DRUGI OBIEG
Piątek, 17 lipca 2026
1.
Z D.O. jest tak, Że nie mogąc pisać obiema rękami na klawiaturze pisze mało, a
większość rzeczy przykleja, bo to od biedy można robić jedną ręką.
Niestety, dla sporej części Czytelników taka formuła – wybór najbardziej
znaczących i najciekawszych tekstów z prestiżowej prasy międzynarodowej – jest
trudna do strawienia i zapewne stąd antyrekordy czytelności.
Coraz mniej zajmuje się D.O. kłótniami brudasów, jak nazywa wewnątrzpartyjne i
międzypartyjne rozgrywki między polskimi politykami. Potwierdzają one każdego
dnia ich bezdenną głupotę, całkowitą niezdolność widzenia czegokolwiek poza
czubkiem własnego nosa, a już niezdolność ustalania i trzymania się korzystnych
dla Polski priorytetów, sprawia, że D.O. coraz bardziej powątpiewa, czy Polacy
zasługują na swoje państwo, czy nie lepiej by było, żeby to bardziej dojrzałe
intelektualnie narody podejmowały za nich istotne decyzje.
To, co jednak deprymuje najbardziej, to niespotykany chyba gdzie indziej na
świecie brak patriotyzmu, awersja do podporządkowywania własnego kałduna nad
interes kraju. I żeby jeszcze tego wszystkiego najgorsi zdrajcy, obcy agenci,
nie podlewali tym nieznośnym, prowokującym wymioty sosem pseudopatriotyzmu…
OK. D.O. jest zmęczony, jest na ostatnich nogach, potrzebuje odpoczynku,
znalezienia nowych energii itp.
A na dodatek drażni go, że ludzie na ogół biorą lekarstwa, żeby czuć się
lepiej, a D.O. je bierze, żeby czuć się gorzej…
2.
Morze Śródziemne robi się coraz cieplejsze, spaghetti alle vongole i sautè di
cozze (mule) są zagrożone.
https://www.repubblica.it/il-gusto/2026/07/16/news/il_mediterraneo_bolle_a_rischio_spaghetti_alle_vongole_e_saute_di_cozze-425474020/?ref=RHLF-BG-P5-S4-T1-primopiano
Żegnajcie spaghetti alle vongole i sautè di cozze. … Globalne
ocieplenie, oprócz dziesiątkowania omułków i małży, zagraża również tłustym
rybom i eliminuje paszę potrzebną dla akwakultury. To kolejny kryzys dla
przedsiębiorstw rybackich spowodowany skutkami globalnego ocieplenia i zmian
klimatu. …
========
No diabli nadali! A D.O. wybiera się do Włoch i wiele sobie po małżach i
omułkach obiecywał…
2.
BBC dyktuje siedem zasad obowiązujących Brytyjczyków na wakacjach we Włoszech.
Od cappuccino z serem i rybą po zakaz zmiany kolejności dań: strona internetowa
stacji telewizyjnej oferuje porady, jak odżywiać się jak prawdziwy Włoch.
https://www.repubblica.it/il-gusto/2026/07/16/news/la_bbc_bacchetta_gli_inglesi_in_vacanza_in_italia_ecco_cosa_non_dovete_fare_al_ristorante-425474514/?ref=RHLM-BG-P23-S1-T1-tb55
„Cichy wieczór w Rzymie. Delektuję się talerzem makaronu carbonara, a moi
znajomi wybierają kolejne wino, gdy nagle do restauracji wdziera się angielskie
zdanie z trzaskiem płyty. Cappuccino poproszę”. Nasze widelce zawisają w
powietrzu, a fala osądów rozchodzi się między nami niczym porażenie prądem.
„Jest 22:30. Czy oni mówią poważnie?” – tak zaczyna się artykuł opublikowany na
stronie BBC przez Evę Sandoval, brytyjską reporterkę, córkę włoskich
imigrantów, która mieszkała we Włoszech (w Terracinie, w prowincji Latina)
przez 14 lat. Nie jest to więc typowa perspektywa osoby krytykującej turystów i
ich kulinarne wybory, które uważają za jawne zniewagi. Ale spojrzenie na
zachowanie obcokrajowców z perspektywy osoby, która na swój sposób jest obca.
Ale nauczyła się, co robić, a jeszcze bardziej, czego nie robić, jedząc w
kraju, którego kuchnia została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Kuchni, która jest kochana i znana na całym świecie, a mimo to, wydaje się, że
nie jest szanowana w domu. Ponieważ tak wielu ludzi, którzy do nas
przyjeżdżają, wciąż popełnia błędy, które Sandoval postanowiła spisać czarno na
białym, wymieniając siedem z nich. Jej zdaniem są one najważniejsze i
niewybaczalne. Jak siedem grzechów głównych.
Pierwszy dotyczy błędu wspomnianego na początku artykułu. Ostrzeżenie: „Nie
zamawiaj cappuccino po śniadaniu”. I nigdy w restauracji. Powód jest wyjaśniony
następująco: „Cappuccino pije się w barze na śniadanie. Włoskie śniadania są
lekkie, zazwyczaj składają się z brioszki lub ciastek, które dobrze komponują
się z kremowym cappuccino. Jednak ten sam spieniony napój jest uważany za zbyt
bogaty, aby serwować go z bardziej treściwymi, wytrawnymi posiłkami”.
Drugi punkt: „Nie zmieniaj kolejności posiłków” – następuje kolejna szczegółowa
uwaga. „Jak symfonia, posiłki we włoskiej restauracji rozwijają się w
crescendo: przystawka, pierwsze danie, drugie danie i dodatki, deser, kawa i
likier. Kolejność pozwala na intensyfikację smaków, od najlżejszych do
najbogatszych, a następnie na zakończenie kofeinowy lub alkoholowy digestif.
Możesz pominąć dania, ale nie zmieniaj ich kolejności”. Zaleca się, aby nie
prosić o „połączenie wszystkiego”, co jest dość nietypowym żądaniem we
Włoszech: „We Włoszech sałatka mieszana nie jest podawana jako pierwsza. Jest
to dodatek do dania głównego, spożywany z mięsem i składa się z mieszanki
warzyw doprawionych oliwą, solą i sokiem z cytryny. W mniej formalnych
restauracjach niektóre gulasze, takie jak ribollita (toskański chleb z
warzywami) lub pasta e fagioli, są uważane za pierwsze danie. Makaron nie jest
dodatkiem”.
Trzecie ostrzeżenie: „Nie mieszaj smaku morskiego z górskim”. Żadnych próśb w
stylu: „Ale dlaczego nie mogę mieć parmezanu do ryby, jeśli chcę?”. Należy
zachować rozróżnienia i odstępy. I należy zaakceptować odstępy: „Po sałatce z
owoców morza można podać spaghetti z małżami i smażonymi kalmarami, a nie
fettuccine bolognese z prosiakiem”. Ściśle powiązany z poprzednim jest czwarty
punkt: „Nie proś o zamiany”. Ponieważ „we Włoszech dania restauracyjne nie są
modyfikowalne. Niektóre składniki tradycyjnie dobrze się ze sobą komponują lub
nie (patrz „smak morski i górski”)”. Prośba o zmiany „byłaby postrzegana jako
próba umniejszenia wartości dania i oceny szefa kuchni”.
Piąta rekomendacja: „Nie oddalaj się od regionu”, czyli lokalne smaki, które
warto odkrywać w miejscu ich pochodzenia. Ponieważ „kuchnia włoska jest
niezwykle regionalna”. Reporter pyta: „Czy odwiedziłbyś Kornwalię i nie
zjadłbyś pasztecika (typowego pierożka z mięsem i warzywami, red.)?”. Następnie
przykład przemyślanego i pełnego smaku planu podróży z „małą wskazówką”: „Jedź
do Neapolu, aby zjeść pizzę w miejscu jej narodzin, a następnie kontynuuj na
południe, aby rozkoszować się limoncello z cytrynami z Amalfi na Wybrzeżu
Amalfi. Pesto pochodzi z Genui. Po cacio e pepe i carbonarę wybierz się do
Rzymu. Florencja słynie z soczystych, grubo krojonych steków po florencku, a
Wenecja jest epicentrum kultury aperitivo, wyrażanej w bacari (rustykalnych
barach) z cicchetti (małymi tapas) i kolejkami Aperol Spritz”.
Szóste ostrzeżenie: „Nie spiesz się”. Ponieważ „jedzenie w restauracji we
Włoszech to rytuał towarzyski, a nie prosta czynność trawienna. Jeśli
przyjdziesz na kolację o typowej włoskiej porze, zazwyczaj po 21:00, spodziewaj
się, że skończysz około północy”. Siódme i ostatnie zalecenie: „Nie przegap
amaro!”. Z wykrzyknikiem. Powód jest prosty: „Koniec włoskiego posiłku oznacza
deser, kawę (espresso lub macchiato, oczywiście) i amaro. Amaro dosłownie
oznacza „gorzki”. Zwykle przygotowywane ze skórki cytrusowej, łupin orzecha
włoskiego lub ziół leczniczych, amaro ma smak, który nabywa się z czasem, ale
nie ma nic lepszego na regenerację po obfitym posiłku. Wypij łyk, zrelaksuj się
i zacznij od nowa jutro”.
3.
„Chmura tsunami” uderza w wybrzeże Kraju Basków we Francji, zmuszając setki
pływaków do szukania schronienia.
VIDEO: https://www.repubblica.it/video/socialnews/2026/07/15/video/nuvola_tsunami_hendaye_costa_basca_francia-425471666/?ref=RHVS-BG-P2-S4-T1-vvsn
Gigantyczna „chmura tsunami” – technicznie nazywana chmurą rolowaną – uderzyła
w plażę w Hendaye w południowo-zachodniej Francji. Zjawisko to spowodowało
silne wiatry o prędkości do 100 km/h i spadek temperatury o 11°C w ciągu
zaledwie kilku minut. Ta imponująca ściana pary powstaje, gdy zimne, gęste
powietrze gwałtownie opada, unosząc ciepłe, wilgotne powietrze w pobliżu ziemi.
„To było jak tornado: nagle wiatr się wzmógł, a niebo pociemniało” – powiedział
Franceinfo jeden z plażowiczów. „Było słonecznie, ale potem nagle zachmurzyło
się, a widoczność została ograniczona przez mgłę”.
========
Żona przypomniała D.O., że sami przeżyliśmy coś podobnego. Byliśmy w
Barcelonie i jakimś cudem (bo finanse!) zamieszkaliśmy w bardzo wysokim i
bardzo eleganckim hotelu w sercu b. Wioski Olimpijskiej, dwa kroki od
wieloryba. Na dachu owego hotelu był basen, wybraliśmy się tam w hotelowych
szlafroczkach, pochlupaliśmy, ułożyliśmy na leżakach… I wtedy nadeszła ona:
potworna wichura z jasnego nieba, niosąca ogromny, gęsty tuman piasku. Nawet
strzeliliśmy parę fotek, uciekając w popłochu, zestrachani, że wiatr nas z tego
dachu zwieje… Nie zwiało, ale – mniam – strachu najedliśmy się po pachy.
4.
USA będą finansować popierających Trumpa Europejczyków budujących „więzi
cywilizacyjne”
Dotacje Departamentu Stanu w wysokości do 3 mln dolarów mają na celu wsparcie
grup promujących politykę w stylu Maga
https://www.ft.com/content/e2addd88-4361-43f1-94e2-9f0a808dd6a9?syn-25a6b1a6=1
Po oskarżeniach Vance’a i ostrzeżeniach Narodowej Strategii Bezpieczeństwa
rozpoczyna się nowy rozdział w ofensywie przeciwko zasadom wspólnoty
Departament Stanu USA oferuje dotacje w wysokości do 3 mln dolarów europejskim
grupom powiązanym z MAGA, które walczą z „cenzurą” i rozwijają „więzi
cywilizacyjne” między USA a kontynentem.
W poniedziałek departament opublikował w internecie wnioski o dotacje w
wysokości od 1 do 3 milionów dolarów dla europejskich organizacji społeczeństwa
obywatelskiego i organizacji pozarządowych, a także instytucji edukacyjnych i
grup nastawionych na zysk, które chcą „rozwiązać problemy związane z suwerennością
narodową, migracją, cenzurą i walką prawną zgodnie ze wspólną filozofią
polityczną, prawem i naszym wspólnym zachodnim dziedzictwem cywilizacyjnym”.
Podczas drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa przedstawiciele władz USA
oskarżyli Wielką Brytanię i Unię Europejską o tłumienie wolności słowa poprzez
próby uregulowania mowy nienawiści w Internecie, a także o próby ograniczenia
przejawów suwerenności narodowej.
Dotacje stanowią jeden z pierwszych kroków administracji Trumpa, aby przekuć
eskalację retoryki przeciwko Europie w politykę, po tym jak z trudem udało się
osiągnąć konkretne rezultaty.
FT donosił na początku tego roku, że Departament Stanu dążył do ponownego
wykorzystania istniejącego strumienia finansowania pomocy zagranicznej, aby
wesprzeć think tanki i organizacje charytatywne powiązane z MAGA w całej
Europie.
Zgodnie z informacją departamentu stanu, na wsparcie projektu przeznaczono
prawie 5 mln dolarów, przy czym środki mają zostać rozdzielone pomiędzy dwóch
lub trzech odbiorców.
„Ponadnarodowe instytucje i rządy wykorzystują władzę państwową do podważania
podstawowych zasad demokratycznego samorządu poprzez zbyt szerokie i niejasne
przepisy dotyczące mowy nienawiści oraz regulacje dotyczące treści w
Internecie, które kontrolują i karzą mowę, jednocześnie ograniczając udział w
życiu politycznym” – stwierdzono w zawiadomieniu.
Departament Stanu nie odpowiedział natychmiast na prośbę o komentarz. Rzecznik
departamentu powiedział wcześniej FT, że „nie finansuje i nie będzie
finansował” partii politycznych w Europie ani gdzie indziej.
Podczas drugiej kadencji Trumpa amerykańscy politycy starali się wspierać
polityków populistycznych i nacjonalistycznych w Europie, w tym Viktora Orbána
na Węgrzech i członków skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec w Niemczech.
Strategia bezpieczeństwa narodowego administracji, opublikowana w zeszłym roku,
wzywała do „wytwarzania oporu” wobec obecnej trajektorii Europy. Dokument
ostrzegał, że Europie grozi „wymazanie cywilizacyjne” z powodu masowych
migracji, spadku urodzeń i utraty suwerenności na rzecz Brukseli.
Wsparcie USA dla partii prawicowych przyniosło mieszane rezultaty. Przywódcy
nacjonalistyczni w Europie zrewidowali swoje relacje z administracją Trumpa w
następstwie wojny z Iranem, która doprowadziła do wzrostu światowych cen
energii.
Wiceprezydent JD Vance, najostrzejszy krytyk administracji w sprawach
europejskich, poleciał na Węgry w kwietniu, aby wesprzeć Orbána, wieloletniego
sojusznika Trumpa, na kilka dni przed wyborami, które miały być śledzone przez
śledczych. Pomimo poparcia Trumpa i Vance'a, Orbán został odsunięty od władzy
miażdżącą większością głosów.
„Administracja Trumpa” – powiedział nam rzecznik – „wciąż jest zaangażowana w
obronę demokracji i praw człowieka na całym świecie, w tym w Europie. Ich
wspólny szacunek stanowi fundament relacji transatlantyckich. Programowanie w
Europie ma na celu wspieranie naszych europejskich sojuszników w obronie tych
praw i zasad, a także ich własnej cywilizacyjnej i suwerennej samooceny, przed
tymi, którzy próbują je podważyć”. W oświadczeniu rządy europejskie zostały
oskarżone o „odchodzenie od tych fundamentów poprzez ponadnarodową biurokrację”.
Być może to zbieg okoliczności, ale kampania ta rozpoczyna się w przededniu
spotkania, które Departament Stanu zorganizuje dziś w celu przeciwdziałania
odradzającemu się terroryzmowi politycznemu. Zaproszono na nie 70 krajów, w tym
Włochy. Celem jest zwalczanie ruchu antyfaszystowskiego, być może poprzez
nawiązanie kontaktów między europejskimi grupami oskarżonymi o łamanie prawa a
amerykańskimi przeciwnikami, aby można było skuteczniej ich ścigać.
(https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/16/news/dipartimento_stato_vance_finanziamenti_maga-425473357/?ref=RHLM-BG-P9-S2-T1-fdg19
)
5.
https://wyborcza.pl/7,75399,32916286,rubio-organizuje-szczyt-o-skrajnie-lewicowym-terroryzmie.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.2.duzy
Rząd Trumpa upolitycznia politykę antyterrorystyczną i zamknął oczy na
prawicowy ekstremizm. A Europa polega na informacjach wywiadowczych zza oceanu.
- Może się to odbić na naszym bezpieczeństwie - ostrzega badacz z Hagi Thomas
Renard*.
Maciej Czarnecki: Sekretarz stanu Marco Rubio organizuje dziś naradę z
udziałem przedstawicieli ponad 60 krajów na temat zagrożeń dla USA i Europy ze
strony „międzynarodowego terroryzmu skrajnej lewicy". Podziela pan pogląd,
że to zagrożenie uzasadnia taki zjazd?
Thomas Renard: Nie podzielam. Owszem, takie zagrożenie do pewnego stopnia
istnieje i rośnie w związku z szeregiem wydarzeń geopolitycznych, przede
wszystkim na Bliskim Wschodzie, w Palestynie i Iranie, ale nadal jest
zdecydowanie mniejsze niż to ze strony dżihadystycznego terroryzmu czy
prawicowego ekstremizmu.
- Albo ze strony karteli narkotykowych, co USA też uwydatniają. W Polsce
dodalibyśmy: albo ze strony Rosji.
- Wszystkie te zagrożenia są istotniejsze. Terroryzm skrajnie lewicowy w
porównaniu z nimi jest drugorzędny. Tak, również w porównaniu do tego
sponsorowanego przez [rosyjskie] państwo. Co do karteli, USA rzeczywiście
postanowiły traktować je jako zagrożenie terrorystyczne. W Europie zgadzamy
się, że to poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, zwłaszcza krajów z
dużymi portami, takich jak Holandia czy Belgia, choć traktujemy to po prostu
jako przestępczość zorganizowaną.
Kwestia terroryzmu skrajnej lewicy nie uzasadnia takiego szczytu na szczeblu
ministerialnym. Jest wyraźnie upolityczniana przez administrację Donalda Trumpa
w sytuacji, gdy USA zamknęły oczy na terroryzm skrajnej prawicy, o którym nawet
nie wspomina się w najnowszej strategii antyterrorystycznej, mimo że przez
dekady był uważany za największe zagrożenie. Nagle miał zniknąć? Pokazuje to
narastającą rozbieżność między Europą a Stanami Zjednoczonymi w polityce
antyterrorystycznej.Nie zgadzamy się już ze sobą w tym obszarze.
- Czego spodziewa się pan po szczycie? Amerykanie będą na nas naciskać?
- Tego się obawiam. Przygotowywali się do tego od stycznia, jeździli po
Europie, wysyłali różnych urzędników, by przekonać Europejczyków i inne kraje,
by się przyłączyli. Spotkali się już z pewnym sceptycyzmem społeczności
eksperckiej.
Z drugiej strony, co znamy już z innych obszarów, wszyscy boją się zdenerwować
Trumpa i jego administrację, więc pojawią się na szczycie, by Trump był
zadowolony, nawet jeśli niekoniecznie podzielają pogląd, że skrajnie lewicowy
terroryzm jest priorytetem. Pojawią się, będą uprzejmie słuchać, mogą
odpowiedzieć z łagodnym sceptycyzmem – tyle.
Obawiam się jednak, że Ameryce mogą pójść dalej. Zgodnie z tym, co zapisali w
strategii antyterrorystycznej, że są gotowi użyć wszystkich dostępnych
narzędzi: dyplomatycznych, wywiadowczych, sankcji, by walczyć nie tylko ze
skrajnie lewicowymi grupami terrorystycznymi, ale także państwami, które je
wspierają.
Tu granica w politycznym stanowisku administracji USA staje się niezwykle
cienka. Czy będzie tak, że jeśli nie zapewnisz wsparcia amerykańskiej
inicjatywie, zostaniesz uznany za państwo wspierające lewicowy terroryzm? A
jeśli tak, jakie będą konsekwencje? W europejskich stolicach musi to wywoływać
spory ból głowy.
W samych USA też słychać krytykę nowego podejścia. Aktywiści obawiają się, że
retoryka o przemocy politycznej będzie służyć administracji do zwalczania
krytycznych wobec niej, pokojowych grup.
- To bardzo uzasadnione obawy. Już tak się dzieje. Boli mnie ten nieliberalny
zwrot, którego Ameryka dokonała od początku tej administracji, a z drugiej
strony dyskredytowanie całej tej kwestii. W kręgach skrajnej lewicy dzieją się
rzeczy, które warto obserwować i o nich mówić. Służby wywiadowcze w Niemczech,
Holandii, Belgii, Francji i innych krajach sygnalizowały to publicznie:
dostrzegamy ryzyko radykalizacji w tych kręgach i musimy na to zwracać uwagę.
Problem w tym, że kiedy administracja Trumpa upolitycznia, instrumentalizuje
politykę antyterrorystyczną, uniemożliwia taką dyskusję. Organizując taki
szczyt, uniemożliwia Europejczykom otwarte mówienie o tych zagrożeniach.
Bo istnieje ryzyko, że USA wykorzystają to w celach politycznych, w tym do
nagonki na pokojowych aktywistów.
- Trumpiści zarzucają Europie, że sama wycisza dyskusję z powodów
politycznych.
- To nieprawda. W ICCT monitorujemy nie tylko sam terroryzm, ale też to, co
mówią o nim służby wywiadowcze. I widzimy, że w całej Europie mówią one coraz
głośniej o skrajnie lewicowym ekstremizmie. Dostrzegają, że coś się dzieje.
Piszą o tym w swoich corocznych raportach i dokumentach. Po prostu przez lata
niewiele działo się w tym środowisku. Teraz, w bieżącym kontekście
geopolitycznym, dzieje się więcej i powinniśmy móc dalej o tym rozmawiać. I to
czynimy, tylko zachowujmy odpowiednią perspektywę, jak bardzo to groźne w
porównaniu do wielu innych rzeczy, i uważajmy, by nie przesadzać i go nie
instrumentalizować tak, jak próbuje czynić to administracja Trumpa. Dla niej
każdy głos sprzeciwu nagle staje się skrajną lewicą, którą należy zaaresztować
i postawić przed sądem za terroryzm.
Czy możemy mieć nadzieję, że mimo zasadniczej zmiany w narracji służby w USA i
tak w pewnym stopniu wykonują swoją robotę, jeśli chodzi o ściganie prawicowych
ekstremistów?
- Szczerze mówiąc, martwię się o to, co dzieje się w tym zakresie w USA. Nie
jestem pewien, jak długo będzie się to udawać…
Trump ułaskawił prawie wszystkich skazanych za szturm na Kapitol, więc widać,
że nie chodzi tylko o gadanie.
- Dokładnie. Prawie wszystkich wypuszczono, w tym odpowiedzialnych za śmierć
funkcjonariuszy policji. Z drugiej strony, parę tygodni temu inne osoby skazano
w oparciu o przepisy antyterrorystyczne na łącznie 450 lat więzienia jako
„terrorystów antify".
To obecnie jedyna organizacja uznawana w USA za krajową organizację
terrorystyczną, a przecież nawet nie istnieje [bo to luźny ruch, ideologia]. Te
osoby skazano, bo protestowały przeciwko ICE. Podczas jednej z demonstracji
doszło do eskalacji, w której postrzelono policjanta. To tragedia, ale doszło
do tego bez premedytacji i nie wypełnia to znamion terroryzmu.
Służby antyterrorystyczne w USA, przynajmniej krajowo, priorytetowo traktują
teraz tzw. antifę, ścigając widma. W tym samym czasie… nie mogę powiedzieć, że
wydano polecenia polityczne, by zaprzestać śledztw przeciw skrajnie prawicowym
ekstremistom, bo nie mam takiej wiedzy, ale jest wiele sygnałów, że
prawdopodobnie tak się dzieje, a przynajmniej administracja tworzy atmosferę,
środowisko, w którym rozpracowywanie prawicowych grup i bojówek nie jest
pożądane.
- Szef FBI [Kash Patel] jest bliskim znajomym Trumpa, człowiekiem MAGA.
Przesłania ze strategii antyterrorystycznej nie da się odczytać inaczej: nie
zajmujcie się tą stroną spektrum politycznego, to nie wasza sprawa.
Oczywiście mogą być jeszcze jakieś departamenty, komórki, pojedyncze osoby,
które idą pod prąd, wbrew kierownictwu.
- Jakie będą praktyczne konsekwencje rosnącego rozdźwięku między USA a
Europą w tych sprawach? Będziemy mniej bezpieczni?
Obawiam się, że może tak być. Wasi czytelnicy powinni zrozumieć, że
Europejczycy nie prowadzą samodzielnie polityki antyterrorystycznej. W dużym
stopniu polegamy na danych wywiadowczych od Amerykanów. Niezliczone osoby
aresztowano, wiele spisków udaremniono dzięki informacjom od amerykańskich
służb.
Pracuję w tym obszarze od 20 lat. Zbadałem wiele spraw. Nie macie pojęcia, jak
często w dokumentach sądowych można napotkać wzmiankę: „dzięki informacjom od
zagranicznej służby wywiadowczej…". W 90 proc. przypadków chodzi o
amerykańską agencję wywiadowczą. Czasami o Brytyjczyków czy Australijczyków,
ale w większości to Amerykanie.
Jeśli Amerykanie nie będą już wykonywać tej pracy, szperać w najmroczniejszych
zakamarkach internetu, do czego, szczerze mówiąc, większość europejskich służb
nie ma narzędzi albo legalnego mandatu, będziemy coraz bardziej ślepi na to, co
się tam dzieje.
- O jakich zagrożeniach mówimy?
Na pewno będzie tak, jeśli chodzi o skrajną prawicę. Nie zapominajmy, że USA są
jednym z głównych międzynarodowych „eksporterów" skrajnie prawicowych
terrorystów i narracji. Wiele skrajnie prawicowych grup z międzynarodowym
komponentem jest zakotwiczonych, połączonych z USA. W tym kontekście to bardzo
niepokojące. Oczywiście może mieć to wpływ także na zagrożenie dżihadystyczne,
jeśli pewne zasoby zostaną przekierowanie na śledztwa w sprawie skrajnej
lewicy.
Najważniejszy jednak może okazać się rosnący brak zaufania między służbami
antyterrorystycznymi po obu stronach Atlantyku. To może nie nastąpić od razu,
tylko stopniowo. Europejczycy będą wyjątkowo ostrożni w interpretowaniu tego,
co dostają od Amerykanów i ich motywów, i w dzieleniu się informacjami z USA,
nie wiedząc, jak zostaną wykorzystane.
Jeśli przestaniemy sobie nawzajem ufać, mamy mniej informacji. A to osłabia
obraz wywiadowczy i zrozumienie zagrożeń. Pomijam fakt, że może zostać podjęta
decyzja polityczna, by ukarać Europejczyków, jeśli nie będą współpracować z
USA.
Rozdźwięk między USA a Europą w antyterroryzmie może mieć poważny wpływ na
nasze bezpieczeństwo.
- Nadal mówi pan o tym wszystkim w czasie przyszłym. Jeszcze to nie
nastąpiło?
Cóż, na pewno służby antyterrorystyczne obserwują to z rosnącą uwagą.
Natomiast nie weszliśmy jeszcze w pełni w fazę braku zaufania...
- Dlaczego?
Bo w systemie istnieje pewna inercja. Nową amerykańską strategię
antyterrorystyczną opublikowano bardzo niedawno [6 maja tego roku]. A szczyt
odbywa się dopiero dziś. Nadal pracujemy na poziomie operacyjnym. W
amerykańskich służbach wciąż pracują ci sami ludzie, co dwa lata temu. Zostały
powiązania międzyludzkie.
- Tylko że to oznacza, że jak po 2028 roku USA chciałby odkręcić obecne
zmiany, też trochę to zajmie.
Zgadza się. Zaufanie w służbach wywiadowczych buduje się bardzo długo.
Łatwo je zniszczyć. Na razie jeszcze inercja działa na naszą korzyść, ale nie
wiem, jak długo tak będzie. Myślę, że pewne powiązania już się osłabiają.
Czwartkowy szczyt na pewno nie poprawi relacji.
- Czyli polityka antyterrorystyczna to kolejny element mostu
transatlantyckiego, który się kruszy?
- Niestety tak jest.
*Dr Thomas Renard – dyrektor think-tanku International Centre for
Counter-Terrorism (ICCT) z siedzibą w Hadze. Badacz (anty)terroryzmu i
radykalizacji w Europie. Autor monografii „The Evolution of Counter-Terrorism
since 9/11" (Ewolucja polityki antyterrorystycznej po 11 września").
W 2024 r. powołany przez Komisję Europejską na członka Komitetu ds. Badań
Naukowych przy unijnym Centrum Wiedzy na temat Zapobiegania Radykalizacji (EU
Knowledge Hub on the Prevention of Radicalisation), a przez Europol – na
członka komitetu sterującego sieci doradczej ds. terroryzmu i propagandy przy
Europejskim Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu (ECTC).
5.
Obsesja Trumpa, która niesie ze sobą koszty dla demokracji
Domagając się podjęcia kroków mających na celu ochronę uczciwości głosowania,
prezydent Trump uparcie odwoływał się do swojej porażki w wyborach w 2020 r.,
podając jednocześnie w wątpliwość wynik wyborów w 2026 r.
Wnioski z przemówienia Trumpa, w którym stwierdził on luki w wyborach
Dokumenty opublikowane przez administrację Trumpa na poparcie twierdzeń
prezydenta nie potwierdziły jego najbardziej agresywnych oświadczeń.
https://www.nytimes.com/2026/07/17/us/politics/trump-elections-politics.html
Donald Trump oskarżył Chiny o ingerencję w wybory w 2020 r. w swoim
przemówieniu transmitowanym w telewizji w czasie największej oglądalności, w
którym obnażył swoją obsesję na punkcie porażki z Joe Bidenem. Przeciwnicy
ostrzegali jednak, że było to przykrywką, która miała mu umożliwić ingerencję w
nadchodzące wybory uzupełniające do Kongresu.
W 25-minutowym przemówieniu wygłoszonym w czwartek, które sam Trump bardzo
rozdmuchał, prezydent USA wyraził poważne wątpliwości co do uczciwości
amerykańskiego procesu wyborczego, stwierdzając, że jest on „katastrofalnie”
daleki od standardów uczciwości i zaufania, a jednocześnie narażony na
naruszenie go przez mocarstwa zagraniczne.
„Żaden kraj nie będzie wielki bez uczciwych i sprawiedliwych wyborów” –
powiedział Trump w Białym Domu w przemówieniu, które rozpoczęło się od
powtórzenia jego ulubionych przechwałek wyborczych, w tym twierdzeń o
bezprecedensowo rozwijającej się gospodarce.
„Jeśli nie ma zaufania, nie ma wielkości. Niestety, nasz system katastrofalnie
odbiega od tego standardu”.
Demokraci ostrzegali, że Trump próbuje siać zamieszanie, szerzyć dezinformację
i stwarzać warunki do zakwestionowania wyników wyborów uzupełniających, co –
jak sugerują sondaże – może przynieść partii prezydenckiej znaczne straty.
Mark Warner, senator Partii Demokratycznej z Wirginii i wiceprzewodniczący
senackiej komisji ds. wywiadu, powiedział, że spędził lata pracując nad
wzmocnieniem mechanizmów obronnych kraju przed zagraniczną ingerencją w wybory
w USA.
„Dziś wieczorem Amerykanie usłyszeli, jak prezydent po raz kolejny powtarza
twierdzenia dotyczące naszych wyborów, które od lat są badane i wielokrotnie
odrzucane przez Wspólnotę Wywiadowczą, FBI, Departament Bezpieczeństwa
Wewnętrznego, Departament Sprawiedliwości, dwupartyjne urzędy wyborcze stanów,
audyty, ponowne przeliczanie głosów i sądy” – powiedział Warner. „Fakty się nie
zmieniły”.
Dodał: „Chiny są poważnym konkurentem strategicznym i zdecydowanie dążą do
realizacji swoich interesów kosztem Ameryki. Podobnie jak Rosja i Iran.
Powinniśmy konfrontować te zagrożenia z faktami, a nie wypaczać je dla celów
politycznych”.
Jako wstęp do swoich oskarżeń o ingerencję Chin, Trump w czwartek powiedział,
że zapowiada „natychmiastowe odtajnienie i ujawnienie kluczowych informacji
wywiadowczych, ujawniających szokujące luki w naszej infrastrukturze
wyborczej”.
Twierdził, że dowody wskazują, iż system wyborczy jest „niebezpiecznie
narażony… na włamania, wykorzystywanie i ingerencję”.
Oskarżenia Trumpa od dawna stoją w sprzeczności z poglądami urzędników, którzy
pełnili urząd prezydenta w czasie jego pierwszej kadencji. Ocena przeprowadzona
przez dyrektora CIA, Johna Ratcliffe'a, ówczesnego dyrektora wywiadu narodowego
Trumpa, wykazała, że wybory w 2020 roku były najbezpieczniejszymi w historii
Stanów Zjednoczonych. Trump jednak zakwestionował te ustalenia, oskarżając
agencje wywiadowcze – które określił mianem „państwa głębokiego” – o
wieloletnie tuszowanie sprawy.
„Ci, którzy wszczęli alarm, zamiast tego zachowali tę informację w tajemnicy i
ukryli ją” – powiedział. „Nie ujawnili jej ani mnie, jako prezydentowi, ani
nikomu innemu i, o ile nam wiadomo, nie poinformowali Kongresu.
„Właściwie powtarzali tylko: „To najbezpieczniejsze wybory w historii naszego
kraju.
Przed przemówieniem Liu Chang, rzecznik chińskiej ambasady w Waszyngtonie,
powiedział: „Chiny nigdy nie ingerowały i nigdy nie będą ingerować w wybory
prezydenckie w USA”.
Trump powiedział, że polecił urzędowi wywiadu krajowego, Departamentowi
Sprawiedliwości, FBI i CIA „zbadanie, w jaki sposób i dlaczego ukryto tak
kluczowe informacje, zwolnienie osób zamieszanych w tuszowanie sprawy oraz,
jeśli będzie to właściwe, wniesienie oskarżenia karnego przeciwko tym osobom”.
Trump niedawno mianował kluczowego sojusznika Billa Pulte na stanowisko
pełniącego obowiązki dyrektora wywiadu narodowego, mimo że nie ma on
wcześniejszego doświadczenia w tej dziedzinie. Pulte, który wykorzystał swoją
poprzednią pozycję na stanowisku szefa federalnej agencji finansowania
budownictwa mieszkaniowego do poszukiwania dowodów na działania zemsty na
przeciwnikach Trumpa, prawdopodobnie dostarczył dokumenty wywiadowcze mające
potwierdzić twierdzenia prezydenta o ingerencji w wybory w 2020 roku.
Wraz z Johnem Solomonem, prawicowym byłym dziennikarzem, który aktywnie szerzy
teorie spiskowe dotyczące wyborów i został zatrudniony w zeszłym miesiącu jako
specjalny doradca Białego Domu, zainicjował akcję mającą na celu ujawnienie
wcześniej tajnych dokumentów. W rozmowie z dziennikarzami przed Białym Domem w
czwartek wieczorem, Solomon przyznał, że ujawnione dokumenty nie zawierają
dowodów na to, że zagraniczni aktorzy zmienili choćby jeden głos w wyborach w
2020 roku.
W czwartkowym przemówieniu Trump powtórzył apel o uchwalenie ustawy Save
America Act, wymagającej od wyborców ścisłego okazywania dokumentów tożsamości.
Ustawa ta utknęła obecnie w Kongresie.
„Rozwiązanie tego kryzysu bezpieczeństwa wyborczego wymaga uchwalenia przez
Kongres ustawy Save America Act” – powiedział. „Jak łatwo to zrobić? Chyba że
chcesz oszukiwać”.
W przemówieniu prawie nie wspomniano o Iranie, mimo że zostało ono wygłoszone
zaledwie kilka dni po tym, jak Trump wycofał się z wychwalanego w ubiegłym
miesiącu porozumienia o zawieszeniu broni i wznowił nadawanie rozkazów ataków
militarnych, aby osłabić kontrolę Teheranu nad cieśniną Ormuz, która od
początku wojny 28 lutego jest w dużej mierze zamknięta dla żeglugi handlowej,
co powoduje gwałtowny wzrost kosztów energii na świecie.
„Odnosimy wielkie sukcesy w Iranie i już wkrótce zobaczycie owoce naszej pracy”
– powiedział, powtarzając wcześniejsze twierdzenia, że zwycięstwo w konflikcie
jest już bliskie.
Mimo regularnego organizowania konferencji prasowych, Trump wygłosił stosunkowo
niewiele przemówień z Białego Domu – była to strategia często wykorzystywana
przez poprzednich prezydentów do przekazywania przesłań uznawanych za niezwykle
ważne dla narodu.
Scenariusz zakłada czytanie ustalonego tekstu z promptera przez ograniczony
czas, co jest sprzeczne ze stylem mówienia Trumpa, który często odbiega od
scenariusza i jest rozwlekły. W czwartek Biały Dom poinformował, że wieloletni
operator promptera Trumpa został zawieszony w obowiązkach służbowych w związku
z oskarżeniami o obstawianie blisko 100 000 dolarów zakładów na rynku
przewidywań dotyczących tego, co powie prezydent. Do czwartkowego wieczornego
przemówienia przydzielono nowego operatora, poinformowała rzeczniczka prasowa
Białego Domu Karoline Leavitt.
Trump przemawiał do publiczności, która zgromadziła się w Sali Wschodniej, w
tym około 55 osób, w tym wiceprezydenta J.D. Vance'a oraz kilku innych
sekretarzy gabinetu i urzędników Białego Domu.
Podczas wieczornego przemówienia Trump momentami zdawał się mieć trudności ze
zrozumieniem składni tekstu przemówienia. Często przybierał sarkastyczny ton,
charakterystyczny dla jego wystąpień na wiecach.
Kilka stacji, w tym NBC, ABC i CNN, odmówiło emisji przemówienia w swoich
głównych sieciach nadawczych, powołując się na obawy, że treść może mieć
charakter polityczny lub prowokacyjny. Decyzja ta spotkała się z krytyką ze
strony Trumpa, który zażądał cofnięcia licencji nadawczych. Wszystkie trzy
stacje transmitowały przemówienie na żywo w swoich serwisach streamingowych, a
niektóre stacje ABC zdecydowały się na jego emisję.
Sieci telewizyjne nie mają prawnego obowiązku przychylania się do prośby
prezydenta o emisję przemówienia na żywo. Biden i Barack Obama mieli odrzucone
prośby o transmisję przemówień z Białego Domu na żywo podczas swoich
prezydentur.
Jeszcze zanim Trump zabrał głos, kolejni Demokraci wydali potępienia,
spodziewając się, że nasili swoje oskarżenia dotyczące wyborów w 2020 roku.
Kilku stwierdziło, że skupienie się na przeszłości maskuje bardziej
przyszłościowy plan: ingerencję w listopadowe wybory uzupełniające do Kongresu,
kiedy Demokraci będą próbowali przejąć kontrolę nad Izbą Reprezentantów i
Senatem.
Na czele kontrataku stanęła Kamala Harris, była wiceprezydent i pokonana
kandydatka Demokratów w wyborach prezydenckich w 2024 r., która – niecałe 20
minut przed planowanym wystąpieniem Trumpa – oskarżyła go o planowanie
„szerzenia kłamstw i teorii spiskowych”.
„Oto, co musicie wiedzieć: wybory w 2020 roku nie zostały skradzione; my
wygraliśmy, a on przegrał” – napisała w mediach społecznościowych. „Ustawa Save
Act to próba zniechęcenia wyborców. Jest częścią szerszego planu
konserwatystów, którzy próbują ukraść władzę ludziom”.
Według „Washington Post”, wszystko to wynikało z tajnego raportu Białego Domu,
analizującego dowody ujawnione przez FBI podczas ponownego badania wyborów w
2020 roku. Porażka Trumpa jest obsesyjna i nigdy się z nią nie pogodził, a tym
bardziej nie przyznał. Dlatego zaraz po powrocie do Białego Domu wysłał rząd na
polowanie na dowodu o rzekomym oszustwie, aby mogły zostać one odnalezione,
pomimo faktu, że on i jego sojusznicy złożyli wówczas ponad pięćdziesiąt pozwów
o oszustwo, z których prawie wszystkie zostały oddalone, w tym przez sędziów
republikańskich mianowanych przez Donalda Trumpa.
Nowy dyrektor FBI, Kash Patel, wysłał setki agentów do Atlanty, aby
przeanalizowali ponad 700 akt, szczególnie w hrabstwie Fulton. Była dyrektor
wywiadu narodowego, Tulsi Gabbard, pracowała nad tym samym projektem w
Portoryko, podczas gdy jej poprzednik, John Ratcliffe, obecnie szef CIA,
pozostaje przekonany o ingerencji Chin. Włochy również zostały oskarżone o
manipulowanie elektoratem Bidena za pomocą satelitów Leonardo, a teraz
pojawiają się absurdalne oskarżenia o zniesławienie.
Po poniedziałkowym briefingu Trump postanowił wygłosić orędzie do narodu.
Według „Washington Post” miało to na celu ujawnienie domniemanych oszustw z
udziałem maszyn liczących głosy, a także potwierdzenie legalności wyborów
uzupełniających. Przepisy nakładają na każdy z 50 stanów odpowiedzialność za
przeprowadzenie wyborów według własnego uznania, ale część odpowiedzialności
spoczywa na rządzie federalnym. Prezydent wykorzystał wszelkie dostępne mu
narzędzia, aby wywierać wpływ, namawiając Republikanów do zmiany składu
Kolegium Elektorów na swoją korzyść, a teraz zwraca się do Kongresu o
uchwalenie ustawy, która między innymi wymaga okazania dokumentu tożsamości do
głosowania. Może się to wydawać normalne, ale nigdy nie miało miejsca w Stanach
Zjednoczonych, a celem jest zniechęcenie mniejszości prodemokratycznych do
udziału w wyborach. Najwyraźniej nie jest przekonany, że to wystarczy, dlatego
chce ujawnić oszustwa, zanim do nich dojdzie, mimo że jest w rządzie i
kontroluje przynajmniej federalne aspekty wyborów. Istnieje ryzyko, że będzie nadal
podważał zaufanie do instytucji, osłabiając amerykańską demokrację. (https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/16/news/midterm_trump_urne_manipolate-425473343/?ref=RHLM-BG-P9-S1-T1-fdg19
)
6.
https://tvn24.pl/krakow/krakow-kardynal-stanislaw-dziwisz-nie-przyszedl-na-przesluchanie-do-sadu-prosi-by-go-nie-wzywac-st9144638
Krakowski sąd wyznaczył kolejny termin przesłuchania kardynała Stanisława
Dziwisza w procesie dotyczącym pedofilii wytoczonym Archidiecezji Krakowskiej
przez byłego ministranta. Hierarcha nie pojawił się już na dwóch rozprawach.
Skierował do sądu list, w którym stwierdził, że nie może przyjść ze względu na
stan zdrowia, i poprosił, by go nie wzywać. … Teraz sąd czeka na zaświadczenie
lekarza sądowego, który to potwierdzi. Jak wyjaśniła sędzia, jeżeli kardynał
przedłoży takie zaświadczenie, wówczas sąd będzie mógł go przesłuchać w miejscu
zamieszkania. W przeciwnym razie może nałożyć grzywnę lub zdecydować o
zarządzeniu przymusowego doprowadzenia.
7.
https://wyborcza.pl/7,75398,32915331,kardynal-dziwisz-nie-chce-stawic-sie-na-przesluchanie-powolal.html
… Sąd wezwał Dziwisza ponownie na środę 15 lipca. Tym razem duchowny również
nie pojawił się w sądzie. Sędzia Monika Szczepaniec-Czech poinformowała, że
powodem nieobecności był zaplanowany wcześniej urlop, w tym wyjazd do Watykanu,
który potrwa do 31 lipca. Nowy termin sąd wyznaczył na 3 sierpnia. …
Na początku lipca Dziwisz w rozmowie z "Wyborczą" przekonywał, że nie
będzie unikał sądu. - Chciałbym, żeby szanowano i zrozumiano sytuację kardynała
w Polsce i Kościele powszechnym. Jestem za prawdą, ale też muszą być spełnione
warunki. Przypominam, że mam paszport dyplomatyczny watykański i polski -
powiedział. Dziwisz dodał, że przez 27 lat służył papieżowi Janowi Pawłowi II i
Polsce.
8.
D.O. już wymachiwał tą książką do kamery w czasie ostatniej rozmowy w AMNT z
jej autorem. Ale wtedy to była tylko atrapa, bo książka jeszcze się nie
ukazała. Niedługo potem się wreszcie ukazała i trafiła w ręce D.O. A teraz D.O.
gorąco ją poleca swoim Czytelnikom, ponieważ, zwłaszcza w końcówce, jest
fantastyczne napisana, zawiera analizy i argumentację takie, że D.O. zechciał,
by były odczytywane wszystkim polskim uczniom w szkołach. Dopiero zrozumienie
fenomenu Kościoła może pozwolić na precyzyjne określenie swojego doń stosunku.
Artur Nowak wyrasta nam na jednego z ciekawszych polskich autorów. Obiecał, że
jego następne książki nie będą już poświęcone Kościołowi. I bardzo dobrze, bo
szkoda takiego talentu na babranie się w nieczystościach tej instytucji. Ale „Taca”,
to jego ostatnie hurra, poświęcone Kościołowi, jego finansom, jego cynizmowi i
mechanizmom uzależnienia, to jest summa, wieńcząca wszystkie jego dotychczasowe
wysiłki pisarskie, zarówno indywidualne, jak i w duetach.
Chociaż oczywiście przyglądanie się Stanisławowi Dziwiszowi również mówi bardzo
wiele o polskim Kościele, jego arogancji, bucie, jego bezczelności, jego
pazerności i niczym nie uzasadnionego (zwłaszcza poziomem intelektualnym),
przekonania o własnych wyjątkowości i prawie do niezliczonej liczby
przywilejów, z jakich korzysta.
Ach, gdybyż tak Papież Leon zechciał przeczytać „Tacę”!
Ale na Kościół nie ma silnych, nie da mu rady nikt, a zwłaszcza papież. Przypadek
Jana Pawła I dowiódł, że Kościół ma całą gamę mechanizmów samoobrony przed
jakąkolwiek reformą.
9.
https://wyborcza.pl/7,75398,32916553,tsue-zabral-glos-w-sprawie-polski-sklad-sedziowski-z-neosedziami.html#s=S.TD-K.C-B.8-L.2.duzy
Nieprawidłowości przy powoływaniu sędziego mogą same w sobie wystarczyć do
podważenia jego niezawisłości - orzekł właśnie Trybunał Sprawiedliwości Unii
Europejskiej. Jak zaznaczono, chodzi o nieprawidłowości, których "waga i
charakter stwarzają ryzyko, że pozostałe władze (zwłaszcza władza wykonawcza)
zagroziły prawidłowości skutku w postaci nominacji sędziego".
Rzeczniczka generalna TSUE Tamara Ćapeta zaproponowała, by Trybunał uznał się
za niewłaściwy w sprawie dotyczącej składu orzekającego w Sądzie Najwyższym.
Jeśli jednak będzie chciał wydać wyrok, powinien uznać, że skład
"mieszany", z udziałem sędziów wadliwie wybranych, nie jest niezawisłym
sądem - dodała.
Ćapeta wydała opinię w czwartek w odpowiedzi na pytania zadane w trybie
prejudycjalnym w sprawie skutków nieprawidłowości przy powołaniu niektórych
sędziów SN. Nieprawidłowości mają związek, z tym że kandydatów na sędziów
wskazała Krajowa Rada Sądownictwa ukształtowana po 2018 roku.
Sprawa została zainicjowana w 2018 roku przez ówczesnego sędziego Sądu
Okręgowego w Krakowie, a obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.
Został on w 2018 roku przeniesiony bez jego zgody, przez ówczesnego prezesa
sądu, do orzekania w innym wydziale tego samego sądu. Odwołał się do KRS, ale
ta sprawę umorzyła. Żurek odwołał się więc do Sądu Najwyższego.
Odwołanie to miała rozpoznać Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w
SN, ale Żurek zwrócił się o wyłączenie wszystkich sędziów tej izby i wskazał na
wadliwy sposób ich powołania. Rozpoznaniem tego wniosku zajęła się z kolei Izba
Cywilna. Jej skład orzekający w trakcie rozpoznawania wniosku się zmienił,
ponieważ troje z siedmiu składu przeszło w stan spoczynku.
Ówczesna pierwsza prezeska SN Małgorzata Manowska wyznaczyła nowy
siedmioosobowy skład orzekający w Izbie Cywilnej. Znalazło się w nim tylko
troje sędziów z poprzedniego składu, w tym sędzia sprawozdawca, którzy uzyskali
powołania do pełnienia urzędu sędziego SN przed zmianami w sądownictwie. Sędzia
sprawozdawca skierował wówczas pytania do TSUE o zgodność tych zmian z prawem
UE.
Odmowa orzekania z neosędziami
W wydanej opinii Ćapeta zaproponowała sędziom Trybunału, by TSUE uznał się za
niewłaściwy w tej sprawie, ponieważ stała się ona bezprzedmiotowa ze względu na
zrzeczenie się urzędu przez sędziego. "Trybunał nie jest zaś właściwy do
wydawania opinii doradczych lub hipotetycznych w kwestiach funkcjonowania
wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich" - uznała rzeczniczka
generalna.
Żurek został przywrócony do orzekania w swoim macierzystym wydziale w Sądzie
Okręgowym w Krakowie w 2025 roku. W tym samym roku zrzekł się urzędu sędziego i
został ministrem sprawiedliwości. Ćapeta zaznaczyła, że gdyby jednak Trybunał
zdecydował się udzielić odpowiedzi na zadane mu pytania, to według niej
powinien przyjąć, że prawo UE nie pozwala na udział w składzie orzekającym osób
powołanych do SN z naruszeniem podstawowych reguł prawa krajowego. W jej ocenie
"mieszany" skład orzekający tj. taki, w którym zasiadają zarówno
sędziowie powołani prawidłowo, jak i powołani wadliwie, nie jest niezawisłym i
bezstronnym sądem w rozumieniu prawa Unii.
Ćapeta odniosła się także do pytania SN o jego wewnętrzną organizację. Według
niej unijne prawo pozbawia skuteczności decyzje dotyczące wewnętrznej
organizacji sądu, jeśli według prawa krajowego miały być one podjęte przez
sędziego, a osoba, która je podjęła, została powołana na to stanowisko w sposób
sprzeczny z prawem Unii. - Brak skuteczności decyzji o wyznaczeniu składu
orzekającego nie prowadzi jednak automatycznie do wniosku, że taki skład jest
sprzeczny z przepisami prawa lub że wydane przez ten skład orzeczenie nie
wywołuje skutków prawnych - podkreśliła rzeczniczka generalna.
Na pytanie o to, czy sędziowie mogą odmówić udziału w składzie orzekającym, w
którym zasiadają osoby powołane na stanowiska sędziów w procedurze sprzecznej z
prawem Unii, odpowiedziała twierdząco. Uznała jednak, że sędzia sprawozdawca
nie ma prawa do wyznaczania składu w takich okolicznościach. Opinie rzeczników
generalnych TSUE poprzedzają wyroki trybunału, stanowiąc propozycje
rozstrzygnięcia. Sędziowie zazwyczaj podtrzymują stanowisko przyjęte przez
rzeczników, ale nie jest to wiążące.
Sposób powołania sędziego może podważyć niezawisłość
Ponadto tego samego dnia Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił, że przebieg
procedury powołania sędziego może wystarczyć do podważenia jego niezawisłości i
bezstronności, jeśli doszło do nieprawidłowości mogących wzbudzić wątpliwości
co do wpływu innych władz na nominację.
Wyroki w dwóch sprawach zapadły w odpowiedzi na pytania prejudycjalne polskiego
Sądu Najwyższego dotyczące tzw. testu niezawisłości i bezstronności sędziego.
Chodzi o kwestionowanie okoliczności powołania części sędziów SN z udziałem
Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej na podstawie ustawy z grudnia 2017
roku.
Sąd Najwyższy zwrócił się do TSUE z pytaniami, czy same okoliczności powołania
sędziego mogą przesądzać o niespełnieniu wymogu niezależnego i bezstronnego
sądu, czy taki test może przeprowadzać skład z udziałem sędziego powołanego w
analogicznych okolicznościach oraz, czy sąd krajowy powinien pominąć przepisy
krajowe dotyczące składu orzekającego, jeśli uniemożliwiają one zapewnienie
standardów wynikających z prawa Unii.
W ogłoszonych wyrokach Trybunał przypomniał, że procedura powoływania sędziów -
ze względu na jej fundamentalne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania i
legitymizacji władzy sądowniczej - nie może doprowadzić do powstania
uzasadnionych wątpliwości co do niepodatności sędziów na czynniki zewnętrzne
ani ich neutralności.
Zaznaczył jednocześnie, że nie każde uchybienie w trakcie tej procedury może
rodzić wątpliwości tego rodzaju. "Dopiero nieprawidłowości, których waga i
charakter stwarzają ryzyko, że pozostałe władze (zwłaszcza władza wykonawcza)
zagroziły prawidłowości skutku w postaci nominacji sędziego, mogą same w sobie
wystarczyć do zakwestionowania niezawisłości i bezstronności sędziego
powołanego w tym trybie" - zdecydował Trybunał.
TSUE orzekł także, że unijne prawo sprzeciwia się także temu, by badanie
spełnienia wymogów niezawisłości i bezstronności sędziego było powierzone
składowi orzekającemu, w którym zasiada choćby jeden sędzia, którego powołanie
nastąpiło w tych samych okolicznościach co sędziego, którego dotyczy to
badanie.
10.
Oburzenie wywołane zwolnieniem ministra obrony Ukrainy przyćmiło ostatnią
wizytę Starmera jako premiera
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jul/16/europe-ukraine-russia-zelenskyy-starmer-macron-merz-latest-news-updates
Tysiące ludzi przyłączyło się do protestów w Kijowie i innych ukraińskich
miastach przeciwko decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o odwołaniu
popularnego ministra obrony kraju Mychajły Fiodorowa.
Narastający kryzys polityczny w kraju przyćmił pożegnalną wizytę Keira Starmera
w Kijowie. Obaj przywódcy podkreślili wówczas siłę powiązań między Wielką
Brytanią a Ukrainą, a Zełenski wyraził nadzieję na podtrzymanie tych relacji z
nowym premierem Andym Burnhamem.
Odrębnie, parlament ukraiński zatwierdził kandydaturę Siergieja Koreckiego na
stanowisko nowego premiera kraju.
Wołodymyr Zełenski bronił swojej decyzji o odwołaniu popularnego ministra
obrony kraju Mychajły Fiodorowa i potwierdził doniesienia, że stosunki między
ministerstwem a najwyższym dowództwem armii kraju uległy pogorszeniu.
Przemawiając na konferencji prasowej w Kijowie z udziałem brytyjskiego premiera
Keira Starmera, Zełenski powiedział, że między Fiodorowem – powszechnie
postrzeganym jako reformator i modernizator – a głównodowodzącym sił zbrojnych,
generałem pułkownikiem Ołeksandrem Syrskim, odbył się „trudny dialog”.
„Bardzo bym chciał zobaczyć jedność. Strony jej nie znalazły. A problem leży
nie tylko po stronie stron, ale i po mojej stronie” – powiedział Zełenski. „Ale
sprawy mają się tak, jak się mają. I w takiej sytuacji masz wybór: albo jedna,
albo druga strona”.
Ukraiński biznesmen, który przeżył zamach w Monako, oskarżył ukraiński wywiad
wojskowy o zorganizowanie ataku.
UE nie zdołała uzgodnić najnowszej rundy sankcji wobec Kremla, ani podjąć
tymczasowej decyzji o utrzymaniu obecnego limitu cen ropy rosyjskiej w
wysokości 44,10 dolarów za baryłkę do 23 lipca, w oczekiwaniu na kolejną próbę
sfinalizowania tych środków.
11.
https://wyborcza.pl/7,75399,32916970,zdymisjonowany-ukrainski-minister-obrony-krytykuje-naczelne.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
Mychajło Fedorow po dymisji skrytykował system kierowania armią i wskazał na
główne problemy z jakimi zetknął się podczas pół roku kierowania Ministerstwem
Obrony.
Podczas, gdy w centrum Kijowa i innych miastach Ukrainy trwały akcje poparcia
dla byłego ministra obrony (16.07), sam Mychajło Fedorow spotkał się z
dziennikarzami na otwartym briefingu. Od razu należy zaznaczyć, że wcześniej
minister wolał spotkania z dziennikarzami w formacie off the record.
Były minister obrony oświadczył, że proponował prezydentowi Wołodymyrowi
Zełenskiemu zastąpienie głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Oleksandra
Syrskiego oraz szefa sztabu Andrija Hnatowa. Jego zdaniem to potrzebne, „jeśli
chcemy pokonać wroga w sposób asymetryczny, przy minimalnych stratach".
Fedorow potwierdził, że między nim a Syrskim istnieje osobisty konflikt, ale
dodał też, że był gotowy pracować z nim dalej. Jednak, jego zdaniem, Syrski
zajmował się intrygami. Według Fedorowa Syrski "wymyślił, jak podzielić
kraj"
Były minister dodał również, że kiedy Zełenski nie zechciał zwolnić Syrskiego,
to pogodził się z tym i nie stawiał warunku „albo ja, albo Syrski".
Fedorow podkreślił również, że naczelny dowódca w 2022 roku zrobił wiele dla
ratunku kraju, kierując na przykład obroną Kijowa.
- Nie możemy nie doceniać takiego dowódcy, ale wojna się zmieniła. Dron zmienił
wszystko. System dowodzenia uległ zmianie i nie możemy działać tak, jak wtedy -
tłumaczył były minister.
11 punktów Fedorowa. Burza po dymisji ukraińskiego ministra obrony
Fedorow zaznaczył, że już po pierwszym miesiącu pracy na czele ministerstwa
obrony zobaczył 11 dużych problemów w dowodzeniu Siłami Obrony i systemie
władzy.
1. Ukraińska armia wciąż walczy na poziomie taktycznym, chociaż ostatnio
zaczęła działać poziomie na operacyjnym.
2. Nie do końca udało się przejść na system korpusów. Przy tym są „korpusy
odnoszące sukcesy, które co miesiąc posuwają się naprzód i nie tracą
terytorium, a także korpusy, w których co miesiąc zmieniają się dowódcy".
3. Brak jasnej struktury dowodzenia. „Są brygady, które nie potrafią nawet
ustalić, ile mają batalionów; batalion wyrywa się z jednej brygady i dołącza do
innej".
4. Brak odpowiedzialności, którą w razie błędów dowódcy przerzucają na
podwładnych.
5. Problemy z dostawami zakupionego uzbrojenia do jednostek - zdaniem Fedorowa
rozdzielane w ręcznym trybie.
6. Ciągła zmiana dowódców jednostek.
7. Izolowanie i niszczenie żołnierzy, którzy chcą się rozwijać.
8. Problemy z realizacją systemowych projektów.
9. Niepotrzebne straty.
10. Blokowanie inicjatyw i „biurokratyczna potyczka". Fedorow stwierdził,
że w ciągu sześciu miesięcy nie udało się zmienić struktury organizacyjne ze
względu na blokadę ze strony Sztabu Generalnego.
11. Intrygi. Fedorow stwierdził, że dotyczyły również jego osoby, kiedy
zarzucano mu różne nieprawdziwe historie.
Były minister, a faktycznie do zatwierdzenia nowego - pełniący obowiązki,
podkreślił, że proponował zmiany dotyczące wszystkich wskazanych przez niego
punktów.
12.
https://wyborcza.pl/7,75399,32916621,ukraina-nowy-premier-na-ciezka-zime.html#s=S.TD-K.C-B.7-L.2.duzy
Występując w ukraińskim parlamencie w czwartek (16.07) przed głosowaniem nad
powołaniem premiera, Korecki oświadczył, że kolejna zima może być jeszcze
cięższa od poprzedniej, dlatego przygotowania do niej będą należały do
kluczowych zadań jego rządu.
- Doskonale zdaję sobie sprawę, że ta zima może być jeszcze trudniejsza.
Dlatego musimy być zjednoczeni i zdecydowani, aby chronić ludzi i zapewnić
funkcjonowanie systemów podtrzymujących życie państwa - zapowiedział kandydat
na premiera.
Wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski wysuwając kandydaturę Koreckiego na
nowego premiera również argumentował to potrzebą zmierzenia się z wyzwaniami
związanymi z najbliższą zimą.
- Skoro zbliża się zima, musimy się do niej przygotować. Przygotowujemy się już
od dawna, ale priorytety są jasne. Dlatego Serhij Korecki, po przeprowadzeniu
wszystkich konsultacji, jest prawdopodobnie osobą najlepiej przygotowaną do
objęcia stanowiska premiera Ukrainy - tłumaczył swój wybór Zełenski 15 lipca.
Korecki w parlamencie zapowiedział również, że rząd będzie koncentrował się na
wspieraniu Sił Obronnych, rozbudowie kompleksu wojskowo-przemysłowego, wsparciu
ludności oraz wzmocnieniu ochrony socjalnej, zwłaszcza w społecznościach
położonych w pobliżu linii frontu.
Wśród priorytetów znajdzie się również rozwijanie współpracy z partnerami,
pozyskiwanie dalszej pomocy międzynarodowej oraz integracja Ukrainy z UE.
Wśród kluczowych zadań Korecki wymienia przygotowania do nadchodzącej zimy,
wsparcie dla przedsiębiorstw, zacieśnienie współpracy z partnerami,
pozyskiwanie i efektywne wykorzystanie pomocy międzynarodowej oraz
przystąpienie Ukrainy do UE.
Nowy premier Ukrainy. Od ochroniarza do top menadżera
Serhij Korecki urodził się w 1978 roku w Łucku i tam rozpoczął swoją karierę
zawodową. Pracować zaczął jeszcze podczas studiów. Sam Korecki w jednym z
późniejszych wywiadów powiedział, że w wieku 19 lat zatrudnił się jako
ochroniarz w holdingu Continuum, który powstał na Wołyniu i zarządza m.in.
wielką siecią stacji benzynowych WOG. Po pewnym czasie Korecki poprosił tam o
inną posadę i wkrótce zaczął zajmować się księgowością. A dwa lata później
został już dyrektorem departamentu analitycznego, a następnie dyrektorem
finansowym spółki.
Jak piszą ukraińskie media, na początku lat 2000, Korecki zbliżył się do
jednego z współwłaścicieli firmy Ihora Jeremejewa.
W roku 2007, w wieku 29 lat został dyrektorem generalnym spółki zarządzającej
holdingiem i kierował nią do 2013 roku. W tamtym czasie wchodziło do niego 200
różnych firm w różnych regionach Ukrainy, w tym takie silne marki jak: stacje
benzynowe WOG, firma mleczarska Hałyczyna, rafineria ropy naftowej w Chersoniu,
producent serów Komo, dystrybutor energii elektrycznej na Wołyniu i inne.
Kariera nowego premiera Ukrainy. Stacje benzynowe, które polubili Ukraińcy
W 2013 roku Korecki został dyrektorem generalnym sieci stacji benzynowych WOG.
W tamtym czasie nie wyrastały one ponad wewnętrzną konkurencję, ale nowy szef
zainicjował zmiany, które sprawiły, że WOG stał się wzorcem w sektorze
sprzedaży paliwa.
Przy stacjach zaczęły zjawiać się WOG Cafe z kawą, hot dogami i innym
jedzeniem. „Forbes Ukraina" napisała, że Korecki sam testował smaki hot
dogów i kawy, zwracając uwagę na każdy szczegół. Zmiany zakończyły się sukcesem
i udział sprzedaży produktów niezwiązanych z paliwem w ogólnej strukturze
sprzedaży wzrósł z 3 proc. do 30 proc.
W tamtym czasie w WOG wprowadzono zasadę, że każdy menadżer wysokiego szczebla
przez kilka dni w roku miał pracować na którejś stacji na kasie albo
bezpośrednio przy nalewaniu paliwa z dystrybutora. I Korecki też tak pracował.
Pewnego razu tankował Lanosa. Powiedział do właściciela: „Słuchaj, masz taki
ładny samochód. Od razu widać, że o niego dbasz". Mężczyzna wyjął jedną
lub dwie hrywny, włożył mu je do ręki i powiedział: „Trzymaj, synku, kiedyś też
sobie taki kupisz"
- wspominał niedawno w telewizji publicznej Supsilne były dyrektor WOG ds.
marketingu Witalij Tkaczenko.
Nowy premier Ukrainy. Przez benzynę do kawy
Po śmierci jednego z właścicieli Continnum atmosfera w firmie zaczęła się psuć
i w 2018 roku Korecki opuścił WOG.
W 2019 roku zdecydował się na działalność w nowej branży i stworzył firmę
Idealist Coffee Co, która stworzyła pełny cykl produkcji kawy i sieć kawiarni.
Forma stała się największym producentem kawy typu drip w Ukrainie. Można jej
spróbować w pociągach Ukraińskich Kolei, a kawiarnie znajdują się również na
niektórych dworcach kolejowych.
W 2024 roku tylko Kijowie działało 10 kawiarni Idealist. Sam Korecki wyszedł z
tego biznesu w 2021 r. Do dziś biznesem kawowym zajmuje się jego rodzina.
Korecki w roku 2019 został jednym z współzałożycieli spółki zajmującej się
obrotem energią elektryczną Centurion Group SA i do listopada 2022 roku
przewodniczącym zarządu.
Serhij Korecki. Od kawy do sektora państwowego
W 2022 roku nowy premier przeszedł do państwowego sektora paliwowego. W
listopadzie 2022 roku został dyrektorem dwóch dużych i związanych ze sobą
przedsiębiorstw: Ukrnafty – największego ukraińskiego przedsiębiorstwa
zajmującego się wydobyciem ropy naftowej i gazu, oraz Ukrtatnafty, która jest
jednym z największych producentów produktów naftowych. Firmy te wcześniej
należały do oligarchy Ihora Kołomojskiego i zostały znacjonalizowane.
Eksperci podkreślają, że pod jego kierowaniem przynosząca wcześniej straty
spółka Ukrnafta stała się jedną z najbardziej dochodowych ukraińskich firm.
Przeciętny Ukrainiec odczuwa te zmiany, korzystając z stacji benzynowych
Ukrnafty. Wcześniej były zaniedbane i znajdowały się w słabych lokalizacjach,
często poza głównymi drogami.
Korecki wdrożył tu doświadczenie z WOG: ulepszył obsługę i rozszerzył inną niż
sprzedaż paliw działalność stacji. Na wielu z nich można teraz również wypić
dobrą kawę i coś zjeść. Do tego zwiększyła się sama sieć. Najpierw Ukrnafta
otrzymała skonfiskowaną przez państwo sieć stacji Glusco należących do Wiktora
Medwedczuka, tzw. kuma Putina, który jako zdrajca został wymieniony na
ukraińskich jeńców i przekazany Rosji. Później Korecki przekonał rząd do kupna
stacji Shell, po tym jak sieć zaczęła ograniczać swoja działalność w Ukrainie.
Obecnie paliwo sprzedawane na stacjach Ukrnafty jest w czołówce najlepszych
jakościowo i sprzedawane z minimalną marżą. Dlatego ceny paliwa są tam o kilka
hrywien niższe niż na przykład na stacjach WOG.
Wiosną 2025 roku, Korecki został wybrany prezesem Naftohaz Ukrainy,
największego państwowego koncernu paliwowo-energetycznego. To był trudny moment
w historii firmy: niemal puste magazyny gazu i zniszczone przez Rosjan
instalacje wydobywcze. A jednak Naftohaz pod jego zarządem przeszedł najcięższą
zimę w historii Ukrainy.
„Ukraińska Prawda" napisała w poniedziałek (13.07), że Zełenski uważnie
obserwował w ostatnich latach Koreckiego i uznał go za jednego z najlepszych
menadżerów państwowych.
Serhij Korecki premierem Ukrainy. Kim jest nowy lider rządu?
Wielu komentatorów zwraca uwagę, że nowy premier nie ma doświadczenia
politycznego. Apolityczny premier z jednej strony w sytuacji wojny to raczej
plus, ale z drugiej, na takim stanowisku uciec od polityki się nie da.
Zresztą na razie nie wiadomo, czy premierostwo nie rozbudzi politycznych
ambicji Koreckiego. Tym bardziej, że wcześniej próbował on już swoich sił w
polityce, co prawda krótko i niezbyt skutecznie.
W roku 2002 jeden z współzałożycieli holdingu Continuum Ihor Jeremejew został
deputowanym Rady najwyższej Ukrainy, a Korecki jego asystentem.
W 2006 roku przyszły premier spróbował sił w wielkiej polityce i wystartował w
wyborach parlamentarnych i do wołyńskiej państwowej rady obwodowej z list Bloku
Ludowego, byłego przewodniczącego Rady najwyższej Wołodymyra Łytwyna. Blok nie
przekroczył jednak progu wyborczego.
Nowy premier Ukrainy. Finansowa przyszłość zabezpieczona
Premier, który pracował przez tyle lat na wysokich posadach jest zamożną osobą.
Zgodnie z deklaracją za rok 2025, dochód jego rodziny wniósł 34 mln hrywien
(ponad 2 mln 800 tys. zł). Z nich niemal 30 mln zarobił sam Korecki.
Na kontach bankowych nowy szef rządu trzyma w ubiegłym roku: 527,8 tys. euro,
331,4 tys. dolarów i 1 mln hrywien. Do tego zadeklarował duże sumy gotówki: 1
mln euro i 275 tys. dolarów. Oprócz tego udzielił pożyczek osobom trzecim na
sumy: 42 mln hrywien i 2,25 mln dolarów.
Jego córka posiada mieszkanie w Kijowie o powierzchni 234 metrów kwadratowych,
a w deklaracji znalazł się też dom w elitarnej wsi Kozyn pod Kijowem.
Dziennikarze zwrócili również uwagę, że posiada on ponad 26 hektarów ziemi, ale
znajdują się on w obwodzie donieckim w pobliżu Konstantynówki i Drużkowki,
czyli tam, gdzie trwają obecnie działania bojowe. Korecki w lipcu pozostawał
jeszcze współwłaścicielem kilku firm.
W deklaracji za ubiegły rok wymienione są również luksusowe przedmioty w tym
biżuteria. Żona Iryna Korecka w roku 2024 kupiła bransoletkę marki Cartier z
diamentami o wartości 2 mln hrywien.
Ukraina komentuje wybór nowego premiera. "Dyplomata z dobrą intuicją"
Komentatorzy podkreślają, że nowy premier jest technokratą i pracoholikiem.
Agencja RBK-Ukraina, które porozmawiała z kilkoma osobami znającymi premiera,
wskazuje, że potrafi on „wyjaśniać skomplikowane zagadnienia prostym językiem,
nie w sposób suchy, ale z odpowiednią dozą emocji i w przystępny sposób".
Ma to ułatwiać jego komunikację z prezydentem. Posiada również talent
dyplomatyczny, który zaprezentował podczas rozmów z USA w sprawie importu gazu.
Ma dobrą intuicję. Wyczuwa, kiedy należy postępować delikatnie, a kiedy –
stanowczo. Taka intuicja zawsze się przydaje. Widać, że prezydent czuje się w
towarzystwie Koreckiego całkiem swobodnie
– powiedział jeden z rozmówców serwisu RBK-Ukraina.
Rozmówcy agencji są zgodni, że Korecki raczej nie będzie oponował prezydentowi.
Jednak w odróżnieniu od poprzedniczki Juli Swyrydenko, może otrzymać więcej
swobody działania, w zamian ekipa prezydencka będzie oczekiwać odpowiednich
rezultatów, które będą pozytywnie wpływały na ranking władzy.
Jednak według portalu telewizji Suspilne, Korecki już pokazał, że potrafi
oponować Zełenskiemu. Po aferze korupcyjnej i śledztwie Midas jesienią
ubiegłego roku nie zgodził się przyjąć zwolnionego stanowiska ministra
gospodarki.
13.
Ujawniono: jak najpotężniejsze lobby rolnicze w Europie zablokowało unijne
prawo dotyczące pestycydów
Tylko u nas: Dokumenty wysokiego szczebla pokazują, w jaki sposób Copa Cogeca
pracowała nad osłabieniem przepisów mających na celu ochronę klimatu i dzikiej
przyrody
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/16/how-europe-most-powerful-farming-lobby-copa-cogeca-killed-eu-pesticide-law
Niedawno ujawnione dokumenty pochodzące z wnętrza najpotężniejszego lobby
rolniczego w Europie pokazują, w jaki sposób opóźniło, zniweczyło i obaliło
niektóre z najbardziej radykalnych reform rolniczych w historii UE, w tym plan
zmniejszenia o połowę stosowania pestycydów.
Copa Cogeca określa się jako głos 22 milionów rolników z całego kontynentu i
cieszy się niezrównanym dostępem do prawodawców UE. Jest nawet nazywana
„partnerem w kształtowaniu polityki”.
Kiedy więc w 2020 roku UE w odpowiedzi na obawy dotyczące załamania klimatu i
kryzysu naturalnego zainicjowała plany radykalnych reform w rolnictwie, Copa
Cogeca wkroczyła do akcji i w lutym 2021 roku przedstawiła swoją strategię
lobbingową. Dziesiątki dokumentów rejestrujących wewnętrzne spotkania Copa
Cogeca, pozyskane przez Grilled – projekt dziennikarstwa śledczego skupiającego
się na systemach żywnościowych – oraz The Guardian, dają nam wgląd w wewnętrzne
funkcjonowanie firmy lobbingowej.
Jak powiedział członkom Komitetu Copa Cogeca ówczesny sekretarz generalny Pekka
Pesonen, kontrowersyjne produkty zwierzęce – takie jak foie gras czy futro –
będą bronione „w taki sam sposób jak tytoń”.
Kluczowym celem UE było ograniczenie stosowania pestycydów o połowę w celu
ochrony bioróżnorodności. Jak wynika z dokumentów, reakcja Copa Cogeca polegała
na połączeniu taktyki opóźniania z nasilonymi działaniami lobbingowymi.
„Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w 2024 roku” – czytamy w notatce
z września 2022 roku. „Być może warto poczekać do tego czasu. Musimy zmusić
Komisję [Europejską] do porzucenia jej celów”.
Na tym samym spotkaniu grupa lobbystyczna postanowiła zażądać nowej oceny
skutków tej polityki, którą Komisja przeprowadziła pod koniec roku, co
spowolniło proces kształtowania polityki o sześć miesięcy. Następnej wiosny
grupa odrzuciła sprawozdanie Parlamentu Europejskiego w sprawie tej polityki
jako „obraźliwe”, a jej członkowie przedstawili ambasadorom UE na spotkaniu
Copa Cogeca prywatnie zlecone badania, podkreślające skutki gospodarcze.
Państwa członkowskie, jak wynika z protokołów, „wykazały zrozumienie”.
Dokumenty ujawniają również lobbing organizacji na rzecz ochrony stosowania
pestycydów szkodliwych dla pszczół oraz glifosatu, który Światowa Organizacja
Zdrowia (WHO) sklasyfikowała jako prawdopodobnie rakotwórczy. Sekretariat
zaapelował do członków o „wywarcie presji na stałe przedstawicielstwa, aby
poparły” odnowienie licencji na glifosat. „Copa Cogeca wyśle list do stałych
przedstawicielstw”.
Thomas Waitz, austriacki europoseł z ramienia Zielonych, zasiadający w Komisji
Rolnictwa, powiedział: „Copa Cogeca skupia się na sabotowaniu, opóźnianiu i
ostatecznie eliminowaniu regulacji dotyczących zrównoważonego stosowania
pestycydów. Działają w interesie dużych międzynarodowych koncernów
agrochemicznych, a przeciwko dobru małych i średnich rolników”.
Przepisy dotyczące pestycydów zostały wycofane w lutym 2024 r., zaledwie kilka
miesięcy przed wyborami, które Copa Cogeca celowo opóźniała.
UE debatuje obecnie nad propozycją, która zniosłaby obowiązek okresowych
ponownych ocen bezpieczeństwa pestycydów już obecnych na rynku.
Ograniczenie spożycia czerwonego mięsa było również priorytetem. Każdego roku
UE wydaje setki milionów euro na promocję produktów rolnych, w tym na kampanię
„Zostań Beefatarianinem” z 2020 roku, która wywołała oburzenie wśród
aktywistów. Kiedy Komisja zaproponowała ograniczenie finansowania z czerwonego
i przetworzonego mięsa w ramach planu walki z rakiem, Copa Cogeca uznała to za
zagrożenie egzystencjalne.
„Nie mówimy tu tylko o polityce promocyjnej” – powiedzieli urzędnicy na
spotkaniu w styczniu 2022 roku. „Jeśli mięso będzie tam traktowane w ten
sposób, rozprzestrzeni się to również na inne polityki”.
Copa Cogeca skoordynowała działania trzech wyznaczonych komisarzy, aby
zakwestionować nowe wytyczne, pozyskała lobby winiarskie i alkoholowe jako
sojuszników i wezwała swoich członków do wywierania presji na rządy krajowe w
celu zniesienia ograniczeń. W następnym roku środki zostały osłabione. Rok
później kryteria zdrowotne zostały po cichu zniesione. Werdykt Copa Cogeca:
„Lobbing przyniósł owoce”.
Copa Cogeca szybko zareagowała, aby złagodzić przepisy dotyczące ferm
przemysłowych, zanim opinia publiczna je poznała. Wewnętrzna notatka służbowa z
2022 roku stwierdza, że listy do wysokich rangą komisarzy doprowadziły do
podniesienia o 50% progu uznawania ferm przemysłowych – w oparciu o liczbę
hodowanych zwierząt – przed opublikowaniem wniosku. Analiza wykazała, że zmiana
ta kosztowała społeczeństwo 1,8 mld euro (1,5 mld funtów) rocznie w postaci
utraconych korzyści zdrowotnych.
To był dopiero początek trwającej wiele lat operacji. Parlamentarzystów zabrano
na zorganizowane wizyty w gospodarstwach rolnych w Belgii. Rozpoczęto kampanie
medialne. Listy do ambasadorów UE wysłano przed kluczowymi głosowaniami w
Radzie Europejskiej. W dniu ostatecznego głosowania parlamentarnego traktory i
zaproszeni posłowie do Parlamentu Europejskiego zgromadzili się przed
Parlamentem Europejskim w Strasburgu, a „na dużym ekranie transmitowano
głosowanie w sprawie dyrektywy IED [o emisjach przemysłowych]”.
Ostateczna wersja ustawy była jeszcze słabsza, znacząco podnosząc progi dla
ferm drobiu i trzody chlewnej oraz całkowicie wykluczając bydło. Pierwotny
projekt ustawy obejmowałby jedynie około 1% europejskich ferm bydła. Marco
Contiero, dyrektor ds. polityki rolnej w Greenpeace EU, powiedział, że Copa
Cogeca „postanowiła chronić niewielką grupę wysoce uprzemysłowionych operatorów
odpowiedzialnych za nieproporcjonalnie dużą część zanieczyszczeń”, zamiast
bronić większości europejskich rolników.
W kwestii dobrostanu zwierząt, prywatne oświadczenia Copa Cogeca i jej
publiczne stanowiska przedstawiają rozbieżne historie. Na wewnętrznym spotkaniu
w 2021 roku jeden z urzędników stwierdził, że branża mogłaby natychmiast
porzucić chów klatkowy, gdyby otrzymała wsparcie finansowe. Jednak stanowisko
lobbingowe Copa Cogeca domagało się okresu przejściowego trwającego do 15 lat.
Oczekuje się, że Komisja Europejska ogłosi plany stopniowego wycofywania chowu
klatkowego dla kur niosek do końca 2026 roku, lata po pierwotnym zobowiązaniu.
W kwestii wilków, Copa Cogeca przez lata próbowała pozbawić te zwierzęta
statusu chronionego w unijnym prawie ochrony przyrody. Cel ten, prywatnie
określany przez jej własnych urzędników jako „prawdopodobnie naiwny”, ponieważ
dyrektywa pozostawała nietknięta przez 30 lat. Jednak we wrześniu 2024 roku
prezydium ogłosiło: „Ważne zwycięstwo lobbingowe. Walka zakończona”. Dyrektywa
siedliskowa została zmieniona w czerwcu 2025 roku. Dokumenty Copa Cogeca
pokazują, że organizacja natychmiast rozpoczęła sporządzanie listy innych
zwierząt i ptaków, które chciała objąć ochroną w następnej kolejności.
Mimo wielokrotnych próśb o komentarz, Copa Cogeca nie odpowiedziała.
Rzecznik Komisji Europejskiej stwierdził, że decyzje podejmowane są „na
warunkach Europy, zgodnie z europejskimi zasadami i w europejskim interesie”.
„W interesie wielkiego rolnictwa nie leży uproszczenie Zielonego Ładu” –
powiedziała Delara Burkhardt, niemiecka europosłanka z Komisji Środowiska.
„Chcą go zdemontować”.
14.
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,32915253,slaby-ratusz-slaby-trzaskowski-ciche-dni-miedzy-prezydentem.html
o zwolnieniu dwóch wiceprezydentek ratusz Rafała Trzaskowskiego jest
bezprecedensowo słaby. Słabość nie jest atutem w polityce. Dystans między
prezydentem Warszawy a Koalicją Obywatelską rośnie.
W środę Rafał Trzaskowski przedstawił dwie nowe wiceprezydentki. Jedną z nich
jest Izabela Marcewicz-Jendrysik, menedżerka zdrowia i doradca personalny.
"Doświadczasz samotności w roli lidera? (...) Masz wrażenie, że Twój
zespół nie działa tak, jakbyś chciał? Relacje w zespole bywają napięte, a
współpraca zamiast napędzać - męczy? Wiesz, że potencjał jest ogromny, ale
trudno Ci go w pełni uruchomić?" - tak zwracała się do potencjalnych
klientów przyszła pani wiceprezydent. Brzmi to trochę jak opis sytuacji, w
której znalazł się prezydent Warszawy.
Kryzys ze Szpitalem Południowym zachwiał pozycją Trzaskowskiego
W ciągu ostatniego miesiąca na jaw wychodziły kolejne nadużycia w Szpitalu
Południowym. To nie jest tylko jedna z wielu lecznic. Trzaskowski wielokrotnie
chwalił się tą placówką. Zresztą w jakiejś mierze słusznie - to jeden z kilku
takich obiektów w III RP, zbudowany od zera, nie w wyniku przebudowy czy
rozbudowy istniejącego gmachu.
Budowę zaczęła jeszcze prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, do użytku został
oddany za kadencji Rafała Trzaskowskiego. Od razu na wstępie stołeczny samorząd
musiał stoczyć o niego walkę z rządem Mateusza Morawieckiego. Rząd chciał
przejąć kontrolę nad obiektem w czasie epidemii koronawirusa.
Ale kilka tygodni temu szpital stał się obciążeniem dla prezydenta Warszawy.
Okazało się, że dochodziło w nim do wielu nadużyć. Niesłychany rozgłos zdobyła
sprawa Dawida Kacprzyka, lekarza-działacza KO, który w rok zarobił 1,6 mln zł,
oszukując na dyżurach. Potem doszły do tego zarzuty portalu zero.pl - nigdy
nieudowodnione ani niepoparte nazwiskami - o to, że w szpitalu działał tzw.
salonik VIP, w którym działacze KO mogli liczyć na szybszą obsługę.
Do tego jeszcze były ordynator chirurgii twierdził, że z powodu zaniedbań w
szpitalu dochodziło do zgonów pacjentów, a szef prosektorium zachowywał się
nieetycznie. I wciąż jeszcze wychodzą kolejne sprawy, na przykład raport NIK
wskazał, że były przypadki lekarzy, którzy jednocześnie mieli dyżury komercyjne
i na NFZ.
Dymisje dwóch wiceprezydentek, ultimatum dla działaczy
Trzaskowski pozostawał cały czas o krok z tyłu za rozwojem wydarzeń: gdy
szpital zwalniał Kacprzyka, mówiono już o zaniedbaniach całego szpitala. Gdy
prezydent zwolnił cały zarząd szpitala, mówiono, że skala nieprawidłowości była
tak duża, że powinna zostać wyciągnięta polityczna odpowiedzialność. Gdy
Trzaskowski wyrzucił wszystkich polityków z rad nadzorczych szpitali, podsycił
tylko zarzut o tym, że szpitale i miejskie spółki były źródłem partyjnych
synekur.
W trakcie tego przedłużającego się kryzysu głos kilkakrotnie zabierał premier
Donald Tusk. Krytykował funkcjonowanie Szpitala Południowego, sugerował
podjęcie decyzji personalnych.
I w końcu na początku lipca 2026 r. Trzaskowski zwolnił dwie swoje
zastępczynie, tłumacząc to "najwyższymi standardami
odpowiedzialności". To największy kryzys w stołecznym ratuszu od dekady. W
2016 r., po wybuchu afery reprywatyzacyjnej ówczesna prezydent Hanna
Gronkiewicz-Waltz też zwolniła dwóch wiceprezydentów, żeby zasygnalizować nowe
otwarcie. Nic to nie dało, jej prezydentura już do końca przyćmiona była aferą.
Rozczarowanie tym, jak Trzaskowski rozegrał kryzys ze szpitalem
To nie jest pierwszy kryzys Trzaskowskiego w stołecznym ratuszu. Dość
przypomnieć sprawę dwóch awarii kolektora ściekowego pod dnem Wisły i lawinę
ataków ze strony rządzącego wówczas PiS i kontrolowanych przez tę partię
mediów. Ale wtedy cała Koalicja Obywatelska stała murem za Trzaskowskim, nie
krytykowano sposobu, w jaki reagował na katastrofę budowlaną, nikt nie
sugerował w mediach, że prezydent Warszawy powinien zareagować dymisjami wśród
urzędników wysokiego szczebla.
Dziś sytuacja jest inna. Od czasu przegranych przez Trzaskowskiego wyborów
prezydenta RP w Koalicji Obywatelskiej panuje rozczarowanie Trzaskowskim.
Został zmarginalizowany w partii. Nawet miejscy radni przestali się kryć z tym,
że mniej się liczą z prezydentem Warszawy, niż z Marcinem Kierwińskim, szefem
warszawskich struktur KO, czy wręcz z Jarosławem Szostakowskim, prawą ręką
Kierwińskiego, szefem klubu KO w Radzie Warszawy. Wyszło to na jaw na przykład
jesienią 2025 r., gdy Trzaskowskiego radni zmusili do wycofania jego projektu
uchwały o nocnej ciszy alkoholowej.
Radni zresztą strzelili sobie wtedy w stopę, bo to Trzaskowski trafnie ocenił
oczekiwania Warszawiaków. Tusk też wprost zbeształ stołecznych samorządowców. I
radni jak niepyszni kilka miesięcy później uchwalili nocny zakaz sprzedaży
alkoholu.
Jeśli Trzaskowski odbudował wtedy trochę swój autorytet, sprawa Szpitala
Południowego go zrujnowała. W warszawskiej KO dość powszechna jest opinia, że
prezydent Warszawy spanikował, wyrzucając dwie wiceprezydentki.
Trzaskowski wyrzuca wiceprezydentki, a w dzielnicy radni KO bronią burmistrza
Widać to było po poniedziałkowej sesji rady dzielnicy Ursynów. Rozpatrywano tam
wniosek opozycji o dymisję burmistrza Roberta Kempy (KO), który był szefem rady
nadzorczej Szpitala Południowego. Choć za samo członkostwo w tej radzie
Trzaskowski zdymisjonował swoją zastępczynię, Aldonę Machnowską-Górę, to
burmistrza Ursynowa radni KO nie pozwolili ukarać.
- Bo ma polityczny parasol Marcina Kierwińskiego - mówi warszawska opozycja.
Nie da się ukryć: gdyby szef warszawskich struktur KO uznał, że dymisja Kempy
jest niezbędna, zostałby odwołany, a wniosek o dymisję szybciej złożyliby
dzielnicowi radni KO, niż opozycja.
W warszawskiej KO szemranie po zapowiedzi odpolitycznienia miejskich spółek
Ze zrozumiałych przyczyn krytykowana jest też decyzja prezydenta miasta o
odpolitycznieniu miejskich spółek. Na tej samej konferencji, na której zwolnił
wiceprezydentki, Trzaskowski ogłosił, że do końca lipca wszyscy działacze
partyjni mają wybór: legitymacja, albo miejsca w zarządach i radach nadzorczych
miejskich spółek.
Ta krytyka jest też wyrażana publicznie. Dariusz Rosati, były poseł KO, napisał
kilka dni temu na Facebooku: "Moim zdaniem domaganie się od członków
partii, aby zrzekli się funkcji w samorządzie (albo odwrotnie - zrezygnowali z
członkostwa w partii) to krok niepotrzebny i w istocie szkodliwy dla
efektywnego działania samorządu. Może też prowadzić do wewnętrznego osłabienia
partii (w tym przypadku KO)".
Rosati dowodził, że "»karanie« za samo członkostwo w partii jest
nieuzasadnione. Warszawa pozbyłaby się w ten sposób wielu wartościowych
menadżerów i fachowców". I przekonywał, że zakaz łączenia stanowisk w
samorządzie z członkostwem w partii jest "niepotrzebnym populizmem".
Rosati powiedział na głos to, co po cichu mówi wielu stołecznych działaczy KO.
Od warszawskich samorządowców słyszałem też narzekania, że Trzaskowski
niepotrzebnie rozciągnął usuwanie działaczy ze spółek aż na miesiąc. W ten
sposób, ich zdaniem, przedłuża tylko kryzys wizerunkowy.
Czyszczenie spółek z działaczy KO pcha Trzaskowskiego na kurs kolizyjny z
Marcinem Kierwińskim. Nie jest oczywiście tak, że szef warszawskich struktur KO
decyduje o każdej posadzie w miejskich spółkach. Ale kontroluje szczeble władzy
w warszawskiej KO i w ten sposób ma wpływ na ruchy kadrowe w spółkach, To
tajemnica poliszynela i jedno ze źródeł niekwestionowanej pozycji Kierwińskiego
w partii.
Dystans między Trzaskowskim a KO rośnie
Można odnieść wrażenie, że podczas kryzysu ze Szpitalem Południowym KO zrobiła
krok wstecz, odsuwając się od Rafała Trzaskowskiego. Tusk wyraźnie sygnalizuje
niezadowolenie, radni ani politycy KO nie towarzyszą prezydentowi Warszawy na
konferencjach.
W KO nie było kolejki chętnych do starań o wiceprezydenturę. Widać to choćby po
tym, że nowe wiceprezydentki Trzaskowski powołał bardzo szybko, po zaledwie
kilkunastu dniach. Poprzednie wakaty na tym stanowisku uzgadniał z KO
miesiącami.
Dwie nowe zastępczynie Trzaskowskiego: Magdalena Młochowska i wspomniana
wcześniej Izabela Marcewicz-Jendrysik są urzędniczkami, nie polityczkami. Nie
udzielały się w warszawskiej KO. Zostały wybrane dlatego, że prezydent im ufa.
W ten sposób powstał najbardziej "autorski" zarząd miasta, od kiedy
prezydentem Warszawy został Trzaskowski. Jedyną łączniczką z KO pozostaje
wiceprezydentka Karolina Bober, uważana za osobę, której ufa Kierwiński.
Karuzela personalna w ratuszu osłabia Trzaskowskiego
Mianowanie nowych wiceprezydentek sugeruje, że dystans między prezydentem
Warszawy a KO poszerza się. Dziś stosunki Trzaskowskiego z partią są
najbardziej napięte od czasu, gdy zakładał stowarzyszenie "TAK! Dla
Polski" i podejrzewano, że może to być konkurencja dla KO.
Wtedy jednak wierzono, że Trzaskowski ma potencjał na stworzenie politycznej
nowej jakości. Dziś jego pozycja w partii jest marginalna. A na dodatek słaba
jest też jego pozycja w stołecznym ratuszu. (…)
15.
https://wyborcza.biz/biznes/7,156481,32916358,bronil-nafciarzy-putina-dostal-posade-w-chinskim-gigancie-e-emobilnosci.html
Péter Szijjártó, były szef dyplomacji Węgier za rządów Viktora Orbána,
zrezygnował z dalszej działalności politycznej, aby zostać menedżerem
chińskiego producenta samochodów elektrycznych BYD.
========
No to już wiecie, jakich samochodów nie należy kupować.
W ogóle chińskich, ale po tym „awansie” rosyjskiego szpiega – jakich
szczególnie.
Dzień dobry... Dzisiaj zdążyłem przed Ewą... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZdecydowanie. Pozdrawiam serdecznie
UsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń