DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 3 sierpnia 2026


1.
Rozleniwiony D.O. pozdrawia wiernych Czytelników zza granicy.
Chociaż leniwić się nie leniwił, tylko prowadził samochód (zreperowany) przez 600 kilometrów, wielki, ponadgodzinny zator na A-2, bo tir leżał częściowo w rowie, a Radio kierowców na takie drobiazgi nie zwracało uwagi i poświęcało mnóstwo czasu na wywody jakiegoś lekarza, żeby przy upałach (no, było aż 22,5 stopnia, gorąc!) nie pić energetyków, bo od tego stajemy się agresywni, tylko wodę ze szczyptą soli, którą to szczyptę, jak wiadomo, każdy kierowca zabiera ze sobą w każdą podróż. Potem jeszcze ponad półgodzinny korek tuż za Odrą, bo umundurowani panowie Niemiaszkowie muszą spojrzeć w oczy każdemu kierowcy samochodu na polskiej rejestracji, a niektórych przetrzepać. No i racja, bo wydaje się, że dobre Niemcy imigrantów przyjęły już dosyć i każdy kolejny może doprowadzić do załamania się Bundesrepubliki.
Był oczywiście postój na obiad w przypadkowo wybranym zajeździe ze 6 km od autostrady, gdzie, jak się okazało, zrobiła swoje porządki Madzia Gessler. Madzia czy nie Madzia, pierogi z jagodami to było małe arcydzieło, że palce lizać!
Przy obiedzie D.O. nauczył się nowego i pięknego słowa „pcioła”, jak pokrzykiwał pewien niedorostek, wskazując na bzyczącego, pożytecznego owada. Zdaniem D.O. to o wiele piękniejsza forma od tradycyjnej i D.O. ma zamiar odtąd jej używać.
Panu Guglowi co odwaliło i zamiast prowadzić D.O. do hotelu obok cudownego muzeum w Dahlem, postanowił przewieść go po Unter den Linden, gdzie został jednak zatrzymany przez policaja, pilnującego, aby nikt nie przeszkadzał tłumowi Irańczyków, popierających reżim ajatollahów i potępiający amerykańskich imperialistów.
Wściekły D.O. skasował gugiela i zawierzył innej nawigacji, która doprowadziła go we właściwe miejsce.
Cała ta podróż uzmysłowiła D.O. z całą jaskrawością, że koniec świata jest tuż bliski, bo Niemcy mają w nosie przepisy i zarówno na polskiej, jak i niemieckich autostradach bimbają sobie na ograniczeia prędkości. Stary Polak za kierownicą niemieckiego samochodu poczuł, że ma misję edukacyjną i ostentacyjnie jechał zgodnie z przepisami, ale nie wydaje się, żeby wywołał u niesfornych Niemców poczucie winy i wyrzuty sumienia.
Kolacja we włoskiej kneipe, gdzie właściciel nie bardzo parlava l’italiano, ale kluski podał zacne i al dente. Słysząc rozmowę państwa D.O.stwa pożegnał ich słodkim „dziękuję bardzo”. Ale główny news kolacyjny to ten, że państwo D.O.stwo dziabnęli po kieliszeczku nero d’Avola, co im się już od dawna nie zdarzało, a potem zdołało dojść do hotelu nie przewracając się ani ra.zu



Stau stał przez ponad godzinę.

Tir w poprzek. Ale służba drogowa po godzince uruchomiła już jeden pas.


I stau, i stau. i stau.

Niemiaszki spartaczyły autostradę ze Słubic do Berlina w 1990 i do dzisiaj nie mogą się uporać z naprawami.
A poza tym D.O. nie będzie już grzeszył i po przejażdżce ulicami Berlina nie będzie narzekał na jakość ulic w Warszawie. No, może na jakość tylko niektórych.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga