DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 9 marca 2026

1.
D.O. doskonale rozumie wybór posła Kaczyńskiego. Wszak premier musi pasować do prezydenta a przede wszystkim nie przewyższać intelektualnie geniusza z Żoliborza. Polska Rzeczpospolita Chamsko-Buraczana.


2
Na tarasie w domu przyjaciela było cieplutko, można sobie było wygrzać stare kości. D.O. Widział sarny, bażanta, widział już nabrzmiałe pączki u krzaka bzu, widział brzemienne wody Wisły, ale bazi, takich jak pan Tuft, nigdzie nie widział.
Brzemienność Wisły D.O. cieszy, ale strumyki na południe od Warszawy, które jeszcze dwa lata temu płynęły ku swemu przeznaczeniu, nadal są tylko suche, a w miejscach, w których szemrały są puste doły.

Miłym akcentem był widok białych tyłeczków dwóch sarenek.

3.
W rozsądnych mediach — to jest takich, które po pierwsze zatrudniają jeszcze istoty ludzkie, a nie boty, po drugie zatrudniają ludzi myślących — pojawia się czasem dyskusja na temat tego, czy może istnieć skrajna prawica bez Kościoła i religii i czy Kościół i religia mogą istnieć bez skrajnej prawicy.
Wnioski z takich artykułów lub debat są na ogół takie, że nie: że Kościół jest najwyższą inspiracją dla wszystkich organizacji prawicowych i skrajnie prawicowych oraz że nie ma prawicy świeckiej.

D.O. gotów byłby przyznać temu rozumowaniu rację, gdyby nie fakt, że jest stary i pamięta argumentację wszystkich tych pseudolewicowych i pseudokomunistycznych pseudomyślicieli, dowodzących, że liberalizm to formacja ideologiczna o charakterze zdecydowanie prawicowym. Z punktu widzenia socjalisty i komunisty to bez wątpienia prawda. A nawet w najbardziej nieprzychylnej analizie nie da się powiązać liberalizmu z lewicą.
Oczywiście Państwo natknęli się na utożsamianie „libków” z lewicą, wręcz z komunizmem, ale pomińmy w tej analizie idiotów i ich nędzne myślątka.
Liberałowie to formacja prawicowa, świadoma — może czasem aż za bardzo — że natura ludzka wcale nie jest dobra, ale że bez dawania upustu złym, często niemoralnym instynktom jednostek (zwłaszcza powszechnej chciwości) nie da się zapewnić społeczeństwu dobrobytu.
Liberałowie są w istocie atakowani nie za swoją rzekomą lewicowość (choć nawet dla półgłówków jest oczywiste, że to nieprawda), lecz za świeckość.

Istnieje zatem prawica niekościelna, prawica niereligijna. To właśnie liberałowie — ludzie i formacje, których działanie oparte jest na racjonalnej analizie rzeczywistości i porzuceniu wiary we wszelkie zjawiska nadprzyrodzone, jako te, które bardzo skutecznie obraz rzeczywistości zaciemniają.
To owa świeckość, jako bodaj jedyny element, łączy liberałów z formacjami lewicowymi.
Nie jest przypadkiem, że polski episkopat, polscy biskupi, podpisali z patriarchatem Wszechrusi porozumienie o wspólnym zwalczaniu liberalizmu jako największego zagrożenia dla świętej wiary i „tradycyjnych wartości chrześcijańskich”.

A więc liberałowie są atakowani z obu stron: dla lewicy są wstrętną prawicą, którą należy zwalczać, ponieważ nie wierzą w jedynie słuszną ideologię marksistowsko‑leninowsko‑stalinowsko-maoistowsko-chavistowską; dla prawicy — ponieważ nie wierzą w zjawiska nadprzyrodzone oraz życie wieczne.
Lecz w dobie kryzysu, w dobie gwałtownych przemian, zarówno lewica, jak i prawica zwracają się do liberałów o ratunek, o plan wyjścia z kryzysu, o plan przywrócenia dobrostanu obywateli, których zdesperowany gniew zagraża rządom tych formacji.

4.

Iacopo Scaramuzzi
Zagadka nominacji Leona: oczekująca Kuria, ciężar postaci religijnych i ludzi środka
Na początku swojego pontyfikatu Prevost zatwierdził swoich współpracowników „do czasu, aż nie zostanie wydane inne rozporządzenie”. Dziewięć miesięcy później w Rzymie zaszło zaledwie kilka zmian, ale wyłoniło się kilka postaci zaufanych przez nowego papieża.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/03/08/news/papa_leone_rebus_nomine_curia_romana-425207328/?ref=RHLM-BG-P5-S2-T1-fdg13
Niektórzy w Rzymie nadali mu przydomek „marmurowy kot”. Sfinks. Papież Leon XIV jest nieprzenikniony i sam żartuje na ten temat: „Często lubię obserwować, jak dziennikarze interpretują moje wyrazy twarzy” – powiedział reporterom towarzyszącym mu w samolocie powrotnym z Bejrutu do Rzymu. „Myślicie, że potraficie czytać w moich myślach lub na mojej twarzy, ale nie potraficie – nie zawsze macie rację”. Z pewnością, zauważa monsignore, który dobrze zna mechanizmy watykańskiej machiny, gra w nominacje do Kurii Rzymskiej „z ukrytymi kartami”, nie przewidując ani nawet nie sugerując swoich kolejnych ruchów. To gra, której niejedna osoba w świętych komnatach spodziewa się, że w nadchodzących tygodniach wyjdzie na jaw. Wybór b.pa Gabriele Caccii na nowego nuncjusza apostolskiego w Stanach Zjednoczonych, który miał miejsce wczoraj, może być dopiero pierwszym krokiem.

Ani na emeryturze, ani potwierdzony
Robert Francis Prevost, człowiek metodyczny i uporządkowany, z pewnością nie poruszył się zbytnio przed końcem Jubileuszu, zapobiegając w ten sposób wewnętrznym problemom administracyjnym, które przyćmiłyby zbiorową pielgrzymkę wiernych w Roku Świętym. Zaraz po konklawe zatwierdził wszystkich swoich współpracowników „donec aliter provideatur”, do czasu ustalenia innego terminu. Ani nie przeszli na emeryturę, ani nie zostali odpowiednio zatwierdzeni. Od tego czasu panowało napięcie. A teraz najwyraźniej nadszedł czas, aby podjąć decyzje dotyczące jego zespołu. Chociaż w wieku 70 lat, zgodnie z rozumowaniem kształtującym się w Rzymie, nie spieszy mu się i chce podejmować rozsądne, a nie pochopne decyzje, przedłużanie oczekiwania mogłoby stwarzać wrażenie niepewności – cechy charakteru, której, jak zapewniają ci, którzy go dobrze znają, Prevost nie posiada.

Kobiety i osoby świeckie
Nikt nie oczekuje rewolucji; nie leży ona ani w stylu Leone, ani w jego interesach. Z pewnością — dał jasno do zrozumienia podczas audiencji bożonarodzeniowej z Kurią Rzymską — nie lubi primadonn, tych, które chcą się „wybić” lub uciekają się do „masek” i „podstępów”. Jako biskup w Peru promował kobiety i świeckich na stanowiska kierownicze w diecezji; można przewidzieć, że zrobi to samo w Rzymie. Na przykład wzmocnił siostrę Raffaellę Petrini, którą dobrze zna z czasów, gdy był prefektem Dykasterii Biskupów (zakonnica jest jedną z trzech kobiet mianowanych przez papieża Franciszka), najpierw kanonicznie regulując jej stanowisko jako przewodniczącej Papieskiej Komisji ds. Państwa Watykańskiego, a następnie mianując ją do bardzo wrażliwej komisji do poufnych spraw finansowych; Do dykasterii biskupiej włączył także siostrę Simonę Brambillę, prefektkę Zakonów, pierwszą kobietę mianowaną na czoło tej dykasterii za czasów Franciszka, i wzmocnił ją, umieszczając u boku inną wykwalifikowaną zakonnicę, siostrę Tizianę Merletti na stanowisku sekretarza.

Między postępowcami a konserwatystami
Mówiąc ogólnie – jak widzieliśmy podczas jego pierwszych nominacji biskupich – Leon faworyzuje osobowości „centrowe”, zdolne jednoczyć konserwatystów i postępowców, przezwyciężając polaryzacje, a jednocześnie podtrzymujące duszpasterskiego, misyjnego i synodalnego ducha, którego Franciszek zaszczepił w Kościele.

Szturm zakonników
Już teraz pojawiają się pewne postacie. Jedyne znaczące mianowanie dokonane dotychczas przez Papieża, arcybiskup Neapolu Filippo Iannone, wybrany na stanowisko opuszczone przez samego Prevosta, czyli prefekta potężnej Dykasterii Biskupów, uosabia dwie cechy, które przewidywalnie będą powtarzać się w przyszłych nominacjach: jest kanonistą jak Papież i tak jak Papież jest członkiem zakonu - Karmelitów. Trzej inni arcybiskupi są zakonnikami, z bogatym doświadczeniem międzynarodowym i mogliby odegrać wiodącą rolę w Kurii Leona. Hiszpański kardynał Angel Fernandez Artime podróżował po świecie jako przełożony generalny Salezjanów, a podobnie jak Prevost jako przeor generalny Augustianów. Obecnie jest proprefektem Dykasterii Zakonników, ale mógłby podjąć się innych obowiązków; w ciągu zaledwie kilku miesięcy Leon wyznaczył go zarówno do Sądu Kasacyjnego Watykanu, jak i do komisji kardynałów nadzorującej IOR, tzw. bank watykański, którego prawdopodobnie w przyszłości zostanie prezesem. Kardynał Fabio Baggio, skalabrynianin, obecnie podsekretarz Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, jest dobrze zorientowany zarówno w Ameryce Łacińskiej, jak i w Stanach Zjednoczonych. Nieco zaskakujący jest fakt, że Papież powierzył mu wprowadzenie do reformy Kurii Rzymskiej, którą Bergoglio rozpoczął — a którą Baggio zna od podszewki — na niedawnym konsystorzu z kardynałami z całego świata, co jest oznaką upodobania, które może przełożyć się na nowe zadania. Inny salezjanin z dużym doświadczeniem misyjnym, Monsignor Giordano Piccinotti, cieszy się zaufaniem Papieża. Jest prezesem APSA (Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej), której papież Leon przydzielił już funkcje, które dyskretnie przejął od IOR.

Afryka i Ameryka Łacińska
Znakiem wielkiej uwagi papieża augustiańskiego dla Afryki (w końcu święty Augustyn był Afrykaninem) było mianowanie przez papieża Leona dwóch Nigeryjczyków na dwie mniej widoczne, ale kluczowe role: Anthony'ego Ekpo na asesora, czyli numer cztery Sekretariatu Stanu, oraz Edwarda Daniang Dalenga, również augustianiana, na wiceregenta prefektury Domu Papieskiego, urzędu zarządzającego audiencjami papieskimi. Prawdopodobnie nie będą oni jedynymi nazwiskami w kręgu papieskim pochodzącymi z kontynentu afrykańskiego. Kto wie zatem, czy postacie takie jak monsignor Nicola Girasoli, obecny nuncjusz w Słowacji, którego Prevost znał i cenił, gdy pierwszy był biskupem w Peru, a drugi przedstawicielem papieskim w tym andyjskim kraju, otrzymają stanowiska w Kurii. Jest z pewnością prawdopodobne, że papież, który spędził dwadzieścia lat swojego życia w Peru, wykorzysta rozległe powiązania, jakie rozwinął w Ameryce Łacińskiej.

Pierwsze kratki w krzyżówce
Pierwsze stanowiska, którymi prawdopodobnie zajmie się Papież, to najwyższe stanowiska zajmowane przez kardynałów powyżej 75 roku życia, czyli teoretycznie w wieku emerytalnym. Jest ich pięć: Dykasteria ds. Integralnego Rozwoju Człowieka (prefekt Michael Czerny skończy 80 lat w lipcu), Dykasteria ds. Świeckich, Życia i Rodziny (Kevin Farrell, 78), Spraw Kanonizacyjnych (Marcello Semeraro, 78), Liturgii (kardynał Arthur Roche, 75) i Ekumenizmu (Kurt Koch, 75). Są to postacie, do których Leon ma wielkie zaufanie, więc niewątpliwie będzie nadal czerpał z ich doświadczenia, nawet gdy przejdą na emeryturę. Następnie jest delikatna pozycja Tekstów Legislacyjnych, swego rodzaju głównego kanonisty Stolicy Apostolskiej, z którego Prevost usunął monsignora Iannone. W miarę upływu kolejnych tygodni wielu spodziewa się zmian w innych częściach aparatu watykańskiego – od organów gospodarczych po nuncjatury, od komunikacji po skomplikowany mechanizm Sekretariatu Stanu, gdzie najwidoczniej pozostanie kardynał Pietro Parolin, podczas gdy prawdopodobne jest, że stanowisko Substytuta ds. Ogólnych ulegnie przesunięciu.

Kto tak, a kto nie
Z jego słów ani subtelności mimiki z pewnością nie sposób wywnioskować, jaką decyzję podejmie papież Leon XIII. I, jak zauważa jeden z jego wiernych współpracowników, chociaż kardynałowie, arcybiskupi i prałaci obserwowali go uważnie przez te wszystkie miesiące, próbując odgadnąć jego kolejne posunięcia, nie wszyscy zauważyli, że on ich faktycznie obserwuje. W myślach notując ich słowa, gesty i postawy, decyduje, kogo przywołać na swoją stronę, a kogo nie.


5.

Dyskretna aktywność Watykanu w celu ochrony Kuby przed ambicjami Trumpa
https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/08/news/cuba_vaticano_trump_attivismo-425207483/?ref=RHLM-BG-P5-S1-T1-fdg13
Watykan doskonale wie, że sytuacja na Kubie się pogarsza. I przekonał się o tym na własne oczy zaledwie kilka tygodni temu: kubańscy biskupi mieli przybyć z wizytą ad limina apostolorum, którą każdy episkopat na świecie okresowo składa w Rzymie, ale w rzadkim przypadku musieli ją odwołać „z powodu pogarszającej się sytuacji społeczno-ekonomicznej w kraju”. Innymi słowy: zabrakło paliwa do samolotu. Tylko jednemu biskupowi, kilka dni później, udało się przedostać do Pałacu Apostolskiego – ordynariuszowi Guantanamo Silvano Herminio Pedroso Montalvo, ponieważ był już w Hiszpanii.
„Z wielkim zaniepokojeniem przyjąłem wiadomość o wzroście napięć między Kubą a Stanami Zjednoczonymi Ameryki, dwoma sąsiednimi krajami” – powiedział Leon XIV podczas modlitwy Anioł Pański w niedzielę 1 lutego . „Przyłączam się do przesłania biskupów kubańskich, wzywając wszystkich odpowiedzialnych do promowania szczerego i skutecznego dialogu, aby uniknąć przemocy i wszelkich działań, które mogłyby pogłębić cierpienie drogiego narodu kubańskiego. …
Papież i jego ludzie robią więcej. Dyskretnie nawiązali kontakty zarówno z Hawaną, jak i Waszyngtonem, starając się uniknąć, nawet bez uzyskania przewagi, traumatycznego rozwiązania. 28 lutego Leone przyjął Bruno Rodrígueza Parrillę, kubańskiego ministra spraw zagranicznych, który w biuletynie watykańskim został przedstawiony jako „Specjalny Wysłannik Prezydenta Republiki Kuby”, co stanowiło znak, że przebywał w Watykanie z misją od prezydenta Miguela Díaz-Canela. Ten sam kubański przedstawiciel, który w poprzednich dniach był w Moskwie, aby spotkać się z Władimirem Putinem, rozmawiał również ze Wspólnotą Sant'Egidio w Rzymie o „cierpieniu narodu kubańskiego w tej trudnej sytuacji międzynarodowej”. W poprzednich dniach kardynał sekretarz stanu Pietro Parolin przyjął – jak ogłosiła Ambasada Stanów Zjednoczonych przy Stolicy Apostolskiej – Mike'a Hammera, ambasadora USA na Kubie. …
W miarę jak rośnie presja USA na zmianę reżimu – Trump przyjmuje bardziej merkantylistyczne podejście, a sekretarz stanu Marco Rubio, pochodzący z rodziny kubańskich emigrantów, przyjmuje bardziej polityczne i ideologiczne podejście – nieprzypadkowo Hawana zwraca się ku Rzymowi. Watykan jest jednym z niewielu graczy międzynarodowych, na których Kuba wciąż może liczyć. Wielu jej latynoamerykańskich partnerów już tam nie ma. …
Czy urodzony w Chicago papież i jego ludzie będą w stanie przekonać Biały Dom do ustąpienia, pozwalając na przykład meksykańskim tankowcom dotrzeć na Kubę i zachęcając do płynnej transformacji na karaibskiej wyspie, pozostaje niewiadomą. Kościół katolicki na wyspie jest z pewnością instytucją cieszącą się dużym szacunkiem. Rząd podejmuje obecnie kroki w kierunku reform gospodarczych i politycznych. Dla Stolicy Apostolskiej gwiazdą przewodnią pozostaje wezwanie Jana Pawła II: niech Kuba otworzy się na świat, a świat na Kubę.


6.

Irańska telewizja państwowa podaje: „Nowym przywódcą jest Modżtaba, syn Chameneiego”.
https://www.reuters.com/world/europe/trump-rejects-settling-iran-war-raises-prospect-killing-all-its-potential-2026-03-08/


7.
Modżtaba Chamenei, syn byłego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego, zabitego w izraelsko-amerykańskich nalotach  i jego potencjalny następca, od 2014 roku jest właścicielem dwóch luksusowych apartamentów z widokiem na ambasadę Izraela w Londynie, co mogłoby być „poważnym naruszeniem bezpieczeństwa”.
Według Bloomberga, Chamenei Junior jest w stolicy Wielkiej Brytanii zaangażowany w transakcje na rynku nieruchomości o wartości 100 milionów funtów, a także, za pośrednictwem spółki-słupa, właścicielem willi w Dubaju i hoteli we Frankfurcie i na Majorce jest właścicielem jedenastu nieruchomości w Hampstead, w eleganckiej północnej części Londynu.
Zakupy były podobno finansowane ze sprzedaży irańskiej ropy naftowej i transferowane za pośrednictwem brytyjskich banków za pośrednictwem firm-słupów. Anonimowy aktywista antyreżimowy dodał w wywiadzie dla „Telegraph”: „Słyszałem, że Modżtaba ma konta bankowe w Wielkiej Brytanii warte miliardy dolarów, ale wątpię, żeby były na jego nazwisko. Wiedzą, jak sobie z tym radzić. Zazwyczaj kupują europejski paszport na inne nazwisko, a następnie jadą na Wyspy Marshalla, aby założyć firmę. Ta firma następnie przenosi się do Wielkiej Brytanii, kupuje akcje na Londyńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych i otwiera konto bankowe w stolicy. Modżtaba Chamenei z pewnością ma takie konta. Ale nie znajdziecie żadnych kont bankowych na jego nazwisko”.
Według konserwatywnej gazety, latem 1998 roku, Modżtaba i inni członkowie rodziny Alego Chameneiego wylądowali na Heathrow w towarzystwie 20 ochroniarzy i killera, Saeeda Emamiego, odpowiedzialnego za liczne zabójstwa działaczy prodemokratycznych podczas represji Pasdarani. Modżtaba Chamenei pozostał w Londynie przez dwa miesiące, na pobyt w luksusowym hotelu przy Park Lane za milion funtów. Ten pobyt był oczywiście finansowany przez reżim irański. W brytyjskiej stolicy jego przyszła żona, Zahra Haddad-Adel, poddała się leczeniu niepłodności i później urodziła ich syna, Baghera.
Dezerter podzielił się tymi rewelacjami z Telegraph, wraz z obszernymi nagraniami przesłuchań więźniów politycznych przeprowadzonych przez irański wywiad.
Uważa się, że wizyta ajatollaha w Londynie w 1998 roku była pierwszą podróżą następcy tronu ajatollaha z Zahrą poza Iran. Para zmagała się z problemami, często kłócąc się o rzekome problemy z płodnością Zahry. Według „Telegraph”, Chamenei, pragnąc mieć dzieci i grożąc jej odejściem, postanowił zabrać ją do Londynu na leczenie. Towarzyszyło im dwudziestu ochroniarzy, trzy służące Zahry, jej matka i dwoje asystentów matki. Zahra i jej syn Bagher zginęli podobno wraz z Najwyższym Przywódcą Alim Chameneim w izraelsko-amerykańskim zamachu bombowym w zeszłą sobotę.
Jednak, jak donosiły różne amerykańskie media, Modżtaba Chamenei był również leczony z powodu poważnych problemów z impotencją. Amerykańskie depesze dyplomatyczne opublikowane przez WikiLeaks pod koniec lat 2000. wskazują, że Modżtaba przeszedł kilka kuracji w szpitalach Wellington i Cromwell w Londynie po trudnościach z poczęciem żony Zahry. Według dokumentów, odbył w sumie co najmniej cztery wizyty w tych klinikach, w tym dwumiesięczny pobyt przed zajściem żony w ciążę.

Kim jest Modżtaba Chamenei?
56-letni Modżtaba Chamenei, którego imię oznacza po persku „wybraniec”, jest filarem irańskiego establishmentu duchownego i Pasdarani. Według tabloidów, za zgodą ojca, w ostatnich latach mianował sojuszników na kluczowe stanowiska w rządzie i Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej, aby utorować sobie drogę do przywództwa.
Jest również oskarżany między innymi o sfałszowanie wyborów w 2005 i 2009 roku na korzyść Ahmadineżada. W depeszach WikiLeaks, Modżtaba był już przedstawiany jako potencjalny kandydat na przywódcę Iranu po śmierci ojca.
(https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/08/news/figlio_di_khamenei_case_di_lusso_cure_infertilita_londra-425207718/?ref=RHEX-BG-P1-S3-T1-d727 )


8.
Wołodymyr Zełenski ogłosił, że kijowscy eksperci ds. dronów będą „na miejscu” na Bliskim Wschodzie „w przyszłym tygodniu”, ponieważ w zamian za ekspertyzę w zakresie dronów zażądał od USA pocisków obrony powietrznej. „Myślę, że w przyszłym tygodniu, kiedy eksperci będą na miejscu, ocenią sytuację i udzielą pomocy” – powiedział Zełenski na konferencji prasowej, pytany, jak Ukraińcy mogliby pomóc Stanom Zjednoczonym i państwom Zatoki Perskiej w odparciu irańskich dronów.
„Na południu naszego kraju, w ciągu ostatniego półtora nasze wojska przeprowadziły szereg znaczących operacji obronnych, a w niektórych rejonach ofensywnych miesiąca – dodał Zełenski. Działania te miały na celu wyłącznie pokrzyżowanie planów Federacji Rosyjskiej. Uważamy, że odniosły one spory sukces: odzyskaliśmy kontrolę nad obszarem około 400–435 kilometrów kwadratowych”
Zełenski podkreślił, że sytuacja na południu pozostaje trudna, ale „powiem to bardzo ostrożnie, wszyscy są nastawieni bardziej optymistycznie niż pod koniec 2025 roku”.


9.
W wyborach w Badenii Wirtembergii wygrali Zieloni przed CDU i faszystami z AfD, bliskimi kameraden naszych naziolków z obu konfrferosji.
Aż przykro patrzeć na wyniki tak wielkich niegdyś i zasłużonych SPD i liberałów z FDP.
https://www.spiegel.de/politik/deutschland/landtagswahl-baden-wuerttemberg-2026-alle-ergebnisse-aus-den-gemeinden-und-wahlkreisen-a-cfb463f5-3a24-4aff-8367-3c227ab60a64
Przy okazji D.O. wyraża głębokie przekonanie, że antyniemiecka fobia skrzata z Żoliborza i jego debilnych przypupasów to jest wyraźne złamanie zapisów Konstytucji oraz Kodeksu Karnego, zabraniających wszelkich dyskryminacji i prześladowań na tle narodowościowym. Ta totalna bezkarność prawna Kaczyńskiego to jest skandaliczna kompromitacja polskiego wymiaru sprawiedliwości, to jest coś absolutnie oburzającego, odbierającego wiarę w prawidłowe funkcjonowanie, a co za tym idzie sensowność istnienia państwa polskiego.


10.
5 lat temu
Ile razy tamtego dnia przekląłem moje zamiłowanie do bocznych dróżek!
Jak już kilka razy pisałem, Mojave Desert daje mi do głowy jak narkotyk. Przebywszy ją po raz kolejny, zatrzymałem się w Palm Springs i nawet po przespanej nocy nirwana mnie nie opuściła. Nie spieszyłem się. Jeszcze poplątałem się po tym uroczym miasteczku w u stóp gór w środku pustyni, kupiłem jakieś owoce na drogę i zapuściłem się w góry: „No Alpy, to one nie są”! Wyliczyłem, że będę miał do przejechania wszystkiego 300 mil, co to dla mnie! „Pojadę na przełaj, zamiast monotonii interstate, będę miał przełęcze i doliny, widokami napakuję sobie głowę, żeby mi wyskakiwały, kiedy jakiś wał na kaczych łapach znowu mnie w ojczyźnie sponiewiera”.
Alpy to one rzeczywiście nie były, ale i tak droga okazała się cholernie trudna. Mało kto tamtędy jeździł, więc – ku memu zdumieniu – i nawierzchnia daleka była od ideału. Jedna curva peligrosa za drugą, zjazdy, podjazdy, niekończące się ograniczenia do 25 mil/h… Było już mocno zaawansowane popołudnie, Do równika niespełna 4 tysiące km, a to oznacza zmrok koło 20, a ja ciągle na kompletnym odludziu, ciągle w górach, cały obolały, cały napięty, bo o relaksie za kierownicą nie było mowy wobec piętrzących się curv. Kiedy wyjechałem na interstate 9 z El Paso i Yumy do San Diego, zaczynało zmierzchać. „Dziewiątka” jest górska i na dodatek „scenic highway”, więc też niełatwa i zatłoczona, więc te ostatnie 44 mile też były torturą. Dojechałem do San Diego już nocą, pięć razy zabłądziłem, kolejne pięć ryzykowałem doraźnym rozstrzelaniem, bo szukając hotelu zapuszczałem się w „military restricted area”, więc kiedy wreszcie w zasięgu wzroku znalazło się hotelowe łóżko – padłem jak zabity.
Obudziło mnie śpiewanie ptaków zza ciężkiej kotary dużego, hotelowego okna. Rozsunąłem je i zostałem kilkakrotnie porażony. Najpierw olśniewającym słońcem. Potem olśniewającym kolorem bugenwilli, rosnącej tuż przed moim oknem. Aż wreszcie, kiedy, w gaciach, nie bacząc na nic, otworzyłem okno – prawdziwym koncertem ptaków o najprzeróżniejszych kolorach.
To był stary, rozlatujący się Holiday Inn, który wkrótce potem rozebrano, ale ja już byłem stracony. Nic mi nie przeszkadzało: nieszczelne okna, podniszczone wykładziny, głośno warcząca klimatyzacja, nieeuropejskie śniadanie. Byłem zakochany, a zakochany wad obiektu swojej miłości nie dostrzeże, choćby mu na odcisk wlazły.
Ruszyłem w to San Diego, jak bym wkraczał do raju i to rajskie uczucie nie opuściło mnie do samego końca pobytu. I dzisiaj, kiedy zdarza mi się marzyć, że wyrywam się spośród gromad tępych pałkarzy, uciekam przez bandami złodziei, wydostaję się z oblepiającego ciało i duszę faszyzmu, znajduję się tam, pośród uliczek na Point Loma, koło plaży na wyspie Coronado, albo, nieco bardziej na północ, w najdroższym miejscu w Ameryce – la Jolla.
Jesteś młody, młoda? Masz parę groszy do wydania? No to nie daj się zbić z tropu opowieściami o innych pięknościach: pojedź choć raz w życiu do San Diego. Samo wspomnienie jest lepsze niż prozac.
A tymczasem poczytaj podpisy pod zdjęciami i poczekaj, aż wrzucę do internetu mój film o Ameryce z 2011 roku; jest rozdział poświęcony San Diego.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.Tu zaczęła się historia europejskiej kolonizacji Zachodniego Wybrzeża: spokojne wody zatoki i obecność zbiorników wody słodkiej przyciągnęły kolonizatorów. Tak właśnie miasto jest położone, z rodzajem Helu, oddzielającym Pacyfik od spokojnej Zatoki, no, spokojnej, kiedy nie płyną nią akurat okręty wojenne, bo na obecność helikopterów Marines można polegać, jak na Zawiszy. Hel kończy się Coronado, nazwaną „wyspą”, choć, jak widać, wcale wyspą nie jest. Dwa lotniska – to na Coronado wojskowe i na lewo odeń cywilne, też dostarczają mieszkańcom uciech akustycznych i wizualnych, ale można się przyzwyczaić. Laguny po lewej to Mission Bay, 150 wzgórz i dolin płaskowyże… Klimat dość powszechnie uznany za jeden z najlepszych na świecie, najeżony wieżowcami Downtown, ale poza tym rajskie domki w rajskiej roślinności. I nie przytłacza: niespełna 1.5 miliona mieszkańców, rozrzuconych na dość obszernym terytorium. A po prawej? Po prawej to już Meksyk i Tijuana, miasto czerpiące swoje bogactwo z przywar Jankesów.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Downtown w San Diego. Lubię! Na pierwszym planie przycumowany lotniskowiec-muzeum „Midway”, po prawej stronie niebieski pawilon Targu Rybnego, obok port jachtowy. Z tyłu rozkopane jeszcze Embarcadero; dziś jest tam już park ze sztucznym kanałem pełbym fontann i szucznymi jeziorkami. Dalej na prawo znajduje się wjazd na Coronado Bridge, jeden z „landmarków” tego miasta.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Widok na Downtown z Coronado, gdzie ceny nieruchomości powalają, sam ich podmuch powala. Na Coronado znajduje się Hotel Del, największy drewniany hotel w Ameryce, po dwakroć zabytkowy, bo raz że zabytkowy, a dwa, że udawał hotel na Florydzie, który oglądaliście w filmie „Some like it hot”, czyli „Pół żartem, pół serio”.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Hotel Del, dziś za głupie 3,5 tys. złotych można się przespać w małym pokoiku.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Coronado Bridge: jeździłem po nim jak głupi tam i z powrotem, chociaż był jakiś mały toll do zapłacenia. Widoki z mostu są oszałamiające, a na dodatek, często pod spodem widać a to jakąś atomowa łódź podwodną, a to jakiś niszczyciel…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.A to moje wymarzone miejsce do zamieszkania: Point Loma na tutejszym Helu. Sielskie domeczki, cudne rośliny, tu ocean, tu zatoka: raj, raj, raj.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Słynny, choć ekologicznie kontrowersyjny Sea World w Mission Bay, a w głębi widać już perełkę, o której nie słyszałem, dopóki, wiedziony intuicją, nie pojechałem tam specjalnie, zatrzymałem się i zacząłem przechadzać: luksusy nie do pomyślenia. Kto mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, musi być bogaty.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Tak z daleka, to nawet nie widać, czym La Jolla pachnie: trzeba wysiąść z samochodu.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Eleganckie sklepy w La Jolla.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.Pasaże handlowe w La Jolla też są niczego sobie.


11.
8 lat temu

Marzec. 50 lat.

Kto jeszcze nie widział, niech obejrzy. To emblematyczne.
Być Żydem w Polsce / Being Jew in Poland / Essere ebrei in Polonia / Etre Juif en Pologne
https://www.youtube.com/watch?v=Tt372r7ax0U&t=1030s


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga