DRUGI OBIEG
Czwartek, 21 maja 2026

1.
CKPZ, czyli Centrum Koordynacyjne Polskich Nazioli z siedzibą w Pałacu Namiestnikowskim i afiliacjami na Nowogrodzkiej, przyspieszyło działania mające na celu przyłączenie Polski do Rosji, po wcześniejszym wyprowadzeniu jej z Unii Europejskiej oczywiście.
W ramach ofensywy antyniepodległościowej najpierw zainstalowało naprzeciw Kancelarii Prezesa Rady Ministrów „miasteczko gniewu”, żywcem skopiowane z białoruskiego cyrku, a wczoraj opłaciło i zwiozło do Warszawy tłumy katonazistów spod znaku pseudosolidarności oraz bogate i rozpasane kułactwo, żerujące na reszcie nieuprzywilejowanych jak oni obywateli.
Jak myślisz, Czytelniku: czy rząd jakoś na tę ofensywę polsko-ruskiego naziolstwa zareaguje?


2.

Jasna strona głupoty: badanie dowodzi jej wartości jako katalizatora społecznego
Zawsze badamy wskaźniki sukcesu, nigdy nie badamy znaczenia niekompetencji. Co jednak niekoniecznie jest złą rzeczą, jak powiedział portugalski profesor.
https://d.repubblica.it/culture/2026/05/19/news/il_lato_positivo_della_stupidita_ha_un_valore_come_catalizzatore_sociale-425356126/?ref=RHLM-BG-P28-S1-T1-mgzn
Głupota jest wartością. Stwierdzenie bardziej pasujące do prowokacyjnej koszulki niż do pracy naukowej. A jednak to właśnie ta teza stanowi sedno badań profesora Jorge Filipe da Silvy Gomesa, profesora ISEG Lisbon School of Economics and Management, który właśnie opublikował artykuł „Ludzka głupota i jej wartość”. Punkt wyjścia jest prosty: codzienne życie. „Zdałem sobie sprawę, że istnieje bardzo niewiele teorii wyjaśniających naszą głupotę” – wyjaśnia Gomes. Obserwacja, która otwiera ogromną teoretyczną pustkę. Bo jeśli wszystko w organizacjach kręci się wokół wydajności, efektywności i sukcesu, to, co nie działa, często pozostaje w cieniu. „Zawsze uderzało mnie to, jak zarządzanie i biznes koncentrują się bardziej na zrozumieniu czynników determinujących sukces niż tych związanych na przykład z niekompetencją”.
Stąd profesor konstruuje precyzyjną definicję, również opartą na badaniach wielkiego włoskiego ekonomisty Carla M. Cipolli: głupota to nie etykieta, lecz dynamika. „W szczególności teoria mojej grupy roboczej opiera się na trzech punktach: głupota nie jest stałą cechą ani w ogóle cechą. Po drugie, różni się od braku inteligencji. Po trzecie, ważne jest, aby przenieść uwagę z »głupich ludzi« na »głupie działania i decyzje«”.
To radykalna perspektywa: nie chodzi już o klasyfikowanie mężczyzn i kobiet, ale o obserwowanie momentów. „To był »głupi« błąd, ale to nie znaczy, że dana osoba jest głupia. Oznacza to jedynie, że podjęła złą decyzję w danej sytuacji”. Dotyczy to zarówno studenta, który pomylił się w kwestii terminu egzaminu, jak i tych, którzy świadomi ryzyka korzystają z telefonu, przechodząc przez ulicę: „Oczywiście mamy na tyle inteligencji, by zrozumieć, że to niebezpieczne, ale w takiej chwili zachowujemy się irracjonalnie. Nawet inteligentni ludzie mogą zachowywać się głupio”. Problemem nie jest to, kim jesteśmy, ale co robimy i kiedy.
Głupota nie ogranicza się do codziennych błędów. Rozlewa się, stając się systemowa, a nawet geopolityczna. Artykuł rozpoczyna się dwoma przykładami, które trafiły na pierwsze strony gazet na całym świecie: pierwszy dotyczy Donalda Trumpa, który w 2022 roku zasugerował, że Stany Zjednoczone mogłyby pomalować chińskie flagi na swoich myśliwcach, zbombardować Rosję i zrzucić winę na Chiny, wywołując w ten sposób konflikt między tymi dwoma krajami. Drugi przywołuje sytuację, gdy kilka lat temu wojska rosyjskie zajęły Czarnobyl, kopiąc rowy w radioaktywnej glebie. „Oba przypadki ilustrują decyzje, które ignorują oczywiste konsekwencje i prowadzą do potencjalnie szkodliwych skutków”.
W teraźniejszości granica staje się jeszcze bardziej niejednoznaczna: rozważmy najnowsze posunięcia Trumpa, często interpretowane przez krytyków jako impulsywne, a przez zwolenników jako strategicznie zaskakujące.
„W kontekście »postprawdy« to, co nazywa się »głupotą«, może czasami być strategią. Nieprzewidywalność może być wykorzystywana do destabilizacji przeciwników lub przyciągania uwagi”. Ale to niebezpieczna gra. „Granica między strategią a złym osądem jest cienka: na dłuższą metę takie zachowania mogą podkopać zaufanie i przynieść negatywne konsekwencje”.
Kluczowa jest nie etykieta, ale rezultat: „Jeśli działania przynoszą wartość lub destrukcję, jeśli generują straty dla wszystkich, zaliczają się do kategorii szkodliwej głupoty”.
I tu właśnie badania przybierają interesujący obrót dla nas wszystkich. „Uderzyła nas nie tylko obecność tych zachowań, ale także fakt, że często generują one naukę, refleksję, a w niektórych przypadkach nieoczekiwane korzyści dla innych”. To odwrócenie perspektywy: „W niektórych kontekstach to, co wydaje się „głupim” pomysłem, może pobudzić kreatywność, zakwestionować istniejące wzorce lub prowadzić do nowych rozwiązań. W tym sensie głupota nie jest czymś, co należy celebrować, lecz zrozumieć i czasem konstruktywnie wykorzystać”.
Wszyscy doświadczyliśmy na przykład napisania gniewnej wiadomości i natychmiastowego żałowania tego. „W danej chwili może się to wydawać błędem, ponieważ może zaszkodzić relacji lub wywołać niepotrzebny konflikt. Jednak ta sama sytuacja może stać się wartościowa, jeśli osoba, która ją napisała, przemyśli to, co się stało, ucząc się, jak zatrzymać się przed reakcją, lepiej komunikować i radzić sobie z emocjami. W ten sposób zła decyzja może prowadzić do rozwoju osobistego”. Ta logika rozciąga się na różne sfery: szkołę, biznes, politykę i kreatywność. „Nierozważne, krótkowzroczne lub autodestrukcyjne decyzje są częścią codziennego życia. Ignorowanie tej rzeczywistości ogranicza naszą zdolność do zrozumienia zjawisk takich jak kryzysy finansowe, niepowodzenia organizacyjne czy nieskuteczna polityka publiczna”.
Chodzi o to, że głupota nigdy nie jest tylko kwestią jednostki. Rozprzestrzenia się, wzmacnia. Dlatego niektóre organizacje (np. lotnictwo czy opieka zdrowotna) starają się rozwiązywać ją systemowo: ucząc się na błędach, przewidując je, ujawniając je, a nie ukrywając. Do tego dochodzi czynnik technologiczny, sztuczna inteligencja gotowa do optymalizacji decyzji, ale niosąca ryzyko mnożenia błędów: „Głupota nie zniknie, ale będzie ewoluować”.
Wyzwaniem z pewnością nie jest jej eliminacja: „Potrzebujemy edukacji w zakresie krytycznego myślenia, interdyscyplinarnych zespołów i praktyk organizacyjnych, które cenią uczenie się na błędach”. Przesłanie jest jasne: „Celem nie powinno być unikanie każdego potknięcia, ale budowanie systemów, które pomogą nam je rozpoznawać, powstrzymywać i wyciągać z nich wnioski, zamiast je wzmacniać”.


3.

Almodóvar: „Artyści muszą się narażać, to moralny obowiązek. Milczenie zagraża demokracji”.
https://www.repubblica.it/spettacoli/dossier/festival-di-cannes/2026/05/20/news/pedro_almodovar_cannes_amarga_navidad_incontro_stampa-425358561/?ref=RHLM-BG-P24-S1-T1-s2639
CANNES – Pedro Almodóvar przybywa do Cannes ze swoim szczerym filmem, artystyczną rodziną, przypinką z hasłem „Wolna Palestyna” i bardzo jasnymi poglądami na sprawy światowe: „Nie chcąc nikogo osądzać, uważam, że artysta powinien mówić o sytuacji, w której żyje. Wydaje mi się to moralnym obowiązkiem. Nie osądzam tych, którzy tego nie robią, ale milczenie i strach – bo to ewidentny wyraz strachu – są bardzo negatywnym symptomem, symptomem dewaluacji demokracji”.
Reżyser, którego jutro film „Amarga Navidad”, biorący udział w konkursie na festiwalu, kontynuuje: „Wierzę, że każdy twórca, z własnej, niewielkiej platformy, powinien zabrać głos, powinien wyrazić siebie w obliczu najgorszych rzeczy, które nas spotykają. A zbyt wiele okropnych rzeczy przytrafia się nam każdego dnia. Osobiście uważam, że mamy obowiązek mówić. Jako Europejczycy mamy również obowiązek stać się swego rodzaju tarczą przed potworami takimi jak Trump, Netanjahu czy rosyjski przywódca. Mamy taki obowiązek, ponieważ tutaj przestrzegamy prawa międzynarodowego. W Europie istnieją prawa, więc Trump musi wiedzieć, że wszystkie jego urojenia i szaleństwa mają swoje granice i że Europa nigdy nie stanie się wasalem polityki opartej na oszustwie”.
Film, który sam reżyser uważa za swego rodzaju dyptyk, podobnie jak „Ból i blask” z 2019 roku, porusza tematy twórczości artystycznej, radzenia sobie z żałobą, skutków bólu fizycznego i blokady twórczej. Czerpiąc obficie ze swojej autobiografii (nieprzypadkowo jej międzynarodowy tytuł brzmi „Autofikcja”), nagrodzony Oscarem reżyser opowiada historię reżysera, który od pięciu lat nie nakręcił żadnego filmu i pisze scenariusz o reżyserce reklam, która po wyreżyserowaniu dwóch kultowych, lecz nieudanych filmów, cierpi na atak paniki i dokuczliwe migreny rok po śmierci matki.
„To ostatni film o mnie” – mówi reżyser, który w przeszłości cierpiał na migreny i ataki paniki, a także zmagał się z żałobą po śmierci matki. „W przyszłości chciałbym nakręcić inny film. Już pracuję nad nowym scenariuszem z nutą czarnego humoru. Oczywiście, chętnie znów nakręciłbym filmy takie jak „Kobiety na skraju załamania nerwowego”, ale te barokowe, przesadzone komedie należały do tamtego okresu mojego życia. Dziś kręcę filmy, które podpowiada mi serce, a dzięki tym najnowszym filmom czuję, że sięgnąłem głębiej, z pewnością poświęcając część humoru. To powróci”.
„Głównym tematem filmu jest to, że niezwykle samolubny narrator, gdy wpada na jakiś pomysł, nie pyta nikogo o pozwolenie i nie bierze pod uwagę niczego poza własnym pomysłem” – mówi reżyser. „Ja też tak robię, choć zawsze staram się mieszać rzeczywistość z fikcją, ale zależało mi na podkreśleniu samolubnej i niebezpiecznej natury twórcy. Toczy się moralna debata na temat etycznej wrażliwości twórcy”. Główny bohater filmu, grany przez argentyńskiego reżysera Leonardo Sbariglię (również w filmie „ Karma ” Guillaume’a Caneta ), to reżyser, który w rzeczywistości czerpie z historii bliskich sobie osób, z własnego bólu i cierpienia innych.
Po wczorajszym, szeroko oklaskiwanym pokazie w Grand Théâtre Lumière, reżyser, który w swojej długiej karierze zdobył dwa Oscary, pięć nagród BAFTA, dwa Złote Globy, tyle samo nagród Emmy i dwa Złote Lwy, w tym jednego za całokształt twórczości w 2019 roku i jednego za najlepszy film w 2024 roku za The Room Next Door, ale nigdy Złotej Palmy, powiedział: „Byłem faworytem tutaj na festiwalu dwa razy, za ‘Wszystko o mojej matce’ i ‘Volver’, ale bycie faworytem to za mało. Nagrody są wynikiem połączenia wielu czynników, takich jak to, jak film był postrzegany przez publiczność i krytyków. Nigdy nie przyjechałem tutaj z poczuciem, że jestem już zwycięzcą, również dlatego, że jest to bardzo ekscytujące być tutaj, nawet poza nagrodami. Jestem ciekaw, co dystrybutorzy na całym świecie myślą o moim filmie, jak go postrzegają, jak go interpretują. Wcale nie jestem sfrustrowany tym, że nie zdobyłem Złotej Palmy. Lubię brać udział w zawodach, ponieważ udział w nich jest o wiele przyjemniejszy i bardziej ekscytujący”.


4.

Nowa propozycja pokojowa dotycząca Iranu wywołuje napiętą rozmowę Trumpa z Netanjahu
https://www.axios.com/2026/05/20/trump-netanyahu-call-iran-peace-plan
Według Iran International, nadawcy arabskiej telewizji Al Arabiya, trwają prace nad dopracowaniem tekstu porozumienia między Waszyngtonem a Teheranem w sprawie zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie. Ogłoszenie o jego sfinalizowaniu może nastąpić „w ciągu kilku godzin”. Al Arabiya poinformowała również, że dowódca pakistańskiej armii Asim Munir może udać się jutro do Iranu, aby ogłosić ostateczną wersję dokumentu.
„Poczyniono postępy w negocjacjach między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, przy mediacji Pakistanu, w sprawie memorandum o porozumieniu, które będzie stanowić kamień węgielny negocjacji” - informuje telewizja i24. Jednak izraelski nadawca zauważył, że w niektórych kwestiach „pozostają różnice zdań”.

Stany Zjednoczone znajdują się „w końcowej fazie sporu z Iranem. Zobaczymy, co się stanie. Albo osiągniemy porozumienie, albo będziemy musieli podjąć dość drastyczne kroki, ale miejmy nadzieję, że to się nie stanie”. Donald Trump powiedział to dziennikarzom przed wejściem na pokład Air Force One i lotem do Connecticut, gdzie wygłosi przemówienie w Akademii Straży Przybrzeżnej.
„Iran teraz nas szanuje. Dokończymy to, czy oni podpiszą? Zobaczymy, co się stanie” – powiedział Donald Trump kadetom Akademii Straży Przybrzeżnej.

Stany Zjednoczone dążą do wznowienia wojny i wciąż mają nadzieję na kapitulację Iranu. Oświadczył to główny negocjator Iranu, Mohammad Bagher Ghalibaf, który stwierdził, że „działania wroga, zarówno jawne, jak i ukryte, dowodzą, że pomimo presji ekonomicznej i politycznej, nie porzucił on swoich celów militarnych i dąży do rozpoczęcia nowej wojny”. W nagraniu audio opublikowanym przez irańskie media Ghalibaf stwierdził następnie, że „ścisłe monitorowanie sytuacji w Stanach Zjednoczonych wzmacnia prawdopodobieństwo, że wciąż mają nadzieję na kapitulację narodu irańskiego”. Ghalibaf zapewnił, że siły zbrojne przygotowują „zdecydowaną odpowiedź” na wszelkie nowe ataki ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela. „Musimy zintensyfikować przygotowania do skutecznej i zdecydowanej odpowiedzi na każdy potencjalny atak” – powiedział w nagraniu audio opublikowanym na swojej stronie internetowej. Ostrzegł, że Iran „nigdy nie ulegnie zastraszaniu, w żadnych okolicznościach”.

„W ciągu ostatnich 24 godzin 26 statków, w tym tankowce, kontenerowce i inne jednostki handlowe, przepłynęło przez Cieśninę Ormuz we współpracy z Marynarką Wojenną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i pod jej ochroną” – ogłosiła Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.


5.

Xi i Putin potępiają „nieodpowiedzialną” politykę zagraniczną USA na szczycie w Pekinie
Przywódcy Chin i Rosji chwalą się bliskimi stosunkami i ostrzegają przed „powrotem do prawa dżungli”
https://www.theguardian.com/world/2026/may/20/china-russia-xi-jinping-vladimir-putin-meet-beijing-after-trump-visit
Siedem minut po 11:00 Władimir Putin wysiada z samochodu. Gospodarz Xi Jinping czeka na niego u stóp schodów Wielkiej Hali Ludowej na placu Tian’anmen . Wymieniają serdeczne uściski dłoni. Rosjanin dokonuje przeglądu chińskiej delegacji, po czym Xi Jinping wita się z delegacją rosyjską. Protokół w takich sytuacjach – podobnie jak w przypadku Donalda Trumpa w zeszłym tygodniu – wymaga od obu przywódców przejścia na scenę ustawioną przed Halą Ludową. Rozbrzmiewa hymn rosyjski i rozpoczyna się salwa honorowa z 21 strzałów na placu Tian’anmen. Następnie rozpoczyna się Marsz Ochotników, chiński hymn narodowy. Chińska orkiestra wojskowa oddaje hołd gościowi – tak jak dwa lata temu – grając „Północ w Moskwie”, jedną z najsłynniejszych rosyjskich piosenek. Obaj przechadzają się po czerwonym dywanie, mijając gwardię wojskową, a następnie jak zwykle wiwatujące dzieci z chińskimi i rosyjskimi flagami i bukietami kwiatów. Pekin ma sprawdzoną procedurę dla zagranicznych przywódców podczas wizyt państwowych na wysokim szczeblu.
W Wielkiej Hali Ludowej, przed kamerami na otwarciu pierwszego spotkania tego dnia, Putin cytuje chińskie przysłowie: „Nie widzieliśmy się dzień, a czujemy się jak by to były trzy jesienie”, podkreślając tym samym niecierpliwe oczekiwanie Rosjan na to spotkanie. Mówi, że jest „bardzo szczęśliwy” ze spotkania z Xi i „ponownego uzgodnienia naszych stanowisk” i potwierdza, że relacje między oboma krajami „osiągnęły bezprecedensowy poziom”. Xi odpowiada, że jeśli relacje między Chinami a Rosją osiągnęły obecny poziom, krok po kroku, z niezachwianą lojalnością i odwagą w trudnych czasach, to właśnie dlatego, że byliśmy w stanie systematycznie pogłębiać wzajemne zaufanie polityczne i wytrwale wspierać strategiczną współpracę”.
Obie strony zgodziły się na przedłużenie Traktatu o dobrosąsiedzkich stosunkach, przyjaźni i współpracy między Chinami a Rosją. Xi powiedział, że Traktat, podpisany po raz pierwszy 25 lat temu, położył podwaliny pod trwałą przyjaźń i globalną koordynację strategiczną. Chiński przywódca dodał, że sytuacja międzynarodowa uległa znaczącym zmianom i ostrzegł, podobnie jak czyni to od kilku miesięcy, że „świat ryzykuje powrót do prawa dżungli”. „Chiny i Rosja muszą przyjąć długoterminową wizję strategiczną i pracować nad budowaniem bardziej sprawiedliwego i równego systemu globalnego zarządzania” – powiedział chiński przywódca. Xi nazwał Putina „drogim przyjacielem” i oświadczył, że Rosja i Chiny rozwijają stosunki dwustronne oparte na wzajemnych korzyściach i szacunku. Zwracając się do rosyjskiego przywódcy, powiedział: „Nawiązaliśmy bliskie relacje, które warunkują głęboką i owocną więź między Chinami a Rosją”.
„Nasze stosunki gospodarcze układają się dobrze” – kontynuował Putin. „W obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie Rosja pozostaje wiarygodnym dostawcą energii”. Zawirowania na rynku energetycznym podsycają rosyjskie nadzieje na postępy w budowie gazociągu „Siła Syberii 2”, który po ukończeniu będzie transportował 50 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu do Chin rocznie przez Mongolię. Memorandum podpisano we wrześniu, ale istnieją rozbieżności co do ceny. Putin ma nadzieję, że sytuacja w Zatoce Perskiej sprawi, że Pekin będzie bardziej elastyczny. Gazociąg jest dla Putina o wiele bardziej przydatny niż dla Xi: Rosja ma niewiele alternatyw w kwestii eksportu gazu. Pekin jednak ma je, biorąc pod uwagę znaczną dywersyfikację importu. Putin sprowadził tu również Aleksieja Millera z Gazpromu: to znak, że gazociąg jest kluczowy.
Chiny i Rosja uważają amerykański projekt Złotej Kopuły, globalnego systemu obrony przeciwrakietowej, który obejmuje przechwytywanie rakiet nośnych w kosmosie, za „zagrożenie dla stabilności strategicznej”. „Takie plany całkowicie negują kluczową zasadę utrzymania stabilności strategicznej, która wymaga nierozerwalnego połączenia ofensywnej i defensywnej broni strategicznej” – czytamy we wspólnym oświadczeniu wydanym na zakończenie szczytu.
Chiński przywódca powtarza, że dzisiejszy świat jest daleki od pokoju, a jednostronność i hegemonia stanowią poważne zagrożenie, zbliżając porządek międzynarodowy niebezpiecznie blisko powrotu do „prawa dżungli”. Nawiązanie to powtarzał już kilkakrotnie w przeszłości, co wydaje się być uszczypliwością pod adresem Ameryki. Prezydent Chin twierdzi, że Chiny i Rosja muszą stanowczo przyjąć na siebie odpowiedzialność głównych państw, bronić autorytetu Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz międzynarodowej uczciwości i sprawiedliwości, a także sprzeciwiać się wszelkim formom jednostronnego zastraszania i próbom odwrócenia historii. Dodaje: „Dotyczy to również sprzeciwu wobec wszelkich działań negujących wyniki II wojny światowej lub mających na celu rehabilitację faszyzmu i militaryzmu”. Jest to jednak nawiązanie do Japonii (Pekin i Tokio od miesięcy pozostają w konflikcie, a Chiny wielokrotnie oskarżały Kraj Kwitnącej Wiśni o chęć wskrzeszenia „militarystycznych duchów przeszłości”).
Przemawiając po Xi, Putin powiedział, że „Rosja i Chiny odgrywają stabilizującą rolę na arenie międzynarodowej”. Tymczasem rzecznik Kremla powiedział, że Moskwa nie wyklucza spotkania prezydenta Rosji z Donaldem Trumpem na szczycie APEC w Chinach w listopadzie.


6.

Wczesnym celem wojny było ustanowienie byłego prezydenta o radykalnych poglądach przywódcą Iranu
Jak poinformowali przedstawiciele USA, izraelski atak, którego celem było uwolnienie Mahmuda Ahmadineżada z aresztu domowego, był częścią wysiłków mających na celu zmianę reżimu i doprowadzenie do objęcia przez niego władzy.
https://www.nytimes.com/2026/05/19/us/politics/iran-israel-us-leader-ahmadinejad.html


7.

Rosja przegrywa w Ukrainie. Xi to zauważył – Trump też powinien
https://edition.cnn.com/2026/05/20/politics/russia-losing-ukraine-mcgurk-analysis
Jak donoszą źródła, podczas rozmów z prezydentem Donaldem Trumpem w Pekinie, prezydent Chin Xi Jinping stwierdził, że Władimir Putin może pewnego dnia pożałować inwazji na Ukrainę.
Nowe trendy na polu bitwy sugerują, że ma rację. To daje Trumpowi nową szansę na zakończenie wojny za pomocą dyplomacji – ale z innym podejściem niż to, które próbował wcześniej.
Trendy teraz sprzyjają Ukrainie
Putin miał nadzieję, że rok 2026 będzie rokiem, w którym jego siły – dzięki przewadze liczebnej i liczebnej – przebiją się przez linie frontu i zdobędą sporne regiony we wschodniej Ukrainie. Tak się jednak nie stało.
Jak dotąd to Ukraina — a nie Rosja — odniosła w tym roku największe zyski terytorialne, zadając przy tym ogromne straty rosyjskim siłom inwazyjnym.
Zachodnie szacunki wskazują obecnie, że straty rosyjskie zbliżają się do 30 000 lub przekraczają 40 000 zabitych i rannych miesięcznie – to nadzwyczajne tempo strat bez żadnych korzyści terytorialnych. Całkowita liczba ofiar rosyjskich od początku inwazji jest obecnie powszechnie szacowana na ponad milion i przewyższa możliwości Rosji w zakresie uzupełniania strat.
Presja staje się widoczna także w samej Rosji.
W ostatnich dniach nawet poseł rosyjskiego parlamentu publicznie ostrzegał, że rosyjska gospodarka może nie być w stanie w nieskończoność podtrzymywać przedłużającej się wojny, powołując się na rosnące wydatki na obronę i narastające zakłócenia gospodarcze. Sam Putin powiedział niedawno, że wojna może „dobiegać końca” – uderzające stwierdzenie przywódcy, który wielokrotnie przedstawiał konflikt jako egzystencjalną walkę wymagającą nieskończonego poświęcenia.

Drony na Ukrainie: mnożnik siły
Ukraina nie wygląda dziś jak państwo broniące się, próbujące przetrwać, lecz jak innowator wojskowy, który zmienia oblicze wojny poprzez masowo produkowane systemy autonomiczne. To obaliło pierwotne założenie, że decydująca będzie wyłącznie przewaga liczebna Rosji. Na linii frontu Ukraina ustanowiła 10-15-kilometrową „strefę śmierci”, gdzie Rosja nie jest w stanie posuwać się naprzód bez narażenia się na ciągłe ataki dronów.
Ukraińskie drony regularnie atakują obecnie głęboko w Rosji, atakując lotniska wojskowe, fabryki, infrastrukturę energetyczną, składy amunicji i centra logistyczne. Zdolność ukraińskich dronów do dotarcia do Moskwy podobno przyczyniła się do zainteresowania Putina tymczasowym zawieszeniem broni podczas obchodów Dnia Zwycięstwa w stolicy –umożliwiając paradę bez ryzyka pojawienia się dronów i zrujnowania widowiska.
W uznaniu faktu, że Ukraina ma teraz Moskwę w zasięgu, rosyjska państwowa agencja informacyjna poinformowała w tym tygodniu o jednym z największych ukraińskich ataków dronów w pobliżu stolicy.
Ataki te zmuszają Rosję do rozproszenia obrony powietrznej, przegrupowania samolotów, wzmocnienia infrastruktury i przeznaczania coraz większych środków na obronę kraju. W wymiarze militarnym Ukraina poszerza pole walki i podnosi koszty wojny dla Moskwy, jednocześnie walcząc o zdobycie jakiegokolwiek terytorium na polu bitwy na Ukrainie.

Putin stawia czoło strategicznej porażce
Ostatecznie wojny ofensywne ocenia się nie na podstawie linii na mapie, ale na podstawie tego, czy spełniają cele polityczne, dla których zostały pierwotnie rozpoczęte.
Cele wojenne Putina w momencie inwazji obejmowały całkowite podporządkowanie Ukrainy, osłabienie NATO jako sojuszu i odbudowę Rosji jako dominującego mocarstwa euroazjatyckiego. Cele te są coraz bardziej nieosiągalne dla Moskwy.
Pole bitwy i wynik wojny skupiają się teraz na regionie Donbasu na wschodzie Ukrainy. Siły rosyjskie nie mają szans na zdobycie Kijowa, co było pierwotnym celem Putina.
Pomimo retorycznej krytyki ze strony Trumpa, sojusz NATO jest dziś większy niż wtedy, gdy Rosja dokonała inwazji — do sojuszu przystąpiły Finlandia i Szwecja — i można śmiało powiedzieć, że jest silniejszy, o czym świadczy wzrost wydatków na obronę we wszystkich europejskich stolicach państw NATO.
Tak więc, pomimo ogromnych i rosnących strat poniesionych przez Rosję, Putin nie ma wiele do pokazania w wojnie na Ukrainie, a tendencje te zdają się jedynie pogarszać z miesiąca na miesiąc.

Xi studiuje władzę — i czeka
Doniesienia o uwagach Xi są istotne nie tylko ze względu na to, co mogą powiedzieć o Rosji. Mają również znaczenie dla tego, czego Chiny mogą się dowiedzieć o samej wojnie – i jej planach wobec Tajwanu.
Chociaż Xi wydał rozkaz Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, aby przygotowała się do operacji zajęcia Tajwanu do 2027 r., jego armia wciąż nie przeszła próby bojowej, a Ukraina udowadnia, jak trudno jest doprowadzić do szybkiego upadku politycznego w starciu z zdeterminowanym obrońcą.
Przez następne sześć miesięcy Xi będzie badał te trendy i oceniał zalety i wady swoich ostatecznych planów wobec Tajwanu.
Stany Zjednoczone mają okazję wzmocnić ostrożność Xi. Ich przewaga komparatywna tkwi w sojuszach i mobilizacji partnerów o podobnych poglądach do wzajemnej obrony i wspólnych interesów. W tej chwili rozsądnym posunięciem jest wzmocnienie NATO i jego wsparcia dla Ukrainy, aby pokazać Putinowi, że nie ma szans na odzyskanie impetu, a Xi, że działania w sprawie Tajwanu spotkają się ze skoordynowaną reakcją.

Szansa Trumpa
Deklarowanym celem Trumpa w sprawie Ukrainy jest zakończenie wojny poprzez rozwiązanie dyplomatyczne. Takie rozwiązanie prawdopodobnie wymagałoby pewnych koncesji gruntowych od Ukrainy oraz jakiejś formy gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, aby powstrzymać przyszłe awantury ze strony Moskwy.
Dyplomacja kulała, ponieważ Ukraina nie chciała oddać terenów, które uważała za możliwe do obrony militarnej – a Rosja nie chciała zaakceptować porozumienia bez terenów, które uważała za możliwe do przejęcia militarnego. Przełomowe negocjacje rzadko kończą się sukcesem, gdy obie strony czują się równie pewnie i z czasem sprzyjają swoim długoterminowym celom.
Założenie leżące u podstaw dyplomacji Trumpa (oparte na jego własnych wypowiedziach) polegało na tym, że Ukraina, jako mniejsze mocarstwo, musi iść na ustępstwa przy stole, inaczej przegra wojnę na polu bitwy. To założenie, kiedyś wątpliwe, jest teraz fałszywe.
Nowa rzeczywistość na polu bitwy stwarza nową szansę na sukces dyplomacji. Ukraina jest teraz bardziej pewna swojej obrony i mniej zależna od obietnic Waszyngtonu dotyczących jej przyszłości. Rosja stoi teraz w obliczu rosnącej liczby ofiar i napięć gospodarczych, bez szans na przełom. To zmienia sytuację.
Ostatnia formalna runda rozmów w sprawie konfliktu, w których pośredniczyły Stany Zjednoczone, odbyła się w lutym. Od tego czasu niewiele się działo, ale to może wkrótce się zmienić.
Dla Trumpa najlepszą szansą na zakończenie wojny jest teraz nie założenie słabości Ukrainy, jak to robił do tej pory, ale uznanie rosnącej podatności Rosji na ataki. Teraz istnieje możliwość wymuszenia porozumienia na warunkach akceptowalnych dla Ukrainy – i Waszyngton powinien to wykorzystać.


8.

30 lat temu Kuba zestrzeliła samolot z Amerykanami na pokładzie. Teraz były prezydent Raul Castro został o to oskarżony.
https://edition.cnn.com/2026/05/19/americas/brothers-rescue-cuba-raul-castro-indictment-intl-latam
Były przywódca Kuby Raul Castro został oskarżony o rzekomą rolę, jaką odegrał w zestrzeleniu dwóch samolotów cywilnych 30 lat temu, w wyniku czego zginęło trzech Amerykanów i doszło do gwałtownego pogorszenia stosunków między USA a Kubą.
Samoloty należące do ochotniczej organizacji z siedzibą w Miami o nazwie Brothers to the Rescue zostały zestrzelone w 1996 r., co spowodowało długotrwałe embargo wobec Kuby, które obowiązuje do dziś.
Oto, co musisz wiedzieć o tym śmiertelnym incydencie.

Co się stało?
W latach 90. organizacja Brothers to the Rescue regularnie wykonywała loty w celu odnalezienia i udzielenia pomocy Kubańczykom próbującym dopłynąć do USA.
Podczas jednej z takich misji, 24 lutego 1996 roku, siły kubańskie zestrzeliły dwa samoloty w pobliżu wybrzeża Kuby, niszcząc je pociskami naprowadzanymi na podczerwień, jak wynika z dokumentów Kongresu. Zginęło trzech obywateli amerykańskich i jeden mieszkaniec USA. Trzeci samolot Braci uciekł.
Bezpośrednio po incydencie rząd Kuby oskarżył organizację Brothers to the Rescue o udział w tajnych operacjach przeciwko reżimowi – oskarżenia te zostały szybko zdementowane przez USA.
Według rządu USA samoloty Brothers to the Rescue były nieuzbrojone, a ochotnicy na ich pokładzie nie stanowili żadnego zagrożenia dla rządu, wojska ani ludności Kuby.
We wtorek ambasada Kuby w USA wpisała na X, że „naruszenia przestrzeni powietrznej Kuby” nie są odosobnionymi incydentami, lecz należą do „ponad 25 poważnych, celowych i systematycznych naruszeń”.
„Nie były to błędne kalkulacje, lecz ciągła kampania, która zagroziła bezpieczeństwu międzynarodowego lotnictwa” – oświadczyła ambasada.

Kim są Bracia na Ratunek?
Organizacja Brothers to the Rescue, która już nie istnieje, w przeszłości określała się jako prodemokratyczna grupa humanitarna, której celem jest pomoc Kubańczykom w uwolnieniu się od dyktatury przy użyciu metod bez użycia przemocy.
Grupa wolontariuszy-aktywistów została założona w maju 1991 roku przez kubańskiego uchodźcę Jose Basulto, który walczył z reżimem i znajdował się na pokładzie samolotu, którym uciekł. Grupa składała się z kubańsko-amerykańskich pilotów, startujących z lotnisk w okolicach Miami. Jej powstanie nastąpiło po tym, jak kubańska nastolatka Gregoria Perez Ricardo, która uciekła z komunistycznej wyspy, zmarła z powodu ciężkiego odwodnienia podczas przeprawy przez Cieśninę Florydzką, jak twierdzi grupa.
rzucano również ulotki nad Kubą, krytykujące komunistyczny rząd Fidela Castro, byłego przywódcy rewolucyjnego, który uczynił Kubę pierwszym państwem komunistycznym na półkuli zachodniej i odegrał kluczową rolę w zimnej wojnie.
Za dyktatury Fidela Castro arbitralne aresztowania, brutalne represje wobec dysydentów, pobicia, zastraszanie i inwigilacja były na porządku dziennym. Wielu z tych, którzy próbowali uciec z wyspy – niektórzy na prowizorycznych tratwach – nie przetrwało niebezpiecznej podróży przez Cieśninę Florydzką.

Jak zareagowały Stany Zjednoczone?
Rząd USA natychmiast potępił zestrzelenie dwóch samolotów, a zaledwie kilka dni później prezydent Bill Clinton podpisał ustawę o wolności i solidarności demokratycznej na Kubie (LIBERTAD), znaną również jako ustawa Helmsa-Burtona.
Ustawa zaostrzyła sankcje wobec Kuby i pozostaje podstawą embarga USA wobec tego kraju. Ustawa wzywała Kongres do uchwalenia aktu znoszącego jakąkolwiek część embarga wobec Kuby. Zgodnie z ustawą wizy miałyby zostać odmówione osobom korzystającym z kubańskiej własności lub czerpiącym z niej zyski – a także pracownikom kubańskiego rządu i członkom partii komunistycznej.
Ustawa zabraniała również prezydentowi USA zniesienia ograniczeń handlowych nałożonych na ten karaibski kraj, dopóki nie zalegalizuje on działalności politycznej i nie zobowiąże się do przeprowadzenia wolnych i uczciwych wyborów. Uniemożliwiła również Stanom Zjednoczonym zniesienie sankcji, gdy Fidel Castro lub jego brat i następca Raúl Castro byli członkami rządu Kuby.
„Reakcja wybrana przez Fidela Castro, czyli użycie śmiercionośnej siły, była całkowicie nieadekwatna do sytuacji, w jakiej znalazł się rząd kubański. Takie działania stanowią jawne i barbarzyńskie naruszenie prawa międzynarodowego, równoznaczne z morderstwem z zimną krwią” – oświadczył wówczas Kongres, nazywając je „zaplanowanym aktem”, do którego doszło po brutalnych represjach wobec koalicji prodemokratycznych grup praw człowieka na wyspie.
Ustawa z 1996 r. umożliwiła również prezydentowi USA – pod pewnymi warunkami – wspieranie i pomaganie organizacjom pozarządowym i osobom prywatnym w działaniach na rzecz budowania demokracji.
Ambasador USA przy ONZ Madeleine Albright potępiła kubańskich pilotów, którzy użyli hiszpańskiego słowa oznaczającego jądra w swoich radioodbiornikach, aby pogratulować sobie zestrzelenia samolotów. „Szczerze mówiąc, to nie są cojones” – powiedziała. „To tchórzostwo”.

Jakie były skutki na Kubie?
Fidel Castro wziął na siebie odpowiedzialność za incydent, twierdząc, że wydał rozkaz swoim żołnierzom zestrzelenia samolotów naruszających przestrzeń powietrzną Kuby. Stany Zjednoczone twierdzą, że samoloty zostały zestrzelone w międzynarodowej przestrzeni powietrznej.
Ówczesny przedstawiciel Kuby w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Bruno Rodriguez Parilla twierdził, że Kuba ma dowody na to, że oba samoloty znajdowały się w przestrzeni powietrznej kraju i że przed ich zestrzeleniem władze kubańskie wydały im ostrzeżenia , np. dotyczące machania skrzydłami, które jego zdaniem zostały zignorowane.
Kilka dni po zestrzeleniu, ówczesny minister spraw zagranicznych Kuby Roberto Robaina Gonzalez poinformował Zgromadzenie Ogólne ONZ, że Bracia na Ratunek planują wyrządzić krzywdę Kubie, w tym sabotować rafinerię ropy naftowej i atakować kubańskich przywódców.
„Dziś pytamy to zgromadzenie, czy suwerenne prawo do obrony granic i bezpieczeństwa narodowego państw jest prerogatywą wyłącznie państw potężnych, a nie państw biednych i małych” – powiedział.
FBI później odkryło, że kubańscy agenci infiltrowali grupy emigracyjne i przekazywali informacje rządowi Kuby, w tym o nieudanej misji Braci na Ratunek z 24 lutego. Pięciu kubańskich szpiegów zostało aresztowanych w 1998 roku, a następnie skazanych pod zarzutem szpiegowania prominentnych kubańsko-amerykańskich przywódców emigracyjnych oraz amerykańskich baz wojskowych.
Podczas swojej prezydentury prezydent USA Barack Obama uwolnił ich w ramach porozumienia mającego na celu przywrócenie stosunków z Kubą, a Hawana uwolniła Alana Grossa, pracownika Departamentu Stanu.

Jak to jest zapamiętane?
Kubańscy uchodźcy i krytycy reżimu, tacy jak Basulto, szybko domagali się sprawiedliwości, domagając się postawienia Fidela Castro w stan oskarżenia po tym incydencie. To nastawienie wśród wielu Amerykanów pochodzenia kubańskiego nie zmieniło się, mimo że Fidel Castro zmarł w 2016 roku.
Kubańsko-amerykańscy ustawodawcy republikańscy naciskali na Departament Sprawiedliwości, aby postawił Raulowi Castro zarzuty. W lutowym liście do ówczesnej prokurator generalnej Pam Bondi, ustawodawcy, w tym kongresmen Mario Diaz-Balart, wezwali Departament Sprawiedliwości do postawienia Raulowi Castro zarzutów, powołując się na dowody, w tym doniesienia o istnieniu nagrania radiowego wskazującego na to, że to on wydał rozkaz zestrzelenia samolotu.
Niektórzy Kubańczycy popierają jednak działania swojego rządu sprzed dziesięcioleci, twierdząc, że była to kwestia ochrony bezpieczeństwa narodowego i że Raul Castro nie powinien być za to karany.
„Uważam, że to była inwazja, jakkolwiek na to spojrzeć, i musimy się bronić, bo gdyby jakiś samolot przeleciał obok World Trade Center i wiedzieli, że zostanie sabotowany, zestrzeliliby go” – powiedział agencji Reuters mieszkaniec Hawany, Eliecer Diaz. „Myślę, że to logiczne. Kuba postąpiła słusznie”.

Dziś, prawie trzydzieści lat później, sprawa wróciła do centrum uwagi. Decyzja o postawieniu Raula w stan oskarżenia zapadła w okresie skrajnego napięcia między Waszyngtonem a Hawaną, z nowymi sankcjami gospodarczymi, wzajemnymi oskarżeniami i bezprecedensowym kryzysem gospodarczym na wyspie. To nowy element geopolitycznej rozgrywki.
Dla Stanów Zjednoczonych nie chodzi tylko o rozwiązanie problemu, który pozostaje nierozstrzygnięty od 1996 roku. Scenariusz jest dobrze znany: w marcu 2002 roku Stany Zjednoczone oskarżyły Nicolasa Maduro o handel narkotykami. Ten krok stał się podstawą prawną zbrojnej interwencji w Caracas 3 stycznia. Dziś, w Miami, to samo się powtarza.


9.

Przedstawiony obecnym przez swoją żonę Melanię, Donald Trump w krótkim przemówieniu w Białym Domu podczas pikniku kongresowego zażartował na temat popularności i sukcesu pierwszej damy: „Nienawidzę mówić po niej, brzmię przez to tak nijako… Nakręciła film, który trafił na pierwsze miejsce listy przebojów, potem trafiła do serwisów streamingowych i znów trafiła na pierwsze miejsce… Mamy szczęście, że mamy taką pierwszą damę, ale pamiętajcie: w rodzinie jest miejsce tylko dla jednej gwiazdy, więc będę musiał się jej pozbyć”.
https://www.repubblica.it/video/socialnews/2026/05/20/video/trump_e_il_successo_di_melania_in_famiglia_ce_spazio_per_una_sola_star_dovro_sbarazzarmene-425358053/?ref=RHRT-BG-P1-S1-F-vd01



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga