DRUGI OBIEG
Piątek, 17 lipca 2026

1.
Z D.O. jest tak, Że nie mogąc pisać obiema rękami na klawiaturze pisze mało, a większość rzeczy przykleja, bo to od biedy można robić jedną ręką.
Niestety, dla sporej części Czytelników taka formuła – wybór najbardziej znaczących i najciekawszych tekstów z prestiżowej prasy międzynarodowej – jest trudna do strawienia i zapewne stąd antyrekordy czytelności.
Coraz mniej zajmuje się D.O. kłótniami brudasów, jak nazywa wewnątrzpartyjne i międzypartyjne rozgrywki między polskimi politykami. Potwierdzają one każdego dnia ich bezdenną głupotę, całkowitą niezdolność widzenia czegokolwiek poza czubkiem własnego nosa, a już niezdolność ustalania i trzymania się korzystnych dla Polski priorytetów, sprawia, że D.O. coraz bardziej powątpiewa, czy Polacy zasługują na swoje państwo, czy nie lepiej by było, żeby to bardziej dojrzałe intelektualnie narody podejmowały za nich istotne decyzje.
To, co jednak deprymuje najbardziej, to niespotykany chyba gdzie indziej na świecie brak patriotyzmu, awersja do podporządkowywania własnego kałduna nad interes kraju. I żeby jeszcze tego wszystkiego najgorsi zdrajcy, obcy agenci, nie podlewali tym nieznośnym, prowokującym wymioty sosem pseudopatriotyzmu…
OK. D.O. jest zmęczony, jest na ostatnich nogach, potrzebuje odpoczynku, znalezienia nowych energii itp.
A na dodatek drażni go, że ludzie na ogół biorą lekarstwa, żeby czuć się lepiej, a D.O. je bierze, żeby czuć się gorzej…


2.

Morze Śródziemne robi się coraz cieplejsze, spaghetti alle vongole i sautè di cozze (mule) są zagrożone.
https://www.repubblica.it/il-gusto/2026/07/16/news/il_mediterraneo_bolle_a_rischio_spaghetti_alle_vongole_e_saute_di_cozze-425474020/?ref=RHLF-BG-P5-S4-T1-primopiano
Żegnajcie spaghetti alle vongole i sautè di cozze. …
Globalne ocieplenie, oprócz dziesiątkowania omułków i małży, zagraża również tłustym rybom i eliminuje paszę potrzebną dla akwakultury. To kolejny kryzys dla przedsiębiorstw rybackich spowodowany skutkami globalnego ocieplenia i zmian klimatu. …
========
No diabli nadali! A D.O. wybiera się do Włoch i wiele sobie po małżach i omułkach obiecywał…


2.

BBC dyktuje siedem zasad obowiązujących Brytyjczyków na wakacjach we Włoszech.
Od cappuccino z serem i rybą po zakaz zmiany kolejności dań: strona internetowa stacji telewizyjnej oferuje porady, jak odżywiać się jak prawdziwy Włoch.
https://www.repubblica.it/il-gusto/2026/07/16/news/la_bbc_bacchetta_gli_inglesi_in_vacanza_in_italia_ecco_cosa_non_dovete_fare_al_ristorante-425474514/?ref=RHLM-BG-P23-S1-T1-tb55
„Cichy wieczór w Rzymie. Delektuję się talerzem makaronu carbonara, a moi znajomi wybierają kolejne wino, gdy nagle do restauracji wdziera się angielskie zdanie z trzaskiem płyty. Cappuccino poproszę”. Nasze widelce zawisają w powietrzu, a fala osądów rozchodzi się między nami niczym porażenie prądem. „Jest 22:30. Czy oni mówią poważnie?” – tak zaczyna się artykuł opublikowany na stronie BBC przez Evę Sandoval, brytyjską reporterkę, córkę włoskich imigrantów, która mieszkała we Włoszech (w Terracinie, w prowincji Latina) przez 14 lat. Nie jest to więc typowa perspektywa osoby krytykującej turystów i ich kulinarne wybory, które uważają za jawne zniewagi. Ale spojrzenie na zachowanie obcokrajowców z perspektywy osoby, która na swój sposób jest obca.
Ale nauczyła się, co robić, a jeszcze bardziej, czego nie robić, jedząc w kraju, którego kuchnia została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kuchni, która jest kochana i znana na całym świecie, a mimo to, wydaje się, że nie jest szanowana w domu. Ponieważ tak wielu ludzi, którzy do nas przyjeżdżają, wciąż popełnia błędy, które Sandoval postanowiła spisać czarno na białym, wymieniając siedem z nich. Jej zdaniem są one najważniejsze i niewybaczalne. Jak siedem grzechów głównych.

Pierwszy dotyczy błędu wspomnianego na początku artykułu. Ostrzeżenie: „Nie zamawiaj cappuccino po śniadaniu”. I nigdy w restauracji. Powód jest wyjaśniony następująco: „Cappuccino pije się w barze na śniadanie. Włoskie śniadania są lekkie, zazwyczaj składają się z brioszki lub ciastek, które dobrze komponują się z kremowym cappuccino. Jednak ten sam spieniony napój jest uważany za zbyt bogaty, aby serwować go z bardziej treściwymi, wytrawnymi posiłkami”.

Drugi punkt: „Nie zmieniaj kolejności posiłków” – następuje kolejna szczegółowa uwaga. „Jak symfonia, posiłki we włoskiej restauracji rozwijają się w crescendo: przystawka, pierwsze danie, drugie danie i dodatki, deser, kawa i likier. Kolejność pozwala na intensyfikację smaków, od najlżejszych do najbogatszych, a następnie na zakończenie kofeinowy lub alkoholowy digestif. Możesz pominąć dania, ale nie zmieniaj ich kolejności”. Zaleca się, aby nie prosić o „połączenie wszystkiego”, co jest dość nietypowym żądaniem we Włoszech: „We Włoszech sałatka mieszana nie jest podawana jako pierwsza. Jest to dodatek do dania głównego, spożywany z mięsem i składa się z mieszanki warzyw doprawionych oliwą, solą i sokiem z cytryny. W mniej formalnych restauracjach niektóre gulasze, takie jak ribollita (toskański chleb z warzywami) lub pasta e fagioli, są uważane za pierwsze danie. Makaron nie jest dodatkiem”.

Trzecie ostrzeżenie: „Nie mieszaj smaku morskiego z górskim”. Żadnych próśb w stylu: „Ale dlaczego nie mogę mieć parmezanu do ryby, jeśli chcę?”. Należy zachować rozróżnienia i odstępy. I należy zaakceptować odstępy: „Po sałatce z owoców morza można podać spaghetti z małżami i smażonymi kalmarami, a nie fettuccine bolognese z prosiakiem”. Ściśle powiązany z poprzednim jest czwarty punkt: „Nie proś o zamiany”. Ponieważ „we Włoszech dania restauracyjne nie są modyfikowalne. Niektóre składniki tradycyjnie dobrze się ze sobą komponują lub nie (patrz „smak morski i górski”)”. Prośba o zmiany „byłaby postrzegana jako próba umniejszenia wartości dania i oceny szefa kuchni”.

Piąta rekomendacja: „Nie oddalaj się od regionu”, czyli lokalne smaki, które warto odkrywać w miejscu ich pochodzenia. Ponieważ „kuchnia włoska jest niezwykle regionalna”. Reporter pyta: „Czy odwiedziłbyś Kornwalię i nie zjadłbyś pasztecika (typowego pierożka z mięsem i warzywami, red.)?”. Następnie przykład przemyślanego i pełnego smaku planu podróży z „małą wskazówką”: „Jedź do Neapolu, aby zjeść pizzę w miejscu jej narodzin, a następnie kontynuuj na południe, aby rozkoszować się limoncello z cytrynami z Amalfi na Wybrzeżu Amalfi. Pesto pochodzi z Genui. Po cacio e pepe i carbonarę wybierz się do Rzymu. Florencja słynie z soczystych, grubo krojonych steków po florencku, a Wenecja jest epicentrum kultury aperitivo, wyrażanej w bacari (rustykalnych barach) z cicchetti (małymi tapas) i kolejkami Aperol Spritz”.

Szóste ostrzeżenie: „Nie spiesz się”. Ponieważ „jedzenie w restauracji we Włoszech to rytuał towarzyski, a nie prosta czynność trawienna. Jeśli przyjdziesz na kolację o typowej włoskiej porze, zazwyczaj po 21:00, spodziewaj się, że skończysz około północy”. Siódme i ostatnie zalecenie: „Nie przegap amaro!”. Z wykrzyknikiem. Powód jest prosty: „Koniec włoskiego posiłku oznacza deser, kawę (espresso lub macchiato, oczywiście) i amaro. Amaro dosłownie oznacza „gorzki”. Zwykle przygotowywane ze skórki cytrusowej, łupin orzecha włoskiego lub ziół leczniczych, amaro ma smak, który nabywa się z czasem, ale nie ma nic lepszego na regenerację po obfitym posiłku. Wypij łyk, zrelaksuj się i zacznij od nowa jutro”.


3.

„Chmura tsunami” uderza w wybrzeże Kraju Basków we Francji, zmuszając setki pływaków do szukania schronienia.
VIDEO:
https://www.repubblica.it/video/socialnews/2026/07/15/video/nuvola_tsunami_hendaye_costa_basca_francia-425471666/?ref=RHVS-BG-P2-S4-T1-vvsn
Gigantyczna „chmura tsunami” – technicznie nazywana chmurą rolowaną – uderzyła w plażę w Hendaye w południowo-zachodniej Francji. Zjawisko to spowodowało silne wiatry o prędkości do 100 km/h i spadek temperatury o 11°C w ciągu zaledwie kilku minut. Ta imponująca ściana pary powstaje, gdy zimne, gęste powietrze gwałtownie opada, unosząc ciepłe, wilgotne powietrze w pobliżu ziemi. „To było jak tornado: nagle wiatr się wzmógł, a niebo pociemniało” – powiedział Franceinfo jeden z plażowiczów. „Było słonecznie, ale potem nagle zachmurzyło się, a widoczność została ograniczona przez mgłę”.
========
Żona przypomniała D.O., że sami przeżyliśmy coś podobnego. Byliśmy w Barcelonie i jakimś cudem (bo finanse!) zamieszkaliśmy w bardzo wysokim i bardzo eleganckim hotelu w sercu b. Wioski Olimpijskiej, dwa kroki od wieloryba. Na dachu owego hotelu był basen, wybraliśmy się tam w hotelowych szlafroczkach, pochlupaliśmy, ułożyliśmy na leżakach… I wtedy nadeszła ona: potworna wichura z jasnego nieba, niosąca ogromny, gęsty tuman piasku. Nawet strzeliliśmy parę fotek, uciekając w popłochu, zestrachani, że wiatr nas z tego dachu zwieje… Nie zwiało, ale – mniam – strachu najedliśmy się po pachy.


4.

USA będą finansować popierających Trumpa Europejczyków budujących „więzi cywilizacyjne”
Dotacje Departamentu Stanu w wysokości do 3 mln dolarów mają na celu wsparcie grup promujących politykę w stylu Maga
https://www.ft.com/content/e2addd88-4361-43f1-94e2-9f0a808dd6a9?syn-25a6b1a6=1
Po oskarżeniach Vance’a i ostrzeżeniach Narodowej Strategii Bezpieczeństwa rozpoczyna się nowy rozdział w ofensywie przeciwko zasadom wspólnoty
Departament Stanu USA oferuje dotacje w wysokości do 3 mln dolarów europejskim grupom powiązanym z MAGA, które walczą z „cenzurą” i rozwijają „więzi cywilizacyjne” między USA a kontynentem.
W poniedziałek departament opublikował w internecie wnioski o dotacje w wysokości od 1 do 3 milionów dolarów dla europejskich organizacji społeczeństwa obywatelskiego i organizacji pozarządowych, a także instytucji edukacyjnych i grup nastawionych na zysk, które chcą „rozwiązać problemy związane z suwerennością narodową, migracją, cenzurą i walką prawną zgodnie ze wspólną filozofią polityczną, prawem i naszym wspólnym zachodnim dziedzictwem cywilizacyjnym”.
Podczas drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa przedstawiciele władz USA oskarżyli Wielką Brytanię i Unię Europejską o tłumienie wolności słowa poprzez próby uregulowania mowy nienawiści w Internecie, a także o próby ograniczenia przejawów suwerenności narodowej.
Dotacje stanowią jeden z pierwszych kroków administracji Trumpa, aby przekuć eskalację retoryki przeciwko Europie w politykę, po tym jak z trudem udało się osiągnąć konkretne rezultaty.
FT donosił na początku tego roku, że Departament Stanu dążył do ponownego wykorzystania istniejącego strumienia finansowania pomocy zagranicznej, aby wesprzeć think tanki i organizacje charytatywne powiązane z MAGA w całej Europie. 
Zgodnie z informacją departamentu stanu, na wsparcie projektu przeznaczono prawie 5 mln dolarów, przy czym środki mają zostać rozdzielone pomiędzy dwóch lub trzech odbiorców.
„Ponadnarodowe instytucje i rządy wykorzystują władzę państwową do podważania podstawowych zasad demokratycznego samorządu poprzez zbyt szerokie i niejasne przepisy dotyczące mowy nienawiści oraz regulacje dotyczące treści w Internecie, które kontrolują i karzą mowę, jednocześnie ograniczając udział w życiu politycznym” – stwierdzono w zawiadomieniu.
Departament Stanu nie odpowiedział natychmiast na prośbę o komentarz. Rzecznik departamentu powiedział wcześniej FT, że „nie finansuje i nie będzie finansował” partii politycznych w Europie ani gdzie indziej.
Podczas drugiej kadencji Trumpa amerykańscy politycy starali się wspierać polityków populistycznych i nacjonalistycznych w Europie, w tym Viktora Orbána na Węgrzech i członków skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec w Niemczech.
Strategia bezpieczeństwa narodowego administracji, opublikowana w zeszłym roku, wzywała do „wytwarzania oporu” wobec obecnej trajektorii Europy. Dokument ostrzegał, że Europie grozi „wymazanie cywilizacyjne” z powodu masowych migracji, spadku urodzeń i utraty suwerenności na rzecz Brukseli.
Wsparcie USA dla partii prawicowych przyniosło mieszane rezultaty. Przywódcy nacjonalistyczni w Europie zrewidowali swoje relacje z administracją Trumpa w następstwie wojny z Iranem, która doprowadziła do wzrostu światowych cen energii.
Wiceprezydent JD Vance, najostrzejszy krytyk administracji w sprawach europejskich, poleciał na Węgry w kwietniu, aby wesprzeć Orbána, wieloletniego sojusznika Trumpa, na kilka dni przed wyborami, które miały być śledzone przez śledczych. Pomimo poparcia Trumpa i Vance'a, Orbán został odsunięty od władzy miażdżącą większością głosów.
„Administracja Trumpa” – powiedział nam rzecznik – „wciąż jest zaangażowana w obronę demokracji i praw człowieka na całym świecie, w tym w Europie. Ich wspólny szacunek stanowi fundament relacji transatlantyckich. Programowanie w Europie ma na celu wspieranie naszych europejskich sojuszników w obronie tych praw i zasad, a także ich własnej cywilizacyjnej i suwerennej samooceny, przed tymi, którzy próbują je podważyć”. W oświadczeniu rządy europejskie zostały oskarżone o „odchodzenie od tych fundamentów poprzez ponadnarodową biurokrację”.
Być może to zbieg okoliczności, ale kampania ta rozpoczyna się w przededniu spotkania, które Departament Stanu zorganizuje dziś w celu przeciwdziałania odradzającemu się terroryzmowi politycznemu. Zaproszono na nie 70 krajów, w tym Włochy. Celem jest zwalczanie ruchu antyfaszystowskiego, być może poprzez nawiązanie kontaktów między europejskimi grupami oskarżonymi o łamanie prawa a amerykańskimi przeciwnikami, aby można było skuteczniej ich ścigać.
(https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/16/news/dipartimento_stato_vance_finanziamenti_maga-425473357/?ref=RHLM-BG-P9-S2-T1-fdg19 )


5.

https://wyborcza.pl/7,75399,32916286,rubio-organizuje-szczyt-o-skrajnie-lewicowym-terroryzmie.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.2.duzy
Rząd Trumpa upolitycznia politykę antyterrorystyczną i zamknął oczy na prawicowy ekstremizm. A Europa polega na informacjach wywiadowczych zza oceanu. - Może się to odbić na naszym bezpieczeństwie - ostrzega badacz z Hagi Thomas Renard*.

Maciej Czarnecki: Sekretarz stanu Marco Rubio organizuje dziś naradę z udziałem przedstawicieli ponad 60 krajów na temat zagrożeń dla USA i Europy ze strony „międzynarodowego terroryzmu skrajnej lewicy". Podziela pan pogląd, że to zagrożenie uzasadnia taki zjazd?

Thomas Renard: Nie podzielam. Owszem, takie zagrożenie do pewnego stopnia istnieje i rośnie w związku z szeregiem wydarzeń geopolitycznych, przede wszystkim na Bliskim Wschodzie, w Palestynie i Iranie, ale nadal jest zdecydowanie mniejsze niż to ze strony dżihadystycznego terroryzmu czy prawicowego ekstremizmu.

- Albo ze strony karteli narkotykowych, co USA też uwydatniają. W Polsce dodalibyśmy: albo ze strony Rosji.

- Wszystkie te zagrożenia są istotniejsze. Terroryzm skrajnie lewicowy w porównaniu z nimi jest drugorzędny. Tak, również w porównaniu do tego sponsorowanego przez [rosyjskie] państwo. Co do karteli, USA rzeczywiście postanowiły traktować je jako zagrożenie terrorystyczne. W Europie zgadzamy się, że to poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, zwłaszcza krajów z dużymi portami, takich jak Holandia czy Belgia, choć traktujemy to po prostu jako przestępczość zorganizowaną.
Kwestia terroryzmu skrajnej lewicy nie uzasadnia takiego szczytu na szczeblu ministerialnym. Jest wyraźnie upolityczniana przez administrację Donalda Trumpa w sytuacji, gdy USA zamknęły oczy na terroryzm skrajnej prawicy, o którym nawet nie wspomina się w najnowszej strategii antyterrorystycznej, mimo że przez dekady był uważany za największe zagrożenie. Nagle miał zniknąć? Pokazuje to narastającą rozbieżność między Europą a Stanami Zjednoczonymi w polityce antyterrorystycznej.Nie zgadzamy się już ze sobą w tym obszarze.

- Czego spodziewa się pan po szczycie? Amerykanie będą na nas naciskać?

- Tego się obawiam. Przygotowywali się do tego od stycznia, jeździli po Europie, wysyłali różnych urzędników, by przekonać Europejczyków i inne kraje, by się przyłączyli. Spotkali się już z pewnym sceptycyzmem społeczności eksperckiej.
Z drugiej strony, co znamy już z innych obszarów, wszyscy boją się zdenerwować Trumpa i jego administrację, więc pojawią się na szczycie, by Trump był zadowolony, nawet jeśli niekoniecznie podzielają pogląd, że skrajnie lewicowy terroryzm jest priorytetem. Pojawią się, będą uprzejmie słuchać, mogą odpowiedzieć z łagodnym sceptycyzmem – tyle.
Obawiam się jednak, że Ameryce mogą pójść dalej. Zgodnie z tym, co zapisali w strategii antyterrorystycznej, że są gotowi użyć wszystkich dostępnych narzędzi: dyplomatycznych, wywiadowczych, sankcji, by walczyć nie tylko ze skrajnie lewicowymi grupami terrorystycznymi, ale także państwami, które je wspierają.
Tu granica w politycznym stanowisku administracji USA staje się niezwykle cienka. Czy będzie tak, że jeśli nie zapewnisz wsparcia amerykańskiej inicjatywie, zostaniesz uznany za państwo wspierające lewicowy terroryzm? A jeśli tak, jakie będą konsekwencje? W europejskich stolicach musi to wywoływać spory ból głowy.
W samych USA też słychać krytykę nowego podejścia. Aktywiści obawiają się, że retoryka o przemocy politycznej będzie służyć administracji do zwalczania krytycznych wobec niej, pokojowych grup.
- To bardzo uzasadnione obawy. Już tak się dzieje. Boli mnie ten nieliberalny zwrot, którego Ameryka dokonała od początku tej administracji, a z drugiej strony dyskredytowanie całej tej kwestii. W kręgach skrajnej lewicy dzieją się rzeczy, które warto obserwować i o nich mówić. Służby wywiadowcze w Niemczech, Holandii, Belgii, Francji i innych krajach sygnalizowały to publicznie: dostrzegamy ryzyko radykalizacji w tych kręgach i musimy na to zwracać uwagę.
Problem w tym, że kiedy administracja Trumpa upolitycznia, instrumentalizuje politykę antyterrorystyczną, uniemożliwia taką dyskusję. Organizując taki szczyt, uniemożliwia Europejczykom otwarte mówienie o tych zagrożeniach.
Bo istnieje ryzyko, że USA wykorzystają to w celach politycznych, w tym do nagonki na pokojowych aktywistów.

- Trumpiści zarzucają Europie, że sama wycisza dyskusję z powodów politycznych.

- To nieprawda. W ICCT monitorujemy nie tylko sam terroryzm, ale też to, co mówią o nim służby wywiadowcze. I widzimy, że w całej Europie mówią one coraz głośniej o skrajnie lewicowym ekstremizmie. Dostrzegają, że coś się dzieje. Piszą o tym w swoich corocznych raportach i dokumentach. Po prostu przez lata niewiele działo się w tym środowisku. Teraz, w bieżącym kontekście geopolitycznym, dzieje się więcej i powinniśmy móc dalej o tym rozmawiać. I to czynimy, tylko zachowujmy odpowiednią perspektywę, jak bardzo to groźne w porównaniu do wielu innych rzeczy, i uważajmy, by nie przesadzać i go nie instrumentalizować tak, jak próbuje czynić to administracja Trumpa. Dla niej każdy głos sprzeciwu nagle staje się skrajną lewicą, którą należy zaaresztować i postawić przed sądem za terroryzm.
Czy możemy mieć nadzieję, że mimo zasadniczej zmiany w narracji służby w USA i tak w pewnym stopniu wykonują swoją robotę, jeśli chodzi o ściganie prawicowych ekstremistów?

- Szczerze mówiąc, martwię się o to, co dzieje się w tym zakresie w USA. Nie jestem pewien, jak długo będzie się to udawać…

Trump ułaskawił prawie wszystkich skazanych za szturm na Kapitol, więc widać, że nie chodzi tylko o gadanie.
- Dokładnie. Prawie wszystkich wypuszczono, w tym odpowiedzialnych za śmierć funkcjonariuszy policji. Z drugiej strony, parę tygodni temu inne osoby skazano w oparciu o przepisy antyterrorystyczne na łącznie 450 lat więzienia jako „terrorystów antify".
To obecnie jedyna organizacja uznawana w USA za krajową organizację terrorystyczną, a przecież nawet nie istnieje [bo to luźny ruch, ideologia]. Te osoby skazano, bo protestowały przeciwko ICE. Podczas jednej z demonstracji doszło do eskalacji, w której postrzelono policjanta. To tragedia, ale doszło do tego bez premedytacji i nie wypełnia to znamion terroryzmu.
Służby antyterrorystyczne w USA, przynajmniej krajowo, priorytetowo traktują teraz tzw. antifę, ścigając widma. W tym samym czasie… nie mogę powiedzieć, że wydano polecenia polityczne, by zaprzestać śledztw przeciw skrajnie prawicowym ekstremistom, bo nie mam takiej wiedzy, ale jest wiele sygnałów, że prawdopodobnie tak się dzieje, a przynajmniej administracja tworzy atmosferę, środowisko, w którym rozpracowywanie prawicowych grup i bojówek nie jest pożądane.

- Szef FBI [Kash Patel] jest bliskim znajomym Trumpa, człowiekiem MAGA.

Przesłania ze strategii antyterrorystycznej nie da się odczytać inaczej: nie zajmujcie się tą stroną spektrum politycznego, to nie wasza sprawa.
Oczywiście mogą być jeszcze jakieś departamenty, komórki, pojedyncze osoby, które idą pod prąd, wbrew kierownictwu.

- Jakie będą praktyczne konsekwencje rosnącego rozdźwięku między USA a Europą w tych sprawach? Będziemy mniej bezpieczni?

Obawiam się, że może tak być. Wasi czytelnicy powinni zrozumieć, że Europejczycy nie prowadzą samodzielnie polityki antyterrorystycznej. W dużym stopniu polegamy na danych wywiadowczych od Amerykanów. Niezliczone osoby aresztowano, wiele spisków udaremniono dzięki informacjom od amerykańskich służb.
Pracuję w tym obszarze od 20 lat. Zbadałem wiele spraw. Nie macie pojęcia, jak często w dokumentach sądowych można napotkać wzmiankę: „dzięki informacjom od zagranicznej służby wywiadowczej…". W 90 proc. przypadków chodzi o amerykańską agencję wywiadowczą. Czasami o Brytyjczyków czy Australijczyków, ale w większości to Amerykanie.
Jeśli Amerykanie nie będą już wykonywać tej pracy, szperać w najmroczniejszych zakamarkach internetu, do czego, szczerze mówiąc, większość europejskich służb nie ma narzędzi albo legalnego mandatu, będziemy coraz bardziej ślepi na to, co się tam dzieje.

- O jakich zagrożeniach mówimy?

Na pewno będzie tak, jeśli chodzi o skrajną prawicę. Nie zapominajmy, że USA są jednym z głównych międzynarodowych „eksporterów" skrajnie prawicowych terrorystów i narracji. Wiele skrajnie prawicowych grup z międzynarodowym komponentem jest zakotwiczonych, połączonych z USA. W tym kontekście to bardzo niepokojące. Oczywiście może mieć to wpływ także na zagrożenie dżihadystyczne, jeśli pewne zasoby zostaną przekierowanie na śledztwa w sprawie skrajnej lewicy.
Najważniejszy jednak może okazać się rosnący brak zaufania między służbami antyterrorystycznymi po obu stronach Atlantyku. To może nie nastąpić od razu, tylko stopniowo. Europejczycy będą wyjątkowo ostrożni w interpretowaniu tego, co dostają od Amerykanów i ich motywów, i w dzieleniu się informacjami z USA, nie wiedząc, jak zostaną wykorzystane.
Jeśli przestaniemy sobie nawzajem ufać, mamy mniej informacji. A to osłabia obraz wywiadowczy i zrozumienie zagrożeń. Pomijam fakt, że może zostać podjęta decyzja polityczna, by ukarać Europejczyków, jeśli nie będą współpracować z USA.
Rozdźwięk między USA a Europą w antyterroryzmie może mieć poważny wpływ na nasze bezpieczeństwo.

- Nadal mówi pan o tym wszystkim w czasie przyszłym. Jeszcze to nie nastąpiło?

Cóż, na pewno służby antyterrorystyczne obserwują to z rosnącą uwagą. Natomiast nie weszliśmy jeszcze w pełni w fazę braku zaufania...

- Dlaczego?

Bo w systemie istnieje pewna inercja. Nową amerykańską strategię antyterrorystyczną opublikowano bardzo niedawno [6 maja tego roku]. A szczyt odbywa się dopiero dziś. Nadal pracujemy na poziomie operacyjnym. W amerykańskich służbach wciąż pracują ci sami ludzie, co dwa lata temu. Zostały powiązania międzyludzkie.

- Tylko że to oznacza, że jak po 2028 roku USA chciałby odkręcić obecne zmiany, też trochę to zajmie.

Zgadza się. Zaufanie w służbach wywiadowczych buduje się bardzo długo. Łatwo je zniszczyć. Na razie jeszcze inercja działa na naszą korzyść, ale nie wiem, jak długo tak będzie. Myślę, że pewne powiązania już się osłabiają. Czwartkowy szczyt na pewno nie poprawi relacji.

- Czyli polityka antyterrorystyczna to kolejny element mostu transatlantyckiego, który się kruszy?

- Niestety tak jest.

*Dr Thomas Renard – dyrektor think-tanku International Centre for Counter-Terrorism (ICCT) z siedzibą w Hadze. Badacz (anty)terroryzmu i radykalizacji w Europie. Autor monografii „The Evolution of Counter-Terrorism since 9/11" (Ewolucja polityki antyterrorystycznej po 11 września"). W 2024 r. powołany przez Komisję Europejską na członka Komitetu ds. Badań Naukowych przy unijnym Centrum Wiedzy na temat Zapobiegania Radykalizacji (EU Knowledge Hub on the Prevention of Radicalisation), a przez Europol – na członka komitetu sterującego sieci doradczej ds. terroryzmu i propagandy przy Europejskim Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu (ECTC).


5.

Obsesja Trumpa, która niesie ze sobą koszty dla demokracji
Domagając się podjęcia kroków mających na celu ochronę uczciwości głosowania, prezydent Trump uparcie odwoływał się do swojej porażki w wyborach w 2020 r., podając jednocześnie w wątpliwość wynik wyborów w 2026 r.

Wnioski z przemówienia Trumpa, w którym stwierdził on luki w wyborach
Dokumenty opublikowane przez administrację Trumpa na poparcie twierdzeń prezydenta nie potwierdziły jego najbardziej agresywnych oświadczeń.
https://www.nytimes.com/2026/07/17/us/politics/trump-elections-politics.html
Donald Trump oskarżył Chiny o ingerencję w wybory w 2020 r. w swoim przemówieniu transmitowanym w telewizji w czasie największej oglądalności, w którym obnażył swoją obsesję na punkcie porażki z Joe Bidenem. Przeciwnicy ostrzegali jednak, że było to przykrywką, która miała mu umożliwić ingerencję w nadchodzące wybory uzupełniające do Kongresu.
W 25-minutowym przemówieniu wygłoszonym w czwartek, które sam Trump bardzo rozdmuchał, prezydent USA wyraził poważne wątpliwości co do uczciwości amerykańskiego procesu wyborczego, stwierdzając, że jest on „katastrofalnie” daleki od standardów uczciwości i zaufania, a jednocześnie narażony na naruszenie go przez mocarstwa zagraniczne.
„Żaden kraj nie będzie wielki bez uczciwych i sprawiedliwych wyborów” – powiedział Trump w Białym Domu w przemówieniu, które rozpoczęło się od powtórzenia jego ulubionych przechwałek wyborczych, w tym twierdzeń o bezprecedensowo rozwijającej się gospodarce.
„Jeśli nie ma zaufania, nie ma wielkości. Niestety, nasz system katastrofalnie odbiega od tego standardu”.
Demokraci ostrzegali, że Trump próbuje siać zamieszanie, szerzyć dezinformację i stwarzać warunki do zakwestionowania wyników wyborów uzupełniających, co – jak sugerują sondaże – może przynieść partii prezydenckiej znaczne straty.
Mark Warner, senator Partii Demokratycznej z Wirginii i wiceprzewodniczący senackiej komisji ds. wywiadu, powiedział, że spędził lata pracując nad wzmocnieniem mechanizmów obronnych kraju przed zagraniczną ingerencją w wybory w USA.
„Dziś wieczorem Amerykanie usłyszeli, jak prezydent po raz kolejny powtarza twierdzenia dotyczące naszych wyborów, które od lat są badane i wielokrotnie odrzucane przez Wspólnotę Wywiadowczą, FBI, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Departament Sprawiedliwości, dwupartyjne urzędy wyborcze stanów, audyty, ponowne przeliczanie głosów i sądy” – powiedział Warner. „Fakty się nie zmieniły”.
Dodał: „Chiny są poważnym konkurentem strategicznym i zdecydowanie dążą do realizacji swoich interesów kosztem Ameryki. Podobnie jak Rosja i Iran. Powinniśmy konfrontować te zagrożenia z faktami, a nie wypaczać je dla celów politycznych”.
Jako wstęp do swoich oskarżeń o ingerencję Chin, Trump w czwartek powiedział, że zapowiada „natychmiastowe odtajnienie i ujawnienie kluczowych informacji wywiadowczych, ujawniających szokujące luki w naszej infrastrukturze wyborczej”.
Twierdził, że dowody wskazują, iż system wyborczy jest „niebezpiecznie narażony… na włamania, wykorzystywanie i ingerencję”.
Oskarżenia Trumpa od dawna stoją w sprzeczności z poglądami urzędników, którzy pełnili urząd prezydenta w czasie jego pierwszej kadencji. Ocena przeprowadzona przez dyrektora CIA, Johna Ratcliffe'a, ówczesnego dyrektora wywiadu narodowego Trumpa, wykazała, że ​​wybory w 2020 roku były najbezpieczniejszymi w historii Stanów Zjednoczonych. Trump jednak zakwestionował te ustalenia, oskarżając agencje wywiadowcze – które określił mianem „państwa głębokiego” – o wieloletnie tuszowanie sprawy.
„Ci, którzy wszczęli alarm, zamiast tego zachowali tę informację w tajemnicy i ukryli ją” – powiedział. „Nie ujawnili jej ani mnie, jako prezydentowi, ani nikomu innemu i, o ile nam wiadomo, nie poinformowali Kongresu.
„Właściwie powtarzali tylko: „To najbezpieczniejsze wybory w historii naszego kraju.
Przed przemówieniem Liu Chang, rzecznik chińskiej ambasady w Waszyngtonie, powiedział: „Chiny nigdy nie ingerowały i nigdy nie będą ingerować w wybory prezydenckie w USA”.
Trump powiedział, że polecił urzędowi wywiadu krajowego, Departamentowi Sprawiedliwości, FBI i CIA „zbadanie, w jaki sposób i dlaczego ukryto tak kluczowe informacje, zwolnienie osób zamieszanych w tuszowanie sprawy oraz, jeśli będzie to właściwe, wniesienie oskarżenia karnego przeciwko tym osobom”.
Trump niedawno mianował kluczowego sojusznika Billa Pulte na stanowisko pełniącego obowiązki dyrektora wywiadu narodowego, mimo że nie ma on wcześniejszego doświadczenia w tej dziedzinie. Pulte, który wykorzystał swoją poprzednią pozycję na stanowisku szefa federalnej agencji finansowania budownictwa mieszkaniowego do poszukiwania dowodów na działania zemsty na przeciwnikach Trumpa, prawdopodobnie dostarczył dokumenty wywiadowcze mające potwierdzić twierdzenia prezydenta o ingerencji w wybory w 2020 roku.
Wraz z Johnem Solomonem, prawicowym byłym dziennikarzem, który aktywnie szerzy teorie spiskowe dotyczące wyborów i został zatrudniony w zeszłym miesiącu jako specjalny doradca Białego Domu, zainicjował akcję mającą na celu ujawnienie wcześniej tajnych dokumentów. W rozmowie z dziennikarzami przed Białym Domem w czwartek wieczorem, Solomon przyznał, że ujawnione dokumenty nie zawierają dowodów na to, że zagraniczni aktorzy zmienili choćby jeden głos w wyborach w 2020 roku.
W czwartkowym przemówieniu Trump powtórzył apel o uchwalenie ustawy Save America Act, wymagającej od wyborców ścisłego okazywania dokumentów tożsamości. Ustawa ta utknęła obecnie w Kongresie.
„Rozwiązanie tego kryzysu bezpieczeństwa wyborczego wymaga uchwalenia przez Kongres ustawy Save America Act” – powiedział. „Jak łatwo to zrobić? Chyba że chcesz oszukiwać”.
W przemówieniu prawie nie wspomniano o Iranie, mimo że zostało ono wygłoszone zaledwie kilka dni po tym, jak Trump wycofał się z wychwalanego w ubiegłym miesiącu porozumienia o zawieszeniu broni i wznowił nadawanie rozkazów ataków militarnych, aby osłabić kontrolę Teheranu nad cieśniną Ormuz, która od początku wojny 28 lutego jest w dużej mierze zamknięta dla żeglugi handlowej, co powoduje gwałtowny wzrost kosztów energii na świecie.
„Odnosimy wielkie sukcesy w Iranie i już wkrótce zobaczycie owoce naszej pracy” – powiedział, powtarzając wcześniejsze twierdzenia, że zwycięstwo w konflikcie jest już bliskie.
Mimo regularnego organizowania konferencji prasowych, Trump wygłosił stosunkowo niewiele przemówień z Białego Domu – była to strategia często wykorzystywana przez poprzednich prezydentów do przekazywania przesłań uznawanych za niezwykle ważne dla narodu.
Scenariusz zakłada czytanie ustalonego tekstu z promptera przez ograniczony czas, co jest sprzeczne ze stylem mówienia Trumpa, który często odbiega od scenariusza i jest rozwlekły. W czwartek Biały Dom poinformował, że wieloletni operator promptera Trumpa został zawieszony w obowiązkach służbowych w związku z oskarżeniami o obstawianie blisko 100 000 dolarów zakładów na rynku przewidywań dotyczących tego, co powie prezydent. Do czwartkowego wieczornego przemówienia przydzielono nowego operatora, poinformowała rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt.
Trump przemawiał do publiczności, która zgromadziła się w Sali Wschodniej, w tym około 55 osób, w tym wiceprezydenta J.D. Vance'a oraz kilku innych sekretarzy gabinetu i urzędników Białego Domu.
Podczas wieczornego przemówienia Trump momentami zdawał się mieć trudności ze zrozumieniem składni tekstu przemówienia. Często przybierał sarkastyczny ton, charakterystyczny dla jego wystąpień na wiecach.
Kilka stacji, w tym NBC, ABC i CNN, odmówiło emisji przemówienia w swoich głównych sieciach nadawczych, powołując się na obawy, że treść może mieć charakter polityczny lub prowokacyjny. Decyzja ta spotkała się z krytyką ze strony Trumpa, który zażądał cofnięcia licencji nadawczych. Wszystkie trzy stacje transmitowały przemówienie na żywo w swoich serwisach streamingowych, a niektóre stacje ABC zdecydowały się na jego emisję.
Sieci telewizyjne nie mają prawnego obowiązku przychylania się do prośby prezydenta o emisję przemówienia na żywo. Biden i Barack Obama mieli odrzucone prośby o transmisję przemówień z Białego Domu na żywo podczas swoich prezydentur.
Jeszcze zanim Trump zabrał głos, kolejni Demokraci wydali potępienia, spodziewając się, że nasili swoje oskarżenia dotyczące wyborów w 2020 roku. Kilku stwierdziło, że skupienie się na przeszłości maskuje bardziej przyszłościowy plan: ingerencję w listopadowe wybory uzupełniające do Kongresu, kiedy Demokraci będą próbowali przejąć kontrolę nad Izbą Reprezentantów i Senatem.
Na czele kontrataku stanęła Kamala Harris, była wiceprezydent i pokonana kandydatka Demokratów w wyborach prezydenckich w 2024 r., która – niecałe 20 minut przed planowanym wystąpieniem Trumpa – oskarżyła go o planowanie „szerzenia kłamstw i teorii spiskowych”.
„Oto, co musicie wiedzieć: wybory w 2020 roku nie zostały skradzione; my wygraliśmy, a on przegrał” – napisała w mediach społecznościowych. „Ustawa Save Act to próba zniechęcenia wyborców. Jest częścią szerszego planu konserwatystów, którzy próbują ukraść władzę ludziom”.


Według „Washington Post”, wszystko to wynikało z tajnego raportu Białego Domu, analizującego dowody ujawnione przez FBI podczas ponownego badania wyborów w 2020 roku. Porażka Trumpa jest obsesyjna i nigdy się z nią nie pogodził, a tym bardziej nie przyznał. Dlatego zaraz po powrocie do Białego Domu wysłał rząd na polowanie na dowodu o rzekomym oszustwie, aby mogły zostać one odnalezione, pomimo faktu, że on i jego sojusznicy złożyli wówczas ponad pięćdziesiąt pozwów o oszustwo, z których prawie wszystkie zostały oddalone, w tym przez sędziów republikańskich mianowanych przez Donalda Trumpa.
Nowy dyrektor FBI, Kash Patel, wysłał setki agentów do Atlanty, aby przeanalizowali ponad 700 akt, szczególnie w hrabstwie Fulton. Była dyrektor wywiadu narodowego, Tulsi Gabbard, pracowała nad tym samym projektem w Portoryko, podczas gdy jej poprzednik, John Ratcliffe, obecnie szef CIA, pozostaje przekonany o ingerencji Chin. Włochy również zostały oskarżone o manipulowanie elektoratem Bidena za pomocą satelitów Leonardo, a teraz pojawiają się absurdalne oskarżenia o zniesławienie.

Po poniedziałkowym briefingu Trump postanowił wygłosić orędzie do narodu. Według „Washington Post” miało to na celu ujawnienie domniemanych oszustw z udziałem maszyn liczących głosy, a także potwierdzenie legalności wyborów uzupełniających. Przepisy nakładają na każdy z 50 stanów odpowiedzialność za przeprowadzenie wyborów według własnego uznania, ale część odpowiedzialności spoczywa na rządzie federalnym. Prezydent wykorzystał wszelkie dostępne mu narzędzia, aby wywierać wpływ, namawiając Republikanów do zmiany składu Kolegium Elektorów na swoją korzyść, a teraz zwraca się do Kongresu o uchwalenie ustawy, która między innymi wymaga okazania dokumentu tożsamości do głosowania. Może się to wydawać normalne, ale nigdy nie miało miejsca w Stanach Zjednoczonych, a celem jest zniechęcenie mniejszości prodemokratycznych do udziału w wyborach. Najwyraźniej nie jest przekonany, że to wystarczy, dlatego chce ujawnić oszustwa, zanim do nich dojdzie, mimo że jest w rządzie i kontroluje przynajmniej federalne aspekty wyborów. Istnieje ryzyko, że będzie nadal podważał zaufanie do instytucji, osłabiając amerykańską demokrację.
(https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/16/news/midterm_trump_urne_manipolate-425473343/?ref=RHLM-BG-P9-S1-T1-fdg19 )


6.

https://tvn24.pl/krakow/krakow-kardynal-stanislaw-dziwisz-nie-przyszedl-na-przesluchanie-do-sadu-prosi-by-go-nie-wzywac-st9144638
Krakowski sąd wyznaczył kolejny termin przesłuchania kardynała Stanisława Dziwisza w procesie dotyczącym pedofilii wytoczonym Archidiecezji Krakowskiej przez byłego ministranta. Hierarcha nie pojawił się już na dwóch rozprawach. Skierował do sądu list, w którym stwierdził, że nie może przyjść ze względu na stan zdrowia, i poprosił, by go nie wzywać. … Teraz sąd czeka na zaświadczenie lekarza sądowego, który to potwierdzi. Jak wyjaśniła sędzia, jeżeli kardynał przedłoży takie zaświadczenie, wówczas sąd będzie mógł go przesłuchać w miejscu zamieszkania. W przeciwnym razie może nałożyć grzywnę lub zdecydować o zarządzeniu przymusowego doprowadzenia.


7.

https://wyborcza.pl/7,75398,32915331,kardynal-dziwisz-nie-chce-stawic-sie-na-przesluchanie-powolal.html
… Sąd wezwał Dziwisza ponownie na środę 15 lipca. Tym razem duchowny również nie pojawił się w sądzie. Sędzia Monika Szczepaniec-Czech poinformowała, że powodem nieobecności był zaplanowany wcześniej urlop, w tym wyjazd do Watykanu, który potrwa do 31 lipca. Nowy termin sąd wyznaczył na 3 sierpnia. …
Na początku lipca Dziwisz w rozmowie z "Wyborczą" przekonywał, że nie będzie unikał sądu. - Chciałbym, żeby szanowano i zrozumiano sytuację kardynała w Polsce i Kościele powszechnym. Jestem za prawdą, ale też muszą być spełnione warunki. Przypominam, że mam paszport dyplomatyczny watykański i polski - powiedział. Dziwisz dodał, że przez 27 lat służył papieżowi Janowi Pawłowi II i Polsce.


8.

D.O. już wymachiwał tą książką do kamery w czasie ostatniej rozmowy w AMNT z jej autorem. Ale wtedy to była tylko atrapa, bo książka jeszcze się nie ukazała. Niedługo potem się wreszcie ukazała i trafiła w ręce D.O. A teraz D.O. gorąco ją poleca swoim Czytelnikom, ponieważ, zwłaszcza w końcówce, jest fantastyczne napisana, zawiera analizy i argumentację takie, że D.O. zechciał, by były odczytywane wszystkim polskim uczniom w szkołach. Dopiero zrozumienie fenomenu Kościoła może pozwolić na precyzyjne określenie swojego doń stosunku.
Artur Nowak wyrasta nam na jednego z ciekawszych polskich autorów. Obiecał, że jego następne książki nie będą już poświęcone Kościołowi. I bardzo dobrze, bo szkoda takiego talentu na babranie się w nieczystościach tej instytucji. Ale „Taca”, to jego ostatnie hurra, poświęcone Kościołowi, jego finansom, jego cynizmowi i mechanizmom uzależnienia, to jest summa, wieńcząca wszystkie jego dotychczasowe wysiłki pisarskie, zarówno indywidualne, jak i w duetach.
Chociaż oczywiście przyglądanie się Stanisławowi Dziwiszowi również mówi bardzo wiele o polskim Kościele, jego arogancji, bucie, jego bezczelności, jego pazerności i niczym nie uzasadnionego (zwłaszcza poziomem intelektualnym), przekonania o własnych wyjątkowości i prawie do niezliczonej liczby przywilejów, z jakich korzysta.
Ach, gdybyż tak Papież Leon zechciał przeczytać „Tacę”!
Ale na Kościół nie ma silnych, nie da mu rady nikt, a zwłaszcza papież. Przypadek Jana Pawła I dowiódł, że Kościół ma całą gamę mechanizmów samoobrony przed jakąkolwiek reformą.


9.

https://wyborcza.pl/7,75398,32916553,tsue-zabral-glos-w-sprawie-polski-sklad-sedziowski-z-neosedziami.html#s=S.TD-K.C-B.8-L.2.duzy
Nieprawidłowości przy powoływaniu sędziego mogą same w sobie wystarczyć do podważenia jego niezawisłości - orzekł właśnie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jak zaznaczono, chodzi o nieprawidłowości, których "waga i charakter stwarzają ryzyko, że pozostałe władze (zwłaszcza władza wykonawcza) zagroziły prawidłowości skutku w postaci nominacji sędziego".
Rzeczniczka generalna TSUE Tamara Ćapeta zaproponowała, by Trybunał uznał się za niewłaściwy w sprawie dotyczącej składu orzekającego w Sądzie Najwyższym. Jeśli jednak będzie chciał wydać wyrok, powinien uznać, że skład "mieszany", z udziałem sędziów wadliwie wybranych, nie jest niezawisłym sądem - dodała.
Ćapeta wydała opinię w czwartek w odpowiedzi na pytania zadane w trybie prejudycjalnym w sprawie skutków nieprawidłowości przy powołaniu niektórych sędziów SN. Nieprawidłowości mają związek, z tym że kandydatów na sędziów wskazała Krajowa Rada Sądownictwa ukształtowana po 2018 roku.
Sprawa została zainicjowana w 2018 roku przez ówczesnego sędziego Sądu Okręgowego w Krakowie, a obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Został on w 2018 roku przeniesiony bez jego zgody, przez ówczesnego prezesa sądu, do orzekania w innym wydziale tego samego sądu. Odwołał się do KRS, ale ta sprawę umorzyła. Żurek odwołał się więc do Sądu Najwyższego.
Odwołanie to miała rozpoznać Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w SN, ale Żurek zwrócił się o wyłączenie wszystkich sędziów tej izby i wskazał na wadliwy sposób ich powołania. Rozpoznaniem tego wniosku zajęła się z kolei Izba Cywilna. Jej skład orzekający w trakcie rozpoznawania wniosku się zmienił, ponieważ troje z siedmiu składu przeszło w stan spoczynku.
Ówczesna pierwsza prezeska SN Małgorzata Manowska wyznaczyła nowy siedmioosobowy skład orzekający w Izbie Cywilnej. Znalazło się w nim tylko troje sędziów z poprzedniego składu, w tym sędzia sprawozdawca, którzy uzyskali powołania do pełnienia urzędu sędziego SN przed zmianami w sądownictwie. Sędzia sprawozdawca skierował wówczas pytania do TSUE o zgodność tych zmian z prawem UE.

Odmowa orzekania z neosędziami
W wydanej opinii Ćapeta zaproponowała sędziom Trybunału, by TSUE uznał się za niewłaściwy w tej sprawie, ponieważ stała się ona bezprzedmiotowa ze względu na zrzeczenie się urzędu przez sędziego. "Trybunał nie jest zaś właściwy do wydawania opinii doradczych lub hipotetycznych w kwestiach funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich" - uznała rzeczniczka generalna.
Żurek został przywrócony do orzekania w swoim macierzystym wydziale w Sądzie Okręgowym w Krakowie w 2025 roku. W tym samym roku zrzekł się urzędu sędziego i został ministrem sprawiedliwości. Ćapeta zaznaczyła, że gdyby jednak Trybunał zdecydował się udzielić odpowiedzi na zadane mu pytania, to według niej powinien przyjąć, że prawo UE nie pozwala na udział w składzie orzekającym osób powołanych do SN z naruszeniem podstawowych reguł prawa krajowego. W jej ocenie "mieszany" skład orzekający tj. taki, w którym zasiadają zarówno sędziowie powołani prawidłowo, jak i powołani wadliwie, nie jest niezawisłym i bezstronnym sądem w rozumieniu prawa Unii.
Ćapeta odniosła się także do pytania SN o jego wewnętrzną organizację. Według niej unijne prawo pozbawia skuteczności decyzje dotyczące wewnętrznej organizacji sądu, jeśli według prawa krajowego miały być one podjęte przez sędziego, a osoba, która je podjęła, została powołana na to stanowisko w sposób sprzeczny z prawem Unii. - Brak skuteczności decyzji o wyznaczeniu składu orzekającego nie prowadzi jednak automatycznie do wniosku, że taki skład jest sprzeczny z przepisami prawa lub że wydane przez ten skład orzeczenie nie wywołuje skutków prawnych - podkreśliła rzeczniczka generalna.
Na pytanie o to, czy sędziowie mogą odmówić udziału w składzie orzekającym, w którym zasiadają osoby powołane na stanowiska sędziów w procedurze sprzecznej z prawem Unii, odpowiedziała twierdząco. Uznała jednak, że sędzia sprawozdawca nie ma prawa do wyznaczania składu w takich okolicznościach. Opinie rzeczników generalnych TSUE poprzedzają wyroki trybunału, stanowiąc propozycje rozstrzygnięcia. Sędziowie zazwyczaj podtrzymują stanowisko przyjęte przez rzeczników, ale nie jest to wiążące.

Sposób powołania sędziego może podważyć niezawisłość
Ponadto tego samego dnia Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił, że przebieg procedury powołania sędziego może wystarczyć do podważenia jego niezawisłości i bezstronności, jeśli doszło do nieprawidłowości mogących wzbudzić wątpliwości co do wpływu innych władz na nominację.
Wyroki w dwóch sprawach zapadły w odpowiedzi na pytania prejudycjalne polskiego Sądu Najwyższego dotyczące tzw. testu niezawisłości i bezstronności sędziego. Chodzi o kwestionowanie okoliczności powołania części sędziów SN z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej na podstawie ustawy z grudnia 2017 roku.
Sąd Najwyższy zwrócił się do TSUE z pytaniami, czy same okoliczności powołania sędziego mogą przesądzać o niespełnieniu wymogu niezależnego i bezstronnego sądu, czy taki test może przeprowadzać skład z udziałem sędziego powołanego w analogicznych okolicznościach oraz, czy sąd krajowy powinien pominąć przepisy krajowe dotyczące składu orzekającego, jeśli uniemożliwiają one zapewnienie standardów wynikających z prawa Unii.
W ogłoszonych wyrokach Trybunał przypomniał, że procedura powoływania sędziów - ze względu na jej fundamentalne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania i legitymizacji władzy sądowniczej - nie może doprowadzić do powstania uzasadnionych wątpliwości co do niepodatności sędziów na czynniki zewnętrzne ani ich neutralności.
Zaznaczył jednocześnie, że nie każde uchybienie w trakcie tej procedury może rodzić wątpliwości tego rodzaju. "Dopiero nieprawidłowości, których waga i charakter stwarzają ryzyko, że pozostałe władze (zwłaszcza władza wykonawcza) zagroziły prawidłowości skutku w postaci nominacji sędziego, mogą same w sobie wystarczyć do zakwestionowania niezawisłości i bezstronności sędziego powołanego w tym trybie" - zdecydował Trybunał.
TSUE orzekł także, że unijne prawo sprzeciwia się także temu, by badanie spełnienia wymogów niezawisłości i bezstronności sędziego było powierzone składowi orzekającemu, w którym zasiada choćby jeden sędzia, którego powołanie nastąpiło w tych samych okolicznościach co sędziego, którego dotyczy to badanie.


10.

Oburzenie wywołane zwolnieniem ministra obrony Ukrainy przyćmiło ostatnią wizytę Starmera jako premiera
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jul/16/europe-ukraine-russia-zelenskyy-starmer-macron-merz-latest-news-updates
Tysiące ludzi przyłączyło się do protestów w Kijowie i innych ukraińskich miastach przeciwko decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o odwołaniu popularnego ministra obrony kraju Mychajły Fiodorowa.
Narastający kryzys polityczny w kraju przyćmił pożegnalną wizytę Keira Starmera w Kijowie. Obaj przywódcy podkreślili wówczas siłę powiązań między Wielką Brytanią a Ukrainą, a Zełenski wyraził nadzieję na podtrzymanie tych relacji z nowym premierem Andym Burnhamem.
Odrębnie, parlament ukraiński zatwierdził kandydaturę Siergieja Koreckiego na stanowisko nowego premiera kraju.

Wołodymyr Zełenski bronił swojej decyzji o odwołaniu popularnego ministra obrony kraju Mychajły Fiodorowa i potwierdził doniesienia, że stosunki między ministerstwem a najwyższym dowództwem armii kraju uległy pogorszeniu.
Przemawiając na konferencji prasowej w Kijowie z udziałem brytyjskiego premiera Keira Starmera, Zełenski powiedział, że między Fiodorowem – powszechnie postrzeganym jako reformator i modernizator – a głównodowodzącym sił zbrojnych, generałem pułkownikiem Ołeksandrem Syrskim, odbył się „trudny dialog”.
„Bardzo bym chciał zobaczyć jedność. Strony jej nie znalazły. A problem leży nie tylko po stronie stron, ale i po mojej stronie” – powiedział Zełenski. „Ale sprawy mają się tak, jak się mają. I w takiej sytuacji masz wybór: albo jedna, albo druga strona”.

Ukraiński biznesmen, który przeżył zamach w Monako, oskarżył ukraiński wywiad wojskowy o zorganizowanie ataku.

UE nie zdołała uzgodnić najnowszej rundy sankcji wobec Kremla, ani podjąć tymczasowej decyzji o utrzymaniu obecnego limitu cen ropy rosyjskiej w wysokości 44,10 dolarów za baryłkę do 23 lipca, w oczekiwaniu na kolejną próbę sfinalizowania tych środków.


11.

https://wyborcza.pl/7,75399,32916970,zdymisjonowany-ukrainski-minister-obrony-krytykuje-naczelne.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
Mychajło Fedorow po dymisji skrytykował system kierowania armią i wskazał na główne problemy z jakimi zetknął się podczas pół roku kierowania Ministerstwem Obrony.
Podczas, gdy w centrum Kijowa i innych miastach Ukrainy trwały akcje poparcia dla byłego ministra obrony (16.07), sam Mychajło Fedorow spotkał się z dziennikarzami na otwartym briefingu. Od razu należy zaznaczyć, że wcześniej minister wolał spotkania z dziennikarzami w formacie off the record.
Były minister obrony oświadczył, że proponował prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu zastąpienie głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Oleksandra Syrskiego oraz szefa sztabu Andrija Hnatowa. Jego zdaniem to potrzebne, „jeśli chcemy pokonać wroga w sposób asymetryczny, przy minimalnych stratach".
Fedorow potwierdził, że między nim a Syrskim istnieje osobisty konflikt, ale dodał też, że był gotowy pracować z nim dalej. Jednak, jego zdaniem, Syrski zajmował się intrygami. Według Fedorowa Syrski "wymyślił, jak podzielić kraj"
Były minister dodał również, że kiedy Zełenski nie zechciał zwolnić Syrskiego, to pogodził się z tym i nie stawiał warunku „albo ja, albo Syrski".
Fedorow podkreślił również, że naczelny dowódca w 2022 roku zrobił wiele dla ratunku kraju, kierując na przykład obroną Kijowa.
- Nie możemy nie doceniać takiego dowódcy, ale wojna się zmieniła. Dron zmienił wszystko. System dowodzenia uległ zmianie i nie możemy działać tak, jak wtedy - tłumaczył były minister.

11 punktów Fedorowa. Burza po dymisji ukraińskiego ministra obrony
Fedorow zaznaczył, że już po pierwszym miesiącu pracy na czele ministerstwa obrony zobaczył 11 dużych problemów w dowodzeniu Siłami Obrony i systemie władzy.

1. Ukraińska armia wciąż walczy na poziomie taktycznym, chociaż ostatnio zaczęła działać poziomie na operacyjnym.
2. Nie do końca udało się przejść na system korpusów. Przy tym są „korpusy odnoszące sukcesy, które co miesiąc posuwają się naprzód i nie tracą terytorium, a także korpusy, w których co miesiąc zmieniają się dowódcy".
3. Brak jasnej struktury dowodzenia. „Są brygady, które nie potrafią nawet ustalić, ile mają batalionów; batalion wyrywa się z jednej brygady i dołącza do innej".
4. Brak odpowiedzialności, którą w razie błędów dowódcy przerzucają na podwładnych.
5. Problemy z dostawami zakupionego uzbrojenia do jednostek - zdaniem Fedorowa rozdzielane w ręcznym trybie.
6. Ciągła zmiana dowódców jednostek.
7. Izolowanie i niszczenie żołnierzy, którzy chcą się rozwijać.
8. Problemy z realizacją systemowych projektów.
9. Niepotrzebne straty.
10. Blokowanie inicjatyw i „biurokratyczna potyczka". Fedorow stwierdził, że w ciągu sześciu miesięcy nie udało się zmienić struktury organizacyjne ze względu na blokadę ze strony Sztabu Generalnego.
11. Intrygi. Fedorow stwierdził, że dotyczyły również jego osoby, kiedy zarzucano mu różne nieprawdziwe historie.

Były minister, a faktycznie do zatwierdzenia nowego - pełniący obowiązki, podkreślił, że proponował zmiany dotyczące wszystkich wskazanych przez niego punktów.


12.

https://wyborcza.pl/7,75399,32916621,ukraina-nowy-premier-na-ciezka-zime.html#s=S.TD-K.C-B.7-L.2.duzy
Występując w ukraińskim parlamencie w czwartek (16.07) przed głosowaniem nad powołaniem premiera, Korecki oświadczył, że kolejna zima może być jeszcze cięższa od poprzedniej, dlatego przygotowania do niej będą należały do kluczowych zadań jego rządu.
- Doskonale zdaję sobie sprawę, że ta zima może być jeszcze trudniejsza. Dlatego musimy być zjednoczeni i zdecydowani, aby chronić ludzi i zapewnić funkcjonowanie systemów podtrzymujących życie państwa - zapowiedział kandydat na premiera.
Wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski wysuwając kandydaturę Koreckiego na nowego premiera również argumentował to potrzebą zmierzenia się z wyzwaniami związanymi z najbliższą zimą.
- Skoro zbliża się zima, musimy się do niej przygotować. Przygotowujemy się już od dawna, ale priorytety są jasne. Dlatego Serhij Korecki, po przeprowadzeniu wszystkich konsultacji, jest prawdopodobnie osobą najlepiej przygotowaną do objęcia stanowiska premiera Ukrainy - tłumaczył swój wybór Zełenski 15 lipca.
Korecki w parlamencie zapowiedział również, że rząd będzie koncentrował się na wspieraniu Sił Obronnych, rozbudowie kompleksu wojskowo-przemysłowego, wsparciu ludności oraz wzmocnieniu ochrony socjalnej, zwłaszcza w społecznościach położonych w pobliżu linii frontu.
Wśród priorytetów znajdzie się również rozwijanie współpracy z partnerami, pozyskiwanie dalszej pomocy międzynarodowej oraz integracja Ukrainy z UE.
Wśród kluczowych zadań Korecki wymienia przygotowania do nadchodzącej zimy, wsparcie dla przedsiębiorstw, zacieśnienie współpracy z partnerami, pozyskiwanie i efektywne wykorzystanie pomocy międzynarodowej oraz przystąpienie Ukrainy do UE.

Nowy premier Ukrainy. Od ochroniarza do top menadżera
Serhij Korecki urodził się w 1978 roku w Łucku i tam rozpoczął swoją karierę zawodową. Pracować zaczął jeszcze podczas studiów. Sam Korecki w jednym z późniejszych wywiadów powiedział, że w wieku 19 lat zatrudnił się jako ochroniarz w holdingu Continuum, który powstał na Wołyniu i zarządza m.in. wielką siecią stacji benzynowych WOG. Po pewnym czasie Korecki poprosił tam o inną posadę i wkrótce zaczął zajmować się księgowością. A dwa lata później został już dyrektorem departamentu analitycznego, a następnie dyrektorem finansowym spółki.
Jak piszą ukraińskie media, na początku lat 2000, Korecki zbliżył się do jednego z współwłaścicieli firmy Ihora Jeremejewa.
W roku 2007, w wieku 29 lat został dyrektorem generalnym spółki zarządzającej holdingiem i kierował nią do 2013 roku. W tamtym czasie wchodziło do niego 200 różnych firm w różnych regionach Ukrainy, w tym takie silne marki jak: stacje benzynowe WOG, firma mleczarska Hałyczyna, rafineria ropy naftowej w Chersoniu, producent serów Komo, dystrybutor energii elektrycznej na Wołyniu i inne.

Kariera nowego premiera Ukrainy. Stacje benzynowe, które polubili Ukraińcy
W 2013 roku Korecki został dyrektorem generalnym sieci stacji benzynowych WOG. W tamtym czasie nie wyrastały one ponad wewnętrzną konkurencję, ale nowy szef zainicjował zmiany, które sprawiły, że WOG stał się wzorcem w sektorze sprzedaży paliwa.
Przy stacjach zaczęły zjawiać się WOG Cafe z kawą, hot dogami i innym jedzeniem. „Forbes Ukraina" napisała, że Korecki sam testował smaki hot dogów i kawy, zwracając uwagę na każdy szczegół. Zmiany zakończyły się sukcesem i udział sprzedaży produktów niezwiązanych z paliwem w ogólnej strukturze sprzedaży wzrósł z 3 proc. do 30 proc.
W tamtym czasie w WOG wprowadzono zasadę, że każdy menadżer wysokiego szczebla przez kilka dni w roku miał pracować na którejś stacji na kasie albo bezpośrednio przy nalewaniu paliwa z dystrybutora. I Korecki też tak pracował.
Pewnego razu tankował Lanosa. Powiedział do właściciela: „Słuchaj, masz taki ładny samochód. Od razu widać, że o niego dbasz". Mężczyzna wyjął jedną lub dwie hrywny, włożył mu je do ręki i powiedział: „Trzymaj, synku, kiedyś też sobie taki kupisz"
- wspominał niedawno w telewizji publicznej Supsilne były dyrektor WOG ds. marketingu Witalij Tkaczenko.

Nowy premier Ukrainy. Przez benzynę do kawy
Po śmierci jednego z właścicieli Continnum atmosfera w firmie zaczęła się psuć i w 2018 roku Korecki opuścił WOG.
W 2019 roku zdecydował się na działalność w nowej branży i stworzył firmę Idealist Coffee Co, która stworzyła pełny cykl produkcji kawy i sieć kawiarni. Forma stała się największym producentem kawy typu drip w Ukrainie. Można jej spróbować w pociągach Ukraińskich Kolei, a kawiarnie znajdują się również na niektórych dworcach kolejowych.
W 2024 roku tylko Kijowie działało 10 kawiarni Idealist. Sam Korecki wyszedł z tego biznesu w 2021 r. Do dziś biznesem kawowym zajmuje się jego rodzina. Korecki w roku 2019 został jednym z współzałożycieli spółki zajmującej się obrotem energią elektryczną Centurion Group SA i do listopada 2022 roku przewodniczącym zarządu.

Serhij Korecki. Od kawy do sektora państwowego
W 2022 roku nowy premier przeszedł do państwowego sektora paliwowego. W listopadzie 2022 roku został dyrektorem dwóch dużych i związanych ze sobą przedsiębiorstw: Ukrnafty – największego ukraińskiego przedsiębiorstwa zajmującego się wydobyciem ropy naftowej i gazu, oraz Ukrtatnafty, która jest jednym z największych producentów produktów naftowych. Firmy te wcześniej należały do oligarchy Ihora Kołomojskiego i zostały znacjonalizowane.
Eksperci podkreślają, że pod jego kierowaniem przynosząca wcześniej straty spółka Ukrnafta stała się jedną z najbardziej dochodowych ukraińskich firm.
Przeciętny Ukrainiec odczuwa te zmiany, korzystając z stacji benzynowych Ukrnafty. Wcześniej były zaniedbane i znajdowały się w słabych lokalizacjach, często poza głównymi drogami.
Korecki wdrożył tu doświadczenie z WOG: ulepszył obsługę i rozszerzył inną niż sprzedaż paliw działalność stacji. Na wielu z nich można teraz również wypić dobrą kawę i coś zjeść. Do tego zwiększyła się sama sieć. Najpierw Ukrnafta otrzymała skonfiskowaną przez państwo sieć stacji Glusco należących do Wiktora Medwedczuka, tzw. kuma Putina, który jako zdrajca został wymieniony na ukraińskich jeńców i przekazany Rosji. Później Korecki przekonał rząd do kupna stacji Shell, po tym jak sieć zaczęła ograniczać swoja działalność w Ukrainie.
Obecnie paliwo sprzedawane na stacjach Ukrnafty jest w czołówce najlepszych jakościowo i sprzedawane z minimalną marżą. Dlatego ceny paliwa są tam o kilka hrywien niższe niż na przykład na stacjach WOG.
Wiosną 2025 roku, Korecki został wybrany prezesem Naftohaz Ukrainy, największego państwowego koncernu paliwowo-energetycznego. To był trudny moment w historii firmy: niemal puste magazyny gazu i zniszczone przez Rosjan instalacje wydobywcze. A jednak Naftohaz pod jego zarządem przeszedł najcięższą zimę w historii Ukrainy.
„Ukraińska Prawda" napisała w poniedziałek (13.07), że Zełenski uważnie obserwował w ostatnich latach Koreckiego i uznał go za jednego z najlepszych menadżerów państwowych.

Serhij Korecki premierem Ukrainy. Kim jest nowy lider rządu?
Wielu komentatorów zwraca uwagę, że nowy premier nie ma doświadczenia politycznego. Apolityczny premier z jednej strony w sytuacji wojny to raczej plus, ale z drugiej, na takim stanowisku uciec od polityki się nie da.
Zresztą na razie nie wiadomo, czy premierostwo nie rozbudzi politycznych ambicji Koreckiego. Tym bardziej, że wcześniej próbował on już swoich sił w polityce, co prawda krótko i niezbyt skutecznie.
W roku 2002 jeden z współzałożycieli holdingu Continuum Ihor Jeremejew został deputowanym Rady najwyższej Ukrainy, a Korecki jego asystentem.
W 2006 roku przyszły premier spróbował sił w wielkiej polityce i wystartował w wyborach parlamentarnych i do wołyńskiej państwowej rady obwodowej z list Bloku Ludowego, byłego przewodniczącego Rady najwyższej Wołodymyra Łytwyna. Blok nie przekroczył jednak progu wyborczego.

Nowy premier Ukrainy. Finansowa przyszłość zabezpieczona
Premier, który pracował przez tyle lat na wysokich posadach jest zamożną osobą. Zgodnie z deklaracją za rok 2025, dochód jego rodziny wniósł 34 mln hrywien (ponad 2 mln 800 tys. zł). Z nich niemal 30 mln zarobił sam Korecki.
Na kontach bankowych nowy szef rządu trzyma w ubiegłym roku: 527,8 tys. euro, 331,4 tys. dolarów i 1 mln hrywien. Do tego zadeklarował duże sumy gotówki: 1 mln euro i 275 tys. dolarów. Oprócz tego udzielił pożyczek osobom trzecim na sumy: 42 mln hrywien i 2,25 mln dolarów.
Jego córka posiada mieszkanie w Kijowie o powierzchni 234 metrów kwadratowych, a w deklaracji znalazł się też dom w elitarnej wsi Kozyn pod Kijowem.
Dziennikarze zwrócili również uwagę, że posiada on ponad 26 hektarów ziemi, ale znajdują się on w obwodzie donieckim w pobliżu Konstantynówki i Drużkowki, czyli tam, gdzie trwają obecnie działania bojowe. Korecki w lipcu pozostawał jeszcze współwłaścicielem kilku firm.
W deklaracji za ubiegły rok wymienione są również luksusowe przedmioty w tym biżuteria. Żona Iryna Korecka w roku 2024 kupiła bransoletkę marki Cartier z diamentami o wartości 2 mln hrywien.

Ukraina komentuje wybór nowego premiera. "Dyplomata z dobrą intuicją"
Komentatorzy podkreślają, że nowy premier jest technokratą i pracoholikiem.
Agencja RBK-Ukraina, które porozmawiała z kilkoma osobami znającymi premiera, wskazuje, że potrafi on „wyjaśniać skomplikowane zagadnienia prostym językiem, nie w sposób suchy, ale z odpowiednią dozą emocji i w przystępny sposób". Ma to ułatwiać jego komunikację z prezydentem. Posiada również talent dyplomatyczny, który zaprezentował podczas rozmów z USA w sprawie importu gazu.
Ma dobrą intuicję. Wyczuwa, kiedy należy postępować delikatnie, a kiedy – stanowczo. Taka intuicja zawsze się przydaje. Widać, że prezydent czuje się w towarzystwie Koreckiego całkiem swobodnie
– powiedział jeden z rozmówców serwisu RBK-Ukraina.
Rozmówcy agencji są zgodni, że Korecki raczej nie będzie oponował prezydentowi. Jednak w odróżnieniu od poprzedniczki Juli Swyrydenko, może otrzymać więcej swobody działania, w zamian ekipa prezydencka będzie oczekiwać odpowiednich rezultatów, które będą pozytywnie wpływały na ranking władzy.
Jednak według portalu telewizji Suspilne, Korecki już pokazał, że potrafi oponować Zełenskiemu. Po aferze korupcyjnej i śledztwie Midas jesienią ubiegłego roku nie zgodził się przyjąć zwolnionego stanowiska ministra gospodarki.


13.

Ujawniono: jak najpotężniejsze lobby rolnicze w Europie zablokowało unijne prawo dotyczące pestycydów
Tylko u nas: Dokumenty wysokiego szczebla pokazują, w jaki sposób Copa Cogeca pracowała nad osłabieniem przepisów mających na celu ochronę klimatu i dzikiej przyrody
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/16/how-europe-most-powerful-farming-lobby-copa-cogeca-killed-eu-pesticide-law
Niedawno ujawnione dokumenty pochodzące z wnętrza najpotężniejszego lobby rolniczego w Europie pokazują, w jaki sposób opóźniło, zniweczyło i obaliło niektóre z najbardziej radykalnych reform rolniczych w historii UE, w tym plan zmniejszenia o połowę stosowania pestycydów.
Copa Cogeca określa się jako głos 22 milionów rolników z całego kontynentu i cieszy się niezrównanym dostępem do prawodawców UE. Jest nawet nazywana „partnerem w kształtowaniu polityki”.
Kiedy więc w 2020 roku UE w odpowiedzi na obawy dotyczące załamania klimatu i kryzysu naturalnego zainicjowała plany radykalnych reform w rolnictwie, Copa Cogeca wkroczyła do akcji i w lutym 2021 roku przedstawiła swoją strategię lobbingową. Dziesiątki dokumentów rejestrujących wewnętrzne spotkania Copa Cogeca, pozyskane przez Grilled – projekt dziennikarstwa śledczego skupiającego się na systemach żywnościowych – oraz The Guardian, dają nam wgląd w wewnętrzne funkcjonowanie firmy lobbingowej.
Jak powiedział członkom Komitetu Copa Cogeca ówczesny sekretarz generalny Pekka Pesonen, kontrowersyjne produkty zwierzęce – takie jak foie gras czy futro – będą bronione „w taki sam sposób jak tytoń”.
Kluczowym celem UE było ograniczenie stosowania pestycydów o połowę w celu ochrony bioróżnorodności. Jak wynika z dokumentów, reakcja Copa Cogeca polegała na połączeniu taktyki opóźniania z nasilonymi działaniami lobbingowymi.
„Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w 2024 roku” – czytamy w notatce z września 2022 roku. „Być może warto poczekać do tego czasu. Musimy zmusić Komisję [Europejską] do porzucenia jej celów”.
Na tym samym spotkaniu grupa lobbystyczna postanowiła zażądać nowej oceny skutków tej polityki, którą Komisja przeprowadziła pod koniec roku, co spowolniło proces kształtowania polityki o sześć miesięcy. Następnej wiosny grupa odrzuciła sprawozdanie Parlamentu Europejskiego w sprawie tej polityki jako „obraźliwe”, a jej członkowie przedstawili ambasadorom UE na spotkaniu Copa Cogeca prywatnie zlecone badania, podkreślające skutki gospodarcze. Państwa członkowskie, jak wynika z protokołów, „wykazały zrozumienie”.
Dokumenty ujawniają również lobbing organizacji na rzecz ochrony stosowania pestycydów szkodliwych dla pszczół oraz glifosatu, który Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) sklasyfikowała jako prawdopodobnie rakotwórczy. Sekretariat zaapelował do członków o „wywarcie presji na stałe przedstawicielstwa, aby poparły” odnowienie licencji na glifosat. „Copa Cogeca wyśle list do stałych przedstawicielstw”.
Thomas Waitz, austriacki europoseł z ramienia Zielonych, zasiadający w Komisji Rolnictwa, powiedział: „Copa Cogeca skupia się na sabotowaniu, opóźnianiu i ostatecznie eliminowaniu regulacji dotyczących zrównoważonego stosowania pestycydów. Działają w interesie dużych międzynarodowych koncernów agrochemicznych, a przeciwko dobru małych i średnich rolników”.
Przepisy dotyczące pestycydów zostały wycofane w lutym 2024 r., zaledwie kilka miesięcy przed wyborami, które Copa Cogeca celowo opóźniała.
UE debatuje obecnie nad propozycją, która zniosłaby obowiązek okresowych ponownych ocen bezpieczeństwa pestycydów już obecnych na rynku.
Ograniczenie spożycia czerwonego mięsa było również priorytetem. Każdego roku UE wydaje setki milionów euro na promocję produktów rolnych, w tym na kampanię „Zostań Beefatarianinem” z 2020 roku, która wywołała oburzenie wśród aktywistów. Kiedy Komisja zaproponowała ograniczenie finansowania z czerwonego i przetworzonego mięsa w ramach planu walki z rakiem, Copa Cogeca uznała to za zagrożenie egzystencjalne.
„Nie mówimy tu tylko o polityce promocyjnej” – powiedzieli urzędnicy na spotkaniu w styczniu 2022 roku. „Jeśli mięso będzie tam traktowane w ten sposób, rozprzestrzeni się to również na inne polityki”.
Copa Cogeca skoordynowała działania trzech wyznaczonych komisarzy, aby zakwestionować nowe wytyczne, pozyskała lobby winiarskie i alkoholowe jako sojuszników i wezwała swoich członków do wywierania presji na rządy krajowe w celu zniesienia ograniczeń. W następnym roku środki zostały osłabione. Rok później kryteria zdrowotne zostały po cichu zniesione. Werdykt Copa Cogeca: „Lobbing przyniósł owoce”.
Copa Cogeca szybko zareagowała, aby złagodzić przepisy dotyczące ferm przemysłowych, zanim opinia publiczna je poznała. Wewnętrzna notatka służbowa z 2022 roku stwierdza, że listy do wysokich rangą komisarzy doprowadziły do podniesienia o 50% progu uznawania ferm przemysłowych – w oparciu o liczbę hodowanych zwierząt – przed opublikowaniem wniosku. Analiza wykazała, że zmiana ta kosztowała społeczeństwo 1,8 mld euro (1,5 mld funtów) rocznie w postaci utraconych korzyści zdrowotnych.
To był dopiero początek trwającej wiele lat operacji. Parlamentarzystów zabrano na zorganizowane wizyty w gospodarstwach rolnych w Belgii. Rozpoczęto kampanie medialne. Listy do ambasadorów UE wysłano przed kluczowymi głosowaniami w Radzie Europejskiej. W dniu ostatecznego głosowania parlamentarnego traktory i zaproszeni posłowie do Parlamentu Europejskiego zgromadzili się przed Parlamentem Europejskim w Strasburgu, a „na dużym ekranie transmitowano głosowanie w sprawie dyrektywy IED [o emisjach przemysłowych]”.
Ostateczna wersja ustawy była jeszcze słabsza, znacząco podnosząc progi dla ferm drobiu i trzody chlewnej oraz całkowicie wykluczając bydło. Pierwotny projekt ustawy obejmowałby jedynie około 1% europejskich ferm bydła. Marco Contiero, dyrektor ds. polityki rolnej w Greenpeace EU, powiedział, że Copa Cogeca „postanowiła chronić niewielką grupę wysoce uprzemysłowionych operatorów odpowiedzialnych za nieproporcjonalnie dużą część zanieczyszczeń”, zamiast bronić większości europejskich rolników.
W kwestii dobrostanu zwierząt, prywatne oświadczenia Copa Cogeca i jej publiczne stanowiska przedstawiają rozbieżne historie. Na wewnętrznym spotkaniu w 2021 roku jeden z urzędników stwierdził, że branża mogłaby natychmiast porzucić chów klatkowy, gdyby otrzymała wsparcie finansowe. Jednak stanowisko lobbingowe Copa Cogeca domagało się okresu przejściowego trwającego do 15 lat. Oczekuje się, że Komisja Europejska ogłosi plany stopniowego wycofywania chowu klatkowego dla kur niosek do końca 2026 roku, lata po pierwotnym zobowiązaniu.
W kwestii wilków, Copa Cogeca przez lata próbowała pozbawić te zwierzęta statusu chronionego w unijnym prawie ochrony przyrody. Cel ten, prywatnie określany przez jej własnych urzędników jako „prawdopodobnie naiwny”, ponieważ dyrektywa pozostawała nietknięta przez 30 lat. Jednak we wrześniu 2024 roku prezydium ogłosiło: „Ważne zwycięstwo lobbingowe. Walka zakończona”. Dyrektywa siedliskowa została zmieniona w czerwcu 2025 roku. Dokumenty Copa Cogeca pokazują, że organizacja natychmiast rozpoczęła sporządzanie listy innych zwierząt i ptaków, które chciała objąć ochroną w następnej kolejności.
Mimo wielokrotnych próśb o komentarz, Copa Cogeca nie odpowiedziała.
Rzecznik Komisji Europejskiej stwierdził, że decyzje podejmowane są „na warunkach Europy, zgodnie z europejskimi zasadami i w europejskim interesie”.
„W interesie wielkiego rolnictwa nie leży uproszczenie Zielonego Ładu” – powiedziała Delara Burkhardt, niemiecka europosłanka z Komisji Środowiska. „Chcą go zdemontować”.


14.

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,32915253,slaby-ratusz-slaby-trzaskowski-ciche-dni-miedzy-prezydentem.html
o zwolnieniu dwóch wiceprezydentek ratusz Rafała Trzaskowskiego jest bezprecedensowo słaby. Słabość nie jest atutem w polityce. Dystans między prezydentem Warszawy a Koalicją Obywatelską rośnie.
W środę Rafał Trzaskowski przedstawił dwie nowe wiceprezydentki. Jedną z nich jest Izabela Marcewicz-Jendrysik, menedżerka zdrowia i doradca personalny.
"Doświadczasz samotności w roli lidera? (...) Masz wrażenie, że Twój zespół nie działa tak, jakbyś chciał? Relacje w zespole bywają napięte, a współpraca zamiast napędzać - męczy? Wiesz, że potencjał jest ogromny, ale trudno Ci go w pełni uruchomić?" - tak zwracała się do potencjalnych klientów przyszła pani wiceprezydent. Brzmi to trochę jak opis sytuacji, w której znalazł się prezydent Warszawy.

Kryzys ze Szpitalem Południowym zachwiał pozycją Trzaskowskiego
W ciągu ostatniego miesiąca na jaw wychodziły kolejne nadużycia w Szpitalu Południowym. To nie jest tylko jedna z wielu lecznic. Trzaskowski wielokrotnie chwalił się tą placówką. Zresztą w jakiejś mierze słusznie - to jeden z kilku takich obiektów w III RP, zbudowany od zera, nie w wyniku przebudowy czy rozbudowy istniejącego gmachu.
Budowę zaczęła jeszcze prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, do użytku został oddany za kadencji Rafała Trzaskowskiego. Od razu na wstępie stołeczny samorząd musiał stoczyć o niego walkę z rządem Mateusza Morawieckiego. Rząd chciał przejąć kontrolę nad obiektem w czasie epidemii koronawirusa.
Ale kilka tygodni temu szpital stał się obciążeniem dla prezydenta Warszawy. Okazało się, że dochodziło w nim do wielu nadużyć. Niesłychany rozgłos zdobyła sprawa Dawida Kacprzyka, lekarza-działacza KO, który w rok zarobił 1,6 mln zł, oszukując na dyżurach. Potem doszły do tego zarzuty portalu zero.pl - nigdy nieudowodnione ani niepoparte nazwiskami - o to, że w szpitalu działał tzw. salonik VIP, w którym działacze KO mogli liczyć na szybszą obsługę.
Do tego jeszcze były ordynator chirurgii twierdził, że z powodu zaniedbań w szpitalu dochodziło do zgonów pacjentów, a szef prosektorium zachowywał się nieetycznie. I wciąż jeszcze wychodzą kolejne sprawy, na przykład raport NIK wskazał, że były przypadki lekarzy, którzy jednocześnie mieli dyżury komercyjne i na NFZ.

Dymisje dwóch wiceprezydentek, ultimatum dla działaczy
Trzaskowski pozostawał cały czas o krok z tyłu za rozwojem wydarzeń: gdy szpital zwalniał Kacprzyka, mówiono już o zaniedbaniach całego szpitala. Gdy prezydent zwolnił cały zarząd szpitala, mówiono, że skala nieprawidłowości była tak duża, że powinna zostać wyciągnięta polityczna odpowiedzialność. Gdy Trzaskowski wyrzucił wszystkich polityków z rad nadzorczych szpitali, podsycił tylko zarzut o tym, że szpitale i miejskie spółki były źródłem partyjnych synekur.
W trakcie tego przedłużającego się kryzysu głos kilkakrotnie zabierał premier Donald Tusk. Krytykował funkcjonowanie Szpitala Południowego, sugerował podjęcie decyzji personalnych.
I w końcu na początku lipca 2026 r. Trzaskowski zwolnił dwie swoje zastępczynie, tłumacząc to "najwyższymi standardami odpowiedzialności". To największy kryzys w stołecznym ratuszu od dekady. W 2016 r., po wybuchu afery reprywatyzacyjnej ówczesna prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz też zwolniła dwóch wiceprezydentów, żeby zasygnalizować nowe otwarcie. Nic to nie dało, jej prezydentura już do końca przyćmiona była aferą.

Rozczarowanie tym, jak Trzaskowski rozegrał kryzys ze szpitalem
To nie jest pierwszy kryzys Trzaskowskiego w stołecznym ratuszu. Dość przypomnieć sprawę dwóch awarii kolektora ściekowego pod dnem Wisły i lawinę ataków ze strony rządzącego wówczas PiS i kontrolowanych przez tę partię mediów. Ale wtedy cała Koalicja Obywatelska stała murem za Trzaskowskim, nie krytykowano sposobu, w jaki reagował na katastrofę budowlaną, nikt nie sugerował w mediach, że prezydent Warszawy powinien zareagować dymisjami wśród urzędników wysokiego szczebla.
Dziś sytuacja jest inna. Od czasu przegranych przez Trzaskowskiego wyborów prezydenta RP w Koalicji Obywatelskiej panuje rozczarowanie Trzaskowskim. Został zmarginalizowany w partii. Nawet miejscy radni przestali się kryć z tym, że mniej się liczą z prezydentem Warszawy, niż z Marcinem Kierwińskim, szefem warszawskich struktur KO, czy wręcz z Jarosławem Szostakowskim, prawą ręką Kierwińskiego, szefem klubu KO w Radzie Warszawy. Wyszło to na jaw na przykład jesienią 2025 r., gdy Trzaskowskiego radni zmusili do wycofania jego projektu uchwały o nocnej ciszy alkoholowej.
Radni zresztą strzelili sobie wtedy w stopę, bo to Trzaskowski trafnie ocenił oczekiwania Warszawiaków. Tusk też wprost zbeształ stołecznych samorządowców. I radni jak niepyszni kilka miesięcy później uchwalili nocny zakaz sprzedaży alkoholu.
Jeśli Trzaskowski odbudował wtedy trochę swój autorytet, sprawa Szpitala Południowego go zrujnowała. W warszawskiej KO dość powszechna jest opinia, że prezydent Warszawy spanikował, wyrzucając dwie wiceprezydentki.

Trzaskowski wyrzuca wiceprezydentki, a w dzielnicy radni KO bronią burmistrza
Widać to było po poniedziałkowej sesji rady dzielnicy Ursynów. Rozpatrywano tam wniosek opozycji o dymisję burmistrza Roberta Kempy (KO), który był szefem rady nadzorczej Szpitala Południowego. Choć za samo członkostwo w tej radzie Trzaskowski zdymisjonował swoją zastępczynię, Aldonę Machnowską-Górę, to burmistrza Ursynowa radni KO nie pozwolili ukarać.
- Bo ma polityczny parasol Marcina Kierwińskiego - mówi warszawska opozycja. Nie da się ukryć: gdyby szef warszawskich struktur KO uznał, że dymisja Kempy jest niezbędna, zostałby odwołany, a wniosek o dymisję szybciej złożyliby dzielnicowi radni KO, niż opozycja.

W warszawskiej KO szemranie po zapowiedzi odpolitycznienia miejskich spółek
Ze zrozumiałych przyczyn krytykowana jest też decyzja prezydenta miasta o odpolitycznieniu miejskich spółek. Na tej samej konferencji, na której zwolnił wiceprezydentki, Trzaskowski ogłosił, że do końca lipca wszyscy działacze partyjni mają wybór: legitymacja, albo miejsca w zarządach i radach nadzorczych miejskich spółek.
Ta krytyka jest też wyrażana publicznie. Dariusz Rosati, były poseł KO, napisał kilka dni temu na Facebooku: "Moim zdaniem domaganie się od członków partii, aby zrzekli się funkcji w samorządzie (albo odwrotnie - zrezygnowali z członkostwa w partii) to krok niepotrzebny i w istocie szkodliwy dla efektywnego działania samorządu. Może też prowadzić do wewnętrznego osłabienia partii (w tym przypadku KO)".
Rosati dowodził, że "»karanie« za samo członkostwo w partii jest nieuzasadnione. Warszawa pozbyłaby się w ten sposób wielu wartościowych menadżerów i fachowców". I przekonywał, że zakaz łączenia stanowisk w samorządzie z członkostwem w partii jest "niepotrzebnym populizmem". Rosati powiedział na głos to, co po cichu mówi wielu stołecznych działaczy KO.
Od warszawskich samorządowców słyszałem też narzekania, że Trzaskowski niepotrzebnie rozciągnął usuwanie działaczy ze spółek aż na miesiąc. W ten sposób, ich zdaniem, przedłuża tylko kryzys wizerunkowy.
Czyszczenie spółek z działaczy KO pcha Trzaskowskiego na kurs kolizyjny z Marcinem Kierwińskim. Nie jest oczywiście tak, że szef warszawskich struktur KO decyduje o każdej posadzie w miejskich spółkach. Ale kontroluje szczeble władzy w warszawskiej KO i w ten sposób ma wpływ na ruchy kadrowe w spółkach, To tajemnica poliszynela i jedno ze źródeł niekwestionowanej pozycji Kierwińskiego w partii.

Dystans między Trzaskowskim a KO rośnie
Można odnieść wrażenie, że podczas kryzysu ze Szpitalem Południowym KO zrobiła krok wstecz, odsuwając się od Rafała Trzaskowskiego. Tusk wyraźnie sygnalizuje niezadowolenie, radni ani politycy KO nie towarzyszą prezydentowi Warszawy na konferencjach.
W KO nie było kolejki chętnych do starań o wiceprezydenturę. Widać to choćby po tym, że nowe wiceprezydentki Trzaskowski powołał bardzo szybko, po zaledwie kilkunastu dniach. Poprzednie wakaty na tym stanowisku uzgadniał z KO miesiącami.
Dwie nowe zastępczynie Trzaskowskiego: Magdalena Młochowska i wspomniana wcześniej Izabela Marcewicz-Jendrysik są urzędniczkami, nie polityczkami. Nie udzielały się w warszawskiej KO. Zostały wybrane dlatego, że prezydent im ufa. W ten sposób powstał najbardziej "autorski" zarząd miasta, od kiedy prezydentem Warszawy został Trzaskowski. Jedyną łączniczką z KO pozostaje wiceprezydentka Karolina Bober, uważana za osobę, której ufa Kierwiński.

Karuzela personalna w ratuszu osłabia Trzaskowskiego
Mianowanie nowych wiceprezydentek sugeruje, że dystans między prezydentem Warszawy a KO poszerza się. Dziś stosunki Trzaskowskiego z partią są najbardziej napięte od czasu, gdy zakładał stowarzyszenie "TAK! Dla Polski" i podejrzewano, że może to być konkurencja dla KO.
Wtedy jednak wierzono, że Trzaskowski ma potencjał na stworzenie politycznej nowej jakości. Dziś jego pozycja w partii jest marginalna. A na dodatek słaba jest też jego pozycja w stołecznym ratuszu. (…)


15.

https://wyborcza.biz/biznes/7,156481,32916358,bronil-nafciarzy-putina-dostal-posade-w-chinskim-gigancie-e-emobilnosci.html

Péter Szijjártó, były szef dyplomacji Węgier za rządów Viktora Orbána, zrezygnował z dalszej działalności politycznej, aby zostać menedżerem chińskiego producenta samochodów elektrycznych BYD.
========
No to już wiecie, jakich samochodów nie należy kupować.
W ogóle chińskich, ale po tym „awansie” rosyjskiego szpiega – jakich szczególnie.



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga