rzecz biorąc, wydatki na opiekę zdrowotną rosną”.
Jednym z powodów, dla których argument „350 mln funtów tygodniowo na NHS” mógł
trafić do wyborców, był spadek tempa wzrostu wydatków od 2010 r., kiedy
koalicja konserwatystów i liberałów ograniczyła budżety.
„To było jak w wielu obszarach wydatków publicznych, gdzie nastąpił znaczny
wzrost w okresie rządów Partii Pracy, a potem okres cięć budżetowych od 2010
roku” – mówi Warner. „I myślę, że ogólnie widać, że szczególnie od połowy lat
2010. wyniki NHS zaczynają się pogarszać”.
Dwa lata po referendum, w 2018 roku, premier Theresa May wygłosiła przemówienie
w szpitalu Royal Free w północnym Londynie, ogłaszając pięcioletnie
porozumienie w sprawie finansowania NHS, które zakłada realny wzrost wydatków o
3,4% rocznie. Dodała, że do końca okresu objętego referendum, w latach 2023-2024,
oznaczałoby to wzrost wydatków o 394 miliony funtów tygodniowo.
„Część dodatkowych funduszy, które dziś obiecuję, będzie pochodzić z pieniędzy,
których nie będziemy już wydawać na naszą roczną składkę członkowską w UE po
naszym wystąpieniu” – twierdziła wówczas.
W rzeczywistości wydatki NHS okazały się znacznie wyższe niż May mogła
przewidzieć, ze względu na trudności związane z opanowaniem pandemii COVID-19 i
leczeniem jej licznych ofiar w 2020 r.
„Wydatki na opiekę zdrowotną, w ujęciu realnym, są znacznie wyższe niż przed
pandemią, a to znacznie więcej niż w referendum w sprawie Brexitu ” – mówi
Warner. Twierdzi jednak, że nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy
opuszczenie UE miało bezpośredni wpływ na późniejszą ścieżkę wydatków na NHS.
Mimo to większość ekonomistów uważa, że gospodarka słabnie w wyniku Brexitu – o
co najmniej 4%, a nawet o 8%, według szacunków Rachel Reeves. „Jeśli obniży to
dochody podatkowe, a inne czynniki pozostaną niezmienione, to utrudni to
zwiększenie wydatków na NHS” – mówi Warner. Dodaje, że to z nawiązką przeważyło
nad korzyściami wynikającymi z wstrzymania wpłat do budżetu Brukseli:
„Szacujemy, że 4% strata dla PKB miałaby większy wpływ na dochody podatkowe niż
350 milionów funtów tygodniowo”.
2. Większe butelki oliwy z oliwek
W przemówieniu inauguracyjnym kampanii „Vote Leave” Johnson narzekał na UE,
„która mówi nam, że nie możemy sprzedawać oliwy z oliwek w pojemnikach
większych niż pięć litrów”. Wielokrotnie używał tego samego przykładu w trakcie
kampanii – a Gove również nazwał go przykładem szalonej brukselskiej
biurokracji.
Charles Carey jest założycielem The Oil Merchant, firmy specjalizującej się w
imporcie wysokiej jakości oliwy z oliwek. Od tamtej pory nie zauważył, aby
biurokracja zmniejszyła się.
„Niewiele się zmieniło” – mówi. „Przepisy są dokładnie takie same, jak były –
na przykład rozmiar i krój czcionki słów „Oliwa z oliwek extra virgin” na
przedniej etykiecie muszą być takie same jak w UE. Informacje o wartościach
odżywczych są takie same jak w UE, a kody importowe dla butelek i puszek nie
uległy zmianie; nadal obowiązuje inny kod dla pojemników o pojemności pięciu
litrów lub mniejszych niż dla oliwy luzem”.
Mówi jednak o jednej niewielkiej korzyści wynikającej z Brexitu: etykiety muszą
teraz zawierać adres importera, co okazało się pomocne w przyciąganiu do niego
nowych klientów, którzy zobaczyli jego produkty w sprzedaży gdzie indziej.
3. „Najłatwiejsza umowa o wolnym handlu w historii ludzkości”
Theresa May z ówczesnym szefem UE Jeanem-Claude’em Junckerem w 2017 r.
Zdjęcie: Xinhua/Rex/Shutterstock
Liam Fox, który został ministrem handlu międzynarodowego, wygłosił to
oświadczenie rok po głosowaniu w sprawie Brexitu. Uosabiało ono jednak swobodną
pewność zwolenników Brexitu co do szybkości i łatwości, z jaką Wielka Brytania
mogłaby wypracować nową umowę z UE – w oparciu o fakt, że obie strony tak
bardzo się ze sobą związały w ciągu 40 lat członkostwa w UE.
Jak jednak wspomina Jill Rutter, pracownica think tanku Institute for
Government: „Okazało się, że tak nie jest”.
UE odmówiła rozpoczęcia rozmów o stosunkach handlowych z Wielką Brytanią po
Brexicie, dopóki nie zostaną ustalone warunki jej wyjścia. May i jej główny
negocjator, Olly Robbins, zgodzili się na tę „kolejność”, jak ją nazywano,
pomimo wojowniczego sekretarza ds. Brexitu, Davida Davisa, który liczył na to,
że stanie się to „kłótnią lata” po tym, jak w marcu 2017 roku uruchomiono
artykuł 50, rozpoczynający proces wyjścia.
Ta „umowa o wystąpieniu” obejmowała około 30 miliardów funtów, które Wielka
Brytania zapłaciła UE za wyjście z Unii; uregulowanie losu obywateli UE
mieszkających w Wielkiej Brytanii; oraz ustalenie, jak uniknąć twardej granicy
w Irlandii. Kwestia granicy stała się przedmiotem zażartej debaty, a UE była
zdeterminowana, by nie tylko przepuszczać import przez granicę na jednolity
rynek, by udobruchać Brytyjczyków.
Rutter twierdzi, że część problemu polegała na tym, że zwolennicy wyjścia „po
prostu nie zrozumieli, w jakim stopniu UE naprawdę wierzy w integralność
jednolitego rynku jako całości”.
May, a następnie Johnson, musieli ostatecznie wnioskować o przedłużenie
dwuletniego terminu określonego w artykule 50, podczas gdy torysi toczyli
zaciętą walkę domową. Po ostatecznej ratyfikacji umowy o wystąpieniu – w
styczniu 2020 roku, po miażdżącym zwycięstwie Johnsona w wyborach powszechnych
– minęło kolejne 10 miesięcy, aż do Wigilii Bożego Narodzenia tego samego roku,
zanim sfinalizowano to, co stało się znane jako „umowa o handlu i współpracy”.
Obejmowała ona bezcłowy handel towarami, ale nie zwalniała brytyjskich
eksporterów z dodatkowych kontroli celnych i formalności.
Rutter twierdzi, że porozumienie mogłoby potrwać dłużej, gdyby główny
negocjator Johnsona, lord David Frost, nie był gotowy na znaczące ustępstwa, w
tym w sprawie kontroli regulacyjnych między Irlandią Północną a Wielką Brytanią
– tzw. „granicy na Morzu Irlandzkim”, na którą, jak kiedyś mówiła May, żaden
brytyjski premier nie mógł się zgodzić. „Jeśli po prostu się poddasz i
wystawisz łapy w górę, to możesz zawrzeć umowę” – mówi Rutter.
4. Supermocne odkurzacze
W przemówieniu wygłoszonym na początku kampanii Johnson narzekał, że „to
absolutne szaleństwo, że UE mówi nam, jak mocne muszą być nasze odkurzacze”.
W rzeczywistości odnosiło się to do unijnego przepisu z 2014 roku, który
określał maksymalny pobór energii przez urządzenia elektryczne, aby zachęcić
producentów do zwiększania ich wydajności – a tym samym do tego, by były
bardziej przyjazne dla środowiska. Nie określał on jednak ich mocy ssania.
Dla odkurzaczy limit ustalono na 1600 W, a w 2017 roku spadł do 900 W. Dziesięć
lat później limit ten nadal obowiązuje w Wielkiej Brytanii, mimo że Jacob
Rees-Mogg, pełniąc funkcję ministra ds. możliwości Brexitu, zapowiadał jego
obniżenie w 2022 roku. Branża nie domaga się powrotu do produkcji bardziej
energochłonnych urządzeń.
5. Strefa wolnego handlu rozciągająca się od Islandii do Turcji
W przemówieniu wygłoszonym w siedzibie partii Vote Leave na południowym brzegu
Tamizy Gove obiecał, że Wielka Brytania może opuścić UE, ale pozostać w
„strefie wolnego handlu rozciągającej się od Islandii do Turcji”.
Zapytałem Johna Springforda, adiunkta w Centrum Reform Europejskich, czy to się
sprawdziło. „Pamiętam to stwierdzenie” – mówi. „Uznałem je za zawoalowany
język. Ponieważ cała strategia kampanii polegała na unikaniu jakichkolwiek
konkretów dotyczących tego, jakiego rodzaju relacji naprawdę chcą… strefa
wolnego handlu może oznaczać wiele różnych rzeczy”.
„Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie inne umowy zawarte między krajami
europejskimi, to tak, to jest to „strefa wolnego handlu”. Ale tak naprawdę
niewiele nam to mówi, ponieważ oczywiście istnieje ogromna różnica między
strefą wolnego handlu a jednolitym rynkiem, jeśli chodzi o zakres, rodzaj
kontroli, jakie obejmuje, i jak bardzo ułatwia życie importerom i eksporterom”.
Springford twierdzi, że większość tych umów, zarówno z samą Unią Europejską,
jak i np. z Europejskim Obszarem Gospodarczym, obejmującym Islandię, ma
„znacznie głębszy charakter” niż umowa o handlu i współpracy, którą ostatecznie
podpisał Johnson.
„Najbliższa byłaby umowa stowarzyszeniowa z Ukrainą – ale nawet ona zapewnia
znacznie szerszą współpracę regulacyjną” – mówi Springford. Umowa o handlu i
współpracy między UE a Wielką Brytanią, podpisana 30 grudnia 2020 r.,
rzeczywiście zapewniła handel bezcłowy; jednak brak zgody Wielkiej Brytanii na
przestrzeganie unijnych przepisów – co zawsze jest dla Johnsona nie do
przekroczenia – oznaczał kontrole graniczne i większą biurokrację dla
eksporterów. Springford oszacował , że w 2024 r. eksport towarów do UE był o
około 15% niższy niż mógłby być bez Brexitu.
6. Przejęcie kontroli nad wodami terytorialnymi Wielkiej Brytanii i wspieranie
rybołówstwa
W poście na Facebooku zilustrowanym zdjęciem, na którym uśmiecha się do homara,
Johnson powiedział 16 czerwca 2016 r., że głosowanie za Brexitem oznaczałoby,
że Wielka Brytania mogłaby „odzyskać kontrolę nad wodami terytorialnymi
Zjednoczonego Królestwa, ustalać własną politykę połowową i wspierać rybaków”.
Bertie Armstrong był dyrektorem generalnym Szkockiej Federacji Rybaków w czasie
kampanii i przez trzy lata po niej, ponieważ branża próbowała wpływać na
negocjacje. Twierdzi, że sektor rybołówstwa był głęboko niezadowolony ze
wspólnej polityki rybołówstwa UE, a Brexit „wydawał się jedyną w życiu okazją”
do resetu. „Mówiąc najprościej, było to rażąco niesprawiedliwe wobec
brytyjskiego sektora rybołówstwa, a zwłaszcza szkockiego” – mówi.
Wykorzystując to niezadowolenie, Nigel Farage, wówczas lider UKIP, w szczytowym
momencie kampanii poprowadził flotyllę łodzi rybackich w górę Tamizy do
Westminsteru, gdzie natknął się na flotyllę opowiadającą się za pozostaniem w
UE, dowodzoną przez Boba Geldofa.
Dziesięć lat później Armstrong ubolewa nad faktem, że po głosowaniu rozmowy w
sprawie Brexitu nie przyniosły sektorowi nowego początku, na który liczył.
Przed Brexitem kraje UE wyławiały około połowę ryb złowionych w wodach Wielkiej
Brytanii. W porozumieniu zawartym w ramach negocjacji zobowiązano się do
rezygnacji z około jednej czwartej tego udziału, stopniowo, w ciągu pięciu i
pół roku. Nadal odbywają się coroczne konsultacje między Wielką Brytanią a UE w
sprawie „całkowitego dopuszczalnego połowu” każdej ryby, na podstawie którego
następnie ustalane są kwoty.
Dziś Armstrong mówi: „Sprawy niewiele się zmieniły – wciąż toczymy coroczne
zmagania z Europą. To nie jest obraz, jaki mieliśmy na myśli, obraz panowania
nad morzami”.
7. Wolność jedzenia bananów o dowolnym kształcie, jaki nam się podoba
Podczas inauguracji kampanii „Vote Leave” w Kornwalii w maju 2016 r. Johnson
powiedział, że ma już dość tego, że UE decyduje, „jaki kształt mają mieć nasze
banany”.
Brukselscy urzędnicy zakazujący sprzedaży giętkich bananów byli ulubieńcami
tabloidów od czasu, gdy eurosceptyczny „The Sun” po raz pierwszy o tym napisał
w 1994 roku. Prawdę mówiąc, chociaż przepisy UE określały wytyczne dotyczące
tego, co można było sprzedawać jako owoc „klasy ekstra” lub „klasy 1”, nie
wprowadzono żadnego zakazu.
A od czasu Brexitu? „Z pewnością rząd nie próbował się tym zająć” – mówi Joël
Reland, ekspert ds. regulacji w think tanku UK in a Changing Europe. W
rzeczywistości, jak zauważa, niewiele zmieniło się w kwestii przepisów
dotyczących tego, co jemy. „Podstawową prawdą jest to, że wyborcy nie chcieli
niższych standardów żywności”.
8. „Niezmieniona” granica w Irlandii Północnej
John Major i Tony Blair, którzy obaj byli zaangażowani w proces pokojowy w
Irlandii Północnej, rzadko pojawiali się razem w Derry podczas kampanii
referendalnej, aby ostrzec, że Brexit może doprowadzić do kontroli granicznych
i celnych w Irlandii.
Johnson przez całą kampanię podkreślał, że sytuacja na granicy lądowej między
Irlandią Północną, która jako część Wielkiej Brytanii opuści UE, a Republiką
Irlandii, która pozostanie dumnym członkiem UE, pozostanie „absolutnie
niezmieniona”.
Matthew O'Toole był rzecznikiem prasowym w okręgu wyborczym nr 10 podczas
kampanii – doświadczenie to uznał za tak przygnębiające, że porzucił służbę
cywilną, by zająć się polityką, i obecnie jest liderem opozycyjnej SDLP w
Zgromadzeniu Irlandii Północnej. Dla polityków, dla których pracował w okręgu
nr 10, granica „miała być jedynie marginalnym elementem historii, ponieważ,
brutalnie rzecz biorąc, nie myśleli zbyt wiele o Irlandii Północnej. Nie była
dla nich powodem do zmartwień”.
„Jako specjalista ds. komunikacji średniego szczebla w okręgu nr 10, krzyczałem
o tym i grzmiałem. Nie mogę powiedzieć, żeby to cieszyło się szczególną
popularnością” – wspomina. „Nawet po referendum ludzie Theresy May po prostu
nie akceptowali tego, że to będzie wielka sprawa – ale ostatecznie okazało się
to prawdopodobnie najważniejszym problemem negocjacji”.
Po głosowaniu stało się jasne, że rząd Irlandii starannie przygotował się na
ewentualność znalezienia się na zewnętrznej granicy UE – i, co zrozumiałe, był
zdeterminowany, by nie stracić w rezultacie. „Problem polegał na tym, że numer
10 tak naprawdę nie rozumiał, że będzie to miało egzystencjalne, ogromne znaczenie
dla rządu Irlandii, zarówno ze względu na troskę o proces pokojowy, jak i ze
względu na członkostwo w jednolitym rynku”.
Uniknięcie „twardej granicy” w kontekście towarów przewożonych z Irlandii
Północnej do Republiki Irlandii i na jednolity rynek UE w sposób, który
spełniałby żądania zwolenników brexitu dotyczące wolności od Brukseli, stało
się najtrudniejszym wyzwaniem dla negocjatorów.
„W tym momencie stało się już jasne, że granica ma centralne położenie” – mówi
O’Toole, ale nikt nie mógł znaleźć rozwiązania, a negocjacje „po prostu trwały
i trwały”.
Rozwiązaniem tego problemu, które zaproponowała Theresa May, był „backstop” –
opcja awaryjna mająca chronić porozumienie wielkopiątkowe/porozumienie z
Belfastu i utrzymać granicę wolną od kontroli celnych. Ostatecznie doprowadziło
to do jej odwołania ze stanowiska premiera.
Weszłoby w życie, gdyby nie udało się znaleźć innego rozwiązania – i
oznaczałoby, że cała Wielka Brytania nadal przestrzegałaby niektórych przepisów
UE. Johnson i jego zwolennicy tego nienawidzili.
Ostatecznie „gotowa do uchwalenia” umowa Brexitu zaproponowana przez Johnsona
zakładała umożliwienie Irlandii Północnej pozostania na jednolitym rynku
towarów UE – coś, co on i jego zwolennicy początkowo stanowczo odrzucili.
„Irlandczycy i UE nalegali na porozumienie, którego nie chcieli tacy ludzie jak
Boris Johnson, a mianowicie na pozostanie Irlandii Północnej na jednolitym rynku
w celu regulacji obrotu towarami” – mówi O’Toole. „Jego przewidywania są więc
słuszne tylko dlatego, że mylił się we wszystkim innym”.
I choć na granicy nie ma posterunków celnych, jego zdaniem Brexit sprawił, że
konstytucyjne porozumienie w Irlandii Północnej stało się bardziej kruche.
„Z całą pewnością można powiedzieć, że ukształtowało to i wpłynęło na lokalną
politykę w znacznym stopniu. To jeden z czynników kontekstualizacyjnych, które
sprawiły, że nasze instytucje stały się bardziej niestabilne strukturalnie”.
Zwraca uwagę na fakt, że zdecentralizowany rząd Irlandii Północnej upadł
dwukrotnie od czasu Brexitu. Niedawno łatwość migracji przez granicę była
jednym z argumentów krążących w kontekście gwałtownych zamieszek w Belfaście.
9. „Swoboda handlu z całym światem”
Ulotka „Vote Leave” podczas kampanii używała tego hasła, aby zwrócić uwagę na
fakt, że Wielka Brytania, jako członek UE, nie mogłaby negocjować własnych umów
handlowych z krajami takimi jak Chiny, Indie i Australia. Natomiast Brexit oznaczałby
dla nas „swobodę handlu z całym światem”.
David Henig jest dyrektorem UK Trade Policy Project. Wyjaśnia, że Wielkiej
Brytanii udało się zawrzeć umowy z kilkoma dużymi gospodarkami od czasu
opuszczenia UE – ale niekoniecznie są to świetne umowy; UE zawarła ich równie
wiele.
Od 2016 r. Wielka Brytania zawarła umowy z Australią, Nową Zelandią, Indiami, w
ramach Wszechstronnego i Progresywnego Porozumienia o Partnerstwie
Transpacyficznym (CPTPP), a ostatnio także z krajami Zatoki Perskiej.
Jednak w tym czasie UE zawarła również porozumienia z Australią, Nową Zelandią
i Indiami, a także z Indonezją i czteropodmiotowym południowoamerykańskim
blokiem handlowym Mercosur. Biorąc pod uwagę te dwie listy, trudno dopatrzeć
się dowodów na to, że awanturnicza Wielka Brytania wyprzedza sklerotyczną Unię
Europejską.
Na początku po Brexicie zmarnowano wiele czasu i energii politycznej, próbując
zawrzeć umowę ze Stanami Zjednoczonymi, które były niechętnym partnerem jeszcze
przed protekcjonistyczną drugą kadencją Donalda Trumpa.
Tymczasem umowy z Australią i Nową Zelandią wywołały oburzenie wśród
brytyjskich rolników, którzy obawiali się gwałtownego wzrostu importu mięsa po
obniżonych cenach. Henig twierdzi, że brytyjscy negocjatorzy byli zbyt hojni,
ze względu na silną potrzebę bycia postrzeganym jako osoby, która zawiera umowy
po Brexicie. „Australia nas oskuała, bo mogła” – mówi.
Sugeruje, że nowsze porozumienia – w tym CPTPP, którego członkami są Kanada,
Japonia, Chile i Wietnam – były negocjowane ostrożniej i mogą ostatecznie
okazać się bardziej korzystne. „Ten zespół negocjacyjny spisał się dobrze. To
jedyne, na które można było z całą pewnością wskazać i powiedzieć: «To był
dobry wynik»”.
Henig twierdzi, że w nadchodzących miesiącach i latach szanse na lawinę nowych
umów są niewielkie. „Najprostsze i najważniejsze zostały już zawarte. Pozostają
Stany Zjednoczone i Chiny jako dwa główne kraje, które nie zostały zawarte, a
oba są przedmiotem kontrowersji politycznych. Prawdziwym problemem było to, że
nigdy nie było dużego pola do popisu”.
10. System migracji oparty na punktach, na wzór australijski, mający na celu
„odzyskanie kontroli nad naszymi granicami”
Grupa Farage'a, prowadząca kampanię Leave.EU, skupiła się na kwestii migracji,
publikując prowokacyjne billboardy przedstawiające kolejki uchodźców i
twierdząc, że Wielka Brytania jest u progu załamania. Vote Leave podchodziło do
sprawy ostrożniej, ale wciąż wielokrotnie argumentowało, że kontrola nad
migracją będzie kluczową korzyścią z Brexitu, jednocześnie wywołując widmo
przystąpienia do UE nowych krajów, takich jak Turcja, których obywatele
uzyskaliby prawo do życia i pracy w Wielkiej Brytanii.
Dziesięć lat później Turcja nadal nie przystąpiła do UE. Zamiast doprowadzić do
ograniczenia migracji, Brexit w rzeczywistości spowodował wzrost liczby
migrantów pracujących w Wielkiej Brytanii, ponieważ rząd Johnsona starał się
uniknąć niedoborów siły roboczej – zwłaszcza w próbach ratowania upadającego
sektora opieki po pandemii COVID-19.
Springford z Centrum Reform Europejskich twierdzi, że nie był to „australijski
system punktowy”, w którym potencjalni migranci są oceniani na podstawie takich
czynników jak wykształcenie, znajomość języków i doświadczenie.
Zamiast tego, system obowiązujący w Wielkiej Brytanii po Brexicie pozwalał
pracodawcom na zatrudnianie pracowników, o ile spełniali oni określony próg
płacowy. „Osiągnęliśmy dość liberalny system – który nie był oparty na
punktach, ale w dużej mierze był kierowany przez pracodawców” – mówi. „Był on
bardzo ukierunkowany na opiekę zdrowotną i społeczną, ponieważ była ona w
kryzysie; a także na studentów, aby utrzymać uniwersytety na właściwej drodze”.
W obliczu przewidywanego gwałtownego spadku liczby przyjeżdżających studentów z
UE, którzy nie będą już mogli płacić takich samych opłat jak studenci krajowi,
co zagrozi finansom uniwersytetów, rząd Johnsona ogłosił, że zagraniczni
absolwenci będą mogli pozostać na uczelni przez dwa lata, poszukując
jednocześnie pracy.
W wyniku tych zmian, a także specjalnych programów dla osób z Ukrainy i
Hongkongu, migracja netto do Wielkiej Brytanii osiągnęła szczyt na poziomie 944
000 w roku kończącym się w marcu 2023 roku – ponad trzykrotnie więcej niż przed
Brexitem. Jednak dla porównania, w najnowszych badaniach Springford i inny ekonomista,
Jonathan Portes, wykazali, że porównywalne kraje UE również odnotowały wyższą
migrację od czasu pandemii COVID-19.
W obliczu populistycznego sprzeciwu wobec tzw. „Boriswave”, który rozgorzał w
Wielkiej Brytanii, kolejne rządy zaostrzyły politykę imigracyjną – podnosząc
progi płacowe, likwidując wizy socjalne i utrudniając studentom zagranicznym
pozostanie w kraju. Springford mówi: „Teraz znajdujemy się w sytuacji, w której
wiele z tej elastyczności jest nam odbierane i zobaczymy, jak gospodarka się
dostosuje”.
11. Ognisko brukselskiej biurokracji
Dominic Raab, jeden z bardziej bojowych działaczy ruchu Vote Leave, a później
minister ds. Brexitu, powiedział podczas kampanii: „Odzyskując demokratyczną
kontrolę nad sposobem stanowienia prawa, możemy wyeliminować niepotrzebne
regulacje”.
Verity Davidge jest dyrektorką ds. polityki w organizacji branżowej Make UK.
„Gdybyś zapytał całą salę producentów: »Czy od czasu Brexitu doszło do lawiny
regulacji?«, zapadłaby głucha cisza” – mówi.
Pójśce własną drogą bywało czasem bardziej, a nie mniej kosztowne dla firm –
jak w przypadku stworzenia znaku UKCA, potwierdzającego zgodność produktów z
brytyjskimi normami. Miał on zastąpić unijną wersję znaku CE dla produktów
sprzedawanych na rynku brytyjskim. Jednak gdy zbliżał się termin końcowy w 2023
roku, rząd zdecydował, że znak CE nadal będzie ważny.
Dla firm, które już przeszły na nowy system UKCA, było to kosztowne. „To
świetny przykład tego, jak bardzo teraz dublujemy nasze wysiłki” – mówi
Davidge.
W wielu obszarach przepisy zostały utrzymane od czasu Brexitu – i nie bez
powodu. „Nie chcemy niższego poziomu bezpieczeństwa i higieny pracy w branży, w
której maszyny mogą na przykład zabijać ludzi” – mówi Davidge. „Można śmiało
powiedzieć: »Zlikwidujmy przepisy«. Jakie przepisy tak naprawdę będą
powstrzymywać firmy przed inwestowaniem i rozwojem? Wiele z nich to kwestie,
których rządy i tak nie ruszą”.
Zdarzały się przykłady „rozbieżności” z przepisami UE – na przykład w zakresie
edycji genów w rolnictwie, gdzie Wielka Brytania ma nadzieję być liderem rynku,
oraz w zakresie licencjonowania dodatków do żywności. Jednak w niektórych
sektorach, takich jak chemikalia czy farmaceutyki, Partia Pracy sugeruje
obecnie większe dostosowanie przepisów – innymi słowy, dostosowanie ich do
przepisów UE – w nadziei na wynegocjowanie lepszego dostępu do rynków
kontynentu w przyszłości.
12. Więcej wsparcia dla rolników
Minister rolnictwa George Eustice, inicjując w czasie referendum kampanię
pro-brexitową pod nazwą „Rolnicy dla Wielkiej Brytanii”, powiedział: „Rząd
Wielkiej Brytanii będzie nadal udzielał rolnikom i środowisku tyle samo
wsparcia – a może nawet więcej – ile otrzymują teraz”.
Tom Bradshaw, prezes Krajowego Związku Rolników, twierdzi, że w rzeczywistości
to nieprawda. „Chociaż dane liczbowe mogą być bardzo podobne, w rzeczywistości
nie nadążają one za inflacją. Budżet pozostaje statyczny”. Pod rządami
ciągłości budżetu zaszły jednak radykalne zmiany: odeszliśmy od wspólnej
polityki rolnej UE (WPR), która nagradzała rolników w zależności od powierzchni
gruntów, do nowego programu zarządzania gruntami środowiskowymi, który płaci im
za realizację celów ekologicznych.
„Rolnicy otrzymują wynagrodzenie za tworzenie siedlisk, za ochronę środowiska i
otrzymują te płatności od rządu” – mówi Bradshaw. „Może to być sadzenie karmy
dla dzikich ptaków lub mieszanek dla trzmieli; może to być tworzenie marginesów
w celu ochrony cieków wodnych lub inne metody zarządzania żywopłotami –
niektóre z nich nadają się do wypasu zwierząt gospodarskich i są kompatybilne z
uprawą roli. Inne wyłączają ziemię z produkcji, aby zapewnić siedliska
środowiskowe”.
Wielu ekologów z zadowoleniem przyjęło przejście na nowe podejście, ale
Bradshaw twierdzi, że zmiana była chaotyczna i obawia się, że może nie zapewnić
bezpieczeństwa żywnościowego Wielkiej Brytanii.
„Mieliśmy do czynienia z prowizoryczną transformacją, w której połowa branży
rolniczej korzysta obecnie z programu zachęt do zrównoważonego rolnictwa, a
połowa nie” – mówi. „Niektórzy powiedzieliby, że jest to wiodący na świecie
program. Inni powiedzieliby, że produkcja żywności jest przez to niezwykle
narażona, ponieważ nie ma już tego poziomu odporności, który wcześniej
zapewniały programy wsparcia”.
Dodaje, że dla niektórych kategorii gospodarstw odejście od WPR było
szczególnie trudne. „Region kraju, w którym transformacja była najtrudniejsza,
to tereny górskie. Pamiętam jeden z cytatów Borisa Johnsona o „słonecznych
terenach górskich”. Powiedziałbym, że gdybyś rozmawiał z rolnikiem z terenów
górskich, niewielu powiedziałoby, że są słoneczne”.
13. Silniejsza unia między Anglią a Szkocją
„Jeśli zagłosujemy za wyjściem” – powiedział Gove w maju 2016 roku – „to myślę,
że unia [między Anglią a Szkocją] będzie silniejsza”. Dodał: „Szkocki
nacjonalizm wzrósł, odkąd przystąpiliśmy do Unii Europejskiej”.
Sami Szkoci z pewnością nie byli zwolennikami Brexitu: 62% głosowało za
pozostaniem w UE, a 38% za wyjściem. Wbrew oczekiwaniom Gove'a, poparcie dla
niepodległości Szkocji wzrosło po referendum. Sondaż przeprowadzony przez
NatCen wykazał, że w 2016 roku 46% Szkotów chciało opuścić Wielką Brytanię, a w
2019 roku odsetek ten wzrósł do 56%.
Szkocka Partia Narodowa (SNP) pod przewodnictwem Nicoli Sturgeon utrzymała
władzę w Holyrood, potępiając chaos w Westminsterze, gdy negocjacje w sprawie
Brexitu zakończyły się fiaskiem, i opowiadając się za odrębną polityką w
kwestiach takich jak migracja, gdy pojawiło się nowe porozumienie poza UE.
Polityka SNP zakłada, że niepodległa Szkocja natychmiast złoży wniosek o
ponowne przystąpienie do UE. Wymagałoby to jednak rozmów akcesyjnych z 27
państwami członkowskimi, a plan ten najwyraźniej nie zwiększył poparcia dla
odłączenia się od reszty Wielkiej Brytanii.
Choć Szkocka Partia Narodowa (SNP) była nadal największą partią w ostatnich
wyborach do parlamentu szkockiego (mimo że nie uzyskała bezwzględnej
większości), poparcie dla niepodległości spadło poniżej 50%.
Co być może bardziej wymowne, kwestia ta jest mało istotna. Zapytani niedawno
przez YouGov o „najważniejsze problemy, przed którymi stoi obecnie Szkocja”,
zaledwie 12% wskazało na konstytucyjną przyszłość kraju – w porównaniu z 47%,
które wskazały na gospodarkę, i 45% na zdrowie.
Gove mógł więc nie mieć racji, twierdząc, że Brexit wzmocnił unię, ale nie
doprowadził też do rozpadu Wielkiej Brytanii, jak mieli nadzieję – lub obawiali
się – niektórzy Szkoci, gdy ogłoszono wynik referendum.
6.
Były negocjator ds. Brexitu twierdzi, że Wielka Brytania mogłaby powrócić do UE
w „krótkim” terminie, gdyby tego chciała
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jun/23/uk-eu-brexit-visegrad-four-czech-republic-hungary-poland-slovakia-latest-news-updates
Michel Barnier, były negocjator UE ds. brexitu, powiedział, że Wielka Brytania
może powrócić do UE w „krótkim” terminie ze względu na wciąż obowiązujące
przepisy regulujące.
Dodał, że kraj ten mógłby również przystąpić do nowej Europejskiej Rady
Bezpieczeństwa i Obrony, którą promuje, aby umożliwić bardziej formalną
współpracę z krajami europejskimi spoza UE, takimi jak Wielka Brytania i
Norwegia.
„Bardzo ważne jest, abyśmy byli razem, a nie podwykonawcą Chin czy Stanów
Zjednoczonych” – powiedział Barnier, mówiąc o konieczności zapewnienia
bezpieczeństwa gospodarczego w Europie.
Nie chciał podać konkretnego terminu ewentualnego ponownego przystąpienia do
UE, ale stwierdził: „Może być krótki”.
Przewidział, że „rządowi Wielkiej Brytanii zajmie znacznie więcej czasu”
„podjęcie decyzji o ponownym przystąpieniu” niż samo uzyskanie członkostwa.
Przemawiając na konferencji w Wielkiej Brytanii poświęconej rocznicy Brexitu,
Changing Europe, Barnier powtórzył swoje ostrzeżenie, że w przypadku Wielkiej
Brytanii „nie będzie wybiórczego traktowania”.
Mogłaby szybko powrócić do UE, ale nie byłoby „niepodzielności czterech swobód”
jednolitego rynku, obejmujących swobodny przepływ siły roboczej, kapitału,
usług i towarów.
„Nie podejmiemy żadnego ryzyka” – powiedział.
Zasugerował jednak również możliwość dołączenia Wielkiej Brytanii do grupy
spoza głównego kręgu, współpracującej z ważnymi sojusznikami w Europie, takimi
jak Norwegia i Ukraina, w kwestiach takich jak bezpieczeństwo.
„Zaproponowałem utworzenie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony obok
obecnej instytucji, w duchu koalicji chętnych, dobrze i skutecznie
współpracujących na rzecz wsparcia Ukrainy z rządem brytyjskim i wieloma
innymi.
Myślę, że w tym scenariuszu sprytnym i pożytecznym rozwiązaniem mogłoby być
stworzenie czegoś, co nazywam Europejską Radą Bezpieczeństwa i Obrony, jako
instytucji otwartej dla niektórych krajów odgrywających kluczową rolę poza UE,
które jeszcze do niej nie należą.
Tymczasem były negocjator ds. Brexitu David Frost powiedział, że Andy Burnham,
jeśli zostanie premierem, powinien porzucić dużą część propozycji Keira
Starmera dotyczących resetu stosunków z UE.
W szczególności powinien porzucić plany obejmujące umowę dotyczącą żywności i
napojów, które miały na celu zmniejszenie biurokracji dla brytyjskich
eksporterów do UE.
Przemawiając na konferencji UK in a Changing Europe, powiedział, że jego
zdaniem Keir Starmer i jego zespół nie przemyśleli należycie swojego „resetu” ,
a dążenie do porozumień, które zmusiłyby Wielką Brytanię do bycia odbiorcą
reguł, a nie ich twórcą, było błędem.
„Nie sądzę, żeby zwolennicy resetu uważali go za przemyślany w sposób właściwy”
– powiedział o ustępującym kierownictwie Wielkiej Brytanii. „Nie przemyśleli
wystarczająco dokładnie wyborów i procesów” – dodał.
„Myślę, że moja rada dla Andy’ego Burnhama brzmiałaby tak: jeśli musicie
kontynuować reset, to nie poddawajcie się nowym prawom” – powiedział, dodając:
„nie kontynuujcie prac nad SPS, ETS, energią elektryczną”, odnosząc się do
umowy dotyczącej środków sanitarnych i fitosanitarnych, żywności i napojów, a
także systemu handlu emisjami (porozumienie w sprawie pobierania opłat za
emisję dwutlenku węgla wiązaną z produkcją).
Powiedział, że są to „elementy, które obejmują prawo UE”, dodając, że jeśli
Burnham „musi kontynuować program Erasmus i inne rzeczy” w dziedzinie kultury,
w tym mobilności młodzieży, „proszę nas przekonać, że jest to dobre
wykorzystanie naszych zasobów”.
Jego uwagi padły dzień po tym, jak UE przełożyła zaplanowany na 22 lipca szczyt
z rządem Wielkiej Brytanii, mający na celu uzgodnienie kwestii SPS, ETS i
mobilności młodzieży.
Rozmowy na temat mobilności młodzieży do niedawna pozostawały w impasie z
powodu odmowy Wielkiej Brytanii przystąpienia do żądania UE, aby obywatele UE
mogli studiować na brytyjskich uniwersytetach w oparciu o czesne pobierane w
kraju.
Frost powiedział, że jest „sceptyczny co do tego, czy to właściwy moment” na
zawarcie umowy o mobilności młodzieży i „udzielanie Europejczykom ustępstw,
których nie udzielamy innym”, takich jak czesne.
8.
Burmistrz Londynu: „Jedyną drogą naprzód jest powrót do UE”.
Sadiq Khan wzywa kraj i Partię Pracy do wycofania się z Brexitu: „Gospodarka
stolicy straciła 30 miliardów dolarów; był to największy akt masochizmu w
historii Wielkiej Brytanii”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/06/23/news/sindaco_di_londra_sadiq_khan_brexit_tornare_ue-425427680/?ref=RHLM-BG-P8-S3-T1-fdg9
Sadiq Khan jest burmistrzem Londynu od 9 maja 2016 roku, zaledwie kilka tygodni
przed referendum w sprawie Brexitu (23 czerwca), które dziś obchodzi 10.
rocznicę i na zawsze zmieniło Wielką Brytanię. Z tego powodu Khan wzywa kraj i
jego Partię Pracy do „jak najszybszego powrotu do UE”.
Ale oni go nie słuchają.
Tymczasem, to jedyny sposób na obniżenie kosztów utrzymania, poprawę standardów
życia obywateli i inwestowanie w usługi publiczne. Brexit był największym aktem
ekonomicznego masochizmu w naszej historii, spowodowanym kłamstwami Farage'a,
Johnsona i innych. Gospodarka stolicy jest o 30 miliardów uboższa. Londyńczycy
stracili średnio 3500 funtów na osobę.
- Co pan czuł, gdy dowiedział się o wynikach referendum w sprawie Brexitu?
- Ta noc mnie zniszczyła. To był jeden z najbardziej druzgocących wstrząsów dla
Londynu od czasu nazistowskiego Blitzu, ataków terrorystycznych i kryzysu
finansowego w 2008 roku. Europejczycy byli przerażeni. Trudno było ich
przekonać, żeby nie opuszczali stolicy, mimo że niestety nawet dziś więcej
Europejczyków ucieka niż przyjeżdża. Bałem się o gospodarkę stolicy, o finanse
i wiele innych sektorów. A potem pandemia, konsekwencje wojen na Ukrainie i w
Iranie… to było niezwykle skomplikowane 10 lat. Ale przetrwaliśmy, a Londyn
ponownie zaczął przyciągać inwestycje, bogactwo i miejsca pracy.
- W ciągu tej strasznej dekady otrzymywał pan też wiele gróźb śmierci. Jak
trudno było ci się z tym pogodzić?
- „Dużo. Nadal jestem pod ochroną policji. To nie powinna być cena za bycie
burmistrzem. Wiem tylko, że kiedy Donald Trump został wybrany na prezydenta USA
w 2016 roku, groźby pod moim adresem wzrosły o 2000%. A w jego drugiej kadencji
wzrosły o 100%. Słowa w internecie mają konsekwencje w świecie rzeczywistym”.
- Dlaczego Trump i świat Maga są tak przeciwni jej i Londonowi?
- Ponieważ jesteśmy postępowym, liberalnym, zróżnicowanym, wielokulturowym i
niezwykle odnoszącym sukcesy miastem. Londyn jest uosobieniem wszystkich tych,
którzy wierzą w jedną grupę etniczną, jedną religię, jedną kulturę. Dlatego
Trump i MAGA nas atakują. Ale Chiny i Rosja również szerzą dezinformację, po
części dzięki lenistwu internetowych gigantów. Ale my, londyńczycy, jesteśmy
dumni, że żyjemy w coraz czystszej, gościnnej, zamożnej i bezpiecznej
metropolii.
9.
https://wyborcza.pl/7,75968,32869172,apel-do-polakow-i-ukraincow-wersja-polska-i-ukrainska.html#s=S.TD-K.C-B.17-L.1.duzy
"Mamy świadomość tragicznych momentów polsko-ukraińskiej historii, które
politycy wykorzystują do swoich własnych celów. Dziś jednak nasze wspólne
zadanie to powstrzymanie putinowskiej Rosji". Apel polskich i ukraińskich
mediów.
Kryzys, w jakim w ostatnim czasie znalazły się relacje polsko-ukraińskie,
poważnie nas niepokoi. Dlatego zdecydowaliśmy się opublikować wspólny apel w
mediach polskich i ukraińskich.
Apel polskich i ukraińskich redakcji. "To godzina próby dla Polaków i
Ukraińców"
Ukraina już dwanaście lat stawia czoło zbrodniczej agresji Putina, od prawie
pięciu lat ma ona charakter pełnoskalowej wojny. Broni Polskę i Europę przed
imperializmem rosyjskim.
Ta obrona ma swój dramatyczny koszt. Setki tysięcy Ukrainek i Ukraińców zginęło
bądź zostało rannych, miliony musiały uciekać z domów, duża część kraju jest
okupowana, na miasta i wsie codziennie spadają bomby.
Polska od pierwszych godzin rosyjskiej inwazji wraz z europejskimi sojusznikami
spieszy Ukrainie z pomocą, przekazując sprzęt wojskowy, pieniądze, pomoc
humanitarną i przyjmując blisko 2 mln ukraińskich uchodźców. Skala polskiej
solidarności z Ukrainą w 2022 r. zadziwiła świat.
Niestety, obecne napięcia wpływają też negatywnie na postawy wobec Ukrainek i
Ukraińców, którzy stali się tak ważną częścią polskiego społeczeństwa, oraz na
postrzeganie Polaków przez Ukraińców. To dodatkowe wyzwanie dla polityków,
mediów, społeczeństwa obywatelskiego i obywateli obu naszych krajów.
Mamy świadomość tragicznych momentów polsko-ukraińskiej historii, które
politycy wykorzystują do swoich własnych celów. Dziś jednak nasze wspólne
zadanie to powstrzymanie putinowskiej Rosji. Czas na poważne rozmowy o
przeszłości, na wyznanie win i pojednanie przyjdzie wtedy, gdy Ukraina - przy
wsparciu sojuszników - pokona agresora.
Rosja od lat sieje dezinformację na potężną skalę i próbuje wbijać klin między
Polaków i Ukraińców. Obecny kryzys w relacjach ułatwia jej to działanie.
To godzina próby dla Polaków i Ukraińców. Nasi politycy powinni okazać mądrość
i rozsądek, szukać porozumienia i wyjścia z kryzysu. Nasze społeczeństwa nie
powinny zaś ulegać manipulacji i nadal się wspierać. W imię wspólnej
przyszłości, w której Polska i Ukraina mogą razem odegrać kluczową rolę w Unii
Europejskiej.
W 2013 roku we wspólnym oświadczeniu prezydent Ukrainy w latach 1994-2005
Leonid Kuczma oraz prezydent Polski w latach 1995-2005 Aleksander Kwaśniewski
napisali: "W przeddzień 70. rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu
prosimy naszych rodaków, aby zrobili wszystko, aby uczczenie pamięci ofiar
dawnych konfliktów nie stało się narzędziem do zaognienia stosunków i
zmarnotrawienia dotychczasowych zdobyczy procesu pojednania między naszymi
narodami".
Dziś ten obowiązek spoczywa na nas wszystkich.
10.
Putin: Rosja jest gotowa do negocjacji z Ukrainą, ale na podstawie porozumień
osiągniętych w Stambule
https://www.pravda.com.ua/news/2026/06/23/8040766/
Rosja jest gotowa do rozmów pokojowych z Ukrainą w oparciu o porozumienia ze
Stambułu z 2022 roku, powiedział prezydent Rosji Władimir Putin. „Rosja, jak
wielokrotnie powtarzano, jest gotowa do rozmów pokojowych z Ukrainą. Jesteśmy
gotowi na podstawie porozumień osiągniętych w Stambule i podpisanych przez
delegację ukraińską” – powiedział Putin podczas spotkania z członkami
rosyjskiego rządu. „Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy odchodzić od tych
porozumień” – dodał. Przywódca Kremla oświadczył również, że porozumienia
osiągnięte w Anchorage i realia na miejscu muszą zostać uwzględnione w
negocjacjach z Kijowem. „Na podstawie porozumień osiągniętych w Stambule,
warunków omówionych w Anchorage i realiów na miejscu. A także na podstawie
zasady, którą przedstawiłem kilka lat temu w moim przemówieniu w rosyjskim MSZ”
– powiedział Putin. „Będziemy postępować w oparciu o to, co zostało już
uzgodnione. Będziemy nadal z ufnością postępować we wszystkich obszarach,
zapewniając bezpieczeństwo naszym obywatelom. Będziemy zajmować się kwestiami
gospodarczymi w całym kraju i we wszystkich regionach Rosji, opierając się na
naszych działaniach na rzecz stabilizacji gospodarczej, finansów publicznych i
wzmocnienia Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej” – podsumował prezydent Rosji.
Władimir Putin oświadczył, że atakując dronami w Rosji, Kijów stara się
stworzyć wrażenie, że znajduje się w „pozycji siły” przed ewentualnym
wznowieniem negocjacji z Moskwą. Podczas posiedzenia rządu Putin powiedział, że
Ukraina „ma tylko jeden cel: stworzyć sobie sprzyjające warunki w przypadku
rozpoczęcia, a raczej wznowienia, negocjacji pokojowych, przerwanych z
inicjatywy Ukrainy, z tak zwanej pozycji siły”. Ale „rzeczywistość na polu
bitwy jest zupełnie inna” – dodał przywódca Kremla. W ostatnich tygodniach siły
ukraińskie zintensyfikowały ataki dronów, zwłaszcza na obiekty energetyczne
głęboko na terytorium Rosji. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Siergiej
Szojgu powiedział z kolei, że rząd pracuje nad poprawą swoich zdolności reagowania
na ataki. „Trwają intensywne prace nad przeciwdziałaniem i rozwojem nowych
systemów obrony przed dronami. Głowa państwa, Ministerstwo Obrony, gubernatorzy
i przemysł zwracają na to dużą uwagę” – powiedział Szojgu. „W związku z tym mam
nadzieję, że wraz z wdrażaniem nowych projektów i nowych systemów sytuacja
naturalnie ulegnie poprawie” – dodał Sekretarz Rady Bezpieczeństwa.
11.
Rosną napięcia między Ukrainą a Białorusią: po ultimatum Zełenskiego Putin
spotyka się z Łukaszenką.
Prezydent Ukrainy zwrócił się do Mińska z prośbą o usunięcie w ciągu tygodnia
łączy radiowych, z których korzystały rosyjskie drony do ataku na Kijów
https://www.repubblica.it/esteri/2026/06/23/news/ucraina_bielorussia_ultimatum_zelensky_putin_incontra_lukashenko-425428456/?ref=RHLM-BG-P7-S2-T1-fdg12
Napięcia na granicy ukraińsko - białoruskiej nadal rosną, co budzi obawy o
eskalację. Wczoraj Moskwa zajęła stanowisko w tej sprawie, zapowiadając
spotkanie Putina z Łukaszenką w celu oceny rozwoju sytuacji. Nowy konflikt
wynika z ultimatum wydanego w zeszły piątek przez prezydenta Zełenskiego, który
zażądał od Mińska usunięcia w ciągu tygodnia łączy radiowych używanych przez
rosyjskie drony do bombardowania Kijowa i zaprzestania rafinacji ropy naftowej
przeznaczonej dla najeźdźców: „W przeciwnym razie zrobimy to sami”. Rzecznik
Kremla Dmitrij Pieskow mówił o „agresywnym zagrożeniu dla suwerenności
Białorusi”: „Jestem przekonany, że Mińsk jest w pełni zdolny do obrony”.
Naczelny dowódca sił ukraińskich, generał Syrski, od tygodni bije na alarm w
związku z możliwą ofensywą rosyjską z północy, podobną do ataku rozpoczętego
wiosną 2022 roku, mającą na celu utworzenie drugiego frontu i tym samym
udzielenie wsparcia moskiewskim brygadom walczącym w regionach południowych.
Tam najnowsza generacja dronów wprowadzonych przez Kijów – sterowane przez
sztuczną inteligencję drony Hornety – dziesiątkuje kolumny zaopatrzeniowe
maszerujące w kierunku linii frontu. Na Białorusi łączność jest jednak
bezpieczna, a atak stanowiłby wyzwanie dla armii ukraińskiej, która zmaga się z
niedoborami żołnierzy.
Obecnie jednak satelity nie wykryły żadnych ruchów wojsk ani formacji pojazdów
pancernych, mimo że Moskwa w przeszłości udowodniła swoją zdolność do szybkiego
przerzutu dużych jednostek koleją. Białoruska opozycja na uchodźstwie potwierdziła
wczoraj obawy Kijowa, publikując dossier. Twierdzi się w nim, że Łukaszenka
przygotowuje się do wojny u boku Putina: od 2022 roku liczba
żołnierzy-ochotników wzrosła półtorakrotnie; 289 000 rezerwistów jest
mobilizowanych z niezwykłą częstotliwością; na Białorusi rozmieszczono rosyjską
taktyczną broń jądrową, która ma być wykorzystana przez lokalne jednostki w
razie konfliktu.
Niektórzy analitycy postrzegają ultimatum Zełenskiego jako inicjatywę
polityczną mającą na celu przeciwdziałanie otwartości Białego Domu wobec
Łukaszenki: Stany Zjednoczone zmniejszają sankcje i zachęcają do handlu. Ta
strategia, mająca na celu oddzielenie Mińska od Moskwy, zdaniem Kijowa działa
na korzyść Putina, ponieważ zwiększa jego możliwości wykorzystania sojusznika
do wzmocnienia machiny wojennej. W szczególności rafinerie w Mozyrzu i
Nowopołocku podobno pracują na pełnych obrotach, aby zrekompensować straty
poniesione przez rosyjskie rafinerie, które padły ofiarą ukraińskich ataków.
I tak kwestia anten do naprowadzania zabójczych dronów, wymuszona przerwaniem
połączeń satelitarnych Starlink w styczniu przez firmę Elona Muska, dała
Zełenskiemu idealny pretekst do stygmatyzacji działań Białorusi. Od lata 2022
roku Łukaszenka unika wciągania się w konflikt, ale poprawił szkolenie swoich
żołnierzy, częściowo dzięki przybyciu weteranów Wagnera. Jego autonomia wobec
Kremla jest jednak bardzo ograniczona, co może zagrozić sytuacji na granicy z
Ukrainą.
12.
https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32872480,ukrainska-poczta-oskarza-polskich-celnikow-o-blokowanie-przesylek.html
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń