DRUGI OBIEG
Środa, 24 czerwca 2026

1.
D.O. nie żartuje, kiedy mówi, że w Polsce panuje atmosfera pogromowa.
Nie żartuje, kiedy mówi, że jest to wina rządu. A raczej braku rządu, który abdykował praktycznie na całym froncie. Indolencja sił koalicyjnych jest porażająca, jest większym zagrożeniem dla każdego z nas niż nazistowskie burdy. Przyzwolenie na nierząd i anarchię to zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu.
Kiedy się, Polsko, obudzisz z ciepłego, zamożnego snu i weźmiesz walkę o praworządność i demokrację w swoje ręce?


https://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,32870855,to-sa-imigranci-pierdoleni-niech-wypierdalaja-te-dzikusy.html
Dziesięciu napastników i sześciu pobitych. Poszkodowani to obcokrajowcy, napastnicy mają zasłonięte twarze, ale krzyczą po polsku: "Czarnuchy, wypier... z miasta!". Kopią, biją pięściami i butelkami. Przechodzą ldzie, przejeżdżają samochody, nikt nie reaguje.

W piątek 19 czerwca w klubie Tropicana na osiedlu Rzochów w Mielcu odbywa się impreza na rozpoczęcia lata. Po północy za konsoletą staje gwiazda wieczoru, Ola Ciupa. Sąsiedzi Tropicany na takie noce, jak ta wyjeżdżają z domu, a ci, którzy muszą zostać, zaciągają rolety i starają się nie wychodzić. Ale nie można nie słyszeć tego, co dzieje się kilkadziesiąt metrów dalej. Impreza odbywa się w namiocie. Jest tak głośno, że nie da się spać. Ściany drżą od basów.

Klub Tropicana. 10 agresorów napadło na sześciu obcokrajowców
Kiedy koło trzeciej nad ranem muzyka w końcu cichnie, na rozjeździe, w otoczeniu domów zaczyna się bójka. Na nagraniach z monitoringi widać, że napastnicy to biali, młodzi mężczyźni. Ofiary to obcokrajowcy. Agresorzy wrzeszczą w czystej polszczyźnie, przetykanej gęsto przekleństwami i rasistowskimi obelgami: "Ty dziwko kolumbijska! Nie pracujesz tu śmieciu kolumbijski! Czarnuchy! K... wypier... z miasta! Szukamy ich k... i dojeżdżamy! To są k... imigranci pierdoleni. Niech wypier... te dzikusy".
Część napastników ma zasłonięte twarze. Rozbijają butelki na głowach ofiar, kopią w twarz leżących, siedzą na ofiarach i okładają pięściami. Jeśli ktoś próbuje wstać, dostaje kolejnego kopniaka.
Jednemu z zaatakowanych mężczyzn udaje się uciec. Biegnie z uniesionymi rękami, napastnicy szybko jednak szybko go dopadają, dostaje razy butelką w głowę, zostaje wepchnięty do rowu i tam jest dalej katowany.
Migają światła telefonów, oprawcy nagrywają filmy, robią sobie zdjęcia z pobitymi, jak z trofeami.
Dwaj pobici leżą nieruchomo zwinięci w kłębek. Może stracili przytomność. Po gości z Tropikany podjeżdżają Bolty. Kiedy jeden z napadniętych próbuje prosić o pomoc taksówkarza, zostaje odciągnięty i znowu pobity.
Przechodzą ludzie, przejeżdżają samochody, nikt nie reaguje.
W końcu to mieszkańcy pobliskich domów reagują na przeraźliwe wrzaski i krzyki rozdzierające nocną ciszę w całej okolicy. Nauczeni doświadczeniem starają się nie wychodzić z domów, ale ktoś wzywa policję.

Mielec. Policja przyjeżdża po bójce
Policja przyjeżdża już po bójce. Nie przyjmuje zgłoszenia o pobiciu, bo jak będzie to tłumaczyć dwa dni później rzeczniczka - ofiary są pod wpływem alkoholu. Na policję pobici zgłaszają się dzień później w niedzielę. To:
dwaj obywatele Gwatemali 31- i 33-letni,
23-letni obywatel Salwadoru,
26-letni obywatel Hondurasu,
23-letni obywatel Wenezueli,
25-letni obywatel Kolumbii.
- Przyjęte zostało zawiadomienie i prowadzone są czynności pod kątem art. 158, paragraf 1 Kodeksu karnego, udziału w bójce lub pobiciu. Tak zostało to zakwalifikowane przy przyjęciu zawiadomienie. Jest zbierany materiał dowodowy, zabezpieczane monitoringi. Być może kwalifikacja czynu zostanie zmieniona - mówi podkom. Bernadetta Krawczyk, oficer prasowy mieleckiej Komendy Miejskiej.
Zapewnia, że poszkodowani nie zgłaszali ataku na tle rasistowskim. - W zawiadomieniu nie ma o tym słowa, by zostali obrażeni na tle narodowościowym. Zostali pouczeni, a w przesłuchanie odbyło się z udziałem biegłego tłumacza, który przyjechał z Rzeszowa - dodaje Bernadetta Krawczyk.
Wszyscy poszkodowani w niedzielę zgłosili się na policję. Nic nie wiadomo o tym, by któryś z nich był hospitalizowany lub musiał korzystać z pomocy lekarza z powodu pobicia. Wszyscy legalnie pracują w Polsce, mieszkają na terenie powiatu mieleckiego.
Pytamy o bijatykę w Tropicanie. Mężczyzna, który odbiera telefon, zaprzecza, by bójka miała miejsce w klubie. A to, co poza klubem nie jest ich sprawą.
Brutalną bójkę zarejestrowały kamery na pobliskich domach. Po sobotnich wydarzeniach w Mielcu sąsiedzi Tropicany piszą list, który rozsyłają do mediów. Są wściekli, bo od lat interweniują w sprawie uciążliwego sąsiedztwa tego lokalu. Piszą petycje, spotykają się z dziennikarzami, radnymi i urzędnikami. Miasto zrobiło pomiar hałasu. Wynik: 68,3 dB w nocy, przy normie 40 dB. Starosta wydał decyzję nakazującą ograniczenie hałasu. Organizator imprez jej nie wykonał. Założył nową spółkę, decyzja straciła adresata. Za to nowa dostała nową koncesję na sprzedaż alkoholu, mimo jednoznacznie negatywnej opinii rady osiedla i wniosków mieszkańców o cofnięcie licencji złożonych już rok temu.
Tropicana działa jak gdyby nigdy nic, mimo kilkudziesięciu wyroków sądu. - Za zakłócanie porządku właściciele są karani mandatami w wysokości 150-200 zł. Płacą je i działają nadal. Dlaczego dostają tak niskie kary? Gdyby dostali 5 tys. zł za każdym razem, może by się zastanowili - mówią sąsiedzi. Na tym terenie - zgodnie z art. 156 ust. 1 Prawa ochrony środowiska - zabronione jest używanie nagłośnienia. Mimo to dyskoteki pod chmurką nadal się odbywają.
"Prawo mówi jasno: jeżeli w miejscu sprzedaży alkoholu lub w jego bezpośredniej okolicy dochodzi do zakłócania porządku publicznego co najmniej dwa razy w ciągu sześciu miesięcy - koncesja powinna być cofnięta. Obligatoryjnie. Ten próg był przekroczony wielokrotnie" - zwracają uwagę autorzy listu i dziwią się, dlaczego w tym przypadku mechanizmy prawa tu nie działają.
Mieszkańcy piszą nie tylko o regularnych bójkach, które się tam odbywają, ale i próbie gwałtu na 16-latce pod wpływem narkotyków. Ostrzegają rodziców, którzy pozwalają swoim dzieciom na udział w imprezach Tropicanie: "Czy naprawdę nie wiecie, co się tam dzieje? Czyjaś córka. Czyiś syn. Mogą stamtąd nie wrócić".
"Nie mamy już cierpliwości na grzeczne prośby. Mamy żądanie: niech ktoś w końcu odpowie, dlaczego to trwa. Co musi się wydarzyć, żeby zareagowali. Czy czekają, aż ktoś zginie? Bo jeśli tak - ostatnia impreza w Tropicanie była bardzo blisko tego progu" - kończą list.
Zwróciliśmy się do Urzędu Miasta w tej sprawie. Czekamy na odpowiedź.


2.

https://wyborcza.pl/7,75399,32871971,operacja-oczyszczajacy-ogien-magyar-planuje-odwolanie-prezydenta.html#s=S.TD-K.C-B.12-L.1.duzy
Premier Peter Magyar zapowiedział poprawkę do konstytucji, odwołującą prezydenta Tamasa Sulyoka ze stanowiska. Amnesty International uważa, że dzieje się to z naruszeniem prawa.
Rząd TISZ-y Petera Magyara stanął przed podobnym dylematem jak „koalicja 15 października" w Polsce po wyborach w 2023 roku: jak odkręcić niedemokratyczne zmiany wprowadzone przez poprzedników, postępując zgodnie z prawem. W poniedziałek (22.06) Magyar dał na to odpowiedź, zapowiadając w parlamencie zmiany w konstytucji. Zabieg ten nazwał operacją „Oczyszczający Ogień".

Magyar: "Szef mafii nie zadowolił się wyłącznie kradzieżą"
- Węgry były dotąd zakładnikiem zorganizowanych grup przestępczych o charakterze politycznym i gospodarczym – mówił Magyar, porównując Fidesz do „mafii sycylijskiej", a Viktora Orbana do jej „bossa".
- Szef mafii nie zadowolił się wyłącznie kradzieżą, pragnął przejąć wszystkie gałęzie władzy, dlatego mianował Tamása Sulyoka głową państwa – stwierdził węgierski premier, zapowiadając odwołanie prezydenta, którego ponownie nazwał „marionetką Viktora Orbana".
Magyar dał wcześniej Sulyokowi ultimatum, by ten do końca maja ustąpił z urzędu dobrowolnie. W przeciwnym razie zapowiedział jego odwołanie. Procedura w tej sprawie ma ruszyć w przyszłym tygodniu. Wówczas w parlamencie będzie głosowana poprawka odwołująca Sulyoka. Zgodnie z nią, kadencja obecnego prezydenta natychmiast się kończy, a parlament ma wybrać nową głowę państwa.

Sulyok pisze do Komisji Weneckiej
Odwołanie Sulyoka ma nastąpić 20 lipca, nawet jeśli ten będzie planował obstrukcję i odmówi podpisania uchwalonej poprawki – wtedy i tak parlament może wszcząć procedurę jego odwołania. Na powołanie nowej osoby na to stanowisko parlamentarzyści będą mieli miesiąc. Magyar zapowiedział, że następca Sulyoka będzie powołany najpóźniej 20 sierpnia, składając jednak deklarację, że stanie się to najpewniej wcześniej.
Sprawa nie jest jednak prosta. Sulyok został legalnie wybrany przez poprzedni parlament, jego kadencja upływa dopiero w marcu 2029 roku. Przeciwko uchwaleniu poprawki protestuje Amnesty International. Organizacja wprawdzie przyznaje w wydanym oświadczeniu, że Sulyok najpewniej sprzeniewierzył się urzędowi i nie reagował na bezprawie za rządów Orbana, to jednak „zasłużył na to", by jego sprawa została rozstrzygnięta przed sądem.
Tego samego zdania jest Sulyok, który zgłosił swoje wątpliwości przed Komisją Wenecką, która teraz w trybie pilnym rozpoznaje jego zapytanie o legalność skrócenia kadencji. Ale wiele wskazuje na to, że społeczne poparcie wobec TISZ-y i presja na zmiany komplikuje bardzo jego pozycję w kraju.

Trybunał Konstytucyjny nie chce rozpatrzeć zapytania prezydenta
Sulyok złożył bowiem jednocześnie zapytanie o legalność skrócenia kadencji do węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem aż siedmiu z 15 sędziów postanowiło wyłączyć się z orzekania w tej sprawie. Tym samym w TK zabrakło kworum (potrzebnych jest minimum 10 sędziów) i sprawa ta nie trafiła we wtorek (23.06) w ogóle pod obrady.
Wygląda na to, że sami sędziowie TK nie są chętni do wikłania się w spór polityczny z nową władzą. Zwłaszcza że i oni sami są przedmiotem zapowiadanych przez Magyara zmian. Na czele TK stoi Peter Polt, były prokurator generalny, który oskarżany jest o zamiatanie pod dywan afer korupcyjnych z udziałem ludzi Fideszu. Również do jego odwołania i zmiany składu sędziowskiego prze nowy rząd.
Zapowiadana w przyszłym tygodniu poprawka ma również doprowadzić do odwołania Polta ze stanowiska. Pretekstem do tego będą nowe przepisy, ograniczające wiek sędziów zdolnych do sprawowania funkcji do 70. roku życia (Polt skończył 70. rok życia w ubiegłym roku).

Poprawki Fideszu okazały się niezgodne z prawem
Podobne poprawki wprowadził na początku swoich rządów Fidesz, eliminując w 2011 roku poprzednich sędziów TK. Wtedy wiek emerytalny został obniżony z 70 do 62 lat. Po kilku latach Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał te zmiany za niezgodne z prawem unijnym. Fidesz zniósł przepisy, ale dawni sędziowie nie wrócili już na swoje stanowisko, zostało im jedynie wypłacone odszkodowanie.
Magyar uzasadnia zmiany koniecznością usunięcia osób lojalnych wobec Fideszu, który „doprowadziły kraj do stanu, jaki widzimy dzisiaj", jak powiedział przed parlamentem.
Nowa poprawka zakłada również powołanie Krajowego Biura ds. Odzyskiwania i Ochrony Majątku, które ma zająć się rozliczeniem poprzedniej władzy i pozyskaniem niezgodnie z prawem utraconych zasobów państwowych, na których mieli wzbogacić się ludzie poprzedniej władzy. Kadencja szefa tej instytucji ma wynieść 6 lat, a roczny budżet – miliard forintów (ok. 12 mln zł).

Skrócenie pracy posłów do 12, może do 8 lat
Zmiany czekają również wymiar sprawiedliwości. Przewodniczący Kurii, czyli węgierskiego Sądu Najwyższego ma być wybierany po zmianach przez odpowiednik polskiej Krajowej Rady Sądownictwa, a nie nominowany przez prezydenta, jak obecnie. Sędziowie mają w znacznym stopniu wybierać przewodniczących sądów i instytucji w węgierskim wymiarze sprawiedliwości spośród siebie (czyli podobnie jak w Polsce przed reformami PiS).
Magyar zapowiedział również, że rozważa zwiększenie kompetencji prezydenta i wprowadzenie jego wyboru w wyborach powszechnych. Łączna kadencja posłów ma zostać skrócona do 12 lat. Premier zaznaczył jednak, że możliwe jest skrócenie tej kadencji nawet do ośmiu lat, powołując się na oczekiwanie społeczne i blisko tysiąc zgłoszeń w konsultacjach społecznych.
Zakończyć się mają wraz z upływem tego tygodnia, co również jest krytykowane przez Amnesty International. Zwykle bowiem do zwykłych ustaw przewidziany prawem czas na zgłoszenie uwag wynosi 8, a nie 5 dni.

Fidesz: Magyar buduje dyktaturę
Magyar nie ukrywa, że zależy mu na tempie reform. Planowana poprawka, która zostanie najpewniej uchwalona w przyszłym tygodniu, ma być jedynie rozwiązaniem tymczasowym. Premier zapowiedział bowiem uchwalenie nowej konstytucji. Proces legislacyjny ma ruszyć w tej sprawie we wrześniu i zostać zakończony publicznym referendum na wiosnę 2027 roku.
Poprawki oraz tempo zmian krytykuje Fidesz. Gergely Gulyas, przewodniczący klubu tej partii powiedział w poniedziałek, że Magyarowi „nie chodzi o wyeliminowanie mafii, lecz budowę dyktatury".
========
Patrz, cholera, jeden z drugim, co to jest demokracja wlcząca, jak się ratuje państwo i naród przed faszyzmem!


3.

To słuszna decyzja. Gdyby przyjechał, odczytane by to było jako jednoznaczny gest poparcia dla rządu Donalda Tuska i akt nieprzyjaźni wobec Alfonsa Rosyjskiego. Tylko tego brakowało Zełenskiemu, żeby się wdawać w wewnętrzne konflikty polityczne w Polsce. Jeśli złożony z ciepłych, pulchnych klusek rząd nie potrafi sobie poradzić w walce z oszustem, to dlaczego miałby to zań robić prezydent Ukrainy?
A Zełenski i tak będzie światowego formatu bohaterem z zagwarantowanym miejscem w podręcznikach historii, zaś alfons i tak zawsze był, jest i będzie un piccolo pezzo di merda.


4,

Przedstawiciele koalicji nie walczą z faszystami i faszyzmem, bo mają inne priorytety. Nasza przyszłość jest już napisana.


5.

Od giętkich bananów po 350 mln funtów dla NHS – ile obietnic dotyczących Brexitu faktycznie się spełniło?
Opuszczenie UE miało rozwiązać problemy Wielkiej Brytanii z granicami, zredukować biurokrację, ożywić służbę zdrowia, a nawet usprawnić działanie odkurzaczy. Ile kontroli tak naprawdę odzyskaliśmy?
https://www.theguardian.com/uk-news/2026/jun/23/from-bendy-bananas-to-350m-for-the-nhs-how-many-brexit-promises-actually-came-true
Minęły długie lata od mdłego poranka 24 czerwca 2016 r., gdy Boris Johnson i Michael Gove zwrócili się do kamer, aby powitać zwycięstwo kampanii Vote Leave i skok Wielkiej Brytanii w nieznane.
W bezpardonowej walce o Brexit wiosną złożono wiele kuszących obietnic, by skłonić wyborców do odwrócenia się od Unii Europejskiej. Po dekadzie przyjrzyjmy się, które z nich zostały spełnione.

1.350 mln funtów tygodniowo dla NHS – wystarczająca kwota na budowę nowego szpitala co tydzień
Czerwony autobus z napisem „Wysyłamy do UE 350 milionów funtów tygodniowo”. Zamiast tego sfinansujmy naszą służbę zdrowia (NHS). Głosujmy za wyjściem z UE.
„Pod koniec wojny Wielka Brytania stworzyła NHS. Chroni nas przez całe życie, ale jest w niebezpieczeństwie. Można jej pomóc”. Tak brzmiał apel na początku jednej z najbardziej pamiętnych reklam Vote Leave emitowanych w trakcie kampanii referendalnej. „Co tydzień wysyłamy do Brukseli 350 milionów funtów. Pieniądze, które są marnowane. To wystarczy, żeby co tydzień budować nowy szpital”.
Ta kwota była kwestionowana od samego początku. Eksperci szybko zauważyli, że nie uwzględnia ona korzyści, jakie Wielka Brytania otrzymała w zamian, takich jak finansowanie badań naukowych i projektów rewitalizacyjnych na obszarach dotkniętych ubóstwem.
Ale Johnson rozkoszował się kłótnią, powtarzając tę kwotę kilkakrotnie po ogłoszeniu wyników referendum, a na boku autobusu bojowego zwolenników opcji „Vote Leave” widniała słynna informacja o kwocie 350 mln funtów dla NHS.
Czy NHS otrzymała tak bardzo potrzebny zastrzyk środków?
Max Warner, ekspert ds. wydatków na opiekę zdrowotną i społeczną w Institute for Fiscal Studies, twierdzi, że wydatki na opiekę zdrowotną rzeczywiście wzrosły w ujęciu realnym – po uwzględnieniu inflacji.
„Konsekwentnie, z biegiem czasu, sięgając niemal początków NHS, my jako kraj wydajemy na opiekę zdrowotną więcej, mniej więcej każdego roku, niż w roku poprzednim. To prawda w ujęciu realnym, to prawda w odniesieniu do PKB” – mówi. „Ogólnie rzecz biorąc, wydatki na opiekę zdrowotną rosną”.
Jednym z powodów, dla których argument „350 mln funtów tygodniowo na NHS” mógł trafić do wyborców, był spadek tempa wzrostu wydatków od 2010 r., kiedy koalicja konserwatystów i liberałów ograniczyła budżety.
„To było jak w wielu obszarach wydatków publicznych, gdzie nastąpił znaczny wzrost w okresie rządów Partii Pracy, a potem okres cięć budżetowych od 2010 roku” – mówi Warner. „I myślę, że ogólnie widać, że szczególnie od połowy lat 2010. wyniki NHS zaczynają się pogarszać”.
Dwa lata po referendum, w 2018 roku, premier Theresa May wygłosiła przemówienie w szpitalu Royal Free w północnym Londynie, ogłaszając pięcioletnie porozumienie w sprawie finansowania NHS, które zakłada realny wzrost wydatków o 3,4% rocznie. Dodała, że do końca okresu objętego referendum, w latach 2023-2024, oznaczałoby to wzrost wydatków o 394 miliony funtów tygodniowo.
„Część dodatkowych funduszy, które dziś obiecuję, będzie pochodzić z pieniędzy, których nie będziemy już wydawać na naszą roczną składkę członkowską w UE po naszym wystąpieniu” – twierdziła wówczas.
W rzeczywistości wydatki NHS okazały się znacznie wyższe niż May mogła przewidzieć, ze względu na trudności związane z opanowaniem pandemii COVID-19 i leczeniem jej licznych ofiar w 2020 r.
„Wydatki na opiekę zdrowotną, w ujęciu realnym, są znacznie wyższe niż przed pandemią, a to znacznie więcej niż w referendum w sprawie Brexitu ” – mówi Warner. Twierdzi jednak, że nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy opuszczenie UE miało bezpośredni wpływ na późniejszą ścieżkę wydatków na NHS.
Mimo to większość ekonomistów uważa, że gospodarka słabnie w wyniku Brexitu – o co najmniej 4%, a nawet o 8%, według szacunków Rachel Reeves. „Jeśli obniży to dochody podatkowe, a inne czynniki pozostaną niezmienione, to utrudni to zwiększenie wydatków na NHS” – mówi Warner. Dodaje, że to z nawiązką przeważyło nad korzyściami wynikającymi z wstrzymania wpłat do budżetu Brukseli: „Szacujemy, że 4% strata dla PKB miałaby większy wpływ na dochody podatkowe niż 350 milionów funtów tygodniowo”.

2. Większe butelki oliwy z oliwek
W przemówieniu inauguracyjnym kampanii „Vote Leave” Johnson narzekał na UE, „która mówi nam, że nie możemy sprzedawać oliwy z oliwek w pojemnikach większych niż pięć litrów”. Wielokrotnie używał tego samego przykładu w trakcie kampanii – a Gove również nazwał go przykładem szalonej brukselskiej biurokracji.
Charles Carey jest założycielem The Oil Merchant, firmy specjalizującej się w imporcie wysokiej jakości oliwy z oliwek. Od tamtej pory nie zauważył, aby biurokracja zmniejszyła się.
„Niewiele się zmieniło” – mówi. „Przepisy są dokładnie takie same, jak były – na przykład rozmiar i krój czcionki słów „Oliwa z oliwek extra virgin” na przedniej etykiecie muszą być takie same jak w UE. Informacje o wartościach odżywczych są takie same jak w UE, a kody importowe dla butelek i puszek nie uległy zmianie; nadal obowiązuje inny kod dla pojemników o pojemności pięciu litrów lub mniejszych niż dla oliwy luzem”.
Mówi jednak o jednej niewielkiej korzyści wynikającej z Brexitu: etykiety muszą teraz zawierać adres importera, co okazało się pomocne w przyciąganiu do niego nowych klientów, którzy zobaczyli jego produkty w sprzedaży gdzie indziej.

3. „Najłatwiejsza umowa o wolnym handlu w historii ludzkości”
Kobieta w granatowym garniturze wita się z mężczyzną o siwych włosach, ubranym w szary garnitur i krawat Burberry
Theresa May z ówczesnym szefem UE Jeanem-Claude’em Junckerem w 2017 r. Zdjęcie: Xinhua/Rex/Shutterstock

Liam Fox, który został ministrem handlu międzynarodowego, wygłosił to oświadczenie rok po głosowaniu w sprawie Brexitu. Uosabiało ono jednak swobodną pewność zwolenników Brexitu co do szybkości i łatwości, z jaką Wielka Brytania mogłaby wypracować nową umowę z UE – w oparciu o fakt, że obie strony tak bardzo się ze sobą związały w ciągu 40 lat członkostwa w UE.
Jak jednak wspomina Jill Rutter, pracownica think tanku Institute for Government: „Okazało się, że tak nie jest”.
UE odmówiła rozpoczęcia rozmów o stosunkach handlowych z Wielką Brytanią po Brexicie, dopóki nie zostaną ustalone warunki jej wyjścia. May i jej główny negocjator, Olly Robbins, zgodzili się na tę „kolejność”, jak ją nazywano, pomimo wojowniczego sekretarza ds. Brexitu, Davida Davisa, który liczył na to, że stanie się to „kłótnią lata” po tym, jak w marcu 2017 roku uruchomiono artykuł 50, rozpoczynający proces wyjścia.
Ta „umowa o wystąpieniu” obejmowała około 30 miliardów funtów, które Wielka Brytania zapłaciła UE za wyjście z Unii; uregulowanie losu obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii; oraz ustalenie, jak uniknąć twardej granicy w Irlandii. Kwestia granicy stała się przedmiotem zażartej debaty, a UE była zdeterminowana, by nie tylko przepuszczać import przez granicę na jednolity rynek, by udobruchać Brytyjczyków.
Rutter twierdzi, że część problemu polegała na tym, że zwolennicy wyjścia „po prostu nie zrozumieli, w jakim stopniu UE naprawdę wierzy w integralność jednolitego rynku jako całości”.
May, a następnie Johnson, musieli ostatecznie wnioskować o przedłużenie dwuletniego terminu określonego w artykule 50, podczas gdy torysi toczyli zaciętą walkę domową. Po ostatecznej ratyfikacji umowy o wystąpieniu – w styczniu 2020 roku, po miażdżącym zwycięstwie Johnsona w wyborach powszechnych – minęło kolejne 10 miesięcy, aż do Wigilii Bożego Narodzenia tego samego roku, zanim sfinalizowano to, co stało się znane jako „umowa o handlu i współpracy”. Obejmowała ona bezcłowy handel towarami, ale nie zwalniała brytyjskich eksporterów z dodatkowych kontroli celnych i formalności.
Rutter twierdzi, że porozumienie mogłoby potrwać dłużej, gdyby główny negocjator Johnsona, lord David Frost, nie był gotowy na znaczące ustępstwa, w tym w sprawie kontroli regulacyjnych między Irlandią Północną a Wielką Brytanią – tzw. „granicy na Morzu Irlandzkim”, na którą, jak kiedyś mówiła May, żaden brytyjski premier nie mógł się zgodzić. „Jeśli po prostu się poddasz i wystawisz łapy w górę, to możesz zawrzeć umowę” – mówi Rutter.

4. Supermocne odkurzacze
W przemówieniu wygłoszonym na początku kampanii Johnson narzekał, że „to absolutne szaleństwo, że UE mówi nam, jak mocne muszą być nasze odkurzacze”.
W rzeczywistości odnosiło się to do unijnego przepisu z 2014 roku, który określał maksymalny pobór energii przez urządzenia elektryczne, aby zachęcić producentów do zwiększania ich wydajności – a tym samym do tego, by były bardziej przyjazne dla środowiska. Nie określał on jednak ich mocy ssania.
Dla odkurzaczy limit ustalono na 1600 W, a w 2017 roku spadł do 900 W. Dziesięć lat później limit ten nadal obowiązuje w Wielkiej Brytanii, mimo że Jacob Rees-Mogg, pełniąc funkcję ministra ds. możliwości Brexitu, zapowiadał jego obniżenie w 2022 roku. Branża nie domaga się powrotu do produkcji bardziej energochłonnych urządzeń.

5. Strefa wolnego handlu rozciągająca się od Islandii do Turcji
W przemówieniu wygłoszonym w siedzibie partii Vote Leave na południowym brzegu Tamizy Gove obiecał, że Wielka Brytania może opuścić UE, ale pozostać w „strefie wolnego handlu rozciągającej się od Islandii do Turcji”.
Zapytałem Johna Springforda, adiunkta w Centrum Reform Europejskich, czy to się sprawdziło. „Pamiętam to stwierdzenie” – mówi. „Uznałem je za zawoalowany język. Ponieważ cała strategia kampanii polegała na unikaniu jakichkolwiek konkretów dotyczących tego, jakiego rodzaju relacji naprawdę chcą… strefa wolnego handlu może oznaczać wiele różnych rzeczy”.
„Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie inne umowy zawarte między krajami europejskimi, to tak, to jest to „strefa wolnego handlu”. Ale tak naprawdę niewiele nam to mówi, ponieważ oczywiście istnieje ogromna różnica między strefą wolnego handlu a jednolitym rynkiem, jeśli chodzi o zakres, rodzaj kontroli, jakie obejmuje, i jak bardzo ułatwia życie importerom i eksporterom”.
Springford twierdzi, że większość tych umów, zarówno z samą Unią Europejską, jak i np. z Europejskim Obszarem Gospodarczym, obejmującym Islandię, ma „znacznie głębszy charakter” niż umowa o handlu i współpracy, którą ostatecznie podpisał Johnson.
„Najbliższa byłaby umowa stowarzyszeniowa z Ukrainą – ale nawet ona zapewnia znacznie szerszą współpracę regulacyjną” – mówi Springford. Umowa o handlu i współpracy między UE a Wielką Brytanią, podpisana 30 grudnia 2020 r., rzeczywiście zapewniła handel bezcłowy; jednak brak zgody Wielkiej Brytanii na przestrzeganie unijnych przepisów – co zawsze jest dla Johnsona nie do przekroczenia – oznaczał kontrole graniczne i większą biurokrację dla eksporterów. Springford oszacował , że w 2024 r. eksport towarów do UE był o około 15% niższy niż mógłby być bez Brexitu.

6. Przejęcie kontroli nad wodami terytorialnymi Wielkiej Brytanii i wspieranie rybołówstwa
W poście na Facebooku zilustrowanym zdjęciem, na którym uśmiecha się do homara, Johnson powiedział 16 czerwca 2016 r., że głosowanie za Brexitem oznaczałoby, że Wielka Brytania mogłaby „odzyskać kontrolę nad wodami terytorialnymi Zjednoczonego Królestwa, ustalać własną politykę połowową i wspierać rybaków”.
Bertie Armstrong był dyrektorem generalnym Szkockiej Federacji Rybaków w czasie kampanii i przez trzy lata po niej, ponieważ branża próbowała wpływać na negocjacje. Twierdzi, że sektor rybołówstwa był głęboko niezadowolony ze wspólnej polityki rybołówstwa UE, a Brexit „wydawał się jedyną w życiu okazją” do resetu. „Mówiąc najprościej, było to rażąco niesprawiedliwe wobec brytyjskiego sektora rybołówstwa, a zwłaszcza szkockiego” – mówi.
Wykorzystując to niezadowolenie, Nigel Farage, wówczas lider UKIP, w szczytowym momencie kampanii poprowadził flotyllę łodzi rybackich w górę Tamizy do Westminsteru, gdzie natknął się na flotyllę opowiadającą się za pozostaniem w UE, dowodzoną przez Boba Geldofa.
Dziesięć lat później Armstrong ubolewa nad faktem, że po głosowaniu rozmowy w sprawie Brexitu nie przyniosły sektorowi nowego początku, na który liczył. Przed Brexitem kraje UE wyławiały około połowę ryb złowionych w wodach Wielkiej Brytanii. W porozumieniu zawartym w ramach negocjacji zobowiązano się do rezygnacji z około jednej czwartej tego udziału, stopniowo, w ciągu pięciu i pół roku. Nadal odbywają się coroczne konsultacje między Wielką Brytanią a UE w sprawie „całkowitego dopuszczalnego połowu” każdej ryby, na podstawie którego następnie ustalane są kwoty.
Dziś Armstrong mówi: „Sprawy niewiele się zmieniły – wciąż toczymy coroczne zmagania z Europą. To nie jest obraz, jaki mieliśmy na myśli, obraz panowania nad morzami”.

7. Wolność jedzenia bananów o dowolnym kształcie, jaki nam się podoba
Podczas inauguracji kampanii „Vote Leave” w Kornwalii w maju 2016 r. Johnson powiedział, że ma już dość tego, że UE decyduje, „jaki kształt mają mieć nasze banany”.
Brukselscy urzędnicy zakazujący sprzedaży giętkich bananów byli ulubieńcami tabloidów od czasu, gdy eurosceptyczny „The Sun” po raz pierwszy o tym napisał w 1994 roku. Prawdę mówiąc, chociaż przepisy UE określały wytyczne dotyczące tego, co można było sprzedawać jako owoc „klasy ekstra” lub „klasy 1”, nie wprowadzono żadnego zakazu.
A od czasu Brexitu? „Z pewnością rząd nie próbował się tym zająć” – mówi Joël Reland, ekspert ds. regulacji w think tanku UK in a Changing Europe. W rzeczywistości, jak zauważa, niewiele zmieniło się w kwestii przepisów dotyczących tego, co jemy. „Podstawową prawdą jest to, że wyborcy nie chcieli niższych standardów żywności”.

8. „Niezmieniona” granica w Irlandii Północnej
John Major i Tony Blair, którzy obaj byli zaangażowani w proces pokojowy w Irlandii Północnej, rzadko pojawiali się razem w Derry podczas kampanii referendalnej, aby ostrzec, że Brexit może doprowadzić do kontroli granicznych i celnych w Irlandii.
Johnson przez całą kampanię podkreślał, że sytuacja na granicy lądowej między Irlandią Północną, która jako część Wielkiej Brytanii opuści UE, a Republiką Irlandii, która pozostanie dumnym członkiem UE, pozostanie „absolutnie niezmieniona”.
Matthew O'Toole był rzecznikiem prasowym w okręgu wyborczym nr 10 podczas kampanii – doświadczenie to uznał za tak przygnębiające, że porzucił służbę cywilną, by zająć się polityką, i obecnie jest liderem opozycyjnej SDLP w Zgromadzeniu Irlandii Północnej. Dla polityków, dla których pracował w okręgu nr 10, granica „miała być jedynie marginalnym elementem historii, ponieważ, brutalnie rzecz biorąc, nie myśleli zbyt wiele o Irlandii Północnej. Nie była dla nich powodem do zmartwień”.
„Jako specjalista ds. komunikacji średniego szczebla w okręgu nr 10, krzyczałem o tym i grzmiałem. Nie mogę powiedzieć, żeby to cieszyło się szczególną popularnością” – wspomina. „Nawet po referendum ludzie Theresy May po prostu nie akceptowali tego, że to będzie wielka sprawa – ale ostatecznie okazało się to prawdopodobnie najważniejszym problemem negocjacji”.
Po głosowaniu stało się jasne, że rząd Irlandii starannie przygotował się na ewentualność znalezienia się na zewnętrznej granicy UE – i, co zrozumiałe, był zdeterminowany, by nie stracić w rezultacie. „Problem polegał na tym, że numer 10 tak naprawdę nie rozumiał, że będzie to miało egzystencjalne, ogromne znaczenie dla rządu Irlandii, zarówno ze względu na troskę o proces pokojowy, jak i ze względu na członkostwo w jednolitym rynku”.
Uniknięcie „twardej granicy” w kontekście towarów przewożonych z Irlandii Północnej do Republiki Irlandii i na jednolity rynek UE w sposób, który spełniałby żądania zwolenników brexitu dotyczące wolności od Brukseli, stało się najtrudniejszym wyzwaniem dla negocjatorów.
Mężczyzna w ciemnym garniturze i krawacie, z blond włosami, unoszący oba kciuki do góry. Za nim flaga Union Jack.
„W tym momencie stało się już jasne, że granica ma centralne położenie” – mówi O’Toole, ale nikt nie mógł znaleźć rozwiązania, a negocjacje „po prostu trwały i trwały”.
Rozwiązaniem tego problemu, które zaproponowała Theresa May, był „backstop” – opcja awaryjna mająca chronić porozumienie wielkopiątkowe/porozumienie z Belfastu i utrzymać granicę wolną od kontroli celnych. Ostatecznie doprowadziło to do jej odwołania ze stanowiska premiera.
Weszłoby w życie, gdyby nie udało się znaleźć innego rozwiązania – i oznaczałoby, że cała Wielka Brytania nadal przestrzegałaby niektórych przepisów UE. Johnson i jego zwolennicy tego nienawidzili.
Ostatecznie „gotowa do uchwalenia” umowa Brexitu zaproponowana przez Johnsona zakładała umożliwienie Irlandii Północnej pozostania na jednolitym rynku towarów UE – coś, co on i jego zwolennicy początkowo stanowczo odrzucili.
„Irlandczycy i UE nalegali na porozumienie, którego nie chcieli tacy ludzie jak Boris Johnson, a mianowicie na pozostanie Irlandii Północnej na jednolitym rynku w celu regulacji obrotu towarami” – mówi O’Toole. „Jego przewidywania są więc słuszne tylko dlatego, że mylił się we wszystkim innym”.
I choć na granicy nie ma posterunków celnych, jego zdaniem Brexit sprawił, że konstytucyjne porozumienie w Irlandii Północnej stało się bardziej kruche.
„Z całą pewnością można powiedzieć, że ukształtowało to i wpłynęło na lokalną politykę w znacznym stopniu. To jeden z czynników kontekstualizacyjnych, które sprawiły, że nasze instytucje stały się bardziej niestabilne strukturalnie”. Zwraca uwagę na fakt, że zdecentralizowany rząd Irlandii Północnej upadł dwukrotnie od czasu Brexitu. Niedawno łatwość migracji przez granicę była jednym z argumentów krążących w kontekście gwałtownych zamieszek w Belfaście.

9. „Swoboda handlu z całym światem”
Ulotka „Vote Leave” podczas kampanii używała tego hasła, aby zwrócić uwagę na fakt, że Wielka Brytania, jako członek UE, nie mogłaby negocjować własnych umów handlowych z krajami takimi jak Chiny, Indie i Australia. Natomiast Brexit oznaczałby dla nas „swobodę handlu z całym światem”.
David Henig jest dyrektorem UK Trade Policy Project. Wyjaśnia, że Wielkiej Brytanii udało się zawrzeć umowy z kilkoma dużymi gospodarkami od czasu opuszczenia UE – ale niekoniecznie są to świetne umowy; UE zawarła ich równie wiele.
Od 2016 r. Wielka Brytania zawarła umowy z Australią, Nową Zelandią, Indiami, w ramach Wszechstronnego i Progresywnego Porozumienia o Partnerstwie Transpacyficznym (CPTPP), a ostatnio także z krajami Zatoki Perskiej.
Jednak w tym czasie UE zawarła również porozumienia z Australią, Nową Zelandią i Indiami, a także z Indonezją i czteropodmiotowym południowoamerykańskim blokiem handlowym Mercosur. Biorąc pod uwagę te dwie listy, trudno dopatrzeć się dowodów na to, że awanturnicza Wielka Brytania wyprzedza sklerotyczną Unię Europejską.
Na początku po Brexicie zmarnowano wiele czasu i energii politycznej, próbując zawrzeć umowę ze Stanami Zjednoczonymi, które były niechętnym partnerem jeszcze przed protekcjonistyczną drugą kadencją Donalda Trumpa.
Tymczasem umowy z Australią i Nową Zelandią wywołały oburzenie wśród brytyjskich rolników, którzy obawiali się gwałtownego wzrostu importu mięsa po obniżonych cenach. Henig twierdzi, że brytyjscy negocjatorzy byli zbyt hojni, ze względu na silną potrzebę bycia postrzeganym jako osoby, która zawiera umowy po Brexicie. „Australia nas oskuała, bo mogła” – mówi.
Sugeruje, że nowsze porozumienia – w tym CPTPP, którego członkami są Kanada, Japonia, Chile i Wietnam – były negocjowane ostrożniej i mogą ostatecznie okazać się bardziej korzystne. „Ten zespół negocjacyjny spisał się dobrze. To jedyne, na które można było z całą pewnością wskazać i powiedzieć: «To był dobry wynik»”.
Henig twierdzi, że w nadchodzących miesiącach i latach szanse na lawinę nowych umów są niewielkie. „Najprostsze i najważniejsze zostały już zawarte. Pozostają Stany Zjednoczone i Chiny jako dwa główne kraje, które nie zostały zawarte, a oba są przedmiotem kontrowersji politycznych. Prawdziwym problemem było to, że nigdy nie było dużego pola do popisu”.

10. System migracji oparty na punktach, na wzór australijski, mający na celu „odzyskanie kontroli nad naszymi granicami”
Grupa Farage'a, prowadząca kampanię Leave.EU, skupiła się na kwestii migracji, publikując prowokacyjne billboardy przedstawiające kolejki uchodźców i twierdząc, że Wielka Brytania jest u progu załamania. Vote Leave podchodziło do sprawy ostrożniej, ale wciąż wielokrotnie argumentowało, że kontrola nad migracją będzie kluczową korzyścią z Brexitu, jednocześnie wywołując widmo przystąpienia do UE nowych krajów, takich jak Turcja, których obywatele uzyskaliby prawo do życia i pracy w Wielkiej Brytanii.
Dziesięć lat później Turcja nadal nie przystąpiła do UE. Zamiast doprowadzić do ograniczenia migracji, Brexit w rzeczywistości spowodował wzrost liczby migrantów pracujących w Wielkiej Brytanii, ponieważ rząd Johnsona starał się uniknąć niedoborów siły roboczej – zwłaszcza w próbach ratowania upadającego sektora opieki po pandemii COVID-19.
Springford z Centrum Reform Europejskich twierdzi, że nie był to „australijski system punktowy”, w którym potencjalni migranci są oceniani na podstawie takich czynników jak wykształcenie, znajomość języków i doświadczenie.
Zamiast tego, system obowiązujący w Wielkiej Brytanii po Brexicie pozwalał pracodawcom na zatrudnianie pracowników, o ile spełniali oni określony próg płacowy. „Osiągnęliśmy dość liberalny system – który nie był oparty na punktach, ale w dużej mierze był kierowany przez pracodawców” – mówi. „Był on bardzo ukierunkowany na opiekę zdrowotną i społeczną, ponieważ była ona w kryzysie; a także na studentów, aby utrzymać uniwersytety na właściwej drodze”.
W obliczu przewidywanego gwałtownego spadku liczby przyjeżdżających studentów z UE, którzy nie będą już mogli płacić takich samych opłat jak studenci krajowi, co zagrozi finansom uniwersytetów, rząd Johnsona ogłosił, że zagraniczni absolwenci będą mogli pozostać na uczelni przez dwa lata, poszukując jednocześnie pracy.
W wyniku tych zmian, a także specjalnych programów dla osób z Ukrainy i Hongkongu, migracja netto do Wielkiej Brytanii osiągnęła szczyt na poziomie 944 000 w roku kończącym się w marcu 2023 roku – ponad trzykrotnie więcej niż przed Brexitem. Jednak dla porównania, w najnowszych badaniach Springford i inny ekonomista, Jonathan Portes, wykazali, że porównywalne kraje UE również odnotowały wyższą migrację od czasu pandemii COVID-19.
W obliczu populistycznego sprzeciwu wobec tzw. „Boriswave”, który rozgorzał w Wielkiej Brytanii, kolejne rządy zaostrzyły politykę imigracyjną – podnosząc progi płacowe, likwidując wizy socjalne i utrudniając studentom zagranicznym pozostanie w kraju. Springford mówi: „Teraz znajdujemy się w sytuacji, w której wiele z tej elastyczności jest nam odbierane i zobaczymy, jak gospodarka się dostosuje”.

11. Ognisko brukselskiej biurokracji
Dominic Raab, jeden z bardziej bojowych działaczy ruchu Vote Leave, a później minister ds. Brexitu, powiedział podczas kampanii: „Odzyskując demokratyczną kontrolę nad sposobem stanowienia prawa, możemy wyeliminować niepotrzebne regulacje”.
Verity Davidge jest dyrektorką ds. polityki w organizacji branżowej Make UK. „Gdybyś zapytał całą salę producentów: »Czy od czasu Brexitu doszło do lawiny regulacji?«, zapadłaby głucha cisza” – mówi.
Pójśce własną drogą bywało czasem bardziej, a nie mniej kosztowne dla firm – jak w przypadku stworzenia znaku UKCA, potwierdzającego zgodność produktów z brytyjskimi normami. Miał on zastąpić unijną wersję znaku CE dla produktów sprzedawanych na rynku brytyjskim. Jednak gdy zbliżał się termin końcowy w 2023 roku, rząd zdecydował, że znak CE nadal będzie ważny.
Dla firm, które już przeszły na nowy system UKCA, było to kosztowne. „To świetny przykład tego, jak bardzo teraz dublujemy nasze wysiłki” – mówi Davidge.
W wielu obszarach przepisy zostały utrzymane od czasu Brexitu – i nie bez powodu. „Nie chcemy niższego poziomu bezpieczeństwa i higieny pracy w branży, w której maszyny mogą na przykład zabijać ludzi” – mówi Davidge. „Można śmiało powiedzieć: »Zlikwidujmy przepisy«. Jakie przepisy tak naprawdę będą powstrzymywać firmy przed inwestowaniem i rozwojem? Wiele z nich to kwestie, których rządy i tak nie ruszą”.
Zdarzały się przykłady „rozbieżności” z przepisami UE – na przykład w zakresie edycji genów w rolnictwie, gdzie Wielka Brytania ma nadzieję być liderem rynku, oraz w zakresie licencjonowania dodatków do żywności. Jednak w niektórych sektorach, takich jak chemikalia czy farmaceutyki, Partia Pracy sugeruje obecnie większe dostosowanie przepisów – innymi słowy, dostosowanie ich do przepisów UE – w nadziei na wynegocjowanie lepszego dostępu do rynków kontynentu w przyszłości.

12. Więcej wsparcia dla rolników
Minister rolnictwa George Eustice, inicjując w czasie referendum kampanię pro-brexitową pod nazwą „Rolnicy dla Wielkiej Brytanii”, powiedział: „Rząd Wielkiej Brytanii będzie nadal udzielał rolnikom i środowisku tyle samo wsparcia – a może nawet więcej – ile otrzymują teraz”.
Tom Bradshaw, prezes Krajowego Związku Rolników, twierdzi, że w rzeczywistości to nieprawda. „Chociaż dane liczbowe mogą być bardzo podobne, w rzeczywistości nie nadążają one za inflacją. Budżet pozostaje statyczny”. Pod rządami ciągłości budżetu zaszły jednak radykalne zmiany: odeszliśmy od wspólnej polityki rolnej UE (WPR), która nagradzała rolników w zależności od powierzchni gruntów, do nowego programu zarządzania gruntami środowiskowymi, który płaci im za realizację celów ekologicznych.
„Rolnicy otrzymują wynagrodzenie za tworzenie siedlisk, za ochronę środowiska i otrzymują te płatności od rządu” – mówi Bradshaw. „Może to być sadzenie karmy dla dzikich ptaków lub mieszanek dla trzmieli; może to być tworzenie marginesów w celu ochrony cieków wodnych lub inne metody zarządzania żywopłotami – niektóre z nich nadają się do wypasu zwierząt gospodarskich i są kompatybilne z uprawą roli. Inne wyłączają ziemię z produkcji, aby zapewnić siedliska środowiskowe”.
Wielu ekologów z zadowoleniem przyjęło przejście na nowe podejście, ale Bradshaw twierdzi, że zmiana była chaotyczna i obawia się, że może nie zapewnić bezpieczeństwa żywnościowego Wielkiej Brytanii.
„Mieliśmy do czynienia z prowizoryczną transformacją, w której połowa branży rolniczej korzysta obecnie z programu zachęt do zrównoważonego rolnictwa, a połowa nie” – mówi. „Niektórzy powiedzieliby, że jest to wiodący na świecie program. Inni powiedzieliby, że produkcja żywności jest przez to niezwykle narażona, ponieważ nie ma już tego poziomu odporności, który wcześniej zapewniały programy wsparcia”.
Dodaje, że dla niektórych kategorii gospodarstw odejście od WPR było szczególnie trudne. „Region kraju, w którym transformacja była najtrudniejsza, to tereny górskie. Pamiętam jeden z cytatów Borisa Johnsona o „słonecznych terenach górskich”. Powiedziałbym, że gdybyś rozmawiał z rolnikiem z terenów górskich, niewielu powiedziałoby, że są słoneczne”.

13. Silniejsza unia między Anglią a Szkocją
„Jeśli zagłosujemy za wyjściem” – powiedział Gove w maju 2016 roku – „to myślę, że unia [między Anglią a Szkocją] będzie silniejsza”. Dodał: „Szkocki nacjonalizm wzrósł, odkąd przystąpiliśmy do Unii Europejskiej”.
Sami Szkoci z pewnością nie byli zwolennikami Brexitu: 62% głosowało za pozostaniem w UE, a 38% za wyjściem. Wbrew oczekiwaniom Gove'a, poparcie dla niepodległości Szkocji wzrosło po referendum. Sondaż przeprowadzony przez NatCen wykazał, że w 2016 roku 46% Szkotów chciało opuścić Wielką Brytanię, a w 2019 roku odsetek ten wzrósł do 56%.
Szkocka Partia Narodowa (SNP) pod przewodnictwem Nicoli Sturgeon utrzymała władzę w Holyrood, potępiając chaos w Westminsterze, gdy negocjacje w sprawie Brexitu zakończyły się fiaskiem, i opowiadając się za odrębną polityką w kwestiach takich jak migracja, gdy pojawiło się nowe porozumienie poza UE. Polityka SNP zakłada, że niepodległa Szkocja natychmiast złoży wniosek o ponowne przystąpienie do UE. Wymagałoby to jednak rozmów akcesyjnych z 27 państwami członkowskimi, a plan ten najwyraźniej nie zwiększył poparcia dla odłączenia się od reszty Wielkiej Brytanii.
Choć Szkocka Partia Narodowa (SNP) była nadal największą partią w ostatnich wyborach do parlamentu szkockiego (mimo że nie uzyskała bezwzględnej większości), poparcie dla niepodległości spadło poniżej 50%.
Co być może bardziej wymowne, kwestia ta jest mało istotna. Zapytani niedawno przez YouGov o „najważniejsze problemy, przed którymi stoi obecnie Szkocja”, zaledwie 12% wskazało na konstytucyjną przyszłość kraju – w porównaniu z 47%, które wskazały na gospodarkę, i 45% na zdrowie.
Gove mógł więc nie mieć racji, twierdząc, że Brexit wzmocnił unię, ale nie doprowadził też do rozpadu Wielkiej Brytanii, jak mieli nadzieję – lub obawiali się – niektórzy Szkoci, gdy ogłoszono wynik referendum.


6.

Były negocjator ds. Brexitu twierdzi, że Wielka Brytania mogłaby powrócić do UE w „krótkim” terminie, gdyby tego chciała
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jun/23/uk-eu-brexit-visegrad-four-czech-republic-hungary-poland-slovakia-latest-news-updates
Michel Barnier, były negocjator UE ds. brexitu, powiedział, że Wielka Brytania może powrócić do UE w „krótkim” terminie ze względu na wciąż obowiązujące przepisy regulujące.
Dodał, że kraj ten mógłby również przystąpić do nowej Europejskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony, którą promuje, aby umożliwić bardziej formalną współpracę z krajami europejskimi spoza UE, takimi jak Wielka Brytania i Norwegia.
„Bardzo ważne jest, abyśmy byli razem, a nie podwykonawcą Chin czy Stanów Zjednoczonych” – powiedział Barnier, mówiąc o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa gospodarczego w Europie.
Nie chciał podać konkretnego terminu ewentualnego ponownego przystąpienia do UE, ale stwierdził: „Może być krótki”.
Przewidział, że „rządowi Wielkiej Brytanii zajmie znacznie więcej czasu” „podjęcie decyzji o ponownym przystąpieniu” niż samo uzyskanie członkostwa.
Przemawiając na konferencji w Wielkiej Brytanii poświęconej rocznicy Brexitu, Changing Europe, Barnier powtórzył swoje ostrzeżenie, że w przypadku Wielkiej Brytanii „nie będzie wybiórczego traktowania”.
Mogłaby szybko powrócić do UE, ale nie byłoby „niepodzielności czterech swobód” jednolitego rynku, obejmujących swobodny przepływ siły roboczej, kapitału, usług i towarów.
„Nie podejmiemy żadnego ryzyka” – powiedział.
Zasugerował jednak również możliwość dołączenia Wielkiej Brytanii do grupy spoza głównego kręgu, współpracującej z ważnymi sojusznikami w Europie, takimi jak Norwegia i Ukraina, w kwestiach takich jak bezpieczeństwo.
„Zaproponowałem utworzenie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony obok obecnej instytucji, w duchu koalicji chętnych, dobrze i skutecznie współpracujących na rzecz wsparcia Ukrainy z rządem brytyjskim i wieloma innymi.
Myślę, że w tym scenariuszu sprytnym i pożytecznym rozwiązaniem mogłoby być stworzenie czegoś, co nazywam Europejską Radą Bezpieczeństwa i Obrony, jako instytucji otwartej dla niektórych krajów odgrywających kluczową rolę poza UE, które jeszcze do niej nie należą.
Tymczasem były negocjator ds. Brexitu David Frost powiedział, że Andy Burnham, jeśli zostanie premierem, powinien porzucić dużą część propozycji Keira Starmera dotyczących resetu stosunków z UE.
W szczególności powinien porzucić plany obejmujące umowę dotyczącą żywności i napojów, które miały na celu zmniejszenie biurokracji dla brytyjskich eksporterów do UE.
Przemawiając na konferencji UK in a Changing Europe, powiedział, że jego zdaniem Keir Starmer i jego zespół nie przemyśleli należycie swojego „resetu” , a dążenie do porozumień, które zmusiłyby Wielką Brytanię do bycia odbiorcą reguł, a nie ich twórcą, było błędem.
„Nie sądzę, żeby zwolennicy resetu uważali go za przemyślany w sposób właściwy” – powiedział o ustępującym kierownictwie Wielkiej Brytanii. „Nie przemyśleli wystarczająco dokładnie wyborów i procesów” – dodał.
„Myślę, że moja rada dla Andy’ego Burnhama brzmiałaby tak: jeśli musicie kontynuować reset, to nie poddawajcie się nowym prawom” – powiedział, dodając: „nie kontynuujcie prac nad SPS, ETS, energią elektryczną”, odnosząc się do umowy dotyczącej środków sanitarnych i fitosanitarnych, żywności i napojów, a także systemu handlu emisjami (porozumienie w sprawie pobierania opłat za emisję dwutlenku węgla wiązaną z produkcją).
Powiedział, że są to „elementy, które obejmują prawo UE”, dodając, że jeśli Burnham „musi kontynuować program Erasmus i inne rzeczy” w dziedzinie kultury, w tym mobilności młodzieży, „proszę nas przekonać, że jest to dobre wykorzystanie naszych zasobów”.
Jego uwagi padły dzień po tym, jak UE przełożyła zaplanowany na 22 lipca szczyt z rządem Wielkiej Brytanii, mający na celu uzgodnienie kwestii SPS, ETS i mobilności młodzieży.
Rozmowy na temat mobilności młodzieży do niedawna pozostawały w impasie z powodu odmowy Wielkiej Brytanii przystąpienia do żądania UE, aby obywatele UE mogli studiować na brytyjskich uniwersytetach w oparciu o czesne pobierane w kraju.
Frost powiedział, że jest „sceptyczny co do tego, czy to właściwy moment” na zawarcie umowy o mobilności młodzieży i „udzielanie Europejczykom ustępstw, których nie udzielamy innym”, takich jak czesne.


8.

Burmistrz Londynu: „Jedyną drogą naprzód jest powrót do UE”.
Sadiq Khan wzywa kraj i Partię Pracy do wycofania się z Brexitu: „Gospodarka stolicy straciła 30 miliardów dolarów; był to największy akt masochizmu w historii Wielkiej Brytanii”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/06/23/news/sindaco_di_londra_sadiq_khan_brexit_tornare_ue-425427680/?ref=RHLM-BG-P8-S3-T1-fdg9
Sadiq Khan jest burmistrzem Londynu od 9 maja 2016 roku, zaledwie kilka tygodni przed referendum w sprawie Brexitu (23 czerwca), które dziś obchodzi 10. rocznicę i na zawsze zmieniło Wielką Brytanię. Z tego powodu Khan wzywa kraj i jego Partię Pracy do „jak najszybszego powrotu do UE”.
Ale oni go nie słuchają.

Tymczasem, to jedyny sposób na obniżenie kosztów utrzymania, poprawę standardów życia obywateli i inwestowanie w usługi publiczne. Brexit był największym aktem ekonomicznego masochizmu w naszej historii, spowodowanym kłamstwami Farage'a, Johnsona i innych. Gospodarka stolicy jest o 30 miliardów uboższa. Londyńczycy stracili średnio 3500 funtów na osobę.

- Co pan czuł, gdy dowiedział się o wynikach referendum w sprawie Brexitu?

- Ta noc mnie zniszczyła. To był jeden z najbardziej druzgocących wstrząsów dla Londynu od czasu nazistowskiego Blitzu, ataków terrorystycznych i kryzysu finansowego w 2008 roku. Europejczycy byli przerażeni. Trudno było ich przekonać, żeby nie opuszczali stolicy, mimo że niestety nawet dziś więcej Europejczyków ucieka niż przyjeżdża. Bałem się o gospodarkę stolicy, o finanse i wiele innych sektorów. A potem pandemia, konsekwencje wojen na Ukrainie i w Iranie… to było niezwykle skomplikowane 10 lat. Ale przetrwaliśmy, a Londyn ponownie zaczął przyciągać inwestycje, bogactwo i miejsca pracy.

- W ciągu tej strasznej dekady otrzymywał pan też wiele gróźb śmierci. Jak trudno było ci się z tym pogodzić?

- „Dużo. Nadal jestem pod ochroną policji. To nie powinna być cena za bycie burmistrzem. Wiem tylko, że kiedy Donald Trump został wybrany na prezydenta USA w 2016 roku, groźby pod moim adresem wzrosły o 2000%. A w jego drugiej kadencji wzrosły o 100%. Słowa w internecie mają konsekwencje w świecie rzeczywistym”.

- Dlaczego Trump i świat Maga są tak przeciwni jej i Londonowi?

- Ponieważ jesteśmy postępowym, liberalnym, zróżnicowanym, wielokulturowym i niezwykle odnoszącym sukcesy miastem. Londyn jest uosobieniem wszystkich tych, którzy wierzą w jedną grupę etniczną, jedną religię, jedną kulturę. Dlatego Trump i MAGA nas atakują. Ale Chiny i Rosja również szerzą dezinformację, po części dzięki lenistwu internetowych gigantów. Ale my, londyńczycy, jesteśmy dumni, że żyjemy w coraz czystszej, gościnnej, zamożnej i bezpiecznej metropolii.


9.

https://wyborcza.pl/7,75968,32869172,apel-do-polakow-i-ukraincow-wersja-polska-i-ukrainska.html#s=S.TD-K.C-B.17-L.1.duzy
"Mamy świadomość tragicznych momentów polsko-ukraińskiej historii, które politycy wykorzystują do swoich własnych celów. Dziś jednak nasze wspólne zadanie to powstrzymanie putinowskiej Rosji". Apel polskich i ukraińskich mediów.
Kryzys, w jakim w ostatnim czasie znalazły się relacje polsko-ukraińskie, poważnie nas niepokoi. Dlatego zdecydowaliśmy się opublikować wspólny apel w mediach polskich i ukraińskich.

Apel polskich i ukraińskich redakcji. "To godzina próby dla Polaków i Ukraińców"
Ukraina już dwanaście lat stawia czoło zbrodniczej agresji Putina, od prawie pięciu lat ma ona charakter pełnoskalowej wojny. Broni Polskę i Europę przed imperializmem rosyjskim.
Ta obrona ma swój dramatyczny koszt. Setki tysięcy Ukrainek i Ukraińców zginęło bądź zostało rannych, miliony musiały uciekać z domów, duża część kraju jest okupowana, na miasta i wsie codziennie spadają bomby.
Polska od pierwszych godzin rosyjskiej inwazji wraz z europejskimi sojusznikami spieszy Ukrainie z pomocą, przekazując sprzęt wojskowy, pieniądze, pomoc humanitarną i przyjmując blisko 2 mln ukraińskich uchodźców. Skala polskiej solidarności z Ukrainą w 2022 r. zadziwiła świat.
Niestety, obecne napięcia wpływają też negatywnie na postawy wobec Ukrainek i Ukraińców, którzy stali się tak ważną częścią polskiego społeczeństwa, oraz na postrzeganie Polaków przez Ukraińców. To dodatkowe wyzwanie dla polityków, mediów, społeczeństwa obywatelskiego i obywateli obu naszych krajów.
Mamy świadomość tragicznych momentów polsko-ukraińskiej historii, które politycy wykorzystują do swoich własnych celów. Dziś jednak nasze wspólne zadanie to powstrzymanie putinowskiej Rosji. Czas na poważne rozmowy o przeszłości, na wyznanie win i pojednanie przyjdzie wtedy, gdy Ukraina - przy wsparciu sojuszników - pokona agresora.
Rosja od lat sieje dezinformację na potężną skalę i próbuje wbijać klin między Polaków i Ukraińców. Obecny kryzys w relacjach ułatwia jej to działanie.
To godzina próby dla Polaków i Ukraińców. Nasi politycy powinni okazać mądrość i rozsądek, szukać porozumienia i wyjścia z kryzysu. Nasze społeczeństwa nie powinny zaś ulegać manipulacji i nadal się wspierać. W imię wspólnej przyszłości, w której Polska i Ukraina mogą razem odegrać kluczową rolę w Unii Europejskiej.
W 2013 roku we wspólnym oświadczeniu prezydent Ukrainy w latach 1994-2005 Leonid Kuczma oraz prezydent Polski w latach 1995-2005 Aleksander Kwaśniewski napisali: "W przeddzień 70. rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu prosimy naszych rodaków, aby zrobili wszystko, aby uczczenie pamięci ofiar dawnych konfliktów nie stało się narzędziem do zaognienia stosunków i zmarnotrawienia dotychczasowych zdobyczy procesu pojednania między naszymi narodami".
Dziś ten obowiązek spoczywa na nas wszystkich.


10.

Putin: Rosja jest gotowa do negocjacji z Ukrainą, ale na podstawie porozumień osiągniętych w Stambule
https://www.pravda.com.ua/news/2026/06/23/8040766/
Rosja jest gotowa do rozmów pokojowych z Ukrainą w oparciu o porozumienia ze Stambułu z 2022 roku, powiedział prezydent Rosji Władimir Putin. „Rosja, jak wielokrotnie powtarzano, jest gotowa do rozmów pokojowych z Ukrainą. Jesteśmy gotowi na podstawie porozumień osiągniętych w Stambule i podpisanych przez delegację ukraińską” – powiedział Putin podczas spotkania z członkami rosyjskiego rządu. „Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy odchodzić od tych porozumień” – dodał. Przywódca Kremla oświadczył również, że porozumienia osiągnięte w Anchorage i realia na miejscu muszą zostać uwzględnione w negocjacjach z Kijowem. „Na podstawie porozumień osiągniętych w Stambule, warunków omówionych w Anchorage i realiów na miejscu. A także na podstawie zasady, którą przedstawiłem kilka lat temu w moim przemówieniu w rosyjskim MSZ” – powiedział Putin. „Będziemy postępować w oparciu o to, co zostało już uzgodnione. Będziemy nadal z ufnością postępować we wszystkich obszarach, zapewniając bezpieczeństwo naszym obywatelom. Będziemy zajmować się kwestiami gospodarczymi w całym kraju i we wszystkich regionach Rosji, opierając się na naszych działaniach na rzecz stabilizacji gospodarczej, finansów publicznych i wzmocnienia Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej” – podsumował prezydent Rosji.

Władimir Putin oświadczył, że atakując dronami w Rosji, Kijów stara się stworzyć wrażenie, że znajduje się w „pozycji siły” przed ewentualnym wznowieniem negocjacji z Moskwą. Podczas posiedzenia rządu Putin powiedział, że Ukraina „ma tylko jeden cel: stworzyć sobie sprzyjające warunki w przypadku rozpoczęcia, a raczej wznowienia, negocjacji pokojowych, przerwanych z inicjatywy Ukrainy, z tak zwanej pozycji siły”. Ale „rzeczywistość na polu bitwy jest zupełnie inna” – dodał przywódca Kremla. W ostatnich tygodniach siły ukraińskie zintensyfikowały ataki dronów, zwłaszcza na obiekty energetyczne głęboko na terytorium Rosji. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Siergiej Szojgu powiedział z kolei, że rząd pracuje nad poprawą swoich zdolności reagowania na ataki. „Trwają intensywne prace nad przeciwdziałaniem i rozwojem nowych systemów obrony przed dronami. Głowa państwa, Ministerstwo Obrony, gubernatorzy i przemysł zwracają na to dużą uwagę” – powiedział Szojgu. „W związku z tym mam nadzieję, że wraz z wdrażaniem nowych projektów i nowych systemów sytuacja naturalnie ulegnie poprawie” – dodał Sekretarz Rady Bezpieczeństwa.


11.

Rosną napięcia między Ukrainą a Białorusią: po ultimatum Zełenskiego Putin spotyka się z Łukaszenką.
Prezydent Ukrainy zwrócił się do Mińska z prośbą o usunięcie w ciągu tygodnia łączy radiowych, z których korzystały rosyjskie drony do ataku na Kijów
https://www.repubblica.it/esteri/2026/06/23/news/ucraina_bielorussia_ultimatum_zelensky_putin_incontra_lukashenko-425428456/?ref=RHLM-BG-P7-S2-T1-fdg12
Napięcia na granicy ukraińsko - białoruskiej nadal rosną, co budzi obawy o eskalację. Wczoraj Moskwa zajęła stanowisko w tej sprawie, zapowiadając spotkanie Putina z Łukaszenką w celu oceny rozwoju sytuacji. Nowy konflikt wynika z ultimatum wydanego w zeszły piątek przez prezydenta Zełenskiego, który zażądał od Mińska usunięcia w ciągu tygodnia łączy radiowych używanych przez rosyjskie drony do bombardowania Kijowa i zaprzestania rafinacji ropy naftowej przeznaczonej dla najeźdźców: „W przeciwnym razie zrobimy to sami”. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow mówił o „agresywnym zagrożeniu dla suwerenności Białorusi”: „Jestem przekonany, że Mińsk jest w pełni zdolny do obrony”.
Naczelny dowódca sił ukraińskich, generał Syrski, od tygodni bije na alarm w związku z możliwą ofensywą rosyjską z północy, podobną do ataku rozpoczętego wiosną 2022 roku, mającą na celu utworzenie drugiego frontu i tym samym udzielenie wsparcia moskiewskim brygadom walczącym w regionach południowych. Tam najnowsza generacja dronów wprowadzonych przez Kijów – sterowane przez sztuczną inteligencję drony Hornety – dziesiątkuje kolumny zaopatrzeniowe maszerujące w kierunku linii frontu. Na Białorusi łączność jest jednak bezpieczna, a atak stanowiłby wyzwanie dla armii ukraińskiej, która zmaga się z niedoborami żołnierzy.
Obecnie jednak satelity nie wykryły żadnych ruchów wojsk ani formacji pojazdów pancernych, mimo że Moskwa w przeszłości udowodniła swoją zdolność do szybkiego przerzutu dużych jednostek koleją. Białoruska opozycja na uchodźstwie potwierdziła wczoraj obawy Kijowa, publikując dossier. Twierdzi się w nim, że Łukaszenka przygotowuje się do wojny u boku Putina: od 2022 roku liczba żołnierzy-ochotników wzrosła półtorakrotnie; 289 000 rezerwistów jest mobilizowanych z niezwykłą częstotliwością; na Białorusi rozmieszczono rosyjską taktyczną broń jądrową, która ma być wykorzystana przez lokalne jednostki w razie konfliktu.
Niektórzy analitycy postrzegają ultimatum Zełenskiego jako inicjatywę polityczną mającą na celu przeciwdziałanie otwartości Białego Domu wobec Łukaszenki: Stany Zjednoczone zmniejszają sankcje i zachęcają do handlu. Ta strategia, mająca na celu oddzielenie Mińska od Moskwy, zdaniem Kijowa działa na korzyść Putina, ponieważ zwiększa jego możliwości wykorzystania sojusznika do wzmocnienia machiny wojennej. W szczególności rafinerie w Mozyrzu i Nowopołocku podobno pracują na pełnych obrotach, aby zrekompensować straty poniesione przez rosyjskie rafinerie, które padły ofiarą ukraińskich ataków.
I tak kwestia anten do naprowadzania zabójczych dronów, wymuszona przerwaniem połączeń satelitarnych Starlink w styczniu przez firmę Elona Muska, dała Zełenskiemu idealny pretekst do stygmatyzacji działań Białorusi. Od lata 2022 roku Łukaszenka unika wciągania się w konflikt, ale poprawił szkolenie swoich żołnierzy, częściowo dzięki przybyciu weteranów Wagnera. Jego autonomia wobec Kremla jest jednak bardzo ograniczona, co może zagrozić sytuacji na granicy z Ukrainą.


12.

https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32872480,ukrainska-poczta-oskarza-polskich-celnikow-o-blokowanie-przesylek.html
 


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga