DRUGI OBIEG
Czwartek, 21 maja 2026
1.
CKPZ, czyli Centrum Koordynacyjne Polskich Nazioli z siedzibą w Pałacu
Namiestnikowskim i afiliacjami na Nowogrodzkiej, przyspieszyło działania mające
na celu przyłączenie Polski do Rosji, po wcześniejszym wyprowadzeniu jej z Unii
Europejskiej oczywiście.
W ramach ofensywy antyniepodległościowej najpierw zainstalowało naprzeciw
Kancelarii Prezesa Rady Ministrów „miasteczko gniewu”, żywcem skopiowane z
białoruskiego cyrku, a wczoraj opłaciło i zwiozło do Warszawy tłumy
katonazistów spod znaku pseudosolidarności oraz bogate i rozpasane kułactwo,
żerujące na reszcie nieuprzywilejowanych jak oni obywateli.
Jak myślisz, Czytelniku: czy rząd jakoś na tę ofensywę polsko-ruskiego
naziolstwa zareaguje?
2.
Jasna strona głupoty: badanie dowodzi jej wartości jako katalizatora
społecznego
Zawsze badamy wskaźniki sukcesu, nigdy nie badamy znaczenia niekompetencji. Co
jednak niekoniecznie jest złą rzeczą, jak powiedział portugalski profesor.
https://d.repubblica.it/culture/2026/05/19/news/il_lato_positivo_della_stupidita_ha_un_valore_come_catalizzatore_sociale-425356126/?ref=RHLM-BG-P28-S1-T1-mgzn
Głupota jest wartością. Stwierdzenie bardziej pasujące do prowokacyjnej
koszulki niż do pracy naukowej. A jednak to właśnie ta teza stanowi sedno badań
profesora Jorge Filipe da Silvy Gomesa, profesora ISEG Lisbon School of
Economics and Management, który właśnie opublikował artykuł „Ludzka głupota i
jej wartość”. Punkt wyjścia jest prosty: codzienne życie. „Zdałem sobie sprawę,
że istnieje bardzo niewiele teorii wyjaśniających naszą głupotę” – wyjaśnia
Gomes. Obserwacja, która otwiera ogromną teoretyczną pustkę. Bo jeśli wszystko
w organizacjach kręci się wokół wydajności, efektywności i sukcesu, to, co nie
działa, często pozostaje w cieniu. „Zawsze uderzało mnie to, jak zarządzanie i
biznes koncentrują się bardziej na zrozumieniu czynników determinujących sukces
niż tych związanych na przykład z niekompetencją”.
Stąd profesor konstruuje precyzyjną definicję, również opartą na badaniach
wielkiego włoskiego ekonomisty Carla M. Cipolli: głupota to nie etykieta, lecz
dynamika. „W szczególności teoria mojej grupy roboczej opiera się na trzech
punktach: głupota nie jest stałą cechą ani w ogóle cechą. Po drugie, różni się
od braku inteligencji. Po trzecie, ważne jest, aby przenieść uwagę z »głupich
ludzi« na »głupie działania i decyzje«”.
To radykalna perspektywa: nie chodzi już o klasyfikowanie mężczyzn i kobiet,
ale o obserwowanie momentów. „To był »głupi« błąd, ale to nie znaczy, że dana
osoba jest głupia. Oznacza to jedynie, że podjęła złą decyzję w danej
sytuacji”. Dotyczy to zarówno studenta, który pomylił się w kwestii terminu
egzaminu, jak i tych, którzy świadomi ryzyka korzystają z telefonu, przechodząc
przez ulicę: „Oczywiście mamy na tyle inteligencji, by zrozumieć, że to
niebezpieczne, ale w takiej chwili zachowujemy się irracjonalnie. Nawet
inteligentni ludzie mogą zachowywać się głupio”. Problemem nie jest to, kim
jesteśmy, ale co robimy i kiedy.
Głupota nie ogranicza się do codziennych błędów. Rozlewa się, stając się
systemowa, a nawet geopolityczna. Artykuł rozpoczyna się dwoma przykładami,
które trafiły na pierwsze strony gazet na całym świecie: pierwszy dotyczy
Donalda Trumpa, który w 2022 roku zasugerował, że Stany Zjednoczone mogłyby
pomalować chińskie flagi na swoich myśliwcach, zbombardować Rosję i zrzucić
winę na Chiny, wywołując w ten sposób konflikt między tymi dwoma krajami. Drugi
przywołuje sytuację, gdy kilka lat temu wojska rosyjskie zajęły Czarnobyl,
kopiąc rowy w radioaktywnej glebie. „Oba przypadki ilustrują decyzje, które
ignorują oczywiste konsekwencje i prowadzą do potencjalnie szkodliwych
skutków”.
W teraźniejszości granica staje się jeszcze bardziej niejednoznaczna: rozważmy
najnowsze posunięcia Trumpa, często interpretowane przez krytyków jako
impulsywne, a przez zwolenników jako strategicznie zaskakujące.
„W kontekście »postprawdy« to, co nazywa się »głupotą«, może czasami być
strategią. Nieprzewidywalność może być wykorzystywana do destabilizacji
przeciwników lub przyciągania uwagi”. Ale to niebezpieczna gra. „Granica między
strategią a złym osądem jest cienka: na dłuższą metę takie zachowania mogą
podkopać zaufanie i przynieść negatywne konsekwencje”.
Kluczowa jest nie etykieta, ale rezultat: „Jeśli działania przynoszą wartość
lub destrukcję, jeśli generują straty dla wszystkich, zaliczają się do
kategorii szkodliwej głupoty”.
I tu właśnie badania przybierają interesujący obrót dla nas wszystkich.
„Uderzyła nas nie tylko obecność tych zachowań, ale także fakt, że często
generują one naukę, refleksję, a w niektórych przypadkach nieoczekiwane
korzyści dla innych”. To odwrócenie perspektywy: „W niektórych kontekstach to,
co wydaje się „głupim” pomysłem, może pobudzić kreatywność, zakwestionować
istniejące wzorce lub prowadzić do nowych rozwiązań. W tym sensie głupota nie
jest czymś, co należy celebrować, lecz zrozumieć i czasem konstruktywnie
wykorzystać”.
Wszyscy doświadczyliśmy na przykład napisania gniewnej wiadomości i
natychmiastowego żałowania tego. „W danej chwili może się to wydawać błędem,
ponieważ może zaszkodzić relacji lub wywołać niepotrzebny konflikt. Jednak ta
sama sytuacja może stać się wartościowa, jeśli osoba, która ją napisała,
przemyśli to, co się stało, ucząc się, jak zatrzymać się przed reakcją, lepiej
komunikować i radzić sobie z emocjami. W ten sposób zła decyzja może prowadzić
do rozwoju osobistego”. Ta logika rozciąga się na różne sfery: szkołę, biznes,
politykę i kreatywność. „Nierozważne, krótkowzroczne lub autodestrukcyjne
decyzje są częścią codziennego życia. Ignorowanie tej rzeczywistości ogranicza
naszą zdolność do zrozumienia zjawisk takich jak kryzysy finansowe,
niepowodzenia organizacyjne czy nieskuteczna polityka publiczna”.
Chodzi o to, że głupota nigdy nie jest tylko kwestią jednostki. Rozprzestrzenia
się, wzmacnia. Dlatego niektóre organizacje (np. lotnictwo czy opieka
zdrowotna) starają się rozwiązywać ją systemowo: ucząc się na błędach,
przewidując je, ujawniając je, a nie ukrywając. Do tego dochodzi czynnik
technologiczny, sztuczna inteligencja gotowa do optymalizacji decyzji, ale niosąca
ryzyko mnożenia błędów: „Głupota nie zniknie, ale będzie ewoluować”.
Wyzwaniem z pewnością nie jest jej eliminacja: „Potrzebujemy edukacji w
zakresie krytycznego myślenia, interdyscyplinarnych zespołów i praktyk
organizacyjnych, które cenią uczenie się na błędach”. Przesłanie jest jasne:
„Celem nie powinno być unikanie każdego potknięcia, ale budowanie systemów,
które pomogą nam je rozpoznawać, powstrzymywać i wyciągać z nich wnioski,
zamiast je wzmacniać”.
3.
Almodóvar: „Artyści muszą się narażać, to moralny obowiązek. Milczenie zagraża
demokracji”.
https://www.repubblica.it/spettacoli/dossier/festival-di-cannes/2026/05/20/news/pedro_almodovar_cannes_amarga_navidad_incontro_stampa-425358561/?ref=RHLM-BG-P24-S1-T1-s2639
CANNES – Pedro Almodóvar przybywa do Cannes ze swoim szczerym filmem,
artystyczną rodziną, przypinką z hasłem „Wolna Palestyna” i bardzo jasnymi
poglądami na sprawy światowe: „Nie chcąc nikogo osądzać, uważam, że artysta
powinien mówić o sytuacji, w której żyje. Wydaje mi się to moralnym
obowiązkiem. Nie osądzam tych, którzy tego nie robią, ale milczenie i strach –
bo to ewidentny wyraz strachu – są bardzo negatywnym symptomem, symptomem
dewaluacji demokracji”.
Reżyser, którego jutro film „Amarga Navidad”, biorący udział w konkursie na
festiwalu, kontynuuje: „Wierzę, że każdy twórca, z własnej, niewielkiej
platformy, powinien zabrać głos, powinien wyrazić siebie w obliczu najgorszych
rzeczy, które nas spotykają. A zbyt wiele okropnych rzeczy przytrafia się nam
każdego dnia. Osobiście uważam, że mamy obowiązek mówić. Jako Europejczycy mamy
również obowiązek stać się swego rodzaju tarczą przed potworami takimi jak
Trump, Netanjahu czy rosyjski przywódca. Mamy taki obowiązek, ponieważ tutaj
przestrzegamy prawa międzynarodowego. W Europie istnieją prawa, więc Trump musi
wiedzieć, że wszystkie jego urojenia i szaleństwa mają swoje granice i że
Europa nigdy nie stanie się wasalem polityki opartej na oszustwie”.
Film, który sam reżyser uważa za swego rodzaju dyptyk, podobnie jak „Ból i
blask” z 2019 roku, porusza tematy twórczości artystycznej, radzenia sobie z
żałobą, skutków bólu fizycznego i blokady twórczej. Czerpiąc obficie ze swojej
autobiografii (nieprzypadkowo jej międzynarodowy tytuł brzmi „Autofikcja”), nagrodzony
Oscarem reżyser opowiada historię reżysera, który od pięciu lat nie nakręcił
żadnego filmu i pisze scenariusz o reżyserce reklam, która po wyreżyserowaniu
dwóch kultowych, lecz nieudanych filmów, cierpi na atak paniki i dokuczliwe
migreny rok po śmierci matki.
„To ostatni film o mnie” – mówi reżyser, który w przeszłości cierpiał na
migreny i ataki paniki, a także zmagał się z żałobą po śmierci matki. „W
przyszłości chciałbym nakręcić inny film. Już pracuję nad nowym scenariuszem z
nutą czarnego humoru. Oczywiście, chętnie znów nakręciłbym filmy takie jak
„Kobiety na skraju załamania nerwowego”, ale te barokowe, przesadzone komedie
należały do tamtego okresu mojego życia. Dziś kręcę filmy, które podpowiada mi
serce, a dzięki tym najnowszym filmom czuję, że sięgnąłem głębiej, z pewnością
poświęcając część humoru. To powróci”.
„Głównym tematem filmu jest to, że niezwykle samolubny narrator, gdy wpada na
jakiś pomysł, nie pyta nikogo o pozwolenie i nie bierze pod uwagę niczego poza
własnym pomysłem” – mówi reżyser. „Ja też tak robię, choć zawsze staram się
mieszać rzeczywistość z fikcją, ale zależało mi na podkreśleniu samolubnej i
niebezpiecznej natury twórcy. Toczy się moralna debata na temat etycznej
wrażliwości twórcy”. Główny bohater filmu, grany przez argentyńskiego reżysera
Leonardo Sbariglię (również w filmie „ Karma ” Guillaume’a Caneta ), to
reżyser, który w rzeczywistości czerpie z historii bliskich sobie osób, z
własnego bólu i cierpienia innych.
Po wczorajszym, szeroko oklaskiwanym pokazie w Grand Théâtre Lumière, reżyser,
który w swojej długiej karierze zdobył dwa Oscary, pięć nagród BAFTA, dwa Złote
Globy, tyle samo nagród Emmy i dwa Złote Lwy, w tym jednego za całokształt
twórczości w 2019 roku i jednego za najlepszy film w 2024 roku za The Room Next
Door, ale nigdy Złotej Palmy, powiedział: „Byłem faworytem tutaj na festiwalu
dwa razy, za ‘Wszystko o mojej matce’ i ‘Volver’, ale bycie faworytem to za
mało. Nagrody są wynikiem połączenia wielu czynników, takich jak to, jak film
był postrzegany przez publiczność i krytyków. Nigdy nie przyjechałem tutaj z
poczuciem, że jestem już zwycięzcą, również dlatego, że jest to bardzo
ekscytujące być tutaj, nawet poza nagrodami. Jestem ciekaw, co dystrybutorzy na
całym świecie myślą o moim filmie, jak go postrzegają, jak go interpretują.
Wcale nie jestem sfrustrowany tym, że nie zdobyłem Złotej Palmy. Lubię brać
udział w zawodach, ponieważ udział w nich jest o wiele przyjemniejszy i
bardziej ekscytujący”.
4.
Nowa propozycja pokojowa dotycząca Iranu wywołuje napiętą rozmowę Trumpa z
Netanjahu
https://www.axios.com/2026/05/20/trump-netanyahu-call-iran-peace-plan
Według Iran International, nadawcy arabskiej telewizji Al Arabiya, trwają prace
nad dopracowaniem tekstu porozumienia między Waszyngtonem a Teheranem w sprawie
zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie. Ogłoszenie o jego sfinalizowaniu może
nastąpić „w ciągu kilku godzin”. Al Arabiya poinformowała również, że dowódca
pakistańskiej armii Asim Munir może udać się jutro do Iranu, aby ogłosić
ostateczną wersję dokumentu.
„Poczyniono postępy w negocjacjach między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, przy
mediacji Pakistanu, w sprawie memorandum o porozumieniu, które będzie stanowić
kamień węgielny negocjacji” - informuje telewizja i24. Jednak izraelski nadawca
zauważył, że w niektórych kwestiach „pozostają różnice zdań”.
Stany Zjednoczone znajdują się „w końcowej fazie sporu z Iranem. Zobaczymy, co
się stanie. Albo osiągniemy porozumienie, albo będziemy musieli podjąć dość
drastyczne kroki, ale miejmy nadzieję, że to się nie stanie”. Donald Trump
powiedział to dziennikarzom przed wejściem na pokład Air Force One i lotem do
Connecticut, gdzie wygłosi przemówienie w Akademii Straży Przybrzeżnej.
„Iran teraz nas szanuje. Dokończymy to, czy oni podpiszą? Zobaczymy, co się
stanie” – powiedział Donald Trump kadetom Akademii Straży Przybrzeżnej.
Stany Zjednoczone dążą do wznowienia wojny i wciąż mają nadzieję na kapitulację
Iranu. Oświadczył to główny negocjator Iranu, Mohammad Bagher Ghalibaf, który
stwierdził, że „działania wroga, zarówno jawne, jak i ukryte, dowodzą, że
pomimo presji ekonomicznej i politycznej, nie porzucił on swoich celów
militarnych i dąży do rozpoczęcia nowej wojny”. W nagraniu audio opublikowanym
przez irańskie media Ghalibaf stwierdził następnie, że „ścisłe monitorowanie
sytuacji w Stanach Zjednoczonych wzmacnia prawdopodobieństwo, że wciąż mają
nadzieję na kapitulację narodu irańskiego”. Ghalibaf zapewnił, że siły zbrojne
przygotowują „zdecydowaną odpowiedź” na wszelkie nowe ataki ze strony Stanów
Zjednoczonych i Izraela. „Musimy zintensyfikować przygotowania do skutecznej i
zdecydowanej odpowiedzi na każdy potencjalny atak” – powiedział w nagraniu
audio opublikowanym na swojej stronie internetowej. Ostrzegł, że Iran „nigdy
nie ulegnie zastraszaniu, w żadnych okolicznościach”.
„W ciągu ostatnich 24 godzin 26 statków, w tym tankowce, kontenerowce i inne
jednostki handlowe, przepłynęło przez Cieśninę Ormuz we współpracy z Marynarką
Wojenną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i pod jej ochroną” – ogłosiła
Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
5.
Xi i Putin potępiają „nieodpowiedzialną” politykę zagraniczną USA na szczycie w
Pekinie
Przywódcy Chin i Rosji chwalą się bliskimi stosunkami i ostrzegają przed
„powrotem do prawa dżungli”
https://www.theguardian.com/world/2026/may/20/china-russia-xi-jinping-vladimir-putin-meet-beijing-after-trump-visit
Siedem minut po 11:00 Władimir Putin wysiada z samochodu. Gospodarz Xi Jinping
czeka na niego u stóp schodów Wielkiej Hali Ludowej na placu Tian’anmen .
Wymieniają serdeczne uściski dłoni. Rosjanin dokonuje przeglądu chińskiej
delegacji, po czym Xi Jinping wita się z delegacją rosyjską. Protokół w takich
sytuacjach – podobnie jak w przypadku Donalda Trumpa w zeszłym tygodniu –
wymaga od obu przywódców przejścia na scenę ustawioną przed Halą Ludową.
Rozbrzmiewa hymn rosyjski i rozpoczyna się salwa honorowa z 21 strzałów na
placu Tian’anmen. Następnie rozpoczyna się Marsz Ochotników, chiński hymn
narodowy. Chińska orkiestra wojskowa oddaje hołd gościowi – tak jak dwa lata
temu – grając „Północ w Moskwie”, jedną z najsłynniejszych rosyjskich piosenek.
Obaj przechadzają się po czerwonym dywanie, mijając gwardię wojskową, a
następnie jak zwykle wiwatujące dzieci z chińskimi i rosyjskimi flagami i
bukietami kwiatów. Pekin ma sprawdzoną procedurę dla zagranicznych przywódców
podczas wizyt państwowych na wysokim szczeblu.
W Wielkiej Hali Ludowej, przed kamerami na otwarciu pierwszego spotkania tego
dnia, Putin cytuje chińskie przysłowie: „Nie widzieliśmy się dzień, a czujemy
się jak by to były trzy jesienie”, podkreślając tym samym niecierpliwe
oczekiwanie Rosjan na to spotkanie. Mówi, że jest „bardzo szczęśliwy” ze
spotkania z Xi i „ponownego uzgodnienia naszych stanowisk” i potwierdza, że
relacje między oboma krajami „osiągnęły bezprecedensowy poziom”. Xi odpowiada,
że jeśli relacje między Chinami a Rosją osiągnęły obecny poziom, krok po kroku,
z niezachwianą lojalnością i odwagą w trudnych czasach, to właśnie dlatego, że
byliśmy w stanie systematycznie pogłębiać wzajemne zaufanie polityczne i
wytrwale wspierać strategiczną współpracę”.
Obie strony zgodziły się na przedłużenie Traktatu o dobrosąsiedzkich
stosunkach, przyjaźni i współpracy między Chinami a Rosją. Xi powiedział, że
Traktat, podpisany po raz pierwszy 25 lat temu, położył podwaliny pod trwałą
przyjaźń i globalną koordynację strategiczną. Chiński przywódca dodał, że
sytuacja międzynarodowa uległa znaczącym zmianom i ostrzegł, podobnie jak czyni
to od kilku miesięcy, że „świat ryzykuje powrót do prawa dżungli”. „Chiny i
Rosja muszą przyjąć długoterminową wizję strategiczną i pracować nad budowaniem
bardziej sprawiedliwego i równego systemu globalnego zarządzania” – powiedział
chiński przywódca. Xi nazwał Putina „drogim przyjacielem” i oświadczył, że
Rosja i Chiny rozwijają stosunki dwustronne oparte na wzajemnych korzyściach i
szacunku. Zwracając się do rosyjskiego przywódcy, powiedział: „Nawiązaliśmy
bliskie relacje, które warunkują głęboką i owocną więź między Chinami a Rosją”.
„Nasze stosunki gospodarcze układają się dobrze” – kontynuował Putin. „W
obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie Rosja pozostaje wiarygodnym dostawcą
energii”. Zawirowania na rynku energetycznym podsycają rosyjskie nadzieje na
postępy w budowie gazociągu „Siła Syberii 2”, który po ukończeniu będzie
transportował 50 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu do Chin rocznie
przez Mongolię. Memorandum podpisano we wrześniu, ale istnieją rozbieżności co
do ceny. Putin ma nadzieję, że sytuacja w Zatoce Perskiej sprawi, że Pekin
będzie bardziej elastyczny. Gazociąg jest dla Putina o wiele bardziej przydatny
niż dla Xi: Rosja ma niewiele alternatyw w kwestii eksportu gazu. Pekin jednak
ma je, biorąc pod uwagę znaczną dywersyfikację importu. Putin sprowadził tu
również Aleksieja Millera z Gazpromu: to znak, że gazociąg jest kluczowy.
Chiny i Rosja uważają amerykański projekt Złotej Kopuły, globalnego systemu
obrony przeciwrakietowej, który obejmuje przechwytywanie rakiet nośnych w
kosmosie, za „zagrożenie dla stabilności strategicznej”. „Takie plany
całkowicie negują kluczową zasadę utrzymania stabilności strategicznej, która
wymaga nierozerwalnego połączenia ofensywnej i defensywnej broni strategicznej”
– czytamy we wspólnym oświadczeniu wydanym na zakończenie szczytu.
Chiński przywódca powtarza, że dzisiejszy świat jest daleki od pokoju, a
jednostronność i hegemonia stanowią poważne zagrożenie, zbliżając porządek
międzynarodowy niebezpiecznie blisko powrotu do „prawa dżungli”. Nawiązanie to
powtarzał już kilkakrotnie w przeszłości, co wydaje się być uszczypliwością pod
adresem Ameryki. Prezydent Chin twierdzi, że Chiny i Rosja muszą stanowczo
przyjąć na siebie odpowiedzialność głównych państw, bronić autorytetu
Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz międzynarodowej uczciwości i
sprawiedliwości, a także sprzeciwiać się wszelkim formom jednostronnego
zastraszania i próbom odwrócenia historii. Dodaje: „Dotyczy to również
sprzeciwu wobec wszelkich działań negujących wyniki II wojny światowej lub
mających na celu rehabilitację faszyzmu i militaryzmu”. Jest to jednak
nawiązanie do Japonii (Pekin i Tokio od miesięcy pozostają w konflikcie, a
Chiny wielokrotnie oskarżały Kraj Kwitnącej Wiśni o chęć wskrzeszenia
„militarystycznych duchów przeszłości”).
Przemawiając po Xi, Putin powiedział, że „Rosja i Chiny odgrywają stabilizującą
rolę na arenie międzynarodowej”. Tymczasem rzecznik Kremla powiedział, że Moskwa
nie wyklucza spotkania prezydenta Rosji z Donaldem Trumpem na szczycie APEC w
Chinach w listopadzie.
6.
Wczesnym celem wojny było ustanowienie byłego prezydenta o radykalnych
poglądach przywódcą Iranu
Jak poinformowali przedstawiciele USA, izraelski atak, którego celem było
uwolnienie Mahmuda Ahmadineżada z aresztu domowego, był częścią wysiłków
mających na celu zmianę reżimu i doprowadzenie do objęcia przez niego władzy.
https://www.nytimes.com/2026/05/19/us/politics/iran-israel-us-leader-ahmadinejad.html
7.
Rosja przegrywa w Ukrainie. Xi to zauważył – Trump też powinien
https://edition.cnn.com/2026/05/20/politics/russia-losing-ukraine-mcgurk-analysis
Jak donoszą źródła, podczas rozmów z prezydentem Donaldem Trumpem w Pekinie,
prezydent Chin Xi Jinping stwierdził, że Władimir Putin może pewnego dnia
pożałować inwazji na Ukrainę.
Nowe trendy na polu bitwy sugerują, że ma rację. To daje Trumpowi nową szansę
na zakończenie wojny za pomocą dyplomacji – ale z innym podejściem niż to,
które próbował wcześniej.
Trendy teraz sprzyjają Ukrainie
Putin miał nadzieję, że rok 2026 będzie rokiem, w którym jego siły – dzięki
przewadze liczebnej i liczebnej – przebiją się przez linie frontu i zdobędą
sporne regiony we wschodniej Ukrainie. Tak się jednak nie stało.
Jak dotąd to Ukraina — a nie Rosja — odniosła w tym roku największe zyski
terytorialne, zadając przy tym ogromne straty rosyjskim siłom inwazyjnym.
Zachodnie szacunki wskazują obecnie, że straty rosyjskie zbliżają się do 30 000
lub przekraczają 40 000 zabitych i rannych miesięcznie – to nadzwyczajne tempo
strat bez żadnych korzyści terytorialnych. Całkowita liczba ofiar rosyjskich od
początku inwazji jest obecnie powszechnie szacowana na ponad milion i
przewyższa możliwości Rosji w zakresie uzupełniania strat.
Presja staje się widoczna także w samej Rosji.
W ostatnich dniach nawet poseł rosyjskiego parlamentu publicznie ostrzegał, że
rosyjska gospodarka może nie być w stanie w nieskończoność podtrzymywać
przedłużającej się wojny, powołując się na rosnące wydatki na obronę i
narastające zakłócenia gospodarcze. Sam Putin powiedział niedawno, że wojna
może „dobiegać końca” – uderzające stwierdzenie przywódcy, który wielokrotnie
przedstawiał konflikt jako egzystencjalną walkę wymagającą nieskończonego
poświęcenia.
Drony na Ukrainie: mnożnik siły
Ukraina nie wygląda dziś jak państwo broniące się, próbujące przetrwać, lecz
jak innowator wojskowy, który zmienia oblicze wojny poprzez masowo produkowane
systemy autonomiczne. To obaliło pierwotne założenie, że decydująca będzie
wyłącznie przewaga liczebna Rosji. Na linii frontu Ukraina ustanowiła
10-15-kilometrową „strefę śmierci”, gdzie Rosja nie jest w stanie posuwać się
naprzód bez narażenia się na ciągłe ataki dronów.
Ukraińskie drony regularnie atakują obecnie głęboko w Rosji, atakując lotniska
wojskowe, fabryki, infrastrukturę energetyczną, składy amunicji i centra
logistyczne. Zdolność ukraińskich dronów do dotarcia do Moskwy podobno
przyczyniła się do zainteresowania Putina tymczasowym zawieszeniem broni
podczas obchodów Dnia Zwycięstwa w stolicy –umożliwiając paradę bez ryzyka
pojawienia się dronów i zrujnowania widowiska.
W uznaniu faktu, że Ukraina ma teraz Moskwę w zasięgu, rosyjska państwowa
agencja informacyjna poinformowała w tym tygodniu o jednym z największych
ukraińskich ataków dronów w pobliżu stolicy.
Ataki te zmuszają Rosję do rozproszenia obrony powietrznej, przegrupowania
samolotów, wzmocnienia infrastruktury i przeznaczania coraz większych środków
na obronę kraju. W wymiarze militarnym Ukraina poszerza pole walki i podnosi
koszty wojny dla Moskwy, jednocześnie walcząc o zdobycie jakiegokolwiek
terytorium na polu bitwy na Ukrainie.
Putin stawia czoło strategicznej porażce
Ostatecznie wojny ofensywne ocenia się nie na podstawie linii na mapie, ale na
podstawie tego, czy spełniają cele polityczne, dla których zostały pierwotnie
rozpoczęte.
Cele wojenne Putina w momencie inwazji obejmowały całkowite podporządkowanie
Ukrainy, osłabienie NATO jako sojuszu i odbudowę Rosji jako dominującego
mocarstwa euroazjatyckiego. Cele te są coraz bardziej nieosiągalne dla Moskwy.
Pole bitwy i wynik wojny skupiają się teraz na regionie Donbasu na wschodzie
Ukrainy. Siły rosyjskie nie mają szans na zdobycie Kijowa, co było pierwotnym
celem Putina.
Pomimo retorycznej krytyki ze strony Trumpa, sojusz NATO jest dziś większy niż
wtedy, gdy Rosja dokonała inwazji — do sojuszu przystąpiły Finlandia i Szwecja
— i można śmiało powiedzieć, że jest silniejszy, o czym świadczy wzrost
wydatków na obronę we wszystkich europejskich stolicach państw NATO.
Tak więc, pomimo ogromnych i rosnących strat poniesionych przez Rosję, Putin
nie ma wiele do pokazania w wojnie na Ukrainie, a tendencje te zdają się
jedynie pogarszać z miesiąca na miesiąc.
Xi studiuje władzę — i czeka
Doniesienia o uwagach Xi są istotne nie tylko ze względu na to, co mogą
powiedzieć o Rosji. Mają również znaczenie dla tego, czego Chiny mogą się
dowiedzieć o samej wojnie – i jej planach wobec Tajwanu.
Chociaż Xi wydał rozkaz Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, aby przygotowała
się do operacji zajęcia Tajwanu do 2027 r., jego armia wciąż nie przeszła próby
bojowej, a Ukraina udowadnia, jak trudno jest doprowadzić do szybkiego upadku
politycznego w starciu z zdeterminowanym obrońcą.
Przez następne sześć miesięcy Xi będzie badał te trendy i oceniał zalety i wady
swoich ostatecznych planów wobec Tajwanu.
Stany Zjednoczone mają okazję wzmocnić ostrożność Xi. Ich przewaga komparatywna
tkwi w sojuszach i mobilizacji partnerów o podobnych poglądach do wzajemnej
obrony i wspólnych interesów. W tej chwili rozsądnym posunięciem jest
wzmocnienie NATO i jego wsparcia dla Ukrainy, aby pokazać Putinowi, że nie ma
szans na odzyskanie impetu, a Xi, że działania w sprawie Tajwanu spotkają się
ze skoordynowaną reakcją.
Szansa Trumpa
Deklarowanym celem Trumpa w sprawie Ukrainy jest zakończenie wojny poprzez
rozwiązanie dyplomatyczne. Takie rozwiązanie prawdopodobnie wymagałoby pewnych koncesji
gruntowych od Ukrainy oraz jakiejś formy gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy,
aby powstrzymać przyszłe awantury ze strony Moskwy.
Dyplomacja kulała, ponieważ Ukraina nie chciała oddać terenów, które uważała za
możliwe do obrony militarnej – a Rosja nie chciała zaakceptować porozumienia
bez terenów, które uważała za możliwe do przejęcia militarnego. Przełomowe
negocjacje rzadko kończą się sukcesem, gdy obie strony czują się równie pewnie
i z czasem sprzyjają swoim długoterminowym celom.
Założenie leżące u podstaw dyplomacji Trumpa (oparte na jego własnych
wypowiedziach) polegało na tym, że Ukraina, jako mniejsze mocarstwo, musi iść
na ustępstwa przy stole, inaczej przegra wojnę na polu bitwy. To założenie,
kiedyś wątpliwe, jest teraz fałszywe.
Nowa rzeczywistość na polu bitwy stwarza nową szansę na sukces dyplomacji.
Ukraina jest teraz bardziej pewna swojej obrony i mniej zależna od obietnic
Waszyngtonu dotyczących jej przyszłości. Rosja stoi teraz w obliczu rosnącej
liczby ofiar i napięć gospodarczych, bez szans na przełom. To zmienia sytuację.
Ostatnia formalna runda rozmów w sprawie konfliktu, w których pośredniczyły
Stany Zjednoczone, odbyła się w lutym. Od tego czasu niewiele się działo, ale
to może wkrótce się zmienić.
Dla Trumpa najlepszą szansą na zakończenie wojny jest teraz nie założenie
słabości Ukrainy, jak to robił do tej pory, ale uznanie rosnącej podatności
Rosji na ataki. Teraz istnieje możliwość wymuszenia porozumienia na warunkach
akceptowalnych dla Ukrainy – i Waszyngton powinien to wykorzystać.
8.
30 lat temu Kuba zestrzeliła samolot z Amerykanami na pokładzie. Teraz były
prezydent Raul Castro został o to oskarżony.
https://edition.cnn.com/2026/05/19/americas/brothers-rescue-cuba-raul-castro-indictment-intl-latam
Były przywódca Kuby Raul Castro został oskarżony o rzekomą rolę, jaką odegrał w
zestrzeleniu dwóch samolotów cywilnych 30 lat temu, w wyniku czego zginęło
trzech Amerykanów i doszło do gwałtownego pogorszenia stosunków między USA a
Kubą.
Samoloty należące do ochotniczej organizacji z siedzibą w Miami o nazwie
Brothers to the Rescue zostały zestrzelone w 1996 r., co spowodowało
długotrwałe embargo wobec Kuby, które obowiązuje do dziś.
Oto, co musisz wiedzieć o tym śmiertelnym incydencie.
Co się stało?
W latach 90. organizacja Brothers to the Rescue regularnie wykonywała loty w
celu odnalezienia i udzielenia pomocy Kubańczykom próbującym dopłynąć do USA.
Podczas jednej z takich misji, 24 lutego 1996 roku, siły kubańskie zestrzeliły
dwa samoloty w pobliżu wybrzeża Kuby, niszcząc je pociskami naprowadzanymi na
podczerwień, jak wynika z dokumentów Kongresu. Zginęło trzech obywateli
amerykańskich i jeden mieszkaniec USA. Trzeci samolot Braci uciekł.
Bezpośrednio po incydencie rząd Kuby oskarżył organizację Brothers to the
Rescue o udział w tajnych operacjach przeciwko reżimowi – oskarżenia te zostały
szybko zdementowane przez USA.
Według rządu USA samoloty Brothers to the Rescue były nieuzbrojone, a ochotnicy
na ich pokładzie nie stanowili żadnego zagrożenia dla rządu, wojska ani
ludności Kuby.
We wtorek ambasada Kuby w USA wpisała na X, że „naruszenia przestrzeni
powietrznej Kuby” nie są odosobnionymi incydentami, lecz należą do „ponad 25
poważnych, celowych i systematycznych naruszeń”.
„Nie były to błędne kalkulacje, lecz ciągła kampania, która zagroziła
bezpieczeństwu międzynarodowego lotnictwa” – oświadczyła ambasada.
Kim są Bracia na Ratunek?
Organizacja Brothers to the Rescue, która już nie istnieje, w przeszłości
określała się jako prodemokratyczna grupa humanitarna, której celem jest pomoc
Kubańczykom w uwolnieniu się od dyktatury przy użyciu metod bez użycia
przemocy.
Grupa wolontariuszy-aktywistów została założona w maju 1991 roku przez
kubańskiego uchodźcę Jose Basulto, który walczył z reżimem i znajdował się na
pokładzie samolotu, którym uciekł. Grupa składała się z kubańsko-amerykańskich
pilotów, startujących z lotnisk w okolicach Miami. Jej powstanie nastąpiło po
tym, jak kubańska nastolatka Gregoria Perez Ricardo, która uciekła z
komunistycznej wyspy, zmarła z powodu ciężkiego odwodnienia podczas przeprawy
przez Cieśninę Florydzką, jak twierdzi grupa.
rzucano również ulotki nad Kubą, krytykujące komunistyczny rząd Fidela Castro,
byłego przywódcy rewolucyjnego, który uczynił Kubę pierwszym państwem komunistycznym
na półkuli zachodniej i odegrał kluczową rolę w zimnej wojnie.
Za dyktatury Fidela Castro arbitralne aresztowania, brutalne represje wobec
dysydentów, pobicia, zastraszanie i inwigilacja były na porządku dziennym.
Wielu z tych, którzy próbowali uciec z wyspy – niektórzy na prowizorycznych
tratwach – nie przetrwało niebezpiecznej podróży przez Cieśninę Florydzką.
Jak zareagowały Stany Zjednoczone?
Rząd USA natychmiast potępił zestrzelenie dwóch samolotów, a zaledwie kilka dni
później prezydent Bill Clinton podpisał ustawę o wolności i solidarności
demokratycznej na Kubie (LIBERTAD), znaną również jako ustawa Helmsa-Burtona.
Ustawa zaostrzyła sankcje wobec Kuby i pozostaje podstawą embarga USA wobec
tego kraju. Ustawa wzywała Kongres do uchwalenia aktu znoszącego jakąkolwiek
część embarga wobec Kuby. Zgodnie z ustawą wizy miałyby zostać odmówione osobom
korzystającym z kubańskiej własności lub czerpiącym z niej zyski – a także
pracownikom kubańskiego rządu i członkom partii komunistycznej.
Ustawa zabraniała również prezydentowi USA zniesienia ograniczeń handlowych
nałożonych na ten karaibski kraj, dopóki nie zalegalizuje on działalności
politycznej i nie zobowiąże się do przeprowadzenia wolnych i uczciwych wyborów.
Uniemożliwiła również Stanom Zjednoczonym zniesienie sankcji, gdy Fidel Castro
lub jego brat i następca Raúl Castro byli członkami rządu Kuby.
„Reakcja wybrana przez Fidela Castro, czyli użycie śmiercionośnej siły, była
całkowicie nieadekwatna do sytuacji, w jakiej znalazł się rząd kubański. Takie
działania stanowią jawne i barbarzyńskie naruszenie prawa międzynarodowego,
równoznaczne z morderstwem z zimną krwią” – oświadczył wówczas Kongres,
nazywając je „zaplanowanym aktem”, do którego doszło po brutalnych represjach
wobec koalicji prodemokratycznych grup praw człowieka na wyspie.
Ustawa z 1996 r. umożliwiła również prezydentowi USA – pod pewnymi warunkami –
wspieranie i pomaganie organizacjom pozarządowym i osobom prywatnym w
działaniach na rzecz budowania demokracji.
Ambasador USA przy ONZ Madeleine Albright potępiła kubańskich pilotów, którzy
użyli hiszpańskiego słowa oznaczającego jądra w swoich radioodbiornikach, aby
pogratulować sobie zestrzelenia samolotów. „Szczerze mówiąc, to nie są cojones”
– powiedziała. „To tchórzostwo”.
Jakie były skutki na Kubie?
Fidel Castro wziął na siebie odpowiedzialność za incydent, twierdząc, że wydał
rozkaz swoim żołnierzom zestrzelenia samolotów naruszających przestrzeń
powietrzną Kuby. Stany Zjednoczone twierdzą, że samoloty zostały zestrzelone w
międzynarodowej przestrzeni powietrznej.
Ówczesny przedstawiciel Kuby w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Bruno Rodriguez
Parilla twierdził, że Kuba ma dowody na to, że oba samoloty znajdowały się w
przestrzeni powietrznej kraju i że przed ich zestrzeleniem władze kubańskie
wydały im ostrzeżenia , np. dotyczące machania skrzydłami, które jego zdaniem
zostały zignorowane.
Kilka dni po zestrzeleniu, ówczesny minister spraw zagranicznych Kuby Roberto
Robaina Gonzalez poinformował Zgromadzenie Ogólne ONZ, że Bracia na Ratunek
planują wyrządzić krzywdę Kubie, w tym sabotować rafinerię ropy naftowej i
atakować kubańskich przywódców.
„Dziś pytamy to zgromadzenie, czy suwerenne prawo do obrony granic i
bezpieczeństwa narodowego państw jest prerogatywą wyłącznie państw potężnych, a
nie państw biednych i małych” – powiedział.
FBI później odkryło, że kubańscy agenci infiltrowali grupy emigracyjne i
przekazywali informacje rządowi Kuby, w tym o nieudanej misji Braci na Ratunek
z 24 lutego. Pięciu kubańskich szpiegów zostało aresztowanych w 1998 roku, a
następnie skazanych pod zarzutem szpiegowania prominentnych
kubańsko-amerykańskich przywódców emigracyjnych oraz amerykańskich baz
wojskowych.
Podczas swojej prezydentury prezydent USA Barack Obama uwolnił ich w ramach
porozumienia mającego na celu przywrócenie stosunków z Kubą, a Hawana uwolniła
Alana Grossa, pracownika Departamentu Stanu.
Jak to jest zapamiętane?
Kubańscy uchodźcy i krytycy reżimu, tacy jak Basulto, szybko domagali się
sprawiedliwości, domagając się postawienia Fidela Castro w stan oskarżenia po
tym incydencie. To nastawienie wśród wielu Amerykanów pochodzenia kubańskiego
nie zmieniło się, mimo że Fidel Castro zmarł w 2016 roku.
Kubańsko-amerykańscy ustawodawcy republikańscy naciskali na Departament
Sprawiedliwości, aby postawił Raulowi Castro zarzuty. W lutowym liście do
ówczesnej prokurator generalnej Pam Bondi, ustawodawcy, w tym kongresmen Mario
Diaz-Balart, wezwali Departament Sprawiedliwości do postawienia Raulowi Castro
zarzutów, powołując się na dowody, w tym doniesienia o istnieniu nagrania
radiowego wskazującego na to, że to on wydał rozkaz zestrzelenia samolotu.
Niektórzy Kubańczycy popierają jednak działania swojego rządu sprzed
dziesięcioleci, twierdząc, że była to kwestia ochrony bezpieczeństwa narodowego
i że Raul Castro nie powinien być za to karany.
„Uważam, że to była inwazja, jakkolwiek na to spojrzeć, i musimy się bronić, bo
gdyby jakiś samolot przeleciał obok World Trade Center i wiedzieli, że zostanie
sabotowany, zestrzeliliby go” – powiedział agencji Reuters mieszkaniec Hawany,
Eliecer Diaz. „Myślę, że to logiczne. Kuba postąpiła słusznie”.
Dziś, prawie trzydzieści lat później, sprawa wróciła do centrum uwagi. Decyzja
o postawieniu Raula w stan oskarżenia zapadła w okresie skrajnego napięcia
między Waszyngtonem a Hawaną, z nowymi sankcjami gospodarczymi, wzajemnymi
oskarżeniami i bezprecedensowym kryzysem gospodarczym na wyspie. To nowy
element geopolitycznej rozgrywki.
Dla Stanów Zjednoczonych nie chodzi tylko o rozwiązanie problemu, który
pozostaje nierozstrzygnięty od 1996 roku. Scenariusz jest dobrze znany: w marcu
2002 roku Stany Zjednoczone oskarżyły Nicolasa Maduro o handel narkotykami. Ten
krok stał się podstawą prawną zbrojnej interwencji w Caracas 3 stycznia. Dziś,
w Miami, to samo się powtarza.
9.
Przedstawiony obecnym przez swoją żonę Melanię, Donald Trump w krótkim
przemówieniu w Białym Domu podczas pikniku kongresowego zażartował na temat
popularności i sukcesu pierwszej damy: „Nienawidzę mówić po niej, brzmię przez
to tak nijako… Nakręciła film, który trafił na pierwsze miejsce listy
przebojów, potem trafiła do serwisów streamingowych i znów trafiła na pierwsze
miejsce… Mamy szczęście, że mamy taką pierwszą damę, ale pamiętajcie: w
rodzinie jest miejsce tylko dla jednej gwiazdy, więc będę musiał się jej
pozbyć”.
https://www.repubblica.it/video/socialnews/2026/05/20/video/trump_e_il_successo_di_melania_in_famiglia_ce_spazio_per_una_sola_star_dovro_sbarazzarmene-425358053/?ref=RHRT-BG-P1-S1-F-vd01
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuń