DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 10 sierpnia 2026
1.
No to państwo D.O.stwo znów w domu, wykończeni, ale zadowoleni.
A wydawało się, że pewien starszy, ale debilny Niemiec zepsuje nam dzień. D.O.
wybrał dwuosobowy stolik do śniadania w hotelu, wziął serwetki i sztućce z
pojemników i staranne nakrył do stołu, podczas gdy Żona myszkowała za owocami i
białym serkiem smarującym (nie tak dobrym, jak włoski, ale na bezrybiu…)
Postawił nawet miseczkę z sałatką owocową, poszedł po wodę, a kiedy wrócił,
zastał na krześle pomarańczową, nylonową torbę. Miał zamiar poczekać na intruza
i kazać mu się wynosić, ale Żona powiedziała, żeby machnąć ręką i zaczęła
przenosić nasze rzeczy na inny stolik. Wtedy pojawił się wspomniany Niemiec i
zaczął na nas krzyczeć, że kradniemy mu ze stolika sztućce, kawę i owocową
sałatkę. Najpierw po niemiecku, potem po angielsku. Tłumaczenie, że to on kradnie
nam stolik go nie przekonało. Pewnie sądził, błędnie, e to personel hotelowy
kładzie nowoprzybyłym sztućce i kawę. Przez całe śniadanie nie wyciągną wniosku
z faktu, że wszyscy dookoła sami musieli brać swoje sztućce, wliczając w to
jego samego i żadne „przepraszam” nie wydobyło się z jego gardła. Może mu jakoś
później w gardle stanęło to śniadanie.
Na berlińskim Ringu był zaskakujący tłok, jak na niedzielny poranek, ale od
rozwidlenia na Frankfurt nad Odrą już był luzik, nawet na wielokilometrowym
przewężeniu, gdzie niemieccy budowniczowie sknocili autostradę bardziej niż w
innych miejscach. Niemiecka łapanka na granicy w poszukiwaniu nielegalnych
imigrantów spowodowała wielokilometrowy zator głęboko w polską autostrad e
wolności. Tak to musiało wyglądać w Zaleszczykach w 39-tym. No, ale Schengen w
Niemczech nie leży, a że Polaczki, które ruszyły na wymarzone wakacje o świcie
spędzą wiele upojnych godzin w korku przed Odrą, w Budeskanzlersamcie snu z
oczu nikomu nie spędza.
Z A-2-jki zjechało państwo D.O.stwo tuż przed pierwszą za Poznaniem, żeby znowu
zjeść obiadek w tej samej knajpce, co w tamtą stronę, bo tam podają pierogi z
jagodami najlepsze, jakie D.O. i jego Żona w życiu jedli. Były pyszne i choć
nie było pysznych jagodzianek, jakie jedliśmy na drugie danie w tamtą stronę,
to i tak wyjechaliśmy z życia zadowoleni.
Płatne odcinki A-2-jki były prawie puste, za Kutnem zrobiło się gęściej, ale
przez długi czas udawało się jechać na tempomacie, dopiero za Łodzią, jak
zwykle, zrobiła się tłoczna gehenna. D.O. nie znosi tamtędy jeździć i bardzo
drażnią go czytane od 20 lat informację o planowanym poszerzeniu tych 100
kilometrów. Oczywiści nikt nie wbił nawet łopaty, a nawet dodanie jeszcze
jednego pasa niczego nie rozwiąże.
Byliśmy więc w domu po 17, kiedy to para staruszków padła jak odstrzelona przez
radykalną część polskiego związku łowieckiego.
Pewnie, że gdybyśmy wrócili w sobotę, D.O. poszedłby pod pałac kultury (duże
litery nie przechodzą D.O. przez palce) wyściskać się ze starymi Przyjaciółmi z
TVN24, chociaż większości obecnych gwiazd w ogóle nie zna. Ale jakoś nie
rozpacza z tego powodu.
Pani redaktor musiała być tam, gdzie D.O.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń