DRUGI OBIEG
Piątek, 31 lipca 2026
1.
Mapa praw: tak demokracja kurczy się na całym świecie
Od rosyjskiej ingerencji w wybory europejskie, po Trumpa i technooligarchie
Muska i Thiela: według raportów V-Dem Institute, Freedom House i Idea
International z 2026 roku autokracje się rozrastają, podczas gdy poziom
demokracji w Stanach Zjednoczonych pogarsza się jak nigdy dotąd. Włochy spadają
w rankingu: ryzyko związane z premierostwem Meloni.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/30/news/mappa_democrazia_in_calo_mondo_autocrazia-425500847/?ref=RHLF-BG-P5-S1-T1-s3927
Przyjmujemy to za pewnik, tę naszą niedoskonałą demokrację. Po zimnej wojnie
przekonaliśmy samych siebie, że to naturalny stan rzeczy, system polityczny, do
którego wszyscy ludzie aspirują i aspirowaliby, gdyby tylko mieli wolność
głosowania. To nieprawda. Świat nie zmierza bezwładnie w kierunku rosnącego
poziomu demokracji; wręcz przeciwnie: autorytaryzm się umacnia, a zatem
demograficzny i gospodarczy środek ciężkości przesuwa się w stronę autokracji.
Nawet na Zachodzie. Uważaliśmy, że jest odporny i niezmienny, ale nie
liczyliśmy się z Trumpem, europejskimi suwerenistami, technooligarchią Muska i
Thiela, reperkusjami wojen oraz ingerencją Rosji i Chin. Dlatego w sercu
Starego Kontynentu Włochy stanowią dziś początek procesu powolnej
autokratyzacji. Potwierdzają to najbardziej uznawane organizacje mierzące ilość
i jakość demokracji: raporty z 2026 roku V-Dem Institute, Freedom House i Idea
International zgadzają się co do diagnozy, choć różnią się co do objawów.
Oblężenie zachodniej demokracji
Spójrz na mapę sporządzoną przez V-Dem, ośrodek badawczy Uniwersytetu w
Göteborgu, najbardziej rygorystyczny miernik demokracji, ponieważ porównuje
ponad 600 wskaźników i jest wrażliwy nawet na najmniejsze wahania. Umieszcza
ona Ukrainę wśród autokracji (108. miejsce) nie dlatego, że jest porównywana z
Rosją (162. miejsce), ale dlatego, że w stanie wojennym zniesiono wymóg
wyborczy. Nie oszczędza nawet Wielkiej Brytanii i Kanady. Jej Indeks Liberalnej
Demokracji (LDI) obejmuje parametry, których nie wszyscy politolodzy uważają za
niezbędne do zdefiniowania demokracji, takie jak dostęp do wymiaru
sprawiedliwości, kupowanie głosów i wolność akademicka. Ale zwróć uwagę na
kolory. Pomarańczowy i czerwony przeważają, jeśli chodzi o przestrzeń i
zaangażowany humanitaryzm, nad błękitem państw demokratycznych.
V-Dem szacuje, że 74 procent światowej populacji (6 miliardów ludzi) żyje w
reżimach z pozorowanymi, monopartyjnymi lub niewolnymi wyborami. W analizie
uwzględniono 92 autokracje ze 179 krajów („drugi rok z rzędu przewyższają one
liczebnie demokracje”), dodano, że dla przeciętnego obywatela „wróciliśmy do
poziomu z 1978 roku” i posunięto się nawet do zdegradowania Stanów
Zjednoczonych do demokracji wyborczej: systemu z wolnymi wyborami, ale
osłabionymi mechanizmami kontroli i równowagi oraz prawami.
Freedom House, historyczna organizacja pozarządowa założona przez Eleanor
Roosevelt , mówi ogólnie o „dwudziestym z rzędu roku spadku”, wskazując 54
kraje, w których prawa polityczne i wolności obywatelskie ulegają pogorszeniu,
i tylko 35, w których sytuacja się poprawia. Economist Intelligence Unit, wbrew
tej tendencji, donosi o stabilizacji. Wszystkie jednak odnotowują nowy i
uderzający rozwój sytuacji.
Migliora – poprawia się; Peggiora – pogarsza się.
Polska – poprawia się. Wraz z nowym rządem zmniejszają się zarówno
autocenzura w mediach jak i represje wobec organizacji obywatelskich.
USA – pogarsza się znacznie. Traci status demokracji liberalnej wraz z
powiększaniem się obszaru władzy prezydenta Trumpa oraz zastraszania mediów i
uniwersytetów
Prezydent, który czuje się jak król
Po raz pierwszy kraj, który wyznaczał drogę innym, znacząco podupada. Stany
Zjednoczone, pierwsze w czasach nowożytnych, które ustanowiły ustrój
demokratyczny i pierwsze, które zapisały go w konstytucji, cierpią z powodu
wypaczenia mechanizmów kontroli i równowagi narzuconych przez
prezydenta-potentata, który postawił się ponad prawem, rozszerzając władzę
wykonawczą i tym samym zdradzając ideę rządu „ludu, przez lud, dla ludu”, którą
Lincoln obiecał pod Gettysburgiem.
„Arbitralne wykorzystywanie władzy przez Trumpa znajduje odzwierciedlenie w
nalotach ICE, jego ataku na Iran bez zgody Kongresu oraz w budowie
gigantycznego pomnika upamiętniającego go w Białym Domu” – wyjaśnia Kim Lane
Scheppele, konstytucjonalistka z Princeton. „Jego metoda polega na wydawaniu
dekretów wykonawczych naruszających prawo, w tym Konstytucję, wiedząc
doskonale, że zostaną one zakwestionowane, ale ufając Sądowi Najwyższemu, w
którym jest wielu sędziów mu sprzyjających”.
Efekt Trumpa
W rankingu V-Dem Stany Zjednoczone spadły z 20. na 51. miejsce w porównaniu z
rokiem 2024, kiedy to Biden sprawował urząd w Białym Domu. Freedom House
również obniżył ich wynik z 84 do 81 na 100, co stanowi największy spadek w
skali roku, podobnie jak Bułgaria. Czynnikami tymi są: powszechne stosowanie
dekretów wykonawczych, w tym dotyczących wydatków federalnych, paraliż
Kongresu, redukcja liczby organów śledczych ds. korupcji, wielomilionowe pozwy
sądowe przeciwko gazetom oraz groźba cięć w finansowaniu federalnym w celu
wywierania wpływu na uniwersytety.
„Gwardia Narodowa ma dużą obecność na ulicach Waszyngtonu, czego nie widziano
do niedawna” – argumentuje Giovanni Capoccia, profesor politologii porównawczej
na Uniwersytecie Oksfordzkim. „Trump wykorzystuje również Departament
Sprawiedliwości do prześladowania swoich przeciwników. Byłbym jednak ostrożny w
nazywaniu Stanów Zjednoczonych demokracją wyborczą; jeszcze nią nie są”. Zawał
serca Demokratów z 6 stycznia 2021 roku w rzeczywistości nie zniweczył wyniku
wyborów ani nie unieważnił decyzji, jak oczekiwał Trump, który ułaskawił
atakujących na Kapitol. Przeciwwagi pozostają.
Dryf Ameryki Południowej i europejskie cienie
Autorytarny projekt Trumpa zyskuje poparcie w Ameryce Łacińskiej, w Chile za
sprawą José Antonio Kasta, szczerego wielbiciela Pinocheta, w Kolumbii za
sprawą Abelardo de la Esprielli, w peruwiańskim rządzie córki byłego dyktatora
Alberto Fujimoriego, a w Brazylii, gdzie pierworodny syn Bolsonaro kandyduje na
prezydenta.
W Europie efekt Trumpa jest mniej namacalny. Przed jego reelekcją, spotkanie z
populizmem libertobójczym miało już miejsce na Węgrzech Orbána, który ukuł
oksymoron „demokracja nieliberalna”, oraz w Polsce Kaczyńskiego. Ostatnie
sondaże przyniosły powiew świeżości, ucieleśniając to, co Popper uważał za
wielką zaletę demokracji: umożliwienie rozwiązania rządu „bez rozlewu krwi”.
Węgry i Polska stanowią jedyne dobre wieści w grupie państw członkowskich UE, w
których panuje autokracja: wśród nich Chorwacja, Grecja, Słowacja i Włochy.
Sprawa włoska
Nasz kraj pozostaje liberalną demokracją, ale znajduje się w szarej strefie. Za
kadencji Giorgii Meloni, w latach 2024-2025, indeks V-Dem spadł z powodu
„rosnącej nierównowagi informacyjnej faworyzującej rząd i większość”. Według
Freedom House straciliśmy dwa punkty (z 89 do 87) z powodu erozji środków
antykorupcyjnych i agresywnej polityki wobec organizacji pozarządowych
ratujących migrantów na morzu. „Meloni, a zwłaszcza Salvini, czują się częścią
międzynarodowego ruchu, który, podobnie jak Orbán na Węgrzech, dąży do
ograniczenia liberalizmu” – komentuje profesor Capoccia. „Premier nie jest
teraz wystarczająco silna, by przywrócić ten model; bardziej koncentruje się na
okupowaniu sektora publicznego i kultury”.
Niemniej jednak zbliżają się reformy konstytucyjne i Pałac Kwirynał. „Gdyby
urząd premiera został wprowadzony bez dostosowania systemu kontroli i
równowagi, zachwiałoby to równowagą sił, popychając Włochy w stronę scenariusza
w stylu tureckim” – uważa Luca Tomini, politolog i profesor na Université libre
de Bruxelles. „Referendum sprawiło, że Turcja popełniła błąd, przechodząc na
system prezydencki bez zapewnienia środków ochrony parlamentu i wymiaru
sprawiedliwości”. W ten sposób poddała się Erdoğanowi.
Zrozumiałe jest, dlaczego Tomini martwi się o Francję, nawet przy stabilnych
wskaźnikach. „Ich system jest scentralizowany, ciekawe, co się stanie, jeśli
Rassemblement National wygra w 2027 roku”. A co stałoby się w Niemczech po
sukcesie skrajnie prawicowej AfD?
Wschodni Wiatr
Z wykresów nie wynika, że Rosja ingerowała w działania Stanów Zjednoczonych i
na wschodniej flance Europy. „Było to widoczne już w 2012 roku” – wyjaśnia Luca
Alagna, były doradca Parlamentu Europejskiego – „kiedy doktryna Gierasimowa
dotycząca wojny hybrydowej starannie zaplanowała zniszczenie wiarygodności
informacyjnej Zachodu”.
Wprowadzenie chaosu w celu odzyskania kontroli nad tą częścią świata, która
kiedyś była Związkiem Radzieckim, tym razem nie w imię socjalizmu, a Russkiego
Miru, globalnej wspólnoty osób rosyjskojęzycznych zjednoczonych tradycją
prawosławną: marzenie Putina podąża podwójną ścieżką: bezpośredniej interwencji
wojskowej, jak w Gruzji i na Ukrainie, oraz ingerencji w wybory, jak w Mołdawii
i Rumunii.
„Rosjanie próbują modyfikować dane treningowe sztucznej inteligencji” –
twierdzi Alagna, ekspert w dziedzinie integralności informacji i zagrożeń
hybrydowych – „zalewając internet tysiącami artykułów, aby oszukać system
statystyczny sztucznej inteligencji i dostarczyć użytkownikom zmanipulowanych
odpowiedzi. Powszechnie wiadomo, że algorytmy platform wywołują określone
nastroje. Powstanie TikToka mogło być zabiegiem chińskich władz, mającym na
celu wpłynięcie na zachodnie społeczności młodzieżowe”. Niechęć Pekinu do
demokracji wynika z konkretnego planu hegemonii gospodarczej w Azji i na
Pacyfiku.
Demokracja nie jest najdoskonalszym z ustrojów. Norberto Bobbio zidentyfikował
jej ograniczenia i niespełnione obietnice, jednocześnie uznając, że jej
przewaga nad innymi formami rządów nie polega na eliminowaniu konfliktów i
interesów, lecz na ich regulowaniu, na tym, by obywatele nigdy nie czuli się
poddanymi. To cenny atut, którego nie możemy już dłużej lekceważyć.
2.
Capoccia: „Prawdziwym zagrożeniem dla dzisiejszej demokracji są oligarchie
komunikacyjne”.
Wywiad z profesorem politologii porównawczej Uniwersytetu Oksfordzkiego.
„Właściciele platform, którzy zarządzają algorytmami, mają bezprecedensową
władzę. Stany Zjednoczone są tego przykładem, ale pozostają liberalną
demokracją”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/30/news/intervista_giovanni_capoccia_democrazia_oligarchie_comunicazione-425501728/?ref=RHLF-BG-P5-S3-T1-s3927
„Zagrożeniem, jakie dostrzegam dziś dla demokracji, są oligarchie
komunikacyjne, które fragmentują, a następnie rekonstruują przestrzeń publiczną
za pośrednictwem platform. Ich właściciele często wyznają ideologie
postdemokratyczne”. To słowa profesora Giovanniego Capocci, profesora
politologii porównawczej na Uniwersytecie Oksfordzkim. Często mieszka w Anglii,
ale często przebywa w Stanach Zjednoczonych.
- Postdemokratyczny w jakim sensie?
Ich zdaniem, wolności gospodarcze i niektóre wolności polityczne mogą
przetrwać, ale obywatele nie wybierają już tak naprawdę rządu. To
bezprecedensowa koncentracja władzy. Peter Thiel jest tego przykładem.
- Dlaczego, Pana zdaniem, wskaźniki wykryte przez V-Dem i Freedom House
świadczą o regresie demokracji we Włoszech?
Pomiary te należy przeprowadzać ostrożnie: zależą one od kategorii, progów i
ocen ekspertów. Co więcej, z czasem definicja demokracji stała się bardziej
wymagająca. Nie oznacza to jednak negowania regresu. Meloni, a zwłaszcza
Salvini, sympatyzują z rozwiązaniami w stylu Orbána i czują się częścią
międzynarodowego ruchu, który dąży do ograniczenia liberalnych aspektów
demokracji. Nie sądzę jednak, aby Meloni była wystarczająco silna, by
przekształcić Włochy w tym kierunku. Bardziej ostrożnie zajmowała się
parapaństwowymi, kulturalnymi i innymi peryferyjnymi sektorami władzy. Włochy
pozostają liberalną demokracją: to nie Węgry Orbána ani Polska rządzona przez
Prawo i Sprawiedliwość.
- Orbán teoretyzuje model demokracji nieliberalnej. Czy to ma sens?
To oksymoron, listek figowy: w rzeczywistości jego ustrój był miękką
autokracją. Orbán był awangardą Europy, ale każdy kraj dostosowuje ten model do
własnych warunków. Na Węgrzech udało mu się przejąć kontrolę nad sądami w
sposób formalnie legalny, dzięki większości potrzebnej do zmiany konstytucji,
podczas gdy w Polsce rząd musiał ją złamać, napotykając na większe
ograniczenia.
- Oprócz oligarchów platformowych kontrolujących algorytmy, jakie inne
zagrożenia widzi pan?
Apatia. To starożytna idea, sięgająca czasów Polibiusza: wraz z upływem pokoleń
zapomina się o znaczeniu osiągnięć konstytucyjnych i demokratycznych.
Demokracja jest uważana za coś oczywistego, choć nie jest naturalnym stanem
rzeczy. Młodsze demokracje mogą mieć silniejsze przeciwciała, ponieważ
zachowują pamięć o autorytaryzmie.
- Jakieś przykłady?
W Korei Południowej parlament powstrzymał prezydencki zamach stanu. A w
Brazylii sędziowie, którzy powstrzymali Bolsonaro, postrzegają siebie jako
spadkobierców demokratyzacji lat 80. Paradoksalnie, to najstarsze demokracje są
najbardziej zagrożone.
- Czy to samo dzieje się w Stanach Zjednoczonych?
Stany Zjednoczone są najbardziej uderzającym przykładem. Punkt zwrotny nastąpił
wraz z wyborem Trumpa w 2016 roku, a przede wszystkim wraz z atakiem na Kongres
6 stycznia 2021 roku, kiedy to Trump i kontrolowana przez niego Partia
Republikańska zajęli pozycję obcą demokracji. Obecnie władza wykonawcza jest
silniejsza i mniej zważa na ograniczenia. Departament Sprawiedliwości,
tradycyjnie niezależny od prezydenta, jest wykorzystywany do zastraszania
prawdziwych lub wyimaginowanych wrogów. ICE otrzymało ogromne fundusze i
zostało rozbudowane, pomimo niedostatecznego wyszkolenia agentów i poważnych
problemów z użyciem siły i rozliczalnością. Gwardia Narodowa na ulicach
Waszyngtonu również przyzwyczaja nas do obecności wojska w przestrzeni
cywilnej.
- Czy nazwałby Pan Stany Zjednoczone demokracją wyborczą, tak jak czynią to
autorzy raportu V-Dem?
Nie, ale jestem w fazie przejściowej, pomiędzy liberalną demokracją a systemem,
w którym siły równoważące są zbyt słabe, by funkcjonować. Nadal istnieje
znaczny opór, na przykład na uniwersytetach, ale sygnały są bardzo niepokojące.
- Jakie są przyczyny tego spadku?
Kryzys finansowy z lat 2007-2008 przyspieszył ten proces, ale jego korzenie
sięgają dalej. Globalizacja, deindustrializacja i przesunięcie bogactwa z
Zachodu na Wschód zubożyły i osłabiły klasę średnią i niższą średnią w
rozwiniętych demokracjach. Nie nastąpiła żadna reorganizacja, która mogłaby
uspokoić tych, którzy pozostali w tyle.
- Co jeszcze?
Imigracja, nowe prawa i przemiany społeczne przyniosły innowacje, jakich pewna
część populacji nigdy wcześniej nie doświadczyła. Przedsiębiorcy polityczni
wykorzystali i podsycili te obawy; oligarchie medialne je wzmocniły i
przekształciły w siłę polityczną. To właśnie ten koktajl uderzył w demokracje,
które uważały się za bezpieczne.
3.
Stany Zjednoczone przeprowadziły „silną falę” ataków odwetowych na Iran, a
odnowiony konflikt nie wykazuje oznak uspokojenia
https://edition.cnn.com/2026/07/30/world/live-news/iran-war-trump
• Konflikt się zaostrza: Pożar, który wybuchł w środę na dwóch statkach, w
tym jednym należącym do USA, w egipskim porcie, został spowodowany przez drona,
potwierdził Kair. To pierwszy raz, gdy infrastruktura egipska została
zaatakowana. Do zdarzenia doszło w momencie, gdy Arabia Saudyjska
przeprowadziła również wspólne z USA ataki na irańskich pełnomocników w Iraku,
po miesiącach oporu Rijadu przed wciągnięciem w konflikt.
• USA wznawiają ataki na Iran: Wojsko amerykańskie rozpoczęło „intensywną falę
ataków” przeciwko Iranowi w odwecie za próbę ataku Iranu na amerykańskie
pozycje wojskowe we wtorek. Ostatnie ataki były pierwszymi od kilku dni,
których celem był bezpośrednio ten kraj. Irańskie media państwowe
poinformowały, że w południowym Iranie, w tym w Bandar Abbas, Kisz i na wyspie
Keszm, słyszano eksplozje.
• Przysięga zemsty: Irańscy Strażnicy Rewolucji Islamskiej oświadczyli, że
Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta, a „agresor zostanie ukarany dzisiaj”. Jest
to kontynuacja wcześniejszej obietnicy zemsty złożonej przez prezydenta USA
Donalda Trumpa, który powiedział reporterom , że „teraz nasza kolej, żeby ich
uderzyć”.
4.
Sondaż CNN: Wyborcy przed wyborami uzupełniającymi opowiadają się za
Demokratami z 8-punktową przewagą
https://edition.cnn.com/2026/07/30/politics/cnn-poll-midterm-generic-ballot-democrats-republicans-change
Na mniej niż 100 dni przed wyborami uzupełniającymi wyborcy domagają się
gruntownej zmiany w Kongresie i liczą na Partię Demokratyczną, mając nadzieję,
że uda się ją wprowadzić.
Demokraci wyprzedzają Republikanów w głosowaniu powszechnym o 8 punktów
procentowych wśród zarejestrowanych wyborców, wynika z nowego sondażu CNN
przeprowadzonego przez SSRS. Demokraci nadal mają znaczną przewagę w
entuzjazmie wyborców i 20-punktową przewagę w preferencjach wśród tych, którzy
deklarują, że są niezwykle zmotywowani do głosowania. Więcej Amerykanów uważa,
że kraj byłby w lepszej sytuacji (38%) niż w gorszej (33%), gdyby Demokraci
przejęli kontrolę nad Kongresem w listopadzie, a 29% twierdzi, że nie miałoby
to żadnego znaczenia.
O potrzebie radykalnych zmian w Waszyngtonie świadczy fakt, że większość
wyborców uważa, że Kongres byłby w lepszej sytuacji, gdyby większość jego
obecnych członków straciła stanowiska w jesiennych wyborach. Jest to wynik o
kilkanaście procent wyższy od odsetka osób, które miały takie zdanie przed falą
demokratycznych wyborów w trakcie wojny w Iraku w 2006 r.
Frustracja wyborców wobec Waszyngtonu przejawia się w głęboko negatywnej ocenie
obu partii i ich przywódców w Kongresie, a także w powszechnym odczuciu, że
żadna ze stron nie poświęca wystarczająco dużo czasu kwestiom ekonomicznym,
które niezmiennie są najważniejsze dla wyborców.
Jednak Republikanie wypadają w tym wskaźniku nieco gorzej: 63% Amerykanów
uważa, że Partia Republikańska zbyt mało uwagi poświęca kwestiom kosztów
utrzymania, podczas gdy 52% uważa, że Demokraci nie poświęcają temu tematowi
wystarczająco dużo czasu.
Amerykanie z 10-punktową przewagą częściej nazywają Demokratów niż Republikanów
„partią zmian”, co stanowi zmianę w porównaniu z ubiegłą wiosną, kiedy to
Republikanie mieli 7-punktową przewagę w tym wskaźniku. Niewielka przewaga
Republikanów w postrzeganiu ich jako „partii, która potrafi działać” również
zmniejszyła się w ciągu ostatniego roku. Jednocześnie około połowa opinii
publicznej uważa, że żadna z partii nie zasługuje na takie określenie.
Większość Demokratów chce zmian w swojej partii
Demokraci i niezależni o poglądach demokratycznych są szczególnie chętni do
zmian w samej partii. Prawie 6 na 10 dorosłych osób o poglądach demokratycznych
twierdzi, że ich partia potrzebuje co najmniej poważnych zmian, jeśli nie
całkowitej reformy.
Jednocześnie osoby opowiadające się za Partią Demokratyczną częściej niż na
początku drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa twierdzą, że polityka
ostatnich lat sprawiła, że czują się bliżej Partii Demokratycznej (obecnie 31%
w porównaniu z 23% w styczniu 2025 r.).
Ci, którzy dostrzegają potrzebę zmian, znacznie częściej uważają, że młodsi
kandydaci, nowe kierownictwo i silniejsza postawa wobec Trumpa poprawią
sytuację partii – niż przesunięcie się w lewo lub w centrum. Niektórzy
twierdzili, że ruch w którąkolwiek stronę byłby poprawą.
Być może najpotężniejszą siłą jednoczącą stronę Demokratów pozostaje gniew na
Trumpa, który obecnie przewyższa lojalność, jaką wzbudza on w Partii
Republikańskiej. Siedmiu na dziesięciu wyborców o poglądach demokratycznych
twierdzi, że ich głos w listopadzie będzie wyrazem sprzeciwu wobec prezydenta,
podczas gdy zaledwie 41% wyborców o poglądach republikańskich deklaruje, że ich
głos będzie wyrazem poparcia.
Sześciu na dziesięciu Demokratów i niezależnych o poglądach demokratycznych
deklaruje, że byliby rozczarowani, gdyby ich partia nominowała kandydata, który
popiera nawet niektóre kluczowe strategie Trumpa. To znacznie więcej niż
odsetek osób, które stanowczo sprzeciwiłyby się kandydatowi o agresywnym
podejściu, kandydatowi po siedemdziesiątce lub demokratycznemu socjaliście. Dla
porównania, zaledwie 18% dorosłych o poglądach republikańskich deklaruje, że
byliby rozczarowani kandydatem, który sprzeciwia się kluczowym strategiom
Trumpa.
Jak Republikanie oceniają wpływ Trumpa
W obliczu pewnego spadku poparcia dla Trumpa wśród Republikanów, 56%
Republikanów i osób o poglądach republikańskich uważa, że miał on dobry wpływ
na partię, podczas gdy na początku tego roku odsetek ten wyniósł 67%.
Jednak Republikanie i niezależni o republikańskich poglądach nie są tak chętni
do zmian w swojej partii jak Demokraci, a tylko około jedna trzecia z nich
twierdzi, że partia potrzebuje poważnych zmian. To przekonanie jest znacznie
silniejsze wśród skrzydła partii niezrzeszonego w MAGA: 46% osób, które nie
uważają się za członków ruchu Make America Great Again, uważa, że partia
potrzebuje gruntownej przebudowy, w porównaniu z 17% tych, którzy tak uważają.
Republikanie MAGA i osoby o poglądach zbliżonych do republikańskich są około
dwa razy bardziej skłonni niż pozostali członkowie Partii Republikańskiej
stwierdzić, że Trump miał dobry wpływ na partię, a tylko około jedną czwartą
rzadziej przyznają, że były prezydent Joe Biden wygrał wybory w 2020 r.
Postawy wobec Izraela zmieniają się w obu partiach
Większość dorosłych zwolenników Partii Demokratycznej twierdzi, że nie mieliby
nic przeciwko nominowaniu przez swoją partię kandydata popierającego
ograniczenie pomocy dla Izraela, podczas gdy większość Republikanów czułaby się
mniej komfortowo, gdyby kandydat Partii Republikańskiej głosił to samo. Jednak
żadna z partii nie jest jednomyślna w tej sprawie.
Wiek stanowi wyraźną linię podziału: dorośli o poglądach demokratycznych
poniżej 45. roku życia są o 22 punkty bardziej skłonni niż ich starsi
odpowiednicy stwierdzić, że byliby entuzjastycznie nastawieni do takiego
kandydata. Tymczasem młodsi dorośli o poglądach republikańskich są o 23 punkty
bardziej skłonni niż starsi stwierdzić, że czuliby się z tym co najmniej
dobrze.
Niejasne wiadomości w trakcie semestru
Demokraci próbowali wykorzystać walkę z korupcją jako element kampanii
wyborczej. Choć niektóre z przytoczonych przez nich przykładów – w tym zarobki
Trumpa w czasie prezydentury – są głęboko niepopularne wśród opinii publicznej,
Amerykanie są mniej więcej po równo podzieleni w kwestii tego, która partia
walczy z korupcją, a prawie połowa twierdzi, że nie dotyczy to żadnej ze stron.
W obliczu wysiłków Republikanów, mających na celu skupienie się na kwestiach
wojny kulturowej, Amerykanie niemal tak samo chętnie odpowiadają, że Partia
Republikańska zbyt mocno skupia się na kwestiach rasy i płci (31%), jak i że
Demokraci poświęcają temu tematowi zbyt wiele uwagi (36%).
5.
Atak rakietą Iskander na dom w pobliżu Krzywego Rogu zabił co najmniej pięciu
członków jednej rodziny
https://www.unian.ua/war/udar-iskandera-po-budinku-poblizu-krivogo-rogu-zaginula-cila-bagatoditna-sim-ya-novini-dnipra-13455594.html
Kiedy zdjęcia domu zniszczonego przez rosyjski Iskander-M w Radusznem, w
ukraińskim okręgu metalurgicznym Krzywy Róg, trafiły na strony internetowe i do
mediów społecznościowych, Matwiej napisał na kanale Telegram: „Kto przeżył z
rodziny Woronowów? Jestem Matwiej, ich syn”.
Mieszka i pracuje w Polsce, ale jego telefon komórkowy zalały obrazy
zrujnowanej ojczyzny. Sąsiadka, Nelia, odpowiedziała: „Mateuszu, byłam tam.
Zostały tylko gruzy. Nikt nie przeżył”. Wszyscy w tym domu zginęli wczoraj w
nocy: jego rodzice, siedmioro z dziewięciorga rodzeństwa, a nawet jego
bratanek, syn brata Dani, który walczy na froncie. Przeszukując gruzy,
ratownicy znaleźli szczątki jego rodziny i próbują je ponownie złożyć i
zidentyfikować. Z gruzów wydobyto z całą pewnością szczątki co najmniej sześciu
osób, które oficjalnie uznano za zmarłe. Niestety, nadzieja na los pozostałych
jest nikła.
Rosyjski pocisk, który uderzył w ten dom, zabił ojca i matkę Matwieja, Artema i
Elenę, w wieku 47 i 41 lat. Zabrali ze sobą również Marka (17 lat); Dominikę
(15 lat); Viorikę (14 lat); Zacharija (12 lat); 11-letniego Azarija Ilaja; a
także Fredericę i Emilię (10 i 6 lat). Byli jego młodszym rodzeństwem. W domu
był również Artem, który nosił to samo imię co jego dziadek, ale był
najmłodszym dzieckiem Danii, brata Matwieja. Mały Artem miał zaledwie półtora
roku. Psy tropiące pracują nad odnalezieniem jego szczątków.
„Mieli dziesięcioro dzieci i troje wnucząt. Nawet najmłodszy wnuk zginął razem
z nimi: pojechał ich odwiedzić” – powiedziała babcia Matwieja, która mieszka w
domu po drugiej stronie ulicy i również została ranna w eksplozji. „Nie mamy
już ojca Artema ani małego Artema. Dania, ojciec dziecka, ukończył akademię
wojskową i jest teraz kapitanem artylerii. Aurika mieszka w Niemczech, Matwiej
w Polsce. Mark był świetnym uczniem w technikum Zakładów Górniczo-Przeróbczych
w Jużnym. Rodzice zainwestowali wszystko w swoje dzieci”.
Kiedy jego sąsiad potwierdził w mediach społecznościowych, że nikt nie przeżył,
Matwiej odpowiedział: „Tak, już widziałem nagranie. Nie mogę w to uwierzyć...
Te przeklęte dranie zabrały mi to, co najcenniejsze”. „To były dobre dzieci. Do
wczoraj się śmiały i bawiły, a dziś nie ma po nich nikogo” – napisała w mediach
społecznościowych mieszkanka wsi Ludmiła. „To był dom. Nic z niego nie zostało,
nawet fundamenty” – powiedział Mykoła Łukaszuk, przewodniczący Rady Obwodu
Dniepropietrowskiego. „Każdy zmasowany atak rosyjski zamienia życie milionów
Ukraińców w straszną loterię. Nikt nie wie, gdzie tym razem trafią dronem lub
rakietą: w twój dom, ogród sąsiada czy ulicę, po której jeździsz codziennie…”
6.
Eksplozje we Lwowie: w ataku rakietowym zginął policjant, a ponad 30 zostało
rannych
https://fakty.com.ua/ua/proisshestvija/20260730-vybuhy-u-lvovi-shho-stalosya-sogodni-30-lypnya-2026/
Do eksplozji we Lwowie doszło rankiem 30 lipca, gdy wróg zaatakował miasto
pociskami manewrującymi.
Według najnowszych danych Policji Krajowej, liczba ofiar wzrosła do 34. Wśród
nich jest troje dzieci w wieku 6, 13 i 15 lat, pracownik Państwowej Służby
Ratowniczej oraz policjant.
7.
Rosyjska rakieta na polskim niebie. Interweniuje F-17, odłamki blisko Lublina.
Tusk: naruszona nasza przestrzeń powietrzna
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/30/diretta/guerra_ucraina_russia_news_oggi-425500964/?ref=RHLF-BG-P8-S2-T1-PP
8.
https://wyborcza.pl/7,75398,32940106,chaos-po-upadku-rakiety-komandor-dura-musimy-wreszcie-przestac.html
Działania służb ratunkowych, chaos informacyjny, olbrzymie opóźnienie w reakcji
wojska - cała ta sytuacja to jakaś kompletna paranoja. Musimy wreszcie przestać
udawać, że wszystko działa, i zacząć realnie budować odporność kraju na
zagrożenia, które przestały być jedynie teoretyczne.
Dorota Roman: Ukraińcy potwierdzili, że w Polsce spadła rakieta manewrująca,
wskazują konkretnie na model Ch-101.
Komandor porucznik rez. Maksymilian Dura, Defence24.pl: Analiza pierwszych
informacji oraz wielkość krateru nie pozostawiają złudzeń – kategorycznie
wykluczono, aby był to dron. To najważniejsza i w pełni zweryfikowana wiadomość
Wskazuje na to również fakt, że miejsce uderzenia – teren polny w okolicach
miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim – znajduje się w linii
prostej daleko od granicy polsko-ukraińskiej. Biorąc pod uwagę, że pocisk
pokonał ten dystans w zaledwie kilka minut, obiekt musiał poruszać się z
prędkością poddźwiękową przekraczającą kilkaset kilometrów na godzinę.
Te parametry lotu oraz skala zniszczeń stanowią kluczowy dowód na to, że była
to rakieta manewrująca, a nie znacznie wolniejszy dron bezzałogowy.
- Jaka to mogła być prędkość?
- Aby w tak krótkim czasie wbić się tak głęboko w terytorium Polski, obiekt
musiał poruszać się z prędkością przekraczającą 400 kilometrów na godzinę. Jest
to parametr charakterystyczny dla pocisków manewrujących typu Ch-101.
Dokładny typ pocisku zostanie ustalony na podstawie odnalezionych szczątków,
których zabezpieczono dość dużo. Ich analiza pozwoli precyzyjnie określić, z
jaką bronią mieliśmy do czynienia – czy były to wystrzeliwane z okrętów rakiety
Kalibr, czy na przykład pociski Ch-101 odpalane z bombowców strategicznych.
10-metrowy krater potwierdza, że mieliśmy do czynienia z uzbrojonym, niezwykle
niebezpiecznym pociskiem bojowym?
- Mamy do czynienia z bezwzględnie uzbrojonym pociskiem. Sam rozmiar krateru
jednoznacznie dowodzi, że wewnątrz znajdował się potężny ładunek wybuchowy.
- Gdyby rakieta uderzyła w ziemię bez sprawnej głowicy, zniszczenia byłyby
nieporównywalnie mniejsze. Sytuacja wyglądałaby wtedy tak, jak podczas
wcześniejszego incydentu w lasach pod Bydgoszczą, blisko Torunia. Wtedy pocisk
spadł niezauważony, a jego szczątki przypadkowa osoba na koniu odnalazła
dopiero po kilku miesiącach.
W tym przypadku ogromna skala eksplozji potwierdza obecność głowicy bojowej.
Rakiety manewrujące tego typu mogą przenosić potężny ładunek o masie od 400 do
nawet 550 kilogramów.
- Jakie są najbardziej prawdopodobne przyczyny upadku tej rakiety? Czy w grę
wchodzi awaria i utrata kontroli nad pociskiem, czy też musimy brać pod uwagę
scenariusz świadomego i celowego działania?
- Z perspektywy naszego bezpieczeństwa najbardziej optymistycznym scenariuszem
byłaby awaria techniczna pocisku. Świadczyłoby to o niskiej jakości rosyjskiego
uzbrojenia, które z powodu usterek zbacza z kursu i spada w losowych miejscach.
Należy jednak brać pod uwagę drugi, bardzo prawdopodobny scenariusz – rakieta
mogła zostać uszkodzona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, co zmieniło
trajektorię jej lotu.
- Niestety, istnieje również trzeci, znacznie bardziej niepokojący
scenariusz. Rosjanie mogli dokonać tego ataku celowo, aby przetestować nasze
systemy obronne. Taki incydent – zaledwie tydzień po ogłoszonym u nas alarmie –
miałby na celu pokazanie, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani na przyjęcie i
odparcie tego typu zagrożenia.
- Niestety okazało się, że nie jesteśmy przygotowani. Działania służb
ratunkowych, późniejszy chaos informacyjny, olbrzymie opóźnienie w reakcji
wojska - cała ta sytuacja to jakaś kompletna paranoja.
Czas uderzyć się w pierś i otwarcie przyznać: musimy w końcu wziąć się do pracy
i realnie przygotować na tego typu zagrożenia.
Czas na polityczną i systemową krytykę. Musimy wreszcie przestać udawać, że
wszystko działa, i zacząć realnie budować odporność kraju na zagrożenia, które
przestały być jedynie teoretyczne.
Opóźnienie w poinformowaniu ludności cywilnej oraz fakt, że wojsko nie pojawiło
się natychmiast na miejscu zdarzenia, to sytuacje niedopuszczalne. Pokazuje, że
mechanizmy reagowania kryzysowego całkowicie wymknęły się spod kontroli.
- Para dyżurna F-16 powinna strącić rakietę?
- Kluczową barierą okazał się czas - pocisk przebywał w naszej przestrzeni
zaledwie około sześciu minut, co uniemożliwiło pilotom wykonanie pełnej
procedury identyfikacji i ataku.
Pocisk wleciał w polską przestrzeń powietrzną o godzinie 3:40, a zaledwie sześć
minut później, o 3:46, uderzył w ziemię w rejonie Tarnawy-Kolonii i zniknął z
radarów. W realiach lotnictwa to zdecydowanie zbyt mało czasu, aby pilot
myśliwca zdołał fizycznie dopaść cel, dokonać jego wzrokowej identyfikacji
zgodnie z pokojowymi procedurami NATO, a następnie skutecznie go zestrzelić.
Wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie można więc mieć
pretensji do lotnictwa ani wojsk radiotechnicznych – piloci i obsługa naziemna
działali precyzyjnie, zgodnie z procedurami i otrzymanymi rozkazami.
Kluczowym uchybieniem w procedurach reagowania kryzysowego był czas przybycia
służb – Żandarmeria Wojskowa dotarła zabezpieczyć teren dopiero o godzinie
7:00.
Taka opieszałość stwarzała realne zagrożenie dla ludności, ponieważ upadkowi
pocisku bojowego mogło towarzyszyć uwolnienie substancji toksycznych.
O powadze sytuacji świadczy to, że zabezpieczone miejsce musiało być później
weryfikowane przez specjalistyczne jednostki pod kątem obecności promieniowania
radioaktywnego.
W strefie zagrożenia znajdowali się ludzie, którzy w krytycznym momencie
zostali pozostawieni sami sobie. Obywatele po prostu nie wiedzą, jak mają się
zachować w obliczu takiego niebezpieczeństwa, ponieważ nikt ich o tym nie
informuje. Zaledwie tydzień wcześniej w całej Polsce testowano systemy
ostrzegania publicznego i wszyscy zapewniali, że systemy zadziałały bez
zarzutu.
Dzisiejsza sytuacja brutalnie to zweryfikowała - system alarmowania zawiódł na
całej linii.
Tylko część ludności przebywającej na miejscu została ostatecznie zaalarmowana
poprzez system Alert RCB. Musimy głęboko przeanalizować całą sytuację i
otwarcie wskazać, co poszło nie tak.
W krytycznym momencie ludzie popełnili najgorszy możliwy błąd - zamiast szukać
schronienia, zaczęli masowo dzwonić i biegać. Obywatele muszą mieć wreszcie
wbite do głów elementarne zasady przetrwania: gdy ogłaszany jest alarm, nie
wyciąga się telefonów, nie filmuje się nieba i nie wychodzi na zewnątrz.
Obowiązuje natychmiastowe ukrycie się - najlepiej w piwnicy lub stosując zasadę
dwóch ścian - i czekanie na odwołanie zagrożenia.
Tymczasem na miejscu wybuchu oglądaliśmy przerażający chaos. Jestem dziś
autentycznie wściekły, ponieważ sprawdziło się wszystko, przed czym
ostrzegałem: jako społeczeństwo jesteśmy na taki atak kompletnie
nieprzygotowani, ale wina leży po stronie także państwa, które w obszarze
obrony cywilnej wciąż robi dramatycznie mało.
Tymczasem w oficjalnych komunikatach dominuje samozachwyt - wszyscy dziękują
sobie nawzajem, udając, że akcja przebiegła wzorowo. Nie było super. Po raz
kolejny udowodniliśmy, że jesteśmy całkowicie nieprzygotowani na tego typu
sytuacje kryzysowe.
9.
Gospodarka o obiegu zamkniętym
UE dąży do przejścia na gospodarkę o obiegu zamkniętym, aby Europa stała się
czystsza i bardziej konkurencyjna.
Istnieje tylko jedna planeta Ziemia, a jednak do roku 2050 świat będzie
konsumował tak, jakby było ich trzy.
Tradycyjny, liniowy model „weź, wytwórz, użyj, wyrzuć” jest niezrównoważony i
wykracza poza granice naszej planety.
W gospodarce o obiegu zamkniętym produkty i materiały pozostają w obiegu tak
długo, jak to możliwe, a ilość odpadów i zużycie zasobów są minimalizowane.
https://environment.ec.europa.eu/strategy/circular-economy_en
Przejście UE na gospodarkę o obiegu zamkniętym ma kluczowe znaczenie dla
zmniejszenia presji na zasoby naturalne, powstrzymania utraty różnorodności
biologicznej, osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. i zbudowania
bardziej odpornej i konkurencyjnej Europy.
W społeczeństwie konsumpcyjnym paradygmat wydaje się naturalny: zepsuło się,
więc trzeba je wymienić. W końcu umiejętność naprawy tostera jest dziś zajęciem
zarezerwowanym dla nielicznych, naprawa pralki często kosztuje tyle samo, co
zakup nowej, a fakt, że smartfon za kilka lat będzie przestarzały, jest
uwzględniany przy jego zakupie. Jednak mentalność „jednorazowego użytku” grozi
ustąpieniem miejsca rewolucji, jak to dosadnie definiują konsumenci i
specjaliści z branży: prawo do naprawy.
Dyrektywa z 2023 r.
Unia Europejska usankcjonowała to dwa lata temu dyrektywą, którą państwa
członkowskie muszą wdrożyć do jutra. Zasada jest prosta: jeśli zepsuty produkt
jest technicznie możliwy do naprawy, producenci są zobowiązani do jego naprawy,
nawet poza okresem gwarancji. To ogranicza przedwczesne marnotrawstwo i stanowi
walkę z planowanym postarzaniem: samo celowe ograniczanie żywotności produktów
wystarczy, aby skłonić ludzi do kupowania nowych. Na etapie projektowania
należy postępować odwrotnie: przedmioty powinny być trwałe, demontowalne i
łatwe do naprawy.
Tony odpadów
Stawka jest wysoka, ponieważ przedwczesna utylizacja towarów nadających się do
odzysku, według szacunków Komisji Europejskiej, generuje 35 milionów ton
odpadów rocznie i kosztuje rodziny 12 miliardów euro. „Ludzie chcieliby
naprawiać” – zapewnia Elisa Nicoli, rzeczniczka ekologiczna z profilem w
mediach społecznościowych „Eco Narrator” – „ale mówią mi: »Nie mogę tego
zrobić, kosztuje mnie to więcej niż kupno nowego, nie wiem, do kogo się
zwrócić«”. Aby uczynić wymianę mniej atrakcyjną, dyrektywa stanowi, że naprawy
mogą być oferowane bezpłatnie lub co najwyżej za „rozsądną” cenę, a termin
również musi być rozsądny. „To bardzo niejasne i skrajnie względne definicje” –
ostrzega Nicoli. A jeśli naprawa nie jest możliwa, producent może zaoferować
konsumentowi towar odnowiony.
Pralki i smartfony
Lista produktów jest już długa i będzie się rozszerzać w nadchodzących latach,
choć harmonogram nie jest jeszcze jasny: duże urządzenia, takie jak pralki, ale
także odkurzacze, rowery elektryczne i urządzenia osobiste, takie jak
smartfony. To właśnie w tej ostatniej kategorii następuje najistotniejsza
zmiana, ponieważ praktyka blokowania oprogramowania w celu uniemożliwienia
napraw w laboratoriach zewnętrznych lub stosowania kompatybilnych części
zamiennych jest wyraźnie zabroniona. Ponadto producenci będą zobowiązani do
udostępniania oryginalnych części zamiennych klientom i niezależnym serwisom. …
Jeśli produkt okaże się wadliwy w okresie gwarancyjnym, konsument może wybrać,
czy chce go wymienić, czy naprawić: w przypadku naprawy gwarancja jest
przedłużana o rok. „Pod tym względem producenci, zwłaszcza korporacje
międzynarodowe, nadal odgrywają ważniejszą rolę niż małe firmy. Wiedząc, kiedy
produkt straci gwarancję, starają się sprzedać pakiety przedłużające okres
gwarancyjny przed jego upływem.
Platforma europejska
Do 31 lipca 2027 r. musi powstać europejska platforma internetowa, która
umożliwi konsumentom znalezienie warsztatów naprawczych, sprzedawców towarów
odnowionych oraz partycypacyjnych inicjatyw naprawczych, takich jak Repair
Cafés.
10.
Papież Leon powiedział w wywiadzie dla NBC News, że wśród jego przodków byli
imigranci, niewolnicy i właściciele niewolników
Papież powiedział w rozmowie z prezenterem programu „NBC Nightly News” Tomem
Llamasem, że kocha Amerykę ze względu na „poczucie wolności i poczucie
możliwości”.
Papież w wywiadzie dla NBC z Castel Gandolfo: „Uważam się przede wszystkim za
Papieża, który akurat jest Amerykaninem”. Powrót do Stanów Zjednoczonych? „Mam
nadzieję, że wkrótce; przeglądam kalendarz na kolejne dwa lata”.
https://www.nbcnews.com/world/italy/pope-leo-tells-nbc-news-ancestors-included-immigrants-enslaved-people-rcna589805
Na tle restrykcyjnej polityki imigracyjnej administracji Trumpa papież Leon XIV
w wywiadzie dla amerykańskiej stacji telewizyjnej NBC pochwalił fakt, że Stany
Zjednoczone „od pokoleń zapraszają ludzi z całego świata, aby stali się częścią
Ameryki”, zauważając, że on sam ma wśród swoich przodków dziadków i niewolników
imigrantów.
„Jedno z największych bogactw”
W wywiadzie udzielonym przez Toma Llamasa w ogrodach Castel Gandolfo dla
programu NBC Nightly News, Robert Francis Prevost powiedział, że kocha „wiele
rzeczy” w Ameryce, a konkretnie „jeśli chodzi o zasady, to co Ameryka
reprezentuje: poczucie wolności, poczucie możliwości, poczucie zapraszania
ludzi z całego świata do bycia częścią Ameryki od pokoleń. Ja” – kontynuował
papież – „pochodzę z rodziny, w której moi dziadkowie byli imigrantami; po
stronie matki mamy zarówno ludzi, którzy byli niewolnikami, jak i ludzi, którzy
byli właścicielami niewolników: mam historię dorastania w takim doświadczeniu,
które pomaga mi dostrzec w sobie jedno z największych bogactw Stanów
Zjednoczonych. I nadal podtrzymuję zasady, które były częścią bycia
Amerykaninem i myślę, że nadal będą”.
Amerykański papież
Kiedy dziennikarz zapytał go, co to znaczy być pierwszym amerykańskim papieżem,
Leon XIV wyjaśnił: „Uważam się przede wszystkim za papieża, który akurat jest
Amerykaninem. Nie chcę umniejszać tego, co znaczy być Amerykaninem: urodziłem
się w Stanach Zjednoczonych i moja rodzina nadal tam mieszka, mam wielką miłość
do Ameryki. Rozumiem jednak swoją misję — bardzo ważną misję jako pasterza
Kościoła powszechnego, który ma głos i możliwość zwracania się do ludzi na
całym świecie — i dlatego ustaliłem taką kolejność priorytetów. Jednocześnie
uznaję — zarówno dla siebie, jak i dla narodu amerykańskiego, sądząc po reakcji
obserwowanej od 8 maja ubiegłego roku — że bycie pierwszym amerykańskim
papieżem ma ogromne znaczenie”.
Wrócę do domu „wkrótce”
Kiedy Tom Llamas zapytał go, kiedy Amerykanie zobaczą Leona XIV w swojej
ojczyźnie, Leon XIV odpowiedział: „Zobaczą mnie. Tak się składa, że właśnie
dzisiaj przeglądaliśmy kalendarz na najbliższe dwa lata. Nic jeszcze nie jest
przesądzone, ale mam nadzieję, że wkrótce pojadę”.
Z Andreą Bocellim
Papież odpowiadał na pytania reportera NBC w kuluarach koncertu, w którym
uczestniczył w Castel Gandolfo, gdzie niedawno spędził wakacje. Występowali tam
Andrea Bocelli i dzieci z krajów ogarniętych wojną, takich jak Palestyna.
Występ, zorganizowany przez Borgo Laudato Si' kardynała Fabio Baggio i Fundację
Andrei Bocellego, był poświęcony tematyce pokoju. „Wspaniale było słyszeć
dzieci z całego świata śpiewające razem” – powiedział Papież. „Już słyszałem
Andreę Bocellego; te dzieci mają, że tak powiem, błogosławieństwo Andrei
Bocellego i jego głosu, a także jego fundacji”. „Modlę się, aby pokój panował w
waszych domach” – powiedział im Papież – „i we wszystkich miejscach na świecie,
które wciąż cierpią z powodu przemocy”.
11.
Alarm w Ceucie: absolutny chaos, tysiące Marokańczyków na falochronie
Sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli; to, co dzieje się w Ceucie, to
istne szaleństwo. Tysiące Marokańczyków omija falochron, a Maroko nic nie robi.
Wjeżdżają, omijając falochron, a nie przekraczając granicę. Przybywa wiele
małych dzieci.
VIDEO: https://elfarodeceuta.es/ceuta-alerta-descontrol-absoluto-miles-marroquies-espigon/
Hiszpańska enklawa Ceuta w Afryce Północnej stoi w obliczu kryzysu
humanitarnego i bezpieczeństwa po tym, jak 1500 migrantów dotarło do miasta w
ciągu ostatniego tygodnia, płynąc z Maroka. Setki młodych ludzi, wyposażonych w
pianki i ponton, było tam, jak pokazują zdjęcia regionalnego nadawcy Faro TV.
Ceuta, wraz z Melillą – kolejnym autonomicznym miastem hiszpańskim położonym w
Afryce Północnej – stanowi jedyną granicę lądową Unii Europejskiej z Afryką.
Oba miasta są okresowo dotknięte wzrostem liczby prób przekroczenia granicy
przez migrantów próbujących dotrzeć do Europy.
Hiszpański rząd ogłosił koordynację działań kilku ministerstw w celu
wzmocnienia kontroli granicznej i zapewnienia pomocy humanitarnej.
12.
https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32940268,dziurawy-mur-sankcji-polska-ma-wielki-poslizg-we-wprowadzeniu.html
Wciąż są Polacy, którzy dla zarobku są skłonni łamać unijne sankcje,
szczególnie liczne w stosunku do Rosji i Białorusi. Sprzyjają temu dotychczas
niespójne przepisy. Dotychczasowy polski system kar za naruszenie ograniczeń
sankcyjnych odnosił się do naruszenia konkretnego przepisu unijnego
rozporządzenia sankcyjnego. Powodowało to, że w momencie wprowadzenia nowego
zakazu na poziomie unijnym, jego naruszenie w Polsce nie stawało się
automatycznie karalne i każdorazowo wymagało dostosowania przepisów. Tym samym
naruszenie niektórych unijnych środków ograniczających mogło pozostawać w
Polsce przez długi czas całkowicie bezkarne, a przyjęty model egzekwowania
sankcji był niepełny i niespójny. …
13.
Zyski Shella wzrosły ponad dwukrotnie po wzroście cen ropy i gazu
Ekologiści ponawiają apele o wprowadzenie podatku od zysków nieoczekiwanych,
aby wesprzeć gospodarstwa domowe po tym, jak zyski w drugim kwartale wzrosły do
prawie 10 mld dolarów
https://www.theguardian.com/business/2026/jul/30/shell-profits-double-jump-oil-gas-prices
Shell odnotował drugi najwyższy kwartalny zysk w historii, a wzrost na rynku
energetycznym wywołany kryzysem na Bliskim Wschodzie pomógł podwoić zysk netto
firmy do prawie 10 mld dolarów w ciągu trzech miesięcy do czerwca.
Największa europejska spółka naftowa i gazowa odnotowała kwartalny zysk w
wysokości 9,8 mld dolarów (7,4 mld funtów), co stanowi ponad dwukrotność zysku
za drugi kwartał ubiegłego roku i jest najwyższą wartością od czasu rekordowych
zysków osiągniętych w miesiącach po inwazji Rosji na Ukrainę.
Robert Palmer, zastępca dyrektora grupy Uplift, sprzeciwiającej się
zagospodarowaniu Morza Północnego, oskarżył firmę Shell o „maniakalne
zachowanie”, gdyż „stawia zyski ponad zdrowie naszej planety”.
„Podczas gdy rodziny i strażacy w całej Europie walczą z niszczycielskimi
pożarami lasów , Shell czerpie zyski z wojny Trumpa i podwaja inwestycje w ropę
i gaz” – powiedział. „Świat dosłownie płonie, a Shell chce dodać więcej
paliwa”.
Poważne zakłócenia na światowych rynkach energii, będące skutkiem
amerykańsko-izraelskich ataków na Iran pod koniec lutego, doprowadziły do
30-procentowego spadku produkcji gazu przez Shell w ostatnim kwartale w
porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej, po tym jak irańskie drony
uszkodziły jego zakład przetwarzania gazu na ciecz w Katarze.
Firma była jednak w stanie z nawiązką zrekompensować utracone zyski dzięki
wyższym cenom na rynkach światowych i przemyślanemu handlowi. …
14.
„To był wielki szok”: nowe przepisy graniczne pozostawiły parę utkniętą w
Krakowie po 80 latach życia w Wielkiej Brytanii
Marii i Czesławowi Krupom, którzy przybyli w latach 1947 i 1948 jako osoby
pozostające na utrzymaniu przesiedlonych polskich żołnierzy, powiedziano, że po
Brexicie nie mają prawa powrotu do Wielkiej Brytanii
https://www.theguardian.com/politics/2026/jul/30/how-couple-lived-in-uk-80-years-got-stuck-in-krakow
Dwojeh obywateli Polski, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii od prawie 80 lat,
odkąd ich rodzice uciekli przed II wojną światową, opowiedziało o swoich
przerażających przeżyciach, gdy powiedziano im, że po Brexicie nie będą mieli
prawa powrotu do Wielkiej Brytanii.
W maju, podczas wizyty w Polsce, dowiedzieli się, że chociaż po wojnie zostali
przyjęci jako uchodźcy, teraz będą potrzebować specjalnych dokumentów po
Brexicie, aby móc wrócić do swojego domu w Bury.
Maria Krupa (85 l.) i jej mąż Czesław (92 l.) poznali się w Wielkiej Brytanii,
pobrali się i osiedlili w Bury w hrabstwie Greater Manchester. Otrzymali „karty
rejestracyjne cudzoziemców” i jako dorośli dużo podróżowali, a nikt nie pytał
ich o status imigracyjny.
Czesław, który pochodził ze Lwowa, wówczas części Polski, i Maria, która
opuściła swoje rodzinne miasto na terenie dzisiejszej Białorusi jako niemowlę,
przyjechali do Polski w maju, aby spotkać się z żyjącymi członkami rodziny.
Jednak Ryanair odmówił im wejścia na pokład samolotu w celu odbycia podróży
powrotnej, uzasadniając to faktem, że nie posiadali ani dowodu potwierdzającego
prawo do pobytu w Wielkiej Brytanii, ani nowego elektronicznego zezwolenia na
podróż (ETA), które jest obecnie wymagane od zagranicznych turystów
wjeżdżających do Wielkiej Brytanii.
„To był ogromny szok” – powiedziała Maria. „Byliśmy bardzo, bardzo rozczarowani
i trochę zdenerwowani, bo mój mąż bierze dużo leków z powodu udaru rdzenia
kręgowego”.
Przybyli do Southhampton w latach 1947–1948 jako młodzi członkowie rodzin
ewakuowanych z domów polskich żołnierzy, którzy później stali się częścią
polskiej armii generała Władysława Andersa, służącej w Persji, Indiach, na
Bliskim Wschodzie i w Afryce.
Armia Andersa odegrała kluczową rolę w pokonaniu III Rzeszy i została włączona
do brytyjskiej struktury dowodzenia wojskowego po starciach z Sowietami w 1942
roku.
„Próbowaliśmy wytłumaczyć Ryanairowi, że nasi ojcowie walczyli za Polskę i
Anglię podczas wojny, ale nie wpuszczono nas na pokład samolotu, bo
powiedzieli, że będą musieli zapłacić wysoką karę pieniężną” – powiedziała
Maria.
„Mój mąż był bardzo zdenerwowany” – powiedziała, wyjaśniając, że po udarze
poruszał się na skuterze inwalidzkim i brał mnóstwo leków. Ma trudności z
wsiadaniem i wysiadaniem z pojazdu i „chciał po prostu wrócić do domu” –
dodała.
Zabierają głos, aby pomóc innym, którzy mogą być w podobnej sytuacji. „To był
ogromny szok, bo nigdy o tym nie słyszeliśmy i ani przez chwilę nie
pomyśleliśmy, że po prawie 80 latach ktoś nam powie, że nie możemy wrócić do
domu” – powiedziała Maria.
Kate Smart, dyrektor naczelna organizacji Settled, która pomagała rodzinie
Krupa, powiedziała, że organizacja charytatywna odnotowuje „tysiące przypadków”
podobnych do tych z rodziny Krupa. „To naprawdę częste zjawisko, niemal
codzienne” – dodała.
Program osiedlania się UE został uruchomiony w 2019 r., aby zapewnić obywatelom
UE mieszkającym w Wielkiej Brytanii dokumenty potwierdzające konieczność
podróżowania, tak jak miało to miejsce na mocy obowiązujących przed Brexitem
przepisów o swobodnym przemieszczaniu się.
Wiele osób, które widział Settled, to osoby starsze, które mają brytyjskie
dzieci i wnuki. „Nie mają w rodzinie nikogo, kto myślałby jak imigranci, więc
nie rozmawiają o takich rzeczach jak «status osoby osiedlonej»” – powiedziała
Smart.
Maria powiedziała, że nigdy nie myślała o wyrobieniu brytyjskiego paszportu,
ponieważ nigdy go nie potrzebowała przez ostatnie 80 lat i nigdy nie przeszło
jej to przez myśl. „To było naprawdę ważne. Nie postrzegałam tego jako
osłabienia mojej tożsamości. Kocham Anglię. To znaczy, zawsze powtarzam, że
jestem bardzo wdzięczna Anglii, wiecie, za to, że przyjęła tak wielu ludzi,
wiecie, tysiące po wojnie. Ale po prostu uważałam, że ważne jest, abyśmy
pozostali Polakami” – powiedziała.
Po tym, jak w niedzielny wieczór w maju zostali zmuszeni do opuszczenia
lotniska, wrócili następnego dnia z ETA. Musieli jednak udawać turystów,
twierdząc, że mieszkają w Polsce, ponieważ formularz internetowy nie akceptował
ich brytyjskiego adresu.
Maria powiedziała: „Kiedy przyjechaliśmy do Anglii, byliśmy przerażeni.
Musieliśmy uważać na to, co mówimy. Byliśmy przerażeni, bo zaczęli zadawać
pytania, a my myśleliśmy, że nie będziemy już kłamać i będziemy musieli
powiedzieć prawdę”.
Po zgłoszeniu się do Citizens Advice w Bury, skontaktowali się z Settled. Smart
pochwalił centrum rozwiązywania problemów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych za
szybką reakcję po tym, jak organizacja charytatywna złożyła wniosek o
przyznanie statusu osoby osiedlonej bezterminowo, co w zeszłym tygodniu
zaowocowało przyznaniem Krupom statusu osoby osiedlonej.
Zaapelowała do rządu o zwrócenie uwagi na problemy związane z unijnym programem
osiedleńczym, argumentując, że „procedura powinna rozpocząć się na lotnisku”,
gdy pojawiał się podobny problem.
Zwrócono się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o komentarz.
15.
Wrzucili do morza 670 tys. euro, ale milczeli przed śledczymi.
Dwóch mężczyzn zidentyfikowanych przez komisariat policji w Ragusie nie
udzieliło żadnych informacji. Trzeci mężczyzna na pokładzie motorówki uciekł.
https://palermo.repubblica.it/cronaca/2026/07/30/news/santa_croce_camerina_banconote_mare_traffico_illecito_denaro_indagati_storia-425502235/?ref=RHLM-BG-P12-S1-T1-fdg6
Zapytani przez śledczych: „Skąd te pieniądze?”, zamilkli. Dwaj Maltańczycy,
zidentyfikowani i oskarżeni o nielegalny handel walutami, którzy wczoraj po
południu w Casuzze, wiosce Santa Croce Camerina w prowincji Ragusa, znajdowali
się na łodzi, z której paczki banknotów zostały wrzucone do morza, schronili
się w milczeniu. Śledczy szacują kwotę pieniędzy na 670.000 euro. Prowadzone w
ciągu ostatnich kilku godzin śledztwo pozwoliło im dokładniej odtworzyć
okoliczności zdarzenia: na pokładzie półkabinowej motorówki, która rozbiła się
niedaleko brzegu, znajdowało się trzech mężczyzn i ośmioletni chłopiec.
Dwóch mężczyzn wysiadło z łodzi, a trzeci pozostał na pokładzie z dzieckiem.
Łódź zaczęła się kołysać i wydawała się być w poważnych tarapatach, więc kilku
pływaków z brzegu wezwało straż przybrzeżną. Kiedy patrolowiec zbliżył się do
motorówki, mężczyzna na pokładzie wrzucił do morza torby pełne gotówki.
Niektóre paczki wypłynęły na brzeg i trafiły w ręce pływaków. Dzięki
interwencji emerytowanego policjanta, prawdopodobnie odzyskano całą gotówkę.
Dwóch mężczyzn zostało zidentyfikowanych, a trzeci uciekł w kierunku wydm i
obecnie nie wiadomo, gdzie się znajduje.
Według śledczych, dziecko zostało zabrane przez trzech mężczyzn, aby uniknąć
zainteresowania. Dziecko, również Maltańczyk, zostało przekazane dziś rano
babci, ale ona również nie udzieliła żadnych informacji na temat incydentu.
Dwóch zidentyfikowanych mężczyzn zostało oskarżonych o nielegalny handel
walutami. Po zakończeniu śledztwa, około północy, opuścili komisariat policji.
16.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń