DRUGI OBIEG
Niedziela, 19 lipca 2026
1.
To może D.O. zaproponuje Czytelnikom niedzielną zabawę – konkurs na najgłupszą
i najbardziej irytującą reklamę telewizyjną?
D.O. ma kilka swoich typów, ale zdradzi tylko tę najidiotyczniejszą. To reklama
płynu, po którym - jak sam reklamodawca przyznaje - chce się żygać.
A jakie są twoje typy, Czytelniku?
D.O. doda, że nie jest reprezentatywny, ponieważ TV włącza wyłącznie późnym
wieczorem i wydaje mu się, że rynek reklamowy zdominowany jest przez
producentów tegoż płynu, który kolorem, zapachem, pienistością bardzo zbliża
się do moczu. Tymczasem w skali całodobowej, to nie ów płyn jest lderem, tylko
to, co poniżej.
Dodajmy, że to wersja letnia, bo już od września pierwsze miejsce zajmą
produkty farmaceutyczne, w ogromnej większości zupełnie niepotrzebne, a służące
jedynie drenowaniu twojej, Czytelników kieszeni i nabijaniu kabzy cwaniakom,
którzy na obie żerują.
Telewizję w Polsce w ostatnich dwóch miesiącach zdominowała branża handlowa
(sklepy i dyskonty), a tuż za nią farmaceutyki. (Źródło: gemiusAdReal)
Najbardziej aktywna branża w telewizji
Handel – lider całego rynku TV w czerwcu
Najczęściej emitowane reklamy to
Media Expert – najwięcej emisji w telewizji w czerwcu 2026
(marka zajęła 1. miejsce w TV i radiu)
Lidl – bardzo wysoka aktywność, choć w czerwcu nie był liderem TV
Farmaceutyki i żywność – silna obecność, ale bez jednej dominującej marki
Handel odpowiadał za 41,4% kontaktów reklamowych online, ale w TV również był
kategorią nr 1.
Najczęściej emitowane w TV w ostatnich 2 miesiącach:
Media Expert – czerwiec: najwięcej emisji w telewizji
Lidl – maj: największa liczba kontaktów reklamowych w TV
Kaufland / inne sieci handlowe – wysoka częstotliwość emisji
Farmaceutyki – duża liczba emisji, choć bez jednego absolutnego lidera
Żywność i FMCG – stabilnie wysoka obecność.
FMCG to skrót od Fast-Moving Consumer Goods, czyli dóbr szybkozbywalnych, w
praktyce: produkty codziennego użytku, które kupujemy często, zużywamy szybko i
które mają stosunkowo niską cenę jednostkową.
2.
4 lata temu
1.
Lądowaliście kiedyś w Rzymie od Północy? To z pewnością zauważyliście kilka
niecek, ewidentnych pozostałości kraterów wulkanicznych i ogromne, zygzakowate
rozpadliny, dziś zasklepione: można je poznać po ciemniejszej zieleni.
Tak, tak; ten obszar kiedyś się dosłownie gotował, wybuchały wulkany, liczne
trzęsienia ziemi powodowały głębokie rozstąpienia terenu na obszarze 1600 km2
dzisiejszego lądu. Chociaż to było, dawno, dawno temu, ślady tej aktywności są
jeszcze doskonale widoczne, zwłaszcza z lotu ptaka.
Lecący z Północy samolot drży, jak to zwykle bywa przy przelocie znad morza nad
ląd i odwrotnie, Kieruje się znad Morza Tyrreńskiego nad jezioro Bolsena,
ogromne, choć we Włoszech oczywiście nie największe, potem, nim usiądzie na
terenie gminy Fiumicino (Rzeczułka), przelatuje jeszcze nad jeziorem Bracciano.
Gdzie D.O. spędził większą część niedzieli.
2.
Jezioro Bracciano powstało na skutek wypełnienia wodą wielkiego leja,
powstałego w wyniku zapadnięcia kaldery wielkiego wulkanu. Jego głębokość to
160 metrów. Jest w nim mnóstwo ryb, bo licencje na połowy ma zaledwie kilku
rybaków z trzech nadjeziornych miasteczek: Anguillara Sabazia, Bracciano i
Trevignano al Lago. Gdzie D.O. spędził większą część niedzieli.
3.
Do Trevignano D.O. przyjeżdżał czasem ze swymi małymi dziećmi. Nie, żeby się
kąpały: od tego było morze, ale bo tam bardzo ładnie i od Rzymu niecałe 60 km.
No i na początku miasteczka jest lodziarnia, która osładzała dzieciom trudy
podróży. Ale i one lubiły się przechadzać w cieniu drzew i drzewek deptakiem
wzdłuż brzegu jeziora. I przechadzając się nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy o
czymś zupełnie niesamowitym: vis-s-vis, na południowym brzegu jeziora, w
miejscowości La Marmotta, kilkaset metrów na zachód od Anguillary, podwodni
archeolodzy znaleźli na głębokości 7,5 m zatopioną osadę neolityczną,
zamieszkaną przez pięćset lat, od 5700 do 5200 pne! Osada składała się z co
najmniej siedmiu dużych prostokątnych domów starannie, geometrycznie ułożonych.
Osada została opuszczona nagle, znaleziono więc wiele szczątków, które
pozwalają dowiedzieć się sporo rzeczy o życiu jej mieszkańców. Odnaleziono w
porzuconych i naczyniach nasiona pszenicy i jęczmienia oraz kości kóz, owiec i
psa. Fakt, że kości i zboża znaleziono w tych samych kociołkach sugeruje, że,
gdy przydarzyło się ostatnie nieszczęście to właśnie było gotowane jedzenie.
Nie brakowało owoców: jabłek, śliwek, malin, truskawek i orzechów. Nadal jest
niepewna hipoteza, że produkowano już wino. Obecność lnu sugeruje również
uprawę do celów tekstylnych. Był też mak tego rodzaju, z którego pozyskuje się
opium, ale pewności, czy neolityczni przodkowie Latynów ćpali czy nie brak.
Znaleziono też narzędzia: kamienne topory (brązowe nadejdą dopiero w epoce brązu),
drewniane sierpy z krzemiennymi ostrzami, obsydianowe ostrza (obsydian to
szkliwo wulkaniczne, do dziś używane do produkcji ostrzy ostrzejszych od
stalowych), ceramika zdobiona odciskami muszli o kształcie serca) lub
pomalowana w czerwone, czarne lub białe motywy.
Wśród najważniejszych znalezisk są ceramiczne łódeczki i kamienna statuetka
przedstawiająca kobietę, być może „bogini matkę”; a przede wszystkim pirogi
uzyskane przez drążenie kłód dębowych. Największa jest jednokadłubowa piroga o
długości 9,50 m, pierwotnie podzielona na dwie części i znaleziona 31 lipca
2005 r. na głębokości 12 m. Jest obecnie przechowywana w pojemniku zawierającym
substancje konserwujące w Anguillara Neolithic Exhibition Centre.
W wodach jeziora liczne znaleziska świadczą o innych osadach
protohistorycznych, takich jak w pobliżu Vicarello (średnia epoka brązu), w
Sposetta (średnia i bliska epoka brązu) lub w Vigna Grande, która sięga epoki
żelaza. Właśnie tam D.O. spędził większą część niedzieli.
4.
A spędził tam większą część niedzieli, bo pojechał odwiedzić starego druha,
Paddy’ego, przeuroczego Irlandczyka, wieloletniego korespondenta Irish Times’a,
z którym jego rodzima gazeta obeszła się arcypodle. My, koledzy dziennikarze,
byliśmy zaszokowani jak można tak obrzydliwie potraktować wybitnego – bez
najmniejszej przesady – dziennikarza, mistrza w swym fachu i poliglotę.
Ale potem się przyzwyczailiśmy, bo wielu kolejnych wybitnych Kolegów –
dziennikarzy potraktowano w podobny sposób. Coś, co 10-15 lat temu było nie do
pomyślenia, co wywoływało międzynarodowy skandal, zważywszy poziom i dobrą
sławę tych Kolegów, stało się w naszych czasach, niestety codziennością.
Paddy to mocno przeżył. Ale przeżyli to też wszyscy obcesowo wyrzuceni z pracy,
której poświęcili większość życia, osiągając poziomy mistrzowskie.
Ale nie spotkaliśmy się z Paddym, żeby jojczyć i narzekać. W końcu mieliśmy w
naszym zawodowym życiu wiele satysfakcji, a że się skończyły? – Nic nie jest
wieczne, ludzie nie są, a co dopiero etaty. Chciałoby się wierzyć, że wieczny
powinien być honor, ale sensu tego słowa dawno już młodsze pokolenia
zapomniały.
Paddy ma się dobrze, co już samo w sobie graniczy z cudem: D.O. opisał historię
Paddy’ego w książce „Najpiękniejsze słowa”, a historia to naprawdę
niecodzienna, wliczając w to rok śpiączki po rozległym wylewie.
Paddy ma się dobrze, bo mieszka ze swoją uroczą i mądrą żoną w pięknej,
zaprojektowanej przez nią willi z widokiem na Jezioro Bracciano, z ogródkiem na
zboczu, jakiego pozazdrościłaby mu Semiramida. W Rzymie było 40 stopni, woda
jeziora mitygowała ciepełko do znośnych 33.
I – ach, co to był za poziom rozmowy! Przy stole zasiedliśmy z siostrą Boba
Geldofa (na drugie imię mu Zenon! Bo ojciec był imigrantem z Belgii, a mama
Żydówką prawdopodobnie z zaboru pruskiego), ale nie rozmawialiśmy o pop-music,
tylko o malarstwie, oczywiście o polityce, przeskakując z ziemi włoskiej do
polskiej, później do brytyjskiej i wielu innych, przy czym rozmówcy D.O.
wykazywali się fenomenalną wiedzą na tematy międzynarodowe i mieli doskonale
zbieżne poglądy na takie osobistości, jak Mario Draghi, Ciul Krzywomordy,
Morderca Psychopata z Kremla i Blondynek Poczochrany.
Najpierw było prosecco, do
obiadu rosee, a na obiad lasagne, straccetti alla rughetta, insalata di
melanzane, zucchine, peperoni e pomodorini, obowiązkowe lody i caffè in
abbondanza.
Bywają chwile, kiedy człowiek czuje się szczęśliwy. Trudno zdefiniować
warunki do osiągnięcia podobnych uniesień, ale D.O. z doświadczenia wie, że
niezbędnymi elementami szczęścia są Przyjaciele, piękne widoki, piękne rośliny
i dobre jedzenie.
5.
Co byś, Czytelniku, dołożył do tej listy?
Zastanawiałeś się, analizowałeś swoje momenty szczęścia? Co się na owo
szczęście składało? Zapewne próbowałeś takie momenty odtworzyć, ale nie zawsze
to się udaje.
Ale D.O. bardzo jest ciekaw twoich obserwacji, twoich składników tego dziwnego
stanu, który w naszym kręgu cywilizacyjnym nazywamy szczęściem.
Jezioro Bracciano na gogle maps.
Powiększ, zobacz, ile tu kraterów i rozpadlin.
Niedziela na plaży na skraju starego wulkanu, nad jeziorem, powstałym w
zapadniętej kalderze, kotle magmowym.
Stary, dobry Przyjaciel Paddy.
On ci to z siostrą Boba Geldofa; przyjaciółką żony Paddy’ego od czasów
szkolnych.
3.
3 lata temu
1.
Ufff, jak gorąco!
Serwis meteo Drugiego Obiegu uprzejmie informuje, że na sobotę przewidziano 35
stopni, na niedzielę 36, na poniedziałek 39, a na wtorek – 42 stopnie.
Syn D.O. wybiera się we wtorek na Sardynię, a tam już czeka na niego 68 stopni.
A D.O. będzie pławił się w chłodzie zaledwie 42.
Sam Celsjusz by się ugotował.
Co mówicie?
Że nie ma globalnego ocieplenia?
Acha.
2.
D.O. winiec ci jest, Czytelniku, bardziej szczegółowy opis wydarzeń ubiegłej
nocy.
A więc iskrzyło, kopciło i fajczyło. Na klatce schodowej, vis-a-vis drzwi
mieszkania Syna & Co., gdzie D.O. obecnie udziela się rodzinnie i
zoologicznie.
Telefon alarmowy, z którego łączą cię z właściwymi do twojego kryzysu numerami,
112, nie odpowiadał przez pół godziny. Gdyby to był pożar kamienicy,
sfajczyłaby się na amen. Po pół godzinie zadziałał znakomicie, ponieważ
zaalarmował straż pożarną.
Telefon alarmowy firmy dostarczającej energię elektryczną, był jeszcze
zabawniejszy. Nim połączono cię z operatorem, musiałeś wysłuchać 9 – minutowego
(!) komunikatu, powtarzającego, że prawdopodobnie dzwonisz na niewłaściwy numer
i podającego ci numery właściwe do awarii oświetlenia cmentarnego, ulicznego,
biurowego, ulicznego i wielu, wielu innych.
Potem trzeba było wystukać numer klienta, który jest wydrukowany na
fakturze, a potem jeszcze kod pocztowy.
Problem w tym, że nowocześni, jak Syn D.O. ludzie, nie zamawiają faktury na
piśmie, tylko elektroniczną, do której można dotrzeć on-line. Ale on-line nie
działa, ponieważ kazali ci wyłączyć prąd całkowicie, a więc także zasilanie
routera. Więc możesz sobie nagwizdać, a nie podać numer klienta. Ale – łaska
urzędu jest nieskończona – po trzech komunikatach, nakłaniających cię do
podania numeru klienta, zadowala się kodem pocztowym i oznajmia, że łaskawie
połączy cię z operatorem.
W naszym wypadku nr 217.
A operator 217 co robi? Przyjmuje połączenie i natychmiast je zwala. I już.
A D.O. przypomina, że minęło pierwsze 9 minut.
3.
Po 10 dosłownie minutach, na sygnale, z fasonem, przyjechał naszą wąską uliczką
wielki wóz strażacki i na klatce schodowej pojawiło się sześciu przemiłych
panów w strażackich mundurach, którzy obejrzeli iskry, powąchali swąd i
zarządzili wyłączenie prądu w tym pionie.
4.
Po 5 próbach dodzwonienia się do numeru alarmowego, po 5 zwaleniach naszego
połączenia przez operatora nr 217, na szczęście odezwał się operator nr 306,
który obiecał przysłać ekipę „w ciągu trzech godzin”.
No i rzeczywiście, po trzech godzinach, o północy się zjawili jacyś dwaj
cywili, mordy podrapane, włosy jak badyli.
5.
A przez ten czas uroczo konwersował D.O. i D.O. Syn z panami strażakami,
opowiadaliśmy sobie dowcipy, dowiedzieliśmy się, że jedna z dyspozytorek jest
piękna, jak Brigitte Bardot, dowiedzieliśmy się, kto jest dowódcą, jakie
problemy rodzinne ma kilku z nich oraz jakie mają plany wakacyjne. Wydudliliśmy
wspólnie dwie półtoralitrowe butelki wody mineralnej ferrarelle, która już z
bąbelkami wypływa spod ziemi. I w ogóle było miło. I ciemno.
6.
Potem panowie strażakowie zaczęli się wykruszać, pojedynczo, jeden drugi
trzeci… Na koniec został jeden, ale i ten po kwadransie powiedział, że teraz,
ze zgaszonym światłem, nic nam nie grozi i dał dyla. Na szczęście, pół godziny
później wybiła północ i jako się rzekło się zjawili jacyś dwaj cywili, itd.
Powiedzieli, że to ich 13 interwencja tego dnia, a na pytanie D.O., o której w
takim razie zaczęli szychtę, odpowiedzieli, że o 14. Czyli byli już po 10
godzinach jazd po mieście i naprawiania popsutych instalacji. I powiedzieli
jeszcze, że u nas, w porównaniu z innymi, to był spacerek. Wymienili kawałek
kabla, wymienili parę złączek, włączyli wszystkie bezpieczniki, ucieszyli się,
że wszystko działa i poszli.
7.
D.O. chciałby – kończąc tę opowieść – podkreślić, że zarówno strażacy, jak i
dwaj cywili z elektrowni, to byli cudowni, życzliwi, uśmiechnięci ludzie,
skorzy do żartów, do głaskania kotów i pokazywania wozu strażackiego Wnukowi
D.O. I przede wszystkim, do rozwiązywania w najlepszy sposób twoich małych i
dużych kryzysów.
Więc, niech tam!
Niech już te śmieci leżą na ulicach, niech już tam będą te skandaliczne dziury
w asfalcie!
8.
D.O. musi się też poskarżyć.
Jest D.O. Bigfoot, czyli jest abominable iceman z ogromną stopą; buty nr 47.
Znaleźć tak duży but w Polsce jest bardzo trudne, znaleźć go we Włoszech –
graniczy z cudem.
A już znaleźć go nie wstrętnym – o, tego już bez interwencji niebios zrobić się
nie da.
Ale kiedy Żona D.O. z Synową D.O. poszły kupować kostiumy kąpielowe, D.O.
znalazł buty we właściwym rozmiarze. I niekoniecznie wstrętne.
Więc, mimo wysokiej ceny, kupił je sobie i teraz – tu skarga – Żona D.O. się z
D.O. wyśmiewa!
Cieplutko...
Psze pani, a Żona się z D.O. wyśmiewa!
4.
4 lata temu
1.
Rano na Piazza Venezia wpadamy na setkę manifestujących faszystów, pod
trójkolorowymi flagami, maszerującą w kierunku Palazzo Chigi i Palazzo
Montecitorio, siedziby odpowiednio rządu i Izby Deputowanych. Skandują wulgarne
słowa pod adresem premiera Mario Draghiego i Żydów. Policja nie interweniuje.
Wmaszerowują w Via del Corso, tracimy ich z oczu, po chwili słychać wybuchy
petard. Potem, przez wiele godzin, nad budynkami rządu i Parlamentu wisi
helikopter. Via del Corso przegradzają policyjne furgony. Znów słychać wybuchy
petard. Ale może to nie faszyści, tylko taksówkarze, którzy strajkowali
przeciwko różnym uberom i usiłowali doraźnie ukarać rząd w jego siedzibie.
8.
D.O. w siedzibie Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, swoim miejscu pracy i
przyjaźni przez ponad 15 lat, w poprzednim życiu. Wspomina tamten czas jako
najpiękniejszy w swoim życiu. Jest konferencja prasowa znanej firmy
produkującej lody. Z degustacją, oczywiście. Przy okazji odbywa się spotkanie
starych glorii dziennikarskich. Zjawia się kilkoro Przyjaciół. I jakbyśmy się
widzieli wczoraj, wszystko wraca do normy: szczeniackie wygłupy, robienie z
siebie nawzajem durnia, żarty, przeplatane poważnymi rozmowami o życiu. No bo
wszyscy zmieniliśmy kolor peruki, przybyło nam starczych plam na rękach i
twarzach. Ale nic, dalej mamy te same, nastoletnie uśmiechy, tę samą chęć
przebywania we własnym gronie i dokazywania. Z szacunkiem.
Przychodzi Tetsuro. Jego niezwykłą historię D.O. opisał w książce
„Najpiękniejsze słowa”. Gadamy chyba z pół godziny o Shinzo Abe, jego zabójcy i
przede wszystkim o tym, czy japońska Konstytucja może być zmieniona i zezwalać
na zbrojenia, by kraj był w stanie wytrzymać ewentualną agresję Chin. „Nie
sądzę, żeby mieli odwagę, to ma jeszcze sporo przeciwników w społeczeństwie.
Ale nawet, gdyby, to i tak cały proces zajmie, zgodnie z Konstytucją, nie mniej
niż 3-4 lata. Rozmawiamy o Cuszimie, o zaanektowanych przez Rosję japońskich
Wyspach Północnych… I o książce, złożonej z odnalezionych w dziesiątkach miejsc
kraju listów kamikaze przez ich ostatnią misją. D.O. pamięta, jak kilka lat
temu Tetsuro opowiadał o niej z niezwykłym przejęciem, które się i nam –
słuchającym – udzieliło. Z Listów wynikało niezbicie, że młodzi kamikaze wcale
nie wierzyli w boskość cesarza, ani w japoński, chory nacjonalizm, przez który
dopuścili się tak wielu zbrodni w Chinach i reszcie wschodniej i
południowo-wschodniej Azji. Książka miała zburzyć japońskie i światowe
postrzeganie samobójczych misji młodych pilotów i stereotypowe poglądy na temat
japońskiej mentalności.
Ale książka się nie ukazała. Tetsuro, choć jest legendą dziennikarstwa w swym
kraju, nie znalazł wydawcy. „Jeszcze Japonia do niej nie dojrzała” – mówiono
mu.
Świat ma tyle odcieni… A cenzura wszędzie jednaka.
9.
Potem oczywiście obiad, oczywiście w słynnym, dostępnym tylko dla członków i
zaproszonych gości barze „Prasy Zagranicznej”. Przyszedł oczywiście Alfred,
legenda dziennikarstwa duńskiego, choć Włoch i Rzymianin, ale wżeniony w Danię
i piszący po duńsku. Wielki przyjaciel, wielki znawca wszystkiego, co można do
ust włożyć albo wlać, „odwieczny” szef naszego dziennikarskiego „Klubu smaku”.
Ciutkę przygarbiony, ciutkę niedosłyszący, ale on, robiący z upodobaniem
sztubackie kawały, śpiewający głośno w chórze – a jakże – z Rossendem,
Katalończykiem, autentycznym guru żywnościowym, który dopiero parę lat temu
kupił sobie telefon komórkowy, ale go nie używa. Obaj starsi od D.O. i to
sporo, a kobiety dalej się za nimi oglądają.
Siedzi przy stole żona Alfreda – Helle, nowe wcielenie Babette, kucharka
doskonała. Dopiero próbując potraw przez nią przyrządzanych można zrozumieć, co
to jest finezja kulinarna, jak wiele znaczy talent. Wiedzę ma wielu chefów
kuchni, ale talent – już niewielu, a Helle obdarza nim Przyjaciół i czasami –
uczniów swoich dwóch szkół kulinarnych dla zamożnych amatorów. Jest Milica –
niegdyś słynna serbska aktorka i żona wysokiego dygnitarza państwowego, od
wielu lat świetna dziennikarka. No i Antoinette, którą P.T. Czytelnicy poznali
w opisach niedawnego pobytu D.O. w Brukseli (obejrzeliście reportaż na portalu
natemat.pl?). Właśnie przyleciała z Belgii do swojego rzymskiego mieszkania,
ale zaraz znów gdzieś poleci. Była Patricia, Chilijka, mogli ją Państwo widzieć
na filmiku sprzed lat dziewięciu. W autorskim reportażu pt. „Nauki papieża
Franciszka”, na zakończenie, JP prosił wszystkich swoich rozmówców o złożenie
życzeń bożenarodzeniowych i noworocznych po polsku. Do oglądania tylko w
pieluszce!
Policja na Piazza Venezia: idą faszyści, potem taksówkarze
Nie są jakoś szczególnie liczni, ale agresywni. Jeden z kierowców autobusów,
które mają na Piazza Venezia pętlę, bił przechodzącym brawo. Ma kontrakt
publiczny, nikt go z pracy nie wyrzuci, chociaż faszysta, a faszystkom
kierownicy czegokolwiek nie wolno powierzać, nawet rowerowej, a co dopiero
autobusu, przewożącego ludzi.
To w głębi, za znakiem, to balkonik Mussoliniego. Ucieszyłby się!
Via del Corso
W ukochanej „Stampa Estera” z ukochanymi Przyjaciółmi. Alfred, jak zwykle z
głupią miną.
5.
11 lat temu
WAKACJE – INSTRUKCJA OBSŁUGI – CZ. IV
WARTO BYĆ SYMPATYCZNYM
Wyliczyliście pieniądze na wakacje? Tyle na hotel, tyle na jedzenie, tyle na
paliwo? O, święta naiwności! Esenziale forte na wątrobę – 30 zł, Kreon na
trzustkę – 90, proursan na pęcherzyk żółciowy – 120 zł, no a chyba bez
pantoprazolu na żołądek to nikt się nie rusza z domu, to tego nie liczę.
Albowiem, na wakacjach w Polsce dadzą wam wyłącznie SMAŻONE! Rybka z jeziora
już sama jest jak tykająca bomba, a jeśli ją jeszcze usmażyć na niezbyt świeżym
oleju roślinnym – no bo chyba nie na oliwie, za droga! - tego to już nawet
saper nie rozbroi: eksploduje w trzewiach i idziemy w koszty.
Ja tu wydziwiam, że kluseczka musi być z semoli i mieć tyle a tyle wilgotności,
że przecier pomidorowy tylko takiej, a nie innej firmy, że oliwa tylko
październikowa; a na wyjeździe? Niewinne dziewczę robi wielkie oczy:
- Jak to, to chciał pan najpierw zupę, a nie drugie”?
Albo: - ojej, pokręciło mi się: przyniosłam wszystko razem!
Ja: - „prosiłem o ziemniaki z wody, nie o frytki”!
– „No przecież to bez różnicy i to, i to kartofel”!
- Poproszę pierogi! I wtedy albo:
- Już nie ma, mnie się nie chce robić, a Ukrainka poszła już do domu.
Albo: - oj panie redaktorze, pierożki to to ja bym nie radziła dzisiaj…
- No to gołąbki, a z czym one są, z ryżem?
- Oj, gołąbki? A może sznycelki wieprzowe? Wie pan, gołąbki to mamy dla
turystów!
- A ja co? Miejscowy?
- Ale pan taki sympatyczny…
Ufff… Upiekło mi się.
Warto być sympatycznym.
DŹWIĘKI OSTATECZNE
Przy niezbyt starannym doborze miejsca na wakacje, do ich kosztu warto dorzucić
nowy samochód. Ten wypieszczony, którym wyjechaliście z domu, po powrocie
będzie już rozklekotanym gruchotem. I nawet nie będziecie mogli psioczyć na
polskie drogi, bo na tych, po których będziecie jeździć, asfalt kład jeszcze
Niemiec. Ot, Deutsche Wirtschaft… Ja, ja, kładli go 80 lat temu i od tego czasu
nikt go nie załatał, nikt nie wyrównał, ale Niemiec, Polak, wszystko jedno, 100
km po takich drogach i samochód jest do wymiany. Nagle wszystko klekocze w
środku, koła każde w inną stronę, zawieszenie wydaje dźwięki ostateczne. Krótka
diagnoza: „Spróbuj pan sprzedać ten szmelc, może ktoś się da nabrać, bo
reperować nie warto”…
GDZIE WYRZUCAJĄ ŚMIECI?
Prusacy przemawiają tu do mnie z każdego domu, z każdej płyty w trotuarze, z
każdego kamienia brukowego, z poczerniałych dachówek, pod którymi krokwie już
się załamały, albo zaraz załamią. Ich duchy snują się po tych nigdy
nienaprawionych ulicach, nostalgiczne. I mówią: „no, może myśmy nie stawiali z
fantazją i lekkością, ale to, co Zabużanie tu dobudowali, to dopiero koszmar”!
No fakt: w tych nieładnych wsiach i miasteczkach Gomułka, pomysłodawca
przemienienia nazwy „Ziemie Pozyskane” na do dziś używaną (jego za grobem
zwycięstwo) „Ziemie Odzyskane”, kazał budować na potęgę bloki mieszkalne,
wstrętne, smutne, prostokątne, rewanż Le Cobusiera na les Bosches. Domki były
kułacze, bloki trąciły nowym, które nadchodzi. No i nowe na szczęście zdechło,
ale bloki zostały. Symbol upodlenia i beznadziei, symbol odebrania ludziom ich
podmiotowości.
Nie wolno ludziom takich rzeczy robić…
Ja wiem: sami zawinili. Źle zagłosowali, wybrali sobie kryminalną władzę, a co
było potem wszyscy wiedzą. Oni to robili z patriotyzmu, ze snu o potędze swojej
Heimat i swojej Vaterland. Co za głupota, co za krótkowzroczność! ZAWSZE się
tak kończy, kiedy się odda władzę w ręce tych, którzy nie szanują ludzi. „Kto
nie szanuje innych narodów, nie uszanuje i swego” napisał Andriej Sacharow.
Dziś nad te ziemie nadchodzi nowe Nowe, bardzo przypominające tamto z
Führerem-kurduplem. Proszę pisać, dyktuję: „Zabrania się działalności
politycznej ludziom o wzroście poniżej 178 cm”. Takiego Przykazania Pan
Mojżeszowi nie podyktował, a ileżby ludziom oszczędził męczarni!
Czy gdybym tu zamieszkał, znieczuliłbym się na duchy niegdysiejszych
gospodarzy? Na duchy tych 450 tysięcy, którzy utonęli pod bombardowanym lodem
na Zalewie Wiślanym? Czy może odwiedzałyby mnie codziennie? Na razie nie
potrafię przestać o nich myśleć.
Patrzę na twarze tych młodych Niemców, którzy jeżdżą z jakąś starą mapą po
tutejszych dróżkach, co im tam dziadkowie wyrysowali, kiedy jeszcze żyli.
Usiłuję odgadnąć, co myślą. Nie ma w nich buty, nie ma nadziei. Chyba nawet nie
ma pragnień, tylko jakiś nieuchwytny czar? Trochę inaczej pamiętam twarze
Polaków, snujących się po Lwowie: łzy, bezsilność, ale i czasem pogarda do
dzisiejszych mieszkańców. Fe, fe, nie uchodzi.
Ech, dajmy spokój…
Utkwią mi w oczach twarze trójki młodych Niemców. Stanęli przed (odbudowanym
przez Polaków) zamkiem w Kętrzynie i patrzyli na górę odpadków za pobliską
restauracją, witającą ogromnym banerem: „Zapraszamy do po kuchennych
rewolucjach Magdy Gessler”.
Magda, następnym razem popatrz, gdzie i jak wyrzucają śmieci.
Jakiś dureń napisał parę dni temu, po porozumieniu z Grecją: „dyktatura
Brukseli”. Co za bzdura: Gdyby tu była dyktatura Brukseli, to tu byłoby czysto.
Tekst niemiecki
„50.000 ostpreußische Flüchtlinge flohen über Haff und Nehrung gejagt vom
unerbittlichen Krieg.
Viele
erkrankten, andere starben in Eis und Schnee.
Ihr Opfer mahnt zu Verständigung und Frieden.
Jan.–Febr. 1945”
Tekst polski
„50.000 mieszkańców Prus Wschodnich przebyło exodus przez Zalew i Mierzeję,
pędzeni przez okrutną wojnę.
Wielu utonęło lub zginęło w lodzie i śniegu.
Ich ofiary wzywają nas do porozumienia i pokoju.”
6.
Partia Pracy pokłada nadzieje w odnowie Burnhama, który planuje ofensywę
polityczną
https://www.bbc.com/news/articles/cjd45xmexnyo
W porze lunchu, ubrany w niebieski garnitur i bordowy krawat, Andy Burnham
pojawia się na Kongresie Związków Zawodowych w centrum Londynu. Były burmistrz
Manchesteru wraz ze swoją holenderską żoną Marie-France van Heel przybywa na
„koronację” na lidera Partii Pracy – i premiera, która rozpocznie się w
poniedziałek. Oklaski i ukłony, z głośników rozbrzmiewa utwór Eda Sheerana
„Azizam” – „moja miłość” w języku perskim. Nowa, radykalna era rozpoczyna się
dla tego niepodlegającego władzy Królestwa, które próbuje ponownie z piątym
premierem w ciągu czterech lat: „To ostatnia szansa na zmianę” – ostrzega
Burnham – „ale mam plan, aby przywrócić nadzieję całemu krajowi. Jestem
gotowy”.
Sala jest mała, a przedstawienia bezcelowe: „Naprawdę czuję napięcie w
powietrzu, haha!” – żartuje wiceprzewodnicząca Partii Pracy Lucy Powell. Bo nie
ma rywali, a niesamowity awans Burnhama do władzy dobiegł końca: jeszcze
miesiąc temu nie był nawet posłem, a potem lewica partii okrzyknęła go nowym
bohaterem antyfarage’owskim , podczas gdy Starmer pogrążył się w mechanicznie
nieudolnej postawie. Polityczny zamach stanu bez krwi i ofiar, z wyjątkiem sir
Keira, któremu Burnham dziękuje wśród gromkich, obłudnych braw tłumu: „Byłeś
niezwykły”.
Starmera nie ma, „nie zdążył wrócić z Ukrainy”. Ale na widowni są trzy kluczowe
postacie. Burmistrz Londynu Sadiq Khan, mianowany niedawno burmistrzem:
przyszłość w rządzie jego kumpla Andy'ego? Jest też ministra spraw wewnętrznych
Shabana Mahmood, która powinna przewyższyć byłego lidera Eda „Czerwonego”
Milibanda na stanowisku ministra finansów: City i rynki są wdzięczne. I jeszcze
jeden wielki były lider Partii Pracy, Neil Kinnock : „Bez ciebie, Neil, nigdy
nie wszedłbym do polityki” – to wyznanie miłości Burnhama.
„Król Północy” (cytat z „Gry o tron”) nie czyta swojego przemówienia – które
jego zwolennicy przysięgają, że „napisało się samo” – z promptera, takiego jak
Starmer, lecz z kartek papieru. Obiecuje, że „będzie premierem dla wszystkich”,
że jego rząd będzie „autentycznie i dumnie laburzystowski, oparty na naszych
wartościach: ożywieniu gospodarczym, większej kontroli państwa” oraz
nacjonalizacji usług, „reindustrializacji i powrocie władzy do lokalnych
społeczności”, nie goniąc ani Farage’a z prawicy, ani Zielonych z lewicy: „W
centrum będą tylko ludzie, z którymi chcę rozmawiać każdego dnia”.
Burnham unika tematów dotyczących obronności i polityki zagranicznej, mimo że
już je otrzymuje od władz: będą one nie do zatrzymania w jego poniedziałkowym
przemówieniu na Downing Street, kiedy eksmituje Starmera po wizycie u króla
Karola. Tymczasem przemawia do klasy robotniczej. Przyrzeka decentralizację,
„kawałek Downing Street w Manchesterze”, interwencję państwa przeciwko
nieokiełznanemu neoliberalizmowi, „redystrybucję bogactwa i zasobów” z Londynu
do zdeindustrializowanej Północy, obalenie thatcheryzmu: „Wielka Brytania
popełniła błąd w latach 80., kiedy władza polityczna została scentralizowana, a
władza gospodarcza sprywatyzowana. Dość tego: potrzebujemy wzrostu w każdym
hrabstwie w kraju i wzmocnienia lokalnych społeczności”. Albo: „Oddajcie
kontrolę”, zniekształcając hasło Brexitu: „Odbierzcie kontrolę”. Konserwatywne tabloidy
i gazety wybuchają: „On chce nas cofnąć do lat siedemdziesiątych!”. Ale Burnham
nie chce słuchać. Prawie pół wieku po Thatcher, jej program to rewolucja, pełna
nadziei, niewiadomych i ryzyka. Nieprzypadkowo Burnham wybiera „True Faith”
zespołu New Order jako piosenkę finałową, do której tańczy przed zniknięciem.
„True Faith” w Króla Północy jest potrzebna. Czy to wystarczy?
7.
Wskaźnik akceptacji pracy Putina spada najmocniej od czasu inwazji na Ukrainę –
VTsIOM
https://www.themoscowtimes.com/2026/07/03/putins-job-approval-rating-sees-sharpest-weekly-drop-since-ukraine-invasion-vtsiom-a93161
Notowania prezydenta Rosji Władimira Putina nadal spadają, osiągając najniższy
poziom od początku wojny na Ukrainie. Niedawny sondaż przeprowadzony przez
ośrodek FOM pokazuje pięciopunktowy spadek w ciągu zaledwie jednego tygodnia, z
71 do 66 procent. Tak dużego spadku nie odnotowano od września 2022 roku, kiedy
to Kreml, aby zapobiec załamaniu się frontu, zmuszony był do mobilizacji.
Chociaż notowania Putina pozostają wyższe niż przed inwazją na Ukrainę, trend
ten zdaje się wskazywać na stopniowe wyczerpywanie się efektu „zjednoczenia
wokół flagi” , zjawiska, dzięki któremu w czasie wojny opinia publiczna skupia
się wokół swojego przywódcy. Jak zauważa Denis Wołkow, dyrektor instytutu
sondażowego Lewada, spadek poparcia dotyka wszystkich instytucji państwowych i
wynika przede wszystkim z pogarszającego się poziomu życia ludności.
Jednym z najważniejszych wydarzeń tygodnia, o których donosili rozmówcy FOM,
jest kryzys paliwowy , wywołany ukraińskimi nalotami na rafinerie, który
obecnie dotyka ogromne obszary kraju: w niektórych regionach ceny benzyny
znacznie wzrosły, w innych paliwo jest reglamentowane, a przed stacjami
benzynowymi tworzą się długie kolejki. Kilka dni temu w miejscowości Lyswa w
Kraju Permskim osiemdziesięcioletni kierowca zmarł po tym, jak źle się poczuł,
stojąc w kolejce po paliwo. Według rosyjskich mediów jest to drugi podobny
przypadek w ciągu niecałego miesiąca.
Mimo spadającego poparcia dla prezydenta, niewiele osób odważa się publicznie
go krytykować. Zaledwie wczoraj krytykujący Putina bloger Ilja Remeslo został
aresztowany pod zarzutem rozpowszechniania „fake newsów” na temat wojska,
przestępstwa zagrożonego w Rosji karą do dziesięciu lat więzienia. Wcześniej
znany ze swojej prorządowej postawy, Remieslo znalazł się w centrum uwagi w
marcu ubiegłego roku, publikując wpis otwarcie krytykujący wojnę i wzywający do
rezygnacji prezydenta. Po krótkim pobycie w szpitalu psychiatrycznym został
zwolniony i kontynuował publikowanie krytycznych postów na swoim kanale w
Telegramie. Dzień przed aresztowaniem napisał: „Wszystko wskazuje na to, że
zmierzamy w kierunku sytuacji, w której nawet niewielka zmiana może doprowadzić
do utraty władzy przez Putina”.
8.
Zohran Mamdani wie, że ma kapitał polityczny. I zamierza go wydać.
Mamdani twierdzi, że nadal może nakazać aresztowanie Netanjahu
https://www.nytimes.com/2026/07/18/nyregion/mamdani-netanyahu-interview.html
Burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani ujawnił, że jego administracja ocenia czy
istnieją podstawy prawne do aresztowania Netanjahu, jeśli przybędzie on na
Zgromadzenie Ogólne zgodnie z planem.
W wywiadzie dla „ New York Timesa” w programie „The Interview” Mamdani
powtórzył swoje przekonanie, że Netanjahu „należy do Hagi”, nazywając go
„zbrodniarzem wojennym” na podstawie nakazu aresztowania wydanego przez
Międzynarodowy Trybunał Karny. Według burmistrza, ocenę tę podziela wielu,
którzy potępili zbrodnicze działania przeciwko Palestyńczykom w Strefie Gazy.
Mamdani przyznał jednak, że nie wie, czy jako burmistrz ma prawo nakazać
Departamentowi Policji, który podlega jego kompetencjom, aresztowanie
zagranicznego szefa rządu. Burmistrz wyjaśnił, że sprawa jest omawiana z
działem prawnym miasta w celu wyjaśnienia prawnych ograniczeń. „Zrobimy
wszystko, na co pozwala nam prawo w Nowym Jorku, ale nie będziemy tworzyć
nowych przepisów” – dodał.
Oczekuje się odpowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa, sojusznika Netanjahu,
który mógłby wykorzystać tę groźbę do rozpoczęcia pierwszego realnego starcia z
Mamdaniem. Co by się stało, gdyby Trump powitał Netanjahu po jego przybyciu do
Nowego Jorku? Podczas swojej kampanii na burmistrza Mamdani twierdził, że
poleci policji aresztowanie Netanjahu, jeśli ten przybędzie do miasta,
wyjaśniając, że będzie wykonywał nakaz Międzynarodowego Trybunału Karnego
wydany w związku z konfliktem w Strefie Gazy.
Netanjahu odrzucił te uwagi w niedawnym wywiadzie radiowym, mówiąc, że nie
martwi się możliwością aresztowania i oskarżając burmistrza o wspieranie
Hamasu, ruchu rządzącego znaczną częścią Strefy Gazy, który 7 października 2023
r. rozpoczął atak na Izrael. Jednak na dwa miesiące przed szczytem ONZ, gdy
Bliski Wschód zmaga się z eskalacją konfliktu, zagrożenie to nabiera teraz
innego znaczenia.
9.
https://wyborcza.pl/7,75398,32919379,noty-gabinetu-premiera-tuska-w-dol-samego-premiera-tez-trend.html
Poparcie dla rządu deklaruje 29 proc. respondentów w sondażu CBOS. To pierwszy
raz od września 2025 r., kiedy noty rządu Tuska spadły poniżej 30 proc. A o 6
pkt proc. - do 48 proc. - wzrósł odsetek przeciwników rządu.
Na początku lipca na KO w sondażu CBOS chciałoby głosować 25,1 proc. W stosunku
do czerwca partia Tuska straciła 3,4 pkt proc.
noty szefa rządu są niższe niż wcześniej. 31 proc. (spadek o 4 pkt proc.) jest
zadowolonych, że to Tusk stoi na czele rządu, 58 proc. to jego krytycy (wzrost
o 4 pkt proc.).
Tuska najczęściej popierają badani w wieku 45-54 lata oraz starsi niż 65 lat.
Natomiast brak akceptacji wyrażają przede wszystkim osoby młode (ok. 70 proc. w
grupach 18-25 i 25-34 lata).
========
Halo! Larum grają!
Dobrej niedzieli Drugoobiegowicze!
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń