DRUGI OBIEG
Piątek, 31 lipca 2026

1.

Mapa praw: tak demokracja kurczy się na całym świecie
Od rosyjskiej ingerencji w wybory europejskie, po Trumpa i technooligarchie Muska i Thiela: według raportów V-Dem Institute, Freedom House i Idea International z 2026 roku autokracje się rozrastają, podczas gdy poziom demokracji w Stanach Zjednoczonych pogarsza się jak nigdy dotąd. Włochy spadają w rankingu: ryzyko związane z premierostwem Meloni.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/30/news/mappa_democrazia_in_calo_mondo_autocrazia-425500847/?ref=RHLF-BG-P5-S1-T1-s3927
Przyjmujemy to za pewnik, tę naszą niedoskonałą demokrację. Po zimnej wojnie przekonaliśmy samych siebie, że to naturalny stan rzeczy, system polityczny, do którego wszyscy ludzie aspirują i aspirowaliby, gdyby tylko mieli wolność głosowania. To nieprawda. Świat nie zmierza bezwładnie w kierunku rosnącego poziomu demokracji; wręcz przeciwnie: autorytaryzm się umacnia, a zatem demograficzny i gospodarczy środek ciężkości przesuwa się w stronę autokracji.


Nawet na Zachodzie. Uważaliśmy, że jest odporny i niezmienny, ale nie liczyliśmy się z Trumpem, europejskimi suwerenistami, technooligarchią Muska i Thiela, reperkusjami wojen oraz ingerencją Rosji i Chin. Dlatego w sercu Starego Kontynentu Włochy stanowią dziś początek procesu powolnej autokratyzacji. Potwierdzają to najbardziej uznawane organizacje mierzące ilość i jakość demokracji: raporty z 2026 roku V-Dem Institute, Freedom House i Idea International zgadzają się co do diagnozy, choć różnią się co do objawów.

Oblężenie zachodniej demokracji
Spójrz na mapę sporządzoną przez V-Dem, ośrodek badawczy Uniwersytetu w Göteborgu, najbardziej rygorystyczny miernik demokracji, ponieważ porównuje ponad 600 wskaźników i jest wrażliwy nawet na najmniejsze wahania. Umieszcza ona Ukrainę wśród autokracji (108. miejsce) nie dlatego, że jest porównywana z Rosją (162. miejsce), ale dlatego, że w stanie wojennym zniesiono wymóg wyborczy. Nie oszczędza nawet Wielkiej Brytanii i Kanady. Jej Indeks Liberalnej Demokracji (LDI) obejmuje parametry, których nie wszyscy politolodzy uważają za niezbędne do zdefiniowania demokracji, takie jak dostęp do wymiaru sprawiedliwości, kupowanie głosów i wolność akademicka. Ale zwróć uwagę na kolory. Pomarańczowy i czerwony przeważają, jeśli chodzi o przestrzeń i zaangażowany humanitaryzm, nad błękitem państw demokratycznych.
V-Dem szacuje, że 74 procent światowej populacji (6 miliardów ludzi) żyje w reżimach z pozorowanymi, monopartyjnymi lub niewolnymi wyborami. W analizie uwzględniono 92 autokracje ze 179 krajów („drugi rok z rzędu przewyższają one liczebnie demokracje”), dodano, że dla przeciętnego obywatela „wróciliśmy do poziomu z 1978 roku” i posunięto się nawet do zdegradowania Stanów Zjednoczonych do demokracji wyborczej: systemu z wolnymi wyborami, ale osłabionymi mechanizmami kontroli i równowagi oraz prawami.
Freedom House, historyczna organizacja pozarządowa założona przez Eleanor Roosevelt , mówi ogólnie o „dwudziestym z rzędu roku spadku”, wskazując 54 kraje, w których prawa polityczne i wolności obywatelskie ulegają pogorszeniu, i tylko 35, w których sytuacja się poprawia. Economist Intelligence Unit, wbrew tej tendencji, donosi o stabilizacji. Wszystkie jednak odnotowują nowy i uderzający rozwój sytuacji.

Migliora – poprawia się; Peggiora – pogarsza się.
Polska – poprawia się. Wraz z nowym rządem zmniejszają się zarówno autocenzura w mediach jak i represje wobec organizacji obywatelskich.
USA – pogarsza się znacznie. Traci status demokracji liberalnej wraz z powiększaniem się obszaru władzy prezydenta Trumpa oraz zastraszania mediów i uniwersytetów

Prezydent, który czuje się jak król
Po raz pierwszy kraj, który wyznaczał drogę innym, znacząco podupada. Stany Zjednoczone, pierwsze w czasach nowożytnych, które ustanowiły ustrój demokratyczny i pierwsze, które zapisały go w konstytucji, cierpią z powodu wypaczenia mechanizmów kontroli i równowagi narzuconych przez prezydenta-potentata, który postawił się ponad prawem, rozszerzając władzę wykonawczą i tym samym zdradzając ideę rządu „ludu, przez lud, dla ludu”, którą Lincoln obiecał pod Gettysburgiem.
„Arbitralne wykorzystywanie władzy przez Trumpa znajduje odzwierciedlenie w nalotach ICE, jego ataku na Iran bez zgody Kongresu oraz w budowie gigantycznego pomnika upamiętniającego go w Białym Domu” – wyjaśnia Kim Lane Scheppele, konstytucjonalistka z Princeton. „Jego metoda polega na wydawaniu dekretów wykonawczych naruszających prawo, w tym Konstytucję, wiedząc doskonale, że zostaną one zakwestionowane, ale ufając Sądowi Najwyższemu, w którym jest wielu sędziów mu sprzyjających”.

Efekt Trumpa
W rankingu V-Dem Stany Zjednoczone spadły z 20. na 51. miejsce w porównaniu z rokiem 2024, kiedy to Biden sprawował urząd w Białym Domu. Freedom House również obniżył ich wynik z 84 do 81 na 100, co stanowi największy spadek w skali roku, podobnie jak Bułgaria. Czynnikami tymi są: powszechne stosowanie dekretów wykonawczych, w tym dotyczących wydatków federalnych, paraliż Kongresu, redukcja liczby organów śledczych ds. korupcji, wielomilionowe pozwy sądowe przeciwko gazetom oraz groźba cięć w finansowaniu federalnym w celu wywierania wpływu na uniwersytety.
„Gwardia Narodowa ma dużą obecność na ulicach Waszyngtonu, czego nie widziano do niedawna” – argumentuje Giovanni Capoccia, profesor politologii porównawczej na Uniwersytecie Oksfordzkim. „Trump wykorzystuje również Departament Sprawiedliwości do prześladowania swoich przeciwników. Byłbym jednak ostrożny w nazywaniu Stanów Zjednoczonych demokracją wyborczą; jeszcze nią nie są”. Zawał serca Demokratów z 6 stycznia 2021 roku w rzeczywistości nie zniweczył wyniku wyborów ani nie unieważnił decyzji, jak oczekiwał Trump, który ułaskawił atakujących na Kapitol. Przeciwwagi pozostają.

Dryf Ameryki Południowej i europejskie cienie
Autorytarny projekt Trumpa zyskuje poparcie w Ameryce Łacińskiej, w Chile za sprawą José Antonio Kasta, szczerego wielbiciela Pinocheta, w Kolumbii za sprawą Abelardo de la Esprielli, w peruwiańskim rządzie córki byłego dyktatora Alberto Fujimoriego, a w Brazylii, gdzie pierworodny syn Bolsonaro kandyduje na prezydenta.
W Europie efekt Trumpa jest mniej namacalny. Przed jego reelekcją, spotkanie z populizmem libertobójczym miało już miejsce na Węgrzech Orbána, który ukuł oksymoron „demokracja nieliberalna”, oraz w Polsce Kaczyńskiego. Ostatnie sondaże przyniosły powiew świeżości, ucieleśniając to, co Popper uważał za wielką zaletę demokracji: umożliwienie rozwiązania rządu „bez rozlewu krwi”. Węgry i Polska stanowią jedyne dobre wieści w grupie państw członkowskich UE, w których panuje autokracja: wśród nich Chorwacja, Grecja, Słowacja i Włochy.

Sprawa włoska
Nasz kraj pozostaje liberalną demokracją, ale znajduje się w szarej strefie. Za kadencji Giorgii Meloni, w latach 2024-2025, indeks V-Dem spadł z powodu „rosnącej nierównowagi informacyjnej faworyzującej rząd i większość”. Według Freedom House straciliśmy dwa punkty (z 89 do 87) z powodu erozji środków antykorupcyjnych i agresywnej polityki wobec organizacji pozarządowych ratujących migrantów na morzu. „Meloni, a zwłaszcza Salvini, czują się częścią międzynarodowego ruchu, który, podobnie jak Orbán na Węgrzech, dąży do ograniczenia liberalizmu” – komentuje profesor Capoccia. „Premier nie jest teraz wystarczająco silna, by przywrócić ten model; bardziej koncentruje się na okupowaniu sektora publicznego i kultury”.
Niemniej jednak zbliżają się reformy konstytucyjne i Pałac Kwirynał. „Gdyby urząd premiera został wprowadzony bez dostosowania systemu kontroli i równowagi, zachwiałoby to równowagą sił, popychając Włochy w stronę scenariusza w stylu tureckim” – uważa Luca Tomini, politolog i profesor na Université libre de Bruxelles. „Referendum sprawiło, że Turcja popełniła błąd, przechodząc na system prezydencki bez zapewnienia środków ochrony parlamentu i wymiaru sprawiedliwości”. W ten sposób poddała się Erdoğanowi.
Zrozumiałe jest, dlaczego Tomini martwi się o Francję, nawet przy stabilnych wskaźnikach. „Ich system jest scentralizowany, ciekawe, co się stanie, jeśli Rassemblement National wygra w 2027 roku”. A co stałoby się w Niemczech po sukcesie skrajnie prawicowej AfD?

Wschodni Wiatr
Z wykresów nie wynika, że Rosja ingerowała w działania Stanów Zjednoczonych i na wschodniej flance Europy. „Było to widoczne już w 2012 roku” – wyjaśnia Luca Alagna, były doradca Parlamentu Europejskiego – „kiedy doktryna Gierasimowa dotycząca wojny hybrydowej starannie zaplanowała zniszczenie wiarygodności informacyjnej Zachodu”.
Wprowadzenie chaosu w celu odzyskania kontroli nad tą częścią świata, która kiedyś była Związkiem Radzieckim, tym razem nie w imię socjalizmu, a Russkiego Miru, globalnej wspólnoty osób rosyjskojęzycznych zjednoczonych tradycją prawosławną: marzenie Putina podąża podwójną ścieżką: bezpośredniej interwencji wojskowej, jak w Gruzji i na Ukrainie, oraz ingerencji w wybory, jak w Mołdawii i Rumunii.
„Rosjanie próbują modyfikować dane treningowe sztucznej inteligencji” – twierdzi Alagna, ekspert w dziedzinie integralności informacji i zagrożeń hybrydowych – „zalewając internet tysiącami artykułów, aby oszukać system statystyczny sztucznej inteligencji i dostarczyć użytkownikom zmanipulowanych odpowiedzi. Powszechnie wiadomo, że algorytmy platform wywołują określone nastroje. Powstanie TikToka mogło być zabiegiem chińskich władz, mającym na celu wpłynięcie na zachodnie społeczności młodzieżowe”. Niechęć Pekinu do demokracji wynika z konkretnego planu hegemonii gospodarczej w Azji i na Pacyfiku.
Demokracja nie jest najdoskonalszym z ustrojów. Norberto Bobbio zidentyfikował jej ograniczenia i niespełnione obietnice, jednocześnie uznając, że jej przewaga nad innymi formami rządów nie polega na eliminowaniu konfliktów i interesów, lecz na ich regulowaniu, na tym, by obywatele nigdy nie czuli się poddanymi. To cenny atut, którego nie możemy już dłużej lekceważyć.


2.

Capoccia: „Prawdziwym zagrożeniem dla dzisiejszej demokracji są oligarchie komunikacyjne”.
Wywiad z profesorem politologii porównawczej Uniwersytetu Oksfordzkiego. „Właściciele platform, którzy zarządzają algorytmami, mają bezprecedensową władzę. Stany Zjednoczone są tego przykładem, ale pozostają liberalną demokracją”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/30/news/intervista_giovanni_capoccia_democrazia_oligarchie_comunicazione-425501728/?ref=RHLF-BG-P5-S3-T1-s3927
„Zagrożeniem, jakie dostrzegam dziś dla demokracji, są oligarchie komunikacyjne, które fragmentują, a następnie rekonstruują przestrzeń publiczną za pośrednictwem platform. Ich właściciele często wyznają ideologie postdemokratyczne”. To słowa profesora Giovanniego Capocci, profesora politologii porównawczej na Uniwersytecie Oksfordzkim. Często mieszka w Anglii, ale często przebywa w Stanach Zjednoczonych.

- Postdemokratyczny w jakim sensie?

Ich zdaniem, wolności gospodarcze i niektóre wolności polityczne mogą przetrwać, ale obywatele nie wybierają już tak naprawdę rządu. To bezprecedensowa koncentracja władzy. Peter Thiel jest tego przykładem.

- Dlaczego, Pana zdaniem, wskaźniki wykryte przez V-Dem i Freedom House świadczą o regresie demokracji we Włoszech?

Pomiary te należy przeprowadzać ostrożnie: zależą one od kategorii, progów i ocen ekspertów. Co więcej, z czasem definicja demokracji stała się bardziej wymagająca. Nie oznacza to jednak negowania regresu. Meloni, a zwłaszcza Salvini, sympatyzują z rozwiązaniami w stylu Orbána i czują się częścią międzynarodowego ruchu, który dąży do ograniczenia liberalnych aspektów demokracji. Nie sądzę jednak, aby Meloni była wystarczająco silna, by przekształcić Włochy w tym kierunku. Bardziej ostrożnie zajmowała się parapaństwowymi, kulturalnymi i innymi peryferyjnymi sektorami władzy. Włochy pozostają liberalną demokracją: to nie Węgry Orbána ani Polska rządzona przez Prawo i Sprawiedliwość.

- Orbán teoretyzuje model demokracji nieliberalnej. Czy to ma sens?

To oksymoron, listek figowy: w rzeczywistości jego ustrój był miękką autokracją. Orbán był awangardą Europy, ale każdy kraj dostosowuje ten model do własnych warunków. Na Węgrzech udało mu się przejąć kontrolę nad sądami w sposób formalnie legalny, dzięki większości potrzebnej do zmiany konstytucji, podczas gdy w Polsce rząd musiał ją złamać, napotykając na większe ograniczenia.

- Oprócz oligarchów platformowych kontrolujących algorytmy, jakie inne zagrożenia widzi pan?

Apatia. To starożytna idea, sięgająca czasów Polibiusza: wraz z upływem pokoleń zapomina się o znaczeniu osiągnięć konstytucyjnych i demokratycznych. Demokracja jest uważana za coś oczywistego, choć nie jest naturalnym stanem rzeczy. Młodsze demokracje mogą mieć silniejsze przeciwciała, ponieważ zachowują pamięć o autorytaryzmie.

- Jakieś przykłady?

W Korei Południowej parlament powstrzymał prezydencki zamach stanu. A w Brazylii sędziowie, którzy powstrzymali Bolsonaro, postrzegają siebie jako spadkobierców demokratyzacji lat 80. Paradoksalnie, to najstarsze demokracje są najbardziej zagrożone.

- Czy to samo dzieje się w Stanach Zjednoczonych?

Stany Zjednoczone są najbardziej uderzającym przykładem. Punkt zwrotny nastąpił wraz z wyborem Trumpa w 2016 roku, a przede wszystkim wraz z atakiem na Kongres 6 stycznia 2021 roku, kiedy to Trump i kontrolowana przez niego Partia Republikańska zajęli pozycję obcą demokracji. Obecnie władza wykonawcza jest silniejsza i mniej zważa na ograniczenia. Departament Sprawiedliwości, tradycyjnie niezależny od prezydenta, jest wykorzystywany do zastraszania prawdziwych lub wyimaginowanych wrogów. ICE otrzymało ogromne fundusze i zostało rozbudowane, pomimo niedostatecznego wyszkolenia agentów i poważnych problemów z użyciem siły i rozliczalnością. Gwardia Narodowa na ulicach Waszyngtonu również przyzwyczaja nas do obecności wojska w przestrzeni cywilnej.

- Czy nazwałby Pan Stany Zjednoczone demokracją wyborczą, tak jak czynią to autorzy raportu V-Dem?

Nie, ale jestem w fazie przejściowej, pomiędzy liberalną demokracją a systemem, w którym siły równoważące są zbyt słabe, by funkcjonować. Nadal istnieje znaczny opór, na przykład na uniwersytetach, ale sygnały są bardzo niepokojące.

- Jakie są przyczyny tego spadku?

Kryzys finansowy z lat 2007-2008 przyspieszył ten proces, ale jego korzenie sięgają dalej. Globalizacja, deindustrializacja i przesunięcie bogactwa z Zachodu na Wschód zubożyły i osłabiły klasę średnią i niższą średnią w rozwiniętych demokracjach. Nie nastąpiła żadna reorganizacja, która mogłaby uspokoić tych, którzy pozostali w tyle.

- Co jeszcze?

Imigracja, nowe prawa i przemiany społeczne przyniosły innowacje, jakich pewna część populacji nigdy wcześniej nie doświadczyła. Przedsiębiorcy polityczni wykorzystali i podsycili te obawy; oligarchie medialne je wzmocniły i przekształciły w siłę polityczną. To właśnie ten koktajl uderzył w demokracje, które uważały się za bezpieczne.


3.

Stany Zjednoczone przeprowadziły „silną falę” ataków odwetowych na Iran, a odnowiony konflikt nie wykazuje oznak uspokojenia
https://edition.cnn.com/2026/07/30/world/live-news/iran-war-trump
• Konflikt się zaostrza: Pożar, który wybuchł w środę na dwóch statkach, w tym jednym należącym do USA, w egipskim porcie, został spowodowany przez drona, potwierdził Kair. To pierwszy raz, gdy infrastruktura egipska została zaatakowana. Do zdarzenia doszło w momencie, gdy Arabia Saudyjska przeprowadziła również wspólne z USA ataki na irańskich pełnomocników w Iraku, po miesiącach oporu Rijadu przed wciągnięciem w konflikt.

• USA wznawiają ataki na Iran: Wojsko amerykańskie rozpoczęło „intensywną falę ataków” przeciwko Iranowi w odwecie za próbę ataku Iranu na amerykańskie pozycje wojskowe we wtorek. Ostatnie ataki były pierwszymi od kilku dni, których celem był bezpośrednio ten kraj. Irańskie media państwowe poinformowały, że w południowym Iranie, w tym w Bandar Abbas, Kisz i na wyspie Keszm, słyszano eksplozje.

• Przysięga zemsty: Irańscy Strażnicy Rewolucji Islamskiej oświadczyli, że Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta, a „agresor zostanie ukarany dzisiaj”. Jest to kontynuacja wcześniejszej obietnicy zemsty złożonej przez prezydenta USA Donalda Trumpa, który powiedział reporterom , że „teraz nasza kolej, żeby ich uderzyć”.


4.

Sondaż CNN: Wyborcy przed wyborami uzupełniającymi opowiadają się za Demokratami z 8-punktową przewagą
https://edition.cnn.com/2026/07/30/politics/cnn-poll-midterm-generic-ballot-democrats-republicans-change
Na mniej niż 100 dni przed wyborami uzupełniającymi wyborcy domagają się gruntownej zmiany w Kongresie i liczą na Partię Demokratyczną, mając nadzieję, że uda się ją wprowadzić.
Demokraci wyprzedzają Republikanów w głosowaniu powszechnym o 8 punktów procentowych wśród zarejestrowanych wyborców, wynika z nowego sondażu CNN przeprowadzonego przez SSRS. Demokraci nadal mają znaczną przewagę w entuzjazmie wyborców i 20-punktową przewagę w preferencjach wśród tych, którzy deklarują, że są niezwykle zmotywowani do głosowania. Więcej Amerykanów uważa, że kraj byłby w lepszej sytuacji (38%) niż w gorszej (33%), gdyby Demokraci przejęli kontrolę nad Kongresem w listopadzie, a 29% twierdzi, że nie miałoby to żadnego znaczenia.
O potrzebie radykalnych zmian w Waszyngtonie świadczy fakt, że większość wyborców uważa, że Kongres byłby w lepszej sytuacji, gdyby większość jego obecnych członków straciła stanowiska w jesiennych wyborach. Jest to wynik o kilkanaście procent wyższy od odsetka osób, które miały takie zdanie przed falą demokratycznych wyborów w trakcie wojny w Iraku w 2006 r.
Frustracja wyborców wobec Waszyngtonu przejawia się w głęboko negatywnej ocenie obu partii i ich przywódców w Kongresie, a także w powszechnym odczuciu, że żadna ze stron nie poświęca wystarczająco dużo czasu kwestiom ekonomicznym, które niezmiennie są najważniejsze dla wyborców.
Jednak Republikanie wypadają w tym wskaźniku nieco gorzej: 63% Amerykanów uważa, że Partia Republikańska zbyt mało uwagi poświęca kwestiom kosztów utrzymania, podczas gdy 52% uważa, że Demokraci nie poświęcają temu tematowi wystarczająco dużo czasu.
Amerykanie z 10-punktową przewagą częściej nazywają Demokratów niż Republikanów „partią zmian”, co stanowi zmianę w porównaniu z ubiegłą wiosną, kiedy to Republikanie mieli 7-punktową przewagę w tym wskaźniku. Niewielka przewaga Republikanów w postrzeganiu ich jako „partii, która potrafi działać” również zmniejszyła się w ciągu ostatniego roku. Jednocześnie około połowa opinii publicznej uważa, że żadna z partii nie zasługuje na takie określenie.


Większość Demokratów chce zmian w swojej partii
Demokraci i niezależni o poglądach demokratycznych są szczególnie chętni do zmian w samej partii. Prawie 6 na 10 dorosłych osób o poglądach demokratycznych twierdzi, że ich partia potrzebuje co najmniej poważnych zmian, jeśli nie całkowitej reformy.
Jednocześnie osoby opowiadające się za Partią Demokratyczną częściej niż na początku drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa twierdzą, że polityka ostatnich lat sprawiła, że czują się bliżej Partii Demokratycznej (obecnie 31% w porównaniu z 23% w styczniu 2025 r.).
Ci, którzy dostrzegają potrzebę zmian, znacznie częściej uważają, że młodsi kandydaci, nowe kierownictwo i silniejsza postawa wobec Trumpa poprawią sytuację partii – niż przesunięcie się w lewo lub w centrum. Niektórzy twierdzili, że ruch w którąkolwiek stronę byłby poprawą.
Być może najpotężniejszą siłą jednoczącą stronę Demokratów pozostaje gniew na Trumpa, który obecnie przewyższa lojalność, jaką wzbudza on w Partii Republikańskiej. Siedmiu na dziesięciu wyborców o poglądach demokratycznych twierdzi, że ich głos w listopadzie będzie wyrazem sprzeciwu wobec prezydenta, podczas gdy zaledwie 41% wyborców o poglądach republikańskich deklaruje, że ich głos będzie wyrazem poparcia.
Sześciu na dziesięciu Demokratów i niezależnych o poglądach demokratycznych deklaruje, że byliby rozczarowani, gdyby ich partia nominowała kandydata, który popiera nawet niektóre kluczowe strategie Trumpa. To znacznie więcej niż odsetek osób, które stanowczo sprzeciwiłyby się kandydatowi o agresywnym podejściu, kandydatowi po siedemdziesiątce lub demokratycznemu socjaliście. Dla porównania, zaledwie 18% dorosłych o poglądach republikańskich deklaruje, że byliby rozczarowani kandydatem, który sprzeciwia się kluczowym strategiom Trumpa.


Jak Republikanie oceniają wpływ Trumpa
W obliczu pewnego spadku poparcia dla Trumpa wśród Republikanów, 56% Republikanów i osób o poglądach republikańskich uważa, że miał on dobry wpływ na partię, podczas gdy na początku tego roku odsetek ten wyniósł 67%.
Jednak Republikanie i niezależni o republikańskich poglądach nie są tak chętni do zmian w swojej partii jak Demokraci, a tylko około jedna trzecia z nich twierdzi, że partia potrzebuje poważnych zmian. To przekonanie jest znacznie silniejsze wśród skrzydła partii niezrzeszonego w MAGA: 46% osób, które nie uważają się za członków ruchu Make America Great Again, uważa, że partia potrzebuje gruntownej przebudowy, w porównaniu z 17% tych, którzy tak uważają.
Republikanie MAGA i osoby o poglądach zbliżonych do republikańskich są około dwa razy bardziej skłonni niż pozostali członkowie Partii Republikańskiej stwierdzić, że Trump miał dobry wpływ na partię, a tylko około jedną czwartą rzadziej przyznają, że były prezydent Joe Biden wygrał wybory w 2020 r.

Postawy wobec Izraela zmieniają się w obu partiach
Większość dorosłych zwolenników Partii Demokratycznej twierdzi, że nie mieliby nic przeciwko nominowaniu przez swoją partię kandydata popierającego ograniczenie pomocy dla Izraela, podczas gdy większość Republikanów czułaby się mniej komfortowo, gdyby kandydat Partii Republikańskiej głosił to samo. Jednak żadna z partii nie jest jednomyślna w tej sprawie.
Wiek stanowi wyraźną linię podziału: dorośli o poglądach demokratycznych poniżej 45. roku życia są o 22 punkty bardziej skłonni niż ich starsi odpowiednicy stwierdzić, że byliby entuzjastycznie nastawieni do takiego kandydata. Tymczasem młodsi dorośli o poglądach republikańskich są o 23 punkty bardziej skłonni niż starsi stwierdzić, że czuliby się z tym co najmniej dobrze.

Niejasne wiadomości w trakcie semestru
Demokraci próbowali wykorzystać walkę z korupcją jako element kampanii wyborczej. Choć niektóre z przytoczonych przez nich przykładów – w tym zarobki Trumpa w czasie prezydentury – są głęboko niepopularne wśród opinii publicznej, Amerykanie są mniej więcej po równo podzieleni w kwestii tego, która partia walczy z korupcją, a prawie połowa twierdzi, że nie dotyczy to żadnej ze stron.
W obliczu wysiłków Republikanów, mających na celu skupienie się na kwestiach wojny kulturowej, Amerykanie niemal tak samo chętnie odpowiadają, że Partia Republikańska zbyt mocno skupia się na kwestiach rasy i płci (31%), jak i że Demokraci poświęcają temu tematowi zbyt wiele uwagi (36%).


5.

Atak rakietą Iskander na dom w pobliżu Krzywego Rogu zabił co najmniej pięciu członków jednej rodziny
https://www.unian.ua/war/udar-iskandera-po-budinku-poblizu-krivogo-rogu-zaginula-cila-bagatoditna-sim-ya-novini-dnipra-13455594.html
Così il raid russo ha sterminato la famiglia Voronov: morti genitori e i 7 figli | L'attacco su larga scala

Ucraina, così un missile russo ha sterminato la famiglia Voronov: morti i genitori e i sette figli

Kiedy zdjęcia domu zniszczonego przez rosyjski Iskander-M w Radusznem, w ukraińskim okręgu metalurgicznym Krzywy Róg, trafiły na strony internetowe i do mediów społecznościowych, Matwiej napisał na kanale Telegram: „Kto przeżył z rodziny Woronowów? Jestem Matwiej, ich syn”.
Mieszka i pracuje w Polsce, ale jego telefon komórkowy zalały obrazy zrujnowanej ojczyzny. Sąsiadka, Nelia, odpowiedziała: „Mateuszu, byłam tam. Zostały tylko gruzy. Nikt nie przeżył”. Wszyscy w tym domu zginęli wczoraj w nocy: jego rodzice, siedmioro z dziewięciorga rodzeństwa, a nawet jego bratanek, syn brata Dani, który walczy na froncie. Przeszukując gruzy, ratownicy znaleźli szczątki jego rodziny i próbują je ponownie złożyć i zidentyfikować. Z gruzów wydobyto z całą pewnością szczątki co najmniej sześciu osób, które oficjalnie uznano za zmarłe. Niestety, nadzieja na los pozostałych jest nikła.
Rosyjski pocisk, który uderzył w ten dom, zabił ojca i matkę Matwieja, Artema i Elenę, w wieku 47 i 41 lat. Zabrali ze sobą również Marka (17 lat); Dominikę (15 lat); Viorikę (14 lat); Zacharija (12 lat); 11-letniego Azarija Ilaja; a także Fredericę i Emilię (10 i 6 lat). Byli jego młodszym rodzeństwem. W domu był również Artem, który nosił to samo imię co jego dziadek, ale był najmłodszym dzieckiem Danii, brata Matwieja. Mały Artem miał zaledwie półtora roku. Psy tropiące pracują nad odnalezieniem jego szczątków.
„Mieli dziesięcioro dzieci i troje wnucząt. Nawet najmłodszy wnuk zginął razem z nimi: pojechał ich odwiedzić” – powiedziała babcia Matwieja, która mieszka w domu po drugiej stronie ulicy i również została ranna w eksplozji. „Nie mamy już ojca Artema ani małego Artema. Dania, ojciec dziecka, ukończył akademię wojskową i jest teraz kapitanem artylerii. Aurika mieszka w Niemczech, Matwiej w Polsce. Mark był świetnym uczniem w technikum Zakładów Górniczo-Przeróbczych w Jużnym. Rodzice zainwestowali wszystko w swoje dzieci”.
Kiedy jego sąsiad potwierdził w mediach społecznościowych, że nikt nie przeżył, Matwiej odpowiedział: „Tak, już widziałem nagranie. Nie mogę w to uwierzyć... Te przeklęte dranie zabrały mi to, co najcenniejsze”. „To były dobre dzieci. Do wczoraj się śmiały i bawiły, a dziś nie ma po nich nikogo” – napisała w mediach społecznościowych mieszkanka wsi Ludmiła. „To był dom. Nic z niego nie zostało, nawet fundamenty” – powiedział Mykoła Łukaszuk, przewodniczący Rady Obwodu Dniepropietrowskiego. „Każdy zmasowany atak rosyjski zamienia życie milionów Ukraińców w straszną loterię. Nikt nie wie, gdzie tym razem trafią dronem lub rakietą: w twój dom, ogród sąsiada czy ulicę, po której jeździsz codziennie…”


6.

Eksplozje we Lwowie: w ataku rakietowym zginął policjant, a ponad 30 zostało rannych
https://fakty.com.ua/ua/proisshestvija/20260730-vybuhy-u-lvovi-shho-stalosya-sogodni-30-lypnya-2026/
Do eksplozji we Lwowie doszło rankiem 30 lipca, gdy wróg zaatakował miasto pociskami manewrującymi.
Według najnowszych danych Policji Krajowej, liczba ofiar wzrosła do 34. Wśród nich jest troje dzieci w wieku 6, 13 i 15 lat, pracownik Państwowej Służby Ratowniczej oraz policjant.


7.

Rosyjska rakieta na polskim niebie. Interweniuje F-17, odłamki blisko Lublina. Tusk: naruszona nasza przestrzeń powietrzna
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/30/diretta/guerra_ucraina_russia_news_oggi-425500964/?ref=RHLF-BG-P8-S2-T1-PP


8.

https://wyborcza.pl/7,75398,32940106,chaos-po-upadku-rakiety-komandor-dura-musimy-wreszcie-przestac.html
Działania służb ratunkowych, chaos informacyjny, olbrzymie opóźnienie w reakcji wojska - cała ta sytuacja to jakaś kompletna paranoja. Musimy wreszcie przestać udawać, że wszystko działa, i zacząć realnie budować odporność kraju na zagrożenia, które przestały być jedynie teoretyczne.

Dorota Roman: Ukraińcy potwierdzili, że w Polsce spadła rakieta manewrująca, wskazują konkretnie na model Ch-101.

Komandor porucznik rez. Maksymilian Dura, Defence24.pl: Analiza pierwszych informacji oraz wielkość krateru nie pozostawiają złudzeń – kategorycznie wykluczono, aby był to dron. To najważniejsza i w pełni zweryfikowana wiadomość
Wskazuje na to również fakt, że miejsce uderzenia – teren polny w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim – znajduje się w linii prostej daleko od granicy polsko-ukraińskiej. Biorąc pod uwagę, że pocisk pokonał ten dystans w zaledwie kilka minut, obiekt musiał poruszać się z prędkością poddźwiękową przekraczającą kilkaset kilometrów na godzinę.
Te parametry lotu oraz skala zniszczeń stanowią kluczowy dowód na to, że była to rakieta manewrująca, a nie znacznie wolniejszy dron bezzałogowy.

- Jaka to mogła być prędkość?

- Aby w tak krótkim czasie wbić się tak głęboko w terytorium Polski, obiekt musiał poruszać się z prędkością przekraczającą 400 kilometrów na godzinę. Jest to parametr charakterystyczny dla pocisków manewrujących typu Ch-101.
Dokładny typ pocisku zostanie ustalony na podstawie odnalezionych szczątków, których zabezpieczono dość dużo. Ich analiza pozwoli precyzyjnie określić, z jaką bronią mieliśmy do czynienia – czy były to wystrzeliwane z okrętów rakiety Kalibr, czy na przykład pociski Ch-101 odpalane z bombowców strategicznych.
10-metrowy krater potwierdza, że mieliśmy do czynienia z uzbrojonym, niezwykle niebezpiecznym pociskiem bojowym?

- Mamy do czynienia z bezwzględnie uzbrojonym pociskiem. Sam rozmiar krateru jednoznacznie dowodzi, że wewnątrz znajdował się potężny ładunek wybuchowy.

- Gdyby rakieta uderzyła w ziemię bez sprawnej głowicy, zniszczenia byłyby nieporównywalnie mniejsze. Sytuacja wyglądałaby wtedy tak, jak podczas wcześniejszego incydentu w lasach pod Bydgoszczą, blisko Torunia. Wtedy pocisk spadł niezauważony, a jego szczątki przypadkowa osoba na koniu odnalazła dopiero po kilku miesiącach.
W tym przypadku ogromna skala eksplozji potwierdza obecność głowicy bojowej. Rakiety manewrujące tego typu mogą przenosić potężny ładunek o masie od 400 do nawet 550 kilogramów.

- Jakie są najbardziej prawdopodobne przyczyny upadku tej rakiety? Czy w grę wchodzi awaria i utrata kontroli nad pociskiem, czy też musimy brać pod uwagę scenariusz świadomego i celowego działania?

- Z perspektywy naszego bezpieczeństwa najbardziej optymistycznym scenariuszem byłaby awaria techniczna pocisku. Świadczyłoby to o niskiej jakości rosyjskiego uzbrojenia, które z powodu usterek zbacza z kursu i spada w losowych miejscach. Należy jednak brać pod uwagę drugi, bardzo prawdopodobny scenariusz – rakieta mogła zostać uszkodzona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, co zmieniło trajektorię jej lotu.

- Niestety, istnieje również trzeci, znacznie bardziej niepokojący scenariusz. Rosjanie mogli dokonać tego ataku celowo, aby przetestować nasze systemy obronne. Taki incydent – zaledwie tydzień po ogłoszonym u nas alarmie – miałby na celu pokazanie, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani na przyjęcie i odparcie tego typu zagrożenia.

- Niestety okazało się, że nie jesteśmy przygotowani. Działania służb ratunkowych, późniejszy chaos informacyjny, olbrzymie opóźnienie w reakcji wojska - cała ta sytuacja to jakaś kompletna paranoja.
Czas uderzyć się w pierś i otwarcie przyznać: musimy w końcu wziąć się do pracy i realnie przygotować na tego typu zagrożenia.
Czas na polityczną i systemową krytykę. Musimy wreszcie przestać udawać, że wszystko działa, i zacząć realnie budować odporność kraju na zagrożenia, które przestały być jedynie teoretyczne.
Opóźnienie w poinformowaniu ludności cywilnej oraz fakt, że wojsko nie pojawiło się natychmiast na miejscu zdarzenia, to sytuacje niedopuszczalne. Pokazuje, że mechanizmy reagowania kryzysowego całkowicie wymknęły się spod kontroli.

- Para dyżurna F-16 powinna strącić rakietę?

- Kluczową barierą okazał się czas - pocisk przebywał w naszej przestrzeni zaledwie około sześciu minut, co uniemożliwiło pilotom wykonanie pełnej procedury identyfikacji i ataku.
Pocisk wleciał w polską przestrzeń powietrzną o godzinie 3:40, a zaledwie sześć minut później, o 3:46, uderzył w ziemię w rejonie Tarnawy-Kolonii i zniknął z radarów. W realiach lotnictwa to zdecydowanie zbyt mało czasu, aby pilot myśliwca zdołał fizycznie dopaść cel, dokonać jego wzrokowej identyfikacji zgodnie z pokojowymi procedurami NATO, a następnie skutecznie go zestrzelić.
Wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie można więc mieć pretensji do lotnictwa ani wojsk radiotechnicznych – piloci i obsługa naziemna działali precyzyjnie, zgodnie z procedurami i otrzymanymi rozkazami.
Kluczowym uchybieniem w procedurach reagowania kryzysowego był czas przybycia służb – Żandarmeria Wojskowa dotarła zabezpieczyć teren dopiero o godzinie 7:00.
Taka opieszałość stwarzała realne zagrożenie dla ludności, ponieważ upadkowi pocisku bojowego mogło towarzyszyć uwolnienie substancji toksycznych.
O powadze sytuacji świadczy to, że zabezpieczone miejsce musiało być później weryfikowane przez specjalistyczne jednostki pod kątem obecności promieniowania radioaktywnego.
W strefie zagrożenia znajdowali się ludzie, którzy w krytycznym momencie zostali pozostawieni sami sobie. Obywatele po prostu nie wiedzą, jak mają się zachować w obliczu takiego niebezpieczeństwa, ponieważ nikt ich o tym nie informuje. Zaledwie tydzień wcześniej w całej Polsce testowano systemy ostrzegania publicznego i wszyscy zapewniali, że systemy zadziałały bez zarzutu.
Dzisiejsza sytuacja brutalnie to zweryfikowała - system alarmowania zawiódł na całej linii.
Tylko część ludności przebywającej na miejscu została ostatecznie zaalarmowana poprzez system Alert RCB. Musimy głęboko przeanalizować całą sytuację i otwarcie wskazać, co poszło nie tak.
W krytycznym momencie ludzie popełnili najgorszy możliwy błąd - zamiast szukać schronienia, zaczęli masowo dzwonić i biegać. Obywatele muszą mieć wreszcie wbite do głów elementarne zasady przetrwania: gdy ogłaszany jest alarm, nie wyciąga się telefonów, nie filmuje się nieba i nie wychodzi na zewnątrz. Obowiązuje natychmiastowe ukrycie się - najlepiej w piwnicy lub stosując zasadę dwóch ścian - i czekanie na odwołanie zagrożenia.
Tymczasem na miejscu wybuchu oglądaliśmy przerażający chaos. Jestem dziś autentycznie wściekły, ponieważ sprawdziło się wszystko, przed czym ostrzegałem: jako społeczeństwo jesteśmy na taki atak kompletnie nieprzygotowani, ale wina leży po stronie także państwa, które w obszarze obrony cywilnej wciąż robi dramatycznie mało.
Tymczasem w oficjalnych komunikatach dominuje samozachwyt - wszyscy dziękują sobie nawzajem, udając, że akcja przebiegła wzorowo. Nie było super. Po raz kolejny udowodniliśmy, że jesteśmy całkowicie nieprzygotowani na tego typu sytuacje kryzysowe.


9.

Gospodarka o obiegu zamkniętym
UE dąży do przejścia na gospodarkę o obiegu zamkniętym, aby Europa stała się czystsza i bardziej konkurencyjna.
Istnieje tylko jedna planeta Ziemia, a jednak do roku 2050 świat będzie konsumował tak, jakby było ich trzy.
Tradycyjny, liniowy model „weź, wytwórz, użyj, wyrzuć” jest niezrównoważony i wykracza poza granice naszej planety.
W gospodarce o obiegu zamkniętym produkty i materiały pozostają w obiegu tak długo, jak to możliwe, a ilość odpadów i zużycie zasobów są minimalizowane.
https://environment.ec.europa.eu/strategy/circular-economy_en
Przejście UE na gospodarkę o obiegu zamkniętym ma kluczowe znaczenie dla zmniejszenia presji na zasoby naturalne, powstrzymania utraty różnorodności biologicznej, osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. i zbudowania bardziej odpornej i konkurencyjnej Europy.

W społeczeństwie konsumpcyjnym paradygmat wydaje się naturalny: zepsuło się, więc trzeba je wymienić. W końcu umiejętność naprawy tostera jest dziś zajęciem zarezerwowanym dla nielicznych, naprawa pralki często kosztuje tyle samo, co zakup nowej, a fakt, że smartfon za kilka lat będzie przestarzały, jest uwzględniany przy jego zakupie. Jednak mentalność „jednorazowego użytku” grozi ustąpieniem miejsca rewolucji, jak to dosadnie definiują konsumenci i specjaliści z branży: prawo do naprawy.

Dyrektywa z 2023 r.
Unia Europejska usankcjonowała to dwa lata temu dyrektywą, którą państwa członkowskie muszą wdrożyć do jutra. Zasada jest prosta: jeśli zepsuty produkt jest technicznie możliwy do naprawy, producenci są zobowiązani do jego naprawy, nawet poza okresem gwarancji. To ogranicza przedwczesne marnotrawstwo i stanowi walkę z planowanym postarzaniem: samo celowe ograniczanie żywotności produktów wystarczy, aby skłonić ludzi do kupowania nowych. Na etapie projektowania należy postępować odwrotnie: przedmioty powinny być trwałe, demontowalne i łatwe do naprawy.

Tony odpadów
Stawka jest wysoka, ponieważ przedwczesna utylizacja towarów nadających się do odzysku, według szacunków Komisji Europejskiej, generuje 35 milionów ton odpadów rocznie i kosztuje rodziny 12 miliardów euro. „Ludzie chcieliby naprawiać” – zapewnia Elisa Nicoli, rzeczniczka ekologiczna z profilem w mediach społecznościowych „Eco Narrator” – „ale mówią mi: »Nie mogę tego zrobić, kosztuje mnie to więcej niż kupno nowego, nie wiem, do kogo się zwrócić«”. Aby uczynić wymianę mniej atrakcyjną, dyrektywa stanowi, że naprawy mogą być oferowane bezpłatnie lub co najwyżej za „rozsądną” cenę, a termin również musi być rozsądny. „To bardzo niejasne i skrajnie względne definicje” – ostrzega Nicoli. A jeśli naprawa nie jest możliwa, producent może zaoferować konsumentowi towar odnowiony.

Pralki i smartfony
Lista produktów jest już długa i będzie się rozszerzać w nadchodzących latach, choć harmonogram nie jest jeszcze jasny: duże urządzenia, takie jak pralki, ale także odkurzacze, rowery elektryczne i urządzenia osobiste, takie jak smartfony. To właśnie w tej ostatniej kategorii następuje najistotniejsza zmiana, ponieważ praktyka blokowania oprogramowania w celu uniemożliwienia napraw w laboratoriach zewnętrznych lub stosowania kompatybilnych części zamiennych jest wyraźnie zabroniona. Ponadto producenci będą zobowiązani do udostępniania oryginalnych części zamiennych klientom i niezależnym serwisom. …
Jeśli produkt okaże się wadliwy w okresie gwarancyjnym, konsument może wybrać, czy chce go wymienić, czy naprawić: w przypadku naprawy gwarancja jest przedłużana o rok. „Pod tym względem producenci, zwłaszcza korporacje międzynarodowe, nadal odgrywają ważniejszą rolę niż małe firmy. Wiedząc, kiedy produkt straci gwarancję, starają się sprzedać pakiety przedłużające okres gwarancyjny przed jego upływem.

Platforma europejska
Do 31 lipca 2027 r. musi powstać europejska platforma internetowa, która umożliwi konsumentom znalezienie warsztatów naprawczych, sprzedawców towarów odnowionych oraz partycypacyjnych inicjatyw naprawczych, takich jak Repair Cafés.


10.

Papież Leon powiedział w wywiadzie dla NBC News, że wśród jego przodków byli imigranci, niewolnicy i właściciele niewolników
Papież powiedział w rozmowie z prezenterem programu „NBC Nightly News” Tomem Llamasem, że kocha Amerykę ze względu na „poczucie wolności i poczucie możliwości”.

Papież w wywiadzie dla NBC z Castel Gandolfo: „Uważam się przede wszystkim za Papieża, który akurat jest Amerykaninem”. Powrót do Stanów Zjednoczonych? „Mam nadzieję, że wkrótce; przeglądam kalendarz na kolejne dwa lata”.
https://www.nbcnews.com/world/italy/pope-leo-tells-nbc-news-ancestors-included-immigrants-enslaved-people-rcna589805
Na tle restrykcyjnej polityki imigracyjnej administracji Trumpa papież Leon XIV w wywiadzie dla amerykańskiej stacji telewizyjnej NBC pochwalił fakt, że Stany Zjednoczone „od pokoleń zapraszają ludzi z całego świata, aby stali się częścią Ameryki”, zauważając, że on sam ma wśród swoich przodków dziadków i niewolników imigrantów.

„Jedno z największych bogactw”
W wywiadzie udzielonym przez Toma Llamasa w ogrodach Castel Gandolfo dla programu NBC Nightly News, Robert Francis Prevost powiedział, że kocha „wiele rzeczy” w Ameryce, a konkretnie „jeśli chodzi o zasady, to co Ameryka reprezentuje: poczucie wolności, poczucie możliwości, poczucie zapraszania ludzi z całego świata do bycia częścią Ameryki od pokoleń. Ja” – kontynuował papież – „pochodzę z rodziny, w której moi dziadkowie byli imigrantami; po stronie matki mamy zarówno ludzi, którzy byli niewolnikami, jak i ludzi, którzy byli właścicielami niewolników: mam historię dorastania w takim doświadczeniu, które pomaga mi dostrzec w sobie jedno z największych bogactw Stanów Zjednoczonych. I nadal podtrzymuję zasady, które były częścią bycia Amerykaninem i myślę, że nadal będą”.

Amerykański papież
Kiedy dziennikarz zapytał go, co to znaczy być pierwszym amerykańskim papieżem, Leon XIV wyjaśnił: „Uważam się przede wszystkim za papieża, który akurat jest Amerykaninem. Nie chcę umniejszać tego, co znaczy być Amerykaninem: urodziłem się w Stanach Zjednoczonych i moja rodzina nadal tam mieszka, mam wielką miłość do Ameryki. Rozumiem jednak swoją misję — bardzo ważną misję jako pasterza Kościoła powszechnego, który ma głos i możliwość zwracania się do ludzi na całym świecie — i dlatego ustaliłem taką kolejność priorytetów. Jednocześnie uznaję — zarówno dla siebie, jak i dla narodu amerykańskiego, sądząc po reakcji obserwowanej od 8 maja ubiegłego roku — że bycie pierwszym amerykańskim papieżem ma ogromne znaczenie”.

Wrócę do domu „wkrótce”
Kiedy Tom Llamas zapytał go, kiedy Amerykanie zobaczą Leona XIV w swojej ojczyźnie, Leon XIV odpowiedział: „Zobaczą mnie. Tak się składa, że właśnie dzisiaj przeglądaliśmy kalendarz na najbliższe dwa lata. Nic jeszcze nie jest przesądzone, ale mam nadzieję, że wkrótce pojadę”.

Z Andreą Bocellim
Papież odpowiadał na pytania reportera NBC w kuluarach koncertu, w którym uczestniczył w Castel Gandolfo, gdzie niedawno spędził wakacje. Występowali tam Andrea Bocelli i dzieci z krajów ogarniętych wojną, takich jak Palestyna. Występ, zorganizowany przez Borgo Laudato Si' kardynała Fabio Baggio i Fundację Andrei Bocellego, był poświęcony tematyce pokoju. „Wspaniale było słyszeć dzieci z całego świata śpiewające razem” – powiedział Papież. „Już słyszałem Andreę Bocellego; te dzieci mają, że tak powiem, błogosławieństwo Andrei Bocellego i jego głosu, a także jego fundacji”. „Modlę się, aby pokój panował w waszych domach” – powiedział im Papież – „i we wszystkich miejscach na świecie, które wciąż cierpią z powodu przemocy”.


11.

Alarm w Ceucie: absolutny chaos, tysiące Marokańczyków na falochronie
Sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli; to, co dzieje się w Ceucie, to istne szaleństwo. Tysiące Marokańczyków omija falochron, a Maroko nic nie robi. Wjeżdżają, omijając falochron, a nie przekraczając granicę. Przybywa wiele małych dzieci.

VIDEO:
https://elfarodeceuta.es/ceuta-alerta-descontrol-absoluto-miles-marroquies-espigon/
Hiszpańska enklawa Ceuta w Afryce Północnej stoi w obliczu kryzysu humanitarnego i bezpieczeństwa po tym, jak 1500 migrantów dotarło do miasta w ciągu ostatniego tygodnia, płynąc z Maroka. Setki młodych ludzi, wyposażonych w pianki i ponton, było tam, jak pokazują zdjęcia regionalnego nadawcy Faro TV.
Ceuta, wraz z Melillą – kolejnym autonomicznym miastem hiszpańskim położonym w Afryce Północnej – stanowi jedyną granicę lądową Unii Europejskiej z Afryką. Oba miasta są okresowo dotknięte wzrostem liczby prób przekroczenia granicy przez migrantów próbujących dotrzeć do Europy.
Hiszpański rząd ogłosił koordynację działań kilku ministerstw w celu wzmocnienia kontroli granicznej i zapewnienia pomocy humanitarnej.


12.

https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32940268,dziurawy-mur-sankcji-polska-ma-wielki-poslizg-we-wprowadzeniu.html
Wciąż są Polacy, którzy dla zarobku są skłonni łamać unijne sankcje, szczególnie liczne w stosunku do Rosji i Białorusi. Sprzyjają temu dotychczas niespójne przepisy. Dotychczasowy polski system kar za naruszenie ograniczeń sankcyjnych odnosił się do naruszenia konkretnego przepisu unijnego rozporządzenia sankcyjnego. Powodowało to, że w momencie wprowadzenia nowego zakazu na poziomie unijnym, jego naruszenie w Polsce nie stawało się automatycznie karalne i każdorazowo wymagało dostosowania przepisów. Tym samym naruszenie niektórych unijnych środków ograniczających mogło pozostawać w Polsce przez długi czas całkowicie bezkarne, a przyjęty model egzekwowania sankcji był niepełny i niespójny. …


13.

Zyski Shella wzrosły ponad dwukrotnie po wzroście cen ropy i gazu
Ekologiści ponawiają apele o wprowadzenie podatku od zysków nieoczekiwanych, aby wesprzeć gospodarstwa domowe po tym, jak zyski w drugim kwartale wzrosły do prawie 10 mld dolarów
https://www.theguardian.com/business/2026/jul/30/shell-profits-double-jump-oil-gas-prices
Shell odnotował drugi najwyższy kwartalny zysk w historii, a wzrost na rynku energetycznym wywołany kryzysem na Bliskim Wschodzie pomógł podwoić zysk netto firmy do prawie 10 mld dolarów w ciągu trzech miesięcy do czerwca.
Największa europejska spółka naftowa i gazowa odnotowała kwartalny zysk w wysokości 9,8 mld dolarów (7,4 mld funtów), co stanowi ponad dwukrotność zysku za drugi kwartał ubiegłego roku i jest najwyższą wartością od czasu rekordowych zysków osiągniętych w miesiącach po inwazji Rosji na Ukrainę.
Robert Palmer, zastępca dyrektora grupy Uplift, sprzeciwiającej się zagospodarowaniu Morza Północnego, oskarżył firmę Shell o „maniakalne zachowanie”, gdyż „stawia zyski ponad zdrowie naszej planety”.
„Podczas gdy rodziny i strażacy w całej Europie walczą z niszczycielskimi pożarami lasów , Shell czerpie zyski z wojny Trumpa i podwaja inwestycje w ropę i gaz” – powiedział. „Świat dosłownie płonie, a Shell chce dodać więcej paliwa”.
Poważne zakłócenia na światowych rynkach energii, będące skutkiem amerykańsko-izraelskich ataków na Iran pod koniec lutego, doprowadziły do 30-procentowego spadku produkcji gazu przez Shell w ostatnim kwartale w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej, po tym jak irańskie drony uszkodziły jego zakład przetwarzania gazu na ciecz w Katarze.
Firma była jednak w stanie z nawiązką zrekompensować utracone zyski dzięki wyższym cenom na rynkach światowych i przemyślanemu handlowi. …


14.

„To był wielki szok”: nowe przepisy graniczne pozostawiły parę utkniętą w Krakowie po 80 latach życia w Wielkiej Brytanii
Marii i Czesławowi Krupom, którzy przybyli w latach 1947 i 1948 jako osoby pozostające na utrzymaniu przesiedlonych polskich żołnierzy, powiedziano, że po Brexicie nie mają prawa powrotu do Wielkiej Brytanii
https://www.theguardian.com/politics/2026/jul/30/how-couple-lived-in-uk-80-years-got-stuck-in-krakow
Dwojeh obywateli Polski, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii od prawie 80 lat, odkąd ich rodzice uciekli przed II wojną światową, opowiedziało o swoich przerażających przeżyciach, gdy powiedziano im, że po Brexicie nie będą mieli prawa powrotu do Wielkiej Brytanii.
W maju, podczas wizyty w Polsce, dowiedzieli się, że chociaż po wojnie zostali przyjęci jako uchodźcy, teraz będą potrzebować specjalnych dokumentów po Brexicie, aby móc wrócić do swojego domu w Bury.
Maria Krupa (85 l.) i jej mąż Czesław (92 l.) poznali się w Wielkiej Brytanii, pobrali się i osiedlili w Bury w hrabstwie Greater Manchester. Otrzymali „karty rejestracyjne cudzoziemców” i jako dorośli dużo podróżowali, a nikt nie pytał ich o status imigracyjny.
Czesław, który pochodził ze Lwowa, wówczas części Polski, i Maria, która opuściła swoje rodzinne miasto na terenie dzisiejszej Białorusi jako niemowlę, przyjechali do Polski w maju, aby spotkać się z żyjącymi członkami rodziny.
Jednak Ryanair odmówił im wejścia na pokład samolotu w celu odbycia podróży powrotnej, uzasadniając to faktem, że nie posiadali ani dowodu potwierdzającego prawo do pobytu w Wielkiej Brytanii, ani nowego elektronicznego zezwolenia na podróż (ETA), które jest obecnie wymagane od zagranicznych turystów wjeżdżających do Wielkiej Brytanii.
„To był ogromny szok” – powiedziała Maria. „Byliśmy bardzo, bardzo rozczarowani i trochę zdenerwowani, bo mój mąż bierze dużo leków z powodu udaru rdzenia kręgowego”.
Przybyli do Southhampton w latach 1947–1948 jako młodzi członkowie rodzin ewakuowanych z domów polskich żołnierzy, którzy później stali się częścią polskiej armii generała Władysława Andersa, służącej w Persji, Indiach, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.
Armia Andersa odegrała kluczową rolę w pokonaniu III Rzeszy i została włączona do brytyjskiej struktury dowodzenia wojskowego po starciach z Sowietami w 1942 roku.
„Próbowaliśmy wytłumaczyć Ryanairowi, że nasi ojcowie walczyli za Polskę i Anglię podczas wojny, ale nie wpuszczono nas na pokład samolotu, bo powiedzieli, że będą musieli zapłacić wysoką karę pieniężną” – powiedziała Maria.
„Mój mąż był bardzo zdenerwowany” – powiedziała, wyjaśniając, że po udarze poruszał się na skuterze inwalidzkim i brał mnóstwo leków. Ma trudności z wsiadaniem i wysiadaniem z pojazdu i „chciał po prostu wrócić do domu” – dodała.
Zabierają głos, aby pomóc innym, którzy mogą być w podobnej sytuacji. „To był ogromny szok, bo nigdy o tym nie słyszeliśmy i ani przez chwilę nie pomyśleliśmy, że po prawie 80 latach ktoś nam powie, że nie możemy wrócić do domu” – powiedziała Maria.
Kate Smart, dyrektor naczelna organizacji Settled, która pomagała rodzinie Krupa, powiedziała, że organizacja charytatywna odnotowuje „tysiące przypadków” podobnych do tych z rodziny Krupa. „To naprawdę częste zjawisko, niemal codzienne” – dodała.
Program osiedlania się UE został uruchomiony w 2019 r., aby zapewnić obywatelom UE mieszkającym w Wielkiej Brytanii dokumenty potwierdzające konieczność podróżowania, tak jak miało to miejsce na mocy obowiązujących przed Brexitem przepisów o swobodnym przemieszczaniu się.
Wiele osób, które widział Settled, to osoby starsze, które mają brytyjskie dzieci i wnuki. „Nie mają w rodzinie nikogo, kto myślałby jak imigranci, więc nie rozmawiają o takich rzeczach jak «status osoby osiedlonej»” – powiedziała Smart.
Maria powiedziała, że nigdy nie myślała o wyrobieniu brytyjskiego paszportu, ponieważ nigdy go nie potrzebowała przez ostatnie 80 lat i nigdy nie przeszło jej to przez myśl. „To było naprawdę ważne. Nie postrzegałam tego jako osłabienia mojej tożsamości. Kocham Anglię. To znaczy, zawsze powtarzam, że jestem bardzo wdzięczna Anglii, wiecie, za to, że przyjęła tak wielu ludzi, wiecie, tysiące po wojnie. Ale po prostu uważałam, że ważne jest, abyśmy pozostali Polakami” – powiedziała.
Po tym, jak w niedzielny wieczór w maju zostali zmuszeni do opuszczenia lotniska, wrócili następnego dnia z ETA. Musieli jednak udawać turystów, twierdząc, że mieszkają w Polsce, ponieważ formularz internetowy nie akceptował ich brytyjskiego adresu.
Maria powiedziała: „Kiedy przyjechaliśmy do Anglii, byliśmy przerażeni. Musieliśmy uważać na to, co mówimy. Byliśmy przerażeni, bo zaczęli zadawać pytania, a my myśleliśmy, że nie będziemy już kłamać i będziemy musieli powiedzieć prawdę”.
Po zgłoszeniu się do Citizens Advice w Bury, skontaktowali się z Settled. Smart pochwalił centrum rozwiązywania problemów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych za szybką reakcję po tym, jak organizacja charytatywna złożyła wniosek o przyznanie statusu osoby osiedlonej bezterminowo, co w zeszłym tygodniu zaowocowało przyznaniem Krupom statusu osoby osiedlonej.
Zaapelowała do rządu o zwrócenie uwagi na problemy związane z unijnym programem osiedleńczym, argumentując, że „procedura powinna rozpocząć się na lotnisku”, gdy pojawiał się podobny problem.
Zwrócono się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o komentarz.


15.

Wrzucili do morza 670 tys. euro, ale milczeli przed śledczymi.
Dwóch mężczyzn zidentyfikowanych przez komisariat policji w Ragusie nie udzieliło żadnych informacji. Trzeci mężczyzna na pokładzie motorówki uciekł.
https://palermo.repubblica.it/cronaca/2026/07/30/news/santa_croce_camerina_banconote_mare_traffico_illecito_denaro_indagati_storia-425502235/?ref=RHLM-BG-P12-S1-T1-fdg6
Zapytani przez śledczych: „Skąd te pieniądze?”, zamilkli. Dwaj Maltańczycy, zidentyfikowani i oskarżeni o nielegalny handel walutami, którzy wczoraj po południu w Casuzze, wiosce Santa Croce Camerina w prowincji Ragusa, znajdowali się na łodzi, z której paczki banknotów zostały wrzucone do morza, schronili się w milczeniu. Śledczy szacują kwotę pieniędzy na 670.000 euro. Prowadzone w ciągu ostatnich kilku godzin śledztwo pozwoliło im dokładniej odtworzyć okoliczności zdarzenia: na pokładzie półkabinowej motorówki, która rozbiła się niedaleko brzegu, znajdowało się trzech mężczyzn i ośmioletni chłopiec.
Dwóch mężczyzn wysiadło z łodzi, a trzeci pozostał na pokładzie z dzieckiem. Łódź zaczęła się kołysać i wydawała się być w poważnych tarapatach, więc kilku pływaków z brzegu wezwało straż przybrzeżną. Kiedy patrolowiec zbliżył się do motorówki, mężczyzna na pokładzie wrzucił do morza torby pełne gotówki. Niektóre paczki wypłynęły na brzeg i trafiły w ręce pływaków. Dzięki interwencji emerytowanego policjanta, prawdopodobnie odzyskano całą gotówkę. Dwóch mężczyzn zostało zidentyfikowanych, a trzeci uciekł w kierunku wydm i obecnie nie wiadomo, gdzie się znajduje.
Według śledczych, dziecko zostało zabrane przez trzech mężczyzn, aby uniknąć zainteresowania. Dziecko, również Maltańczyk, zostało przekazane dziś rano babci, ale ona również nie udzieliła żadnych informacji na temat incydentu. Dwóch zidentyfikowanych mężczyzn zostało oskarżonych o nielegalny handel walutami. Po zakończeniu śledztwa, około północy, opuścili komisariat policji.


16.
Może być zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba i tekst


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga